gajasirocco 28.04.08, 10:18 www.gazetawyborcza.pl/1,76842,5160014.html forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=904&w=78887822&a=78905337 Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
gajasirocco Szczypińska: Jadę na misję do Afryki 12.05.08, 10:13 fakty.interia.pl/kraj/news/zawiedziona-w-milosci-poslanka-jedzie-na-misje,1108069 No to będziesz miała wesoło - nasza Beduinko (takie wyborowe towarzystwo)! Odpowiedz Link
gajasirocco "Polacy już są w Czadzie" GW 30.05.08, 08:43 wyborcza.pl/1,75477,5258226,Polacy_juz_sa_w_Czadzie.html?skad=rss Odpowiedz Link
aisza5 W Czadzie Polacy już prawie gotowi do misji 29.06.08, 09:27 wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,5406500,W_Czadzie_Polacy_juz_prawie_gotowi_do_misji.html?nltxx=856991&nltdt=2008-06-29-08- 09 Odpowiedz Link
aisza5 "Afganistan. Dzieci terroryści?" GW 30.06.08, 20:48 wyborcza.pl/1,84758,5407767,Afganistan__Dzieci_terrorysci_.html Afganistan. Dzieci terroryści? 10 dzieci w wieku od 9 do 13 lat więzionych jest od kilku lat jako terroryści w amerykańskiej bazie wojennej Bagram pod Kabulem - ogłosiła w sobotę Afgańska Organizacja Praw Człowieka. 10 dzieci w wieku od 9 do 13 lat więzionych jest od kilku lat jako terroryści w amerykańskiej bazie wojennej Bagram pod Kabulem - ogłosiła w sobotę Afgańska Organizacja Praw Człowieka. Organizacja twierdzi, że wobec dzieci nie wysunięto żadnych oskarżeń, a jedynym powodem ich uwięzienia są podejrzenia wobec ich rodziców o sprzyjanie talibom Odpowiedz Link
aisza5 "Masz szansę, Afganistanie" GW 13.07.08, 14:37 wyborcza.pl/1,76498,5448654,Masz_szanse__Afganistanie.html Masz szansę, Afganistanie Ludwika Włodek-Biernat Dwa miliony afgańskich wdów pozostaje bez opieki, tylko 10 proc. wiejskich kobiet potrafi czytać i pisać. To równie istotne jak przegrupowania talibów w Choście czy niewłaściwe uzbrojenie służących w Afganistanie Polaków Ludwika Włodek-BiernatInteresujemy się Afganistanem, tylko gdy przydarza się tam coś złego naszym żołnierzom. Większość doniesień z tego kraju to informacje o wybuchach bomb, porwaniach i potyczkach z talibami. Powstaje samonakręcająca się wizja Afganistanu jako czarnej dziury, w której nic się nie udaje. W poniedziałek w Kabulu, w największym zamachu od czasu obalenia talibów, zginęło ponad 40 osób, a prawie 200 zostało rannych. Ot, kolejna tragedia w tym smutnym kraju, nie zasługuje na więcej niż notkę, uznały media. Jednak wbrew temu, co można by sądzić na podstawie relacji z Afganistanu, rytmu życia kabulczyków nie wyznaczają tylko samobójcze zamachy. Na miejscu rzeczywistość wygląda inaczej. Odpowiedz Link
aisza5 "W nalocie Amerykanów zginęło 47 cywilów" GW 11.07.08, 20:23 wyborcza.pl/1,86657,5446936,W_nalocie_Amerykanow_zginelo_47_cywilow.html W nalocie Amerykanów zginęło 47 cywilów Nalot sił amerykańskich we wschodnim Afganistanie zabił 47 cywilów, z czego 39 osób to były dzieci i kobiety - podały władze w Kabulu. Władze afgańskie podały wyniki śledztwa powołanej przez prezydenta Hamida Karzaja komisji mającej wyjaśnić okoliczności ataku. Według ustaleń Afgańczyków niedzielnym nalocie sił USA zginęli cywile, uczestnicy uroczystości weselnych, a nie - jak twierdzili Amerykanie - "rebelianci". Przewodniczący prezydenckiej komisji senator Burhanullah Szinwari powiedział w rozmowie z BBC, że dochodzenie wykazało, że ofiar było 47, a nie jak podawano wcześniej, 20. 39 osób to były kobiety i dzieci, osiem ofiar było w wieku 14-18 lat. - Zabici nie mieli nic wspólnego ani z talibami ani z Al-Kaidą - powiedział prezentując raport przewodniczący prezydenckiej komisji Burhanullah Szinwari. Śmierć cywilów w Afganistanie jest bardzo delikatną kwestią. Wiceprzewodniczący niższej izby afgańskiego parlamentu Mirwais Yasini powiedział w rozmowie z BBC, że za atak ludziom należą się odszkodowania. Wyraził też zaniepokojenie skutkami zabijania cywili przez siły koalicji. - Takie operacje zwiększają przepaść między ludźmi a rządem - powiedział. Odpowiedz Link
aisza5 "Tajemnice Nangar Khel" GW 29.07.08, 15:30 wyborcza.pl/1,84763,5496955,Tajemnice_Nangar_Khel.html ...Sza Mardan wygląda tak jak wszystkie malutkie osady, które widzieli przez ostatnie trzy miesiące: podwórko wielkości szkolnego boiska otoczone murem wzniesionym z kamieni. Pośrodku cztery brązowego koloru chałupy z kamieni i gliny. Ale tym razem nie witają ich przyjazne czy badawcze spojrzenia tubylców. Mężczyźni miotają przekleństwa, wygrażają im pięściami. Lamentują kobiety skryte za mężami i braćmi. Na ziemi leżą zakrwawione ciała. Starszy szeregowy Marcin Kazula wyskakuje z hummera i podbiega do kobiety, której krew cieknie po nodze. Sprawdza puls: nie żyje. Podbiega do drugiej - młodej kobiety, która ma ranę na nodze i klatce piersiowej. Próbuje ją reanimować. Starszy szeregowy Paweł Olszówka podbiega do leżącej dziewczynki. Na oko ma jakieś 4 lata. Dziecko ma skórę zdartą z kręgosłupa, a kręgi na wierzchu. Z brzucha wylewają się jelita. Nachyla się nad dziewczynką, ale dziecko już nie żyje. Niedaleko leży jeszcze młoda dziewczyna, ma może 18 lat, jest w zaawansowanej ciąży. Ma szarpane rany na pośladkach i stopach. Ale żyje. Olszówka widzi jeszcze jedną ranną - to starsza kobieta, jedną nogę ma oderwaną, drugą zmiażdżoną, całe jej ciało jest pokiereszowane. Dalej leży mężczyzna. Ktoś zdążył już jego ciało przykryć szmatami. Olszówka ledwie przytomny po tym, co zobaczył, robi kilka kroków, widzi jeszcze dziewczynkę, która leży w kałuży krwi. Ma pewnie z sześć lat. Obok leży oderwana noga. Z twarzy dziecka sterczy odłamek. Żołnierze słyszą krzyk "Borysa", który również krąży wokół ciał: - Kurwa mać! Ja tylko wykonywałem rozkazy! Nie pójdę za to, kurwa, siedzieć! Jego dowódca, "Bolec", wzywa przez radio śmigłowiec sanitarny. - Nigdy wcześniej nie widziałem zabitych - opowie nam wiele miesięcy później. Komandosi z Bielska-Białej "Bolec" to porucznik Łukasz Bywalec. Ma 27 lat. Grozi mu dożywocie za zabójstwo ludności cywilnej. W Afganistanie był od maja przez pół roku z pierwszą zmianą polskich żołnierzy. Teraz czeka na proces, który zacznie się nie wiadomo kiedy, bo sąd na razie odesłał prokuraturze akt oskarżenia za Nangar Khel do poprawki. - On ma wojsko we krwi. Wciąż kończył jakiś kurs, podnosił sobie poprzeczkę - opowiada jego ojciec Władysław, w czasach PRL zawodowy oficer. Pokazuje dyplomy syna: instruktor narciarstwa, pływania i samoobrony, kurs spadochronowy, patent narciarza wodnego, ratownika WOPR, żeglarza, kurs wspinaczki skalnej, kurs nurkowania... "Bolec" studiował najpierw na cywilnej, potem wojskowej uczelni. Już jako podporucznik trafił do prestiżowego 18. Batalionu Desantowo- Szturmowego w Bielsku-Białej. A tam do pierwszego, sztandarowego plutonu zwanego "Delta". Martwił się, że odstaje doświadczeniem od młodszych rangą, którzy byli już na dwóch, a nawet trzech misjach wojskowych za granicą i nieraz wąchali proch. W Afganistanie chciał to szybko nadrobić. Ale nie było mu łatwo - jako dowódca plutonu ze względu na mniejsze doświadczenie nie cieszył się takim mirem jak młodszy od niego stopniem "Osa". *** "Osa" - chorąży Andrzej Osiecki, 31 lat. Zastępca dowódcy plutonu. Niepozorny szatyn z lekko odstającymi uszami na zdjęciu w Naszej- Klasie pozuje na tle hummera i rosomaka podczas patrolu w Afganistanie. Dostał taki sam zarzut jak "Bolec". "Osa" pochodzi z Mazur. Był na misji w Iraku, tam napatrzył się na amerykańskich marines. Kręcą go. To "Osa" i jego fascynacje nadają "Delcie" ton. Odpowiedz Link
aisza5 AFGANISTAN -humanitarna katastrofa! 02.08.08, 09:25 wyborcza.pl/1,75477,5547008,Afganistan___humanitarna_katastrofa.html?nltxx=1721538&nltdt=2008-08-02-03-16 Odpowiedz Link
aisza5 Proces w sprawie Nangar Khel się rozpocznie- GW 03.12.08, 23:44 wyborcza.pl/1,75248,6020610,Proces_w_sprawie_Nangar_Khel_sie_rozpocznie.html Proces w sprawie Nangar Khel się rozpocznie Sąd Najwyższy zdecydował w środę o przekazaniu do rozpoznania wojskowemu sądowi sprawy Nangar Khel Izba Wojskowa Sądu Najwyższego na niejawnym posiedzeniu uwzględniła zażalenie prokuratury na decyzje o zwrocie jej przez sąd sprawy żołnierzy oskarżonych o zabicie cywili w afgańskiej wiosce Nangar Khel. Naczelna Prokuratura Wojskowa wnosiła o uchylenie postanowienia Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie z 9 października i o to, by proces mógł się już zacząć.... Odpowiedz Link
aisza5 TUSK i KLICH w Afganistanie oraz japolak... 23.08.08, 10:17 wyborcza.pl/1,85996,5619582,Tusk_i_Klich_w_Afganistanie.html "76 osób, cywilów i głównie kobiet i dzieci, zginęło podczas operacji koalicji w rejonie Szindand w prowincji Herat" - głosi oświadczenie afgańskiego ministerstwa spraw wewętrznych. Spośród ofiar 19 to kobiety, siedem to mężczyźni, a pozostali to dzieci w wieku poniżej 15 lat Specjalny sprawozdawca ONZ Philip Alston informował w połowie maja, że w ciągu czterech pierwszych miesięcy tego roku w atakach sił międzynarodowych śmierć poniosło ok. 200 afgańskich cywilów. W tym samym czasie z ręki talibskich bojowników śmierć poniosło 300 cywilów" Afganistan. Nalot... Autor: japolak 23.08.08, 06:00 "Fajna zabawa - kto więcej cywilnych tubylców zabije: "dzicy" talibowie czy "cywilizowana" koalicja. Ja rozumiem, iż wspólnym wysiłkiem braci Kaczyńskich, Fotygi, Tuska i Sikorskiego umowę o "tarczy" podpisaliśmy, że z tej okazji pan premier poleciał na wycieczkę do Afganistanu. Ale Amerykanie trochę przesadzili, organizując mu pokaz strzelania do żywych celów. Przecież to cholernie kosztowne - ile musi się nalatać "inteligentna" bomba za kilka milionów dolarów, zanim "z chirurgiczną precyzją" trafi w jakiegoś trzyletniego gó..arza "terrorystę". Od czasu interwencji produkcja narkotyków w Afganistanie, gdzie była głównym "przemysłem", wzrosła SZEŚĆ RAZY. Tyle do końca życia nie są w stanie wypalić Tusk ani ten były prezydent, co się nie zaciągał. Były prezydent USA, nie zaś bywszy czy obecny RP. Choć mnie ciekawi, jakie zielsko Lech K. pali, przed swoimi wystąpieniami publicznymi. Nerwowe uśmiechy, radosny śmiech, potem depresja, agresja... Czyżby włamał się do biurka swego byłego pracownika, który twierdził iż na własny użytek wyćpał za kilka milionów złotych, mając kilka tysięcy pensji? Żal mi tych wieśniaków z Afganistanu. Tak samo jak mieszkańców gruzińskich wiosek, niezależnie od ich narodowości, poglądów. I czyje bomby na nich spadały, Którzy snajperzy strzelali. Jakąś dobę temu Janina Ochojska, szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej, mówiła w tv iż chce pomagać WSZYSTKIM ofiarom gruzińskiego konfliktu. Sekundę później spiker podał numer konta, na które można wpłacać POMOC DLA GRUZJI... A jesli chcę wpłacić 50 groszy na Osetyńczyków, Abchazów, ruskich czy ukraińskich mieszkańców Krymu? Tam na wczasy lub emeryturę Sowietskij Sajuz wysyłał swych obywateli, którzy latami dobrowolnie lub nie ryli na Syberii kopalnie, by wdobywać diamenty albo uran. Dziś dalej znają lepiej język Samojedów, niż ukraiński czy gruziński, bo miejscową "lingua latina" był rosyjski... To problem także polskich mniejszości na Litwie, Łotwie, Estonii, w Kazachstanie - obok polskiego znają łatwiejszy dla nich rosyjski, więc bywa, iż nie dostają obywatelstwa w krajach, w których urodzili się i głosują na "ruskich"... Na koniec pytanie - czy amerykańska tarcza w Polsce ocali choć jedno życie amerykańskie, polskie, irackie czy afgańskie, ruskie lub gruzińskie? W tym tygodniu jakiś polski ekspert od wojskowości w tv tłumaczył, co znaczy rosyjska zapowiedź "automatycznej" reakcji na atak: Po prostu ludzie są wolniejsi od rakiet i komputerów. Więc jak komputer rozpozna atak, automatycznie odpowiada odpaleniem własnych rakiet... Tyle na temat supertajnych walizek noszonych za "buszem", Putinem, i kilkunastu innymi właścicielami bombek atomowych - od Izraela, Korei i Iraku podejrzewanych, po przyznające się "demokracje" w stylu Pakistanu. Boże chroń Polskę, jej cywilów i żołnierzy... ... bo na polityków liczyć nie można ! Nie chcę, by za rok lub 10 moje dzieci, wnuki świeciły nocą oczami, po czystej lub brudnej bombie atomowej, niezależnie czyjej produkcji" Odpowiedz Link
aisza5 "Lekarze Świata" porwani w Etiopii 23-09 23.09.08, 18:23 fakty.interia.pl/swiat/news/lekarze-swiata-porwani-w-etiopii,1182649,2943 "Lekarze Świata" porwani w Etiopii Wtorek, 23 września (16:11) Dwóch pracowników organizacji humanitarnej Lekarze Świata zostało porwanych w etiopskim regionie Ogaden - poinformowała we wtorek organizacja. Pracownicy zostali porwani w poniedziałek w graniczącym z Somalią Ogadenie, gdzie działają rebelianci walczący o niepodległość regionu. Lekarze Świata nie podali nazwisk ani obywatelstwa porwanych. Nie wiadomo też, kim są porywacze. Organizacja poinformowała, że jest w kontakcie z władzami Etiopii, swoimi pracownikami działającymi w tej części Afryki oraz z rodzinami porwanych. ... Odpowiedz Link
aisza5 W Pakistanie też porwanie... 28.09.08, 16:07 wiadomosci.onet.pl/1833461,12,to_moze_byc_polityczne_porwanie_czekajmy_az_ktos_sie_przyzna,item.html Zdaniem arabisty prof. Janusza Daneckiego porwanie polskiego inżyniera w Pakistanie może mieć charakter polityczny. Według niego, porwanie dla okupu nie spowodowałoby tylu ofiar. Pakistańska policja poinformowała w niedzielę, że polski inżynier został uprowadzony przez uzbrojonych napastników, a dwaj kierowcy i ochroniarz, którzy z nim jechali zostali zastrzeleni. Do ataku doszło w okolicy wsi Pind Sultani, w okręgu Atak na północy Pakistanu. - Gdyby porywacze działali wyłącznie dla pieniędzy nie zabijaliby ochroniarzy - powiedział Danecki. Zaznaczył, że obecnie "musimy czekać, aż ktoś się do tego porwania przyzna". - Trudno powiedzieć czego zażądają porywacze, ale mieliśmy już takie sytuacje, w których żądano np. wycofania wojsk polskich - powiedział profesor. Podkreślił, że niedaleko jest granica z Afganistanem - gdzie służy obecnie trzecia zmiana polskiego kontyngentu wojskowego - co może dodatkowo wskazywać na to, że żądania porywaczy będą polityczne. W ocenie arabisty, żądania o politycznym charakterze mogą też być skierowane do rządu pakistańskiego. - W Pakistanie jest obecnie bardzo napięta sytuacja w związku z nowym prezydentem, który jest proamerykański, co się nie podoba siłom ekstremistycznym - tłumaczył profesor. Polak porwany w Pakistanie - śledź rozwój sytuacji w Onet.tv Danecki podkreślił, że "ważna tutaj jest współpraca między polskim a pakistańskim MSZ". Dodał, że sceptycznie ocenia pojawiający się w mediach pomysł wysłania polskich służb specjalnych. - Nie wiem czy w naszych służbach specjalnych są tacy ludzie, którzy orientowaliby się w tamtym terenie, one mogłyby jedynie współdziałać z siłami pakistańskimi - mówił Danecki. Podkreślił, że nie przypomina sobie, żeby w ostatnim czasie w Pakistanie dochodziło do porwań. - Ostatnio mieliśmy w Egipcie coś podobnego, gdzie porwano grupę turystów, ale z tą różnicą, że Pakistan jest trudniejszym terenem jeśli chodzi o możliwości odbicia porwanego - powiedział Danecki. Odpowiedz Link
aisza5 Spotkanie z Janiną Ochojską w Traffic Clubie 4-10 02.10.08, 16:58 Spotkanie z Janiną Ochojską w Traffic Clubie w Krakowie Zapraszamy na spotkanie z Janiną Ochojską, które odbędzie się 4 października (sobota) o godz. 16.00 w księgarni Traffic Club. Co ma wspólnego edukacja ze zmniejszeniem ubóstwa na świecie? W jaki sposób Polska Akcja Humanitarna umożliwia naukę dzieciom i dorosłym żyjącym w najbiedniejszych krajach świata? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań będzie można usłyszeć podczas sobotniego spotkania z Janiną Ochojską w warszawskiej księgarni Traffic Club. Wydarzenie jest częścią naszej nowej kampanii „Akcja Edukacja” i będzie poświęcone problemowi dostępu do edukacji na świecie oraz w Afganistanie gdzie od 2002 roku realizujemy projekty umożliwiające naukę dzieci i dorosłych. W tym celu odbudowujemy szkoły, dystrybuujemy wyprawki szkolne, organizujemy zajęcia pozwalające zdobyć lub rozwinąć umiejętności zawodowe. W trakcie tegorocznej kampanii „Akcja Edukacja” zbieramy środki, które pozwolą nam na dalszą realizację projektów edukacyjnych w Afganistanie. W tym celu prowadzimy sprzedaż specjalnych ołówków za pośrednictwem sklepów Carrefour i Traffic oraz strony internetowej: www.akcjaedukacja.pl. (cena ołówka wynosi 2 zł). Zbieramy również pieniądze na numer konta: 41 1060 0076 0000 3310 0016 1001. Wszystkich chętnych do wsparcia kampanii zapraszamy do odwiedzenia strony: www.akcjaedukacja.pl. Odpowiedz Link
aisza5 Buty dla afgańskich dzieci 06.11.08, 08:35 wyborcza.pl/1,75478,5888527,Buty_dla_afganskich_dzieci.html?nltxx=1721542&nltdt=2008-11-06-04-10 Buty dla afgańskich dzieci Buty i ciepłą odzież dla dzieci z Afganistanu zbiera organizacja Szkoły dla Pokoju. Jeszcze w listopadzie wojsko ma je przetransportować do prowincji Ghazni. - Sytuacja jest nadzwyczajna, mamy bardzo mało czasu, chodzi nam o ciepłą odzież i przede wszystkim buty, tak aby dotarły do Afganistanu przed zbliżającą się zimą - mówi "Gazecie" przewodnicząca fundacji Beata Błaszczyk. - Jest to także akcja, która ma służyć bezpieczeństwu polskich żołnierzy, bowiem może pozytywnie usposobić do naszego kontyngentu mieszkańców prowincji. Fundacja zajmuje się pomocą dla dzieci w rejonach ogarniętych konfliktem, w 2005 r. uruchomiła szkołę w Afganistanie. Wszystkie szczegóły akcji: www.szkolydlapokoju.pl. Odpowiedz Link
aisza5 "Nikt nie może pomóc Kongu" W.Jagielski 12.11.08, 09:17 wyborcza.pl/1,75477,5904660,Nikt_nie_moze_pomoc_Kongu.html?nltxx=1721538&nltdt=2008-11-12-03-18 Nikt nie może pomóc Kongu Wojciech Jagielski Jeśli wojna, która tli się w położonej na wschodzie Konga krainie Kivu, wybuchnie pełnym płomieniem, obejmie pół Afryki i doprowadzi do najkosztowniejszej klęski w historii misji pokojowych ONZ Pod koniec października partyzanci zbuntowanego generała Laurenta Nkundy z łatwością rozpędzili na cztery wiatry kongijską rządową armię budowaną od kilku lat za miliony dolarów przez instruktorów z ONZ. Cudzoziemcom nie udało się zmienić kongijskich żołnierzy, którzy zawsze woleli zajmować się grabieżami, gwałtami i mordami, a na pierwszy strzał rozbiegali się w popłochu. Teraz też na widok partyzantów, zamiast bronić miasteczek i wsi w Kivu, przystąpili do ich plądrowania. Partyzantom Nkundy równie łatwo przyszłoby zdobycie stolicy północnego Kivu Gomy, ale generał kazał im zatrzymać się przed rogatkami miasta i ogłosił zawieszenie broni.... Odpowiedz Link
aisza5 c.d."Nikt nie może pomóc Kongu"-wojna w KIVU 12.11.08, 10:44 Wojna zaczęła się w krainie Kivu Wojna tak upodobała sobie zieloną krainę Kivu położoną nad afrykańskimi wielkimi jeziorami Kivu, Edwarda i Tanganika, że nie opuszcza jej od ponad dziesięciu lat. Zawitała tu w 1994 r., gdy na wschodnich brzegach jeziora Kivu, w Ruandzie, zdominowane przez lud Hutu tamtejsze rządowe wojsko dokonało rzezi Tutsich. Zajętych mordami Hutu rozgromili partyzanci Tutsi, którzy ruszyli na ratunek rodakom ze swoich kryjówek w sąsiedniej Ugandzie. Pokonani i lękający się krwawego odwetu Hutu uciekli za kongijską granicę, do Kivu. Ruandyjscy Tutsi bezskutecznie domagali się od ówczesnego władcy z Kinszasy Mobutu Sese Seko, by rozbroił wojsko Hutu, które na obczyźnie natychmiast zaczęło szykować się do odwetu. W końcu maleńka Ruanda sama postanowiła zaprowadzić porządki u wielkiego, lecz pogrążonego w chaosie sąsiada. W 1996 r. skrzyknęła kongijskich Tutsich w partyzantkę, a sama wraz z Ugandą posłała im swoje wojsko na pomoc. Pół roku później rebelianci byli już w Kinszasie, a ich przywódca, wywodzący się z Katangi Laurent-Desire Kabila, objął władzę (nikt w Kongu nie uznałby panowania garstki bitnych Tutsich stanowiących mniejszość nawet w samym Kivu). Wyniesiony do władzy Kabila nie zamierzał jednak być tylko popychadłem swoich dobrodziejów. Zwalniał z rządu podsuniętych mu Tutsich i ani myślał zwalczać Hutu. Latem 1998 r. Ruanda do spółki z Ugandą, Burundi i Republiką Środkowoafrykańską wywołała więc w Kivu nową rebelię. Ratując skórę, Kabila poprosił o pomoc sąsiadów. W zamian za wojsko obiecywał na prawo i lewo koncesje na wydobycie cennych minerałów, w jakie natura hojnie obdarowała Kongo. Z wojny domowej kongijska wojna stała się afrykańską. Po stronie Kabili stanęły wojska z Angoli, Namibii, Zimbabwe, Czadu i Sudanu. Wojna przerodziła się w bestialskie mordy i etniczne czystki, a także cyniczne grabieże dokonywane przez obce wojska. Wojna o łupy poróżniła nawet sojuszniczki - Ruandę i Ugandę. Zanim zagranicznym negocjatorom udało się przekonać walczące strony do ugody, od kul, chorób i z głodu zginęło 4-5 mln ludzi, Kabilę, który zginął w zamachu, zastąpił jego syn Joseph, a Kongo zostało rozdarte na trzy części - jedną kontrolowały wojska rządowe, drugą - partyzanci wspierani przez Ruandę, a trzecią - rebelianci, którym pomagała Uganda. Podpisany w 2002 r. pokój sankcjonował status quo. Kabila junior pozostał prezydentem, a obaj przywódcy rebeliantów jego zastępcami. Pokój był wygraną kongijskich Tutsich. Nie tylko mieli swojego wiceprezydenta i ministrów w Kinszasie, ale pod ich kontrolą pozostawała także kraina Kivu i jedna trzecia całego Konga. Wywalczone na wojnach zdobycze kongijscy Tutsi stracili latem 2006 r. w wyniku pierwszych od 40 lat wolnych wyborów mających stanowić zwieńczenie największej i najkosztowniejszej w historii misji pokojowej ONZ. Zwycięzca wyborów Joseph Kabila zagarnął dla siebie wszystko. Jego pokonany rywal, były wiceprezydent i protegowany Ugandy Jean-Pierre Bemba, przegrał uliczną wojnę w Kinszasie i został przegnany z kraju. Również Tutsi, jako nieliczni, niemający najmniejszych szans w wyborach, stracili wszystko. Generał Nnkunda nie składa broni Nkunda, który walczył we wszystkich wojnach w Kongu i Ruandzie, odmówił uznania nowych władz. Rok temu odrzucił też złożoną mu przez nie ofertę 2,5 mln dol., które miały mu zapewnić dostatek i święty spokój na wygnaniu w RPA. Zgodził się jedynie podpisać w styczniu rozejm, gdy rząd z Kinszasy obiecał rozbroić partyzantów Hutu z krainy Kivu. Jeśli tak się stanie - obiecał Nkunda - złożę broń i rozpuszczę wojsko. W sierpniu wojna w Kivu wybuchła na nowo, a władze w Kinszasie i Nkunda wzajemnie obwiniają się o złamanie rozejmu. Rząd twierdzi, że Nkundę znów wspomaga ruandyjskie wojsko, które chce obalić kolejnego kongijskiego prezydenta. Nkunda twierdzi, że jego partyzanci widzieli w Kivu żołnierzy z Angoli. Swoje wojska chętnie podesłałoby na pomoc Kabili Zimbabwe. Wojna nie tylko zapełniłaby pusty skarbiec zbankrutowanego państwa, ale dodatkowo odciągnęła uwagę świata od fatalnych rządów prezydenta Roberta Mugabego. Siedemnaście tysięcy żołnierzy ONZ bezradnie przygląda się walkom, grabieżom, nowemu exodusowi uchodźców, który szacuje się na ćwierć miliona. Nie mogąc liczyć na ich pomoc w zwalczaniu ukrywających się w Kongu ugandyjskich rebeliantów, także Uganda może w każdej chwili uznać, że szybciej sprawę załatwi na własną rękę. Co gorsza, fiasko misji ONZ w Kongu niechybnie oznaczać będzie jeszcze większą klapę operacji w sąsiednim Sudanie. ONZ już dziś nie może doprosić się żołnierzy, śmigłowców i pieniędzy na jeszcze większą niż kongijska misję pokojową w Darfurze. Kongijska katastrofa może zaś dodatkowo wywołać wojnę na południu Sudanu, gdzie pod nadzorem ONZ trwają przygotowania do zapowiedzianych na 2009 r. wyborów i ustalonego na 2011 r. plebiscytu w sprawie niepodległości południa. Widząc bezradność i słabość wspólnoty międzynarodowej, rząd z Chartumu i byli partyzanci z południa już dziś zbroją się na przyszłą wojnę. Źródło: Gazeta Wyborcza Odpowiedz Link
aisza5 USA "zgubiły" 87 tysięcy sztuk broni 13.02.09, 10:13 wiadomosci.onet.pl/1915761,12,item.html USA "zgubiły" 87 tysięcy sztuk broni Stany Zjednoczone straciły kontrolę nad jedną trzecią broni dostarczonej do Afganistanu. Tak wynika z raportu amerykańskiego Urzędu Odpowiedzialności Rządu, który jest odpowiednikiem naszej Najwyższej Izby Kontroli. W ciągu ostatnich 4 lat Stany Zjednoczone wydały 120 milionów dolarów na zakup uzbrojenia dla afgańskich sił bezpieczeństwa. Za tę kwotę kupiono 240 tysięcy pistoletów, karabinów i moździerzy. Z raportu Urzędu Odpowiedzialności Rządu wynika, że Pentagon nie dysponuje właściwą dokumentacją dotyczącą 87 tysięcy sztuk broni. Wojskowi nie spisali numerów seryjnych 50 tysięcy karabinów i pistoletów. W pozostałych przypadkach nie wiadomo, komu zostały one dostarczone. Amerykanie nie mają też pełnej dokumentacji 135 tysięcy sztuk broni, dostarczonej do Afganistanu przez 21 innych krajów. Raport będzie tematem przesłuchań w komisji sił zbrojnych Izby Reprezentantów. Kongresmani mówią, że obecna sytuacja grozi tym, iż amerykańscy żołnierze mogą ginąć od kul wystrzelonych z broni, którą sami dostarczyli do Afganistanu... Odpowiedz Link
aisza5 Afgańczycy wściekli na polskich żołnierzy- GW 28.02.09, 18:44 wyborcza.pl/1,75477,6328619,Afganczycy_wsciekli_na_polskich_zolnierzy.html Afgańczycy wściekli na polskich żołnierzy Marcin Górka, Wojciech Jagielski W prowincji Ghazni doszło do gwałtownych demonstracji przeciwko afgańskim władzom i polskim żołnierzom. Zdaniem zagniewanych Afgańczyków Polacy ostrzelali meczet. Polacy zapewniają, że nie oddali strzału w kierunku świątyni Polacy w Afganistanie W czwartek wieczór w wiosce Dhi Chodajdad na południe od polskiej bazy w mieście Ghazni, stolicy prowincji i jej imienniczce afgańska policja natknęła się na talibów i wezwała Polaków na pomoc. Na odsiecz ruszył pluton w wozach bojowych. Według policjantów w wiosce był punkt werbunkowy talibów. - Afgańczycy powiadomili nas, że w meczecie ukrywają się talibowie. Nasi otoczyli świątynię, ale do środka weszli tylko policjanci i zaczęli przeszukiwać ludzi. Niektórym pozabierali telefony komórkowe - mówi nasze źródło w dowództwie polskiej armii. - Nie padł żaden strzał. Potwierdza to mjr Paweł Zaganiaczyk z Ghazni. - Nikt z Polaków nie wchodził do środka meczetu - mówi "Gazecie". - Nasi żołnierze nie strzelali. - W całej operacji użyto tylko granatu hukowego - dodaje ppłk Dariusz Kacperczyk z Dowództwa Operacyjnego. - Nasi rzucili go na zewnątrz zanim do budynku weszli policjanci. Kacperczyk twierdzi też, że budynek, w którym miał mieścić się meczet nie miał żadnych widocznych oznak obiektu kultu religijnego. Polscy żołnierze w Ghazni starają się trzymać zasady, że nie uczestniczą w przeszukiwaniu domostw, rewizjach cywilów, a zwłaszcza kobiet. W Ghazni to Afgańczycy wkraczają do domostw i meczetów. Polacy zajmują się ubezpieczeniem. Nocne rajdy zachodnich żołnierzy, a przede wszystkim wyróżniających się agresywnością sił specjalnych USA wywołują gniew Afgańczyków. Wielokrotnie wtedy dochodziło do prowokacji, potyczek i bombardowań, w wyniku których ginęli cywile. Talibowie nierzadko kryją się wśród ludności i prowokują żołnierzy, a gdy od ich kul giną cywile, podburzają pozostałych przeciwko obcym. - Wiele wskazuje na to, że tak było i tym razem - mówi ppłk Kacperczyk. - Talibowie opuścili budynek na krótko przed przybyciem policji i żołnierzy. A gdy ze wsi wyjechało wojsko, grozili mieszkańcom karami za współpracę z obcymi. Najprawdopodobniej to talibowie, którzy umknęli obławie podburzyli mieszkańców Dhi Chodajdad, którzy twierdzą, że to Polacy ostrzelali meczet. Według jednego z wieśniaków o imieniu Abdurrahman, który rozmawiał z dziennikarzem Associated Press, pociski trafiły w mury świątyni, nie raniąc nikogo z modlących się. Abdurrahman twierdzi, że był w meczecie i widział jak Polacy strzelają do świątyni. Wzburzeni mieszkańcy wioski zabarykadowali w piątek drogi - pół tysiąca demonstrantów obrzucało kamieniami przysłanych policjantów, na co ci odpowiedzieli strzałami. Trzech demonstrantów zostało rannych. Zastępca gubernatora Ghazni, który był w piątek Dhi Chodajdad oświadczył, że w drzwiach meczetu znalazł przynajmniej dwie dziury po kulach. - Nie mamy pojęcia, czy Polacy weszli do środka meczetu, czy nie. Mieszkańcy wioski twierdzą, że weszli - mówi szef policji z Ghazni. Przedstawiciel dowództwa NATO w Afganistanie oznajmił, że nie wiedział o jakimkolwiek incydencie w Dhi Chodajdad, a wstępne śledztwo wykazało, że wojska koalicji nie uczestniczyły w operacji w wiosce. Ma jednak zbadać sprawę. W prowincji Ghazni, która jesienią została oddana w pieczę polskich wojsk, stacjonuje prawie 1600 Polaków. Do niedawna w porównaniu z innymi prowincjami z afgańskiego południa i wschodu Ghazni uważana była za w miarę spokojną. Nie graniczy z Pakistanem, a afgańscy talibowie nigdy nie cieszyli się tu poparciem. Sytuacja w Ghazni pogorszyła się w zeszłym roku, gdy talibowie umocnili się w południowych prowincjach Helmand i Kandahar oraz zdobyli przyczółki w podstołecznej prowincji Wardak. Przed zapowiedzianymi na ten rok wyborami prezydenckimi wojska USA chcą wyprzeć talibów z okolic Kabulu. Wypychani z Wardaku partyzanci przeniosą się najpewniej do sąsiedniej Ghazni. Odpowiedz Link
aisza5 MON nie ma pieniędzy na zabranie żołnierzy z Czadu 02.03.09, 15:11 wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,6333157,MON_nie_ma_pieniedzy_na_zabranie_zolnierzy_z_Czadu.html? utm_source=Nlt&utm_medium=Nlt&utm_campaign=856991 MON nie ma pieniędzy na zabranie żołnierzy z Czadu Armia nie ma pieniędzy na przetransportowanie żołnierzy z misji w Czadzie - alarmuje "Dziennik". Chodzi o wysokie koszty transportu, głównie sprzętu. Jak MON chce wyjść z sytuacji? Zamierza złożyć wniosek o przedłużenie misji, która miała zakończyć się 31 maja. Jeśli żołnierze zostaną dłużej, koszty zostaną przerzucone na ONZ. "Dz" w swoim tekście przypomina, że wycofanie naszych żołnierzy z afrykańskiej misji miało być jednym ze sposobów na wprowadzanie oszczędności w MON. Tymczasem minister Bogdan Klich przyznał "Dziennikowi", że premier już zgodził się przedłużenie misji. - Premier już się zgodził na to, aby opóźnić wycofanie wojska z Afryki do jesieni tego roku. Przygotowujemy wniosek do prezydenta o przedłużenie misji do tego czasu - cytuje "Dz" Klicha.- Rozmawialiśmy z ONZ. Jeżeli polskie wojsko zostanie w Czadzie pod flagami Organizacji do jesieni, to pokryje ona koszty wycofania naszych żołnierzy i odkupi od nas część zgromadzonego tam sprzętu. "Wrócą, jak przestanie padać" Minister zapowiedział, że wojsko wróci do kraju najdalej "po zakończeniu pory deszczowej". Oznacza to termin nie wcześniejszy, niż koniec października. Ministerialny plan wycofywania żołnierzy nie tylko z Czadu, ale i Libanu, oraz Wzgórz Golan, spalił na panewce. Miało to przynieść oszczędności, a tymczasem brakuje pieniędzy na sam transport. Jeszcze w marcu na Wzgórza trafi więc kolejna zmiana polskich żołnierzy. - Wrócą do końca roku - uspokaja Klich. - Utrzymanie przez rok żołnierzy w Czadzie, Libanie i na Wzgórzach Golan to około 100 mln zł. Takie oszczędności MON może zrobić dopiero w przyszłym roku - cytuje "Dziennik" byłego wiceministra obrony Janusza Zemkego. Łącznie resort wydaje na misje około 770 mln zł rocznie Odpowiedz Link
aisza5 W Afganistanie niewinni nie strzelają 19.03.09, 07:24 wyborcza.pl/1,75248,6400041,W_Afganistanie_niewinni_nie_strzelaja.html?utm_source=Nlt&utm_medium=Nlt&utm_campaign=2015058 W Afganistanie niewinni nie strzelają Wojciech Jagielski - Amerykanie nie ufają nikomu, a zachodząc do wsi, każdego mężczyznę z bronią uważają za taliba i strzelają - mówi Ikram Szinwari, afgański dziennikarz. Każdy kolejny rok wojny przynosi więcej cywilnych ofiar Amerykanie kopniakami wyważyli drzwi. Zastrzelili brata doktora, czternastoletniego chłopaka, który z karabinem pilnował nocą obejścia. Potem zastrzelili innego z braci, który chciał go ratować, a także jego żonę. Rykoszet trafił też żonę doktora w kręgosłup. Na koniec Amerykanie poszczuli wszystkich psami. Tak według relacji Ikrama Szinwariego, wyglądał nocny najazd na dom doktora Bilala Hassana z Chostu. W grudniu Amerykanie otrzymali donos, że doktor pomaga talibom. Dr Bilal i jego czterech kuzynów zostali tej nocy aresztowani. Po miesiącu Amerykanie wszystkich zwolnili i przyznali, że wprowadzono ich w błąd. Zapłacili doktorowi 5 tys. dol. odszkodowania. W Afganistanie przyjęło się, że za pomyłkowo zabijanych cywilów zachodnie wojska wypłacają ich krewnym dwa tysiące dolarów odszkodowania. Stawka za rannego wynosi pół tysiąca. Śmierć Amerykanom Wstawał świt, gdy do zapomnianej przez Boga i ludzi wioski w powiecie Czarch w podkabulskiej prowincji Logar przybyli amerykańscy żołnierze. Ich szpiedzy donieśli im, że w jednym z zakurzonych domostw talibowie mają fabrykę bomb i min. Amerykanie otoczyli domostwo i wezwali mieszkańców, by wyszli z podniesionymi rękami. Wtedy w ich kierunku posypały się strzały. - Nasi żołnierze użyli broni, a w wyniku strzelaniny pięciu partyzantów zginęło - ogłosiło amerykańskie dowództwo. Nazajutrz na placu przed urzędem gubernatora podkabulskiej prowincji Logar zebrał się gniewny tłum. "Śmierć Ameryce!" - wygrażali wzburzeni Pasztuni, przysięgając, że Amerykanie zastrzelili niewinnych ludzi - mułłę i jego czterech dorosłych synów. - To był dobry mułła, nie zadawał się z partyzantami - bił się w piersi Mustafa Sulejman-chel. Dowódca wojsk USA w Logarze płk David Haight zapewniał, że nic nie wiedział o rajdzie na wioskę w podległym mu regionie. - Tę operację przeprowadzili żołnierze z Bagramu - wyjaśniał. Z bazy w podkabulskim Bagramie, a także z tej na lotnisku w Kandaharze i tuzina innych rozrzuconych po całym kraju ruszają do akcji żołnierze z oddziałów specjalnych wojsk USA. Nie podlegają dowództwu wojsk zachodniej koalicji, a wśród Afgańczyków cieszą się złowrogą sławą wyjątkowo bezwzględnych i brutalnych. Dwa tygodnie temu Pasztuni z Logaru też wygrażali przed gubernatorskim urzędem w Pul-e Alam: "Śmierć Ameryce". Wtedy poszło o śmierć dwóch mieszkańców z wioski Bagh-e Sultan. Miejscowy mułła Abdul Matin twierdził, że napuszczeni przez jego wrogów Amerykanie zabili mu brata. Amerykanie przyznają, że postanowili nocą przeprowadzić rewizję w domostwie Szer Aghi. Otworzyli ogień, kiedy zaczął do nich strzelać. - Gdyby był niewinny, toby nie strzelał - mówi płk Haight. - Jeżdżę po wsiach i powtarzam starszyźnie plemiennej, że nic do nich nie mam, że jestem tu tylko po to, by im pomóc. I ostrzegam, by nie pozwalali swoim synom sięgać po broń. Mówię im: nie obchodzi mnie, z jakiego powodu wezmą do rąk karabin, dla pieniędzy czy z powodu religii. Moi żołnierze zabiją każdego, kto do nich strzeli. Teraz wam to mówię, żebyście nie byli zdziwieni. W marcu demonstracje przeciwko nocnym rajdom amerykańskich żołnierzy, w wyniku których zginęli afgańscy cywile (lub talibowie, jak chcą Amerykanie), doszło w graniczącej z Logarem Paktii. Od amerykańskich kul w marcu zginęło też kilkudziesięciu Afgańczyków w prowincjach Herat i Helmand. W lutym "śmierć Kanadyjczykom!" wołali wieśniacy w Kandaharze, gdzie kanadyjscy żołnierze zastrzelili dwoje dzieci. Pięcioro dzieci zginęło też w sąsiednim Uruzganie w strzelaninie między żołnierzami z Australii i talibami. Pod Heratem amerykańscy piloci zrzucili bomby na obozowisko koczowników Kuczi, których wzięli za partyzantów. W styczniu jedynie w wyniku trzech operacji amerykańskich wojsk specjalnych w prowincjach Laghman i Kapisa zginęło ponad 50 cywilów. Żywe tarcze talibów Według szacunków ONZ w zeszłym roku zginęło w Afganistanie 2118 cywilów. 829 z nich zabili - według autorów raportu - żołnierze zachodniej koalicji (talibowie - 1160; pozostałe ofiary nie zostały przypisane żadnej ze stron). W 2007 r. zginęło niewiele ponad 1,5 tys. cywilów, w 2006 r. - niespełna tysiąc. Przedstawiciele Czerwonego Krzyża ostrzegają, że w tym roku liczba cywilnych ofiar będzie jeszcze większa, choćby dlatego, że liczba zachodnich wojsk wzrośnie o co najmniej 20 tys. - Na takiej partyzanckiej wojnie jak ta cywilnych ofiar nie da się uniknąć - przyznaje amerykański generał David McKiernan, dowodzący wojskami zachodniej koalicji. Dowódcy USA winę za cywilne ofiary wojny zrzucają na talibów, którzy chowają się po wsiach i wykorzystują wieśniaków jako żywe tarcze. - Zachodzą do wsi tylko po to, by ostrzelać z niej nasze wojska i zdążyć uciec, zanim zostanie ona zbombardowana - mówi gen. McKiernan. - Talibowie robią to celowo, by spowodować ofiary wśród cywilów i podburzać ich potem przeciwko nam. Pomyłki zwiadowców i pilotów, prowokacje ukrywających się po wsiach talibów, a także fałszywe informacje przekazywane przez szpiegów, by nasłać na osobistych wrogów amerykańskie wojska, powodowały ofiary wśród ludności cywilnej od samego początku afgańskiej wojny. W grudniu 2001 r., w miesiąc po inwazji USA, pod amerykańskimi bombami zginęło np. ponad 60 pasztuńskich wodzów zmierzających do Kabulu na uroczystą inaugurację prezydentury Hamida Karzaja. Liczba ofiar pomyłkowych bombardowań zaczęła gwałtownie rosnąć w 2006 r., gdy talibowie, przegrupowawszy się na afgańsko-pakistańskim pograniczu w nową partyzancką armię, wrócili do Afganistanu. Tylko jesienią 2006 r. w nalotach w prowincji Kandahar, twierdzy talibów, zginęło ponad stu chłopów. Szczególnie wzburzyły Afgańczyków dwie tragedie z 2008 r. Wiosną we wschodniej prowincji Nangarhar zaatakowani przez talibów żołnierze piechoty morskiej USA rzucili się do ucieczki, strzelając na oślep i taranując blokujące im przejazd cywilne samochody. Zginęło wtedy 20 cywilów, a ponad 50 zostało rannych. W sierpniu w wiosce Azizabad w zachodniej prowincji Herat celowo wprowadzeni w błąd przez afgańskiego szpiega Amerykanie zbombardowali domostwo jego osobistego wroga. Zginęło prawie sto osób zebranych na rodzinnej uroczystości. Karzaj atakuje Zachód Zabici cywile, a także ich buta, nieufność i niechęć wobec tubylców sprawiają, że Afgańczycy coraz niechętniej odnoszą się do przedłużającej się obecności obcych w ich kraju. Coraz bardziej też w oczach swoich rodaków traci prezydent Hamid Karzaj wyniesiony i utrzymywany u władzy przez przybyszów. Pod koniec 2006 r., nie kryjąc łez, w bezsilnej złości Karzaj oskarżał w ONZ Amerykanów, że mają za nic życie Afgańczyków. - Naszym losem jest nieustanne cierpienie - mówił. Przed miesiącem zażądał od dowódców zachodnich wojsk, by uzgadniali z nim wszystkie operacje zbrojne... Odpowiedz Link
aisza5 Prezydent Afganistanu apeluje do USA o przerwanie 09.05.09, 09:48 wiadomosci.onet.pl/1967391,12,prezydent_afganistanu_apeluje_do_usa_o_przerwanie_nalotow,item.html Prezydent Afganistanu apeluje do USA o przerwanie nalotów Prezydent Afganistanu Hamid Karzaj wezwał w piątek USA, aby wstrzymały ataki lotnicze na terytorium afgańskim, po tym, jak w ciągu tygodnia zginęło w nich ponad 100 cywilów. - Żądamy zakończenia tych operacji (...), końca nalotów - powiedział Karzaj w wywiadzie dla telewizji CNN. Według niego ataki lotnicze są nie do przyjęcia. Śledztwo, przeprowadzone przez armię amerykańską, bezspornie wskazuje na odpowiedzialność żołnierzy USA za śmierć dużej grupy afgańskich cywilów na początku obecnego tygodnia - pisze w piątkowym numerze "New York Times". Miejscowość Bala Buluk (w prowincji Farah, na zachodzie Afganistanu) została zbombardowana w nocy z poniedziałku na wtorek. Według afgańskich władz, zginęło 147 osób, wśród nich kobiety i dzieci. Władze USA twierdzą, że szacunki afgańskie "są przesadzone", ale nie podają własnego bilansu. Hamid Karzaj przebywa z wizytą w Waszyngtonie, gdzie wraz z przywódcą Pakistanu Asifem Alim Zardarim i prezydentem USA Barackiem Obamą omawiają możliwości wspólnej operacji przeciw Al- Kaidzie i talibom. Odpowiedz Link
aisza5 Amerykanie przyznają, że zginęli afgańscy cywile 11.05.09, 11:31 wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,6591201,Amerykanie_przyznaja__ze_zgineli_afganscy_cywile.html? utm_source=Nlt&utm_medium=Nlt&utm_campaign=856991 Amerykanie przyznają, że zginęli afgańscy cywile Wojciech Jagielski Afgańscy lekarze i działacze praw człowieka twierdzą, że w zeszłotygodniowej, najkrwawszej od 2001 r. masakrze ludności cywilnej była używana broń fosforowa. Świadczą o tym straszliwe poparzenia, jakich doznali mieszkańcy wiosek zbombardowanych przez amerykańskie samoloty. Według przedstawicieli afgańskich władz w jednej z wiosek w powiecie Bala Baluk w zachodniej prowincji Farah zginęło ponad stu cywilów, głównie dzieci, kobiet i starców, którzy ukryli się tam przed walkami talibów z rządowym wojskiem. Prezydent Hamid Karzaj twierdzi, że zginęło 120-130 osób. Przedstawiciele lokalnych władz zapewniają, że sporządzili imienną listę 147 zabitych. Jeszcze inni zapewniają, że zginęło prawie 200 osób. Amerykańscy wojskowi, którzy do soboty zaprzeczali, by w Farah to ich bomby zabiły cywilów, przyznali ostatecznie, że w walkach zginęli zwykli wieśniacy. Liczbę 100 zabitych uważają jednak za grubą przesadę i podkreślają, że nie sposób ustalić, ilu zginęło wieśniaków ani kto ich zabił - amerykańskie bomby czy talibowie? Do tragedii doszło w nocy z poniedziałku na wtorek. W poniedziałek pół tysiąca talibów zajęło kilka wsi w prowincji Farah, by zebrać od chłopów kontrybucję na wojnę. Dokonali też publicznych egzekucji na kilku Afgańczykach oskarżanych o szpiegowanie dla Amerykanów i kolaborację z rządem z Kabulu. Posłane przeciwko talibom afgańskie wojsko okazało się za słabe i wezwało na pomoc amerykańskie samoloty. Przedstawiciele wojsk USA przyznają, że podczas nalotu zrzucono 13 bomb na osiem domostw. Amerykańscy wojskowi winą za zabitych w Bala Baluk obarczają talibów, którzy według nich spędzili cywilów do wsi, by wykorzystać ich jako żywe tarcze. Wcześniej twierdzili, że to sami talibowie, wrzucając do domostw granaty, zabili wieśniaków, by zrzucić potem winę na zachodnie wojska. Wioskowy wódz Mohammad Naim Kadir zapewnia jednak, że we wsi Granaj w ogóle nie było talibów, a w zbombardowanych domostwach ludzi ukryli się właśnie po to, by uniknąć walk toczących się w sąsiednich wsiach Gandżabad i Girani. Tragedia w Farah była najkrwawszą masakrą afgańskiej ludności cywilnej od inwazji wojsk USA jesienią 2001 r. Rok temu w sąsiadującej z Farah prowincji Herat pod amerykańskimi bombami zginęło ok. 90 cywilów. Amerykanie też zaprzeczali wtedy najpierw śmierci cywilów, a potem winą za tragedię obarczyli talibów. Powodem rosnącej liczby cywilnych ofiar jest wykorzystywanie lotnictwa do walki z talibami. W piątek Karzaj zażądał, by Amerykanie w ogóle zaprzestali powietrznych rajdów w Afganistanie. - Tak się nie walczy z partyzantami. Czy w Ameryce też zrzucacie bomby na dom, jeśli zakradł się do niego złodziej? Czy żeby zabić muchę, strzelacie do niej z armaty? - wtórował prezydentowi gen. Nur-ul Haq, przewodniczący parlamentarnej komisji obrony. Dowództwo zachodnich wojsk w Afganistanie odparło w niedzielę, że w Afganistanie nie da się prowadzić wojny bez użycia lotnictwa. Afgańscy lekarze i działacze praw człowieka obawiają się, że w walkach w Bala Baluk nie użyto zwykłych bomb i pocisków, ale wypełnionych białym fosforem. Wskazują na to potworne oparzenia, jakie lekarze stwierdzają u zabitych i rannych. - Nasi ludzie rozmawiają z rannymi, by ustalić, czy doszło do użycia fosforu - mówi Nader Naderi z Afgańskiej Niezależnej Komisji Praw Człowieka. Biały fosfor rozpala się do temperatury ponad tysiąca stopni. Pali się jasno i wydziela gęsty, biały dym. Stosowany jest do stawiania zasłon dymnych oraz rozświetlania nieba nocą. Amerykanie przyznają, że w Afganistanie stosują biały fosfor do rozświetlania nieba podczas nocnych akcji. W 2004 r. w irackiej Falludży użyli jednak białego fosforu podczas walk. W marcu br. z powodu użycia broni fosforowej przez zachodnie wojska poparzona została także ośmioletnia dziewczynka w podkabulskiej prowincji Kapisa. W tej sprawie toczy się śledztwo. Amerykańscy dowódcy zapewniają, że w Bala Baluk nie używali bomb z białym fosforem. Rzecznik wojsk USA płk Greg Julian twierdzi, że mogli to zrobić talibowie - fosfor może bowiem znajdować się w pociskach artyleryjskich, moździerzach czy granatach. Według płk. Juliana w ciągu ostatnich dwóch lat talibowie przynajmniej cztery razy używali w Afganistanie białego fosforu. Odpowiedz Link
aisza5 Liczba zabitych cywili,w rozbiciu na 14 dystryktow 11.05.09, 11:41 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=904&w=95135840&a=95144296 "Masakra żołnierzy. Gehenna ludności cywilnej: 37 000 ofiar śmiertelnych,20 000 - ciężko rannych Zabijanie z premedytacją przez Pentagon niewygodnych dziennikarzy "Świat, szczegolnie ten kochajacy pokoj, jest daleki od poznania prawdziwej liczby ofiar amerykanskiej agresji Iraku wsrod naszej ludnosci cywilnej. Aczkolwiek zdajemy sobie sprawe, ze w Iraku dzialaly rozne organizacje (np www.irakbodycount.net ), ktore robily co mogly,aby dokladnie policzyc ilosc ofiar smiertelnych wsrod cywilow, jednak dotarcie do tych miejsc, gdzie smierc sie wydarzyla bylo duza przeszkoda w tych wysilkach. (. . .) Jako główny koordynator Irackiej Partii Wolnosci, poprosilem nasza kwatere glowna w Iraku do zbadania tej sprawy i podanie dokladnej ilosci ofiar wsrod ludnosci cywilnej zabitych w czasie inwazji Iraku. Po ponad pieciu tygodniach intensywnych i dogłębnych badań przeprowadzonych przez setki członków naszej partii, na terenie wszystkich wsi, miast i miasteczek, wlaczajac w to niektore tereny pustynne itp, z wyjatkiem rejonow zamieszkalych przez Kurdow, po przeprowadzeniu setek wywiadow z grabarzami, lekarzami w szpitalach i zwyklymi ludzmi, mozemy podac liczbe zabitych osob cywilnych siegajaca 37.137. W liczbie tej nie mieszczą sią członkowie milicji, oddzialów samoobrony czy Fadainow Husseina. Liczba zabitych cywili, w rozbiciu na 14 dystryktow (bez irackiego Kurdystanu), przedstawia sie nastepujaco: Baghdad 6103 Mosul 2009 Basrah 6734 Nasiriyah 3581 Diwaniyah 1567 Kut 2494 Hillah 3552 Karbala (including Najaf) 2263 Samawah 659 Amarah 2741 Ramadi 2172 Kerkuk 861 Diyalah 604 Tikrit 1797 Powyższe dane dotycza zabitych osob cywilnych od poczatku inwazji Iraku w marcu b.r do polowy czerwca (wlłączając w to zabitych po upadku rezimu Husseina i zabitych pomylkowo w potyczkach pomiedzy zolnierzami amerykanskimi, a irackim ruchem oporu). Z powodu braku połączen telefonicznych w Iraku (z wyjatkiem rejonow zamieszkałych przez Kurdów) nasza kwatera główna w Bagdadzie starała sie wyslac mi wyczerpujacy i szczegolowy raport przy pomocy faksu z Al-Sulaymaniya (rejon kurdyjski). Osoba wiozaca ten raport zostala jednak zatrzymana przez kurdyjskich "peszmarga ", ktorzy ja przeszukali i skonfiskowali raport. Nastepnie osoba ta zostala przekazana w rece Amerykanow i od tego czasu slad po niej zaginal. Ten przypadek dowodzi, ze armia amerykanska nie chce pozwolić, aby prawda o ofiarach wśród ludnosci cywilnej wyszła na jaw (...) " (Dr Mohammed Al-Obaidi) Gdyby nie protesty antywojenne, które skupiły uwagę całej światowej opinii publicznej, liczba ofiar cywilnych (blisko 37 000) obecnie byłabyznacznie większa. Są uzasadnione obawy, że mogło zginąć nawet ok.40 000- 90 000, przeważnie bardzo młodych żołnierzy irackich, w tym również ochotników z sąsiednich krajów arabskich. Jedyna ich "winą" było to, że po prostu bronili bohatersko swe matki i żony, domy i ziemię przed amerykańskim agresorem. Bilans ofiar jest zatrważający . Liczba ofiar cywilnych w stos. do całkowitej nie była tak wysoka od czasów Wietnamu - ocenia Red Cross. OFIARY TERRORYZMU PAŃSTWOWEGO USA w Iraku od 1991r. Ok.200-300 tys. ofiar cywilnych w wyniku wojny w 1991 r.ok.1,5-3 mln ofiar cywilnych na skutek chorób, braku wody pitnej,zanieczyszczenia uranem oraz sankcji 1,5-3 mln osób (gł.dzieci) zmarło na skutek embarga na leki (wymuszonego na ONZ przez USA); zubożony uran zebrał żniwo tysięcy zmarłych na choroby nowotworowe i tysięcy monstrualnie zdeformowanych płodów. Wojna w Iraku w 1991r. była najbardziej krwawą masakrą w historii (notabene - również prowokacją US; prawdziwa wersja zdarzeń dopiero teraz wychodzi na jaw). Celem rakiet było dosłownie każde ujęcie wody w tym pustynnym kraju i każdy magazyn zbożowy. Powojenna polityka USA wobec Iraku była wielokrotnie surowsza niż wobec Niemiec czy Japonii po 1945r i nosi cechy eksterminacji narodu irackiego. Raport ONZ ocenia liczbę ludności cywilnej zmarłej w wyniku braku wody pitnej, lekarstw obłożonych embargiem i chorobami wywołanymi wskutek użycia bomb zawierających uran, na co najmniej 1 mln, z czego 1/2 to dzieci do lat5. Szczytem ironii jest fakt, że broń biologiczna - pretekst najnowszej awantury - przekazała Husseinowi administracjaReagana w ramach wsparcia wojny z Iranem Chommeiniego. Napalm, bomby rozpryskowe, zubożony uran, "małe" bomby nuklearne - w służbie "demokracji" DU, bomby kasetonowe, napalm i nowe rodzaje broni użyte przez Pentagon w Iraku Amerykanie przyznają się do użycia w Iraku napalmu 2003-08-09 Przedstawiciel Pentagonu potwierdził, iż USA użyły w trakcie wojny z Irakiem bomb zapalających, podobnych do bomb napalmowych. typu Mark 77.Wypełnione są one substancją o konsystencji "błota", która rozrzucana jest poprzez wybuch na dużym obszarze. Przy zetknięciu z ciałem człowieka powoduje bolesne i trudne do wyleczenia oparzenia. "Generałowie kochają napalm, gdyż ma wielkie znaczenie psychologiczne" -powiedział pułkownik Randolph Alles, cytowany przez "San Diego nion-Tribune". Bomby te zostały przez Amerykanów użyte w co najmniej w trzech wypadkach: koło miasta Safwan, niedaleko granicy z Kuwejtem i w ataku na dwa mosty, na północy, w czasie ofensywy na Bagdad."Zbombardowaliśmy napalmem okolice obu mostów. Niestety byli tam ludzie.Można było ich zobaczyć na wideo. To byli iraccy żołnierze. Trzeba przyznać, iż to niezbyt miły sposób śmierci" - pułkownik Alles, "San Diego Union-Tribune". "Żal mi wszystkich, którzy tam są" sierżant Marines, Herald ST. "Mówiliśmy im żeby się poddali". "Ciała leżały wszędzie" - zameldował przez radio amerykański oficer. Żołnierze byli wspierani przez samoloty marynarki wojennej, które zrzuciły 40000 funtów materiałów wybuchowych i napalmu. Napalm i 40000p mat.wybuch. Pierwsi męczennicy Iraku USA nie podpisały konwencji o zbrojeniach z 1980 roku, która zabrania używania pewnych rodzajów broni. Jednak Stany Zjed. muszą stosować się do podstawowych zasad Międzynarodowego Prawa Humanitarnego i podjąć wszelkie środki, aby chronić cywilów. W przypadku napalmu i bomb paliwowych są to środki szczególne, ponieważ są to bronie powierzchniowe, a nie precyzyjne - powiedziała Dominique Loye, doradczyni ds. broni i praw człowieka. USA nie chcą też ratyfikować innych traktatów dot. broni biologicznej i chemicznej, jak również uznać Międzynarodowego Trybunału Karnego. Według oświadczenia Paula Ingrim, wojskowego eksperta z londyńskiego British American Security Information Council Amerykanie przesłali w region wojny w celu zdobycia Bagdadu, broń chemiczną. Są to materiały pokrewne tym, ktorych użyto przeciwko czeczeńskim terorystom i zakładnikom podczas okupowania teatru w Moskwie. Są określane jako "nieśmiercionośne"; w obliczu 180 zabitych podczas tragedii zakładnikow jest to poprostu szyderstwo. Zgodnie z konwencją o broni chemicznej ten rodzaj broni jest zabroniony, tak samo jak gaz łzawiący CS, który Amerykanie transportują w rejon konfliktu. Paul Ingrim jest szczególnie zaniepokojony tzw. bronią mikrofalową, bronią, która wywoluje poparzenia skory. Ludzie odczuwają straszliwe bóle i nie sa zdolni do walki.Iraqui child Infant with hydrocephalus, Iraq. Photo: Dr. Siegwart Horst-Gunther Amerykanie planowali wprowadzenie tych "antyhumanitarnych", wysoko technicznych broni do walki o Bagdad ponieważ byli świadomi ogromnego oporu i liczyli sią z ogromnymi stratami wlasnymi. Własne wojska mogą być w miarę ochronione (żołnierze są tu też jak króliki doświadczalne -przyp. wł.), ludność cywilna w Iraku nie posiada ani ubrań ani masek ochronnych. Paul Ingrim podkreśla, że chodzi tu o nowe, do tej pory w żadnym konf Odpowiedz Link
aisza5 Przemyslenia japolaka... 11.05.09, 12:10 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=904&w=95135840&a=95147115 Odpowiedz Link
aisza5 Śmiertelne żniwo amerykańskich nalotów 20.06.09, 09:41 wiadomosci.onet.pl/1993656,12,item.html Śmiertelne żniwo amerykańskich nalotów Amerykańscy żołnierze w Afganistanie Co najmniej 26 afgańskich cywilów poniosło śmierć 4 maja br. w rezultacie trzech ataków bombowych dokonanych przez bombowiec typu B- 1 w prowincji Farah - głosi opublikowany raport Centralnego Dowództwa Sił Zbrojnych USA. Raport opublikowano po długotrwałym dochodzeniu. Autorzy raportu przyznają, że liczba ofiar może okazać się większa, ale jej dokładne ustalenie może okazać się niemożliwe. Według władz afgańskich zginęło wówczas 140 ludzi. Niezdolność rozeznania obecności cywilów i oceny potencjalnych równoległych szkód wyrządzonych przez te naloty, jest niezgodna z celem rządu USA, jakim jest zapewnienie bezpieczeństwa narodowi afgańskiemu - głosi raport. Nalotów dokonano w nocy, w końcowej fazie chaotycznej potyczki i prawdopodobnie to było powodem ofiar wśród ludności cywilnej. Raport zawiera jednak tylko bardzo stonowaną krytykę załogi bombowca a przewodniczący Komitetu Połączonych Sztabów sił zbrojnych USA, Adm. Mikie Mullen, podkreślił, że nie ma powodu aby karać kogokolwiek z amerykańskiego personelu wojskowego. Raport opublikowano po długotrwałym dochodzeniu. Autorzy dokumentu przyznają, że liczba ofiar może okazać się większa, ale jej dokładne ustalenie może okazać się niemożliwe. Dokument zawiera szereg zaleceń mających umożliwić uniknięcie podobnych tragedii w przyszłości, m. in. usprawnienie systemów dowodzenia i łączności oraz szybsze informowanie opinii publicznej w Afganistanie i na świecie o ewentualnych ofiarach wśród cywilów. Podkreślono, że Stany Zjednoczone muszą "pierwsze podawać prawdę", tak aby pokrzyżować propagandę talibów. Coraz większa liczba ofiar wśród ludności cywilnej jest powodem narastającego napięcia między Kabulem i Waszyngtonem. Ostatni incydent najprawdopodobniej jeszcze zwiększy to napięcie i pokrzyżuje wysiłki Amerykanów zdobycia przychylności Afgańczyków. Niedawno sekretarz obrony USA Robert Gates oświadczył, że taka przychylność jest niezbędna jeśli Stany Zjednoczone mają wygrać wojnę w Afganistanie. Odpowiedz Link
aisza5 Polacy opuszczają Wzgórza Golan 03.06.09, 10:24 wyborcza.pl/1,75248,6674064,Polacy_opuszczaja_Wzgorza_Golan.html?utm_source=Nlt&utm_medium=Nlt&utm_campaign=2015058 Polacy opuszczają Wzgórza Golan Marcin Górka Po 35 latach służby polscy żołnierze w niebieskich beretach wycofują się ze Wzgórz Golan. Obrażają się za określanie "wakacje na wzgórzach", ale przyznają, że przeganiają tam głównie syryjskie owce i pasterzy. Syria chce odzyskać wzgórza Golan zajęte przez Izrael podczas wojny sześciodniowej z 1967 r., ale może zgodzić się na ich częściową demilitaryzację Wzgórza Golan to kolejna misja, z której w tym roku Polska wycofuje swoich żołnierzy. Jesienią Polacy wyjadą z Czadu (jest ich tam ok. 300) i z Libanu (ponad 200). Szef MON Bogdan Klich zapowiedział także, że będzie się starał ograniczyć polski udział w misji Bośni (to operacja NATO, ale ma ją przejąć UE), gdzie służy 300 Polaków. - Naszym priorytetem są misje NATO. Koncentrujemy swoje wysiłki tam, gdzie jest najtrudniej, czyli w Afganistanie - wyjaśniał w poniedziałek Klich, który w stolicy Izraela Tel Awiwie spotkał się ze swoim odpowiednikiem Ehudem Barakiem. - Na wycofaniu z samych Wzgórz Golan i z Libanu zaoszczędzimy po kilka milionów złotych. 35 mln oszczędzimy na wyjściu z Czadu. Po rozmowie z Barakiem Klich pojechał do bazy Ziouani, gdzie dziś pod sztandarem ONZ służy prawie 350 Polaków. Mają kontrolować warunki rozejmu między Izraelem a Syrią z 1974 r. Pilnują głównie tego, by żadna ze stron nie przekraczała linii demarkacyjnych wyznaczających strefę buforową między oboma krajami. Linia Alfa biegnie od strony Izraela (wyznacza ją monitorowany elektronicznie płot), a Bravo od strony syryjskiej - jest to po prostu rząd beczek. - Izraelczycy i Syryjczycy nie mogą zbliżać się na 100 m do linii - tłumaczy kpt. Robert Miszewski. Polacy nie mają jednak problemu z żołnierzami obu stron, a jeśli już - to z syryjskimi pasterzami owiec. - Owce o liniach demarkacyjnych nie wiedzą, a za owcami idzie pastuch. No to podjeżdżamy i grzecznie zwracamy uwagę, a czasem wzywamy syryjską żandarmerię. Ale o godz. 18 oni już schodzą z pastwisk. No to my zdejmujemy buty i po pracy - dodaje kpt. Miszewski. Ziouani, gdyby nie otaczający ją drut kolczasty i pojazdy z napisem UN, przypomina zwykłą jednostkę: białe krawężniki, wypielęgnowane krzaki kwitnących róż, czyste, białe budynki, kawiarnia, sklep. Polskie "niebieskie berety" obrażają się jednak, gdy ich koledzy mówią, że są na wakacjach. - Byłem rok na Bałkanach, w hełmie i kamizelce kuloodpornej. Ale tu też jest ciężko, bo to żmudna robota. Codziennie patrole, zwracanie uwagi ludziom... Czasem znajdziemy minę, którą podłożą Syryjczycy, ale zawsze tak, byśmy ją widzieli. Ta opinia o "wakacjach na Wzgórzach Golan" jest krzywdząca - obrusza się kpt. Miszewski. Kiedy Polska ostatecznie wycofa się ze Wzgórz Golan? Dokładnie nie wiadomo, najbardziej prawdopodobnym terminem jest koniec września b.r. - Powoli pakujemy się, sprawdzamy, co można wcześniej odesłać do kraju, a co musi zostać. Szkoda, bo Polacy wrośli w tę okolicę. Ludzie nas zatrzymują i pytają, dlaczego wyjeżdżamy. Tu ojcowie i synowie służyli - podkreśla kpt. Miszewski. Polscy żołnierze służą na Wzgórzach Golan od 35 lat. Przez kontyngent przewinęło się ich ok. 13 tys., sześciu zginęło. Odpowiedz Link
aisza5 Przegląd Filmów Afgańskich- LUNA 14-09 11.09.09, 12:08 www.pah.org.pl/przeglad_filmow_afganskich_w_warszawie_,aktualnosci.html Polska Akcja Humanitarna i Centrum Artystyczne Kino Luna zapraszają na Przegląd Filmów Afgańskich, odbywający się w ramach kampanii „Akcja Edukacja”. Celem przeglądu jest przybliżenie wszystkim zainteresowanym życia codziennego ludzi w Afganistanie, ale także zwrócenie uwagi społeczeństwa na problem braku dostępu do edukacji w regionach dotkniętych konfliktami zbrojnymi Odpowiedz Link
aisza5 Przegląd Filmów Afgańskich- LUNA 14-09 program 11.09.09, 12:16 Przyjdź 14 września do Kina Luna przy ul. Marszałkowskiej 28 w Warszawie! W programie: 13:30 Osama reż. S. Barmak (2003) 15:15 Rajskie Jabłko reż. H. Morowat (2008) 17:00 Latawce reż. B. Dzianowicz (2007) 19:00 Osama reż. S. Barmak (2003) 21:00 Rajskie Jabłko reż. H. Morowat (2008) Bilety: 5 zł Dochód z biletów zostanie przeznaczony na realizację celów kampanii: budowę nowych szkół i placówek edukacyjnych, remont istniejących szkół i placówek edukacyjnych, zakup pomocy naukowych i urządzeń dla szkół i placówek edukacyjnych, prowadzenie kursów edukacyjnych dla dorosłych, dzieci i młodzieży, organizację kursów i szkoleń dla nauczycieli lub uczniów. Opisy filmów wyświtlanych w ramach Przeglądu Filmów Afgańskich: Rajskie jabłko, reż. Homayun Morowat (2008) 87' – film fabularny Pobożny starszy człowiek jedzie do Kabulu, by odwiedzić syna, który jako jedyny został mu po świętej wojnie z Sowietami. Oddał go do szkoły koranicznej, żeby „ nauczył się Koranu i wrócił do wsi jako Mułła'. Jednak zakłamany nauczyciel-mułła wysłał go 'do Raju' jako zamachowca-samobójcę. Ojciec nie potrafi sobie poradzić z tą zdradą zaufanego mułły. Jego świat się rozpada. Zaczyna się do niego wdzierać zwątpienie, a religia przestaje być nieomylną odpowiedzią na wszelkie pytania. Film stanowi portret religii na rozdrożach, ale także obraz konfliktu pokoleniowego. Osama, reż. Siddiq Barmak (2003) 79' – film fabularny Tytuł Osama odnosi się do nastolatki, która w Kabulu za panowania Talibów musi udawać chłopca, by zapracować na utrzymanie siebie, matki i babci. Film pokazuje poświęcenie i nieustanny strach dziewczynki oraz bezsilność starszych kobiet, w których rodzinie nie został już żaden mężczyzna. Rówieśnik Osamy podejmuje desperackie próby uratowania dziewczyny. Film przybliża nam terror w życiu codziennym za rządów Talibów, a zarazem ludzką godność i solidarność w obliczu tego terroru. Reżyser Siddiq Barmak otrzymał wiele nagród międzynarodowych, m.in. Złoty Glob za najlepszy film nieangielskojęzyczny, nagrodę specjalną w Cannes, a także nagrodę za najlepszy debiut długometrażowy w Londynie. Latawce, reż. Beata Dzianowicz (2007) 52' - film dokumentalny Film opowiada o Szkole Artystycznej w Kabulu, w której polscy filmowcy w roku 2006 zorganizowali miesięczny kurs filmowy "Kabul - moje miasto". Dwunastu najzdolniejszych uczniów - po raz pierwszy w życiu - dostało kamery oraz fachową pomoc. I nic więcej. Sami proponowali, o czym chcą robić filmy, jaki Kabul pokazać. Nie filmowali ani drutów kolczastych, ani posterunków policji, baz wojskowych, Talibów czy Amerykanów. Skierowali obiektywy na najbliższą codzienność - na dzieci sąsiadów, na wszechobecne latawce i na siebie samych. Latawce stały się dzięki temu zapisem współczesnego Kabulu z perspektywy afgańskiego siedemnastolatka. A także opowieścią o tym, jak w młodych malarzach i muzykach rodzi się pasja filmowa. Przy pomocy kamery Jacka Petryckiego śledzimy drogę, jaką przebywają uczniowie: od rozgorączkowanych prób efektownego ujęcia pędzących kół rykszy, przez czas, kiedy kamera przestaje być zabawką, a staje się narzędziem, aż do tej niezwykłej chwili, kiedy stojąc naprzeciwko swojego bohatera zapominają o kamerze, a zaczynają słuchać. Odpowiedz Link
aisza5 Mocni jesteśmy jedynie w kupie...GW 01.01.10, 09:55 wyborcza.pl/1,75515,7408602,Nasza_afganska_inwestycja.html Wklejam noworoczne przesłanie "japolaka" z forum: "Mocni jesteśmy jedynie w kupie... Autor: japolak 01.01.10, 01:21 Zgadzam się z autorem tylko w jednym: Mocni jesteśmy jedynie w kupie... Więc dajemy prezydentom USA kredyt w postaci naszych żołnierzy, pchając ich w łajno kolejnych awantur. A jakie oprocentowanie tego kredytu? Przykro o tym wspominać, ale USA mają talent w kombinacjach kredytowych. USA docenią za tych dodatkowych 600 żołnierzy? Tylu to ma swoich ochroniarzy amerykański głównodowodzący. Korzyści? Trochę trupów polskich, afgańskich, irackich. Cenne doświadczenia związane z narkotykami i nadużywaniem alkoholu + psychozy. No i będziemy mieli kilka tysięcy żołnierzy z bojowym doświadczeniem, mogących odeprzeć rosyjski atak. Pod warunkiem, iż będzie skierowany na Pustynię Błędowską i Dolinę Chochołowską za pomocą grup ukrytych wśród miejscowej ludności. Amerykanie pieprzyli o tym, iż "organizować będą akcje z chirurgiczną precyzją". Zamiast skalpelem usuwać wrzód na palcu, jest walenie młotem w cały organizm - społeczności irackie i afgańskie. "Najlepszy i najlepiej wyposażony wywiad świata" latami nie potrafi znaleźć twórcy al Kaidy, choć ten schorowany i półślepy. Za to udaje się np. zbombardować miejscowe wesele, bo lokalnym obyczajem uczestnicy strzelali na wiwat. Piszę to tuż po północy, gdy sztuczne ognie oglądam nad Warszawą - oby się naszemu największemu sojusznikowi one nie popieprzyły z terrorystycznym atakiem na ambasadę USA, bo z naszej stolicy precyzyjnym atakiem zrobi pustynię... Grup terrorystycznych nie likwiduje się pacyfikacją całych krajów - raczej zachęca się do terroryzmu ludzi, którym nie pozwolono normalnie żyć. Saddam Husain szybko został zabity na podstawie wyroku za kilka tysięcy jego ofiar - zanim nawet skończono pozostałe śledztwa, choć ofiar w różnych sytuacjach było więcej. Rok temu eksperci i międzynarodowe organizacje spierały się czy bezpośrednich i pośrednich (bo np. szpitale zniszczono a lekarze uciekać musieli) ofiar było w Iraku 600 czy 800 tysięcy. Zaś Afganistan to kraj, gdzie przynajmniej od XIX wieku toczą się wojny z mocarstwami chcącymi "pomóc" - Rosjanami carskimi i z ZSRR, Anglikami i Amerykanami. Nie licząc wojen domowych. Ludzie od pokoleń żyjący w wojnie i wojną. Można sobie nawet w którymś "Rambo" zobaczyć jakie są tam społeczne i terenowe warunki. Poszczególne plemiona i ugrupowania religijne, polityczne wzajemnie się nienawidzą. Łączy ich tylko jedno - jeszcze bardziej nienawidzą obcych. Inwestycja w nasze bezpieczeństwo? Polacy byli kiedyś cenieni w krajach arabskich i innych muzułmańskich - gdy u nas kształcili się od nich ludzie na lekarzy czy inżynierów. Gdy budowaliśmy tam fabryki i autostrady. Dziś awansowaliśmy na "okupantów", więc możemy spodziewać się "podziękowań" w postaci zamachów w Polsce... Nasi kapelani i politycy uznają iż za każdego polskiego żołnierza czy cywila należy zabić przynajmniej 10 tysięcy "pogańskich dzikusów". Bo każdy tubylec to terrorysta albo potencjalny terrorysta. Takie opinie na forach GW już widziałem ! W pacyfikowanych dziś miastach afgańskich obserwatoria astronomiczne były kilkaset lat przed Kopernikiem, pisywano do dziś cenioną poezję. Niewiele przed radziecką interwencją z wędrówek po Afganistanie wrócił mój kolega, zamiast narkotyków i patologii przywożąc tamtejsze bębenki, jakiś dywanik, śmieszną czapę z tamtejszych długowłosych kóz. Opowiadając mi o pięknych górach, życzliwych ludziach. Z tych 600 "dodatkowych" polskich żołnierzy zginie np. 16, 120 będzie okaleczonych, 60 trafi na odwyk, 30 rozwiedzie się, bo będą bić żonę czy dzieci, 20 nauczy się kradzieży, oszustw i przemytu (możemy spierać się o proporcje, lecz wszystkie te patologie występują u wracających). Pan polityk domaga się, iż obowiązkiem patriotycznym i internacjonalistycznym wobec USA jest by wszyscy politycy i reszta Polaków zwarła szeregi wokół takiego bycia "w kupie". Mam brzydkie skojarzenie - na początek niech zewrze własne pośladki, zamiast propagandę uprawiać. Tak samo są winni inni prawi i lewi politycy, wciągający nas w awantury w tamtych krajach. Ktoś na forum skomentował, iż przy poprzedniej "bratniej pomocy" Moskwa w przeciwieństwie do Waszyngtonu nie domagała się wysyłania naszych wojsk do Afganistanu... " Odpowiedz Link
aisza5 Kłopoty amerykańskich weteranów- GW 15.02.10, 15:33 wyborcza.pl/1,75477,7559190,Klopoty_amerykanskich_weteranow.html Aż 40 proc. amerykańskich weteranów z Iraku przyznaje się, że zabijało lub wydało rozkaz zabijania. Większość ma problemy psychiczne Badanie na próbie 2800 żołnierzy, którzy walczyli w Iraku w najgorszych latach 2005-06, opublikowali właśnie psychiatrzy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w "Journal of Traumatic Stress". Wynika zeń, że kłopoty psychiczne żołnierzy, którzy na wojnie zabijali, są dużo większe niż pozostałych. 32 proc. z nich miało depresję, 22 proc. zespół stresu potraumatycznego, a 25 proc. nadużywa alkoholu. Częściej cierpią też na niekontrolowane wybuchy gniewu i mają poważne kłopoty z nawiązywaniem bliskich kontaktów. Psychiatrzy podkreślają, że wyniki te są podobne do badań przeprowadzonych w latach 70. wśród weteranów wojny w Wietnamie. Ich zdaniem opieka psychiatryczna nad takimi osobami musi być zupełnie inna niż np. nad ofiarami przemocy czy gwałtu. - Ludzie nie rozumieją wieloznaczności moralnej wojny - mówi profesor psychiatrii Rachel Yehuda. - Weterani często chorują psychicznie nie dlatego, że czują się ofiarami wojny, ale dlatego, że są i ofiarami, i drapieżnikami. Badanie potwierdziło też, że lepiej radzą sobie w cywilu ci, którzy mogą o swych przeżyciach wojennych rozmawiać z bliskimi lub psychiatrami. To jednak nie zawsze jest proste. Według ekspertów wielu żołnierzy nie chce z nimi rozmawiać, bo armia USA nie ma jasnych przepisów, które uniemożliwiłyby np. użycie rozmów żołnierza z terapeutą w procesie o zbrodnie wojenne. Kapitan Shannon Meehan, weteran z Iraku, wyznał "New York Timesowi", że dopiero po wielu miesiącach był w stanie powiedzieć psychologowi o tym, że przez pomyłkę wydał rozkaz ostrzału artyleryjskiego, w którym zginęła iracka rodzina. Odpowiedz Link
aisza5 Afganistan. Pragnienie życia 12-31-03 W-wa wystawa 11.03.10, 08:32 Polska Akcja Humanitarna i Studio Melon zapraszają na wystawę fotografii Marcina Sudera, do Nizio Gallery przy ul. Inżynierskiej 3 lok. 4 w Warszawie. Wystawę można oglądać od 12 do 31 marca 2010. "Afganistan. Pragnienie życia" „W Afganistanie wojna trwa nadal. Nie ta medialna, głośna, znana z pierwszych stron gazet, lecz cicha, zapomniana wojna Afgańczyków o edukację. Jest to walka z biedą, walka z nieudolnością państwa zniszczonego długotrwałym konfliktem zbrojnym, ale także walka z wyczerpanymi tą sytuacją i sponiewieranymi umysłami. Wojna ukochała sobie to miejsce i zadomowiła się w tym urokliwym kraju, zamieszkanym przez pięknych, pokornych ludzi. Ludzi, których jedynym marzeniem jest po prostu żyć.” Marcin Suder Polska Akcja Humanitarna od wielu lat realizuje projekty, których celem jest umożliwienie nauki dzieciom i dorosłym żyjącym w najbiedniejszych regionach świata poprzez m.in.: budowę i remont szkół, wyposażenie sal lekcyjnych oraz organizacje zajęć pozwalających zdobyć lub rozwinąć umiejętności zawodowe. Od 2002 roku PAH realizuje projekty pomocowe w Afganistanie, głównie dotyczące poprawy dostępu do edukacji. Przez 7 lat działaniami zostało objętych ok. 20 tys. osób. Od września 2008 roku PAH prowadzi kampanię Akcja Edukacja, której celem jest zwrócenie uwagi na problem braku dostępu do edukacji w regionach dotkniętych konfliktami zbrojnymi oraz zebranie środków umożliwiających przeciwdziałanie temu problemowi. Gdy pojawił się u pomysł fotograficznego przedstawienia tematu dostępu do edukacji, nie mieliśmy wątpliwości, że fotoreportaż powinien być z Afganistanu, jednego z najbiedniejszych i najsłabiej rozwiniętych krajów na świecie. PAH jest tam obecny z pomocą od 7 lat, dzięki temu zdajemy sobie sprawę z ogromnych problemów, z jakim stykają się mieszkańcy tego kraju w codziennym dążeniu do jego rozwoju. I jesteśmy przekonani, że właśnie edukacja jest jednym ze sposobów na ich rozwiązanie. Dzięki fotografiom Marcina możemy odwiedzić wiejskie domy Afgańczyków, uczestniczyć w ich wspólnych, bardzo skromnych posiłkach. Dowiedzieć się, w jakich pracach dzieci i młodzi chłopcy pomagają rodzinom – noszenie wody i chrustu, budowa domu, wypas bydła, wyplatanie dywanów, praca w kamieniołomach. Wzdrygnąć się, widząc dziewczynki idące tylko w klapkach do szkoły i podziwiać je za siłę woli i determinację w zdobywaniu wykształcenia, mimo długiej, często niebezpiecznej drogi do szkoły, braku wyposażenia w budynkach i nieodpowiedniego ubrania. Cieszyć się z narodzin dziecka i przejąć tymi chorymi i niepełnosprawnymi. Obserwować spękane od mrozu i zniszczone biedą twarze oraz dłonie. Fotografie Sudera bardzo ciepło i intymnie ukazują ludzi, których spotkał w ciągu swojego miesięcznego pobytu w Afganistanie. Dzięki nim bieda milionów Afgańczyków zyskuje ludzką twarz i staje się również problemem dotyczącym widza. Dzięki nim łatwiej zrozumieć, że afgańskie dzieci w wieku szkolnym bardzo chcą się uczyć, bo jest to jedno z podstawowych praw każdego dziecka. Łatwiej zrozumieć, dlaczego ponad połowa z nich nie może z tego prawa skorzystać. Łatwiej zrozumieć dlaczego ponad 1/3 Afgańczyków jest niepiśmienna www.pah.org.pl/zaproszenie_na_wystawe_,aktualnosci.html Odpowiedz Link
aisza5 "Szkoła bez tablicy" 26.08.10, 13:30 Szkoła bez tablicy wiadomosci.onet.pl/1623800,2678,1,szkola_bez_tablicy,kioskart.html Podczas gdy w Europie większość nastolatek wzdraga się na myśl o powrocie do szkoły i wolałaby oglądać telewizję zamiast się uczyć, dla Dżamili i Aminy nie ma nic ważniejszego niż nauka. Bardzo by chciały móc codziennie chodzić do szkoły, ale otwierając podręcznik ryzykują życiem. Ukryta głęboko w ostępach biednego okręgu Loj Wjalla w Afganistanie, Dżamila Abdul siedzi na podłodze we frontowym pokoju i pilnie się uczy. – Moja mama była akuszerką. Ja też chciałabym nią zostać – wyjaśnia 18-letnia dziewczyna trzymając przed sobą otwarty podręcznik do matematyki. Jej 16-letnia siostra Amina ma równie wygórowane oczekiwania. Liczy, że pewnego dnia spełni swoje marzenie i zostanie nauczycielką w szkole publicznej. Afgańskie dziewczynki czekające na lekcje, fot. Getty Images/FPM W mieście obu sióstr – wyniszczanym zaciętą walką, gdyż talibowie, ekstremistyczny ruch polityczny o bliskich powiązaniach z Al-Kaidą, usiłują odzyskać władzę po obaleniu ich rządów w 2001 roku przez oddziały amerykańskie i brytyjskie – kobiety są wciąż przez niektórych uważane za obywateli drugiej kategorii. Chociaż oficjalnie dziewczynki mogą chodzić do szkoły, wiąże się to z coraz większym ryzykiem za sprawą ludzi, którzy opowiadają się za surowym, ekstremistycznym pojmowaniem praw islamskich. Od 2004 roku talibscy rebelianci usiłują ponownie wcielić w życie swe tradycyjne przekonania – łącznie z zasadą, że kobiety nie są równe mężczyznom – i przeobrazić Afganistan w kraj wyznający najczystszy islam na świecie. Żadnych tańców, telewizji ani makijażu. W tym świecie kobieta musi nosić w miejscach publicznych burkę i nie wolno jej pracować ani się kształcić. Wojska amerykańskie i brytyjskie usiłują zapobiec odzyskaniu przez talibów kontroli nad krajem, lecz tymczasem życie codzienne dla dziewcząt takich jak Amina czy Dżamila jest niewiarygodnie niebezpieczne. Nie dają się jednak zastraszyć. Chociaż boją się chodzić do szkoły z obawy przed zamachem, nie rezygnują ze swoich ambicji w nadziei, że pewnego dnia ich kraj znów stanie się miejscem, gdzie kobiety będą mogły bezpiecznie realizować swoje marzenia. Ich ojciec Omar Abdul nie zgadza się na to, by jego córkom odebrano możliwość zdobycia wykształcenia. Zostawia je w domu, by tu mogły kontynuować naukę. – Nie pozwoliłbym dziewczynkom pójść do szkoły, bo bałbym się, że ktoś je zabije – mówi. Obawy Omara nie są pozbawione podstaw. W kwietniu ponad 80 młodych afgańskich kobiet rozchorowało się po atakach gazowych na ich klasę. A w ubiegłym roku 15 dziewcząt zostało okaleczonych i oślepionych, po tym jak drodze do szkoły w Kandaharze mężczyźni na motocyklu prysnęli im w twarze kwasem. Aresztowano w tej sprawie osiem osób i dwie przyznały się do winy. Mimo że talibowie oficjalnie zaprzeczają, jakoby mieli z tym coś wspólnego, członkowie tego ruchu tuż przed atakiem wyraźnie uaktywnili się na obrzeżach Kandaharu. Również w miejscowych meczetach pojawiły się plakaty. Jeden z nich apelował: "Nie pozwalaj swoim córkom chodzić do szkoły!". ...itd Odpowiedz Link
aisza5 "Pracownicy afgańskiego rządu w kieszeni CIA?" 27.08.10, 11:24 Pracownicy afgańskiego rządu w kieszeni CIA? wiadomosci.onet.pl/2214783,12,pracownicy_afganskiego_rzadu_w_kieszeni_cia,item.html Znaczna liczba funkcjonariuszy administracji prezydenta Afganistanu Hamida Karzaja jest na liście płac amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA) - informuje dziś "Washington Post". Powołując się na obecnych i byłych przedstawicieli władz USA, dziennik twierdzi, że w wielu przypadkach dzieje się tak od lat, a opłacanie ludzi ma na celu pomóc CIA w utrzymywaniu źródeł informacji w afgańskim rządzie. Według "Washington Post", kilku doradców Karzaja było informatorami CIA; inni otrzymywali pieniądze za umożliwianie im pracy. CIA opłacała ludzi w Kabulu pomimo obaw, że wspiera skorumpowanych urzędników. Waszyngtoński dziennik cytuje również byłego agenta CIA, który twierdzi, że opłacanie przez CIA afgańskich funkcjonariuszy jest konieczne, ponieważ "szef państwa (afgańskiego) nie zamierza mówić wszystkiego" i dlatego, że Karzaj często zdaje się być nieświadomy tego, co robią członkowie jego rządu. Prezydent Afganistanu jest jednocześnie szefem rządu. Wczoraj dziennik "New York Times" podał, że bliski współpracownik Karzaja, aresztowany niedawno za korupcję, ale zaraz zwolniony na rozkaz prezydenta Afganistanu, jest płatnym współpracownikiem CIA. Według nowojorskiej gazety, szef administracji afgańskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Mohamed Zia Saleh jest prawdopodobnie na liście płac CIA od wielu lat. Jak pisze "NYT", sprawa Saleha "wywołuje wątpliwości, jak poważnie administracja prezydenta USA Baracka Obamy zamierza walczyć z korupcją" w Afganistanie. Waszyngton uważa, że jest to jeden z najważniejszych problemów kraju, gdyż korupcja i niedowład afgańskiego aparatu sprawiedliwości pchają zwykłych Afgańczyków w objęcia talibów. Odpowiedz Link
aisza5 Przez konflikt w Afganistanie ginie coraz więcej.. 15.02.11, 10:39 Przez konflikt w Afganistanie ginie coraz więcej dzieci. Wzrost o 50 proc Z przyczyn związanych z niestabilną sytuacją w Afganistanie i prowadzonymi tam działaniami wojskowymi ginie coraz więcej dzieci, choć dostępne dane są prawdopodobnie znacznie zaniżone - wynika z raportu sekretarza generalnego ONZ Ban Ki Muna. Szacuje się, że ginie o połowę więcej dzieci niż w poprzednich latach. Raport obejmuje okres od 1 września 2008 do 30 sierpnia 2010 r. W tym czasie zginęło 1795 dzieci - w zamachach samobójczych i rakietowych, w eksplozjach i operacjach wojskowych prowadzonych przez talibów, pozostałe zbrojne grupy antyrządowe, a także armię afgańską oraz międzynarodowe siły ISAF. Dzieci są wykorzystywane do zamachów samobójczych i podkładania bomb, są także siłą wcielane do grup zbrojnych, a także do Afgańskich Narodowych Sił Bezpieczeństwa - mimo rządowego zakazu służby dla osób poniżej 18. roku życia. Zdaniem Ban Ki Muna, szacunki zawarte w raporcie są prawdopodobnie znacznie zaniżone ze względu na niedostępność obszarów ogarniętych konfliktem. Wg raportu w 2010 roku udział kobiet i dzieci w liczbie wszystkich zgonów wzrósł o 55 proc. w porównaniu z 2009 r. Liczba cywili zabitych przez talibów wzrosła z 53 proc. w 2009 roku do 75 proc. Z kolei liczba ofiar wśród cywili spowodowana przez siły prorządowe spadła o 30 proc. w porównaniu z pierwszą połową 2009 roku - wynika z raportu. Sekretarz generalny ONZ wyraził też "wielkie zaniepokojenie" w związku z doniesieniami o egzekucjach wśród dzieci podejrzewanych o szpiegowanie dla sił międzynarodowych, m.in. "powieszenie siedmiolatka przez talibów w prowincji Helmand w czerwcu 2010 roku" - głosi raport. "Z uznaniem przyjął" podpisanie przez afgański rząd programu sprzeciwiającego się rekrutacji dzieci do wojska, zaapelował też do talibanu i innych grup o niewykorzystywanie nieletnich do swoich operacji wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,9107297,ONZ__Przez_konflikt_w_Afganistanie_ginie_coraz_wiecej.html Odpowiedz Link