"Mam 36 lat, szczęśliwy nieformalny dziesięcioletni związek, w którym panują
miłość i szacunek. Jestem dosyć dobrze wykształcona (studia filologiczne na
KUL), dosyć zdolna (podobno), dosyć ładna (nie moja opinia).
W czym więc problem? Ano w braku ślubu i dzieci. Od lat ze stoickim spokojem
znoszę nagabywanie rodziców o wnuki, mają prawo, oni mnie urodzili. Od lat też
znoszę niewybredne i niedyskretne pytania o potomstwo od zupełnie mi obcych
ludzi. Czemu nie rodzę, może jestem chora, może on jest chory, może inny
lekarz, a może inny facet, przecież dziecko rozwiąże każdy problem, w tym brak
stałej pracy, da tyle radości i nawet mnie odmłodzi, zapobiegnie wielu
chorobom, zostanie ze mną na starość, żeby podać łyżkę wody. "
https://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,66725,6996635,Bezdzietna_jedza.html
a ja zauwazylam,ze bezdzietne sa troszke jedzowate

nie mniej niz dzietne