Dodaj do ulubionych

AFGANISTAN oraz inne misje

28.04.08, 10:18
www.gazetawyborcza.pl/1,76842,5160014.html
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=904&w=78887822&a=78905337
Obserwuj wątek
    • gajasirocco Szczypińska: Jadę na misję do Afryki 12.05.08, 10:13
      fakty.interia.pl/kraj/news/zawiedziona-w-milosci-poslanka-jedzie-na-misje,1108069

      No to będziesz miała wesoło - nasza Beduinko (takie wyborowe
      towarzystwo)!
    • gajasirocco "Polacy już są w Czadzie" GW 30.05.08, 08:43
      wyborcza.pl/1,75477,5258226,Polacy_juz_sa_w_Czadzie.html?skad=rss
      • aisza5 W Czadzie Polacy już prawie gotowi do misji 29.06.08, 09:27
        wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,5406500,W_Czadzie_Polacy_juz_prawie_gotowi_do_misji.html?nltxx=856991&nltdt=2008-06-29-08-
        09
    • aisza5 "Afganistan. Dzieci terroryści?" GW 30.06.08, 20:48
      wyborcza.pl/1,84758,5407767,Afganistan__Dzieci_terrorysci_.html
      Afganistan. Dzieci terroryści?


      10 dzieci w wieku od 9 do 13 lat więzionych jest od kilku lat jako
      terroryści w amerykańskiej bazie wojennej Bagram pod Kabulem -
      ogłosiła w sobotę Afgańska Organizacja Praw Człowieka.

      10 dzieci w wieku od 9 do 13 lat więzionych jest od kilku lat jako
      terroryści w amerykańskiej bazie wojennej Bagram pod Kabulem -
      ogłosiła w sobotę Afgańska Organizacja Praw Człowieka. Organizacja
      twierdzi, że wobec dzieci nie wysunięto żadnych oskarżeń, a jedynym
      powodem ich uwięzienia są podejrzenia wobec ich rodziców o
      sprzyjanie talibom
      • aisza5 "Masz szansę, Afganistanie" GW 13.07.08, 14:37
        wyborcza.pl/1,76498,5448654,Masz_szanse__Afganistanie.html
        Masz szansę, Afganistanie
        Ludwika Włodek-Biernat

        Dwa miliony afgańskich wdów pozostaje bez opieki, tylko 10 proc.
        wiejskich kobiet potrafi czytać i pisać. To równie istotne jak
        przegrupowania talibów w Choście czy niewłaściwe uzbrojenie
        służących w Afganistanie Polaków
        Ludwika Włodek-BiernatInteresujemy się Afganistanem, tylko gdy
        przydarza się tam coś złego naszym żołnierzom. Większość doniesień z
        tego kraju to informacje o wybuchach bomb, porwaniach i potyczkach z
        talibami. Powstaje samonakręcająca się wizja Afganistanu jako
        czarnej dziury, w której nic się nie udaje.

        W poniedziałek w Kabulu, w największym zamachu od czasu obalenia
        talibów, zginęło ponad 40 osób, a prawie 200 zostało rannych. Ot,
        kolejna tragedia w tym smutnym kraju, nie zasługuje na więcej niż
        notkę, uznały media. Jednak wbrew temu, co można by sądzić na
        podstawie relacji z Afganistanu, rytmu życia kabulczyków nie
        wyznaczają tylko samobójcze zamachy. Na miejscu rzeczywistość
        wygląda inaczej.
    • aisza5 "W nalocie Amerykanów zginęło 47 cywilów" GW 11.07.08, 20:23
      wyborcza.pl/1,86657,5446936,W_nalocie_Amerykanow_zginelo_47_cywilow.html

      W nalocie Amerykanów zginęło 47 cywilów

      Nalot sił amerykańskich we wschodnim Afganistanie zabił 47 cywilów,
      z czego 39 osób to były dzieci i kobiety - podały władze w Kabulu.

      Władze afgańskie podały wyniki śledztwa powołanej przez prezydenta
      Hamida Karzaja komisji mającej wyjaśnić okoliczności ataku. Według
      ustaleń Afgańczyków niedzielnym nalocie sił USA zginęli cywile,
      uczestnicy uroczystości weselnych, a nie - jak twierdzili
      Amerykanie - "rebelianci". Przewodniczący prezydenckiej komisji
      senator Burhanullah Szinwari powiedział w rozmowie z BBC, że
      dochodzenie wykazało, że ofiar było 47, a nie jak podawano
      wcześniej, 20. 39 osób to były kobiety i dzieci, osiem ofiar było w
      wieku 14-18 lat. - Zabici nie mieli nic wspólnego ani z talibami ani
      z Al-Kaidą - powiedział prezentując raport przewodniczący
      prezydenckiej komisji Burhanullah Szinwari.

      Śmierć cywilów w Afganistanie jest bardzo delikatną kwestią.
      Wiceprzewodniczący niższej izby afgańskiego parlamentu Mirwais
      Yasini powiedział w rozmowie z BBC, że za atak ludziom należą się
      odszkodowania. Wyraził też zaniepokojenie skutkami zabijania cywili
      przez siły koalicji. - Takie operacje zwiększają przepaść między
      ludźmi a rządem - powiedział.

      • aisza5 "Tajemnice Nangar Khel" GW 29.07.08, 15:30
        wyborcza.pl/1,84763,5496955,Tajemnice_Nangar_Khel.html
        ...Sza Mardan wygląda tak jak wszystkie malutkie osady, które
        widzieli przez ostatnie trzy miesiące: podwórko wielkości szkolnego
        boiska otoczone murem wzniesionym z kamieni. Pośrodku cztery
        brązowego koloru chałupy z kamieni i gliny.

        Ale tym razem nie witają ich przyjazne czy badawcze spojrzenia
        tubylców. Mężczyźni miotają przekleństwa, wygrażają im pięściami.
        Lamentują kobiety skryte za mężami i braćmi. Na ziemi leżą
        zakrwawione ciała.

        Starszy szeregowy Marcin Kazula wyskakuje z hummera i podbiega do
        kobiety, której krew cieknie po nodze. Sprawdza puls: nie żyje.
        Podbiega do drugiej - młodej kobiety, która ma ranę na nodze i
        klatce piersiowej. Próbuje ją reanimować.

        Starszy szeregowy Paweł Olszówka podbiega do leżącej dziewczynki. Na
        oko ma jakieś 4 lata. Dziecko ma skórę zdartą z kręgosłupa, a kręgi
        na wierzchu. Z brzucha wylewają się jelita. Nachyla się nad
        dziewczynką, ale dziecko już nie żyje.

        Niedaleko leży jeszcze młoda dziewczyna, ma może 18 lat, jest w
        zaawansowanej ciąży. Ma szarpane rany na pośladkach i stopach. Ale
        żyje.

        Olszówka widzi jeszcze jedną ranną - to starsza kobieta, jedną nogę
        ma oderwaną, drugą zmiażdżoną, całe jej ciało jest pokiereszowane.

        Dalej leży mężczyzna. Ktoś zdążył już jego ciało przykryć szmatami.

        Olszówka ledwie przytomny po tym, co zobaczył, robi kilka kroków,
        widzi jeszcze dziewczynkę, która leży w kałuży krwi. Ma pewnie z
        sześć lat. Obok leży oderwana noga. Z twarzy dziecka sterczy odłamek.

        Żołnierze słyszą krzyk "Borysa", który również krąży wokół ciał: -
        Kurwa mać! Ja tylko wykonywałem rozkazy! Nie pójdę za to, kurwa,
        siedzieć!

        Jego dowódca, "Bolec", wzywa przez radio śmigłowiec sanitarny.

        - Nigdy wcześniej nie widziałem zabitych - opowie nam wiele miesięcy
        później.

        Komandosi z Bielska-Białej

        "Bolec" to porucznik Łukasz Bywalec. Ma 27 lat. Grozi mu dożywocie
        za zabójstwo ludności cywilnej. W Afganistanie był od maja przez pół
        roku z pierwszą zmianą polskich żołnierzy. Teraz czeka na proces,
        który zacznie się nie wiadomo kiedy, bo sąd na razie odesłał
        prokuraturze akt oskarżenia za Nangar Khel do poprawki.

        - On ma wojsko we krwi. Wciąż kończył jakiś kurs, podnosił sobie
        poprzeczkę - opowiada jego ojciec Władysław, w czasach PRL zawodowy
        oficer. Pokazuje dyplomy syna: instruktor narciarstwa, pływania i
        samoobrony, kurs spadochronowy, patent narciarza wodnego, ratownika
        WOPR, żeglarza, kurs wspinaczki skalnej, kurs nurkowania...

        "Bolec" studiował najpierw na cywilnej, potem wojskowej uczelni. Już
        jako podporucznik trafił do prestiżowego 18. Batalionu Desantowo-
        Szturmowego w Bielsku-Białej. A tam do pierwszego, sztandarowego
        plutonu zwanego "Delta". Martwił się, że odstaje doświadczeniem od
        młodszych rangą, którzy byli już na dwóch, a nawet trzech misjach
        wojskowych za granicą i nieraz wąchali proch. W Afganistanie chciał
        to szybko nadrobić. Ale nie było mu łatwo - jako dowódca plutonu ze
        względu na mniejsze doświadczenie nie cieszył się takim mirem jak
        młodszy od niego stopniem "Osa".

        ***

        "Osa" - chorąży Andrzej Osiecki, 31 lat. Zastępca dowódcy plutonu.
        Niepozorny szatyn z lekko odstającymi uszami na zdjęciu w Naszej-
        Klasie pozuje na tle hummera i rosomaka podczas patrolu w
        Afganistanie. Dostał taki sam zarzut jak "Bolec".

        "Osa" pochodzi z Mazur. Był na misji w Iraku, tam napatrzył się na
        amerykańskich marines. Kręcą go. To "Osa" i jego fascynacje
        nadają "Delcie" ton.


    • aisza5 AFGANISTAN -humanitarna katastrofa! 02.08.08, 09:25
      wyborcza.pl/1,75477,5547008,Afganistan___humanitarna_katastrofa.html?nltxx=1721538&nltdt=2008-08-02-03-16
      • aisza5 Proces w sprawie Nangar Khel się rozpocznie- GW 03.12.08, 23:44
        wyborcza.pl/1,75248,6020610,Proces_w_sprawie_Nangar_Khel_sie_rozpocznie.html

        Proces w sprawie Nangar Khel się rozpocznie

        Sąd Najwyższy zdecydował w środę o przekazaniu do rozpoznania
        wojskowemu sądowi sprawy Nangar Khel

        Izba Wojskowa Sądu Najwyższego na niejawnym posiedzeniu uwzględniła
        zażalenie prokuratury na decyzje o zwrocie jej przez sąd sprawy
        żołnierzy oskarżonych o zabicie cywili w afgańskiej wiosce Nangar
        Khel.

        Naczelna Prokuratura Wojskowa wnosiła o uchylenie postanowienia
        Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie z 9 października i o to, by
        proces mógł się już zacząć....
    • aisza5 TUSK i KLICH w Afganistanie oraz japolak... 23.08.08, 10:17
      wyborcza.pl/1,85996,5619582,Tusk_i_Klich_w_Afganistanie.html
      "76 osób, cywilów i głównie kobiet i dzieci, zginęło podczas
      operacji koalicji w rejonie Szindand w prowincji Herat" - głosi
      oświadczenie afgańskiego ministerstwa spraw wewętrznych. Spośród
      ofiar 19 to kobiety, siedem to mężczyźni, a pozostali to dzieci w
      wieku poniżej 15 lat
      Specjalny sprawozdawca ONZ Philip Alston informował w połowie maja,
      że w ciągu czterech pierwszych miesięcy tego roku w atakach sił
      międzynarodowych śmierć poniosło ok. 200 afgańskich cywilów. W tym
      samym czasie z ręki talibskich bojowników śmierć poniosło 300
      cywilów"

      Afganistan. Nalot...
      Autor: japolak 23.08.08, 06:00

      "Fajna zabawa - kto więcej cywilnych tubylców zabije: "dzicy"
      talibowie czy "cywilizowana" koalicja.
      Ja rozumiem, iż wspólnym wysiłkiem braci Kaczyńskich, Fotygi, Tuska
      i Sikorskiego umowę o "tarczy" podpisaliśmy, że z tej okazji pan
      premier poleciał na wycieczkę do Afganistanu. Ale Amerykanie trochę
      przesadzili, organizując mu pokaz strzelania do żywych celów.
      Przecież to cholernie kosztowne - ile musi się
      nalatać "inteligentna" bomba za kilka milionów dolarów, zanim "z
      chirurgiczną precyzją" trafi w jakiegoś trzyletniego
      gó..arza "terrorystę".
      Od czasu interwencji produkcja narkotyków w Afganistanie, gdzie była
      głównym "przemysłem", wzrosła SZEŚĆ RAZY. Tyle do końca życia nie są
      w stanie wypalić Tusk ani ten były prezydent, co się nie zaciągał.
      Były prezydent USA, nie zaś bywszy czy obecny RP. Choć mnie ciekawi,
      jakie zielsko Lech K. pali, przed swoimi wystąpieniami publicznymi.
      Nerwowe uśmiechy, radosny śmiech, potem depresja, agresja...
      Czyżby włamał się do biurka swego byłego pracownika, który twierdził
      iż na własny użytek wyćpał za kilka milionów złotych, mając kilka
      tysięcy pensji?
      Żal mi tych wieśniaków z Afganistanu. Tak samo jak mieszkańców
      gruzińskich wiosek, niezależnie od ich narodowości, poglądów. I
      czyje bomby na nich spadały, Którzy snajperzy strzelali.
      Jakąś dobę temu Janina Ochojska, szefowa Polskiej Akcji
      Humanitarnej, mówiła w tv iż chce pomagać WSZYSTKIM ofiarom
      gruzińskiego konfliktu. Sekundę później spiker podał numer konta, na
      które można wpłacać POMOC DLA GRUZJI...
      A jesli chcę wpłacić 50 groszy na Osetyńczyków, Abchazów, ruskich
      czy ukraińskich mieszkańców Krymu? Tam na wczasy lub emeryturę
      Sowietskij Sajuz wysyłał swych obywateli, którzy latami dobrowolnie
      lub nie ryli na Syberii kopalnie, by wdobywać diamenty albo uran.
      Dziś dalej znają lepiej język Samojedów, niż ukraiński czy
      gruziński, bo miejscową "lingua latina" był rosyjski...
      To problem także polskich mniejszości na Litwie, Łotwie, Estonii, w
      Kazachstanie - obok polskiego znają łatwiejszy dla nich rosyjski,
      więc bywa, iż nie dostają obywatelstwa w krajach, w których urodzili
      się i głosują na "ruskich"...
      Na koniec pytanie - czy amerykańska tarcza w Polsce ocali choć jedno
      życie amerykańskie, polskie, irackie czy afgańskie, ruskie lub
      gruzińskie?
      W tym tygodniu jakiś polski ekspert od wojskowości w tv tłumaczył,
      co znaczy rosyjska zapowiedź "automatycznej" reakcji na atak:
      Po prostu ludzie są wolniejsi od rakiet i komputerów. Więc jak
      komputer rozpozna atak, automatycznie odpowiada odpaleniem własnych
      rakiet...
      Tyle na temat supertajnych walizek noszonych za "buszem", Putinem, i
      kilkunastu innymi właścicielami bombek atomowych - od Izraela, Korei
      i Iraku podejrzewanych, po przyznające się "demokracje" w stylu
      Pakistanu.
      Boże chroń Polskę, jej cywilów i żołnierzy...
      ... bo na polityków liczyć nie można !
      Nie chcę, by za rok lub 10 moje dzieci, wnuki świeciły nocą oczami,
      po czystej lub brudnej bombie atomowej, niezależnie czyjej produkcji"
    • aisza5 "Lekarze Świata" porwani w Etiopii 23-09 23.09.08, 18:23
      fakty.interia.pl/swiat/news/lekarze-swiata-porwani-w-etiopii,1182649,2943

      "Lekarze Świata" porwani w Etiopii
      Wtorek, 23 września (16:11)

      Dwóch pracowników organizacji humanitarnej Lekarze Świata zostało
      porwanych w etiopskim regionie Ogaden - poinformowała we wtorek
      organizacja.

      Pracownicy zostali porwani w poniedziałek w graniczącym z Somalią
      Ogadenie, gdzie działają rebelianci walczący o niepodległość regionu.

      Lekarze Świata nie podali nazwisk ani obywatelstwa porwanych. Nie
      wiadomo też, kim są porywacze. Organizacja poinformowała, że jest w
      kontakcie z władzami Etiopii, swoimi pracownikami działającymi w tej
      części Afryki oraz z rodzinami porwanych.

      ...
      • aisza5 W Pakistanie też porwanie... 28.09.08, 16:07
        wiadomosci.onet.pl/1833461,12,to_moze_byc_polityczne_porwanie_czekajmy_az_ktos_sie_przyzna,item.html

        Zdaniem arabisty prof. Janusza Daneckiego porwanie polskiego
        inżyniera w Pakistanie może mieć charakter polityczny. Według niego,
        porwanie dla okupu nie spowodowałoby tylu ofiar.
        Pakistańska policja poinformowała w niedzielę, że polski inżynier
        został uprowadzony przez uzbrojonych napastników, a dwaj kierowcy i
        ochroniarz, którzy z nim jechali zostali zastrzeleni. Do ataku
        doszło w okolicy wsi Pind Sultani, w okręgu Atak na północy
        Pakistanu.

        - Gdyby porywacze działali wyłącznie dla pieniędzy nie zabijaliby
        ochroniarzy - powiedział Danecki. Zaznaczył, że obecnie "musimy
        czekać, aż ktoś się do tego porwania przyzna".

        - Trudno powiedzieć czego zażądają porywacze, ale mieliśmy już takie
        sytuacje, w których żądano np. wycofania wojsk polskich - powiedział
        profesor.

        Podkreślił, że niedaleko jest granica z Afganistanem - gdzie służy
        obecnie trzecia zmiana polskiego kontyngentu wojskowego - co może
        dodatkowo wskazywać na to, że żądania porywaczy będą polityczne.

        W ocenie arabisty, żądania o politycznym charakterze mogą też być
        skierowane do rządu pakistańskiego.

        - W Pakistanie jest obecnie bardzo napięta sytuacja w związku z
        nowym prezydentem, który jest proamerykański, co się nie podoba
        siłom ekstremistycznym - tłumaczył profesor.

        Polak porwany w Pakistanie - śledź rozwój sytuacji w Onet.tv

        Danecki podkreślił, że "ważna tutaj jest współpraca między polskim a
        pakistańskim MSZ". Dodał, że sceptycznie ocenia pojawiający się w
        mediach pomysł wysłania polskich służb specjalnych.

        - Nie wiem czy w naszych służbach specjalnych są tacy ludzie, którzy
        orientowaliby się w tamtym terenie, one mogłyby jedynie współdziałać
        z siłami pakistańskimi - mówił Danecki.

        Podkreślił, że nie przypomina sobie, żeby w ostatnim czasie w
        Pakistanie dochodziło do porwań. - Ostatnio mieliśmy w Egipcie coś
        podobnego, gdzie porwano grupę turystów, ale z tą różnicą, że
        Pakistan jest trudniejszym terenem jeśli chodzi o możliwości odbicia
        porwanego - powiedział Danecki.
    • aisza5 Spotkanie z Janiną Ochojską w Traffic Clubie 4-10 02.10.08, 16:58
      Spotkanie z Janiną Ochojską w Traffic Clubie w Krakowie

      Zapraszamy na spotkanie z Janiną Ochojską, które odbędzie się 4
      października (sobota) o godz. 16.00 w księgarni Traffic Club.

      Co ma wspólnego edukacja ze zmniejszeniem ubóstwa na świecie? W jaki
      sposób Polska Akcja Humanitarna umożliwia naukę dzieciom i dorosłym
      żyjącym w najbiedniejszych krajach świata? Odpowiedzi na te i wiele
      innych pytań będzie można usłyszeć podczas sobotniego spotkania z
      Janiną Ochojską w warszawskiej księgarni Traffic Club.

      Wydarzenie jest częścią naszej nowej kampanii „Akcja Edukacja” i
      będzie poświęcone problemowi dostępu do edukacji na świecie oraz w
      Afganistanie gdzie od 2002 roku realizujemy projekty umożliwiające
      naukę dzieci i dorosłych. W tym celu odbudowujemy szkoły,
      dystrybuujemy wyprawki szkolne, organizujemy zajęcia pozwalające
      zdobyć lub rozwinąć umiejętności zawodowe.

      W trakcie tegorocznej kampanii „Akcja Edukacja” zbieramy środki,
      które pozwolą nam na dalszą realizację projektów edukacyjnych w
      Afganistanie. W tym celu prowadzimy sprzedaż specjalnych ołówków za
      pośrednictwem sklepów Carrefour i Traffic oraz strony internetowej:
      www.akcjaedukacja.pl. (cena ołówka wynosi 2 zł). Zbieramy również
      pieniądze na numer konta: 41 1060 0076 0000 3310 0016 1001.

      Wszystkich chętnych do wsparcia kampanii zapraszamy do odwiedzenia
      strony: www.akcjaedukacja.pl.


    • aisza5 Buty dla afgańskich dzieci 06.11.08, 08:35
      wyborcza.pl/1,75478,5888527,Buty_dla_afganskich_dzieci.html?nltxx=1721542&nltdt=2008-11-06-04-10
      Buty dla afgańskich dzieci

      Buty i ciepłą odzież dla dzieci z Afganistanu zbiera organizacja
      Szkoły dla Pokoju. Jeszcze w listopadzie wojsko ma je
      przetransportować do prowincji Ghazni.
      - Sytuacja jest nadzwyczajna, mamy bardzo mało czasu, chodzi nam o
      ciepłą odzież i przede wszystkim buty, tak aby dotarły do
      Afganistanu przed zbliżającą się zimą - mówi "Gazecie"
      przewodnicząca fundacji Beata Błaszczyk. - Jest to także akcja,
      która ma służyć bezpieczeństwu polskich żołnierzy, bowiem może
      pozytywnie usposobić do naszego kontyngentu mieszkańców prowincji.
      Fundacja zajmuje się pomocą dla dzieci w rejonach ogarniętych
      konfliktem, w 2005 r. uruchomiła szkołę w Afganistanie. Wszystkie
      szczegóły akcji: www.szkolydlapokoju.pl.

    • aisza5 "Nikt nie może pomóc Kongu" W.Jagielski 12.11.08, 09:17
      wyborcza.pl/1,75477,5904660,Nikt_nie_moze_pomoc_Kongu.html?nltxx=1721538&nltdt=2008-11-12-03-18

      Nikt nie może pomóc Kongu
      Wojciech Jagielski

      Jeśli wojna, która tli się w położonej na wschodzie Konga krainie
      Kivu, wybuchnie pełnym płomieniem, obejmie pół Afryki i doprowadzi
      do najkosztowniejszej klęski w historii misji pokojowych ONZ

      Pod koniec października partyzanci zbuntowanego generała Laurenta
      Nkundy z łatwością rozpędzili na cztery wiatry kongijską rządową
      armię budowaną od kilku lat za miliony dolarów przez instruktorów z
      ONZ. Cudzoziemcom nie udało się zmienić kongijskich żołnierzy,
      którzy zawsze woleli zajmować się grabieżami, gwałtami i mordami, a
      na pierwszy strzał rozbiegali się w popłochu.

      Teraz też na widok partyzantów, zamiast bronić miasteczek i wsi w
      Kivu, przystąpili do ich plądrowania. Partyzantom Nkundy równie
      łatwo przyszłoby zdobycie stolicy północnego Kivu Gomy, ale generał
      kazał im zatrzymać się przed rogatkami miasta i ogłosił zawieszenie
      broni....
      • aisza5 c.d."Nikt nie może pomóc Kongu"-wojna w KIVU 12.11.08, 10:44
        Wojna zaczęła się w krainie Kivu

        Wojna tak upodobała sobie zieloną krainę Kivu położoną nad
        afrykańskimi wielkimi jeziorami Kivu, Edwarda i Tanganika, że nie
        opuszcza jej od ponad dziesięciu lat. Zawitała tu w 1994 r., gdy na
        wschodnich brzegach jeziora Kivu, w Ruandzie, zdominowane przez lud
        Hutu tamtejsze rządowe wojsko dokonało rzezi Tutsich. Zajętych
        mordami Hutu rozgromili partyzanci Tutsi, którzy ruszyli na ratunek
        rodakom ze swoich kryjówek w sąsiedniej Ugandzie. Pokonani i
        lękający się krwawego odwetu Hutu uciekli za kongijską granicę, do
        Kivu.

        Ruandyjscy Tutsi bezskutecznie domagali się od ówczesnego władcy z
        Kinszasy Mobutu Sese Seko, by rozbroił wojsko Hutu, które na
        obczyźnie natychmiast zaczęło szykować się do odwetu.

        W końcu maleńka Ruanda sama postanowiła zaprowadzić porządki u
        wielkiego, lecz pogrążonego w chaosie sąsiada. W 1996 r. skrzyknęła
        kongijskich Tutsich w partyzantkę, a sama wraz z Ugandą posłała im
        swoje wojsko na pomoc. Pół roku później rebelianci byli już w
        Kinszasie, a ich przywódca, wywodzący się z Katangi Laurent-Desire
        Kabila, objął władzę (nikt w Kongu nie uznałby panowania garstki
        bitnych Tutsich stanowiących mniejszość nawet w samym Kivu).

        Wyniesiony do władzy Kabila nie zamierzał jednak być tylko
        popychadłem swoich dobrodziejów. Zwalniał z rządu podsuniętych mu
        Tutsich i ani myślał zwalczać Hutu.

        Latem 1998 r. Ruanda do spółki z Ugandą, Burundi i Republiką
        Środkowoafrykańską wywołała więc w Kivu nową rebelię. Ratując skórę,
        Kabila poprosił o pomoc sąsiadów. W zamian za wojsko obiecywał na
        prawo i lewo koncesje na wydobycie cennych minerałów, w jakie natura
        hojnie obdarowała Kongo.

        Z wojny domowej kongijska wojna stała się afrykańską. Po stronie
        Kabili stanęły wojska z Angoli, Namibii, Zimbabwe, Czadu i Sudanu.
        Wojna przerodziła się w bestialskie mordy i etniczne czystki, a
        także cyniczne grabieże dokonywane przez obce wojska. Wojna o łupy
        poróżniła nawet sojuszniczki - Ruandę i Ugandę.

        Zanim zagranicznym negocjatorom udało się przekonać walczące strony
        do ugody, od kul, chorób i z głodu zginęło 4-5 mln ludzi, Kabilę,
        który zginął w zamachu, zastąpił jego syn Joseph, a Kongo zostało
        rozdarte na trzy części - jedną kontrolowały wojska rządowe, drugą -
        partyzanci wspierani przez Ruandę, a trzecią - rebelianci, którym
        pomagała Uganda.

        Podpisany w 2002 r. pokój sankcjonował status quo. Kabila junior
        pozostał prezydentem, a obaj przywódcy rebeliantów jego zastępcami.
        Pokój był wygraną kongijskich Tutsich. Nie tylko mieli swojego
        wiceprezydenta i ministrów w Kinszasie, ale pod ich kontrolą
        pozostawała także kraina Kivu i jedna trzecia całego Konga.

        Wywalczone na wojnach zdobycze kongijscy Tutsi stracili latem 2006
        r. w wyniku pierwszych od 40 lat wolnych wyborów mających stanowić
        zwieńczenie największej i najkosztowniejszej w historii misji
        pokojowej ONZ. Zwycięzca wyborów Joseph Kabila zagarnął dla siebie
        wszystko. Jego pokonany rywal, były wiceprezydent i protegowany
        Ugandy Jean-Pierre Bemba, przegrał uliczną wojnę w Kinszasie i
        został przegnany z kraju. Również Tutsi, jako nieliczni, niemający
        najmniejszych szans w wyborach, stracili wszystko.

        Generał Nnkunda nie składa broni

        Nkunda, który walczył we wszystkich wojnach w Kongu i Ruandzie,
        odmówił uznania nowych władz. Rok temu odrzucił też złożoną mu przez
        nie ofertę 2,5 mln dol., które miały mu zapewnić dostatek i święty
        spokój na wygnaniu w RPA. Zgodził się jedynie podpisać w styczniu
        rozejm, gdy rząd z Kinszasy obiecał rozbroić partyzantów Hutu z
        krainy Kivu. Jeśli tak się stanie - obiecał Nkunda - złożę broń i
        rozpuszczę wojsko. W sierpniu wojna w Kivu wybuchła na nowo, a
        władze w Kinszasie i Nkunda wzajemnie obwiniają się o złamanie
        rozejmu.

        Rząd twierdzi, że Nkundę znów wspomaga ruandyjskie wojsko, które
        chce obalić kolejnego kongijskiego prezydenta. Nkunda twierdzi, że
        jego partyzanci widzieli w Kivu żołnierzy z Angoli. Swoje wojska
        chętnie podesłałoby na pomoc Kabili Zimbabwe. Wojna nie tylko
        zapełniłaby pusty skarbiec zbankrutowanego państwa, ale dodatkowo
        odciągnęła uwagę świata od fatalnych rządów prezydenta Roberta
        Mugabego.

        Siedemnaście tysięcy żołnierzy ONZ bezradnie przygląda się walkom,
        grabieżom, nowemu exodusowi uchodźców, który szacuje się na ćwierć
        miliona. Nie mogąc liczyć na ich pomoc w zwalczaniu ukrywających się
        w Kongu ugandyjskich rebeliantów, także Uganda może w każdej chwili
        uznać, że szybciej sprawę załatwi na własną rękę. Co gorsza, fiasko
        misji ONZ w Kongu niechybnie oznaczać będzie jeszcze większą klapę
        operacji w sąsiednim Sudanie. ONZ już dziś nie może doprosić się
        żołnierzy, śmigłowców i pieniędzy na jeszcze większą niż kongijska
        misję pokojową w Darfurze.

        Kongijska katastrofa może zaś dodatkowo wywołać wojnę na południu
        Sudanu, gdzie pod nadzorem ONZ trwają przygotowania do
        zapowiedzianych na 2009 r. wyborów i ustalonego na 2011 r.
        plebiscytu w sprawie niepodległości południa. Widząc bezradność i
        słabość wspólnoty międzynarodowej, rząd z Chartumu i byli partyzanci
        z południa już dziś zbroją się na przyszłą wojnę.


        Źródło: Gazeta Wyborcza
    • aisza5 USA "zgubiły" 87 tysięcy sztuk broni 13.02.09, 10:13
      wiadomosci.onet.pl/1915761,12,item.html
      USA "zgubiły" 87 tysięcy sztuk broni

      Stany Zjednoczone straciły kontrolę nad jedną trzecią broni
      dostarczonej do Afganistanu. Tak wynika z raportu amerykańskiego
      Urzędu Odpowiedzialności Rządu, który jest odpowiednikiem naszej
      Najwyższej Izby Kontroli.
      W ciągu ostatnich 4 lat Stany Zjednoczone wydały 120 milionów
      dolarów na zakup uzbrojenia dla afgańskich sił bezpieczeństwa. Za tę
      kwotę kupiono 240 tysięcy pistoletów, karabinów i moździerzy. Z
      raportu Urzędu Odpowiedzialności Rządu wynika, że Pentagon nie
      dysponuje właściwą dokumentacją dotyczącą 87 tysięcy sztuk broni.
      Wojskowi nie spisali numerów seryjnych 50 tysięcy karabinów i
      pistoletów. W pozostałych przypadkach nie wiadomo, komu zostały one
      dostarczone. Amerykanie nie mają też pełnej dokumentacji 135 tysięcy
      sztuk broni, dostarczonej do Afganistanu przez 21 innych krajów.

      Raport będzie tematem przesłuchań w komisji sił zbrojnych Izby
      Reprezentantów. Kongresmani mówią, że obecna sytuacja grozi tym, iż
      amerykańscy żołnierze mogą ginąć od kul wystrzelonych z broni, którą
      sami dostarczyli do Afganistanu...
    • aisza5 Afgańczycy wściekli na polskich żołnierzy- GW 28.02.09, 18:44
      wyborcza.pl/1,75477,6328619,Afganczycy_wsciekli_na_polskich_zolnierzy.html

      Afgańczycy wściekli na polskich żołnierzy
      Marcin Górka, Wojciech Jagielski

      W prowincji Ghazni doszło do gwałtownych demonstracji przeciwko
      afgańskim władzom i polskim żołnierzom. Zdaniem zagniewanych
      Afgańczyków Polacy ostrzelali meczet. Polacy zapewniają, że nie
      oddali strzału w kierunku świątyni
      Polacy w Afganistanie
      W czwartek wieczór w wiosce Dhi Chodajdad na południe od polskiej
      bazy w mieście Ghazni, stolicy prowincji i jej imienniczce afgańska
      policja natknęła się na talibów i wezwała Polaków na pomoc. Na
      odsiecz ruszył pluton w wozach bojowych.

      Według policjantów w wiosce był punkt werbunkowy talibów. -
      Afgańczycy powiadomili nas, że w meczecie ukrywają się talibowie.
      Nasi otoczyli świątynię, ale do środka weszli tylko policjanci i
      zaczęli przeszukiwać ludzi. Niektórym pozabierali telefony
      komórkowe - mówi nasze źródło w dowództwie polskiej armii. - Nie
      padł żaden strzał. Potwierdza to mjr Paweł Zaganiaczyk z Ghazni. -
      Nikt z Polaków nie wchodził do środka meczetu - mówi "Gazecie". -
      Nasi żołnierze nie strzelali.

      - W całej operacji użyto tylko granatu hukowego - dodaje ppłk
      Dariusz Kacperczyk z Dowództwa Operacyjnego. - Nasi rzucili go na
      zewnątrz zanim do budynku weszli policjanci. Kacperczyk twierdzi
      też, że budynek, w którym miał mieścić się meczet nie miał żadnych
      widocznych oznak obiektu kultu religijnego.

      Polscy żołnierze w Ghazni starają się trzymać zasady, że nie
      uczestniczą w przeszukiwaniu domostw, rewizjach cywilów, a zwłaszcza
      kobiet. W Ghazni to Afgańczycy wkraczają do domostw i meczetów.
      Polacy zajmują się ubezpieczeniem.

      Nocne rajdy zachodnich żołnierzy, a przede wszystkim wyróżniających
      się agresywnością sił specjalnych USA wywołują gniew Afgańczyków.
      Wielokrotnie wtedy dochodziło do prowokacji, potyczek i bombardowań,
      w wyniku których ginęli cywile. Talibowie nierzadko kryją się wśród
      ludności i prowokują żołnierzy, a gdy od ich kul giną cywile,
      podburzają pozostałych przeciwko obcym.

      - Wiele wskazuje na to, że tak było i tym razem - mówi ppłk
      Kacperczyk. - Talibowie opuścili budynek na krótko przed przybyciem
      policji i żołnierzy. A gdy ze wsi wyjechało wojsko, grozili
      mieszkańcom karami za współpracę z obcymi.

      Najprawdopodobniej to talibowie, którzy umknęli obławie podburzyli
      mieszkańców Dhi Chodajdad, którzy twierdzą, że to Polacy ostrzelali
      meczet. Według jednego z wieśniaków o imieniu Abdurrahman, który
      rozmawiał z dziennikarzem Associated Press, pociski trafiły w mury
      świątyni, nie raniąc nikogo z modlących się. Abdurrahman twierdzi,
      że był w meczecie i widział jak Polacy strzelają do świątyni.

      Wzburzeni mieszkańcy wioski zabarykadowali w piątek drogi - pół
      tysiąca demonstrantów obrzucało kamieniami przysłanych policjantów,
      na co ci odpowiedzieli strzałami. Trzech demonstrantów zostało
      rannych.

      Zastępca gubernatora Ghazni, który był w piątek Dhi Chodajdad
      oświadczył, że w drzwiach meczetu znalazł przynajmniej dwie dziury
      po kulach.

      - Nie mamy pojęcia, czy Polacy weszli do środka meczetu, czy nie.
      Mieszkańcy wioski twierdzą, że weszli - mówi szef policji z Ghazni.

      Przedstawiciel dowództwa NATO w Afganistanie oznajmił, że nie
      wiedział o jakimkolwiek incydencie w Dhi Chodajdad, a wstępne
      śledztwo wykazało, że wojska koalicji nie uczestniczyły w operacji w
      wiosce. Ma jednak zbadać sprawę.

      W prowincji Ghazni, która jesienią została oddana w pieczę polskich
      wojsk, stacjonuje prawie 1600 Polaków. Do niedawna w porównaniu z
      innymi prowincjami z afgańskiego południa i wschodu Ghazni uważana
      była za w miarę spokojną. Nie graniczy z Pakistanem, a afgańscy
      talibowie nigdy nie cieszyli się tu poparciem.

      Sytuacja w Ghazni pogorszyła się w zeszłym roku, gdy talibowie
      umocnili się w południowych prowincjach Helmand i Kandahar oraz
      zdobyli przyczółki w podstołecznej prowincji Wardak. Przed
      zapowiedzianymi na ten rok wyborami prezydenckimi wojska USA chcą
      wyprzeć talibów z okolic Kabulu. Wypychani z Wardaku partyzanci
      przeniosą się najpewniej do sąsiedniej Ghazni.
    • aisza5 MON nie ma pieniędzy na zabranie żołnierzy z Czadu 02.03.09, 15:11
      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,6333157,MON_nie_ma_pieniedzy_na_zabranie_zolnierzy_z_Czadu.html?
      utm_source=Nlt&utm_medium=Nlt&utm_campaign=856991

      MON nie ma pieniędzy na zabranie żołnierzy z Czadu

      Armia nie ma pieniędzy na przetransportowanie żołnierzy z misji w
      Czadzie - alarmuje "Dziennik". Chodzi o wysokie koszty transportu,
      głównie sprzętu. Jak MON chce wyjść z sytuacji? Zamierza złożyć
      wniosek o przedłużenie misji, która miała zakończyć się 31 maja.
      Jeśli żołnierze zostaną dłużej, koszty zostaną przerzucone na ONZ.

      "Dz" w swoim tekście przypomina, że wycofanie naszych żołnierzy z
      afrykańskiej misji miało być jednym ze sposobów na wprowadzanie
      oszczędności w MON. Tymczasem minister Bogdan Klich
      przyznał "Dziennikowi", że premier już zgodził się przedłużenie
      misji.

      - Premier już się zgodził na to, aby opóźnić wycofanie wojska z
      Afryki do jesieni tego roku. Przygotowujemy wniosek do prezydenta o
      przedłużenie misji do tego czasu - cytuje "Dz" Klicha.-
      Rozmawialiśmy z ONZ. Jeżeli polskie wojsko zostanie w Czadzie pod
      flagami Organizacji do jesieni, to pokryje ona koszty wycofania
      naszych żołnierzy i odkupi od nas część zgromadzonego tam sprzętu.

      "Wrócą, jak przestanie padać"

      Minister zapowiedział, że wojsko wróci do kraju najdalej "po
      zakończeniu pory deszczowej". Oznacza to termin nie wcześniejszy,
      niż koniec października.

      Ministerialny plan wycofywania żołnierzy nie tylko z Czadu, ale i
      Libanu, oraz Wzgórz Golan, spalił na panewce. Miało to przynieść
      oszczędności, a tymczasem brakuje pieniędzy na sam transport.
      Jeszcze w marcu na Wzgórza trafi więc kolejna zmiana polskich
      żołnierzy. - Wrócą do końca roku - uspokaja Klich.

      - Utrzymanie przez rok żołnierzy w Czadzie, Libanie i na Wzgórzach
      Golan to około 100 mln zł. Takie oszczędności MON może zrobić
      dopiero w przyszłym roku - cytuje "Dziennik" byłego wiceministra
      obrony Janusza Zemkego.

      Łącznie resort wydaje na misje około 770 mln zł rocznie
    • aisza5 W Afganistanie niewinni nie strzelają 19.03.09, 07:24
      wyborcza.pl/1,75248,6400041,W_Afganistanie_niewinni_nie_strzelaja.html?utm_source=Nlt&utm_medium=Nlt&utm_campaign=2015058

      W Afganistanie niewinni nie strzelają
      Wojciech Jagielski

      - Amerykanie nie ufają nikomu, a zachodząc do wsi, każdego mężczyznę
      z bronią uważają za taliba i strzelają - mówi Ikram Szinwari,
      afgański dziennikarz. Każdy kolejny rok wojny przynosi więcej
      cywilnych ofiar
      Amerykanie kopniakami wyważyli drzwi. Zastrzelili brata doktora,
      czternastoletniego chłopaka, który z karabinem pilnował nocą
      obejścia. Potem zastrzelili innego z braci, który chciał go ratować,
      a także jego żonę. Rykoszet trafił też żonę doktora w kręgosłup. Na
      koniec Amerykanie poszczuli wszystkich psami.

      Tak według relacji Ikrama Szinwariego, wyglądał nocny najazd na dom
      doktora Bilala Hassana z Chostu. W grudniu Amerykanie otrzymali
      donos, że doktor pomaga talibom.

      Dr Bilal i jego czterech kuzynów zostali tej nocy aresztowani. Po
      miesiącu Amerykanie wszystkich zwolnili i przyznali, że wprowadzono
      ich w błąd. Zapłacili doktorowi 5 tys. dol. odszkodowania.

      W Afganistanie przyjęło się, że za pomyłkowo zabijanych cywilów
      zachodnie wojska wypłacają ich krewnym dwa tysiące dolarów
      odszkodowania. Stawka za rannego wynosi pół tysiąca.

      Śmierć Amerykanom

      Wstawał świt, gdy do zapomnianej przez Boga i ludzi wioski w
      powiecie Czarch w podkabulskiej prowincji Logar przybyli amerykańscy
      żołnierze. Ich szpiedzy donieśli im, że w jednym z zakurzonych
      domostw talibowie mają fabrykę bomb i min.

      Amerykanie otoczyli domostwo i wezwali mieszkańców, by wyszli z
      podniesionymi rękami. Wtedy w ich kierunku posypały się strzały. -
      Nasi żołnierze użyli broni, a w wyniku strzelaniny pięciu
      partyzantów zginęło - ogłosiło amerykańskie dowództwo.

      Nazajutrz na placu przed urzędem gubernatora podkabulskiej prowincji
      Logar zebrał się gniewny tłum. "Śmierć Ameryce!" - wygrażali
      wzburzeni Pasztuni, przysięgając, że Amerykanie zastrzelili
      niewinnych ludzi - mułłę i jego czterech dorosłych synów. - To był
      dobry mułła, nie zadawał się z partyzantami - bił się w piersi
      Mustafa Sulejman-chel.

      Dowódca wojsk USA w Logarze płk David Haight zapewniał, że nic nie
      wiedział o rajdzie na wioskę w podległym mu regionie. - Tę operację
      przeprowadzili żołnierze z Bagramu - wyjaśniał. Z bazy w
      podkabulskim Bagramie, a także z tej na lotnisku w Kandaharze i
      tuzina innych rozrzuconych po całym kraju ruszają do akcji żołnierze
      z oddziałów specjalnych wojsk USA. Nie podlegają dowództwu wojsk
      zachodniej koalicji, a wśród Afgańczyków cieszą się złowrogą sławą
      wyjątkowo bezwzględnych i brutalnych.

      Dwa tygodnie temu Pasztuni z Logaru też wygrażali przed
      gubernatorskim urzędem w Pul-e Alam: "Śmierć Ameryce". Wtedy poszło
      o śmierć dwóch mieszkańców z wioski Bagh-e Sultan. Miejscowy mułła
      Abdul Matin twierdził, że napuszczeni przez jego wrogów Amerykanie
      zabili mu brata. Amerykanie przyznają, że postanowili nocą
      przeprowadzić rewizję w domostwie Szer Aghi. Otworzyli ogień, kiedy
      zaczął do nich strzelać.

      - Gdyby był niewinny, toby nie strzelał - mówi płk Haight. - Jeżdżę
      po wsiach i powtarzam starszyźnie plemiennej, że nic do nich nie
      mam, że jestem tu tylko po to, by im pomóc. I ostrzegam, by nie
      pozwalali swoim synom sięgać po broń. Mówię im: nie obchodzi mnie, z
      jakiego powodu wezmą do rąk karabin, dla pieniędzy czy z powodu
      religii. Moi żołnierze zabiją każdego, kto do nich strzeli. Teraz
      wam to mówię, żebyście nie byli zdziwieni.

      W marcu demonstracje przeciwko nocnym rajdom amerykańskich
      żołnierzy, w wyniku których zginęli afgańscy cywile (lub talibowie,
      jak chcą Amerykanie), doszło w graniczącej z Logarem Paktii. Od
      amerykańskich kul w marcu zginęło też kilkudziesięciu Afgańczyków w
      prowincjach Herat i Helmand. W lutym "śmierć Kanadyjczykom!" wołali
      wieśniacy w Kandaharze, gdzie kanadyjscy żołnierze zastrzelili dwoje
      dzieci. Pięcioro dzieci zginęło też w sąsiednim Uruzganie w
      strzelaninie między żołnierzami z Australii i talibami. Pod Heratem
      amerykańscy piloci zrzucili bomby na obozowisko koczowników Kuczi,
      których wzięli za partyzantów. W styczniu jedynie w wyniku trzech
      operacji amerykańskich wojsk specjalnych w prowincjach Laghman i
      Kapisa zginęło ponad 50 cywilów.

      Żywe tarcze talibów

      Według szacunków ONZ w zeszłym roku zginęło w Afganistanie 2118
      cywilów. 829 z nich zabili - według autorów raportu - żołnierze
      zachodniej koalicji (talibowie - 1160; pozostałe ofiary nie zostały
      przypisane żadnej ze stron). W 2007 r. zginęło niewiele ponad 1,5
      tys. cywilów, w 2006 r. - niespełna tysiąc.

      Przedstawiciele Czerwonego Krzyża ostrzegają, że w tym roku liczba
      cywilnych ofiar będzie jeszcze większa, choćby dlatego, że liczba
      zachodnich wojsk wzrośnie o co najmniej 20 tys. - Na takiej
      partyzanckiej wojnie jak ta cywilnych ofiar nie da się uniknąć -
      przyznaje amerykański generał David McKiernan, dowodzący wojskami
      zachodniej koalicji.

      Dowódcy USA winę za cywilne ofiary wojny zrzucają na talibów, którzy
      chowają się po wsiach i wykorzystują wieśniaków jako żywe tarcze. -
      Zachodzą do wsi tylko po to, by ostrzelać z niej nasze wojska i
      zdążyć uciec, zanim zostanie ona zbombardowana - mówi gen.
      McKiernan. - Talibowie robią to celowo, by spowodować ofiary wśród
      cywilów i podburzać ich potem przeciwko nam.

      Pomyłki zwiadowców i pilotów, prowokacje ukrywających się po wsiach
      talibów, a także fałszywe informacje przekazywane przez szpiegów, by
      nasłać na osobistych wrogów amerykańskie wojska, powodowały ofiary
      wśród ludności cywilnej od samego początku afgańskiej wojny. W
      grudniu 2001 r., w miesiąc po inwazji USA, pod amerykańskimi bombami
      zginęło np. ponad 60 pasztuńskich wodzów zmierzających do Kabulu na
      uroczystą inaugurację prezydentury Hamida Karzaja.

      Liczba ofiar pomyłkowych bombardowań zaczęła gwałtownie rosnąć w
      2006 r., gdy talibowie, przegrupowawszy się na afgańsko-pakistańskim
      pograniczu w nową partyzancką armię, wrócili do Afganistanu. Tylko
      jesienią 2006 r. w nalotach w prowincji Kandahar, twierdzy talibów,
      zginęło ponad stu chłopów.

      Szczególnie wzburzyły Afgańczyków dwie tragedie z 2008 r. Wiosną we
      wschodniej prowincji Nangarhar zaatakowani przez talibów żołnierze
      piechoty morskiej USA rzucili się do ucieczki, strzelając na oślep i
      taranując blokujące im przejazd cywilne samochody. Zginęło wtedy 20
      cywilów, a ponad 50 zostało rannych. W sierpniu w wiosce Azizabad w
      zachodniej prowincji Herat celowo wprowadzeni w błąd przez
      afgańskiego szpiega Amerykanie zbombardowali domostwo jego
      osobistego wroga. Zginęło prawie sto osób zebranych na rodzinnej
      uroczystości.


      Karzaj atakuje Zachód

      Zabici cywile, a także ich buta, nieufność i niechęć wobec tubylców
      sprawiają, że Afgańczycy coraz niechętniej odnoszą się do
      przedłużającej się obecności obcych w ich kraju. Coraz bardziej też
      w oczach swoich rodaków traci prezydent Hamid Karzaj wyniesiony i
      utrzymywany u władzy przez przybyszów.

      Pod koniec 2006 r., nie kryjąc łez, w bezsilnej złości Karzaj
      oskarżał w ONZ Amerykanów, że mają za nic życie Afgańczyków. -
      Naszym losem jest nieustanne cierpienie - mówił. Przed miesiącem
      zażądał od dowódców zachodnich wojsk, by uzgadniali z nim wszystkie
      operacje zbrojne...
    • aisza5 Prezydent Afganistanu apeluje do USA o przerwanie 09.05.09, 09:48
      wiadomosci.onet.pl/1967391,12,prezydent_afganistanu_apeluje_do_usa_o_przerwanie_nalotow,item.html

      Prezydent Afganistanu apeluje do USA o przerwanie nalotów

      Prezydent Afganistanu Hamid Karzaj wezwał w piątek USA, aby
      wstrzymały ataki lotnicze na terytorium afgańskim, po tym, jak w
      ciągu tygodnia zginęło w nich ponad 100 cywilów.
      - Żądamy zakończenia tych operacji (...), końca nalotów - powiedział
      Karzaj w wywiadzie dla telewizji CNN. Według niego ataki lotnicze są
      nie do przyjęcia.

      Śledztwo, przeprowadzone przez armię amerykańską, bezspornie wskazuje
      na odpowiedzialność żołnierzy USA za śmierć dużej grupy afgańskich
      cywilów na początku obecnego tygodnia - pisze w piątkowym numerze
      "New York Times".

      Miejscowość Bala Buluk (w prowincji Farah, na zachodzie Afganistanu)
      została zbombardowana w nocy z poniedziałku na wtorek. Według
      afgańskich władz, zginęło 147 osób, wśród nich kobiety i dzieci.

      Władze USA twierdzą, że szacunki afgańskie "są przesadzone", ale nie
      podają własnego bilansu.

      Hamid Karzaj przebywa z wizytą w Waszyngtonie, gdzie wraz z przywódcą
      Pakistanu Asifem Alim Zardarim i prezydentem USA Barackiem Obamą
      omawiają możliwości wspólnej operacji przeciw Al- Kaidzie i talibom.
      • aisza5 Amerykanie przyznają, że zginęli afgańscy cywile 11.05.09, 11:31
        wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,6591201,Amerykanie_przyznaja__ze_zgineli_afganscy_cywile.html?
        utm_source=Nlt&utm_medium=Nlt&utm_campaign=856991

        Amerykanie przyznają, że zginęli afgańscy cywile
        Wojciech Jagielski

        Afgańscy lekarze i działacze praw człowieka twierdzą, że w
        zeszłotygodniowej, najkrwawszej od 2001 r. masakrze ludności cywilnej
        była używana broń fosforowa. Świadczą o tym straszliwe poparzenia,
        jakich doznali mieszkańcy wiosek zbombardowanych przez amerykańskie
        samoloty.

        Według przedstawicieli afgańskich władz w jednej z wiosek w powiecie
        Bala Baluk w zachodniej prowincji Farah zginęło ponad stu cywilów,
        głównie dzieci, kobiet i starców, którzy ukryli się tam przed walkami
        talibów z rządowym wojskiem. Prezydent Hamid Karzaj twierdzi, że
        zginęło 120-130 osób. Przedstawiciele lokalnych władz zapewniają, że
        sporządzili imienną listę 147 zabitych. Jeszcze inni zapewniają, że
        zginęło prawie 200 osób.

        Amerykańscy wojskowi, którzy do soboty zaprzeczali, by w Farah to ich
        bomby zabiły cywilów, przyznali ostatecznie, że w walkach zginęli
        zwykli wieśniacy. Liczbę 100 zabitych uważają jednak za grubą
        przesadę i podkreślają, że nie sposób ustalić, ilu zginęło wieśniaków
        ani kto ich zabił - amerykańskie bomby czy talibowie?

        Do tragedii doszło w nocy z poniedziałku na wtorek. W poniedziałek
        pół tysiąca talibów zajęło kilka wsi w prowincji Farah, by zebrać od
        chłopów kontrybucję na wojnę. Dokonali też publicznych egzekucji na
        kilku Afgańczykach oskarżanych o szpiegowanie dla Amerykanów i
        kolaborację z rządem z Kabulu. Posłane przeciwko talibom afgańskie
        wojsko okazało się za słabe i wezwało na pomoc amerykańskie samoloty.
        Przedstawiciele wojsk USA przyznają, że podczas nalotu zrzucono 13
        bomb na osiem domostw.

        Amerykańscy wojskowi winą za zabitych w Bala Baluk obarczają talibów,
        którzy według nich spędzili cywilów do wsi, by wykorzystać ich jako
        żywe tarcze. Wcześniej twierdzili, że to sami talibowie, wrzucając do
        domostw granaty, zabili wieśniaków, by zrzucić potem winę na
        zachodnie wojska.

        Wioskowy wódz Mohammad Naim Kadir zapewnia jednak, że we wsi Granaj w
        ogóle nie było talibów, a w zbombardowanych domostwach ludzi ukryli
        się właśnie po to, by uniknąć walk toczących się w sąsiednich wsiach
        Gandżabad i Girani.

        Tragedia w Farah była najkrwawszą masakrą afgańskiej ludności
        cywilnej od inwazji wojsk USA jesienią 2001 r. Rok temu w
        sąsiadującej z Farah prowincji Herat pod amerykańskimi bombami
        zginęło ok. 90 cywilów. Amerykanie też zaprzeczali wtedy najpierw
        śmierci cywilów, a potem winą za tragedię obarczyli talibów.

        Powodem rosnącej liczby cywilnych ofiar jest wykorzystywanie
        lotnictwa do walki z talibami. W piątek Karzaj zażądał, by Amerykanie
        w ogóle zaprzestali powietrznych rajdów w Afganistanie. - Tak się nie
        walczy z partyzantami. Czy w Ameryce też zrzucacie bomby na dom,
        jeśli zakradł się do niego złodziej? Czy żeby zabić muchę, strzelacie
        do niej z armaty? - wtórował prezydentowi gen. Nur-ul Haq,
        przewodniczący parlamentarnej komisji obrony. Dowództwo zachodnich
        wojsk w Afganistanie odparło w niedzielę, że w Afganistanie nie da
        się prowadzić wojny bez użycia lotnictwa.

        Afgańscy lekarze i działacze praw człowieka obawiają się, że w
        walkach w Bala Baluk nie użyto zwykłych bomb i pocisków, ale
        wypełnionych białym fosforem. Wskazują na to potworne oparzenia,
        jakie lekarze stwierdzają u zabitych i rannych. - Nasi ludzie
        rozmawiają z rannymi, by ustalić, czy doszło do użycia fosforu - mówi
        Nader Naderi z Afgańskiej Niezależnej Komisji Praw Człowieka.

        Biały fosfor rozpala się do temperatury ponad tysiąca stopni. Pali
        się jasno i wydziela gęsty, biały dym. Stosowany jest do stawiania
        zasłon dymnych oraz rozświetlania nieba nocą.

        Amerykanie przyznają, że w Afganistanie stosują biały fosfor do
        rozświetlania nieba podczas nocnych akcji. W 2004 r. w irackiej
        Falludży użyli jednak białego fosforu podczas walk. W marcu br. z
        powodu użycia broni fosforowej przez zachodnie wojska poparzona
        została także ośmioletnia dziewczynka w podkabulskiej prowincji
        Kapisa. W tej sprawie toczy się śledztwo.

        Amerykańscy dowódcy zapewniają, że w Bala Baluk nie używali bomb z
        białym fosforem. Rzecznik wojsk USA płk Greg Julian twierdzi, że
        mogli to zrobić talibowie - fosfor może bowiem znajdować się w
        pociskach artyleryjskich, moździerzach czy granatach. Według płk.
        Juliana w ciągu ostatnich dwóch lat talibowie przynajmniej cztery
        razy używali w Afganistanie białego fosforu.

        • aisza5 Liczba zabitych cywili,w rozbiciu na 14 dystryktow 11.05.09, 11:41
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=904&w=95135840&a=95144296
          "Masakra żołnierzy. Gehenna ludności cywilnej: 37 000 ofiar
          śmiertelnych,20 000 - ciężko rannych
          Zabijanie z premedytacją przez Pentagon niewygodnych dziennikarzy
          "Świat, szczegolnie ten kochajacy pokoj, jest daleki od poznania
          prawdziwej liczby ofiar amerykanskiej agresji Iraku wsrod naszej
          ludnosci cywilnej. Aczkolwiek zdajemy sobie sprawe, ze w Iraku
          dzialaly rozne organizacje (np www.irakbodycount.net ), ktore robily
          co mogly,aby dokladnie policzyc ilosc ofiar smiertelnych wsrod
          cywilow, jednak dotarcie do tych miejsc, gdzie smierc sie wydarzyla
          bylo duza przeszkoda w tych wysilkach. (. . .)
          Jako główny koordynator Irackiej Partii Wolnosci, poprosilem nasza
          kwatere glowna w Iraku do zbadania tej sprawy i podanie dokladnej
          ilosci
          ofiar wsrod ludnosci cywilnej zabitych w czasie inwazji Iraku. Po
          ponad pieciu tygodniach intensywnych i dogłębnych badań
          przeprowadzonych przez
          setki członków naszej partii, na terenie wszystkich wsi, miast i
          miasteczek, wlaczajac w to niektore tereny pustynne itp, z wyjatkiem
          rejonow zamieszkalych przez Kurdow, po przeprowadzeniu setek wywiadow
          z grabarzami, lekarzami w szpitalach i zwyklymi ludzmi, mozemy podac
          liczbe zabitych osob cywilnych siegajaca 37.137. W liczbie tej nie
          mieszczą sią członkowie milicji, oddzialów samoobrony czy Fadainow
          Husseina.
          Liczba zabitych cywili, w rozbiciu na 14 dystryktow (bez irackiego
          Kurdystanu), przedstawia sie nastepujaco:
          Baghdad 6103
          Mosul 2009
          Basrah 6734
          Nasiriyah 3581
          Diwaniyah 1567
          Kut 2494
          Hillah 3552
          Karbala (including Najaf) 2263
          Samawah 659
          Amarah 2741
          Ramadi 2172
          Kerkuk 861
          Diyalah 604
          Tikrit 1797
          Powyższe dane dotycza zabitych osob cywilnych od poczatku inwazji
          Iraku
          w marcu b.r do polowy czerwca (wlłączając w to zabitych po upadku
          rezimu
          Husseina i zabitych pomylkowo w potyczkach pomiedzy zolnierzami
          amerykanskimi, a irackim ruchem oporu).
          Z powodu braku połączen telefonicznych w Iraku (z wyjatkiem rejonow
          zamieszkałych przez Kurdów) nasza kwatera główna w Bagdadzie starała
          sie wyslac mi wyczerpujacy i szczegolowy raport przy pomocy faksu z
          Al-Sulaymaniya (rejon kurdyjski). Osoba wiozaca ten raport zostala
          jednak zatrzymana przez kurdyjskich "peszmarga ", ktorzy ja
          przeszukali i skonfiskowali raport. Nastepnie osoba ta zostala
          przekazana w rece Amerykanow i od tego czasu slad po niej zaginal.
          Ten przypadek dowodzi, ze armia amerykanska nie chce pozwolić, aby
          prawda o ofiarach wśród ludnosci cywilnej wyszła na jaw (...) " (Dr
          Mohammed Al-Obaidi)
          Gdyby nie protesty antywojenne, które skupiły uwagę całej światowej
          opinii publicznej, liczba ofiar cywilnych (blisko 37 000) obecnie
          byłabyznacznie większa. Są uzasadnione obawy, że mogło zginąć nawet
          ok.40 000- 90 000, przeważnie bardzo młodych żołnierzy irackich, w
          tym również ochotników z sąsiednich krajów arabskich. Jedyna ich
          "winą" było to, że po prostu bronili bohatersko swe matki i żony,
          domy i ziemię przed amerykańskim agresorem.
          Bilans ofiar jest zatrważający . Liczba ofiar cywilnych w stos. do
          całkowitej nie była tak wysoka od czasów Wietnamu - ocenia Red Cross.
          OFIARY TERRORYZMU PAŃSTWOWEGO USA w Iraku od 1991r.
          Ok.200-300 tys. ofiar cywilnych w wyniku wojny w 1991 r.ok.1,5-3 mln
          ofiar cywilnych na skutek chorób, braku wody pitnej,zanieczyszczenia
          uranem oraz sankcji 1,5-3 mln osób (gł.dzieci) zmarło na skutek
          embarga na leki (wymuszonego na ONZ przez USA); zubożony uran zebrał
          żniwo tysięcy zmarłych na choroby nowotworowe i tysięcy monstrualnie
          zdeformowanych płodów.
          Wojna w Iraku w 1991r. była najbardziej krwawą masakrą w historii
          (notabene - również prowokacją US; prawdziwa wersja zdarzeń dopiero
          teraz wychodzi na jaw). Celem rakiet było dosłownie każde ujęcie wody
          w tym pustynnym kraju i każdy magazyn zbożowy. Powojenna polityka USA
          wobec Iraku była wielokrotnie surowsza niż wobec Niemiec czy Japonii
          po 1945r i nosi cechy eksterminacji narodu irackiego. Raport ONZ
          ocenia liczbę ludności cywilnej zmarłej w wyniku braku wody pitnej,
          lekarstw obłożonych embargiem i chorobami wywołanymi wskutek użycia
          bomb zawierających uran, na co najmniej 1 mln, z czego 1/2 to dzieci
          do lat5. Szczytem ironii jest fakt, że broń biologiczna - pretekst
          najnowszej awantury - przekazała Husseinowi administracjaReagana w
          ramach wsparcia
          wojny z Iranem Chommeiniego.
          Napalm, bomby rozpryskowe, zubożony uran, "małe" bomby nuklearne - w
          służbie "demokracji"
          DU, bomby kasetonowe, napalm i nowe rodzaje broni użyte przez
          Pentagon w
          Iraku Amerykanie przyznają się do użycia w Iraku napalmu 2003-08-09
          Przedstawiciel Pentagonu potwierdził, iż USA użyły w trakcie wojny z
          Irakiem bomb zapalających, podobnych do bomb napalmowych. typu Mark
          77.Wypełnione są one substancją o konsystencji "błota", która
          rozrzucana jest poprzez wybuch na dużym obszarze. Przy zetknięciu z
          ciałem człowieka powoduje bolesne i trudne do wyleczenia oparzenia.
          "Generałowie kochają napalm, gdyż ma wielkie znaczenie
          psychologiczne" -powiedział pułkownik Randolph Alles, cytowany przez
          "San Diego nion-Tribune". Bomby te zostały przez Amerykanów użyte w
          co najmniej w trzech wypadkach: koło miasta Safwan, niedaleko granicy
          z Kuwejtem i w ataku na dwa mosty, na północy, w czasie ofensywy na
          Bagdad."Zbombardowaliśmy napalmem okolice obu mostów. Niestety byli
          tam ludzie.Można było ich zobaczyć na wideo. To byli iraccy
          żołnierze. Trzeba przyznać, iż to niezbyt miły sposób śmierci" -
          pułkownik Alles, "San Diego Union-Tribune". "Żal mi wszystkich,
          którzy tam są" sierżant Marines, Herald ST. "Mówiliśmy im żeby się
          poddali". "Ciała leżały wszędzie" - zameldował przez radio
          amerykański oficer.
          Żołnierze byli wspierani przez samoloty marynarki wojennej, które
          zrzuciły 40000 funtów materiałów wybuchowych i napalmu. Napalm i
          40000p mat.wybuch. Pierwsi męczennicy Iraku USA nie podpisały
          konwencji o zbrojeniach z 1980 roku, która zabrania
          używania pewnych rodzajów broni. Jednak Stany Zjed. muszą stosować
          się do podstawowych zasad Międzynarodowego Prawa Humanitarnego i
          podjąć wszelkie środki, aby chronić cywilów. W przypadku napalmu i
          bomb paliwowych są to środki szczególne, ponieważ są to bronie
          powierzchniowe, a nie precyzyjne - powiedziała Dominique Loye,
          doradczyni ds. broni i praw człowieka. USA nie chcą też ratyfikować
          innych traktatów dot. broni biologicznej i chemicznej, jak również
          uznać Międzynarodowego Trybunału Karnego.
          Według oświadczenia Paula Ingrim, wojskowego eksperta z londyńskiego
          British American Security Information Council Amerykanie przesłali w
          region wojny w celu zdobycia Bagdadu, broń chemiczną. Są to materiały
          pokrewne tym, ktorych użyto przeciwko czeczeńskim terorystom i
          zakładnikom podczas okupowania teatru w Moskwie. Są określane jako
          "nieśmiercionośne"; w obliczu 180 zabitych podczas tragedii
          zakładnikow jest to poprostu szyderstwo. Zgodnie z konwencją o broni
          chemicznej ten rodzaj broni jest zabroniony, tak samo jak gaz
          łzawiący CS, który Amerykanie transportują w rejon konfliktu.
          Paul Ingrim jest szczególnie zaniepokojony tzw. bronią mikrofalową,
          bronią, która wywoluje poparzenia skory. Ludzie odczuwają straszliwe
          bóle i nie sa zdolni do walki.Iraqui child Infant with hydrocephalus,
          Iraq. Photo: Dr. Siegwart Horst-Gunther
          Amerykanie planowali wprowadzenie tych "antyhumanitarnych", wysoko
          technicznych broni do walki o Bagdad ponieważ byli świadomi ogromnego
          oporu i liczyli sią z ogromnymi stratami wlasnymi. Własne wojska mogą
          być w miarę ochronione (żołnierze są tu też jak króliki doświadczalne
          -przyp. wł.), ludność cywilna w Iraku nie posiada ani ubrań ani masek
          ochronnych. Paul Ingrim podkreśla, że chodzi tu o nowe, do tej pory w
          żadnym konf
          • aisza5 Przemyslenia japolaka... 11.05.09, 12:10
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=904&w=95135840&a=95147115
        • aisza5 Śmiertelne żniwo amerykańskich nalotów 20.06.09, 09:41
          wiadomosci.onet.pl/1993656,12,item.html
          Śmiertelne żniwo amerykańskich nalotów

          Amerykańscy żołnierze w Afganistanie

          Co najmniej 26 afgańskich cywilów poniosło śmierć 4 maja br. w
          rezultacie trzech ataków bombowych dokonanych przez bombowiec typu B-
          1 w prowincji Farah - głosi opublikowany raport Centralnego
          Dowództwa Sił Zbrojnych USA.
          Raport opublikowano po długotrwałym dochodzeniu. Autorzy raportu
          przyznają, że liczba ofiar może okazać się większa, ale jej dokładne
          ustalenie może okazać się niemożliwe.

          Według władz afgańskich zginęło wówczas 140 ludzi.

          Niezdolność rozeznania obecności cywilów i oceny potencjalnych
          równoległych szkód wyrządzonych przez te naloty, jest niezgodna z
          celem rządu USA, jakim jest zapewnienie bezpieczeństwa narodowi
          afgańskiemu - głosi raport.

          Nalotów dokonano w nocy, w końcowej fazie chaotycznej potyczki i
          prawdopodobnie to było powodem ofiar wśród ludności cywilnej. Raport
          zawiera jednak tylko bardzo stonowaną krytykę załogi bombowca a
          przewodniczący Komitetu Połączonych Sztabów sił zbrojnych USA, Adm.
          Mikie Mullen, podkreślił, że nie ma powodu aby karać kogokolwiek z
          amerykańskiego personelu wojskowego.

          Raport opublikowano po długotrwałym dochodzeniu. Autorzy dokumentu
          przyznają, że liczba ofiar może okazać się większa, ale jej dokładne
          ustalenie może okazać się niemożliwe.

          Dokument zawiera szereg zaleceń mających umożliwić uniknięcie
          podobnych tragedii w przyszłości, m. in. usprawnienie systemów
          dowodzenia i łączności oraz szybsze informowanie opinii publicznej w
          Afganistanie i na świecie o ewentualnych ofiarach wśród cywilów.
          Podkreślono, że Stany Zjednoczone muszą "pierwsze podawać prawdę",
          tak aby pokrzyżować propagandę talibów.

          Coraz większa liczba ofiar wśród ludności cywilnej jest powodem
          narastającego napięcia między Kabulem i Waszyngtonem. Ostatni
          incydent najprawdopodobniej jeszcze zwiększy to napięcie i
          pokrzyżuje wysiłki Amerykanów zdobycia przychylności Afgańczyków.

          Niedawno sekretarz obrony USA Robert Gates oświadczył, że taka
          przychylność jest niezbędna jeśli Stany Zjednoczone mają wygrać
          wojnę w Afganistanie.
    • aisza5 Polacy opuszczają Wzgórza Golan 03.06.09, 10:24
      wyborcza.pl/1,75248,6674064,Polacy_opuszczaja_Wzgorza_Golan.html?utm_source=Nlt&utm_medium=Nlt&utm_campaign=2015058

      Polacy opuszczają Wzgórza Golan
      Marcin Górka

      Po 35 latach służby polscy żołnierze w niebieskich beretach wycofują
      się ze Wzgórz Golan. Obrażają się za określanie "wakacje na
      wzgórzach", ale przyznają, że przeganiają tam głównie syryjskie owce
      i pasterzy.
      Syria chce odzyskać wzgórza Golan zajęte przez Izrael podczas wojny
      sześciodniowej z 1967 r., ale może zgodzić się na ich częściową
      demilitaryzację

      Wzgórza Golan to kolejna misja, z której w tym roku Polska wycofuje
      swoich żołnierzy. Jesienią Polacy wyjadą z Czadu (jest ich tam ok.
      300) i z Libanu (ponad 200). Szef MON Bogdan Klich zapowiedział
      także, że będzie się starał ograniczyć polski udział w misji Bośni
      (to operacja NATO, ale ma ją przejąć UE), gdzie służy 300 Polaków.

      - Naszym priorytetem są misje NATO. Koncentrujemy swoje wysiłki tam,
      gdzie jest najtrudniej, czyli w Afganistanie - wyjaśniał w
      poniedziałek Klich, który w stolicy Izraela Tel Awiwie spotkał się
      ze swoim odpowiednikiem Ehudem Barakiem. - Na wycofaniu z samych
      Wzgórz Golan i z Libanu zaoszczędzimy po kilka milionów złotych. 35
      mln oszczędzimy na wyjściu z Czadu.


      Po rozmowie z Barakiem Klich pojechał do bazy Ziouani, gdzie dziś
      pod sztandarem ONZ służy prawie 350 Polaków. Mają kontrolować
      warunki rozejmu między Izraelem a Syrią z 1974 r. Pilnują głównie
      tego, by żadna ze stron nie przekraczała linii demarkacyjnych
      wyznaczających strefę buforową między oboma krajami. Linia Alfa
      biegnie od strony Izraela (wyznacza ją monitorowany elektronicznie
      płot), a Bravo od strony syryjskiej - jest to po prostu rząd beczek.

      - Izraelczycy i Syryjczycy nie mogą zbliżać się na 100 m do linii -
      tłumaczy kpt. Robert Miszewski. Polacy nie mają jednak problemu z
      żołnierzami obu stron, a jeśli już - to z syryjskimi pasterzami
      owiec. - Owce o liniach demarkacyjnych nie wiedzą, a za owcami idzie
      pastuch. No to podjeżdżamy i grzecznie zwracamy uwagę, a czasem
      wzywamy syryjską żandarmerię. Ale o godz. 18 oni już schodzą z
      pastwisk. No to my zdejmujemy buty i po pracy - dodaje kpt.
      Miszewski.

      Ziouani, gdyby nie otaczający ją drut kolczasty i pojazdy z napisem
      UN, przypomina zwykłą jednostkę: białe krawężniki, wypielęgnowane
      krzaki kwitnących róż, czyste, białe budynki, kawiarnia, sklep.
      Polskie "niebieskie berety" obrażają się jednak, gdy ich koledzy
      mówią, że są na wakacjach.

      - Byłem rok na Bałkanach, w hełmie i kamizelce kuloodpornej. Ale tu
      też jest ciężko, bo to żmudna robota. Codziennie patrole, zwracanie
      uwagi ludziom... Czasem znajdziemy minę, którą podłożą Syryjczycy,
      ale zawsze tak, byśmy ją widzieli. Ta opinia o "wakacjach na
      Wzgórzach Golan" jest krzywdząca - obrusza się kpt. Miszewski.

      Kiedy Polska ostatecznie wycofa się ze Wzgórz Golan? Dokładnie nie
      wiadomo, najbardziej prawdopodobnym terminem jest koniec września
      b.r. - Powoli pakujemy się, sprawdzamy, co można wcześniej odesłać
      do kraju, a co musi zostać. Szkoda, bo Polacy wrośli w tę okolicę.
      Ludzie nas zatrzymują i pytają, dlaczego wyjeżdżamy. Tu ojcowie i
      synowie służyli - podkreśla kpt. Miszewski.

      Polscy żołnierze służą na Wzgórzach Golan od 35 lat. Przez
      kontyngent przewinęło się ich ok. 13 tys., sześciu zginęło.
    • aisza5 Przegląd Filmów Afgańskich- LUNA 14-09 11.09.09, 12:08
      www.pah.org.pl/przeglad_filmow_afganskich_w_warszawie_,aktualnosci.html

      Polska Akcja Humanitarna i Centrum Artystyczne Kino Luna zapraszają
      na Przegląd Filmów Afgańskich, odbywający się w ramach
      kampanii „Akcja Edukacja”.
      Celem przeglądu jest przybliżenie wszystkim zainteresowanym życia
      codziennego ludzi w Afganistanie, ale także zwrócenie uwagi
      społeczeństwa na problem braku dostępu do edukacji w regionach
      dotkniętych konfliktami zbrojnymi
      • aisza5 Przegląd Filmów Afgańskich- LUNA 14-09 program 11.09.09, 12:16
        Przyjdź 14 września do Kina Luna przy ul. Marszałkowskiej 28 w
        Warszawie!


        W programie:

        13:30 Osama reż. S. Barmak (2003)

        15:15 Rajskie Jabłko reż. H. Morowat (2008)

        17:00 Latawce reż. B. Dzianowicz (2007)

        19:00 Osama reż. S. Barmak (2003)

        21:00 Rajskie Jabłko reż. H. Morowat (2008)

        Bilety: 5 zł


        Dochód z biletów zostanie przeznaczony na realizację celów kampanii:
        budowę nowych szkół i placówek edukacyjnych, remont istniejących
        szkół i placówek edukacyjnych, zakup pomocy naukowych i urządzeń dla
        szkół i placówek edukacyjnych, prowadzenie kursów edukacyjnych dla
        dorosłych, dzieci i młodzieży, organizację kursów i szkoleń dla
        nauczycieli lub uczniów.



        Opisy filmów wyświtlanych w ramach Przeglądu Filmów Afgańskich:



        Rajskie jabłko, reż. Homayun Morowat (2008) 87' – film fabularny
        Pobożny starszy człowiek jedzie do Kabulu, by odwiedzić syna, który
        jako jedyny został mu po świętej wojnie z Sowietami. Oddał go do
        szkoły koranicznej, żeby „ nauczył się Koranu i wrócił do wsi jako
        Mułła'. Jednak zakłamany nauczyciel-mułła wysłał go 'do Raju' jako
        zamachowca-samobójcę. Ojciec nie potrafi sobie poradzić z tą zdradą
        zaufanego mułły. Jego świat się rozpada. Zaczyna się do niego
        wdzierać zwątpienie, a religia przestaje być nieomylną odpowiedzią
        na wszelkie pytania. Film stanowi portret religii na rozdrożach, ale
        także obraz konfliktu pokoleniowego.


        Osama, reż. Siddiq Barmak (2003) 79' – film fabularny
        Tytuł Osama odnosi się do nastolatki, która w Kabulu za panowania
        Talibów musi udawać chłopca, by zapracować na utrzymanie siebie,
        matki i babci.
        Film pokazuje poświęcenie i nieustanny strach dziewczynki oraz
        bezsilność starszych kobiet, w których rodzinie nie został już żaden
        mężczyzna. Rówieśnik Osamy podejmuje desperackie próby uratowania
        dziewczyny. Film przybliża nam terror w życiu codziennym za rządów
        Talibów, a zarazem ludzką godność i solidarność w obliczu tego
        terroru. Reżyser Siddiq Barmak otrzymał wiele nagród
        międzynarodowych, m.in. Złoty Glob za najlepszy film
        nieangielskojęzyczny, nagrodę specjalną w Cannes, a także nagrodę za
        najlepszy debiut długometrażowy w Londynie.

        Latawce, reż. Beata Dzianowicz (2007) 52' - film dokumentalny
        Film opowiada o Szkole Artystycznej w Kabulu, w której polscy
        filmowcy w roku 2006 zorganizowali miesięczny kurs filmowy "Kabul -
        moje miasto". Dwunastu najzdolniejszych uczniów - po raz pierwszy w
        życiu - dostało kamery oraz fachową pomoc. I nic więcej. Sami
        proponowali, o czym chcą robić filmy, jaki Kabul pokazać. Nie
        filmowali ani drutów kolczastych, ani posterunków policji, baz
        wojskowych, Talibów czy Amerykanów. Skierowali obiektywy na
        najbliższą codzienność - na dzieci sąsiadów, na wszechobecne latawce
        i na siebie samych. Latawce stały się dzięki temu zapisem
        współczesnego Kabulu z perspektywy afgańskiego siedemnastolatka. A
        także opowieścią o tym, jak w młodych malarzach i muzykach rodzi się
        pasja filmowa. Przy pomocy kamery Jacka Petryckiego śledzimy drogę,
        jaką przebywają uczniowie: od rozgorączkowanych prób efektownego
        ujęcia pędzących kół rykszy, przez czas, kiedy kamera przestaje być
        zabawką, a staje się narzędziem, aż do tej niezwykłej chwili, kiedy
        stojąc naprzeciwko swojego bohatera zapominają o kamerze, a
        zaczynają słuchać.
    • aisza5 Mocni jesteśmy jedynie w kupie...GW 01.01.10, 09:55
      wyborcza.pl/1,75515,7408602,Nasza_afganska_inwestycja.html

      Wklejam noworoczne przesłanie "japolaka" z forum:
      "Mocni jesteśmy jedynie w kupie...
      Autor: japolak 01.01.10, 01:21

      Zgadzam się z autorem tylko w jednym: Mocni jesteśmy jedynie w
      kupie...
      Więc dajemy prezydentom USA kredyt w postaci naszych żołnierzy,
      pchając ich w łajno kolejnych awantur. A jakie oprocentowanie tego
      kredytu? Przykro o tym wspominać, ale USA mają talent w kombinacjach
      kredytowych.
      USA docenią za tych dodatkowych 600 żołnierzy? Tylu to ma swoich
      ochroniarzy amerykański głównodowodzący.
      Korzyści?
      Trochę trupów polskich, afgańskich, irackich. Cenne doświadczenia
      związane z narkotykami i nadużywaniem alkoholu + psychozy.
      No i będziemy mieli kilka tysięcy żołnierzy z bojowym
      doświadczeniem, mogących odeprzeć rosyjski atak. Pod warunkiem, iż
      będzie skierowany na Pustynię Błędowską i Dolinę Chochołowską za
      pomocą grup ukrytych wśród miejscowej ludności.
      Amerykanie pieprzyli o tym, iż "organizować będą akcje z
      chirurgiczną precyzją". Zamiast skalpelem usuwać wrzód na palcu,
      jest walenie młotem w cały organizm - społeczności irackie i
      afgańskie.
      "Najlepszy i najlepiej wyposażony wywiad świata" latami nie potrafi
      znaleźć twórcy al Kaidy, choć ten schorowany i półślepy.
      Za to udaje się np. zbombardować miejscowe wesele, bo lokalnym
      obyczajem uczestnicy strzelali na wiwat. Piszę to tuż po północy,
      gdy sztuczne ognie oglądam nad Warszawą - oby się naszemu
      największemu sojusznikowi one nie popieprzyły z terrorystycznym
      atakiem na ambasadę USA, bo z naszej stolicy precyzyjnym atakiem
      zrobi pustynię...
      Grup terrorystycznych nie likwiduje się pacyfikacją całych krajów -
      raczej zachęca się do terroryzmu ludzi, którym nie pozwolono
      normalnie żyć.
      Saddam Husain szybko został zabity na podstawie wyroku za kilka
      tysięcy jego ofiar - zanim nawet skończono pozostałe śledztwa, choć
      ofiar w różnych sytuacjach było więcej. Rok temu eksperci i
      międzynarodowe organizacje spierały się czy bezpośrednich i
      pośrednich (bo np. szpitale zniszczono a lekarze uciekać musieli)
      ofiar było w Iraku 600 czy 800 tysięcy.
      Zaś Afganistan to kraj, gdzie przynajmniej od XIX wieku toczą się
      wojny z mocarstwami chcącymi "pomóc" - Rosjanami carskimi i z ZSRR,
      Anglikami i Amerykanami. Nie licząc wojen domowych. Ludzie od
      pokoleń żyjący w wojnie i wojną. Można sobie nawet w którymś "Rambo"
      zobaczyć jakie są tam społeczne i terenowe warunki. Poszczególne
      plemiona i ugrupowania religijne, polityczne wzajemnie się
      nienawidzą. Łączy ich tylko jedno - jeszcze bardziej nienawidzą
      obcych.
      Inwestycja w nasze bezpieczeństwo? Polacy byli kiedyś cenieni w
      krajach arabskich i innych muzułmańskich - gdy u nas kształcili się
      od nich ludzie na lekarzy czy inżynierów. Gdy budowaliśmy tam
      fabryki i autostrady. Dziś awansowaliśmy na "okupantów", więc możemy
      spodziewać się "podziękowań" w postaci zamachów w Polsce...
      Nasi kapelani i politycy uznają iż za każdego polskiego żołnierza
      czy cywila należy zabić przynajmniej 10 tysięcy "pogańskich
      dzikusów". Bo każdy tubylec to terrorysta albo potencjalny
      terrorysta. Takie opinie na forach GW już widziałem !
      W pacyfikowanych dziś miastach afgańskich obserwatoria astronomiczne
      były kilkaset lat przed Kopernikiem, pisywano do dziś cenioną
      poezję. Niewiele przed radziecką interwencją z wędrówek po
      Afganistanie wrócił mój kolega, zamiast narkotyków i patologii
      przywożąc tamtejsze bębenki, jakiś dywanik, śmieszną czapę z
      tamtejszych długowłosych kóz. Opowiadając mi o pięknych górach,
      życzliwych ludziach.
      Z tych 600 "dodatkowych" polskich żołnierzy zginie np. 16, 120
      będzie okaleczonych, 60 trafi na odwyk, 30 rozwiedzie się, bo będą
      bić żonę czy dzieci, 20 nauczy się kradzieży, oszustw i przemytu
      (możemy spierać się o proporcje, lecz wszystkie te patologie
      występują u wracających).
      Pan polityk domaga się, iż obowiązkiem patriotycznym i
      internacjonalistycznym wobec USA jest by wszyscy politycy i reszta
      Polaków zwarła szeregi wokół takiego bycia "w kupie".
      Mam brzydkie skojarzenie - na początek niech zewrze własne pośladki,
      zamiast propagandę uprawiać. Tak samo są winni inni prawi i lewi
      politycy, wciągający nas w awantury w tamtych krajach.
      Ktoś na forum skomentował, iż przy poprzedniej "bratniej pomocy"
      Moskwa w przeciwieństwie do Waszyngtonu nie domagała się wysyłania
      naszych wojsk do Afganistanu... "
    • aisza5 Kłopoty amerykańskich weteranów- GW 15.02.10, 15:33
      wyborcza.pl/1,75477,7559190,Klopoty_amerykanskich_weteranow.html

      Aż 40 proc. amerykańskich weteranów z Iraku przyznaje się, że
      zabijało lub wydało rozkaz zabijania. Większość ma problemy
      psychiczne
      Badanie na próbie 2800 żołnierzy, którzy walczyli w Iraku w
      najgorszych latach 2005-06, opublikowali właśnie psychiatrzy z
      Uniwersytetu Kalifornijskiego w "Journal of Traumatic Stress".
      Wynika zeń, że kłopoty psychiczne żołnierzy, którzy na wojnie
      zabijali, są dużo większe niż pozostałych. 32 proc. z nich miało
      depresję, 22 proc. zespół stresu potraumatycznego, a 25 proc.
      nadużywa alkoholu. Częściej cierpią też na niekontrolowane wybuchy
      gniewu i mają poważne kłopoty z nawiązywaniem bliskich kontaktów.

      Psychiatrzy podkreślają, że wyniki te są podobne do badań
      przeprowadzonych w latach 70. wśród weteranów wojny w Wietnamie. Ich
      zdaniem opieka psychiatryczna nad takimi osobami musi być zupełnie
      inna niż np. nad ofiarami przemocy czy gwałtu. - Ludzie nie
      rozumieją wieloznaczności moralnej wojny - mówi profesor psychiatrii
      Rachel Yehuda. - Weterani często chorują psychicznie nie dlatego, że
      czują się ofiarami wojny, ale dlatego, że są i ofiarami, i
      drapieżnikami.



      Badanie potwierdziło też, że lepiej radzą sobie w cywilu ci, którzy
      mogą o swych przeżyciach wojennych rozmawiać z bliskimi lub
      psychiatrami. To jednak nie zawsze jest proste. Według ekspertów
      wielu żołnierzy nie chce z nimi rozmawiać, bo armia USA nie ma
      jasnych przepisów, które uniemożliwiłyby np. użycie rozmów żołnierza
      z terapeutą w procesie o zbrodnie wojenne. Kapitan Shannon Meehan,
      weteran z Iraku, wyznał "New York Timesowi", że dopiero po wielu
      miesiącach był w stanie powiedzieć psychologowi o tym, że przez
      pomyłkę wydał rozkaz ostrzału artyleryjskiego, w którym zginęła
      iracka rodzina.
    • aisza5 Afganistan. Pragnienie życia 12-31-03 W-wa wystawa 11.03.10, 08:32

      Polska Akcja Humanitarna i Studio Melon zapraszają na wystawę
      fotografii Marcina Sudera, do Nizio Gallery przy ul. Inżynierskiej 3
      lok. 4 w Warszawie. Wystawę można oglądać od 12 do 31 marca 2010.



      "Afganistan. Pragnienie życia"

      „W Afganistanie wojna trwa nadal. Nie ta medialna, głośna, znana z
      pierwszych stron gazet, lecz cicha, zapomniana wojna Afgańczyków o
      edukację. Jest to walka z biedą, walka z nieudolnością państwa
      zniszczonego długotrwałym konfliktem zbrojnym, ale także walka z
      wyczerpanymi tą sytuacją i sponiewieranymi umysłami. Wojna ukochała
      sobie to miejsce i zadomowiła się w tym urokliwym kraju,
      zamieszkanym przez pięknych, pokornych ludzi. Ludzi, których jedynym
      marzeniem jest po prostu żyć.”
      Marcin Suder

      Polska Akcja Humanitarna od wielu lat realizuje projekty, których
      celem jest umożliwienie nauki dzieciom i dorosłym żyjącym w
      najbiedniejszych regionach świata poprzez m.in.: budowę i remont
      szkół, wyposażenie sal lekcyjnych oraz organizacje zajęć
      pozwalających zdobyć lub rozwinąć umiejętności zawodowe. Od 2002
      roku PAH realizuje projekty pomocowe w Afganistanie, głównie
      dotyczące poprawy dostępu do edukacji. Przez 7 lat działaniami
      zostało objętych ok. 20 tys. osób. Od września 2008 roku PAH
      prowadzi kampanię Akcja Edukacja, której celem jest zwrócenie uwagi
      na problem braku dostępu do edukacji w regionach dotkniętych
      konfliktami zbrojnymi oraz zebranie środków umożliwiających
      przeciwdziałanie temu problemowi.
      Gdy pojawił się u pomysł fotograficznego przedstawienia tematu
      dostępu do edukacji, nie mieliśmy wątpliwości, że fotoreportaż
      powinien być z Afganistanu, jednego z najbiedniejszych i najsłabiej
      rozwiniętych krajów na świecie. PAH jest tam obecny z pomocą od 7
      lat, dzięki temu zdajemy sobie sprawę z ogromnych problemów, z jakim
      stykają się mieszkańcy tego kraju w codziennym dążeniu do jego
      rozwoju. I jesteśmy przekonani, że właśnie edukacja jest jednym ze
      sposobów na ich rozwiązanie.

      Dzięki fotografiom Marcina możemy odwiedzić wiejskie domy
      Afgańczyków, uczestniczyć w ich wspólnych, bardzo skromnych
      posiłkach. Dowiedzieć się, w jakich pracach dzieci i młodzi chłopcy
      pomagają rodzinom – noszenie wody i chrustu, budowa domu, wypas
      bydła, wyplatanie dywanów, praca w kamieniołomach. Wzdrygnąć się,
      widząc dziewczynki idące tylko w klapkach do szkoły i podziwiać je
      za siłę woli i determinację w zdobywaniu wykształcenia, mimo
      długiej, często niebezpiecznej drogi do szkoły, braku wyposażenia w
      budynkach i nieodpowiedniego ubrania. Cieszyć się z narodzin dziecka
      i przejąć tymi chorymi i niepełnosprawnymi. Obserwować spękane od
      mrozu i zniszczone biedą twarze oraz dłonie.

      Fotografie Sudera bardzo ciepło i intymnie ukazują ludzi, których
      spotkał w ciągu swojego miesięcznego pobytu w Afganistanie. Dzięki
      nim bieda milionów Afgańczyków zyskuje ludzką twarz i staje się
      również problemem dotyczącym widza. Dzięki nim łatwiej zrozumieć, że
      afgańskie dzieci w wieku szkolnym bardzo chcą się uczyć, bo jest to
      jedno z podstawowych praw każdego dziecka. Łatwiej zrozumieć,
      dlaczego ponad połowa z nich nie może z tego prawa skorzystać.
      Łatwiej zrozumieć dlaczego ponad 1/3 Afgańczyków jest niepiśmienna


      www.pah.org.pl/zaproszenie_na_wystawe_,aktualnosci.html
    • aisza5 [...] 04.05.10, 10:11
      Treść postu jest niedostępna.
    • aisza5 "Szkoła bez tablicy" 26.08.10, 13:30

      Szkoła bez tablicy

      wiadomosci.onet.pl/1623800,2678,1,szkola_bez_tablicy,kioskart.html

      Podczas gdy w Europie większość nastolatek wzdraga się na myśl o
      powrocie do szkoły i wolałaby oglądać telewizję zamiast się uczyć,
      dla Dżamili i Aminy nie ma nic ważniejszego niż nauka. Bardzo by
      chciały móc codziennie chodzić do szkoły, ale otwierając podręcznik
      ryzykują życiem.

      Ukryta głęboko w ostępach biednego okręgu Loj Wjalla w Afganistanie,
      Dżamila Abdul siedzi na podłodze we frontowym pokoju i pilnie się
      uczy. – Moja mama była akuszerką. Ja też chciałabym nią zostać –
      wyjaśnia 18-letnia dziewczyna trzymając przed sobą otwarty
      podręcznik do matematyki. Jej 16-letnia siostra Amina ma równie
      wygórowane oczekiwania. Liczy, że pewnego dnia spełni swoje marzenie
      i zostanie nauczycielką w szkole publicznej.


      Afgańskie dziewczynki czekające na lekcje, fot. Getty Images/FPM

      W mieście obu sióstr – wyniszczanym zaciętą walką, gdyż talibowie,
      ekstremistyczny ruch polityczny o bliskich powiązaniach z Al-Kaidą,
      usiłują odzyskać władzę po obaleniu ich rządów w 2001 roku przez
      oddziały amerykańskie i brytyjskie – kobiety są wciąż przez
      niektórych uważane za obywateli drugiej kategorii.

      Chociaż oficjalnie dziewczynki mogą chodzić do szkoły, wiąże się to
      z coraz większym ryzykiem za sprawą ludzi, którzy opowiadają się za
      surowym, ekstremistycznym pojmowaniem praw islamskich. Od 2004 roku
      talibscy rebelianci usiłują ponownie wcielić w życie swe tradycyjne
      przekonania – łącznie z zasadą, że kobiety nie są równe mężczyznom –
      i przeobrazić Afganistan w kraj wyznający najczystszy islam na
      świecie.

      Żadnych tańców, telewizji ani makijażu. W tym świecie kobieta musi
      nosić w miejscach publicznych burkę i nie wolno jej pracować ani się
      kształcić.

      Wojska amerykańskie i brytyjskie usiłują zapobiec odzyskaniu przez
      talibów kontroli nad krajem, lecz tymczasem życie codzienne dla
      dziewcząt takich jak Amina czy Dżamila jest niewiarygodnie
      niebezpieczne.

      Nie dają się jednak zastraszyć. Chociaż boją się chodzić do szkoły z
      obawy przed zamachem, nie rezygnują ze swoich ambicji w nadziei, że
      pewnego dnia ich kraj znów stanie się miejscem, gdzie kobiety będą
      mogły bezpiecznie realizować swoje marzenia. Ich ojciec Omar Abdul
      nie zgadza się na to, by jego córkom odebrano możliwość zdobycia
      wykształcenia. Zostawia je w domu, by tu mogły kontynuować naukę. –
      Nie pozwoliłbym dziewczynkom pójść do szkoły, bo bałbym się, że ktoś
      je zabije – mówi.

      Obawy Omara nie są pozbawione podstaw. W kwietniu ponad 80 młodych
      afgańskich kobiet rozchorowało się po atakach gazowych na ich klasę.
      A w ubiegłym roku 15 dziewcząt zostało okaleczonych i oślepionych,
      po tym jak drodze do szkoły w Kandaharze mężczyźni na motocyklu
      prysnęli im w twarze kwasem. Aresztowano w tej sprawie osiem osób i
      dwie przyznały się do winy.

      Mimo że talibowie oficjalnie zaprzeczają, jakoby mieli z tym coś
      wspólnego, członkowie tego ruchu tuż przed atakiem wyraźnie
      uaktywnili się na obrzeżach Kandaharu. Również w miejscowych
      meczetach pojawiły się plakaty. Jeden z nich apelował: "Nie pozwalaj
      swoim córkom chodzić do szkoły!".
      ...itd
    • aisza5 "Pracownicy afgańskiego rządu w kieszeni CIA?" 27.08.10, 11:24
      Pracownicy afgańskiego rządu w kieszeni CIA?

      wiadomosci.onet.pl/2214783,12,pracownicy_afganskiego_rzadu_w_kieszeni_cia,item.html

      Znaczna liczba funkcjonariuszy administracji prezydenta Afganistanu
      Hamida Karzaja jest na liście płac amerykańskiej Centralnej Agencji
      Wywiadowczej (CIA) - informuje dziś "Washington Post".
      Powołując się na obecnych i byłych przedstawicieli władz USA,
      dziennik twierdzi, że w wielu przypadkach dzieje się tak od lat, a
      opłacanie ludzi ma na celu pomóc CIA w utrzymywaniu źródeł
      informacji w afgańskim rządzie.

      Według "Washington Post", kilku doradców Karzaja było informatorami
      CIA; inni otrzymywali pieniądze za umożliwianie im pracy. CIA
      opłacała ludzi w Kabulu pomimo obaw, że wspiera skorumpowanych
      urzędników.

      Waszyngtoński dziennik cytuje również byłego agenta CIA, który
      twierdzi, że opłacanie przez CIA afgańskich funkcjonariuszy jest
      konieczne, ponieważ "szef państwa (afgańskiego) nie zamierza mówić
      wszystkiego" i dlatego, że Karzaj często zdaje się być nieświadomy
      tego, co robią członkowie jego rządu. Prezydent Afganistanu jest
      jednocześnie szefem rządu.

      Wczoraj dziennik "New York Times" podał, że bliski współpracownik
      Karzaja, aresztowany niedawno za korupcję, ale zaraz zwolniony na
      rozkaz prezydenta Afganistanu, jest płatnym współpracownikiem CIA.
      Według nowojorskiej gazety, szef administracji afgańskiej Rady
      Bezpieczeństwa Narodowego Mohamed Zia Saleh jest prawdopodobnie na
      liście płac CIA od wielu lat.

      Jak pisze "NYT", sprawa Saleha "wywołuje wątpliwości, jak poważnie
      administracja prezydenta USA Baracka Obamy zamierza walczyć z
      korupcją" w Afganistanie. Waszyngton uważa, że jest to jeden z
      najważniejszych problemów kraju, gdyż korupcja i niedowład
      afgańskiego aparatu sprawiedliwości pchają zwykłych Afgańczyków w
      objęcia talibów.
    • aisza5 Przez konflikt w Afganistanie ginie coraz więcej.. 15.02.11, 10:39
      Przez konflikt w Afganistanie ginie coraz więcej dzieci. Wzrost o 50 proc
      Z przyczyn związanych z niestabilną sytuacją w Afganistanie i prowadzonymi tam działaniami wojskowymi ginie coraz więcej dzieci, choć dostępne dane są prawdopodobnie znacznie zaniżone - wynika z raportu sekretarza generalnego ONZ Ban Ki Muna.
      Szacuje się, że ginie o połowę więcej dzieci niż w poprzednich latach.

      Raport obejmuje okres od 1 września 2008 do 30 sierpnia 2010 r. W tym czasie zginęło 1795 dzieci - w zamachach samobójczych i rakietowych, w eksplozjach i operacjach wojskowych prowadzonych przez talibów, pozostałe zbrojne grupy antyrządowe, a także armię afgańską oraz międzynarodowe siły ISAF.

      Dzieci są wykorzystywane do zamachów samobójczych i podkładania bomb, są także siłą wcielane do grup zbrojnych, a także do Afgańskich Narodowych Sił Bezpieczeństwa - mimo rządowego zakazu służby dla osób poniżej 18. roku życia.

      Zdaniem Ban Ki Muna, szacunki zawarte w raporcie są prawdopodobnie znacznie zaniżone ze względu na niedostępność obszarów ogarniętych konfliktem.

      Wg raportu w 2010 roku udział kobiet i dzieci w liczbie wszystkich zgonów wzrósł o 55 proc. w porównaniu z 2009 r.

      Liczba cywili zabitych przez talibów wzrosła z 53 proc. w 2009 roku do 75 proc. Z kolei liczba ofiar wśród cywili spowodowana przez siły prorządowe spadła o 30 proc. w porównaniu z pierwszą połową 2009 roku - wynika z raportu.

      Sekretarz generalny ONZ wyraził też "wielkie zaniepokojenie" w związku z doniesieniami o egzekucjach wśród dzieci podejrzewanych o szpiegowanie dla sił międzynarodowych, m.in. "powieszenie siedmiolatka przez talibów w prowincji Helmand w czerwcu 2010 roku" - głosi raport.

      "Z uznaniem przyjął" podpisanie przez afgański rząd programu sprzeciwiającego się rekrutacji dzieci do wojska, zaapelował też do talibanu i innych grup o niewykorzystywanie nieletnich do swoich operacji
      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,9107297,ONZ__Przez_konflikt_w_Afganistanie_ginie_coraz_wiecej.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka