Dodaj do ulubionych

Moja przyjaciółka wychodzi za mąż....

14.08.04, 11:17
.....niby nic takiego, ale fakt ten mimo wzsystko bardzo mnie poruszył, gdyż
uświadomił mi,ze czas chyba powaznie pomyśleć o życiu. Bo ani nie młodnieję,
ani nie pięknieję(choć przy tym drugim bym się zastanowiła wink )A mi wciąż
figle w głowie. I jak nic - wolnośc ukochałam bardzo! Z drugiej strony -
zazdroszczę jej. I jak tu żyć w zgodzie z samą sobą???
Ech....nic tylko westchnę.
Obserwuj wątek
    • sloggi Re: Moja przyjaciel będzie ojcem.... 14.08.04, 11:28
      Minęło 5 tygodni, trwa 4 tydzień ciąży - niby sie cieszę, ale czy to nie mogli
      poczekać?
    • ulalka Re: Moja przyjaciółka wychodzi za mąż.... 14.08.04, 13:05
      heh.. miewam tak samo.. jak dociera, ze moi znajomi (a teraz tez moja
      przyjaciolka) na takim starcie.. rozpedzaja sie w sensie, zeby ze swoim lubym
      zalozyc najmniejsza komorke spoleczna. heh... te same rozterki miewam Jasmin smile
    • diablica_28 Re: Moja przyjaciółka wychodzi za mąż.... 15.08.04, 18:20
      Nie ma takiego pojęcia, jak"juz czas sie żenic, czy wyjść zamaż". Dlaczego mamy
      robić coś na siłę, dlatego ,ż einni nasi przyjaciele mają to za sobą? Czy wazne
      ile będziemy miały/mieli lat kiedy sie pobierzemy? Najważniejsze, aby było to
      cos, co robimy bo tego pragniemy, a nie bo już czas, czy ze tak wypada!!
      • jasmin33 Re: Moja przyjaciółka wychodzi za mąż.... 15.08.04, 18:28
        No tak, to prawda , ale kto mnie zechce jak będę miała sto lat? wink))
        Tak naprawde to problem jest w dwoistości mej natury : z jednej strony bardzo bym chciała by jakiś Men mnie okiełznał, a zdrugiej zaś - kocham Wolność i jest mi z nią dobrze....ech
        • aankaa i stąd Twoja "depresja" ?? 15.08.04, 19:04
          eh, kobieca naturo ... wink
          • dc22 wolnosc 20.08.04, 08:48
            tez bylam zwariowana to imentu na punkcie swojej Wolnosci o ktora walczylam do
            upadlego... i juz wiem ze walczy sie o ta wolnosc, walczy a potem chetnie by
            sie jej kawalek oddalo we wlasciwe recesmile
            i ta wage wolnosci podkreslalam, powolywalam sie na nia tak dluga dopoki sie
            naprawde nie zakochalam. tak na amen, od pierwszego wejrzenia (tak, tak to
            istnieje!!), po uszy.
            Zostalo mi do dzissmile

            i zmienia mi sie troche "etap" - teraz bardziej fascynuja mnie male dzieciece
            stopki, i jakos tak w sercu sciska jak widze umazane wata cukrowa policzki
            rozesmiane.. czas sie brac chybasmile))

            kazdemu wedle potrzeb. kazdy w swoim czasie, jasmin33..


            pozdrawiam bardzo serdecznie
    • ivy26 Re: Moja przyjaciółka wychodzi za mąż.... 20.08.04, 08:56
      ja czuje podobnie do jasmin
      jak pomysle o malzenstwie
      to z jednej strony czuje, ze to przeciez taka kojaca przystan
      cos fajnego, jezeli ludzie czynia to swiadomie
      a nie ze wzdledow obyczajowych

      lecz jednoczesnie wszystko we mnie krzyczy, ze to przeciez na powaznie
      i ze jeszce nie dojrzalam do tego

      puenta tego chyba jest taka, ze jezeli kobieta czuje sie bezpiecznie
      -na kazdej plaszczyzni-w zwiazku z tym konkretnym facetem
      to decyzja o malzenstwie nie wywoluje ambiwalentnych odczuc...
      • dc22 Re: Moja przyjaciółka wychodzi za mąż.... 20.08.04, 09:11
        ivy26 napisała:

        > puenta tego chyba jest taka, ze jezeli kobieta czuje sie bezpiecznie
        > -na kazdej plaszczyzni-w zwiazku z tym konkretnym facetem
        > to decyzja o malzenstwie nie wywoluje ambiwalentnych odczuc...



        nic dodac nic ujacsmile wiem to dobrze, zwlaszcza z pozycji osoby ktorej juz
        zdazylo sie zrezygnowac (uciec?) od Ostatecznej Decyzji miesiac przed
        Godzina "Ś"..
        • ivy26 dc22 20.08.04, 09:24
          jestem pod wrazeniem
          bo nie wiem, czy wiedzac co bedzie po, wszystkie te kosekwencje wynikajace z
          takiej decyzji...nie wiem czy nie poszlabym na konformizm
          z jednej strony lepiej powiedziec NIE- w ostatecznosci-nawet w kosciele
          niz unieszczesliwiac siebie i wspolmalzonka
          ale i tak jestem zdania, ze jest to zlo konieczne i lepiej nie dopuszczac do
          takich rozwiazan

          pewnie bylo Ci bardzo trudno odkrecic cala te sprawe...
          ale gratuluje sily i charakteru
      • zzrobert Re: Moja przyjaciółka wychodzi za mąż.... 20.08.04, 09:42
        No właśnie bo to co facet czuje (tak faceci też czasem czują) to nie ważne.
        • ivy26 Re: Moja przyjaciółka wychodzi za mąż.... 20.08.04, 10:22
          jasne, ze wazne
          tylko, ze czasem pomimo wielkich checi nie zranienia bliskiej osoby
          wychodzi zgola inaczej
          zwlaszcza kiedy ludzie sie bardzo zaplacza we wlasnych uczuciach a potem bardzo
          staraja sie, zeby wszystko bylo git
          tyle, ze czasem to i tak za malo

          dlatego nie nalezy lekka reka rzucac sadow, kiedy nie zna sie motywow i
          niuansow zwiazku
          • dc22 Re: Moja przyjaciółka wychodzi za mąż.... 20.08.04, 10:48
            oj Ivy, widzisz to nie do konca tak.. ja wlasnie trwalam w zwiazku (8lat!) bo..
            rodziny sie znaja, no a on ma fajnych dziadkow, no i przeciez juz tyle lat,
            przeciez to wygodne...
            do slubu przygotowywalam sie jak na sciecie. w poczuciu ze brne beznadziejnie.
            to jest to co zaczela yasmin33 - poczucie ze zabieraja mi wolnosc, ze teraz juz
            nic nie bedzie takie samo. no i przekonywanie samej siebie ze "milosc to
            mrzonki, wazniejsza jest przyjazn i takie tam".. glupota. zeby z kims spedzic
            reszte zycia, zeby tolerowac niedomknieta tubke pastu al;bo buty na srodku
            pokoju trzeba kogos piorunsko mocno kochac....

            poza tym w powiedzeniu "nie" ktos mi pomogl.. w zlej wierze ale jednak pomogl...

            ZZrobert: nie do konca masz racje. ja wiem ze sprawilam bol (i do konca zycia
            wlasnie za to ze zalatwilam to tak a nie inaczej bede miala zasluzone wyrzuty
            sumienia). Ale chyba mimo wszystko lepiej "przed" niz "po", zwlaszcza
            jesli "po" sa juz dzieci...
            moze sluszne bezie zalozenie ze lepiej jak "bedzie piekeilenie bolalo ale
            przejdzie" niz jak "bedziemy sie meczyc do nie-usmiechnietej" smierci.

            Oj sorkismile jakos tak mi sie rozpisalosmile troche dziwnie tak sie wywnetrzac na
            forum...



            ps. a w "dwie polowki jablka" uwierzylam. sa! naprawde! uwierzcie!
            smile)
            • ivy26 dc22 20.08.04, 10:59
              oj,
              tak to jest, kiedy pisze sie w necie, "nie widac " sposobu w jaki sie mowi,
              kiedy jest tylko suchy tekst bez intonacji glosu itd

              ja absolutnie nie chcialam w zaden sposob Cie urazic ani nikogo z podobnymi
              doswiadczeniami
              mialam na mysli to, ze taka, czy podobna decyzja jest bardzo trudna a za nia
              stoja rozne zlozone powody i motywy
              i jezeli ich sie nie zna to latwo o pokuse osadzenia kogos
              a zycie przecieciez jest ani biale ani czarne
              jest kolorowe

              dobrze, ze mialas najwazniejszy powod, by tak uczynic, czyli spotkanie milosci
              w postaci innego mezczyzny
              bo przeciez po to jestesmy m.in. na swiecie, zeby kochac
              • dc22 ivy26 20.08.04, 11:03
                zgadza sie, nawet " smile " niewiele moze powiedziecsmile dlatego w necie latwo o
                nieporozumienia o ktore potem ludziki tygodniami sie gniewajasmile
                tak, masz racje, kazda decyzje mozna pochwalic lub zganic, pewnie to zalezy od
                doswiadczen jakie oceniajacy mial. jednego ja sie nauczylam - nie mozna
                oceniac, bo jesli nie przezyles czegos podobnego to siedz cicho. nie wiesz co w
                duszy gra, nie zrozumiesz a opowiedzenie tez nie wystarczy.


                A ja moge tylko do caleo opisu dodac ze NIE ZALOWALAM ANI SEKUNDKI, ANI
                MALUTNIEJ SEKUNDKI ze zaryzykowalam. poszlam w nieznane (a nie w dobrze
                wyscielane, znajome i bezpieczne z pozoru), niepewne i trudne. Jest cudownie. I
                bedzie, bo miedzy innymi wczesniejszemu zwiazkowi zawdzieczam nauke tego co
                wazne miedzy dwojgiem ludzi, o co nie warto kruszyc kopii i ze o uczucia trzeba
                dbac. banalne a prawdziwesmile


                Pozdrowionkasmile
                • ivy26 no wlasnie 20.08.04, 11:29
                  dbac, ale jak?
                  • niebo.do.wynajecia Re: no wlasnie 20.08.04, 11:35
                    hahahahasmile
                    to juz pytanie na jesienna przegadana nocke, obficie podlewana dobrym winemsmile
                    tego nie wie niktsmile
                    ale mialam kieys znajoma ktorej maz kwiaty do pracy przyslal bez okazji, i
                    ktora czule mowila w sluchawke "ja ciebie tez" i takie tam.. zapytalam a co -
                    okazalo sie ze sa 14 lat po slubie.... na moje zdziwnienie i podziw ze im sie
                    chce odparla prosto " a co, mam zgnusniec na wlasne zyczenie?" do dzis sobie to
                    powtarzam.
                    bo to czasami jest tak ze nie dbamy, nie "slodzimy", robimy awantury
                    o "beleco", zmeczeni nie zwracamy uwagi na forme odzywania sie, nie dziekujemy
                    za drobiazgi "bo sie naleza" a potem mamy pretensje ze nie wyszlo...

                    uffffffff.. chyba musze isc na kawe i odparowac trochesmile i wyslac smsa ze
                    tesknie, ze dzis piateczek i ze jutro zapraszam na "sniadanko do lozka" smile)


                    pozdrowionka
              • ivy26 Re: dc22 20.08.04, 11:34
                a propos klotni na necie
                zawsze mnie to szokuje, ze taki jest ten nasz narod pieniackisad
                przeciez, jezeli ktos decyduje sie na pisanie na forum
                to powinien sie liczyc, ze spotka ogrom zupelnie roznych od siebie ludzi
                z innym spojrzeniem na swiat
                ale przeciez podzielenie sie naszym spojrzeniem nie powinien prowadzic do
                konfliktow
                a wzbogacac nas o wiedze, ze ile ludzi tyle zdan i swiatow

                wierze, ze wystarczy lepiej sprecyzowac mysli
                dodac odrobine wrazliwosci
                by nie musiec uzywac epitetow
                kiedy sie z kims nie zgadzamy
                • niebo.do.wynajecia Re: dc22 20.08.04, 11:36
                  no niby tak ale latwiej jest naprzeklinac, napsioczyc i poslugiwac sie
                  wulgaryzmami. kazdy zrozumie co wrzucenie k.... pier... i innych takich znaczy..

                  Tyle ze na Salonie nie wypada. i Juz. i juz dla ludzi ktorzy rozumieja ze
                  czasem cos nie wypadasmile
                  a propos - to chyba zaloze watek o przeklinaniusmile
                  • dc22 DC22 = niebo.do.wynajecia 20.08.04, 11:38
                    ups. nawet nie zauwazylam ze napisalam z drugiego konta - zalozonego bo mam
                    mieszkanko do wynajecia wiec do celow korespondencyjnych w tym temacie. w
                    kazdym razie dc22 i niebo.do.wynajecia to te same osobysmile)
                    • ivy26 Re: DC22 = niebo.do.wynajecia 20.08.04, 11:55
                      no tak, bo sie troche zawirowalosmile
                      jezeli kiedykolwiek bedziesz miala klimat na napisanie takich sposobow na
                      pielegnowanie
                      to moja skrzynka jest w polowie pusta i wiele sie w niej zmiesci
                      a ja z pzryjemnoscia i uwaga przeczytamsmile
                      • dc22 Re: DC22 = niebo.do.wynajecia 20.08.04, 11:59
                        smile) na takie pogaduchy tez IRC sie nadaje, wiem co mowie, bylam kiedys
                        ircoholikiem (nie dajcie sie zwiesc, to prawdziwa choroba)..
                        wiesz, biorac pod uwage ze najczesciej zaczynamy sie zwierzac, gadac, gadu-
                        gadac na takie tematy jak przestaje sie nam ukladac - to mam nadzieje ze
                        jeszcze dlugo nie napiszesmile a powaznie, to czemu niesmile winko stawiam
                        wirtualnie, przynajmniej pierwsza butelczynesmile
                        • ivy26 Re: DC22 = niebo.do.wynajecia 20.08.04, 12:22
                          mmm...dziekuje w imieniu swoim i Salonowiczowwink

                          no to wznosze toast:
                          za Wieczna Milosc i Piekne w Niej Zyciesmile

                          p.s.wysmienite winosmile
                          • dc22 :) zdrufko:) 20.08.04, 12:26
                            Piekny toast, za to warto wypic chocby w godzinach pracy (gdzie jest pan od
                            BHP, kryc sie!)

                            A tam BTW - moim ulubionym toastem jest taki po portugalsku, ktory w wolnym
                            tlumaczeniu brzmi mniej wiecej tak:

                            "ZDROWIA, MILOSCI, PIENIEDZY I CZASU ZEBY Z TEGO WSZYSTKIEGO SKORZYSTAC".

                            I tym optymistycznym akcentem..

                            Wracam do pracki
                            • ivy26 Re: :) zdrufko:) 20.08.04, 12:30
                              musz go sobie zapamietacsmile
                              ja mam w pracy labesmile
                              kierownictwa jeszcze nie ma do poniedzialku
                              pracownicy sie porozlazili
                              siedze sama przed kompem
                              i jak chce wyjsc do lazienki to musze zamknac miejsce"pracy" na kluczsmile
            • zzrobert Re: Moja przyjaciółka wychodzi za mąż.... 20.08.04, 18:16
              Ja też nie widzę sensu być by być.
              A chodziło mi jedynie o to że takie same rozterki miewają faceci smile

              Jeżeli już dojdzie do tego "po" to obecność dzieci nic nie zmienia bo bez
              rozstania one będą miały piekło w domu. Po rozstaniu mogą mieć 2 domy zamiast
              żadnego bez rozwodu.


              >
              > Oj sorkismile jakos tak mi sie rozpisalosmile troche dziwnie tak sie wywnetrzac na
              > forum...
              >
              >
              >
              > ps. a w "dwie polowki jablka" uwierzylam. sa! naprawde! uwierzcie!
              > smile)
    • asci Re: Moja przyjaciółka wychodzi za mąż.... 20.08.04, 10:42
      Może jestem staroświecka, może nie nadążam, a może zbyt naiwna, ale kiedy ja
      wychodziłam za mąż 11 lat temu nie zastanawiałam się nad tym, że tracę wolność.
      Byłam po prostu zakochana do szaleństwa i nie miałam żadnych wątpliwości. Z
      perspektywy lat widzę, że nie zawsze jest różowo - są trudne a nawet b.trudne
      chwile, kryzysy, załamania, ale jeśli kogoś się naprawdę kocha to po prostu się
      przez to przechodzi.
      Może nie znalazłaś tego jedynego, a może to ja jakaś dziwna jestem
      • dc22 Re: Moja przyjaciółka wychodzi za mąż.... 20.08.04, 10:50
        smile no wlasnie to chcialam napisac w moim przydlugim poscie. wydaje mi sie ze
        wie sie i juz. i chetnie sie ta wolnoscia sciany wspolnego mieszkania
        wytapetujesmile)

        a swoja droga mam przyjaciolke, ktorej mama tuz przed slubem mowila: "corciu,
        nie patrz, ze goscie, ze sala, ze sukienka, jesli nie chcesz po prostu
        powiedz". corcia poszla w zaparte. niedawno uprawomocnil im sie rozwod....

        ot, mamy kochane, czasem widza cos czego my nie chcemy dostrzecsmile)
        • asci Re: Moja przyjaciółka wychodzi za mąż.... 20.08.04, 12:51
          też fakt. Moja własna rodzicielka mówiła mojej siostrze, że nie musi wychodzić
          za niego (a dziecko już było), że nie bardzo to wszystko widzi, że coś jej się
          ten gostek nie bardzo podoba, że pomogą w wychowywaniu wnuczki itp. itd. Młoda
          się uparła. Po 6 latach separacja, po następnych 4 rozwód
          • dc22 Re: Moja przyjaciółka wychodzi za mąż.... 20.08.04, 13:31
            ciekawe z tymi mamami..najczesciej maja racje i co z tegosmile))
            pamietam jak przyjechal do mnie chlopak, mialam 17 lat, zakochana bylam az
            furczalo. oczywiscie rozlecialo sie w trymiga. Mama powiedziala mi ze dobrze bo
            od razu wiedziala ze to nic dobrego. I na moj zarzut przerywany chlipaniem "to
            czemu nic nie powiedzialas" mama odparla ze jeszcze na glowe nie upadla. Mlodej
            i zakochanej mowic ze to fuj. przeciez powiedzialaby ze "matka stara i sie nie
            zna" smile)
            • asci Re: Moja przyjaciółka wychodzi za mąż.... 20.08.04, 14:34
              smile
              Jak to dobrze, że przed moim nic nie mówiła.
              Ale za to kiedyś mi opowiadała, jak to przed jej ślubem jej śp. matka, a moja
              babcia zapytywała ją, czy aby na pewno to dobry pomysł, bo jej mój ojciec na
              gruźlika wyglądał (podejrzanie chudy był) smile
              • dc22 Re: Moja przyjaciółka wychodzi za mąż.... 20.08.04, 14:38
                smile babcie sa the bestsmile moja (stomatolog) zapytala mnie kiedys czy nie
                przeszkadza mi ze moj byly ma przodozgryzsmile)))))))))))))) nie do konca
                rozumialam o czym mowi ale zapewnilam ze niesmile)
                choc teraz patrzac z perspektywy czasu.... smile


                a tak w ogole to sie niezle jasminowi wcielysmy w watek.....
                • asci Re: Moja przyjaciółka wychodzi za mąż.... 20.08.04, 16:11
                  dc22 napisała:


                  > a tak w ogole to sie niezle jasminowi wcielysmy w watek.....

                  Właśnie. Ale może da jej to do myślenia. A ja za to za chwilę wyłączam komputer
                  i zwijam się na cały weekend do dzieciaków na wieś (babcie to super instytucja -
                  szczególnie na wakacje)
    • zet_a Re: Moja przyjaciółka wychodzi za mąż.... 20.08.04, 15:42
      Moja koleżanka też, w sobotę za tydzień. Na początku, gdy się dowiedziałam,
      zrobiło mi się jakoś tak dziwnie na duszy, melancholijnie. Pamiętam, jak
      byłyśmy we trzy (ta trzecia to świadkowa) zwariowanymi nastolatkami, ani
      myślącymi rezygnować z wolności (małżeństwo? pranie czyichś skarpetek? nigdy w
      życiu!) Czasem mi żal tych czasów, ale plany sobie, a życie sobie. Cieszę się,
      że jest szczęśliwa, wreszcie odnalazła to, czego szukała. To dobry, wrażliwy
      facet, pasują do siebie jak ulał. Zazdroszczę jej pewności, ja jakoś wciąż nie
      mogę się zdecydować. Być może za rok, kto wie?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka