sloggi
06.01.05, 20:16
Tradycja prawosławna i katolicka coraz bardziej się mieszają. Sianko, choinki,
kolędy, a nawet prezenty.
Święta Bożego Narodzenia mamy już za sobą. Ale na wschodzie Polski, w
miasteczkach i wioskach zamieszkanych przez prawosławnych chrześcijan, trwa
przedświąteczna atmosfera. Koleda - prawosławna Wigilia - przypada 6 stycznia,
dwa tygodnie po katolickiej, a święta Bożego Narodzenia - od 7 do 9 stycznia.
W tym czasie prawosławni witają się słowami "z prazdnikom", a pozdrawiani
odpowiadają: "z wami zdarowymi".
Ikona, prosfora i woda święcona
W Wigilię od rana obowiązuje ścisły post. - Nie wolno pić nawet mleka, a
najlepiej nic nie jeść, aż do uroczystej kolacji - mówi Anna Radziwoniuk ze
wsi Gregorowce koło Bielska Podlaskiego. Podobnie jak w kilku innych wsiach w
tej okolicy, mieszkają tu sami prawosławni.
W każdym prawosławnym domu w kącie pokoju wisi ikona. W Wigilię otula się ją
haftowanym ręcznikiem i ustawia pod nią kwiat zbożowy, czyli wysoki snop zboża
z pełnymi kłosami. Stoi aż do Trzech Króli. Po świętach pojedynczymi słomkami
wyciągniętymi ze snopa owija się drzewa w sadzie, by ochronić je przed mrozami
i zającami.
Świąteczną ozdobą mieszkania jest też choinka przystrojona kolorowymi bombkami
i rozświetlona lampkami. Protestancka tradycja ubierania bożonarodzeniowego
drzewka przyjęła się i w cerkwi, gdzie choinki stoją po obu stronach ikonostasu.
Nakrywanie do stołu zaczyna się od położenia siana pod obrus i na wszystkie
miejsca do siedzenia, które potem przykrywa się kapami. O zachodzie słońca
cała rodzina zbiera się przy stole zastawionym wigilijnymi potrawami. Zawsze
jest na nim dodatkowe nakrycie dla niespodziewanego gościa. "Daj Boże, żebyśmy
szczęśliwie doczekali przyszłego roku i znowu spotkali się w tym gronie" -
rozpoczyna wieczerzę wigilijną gospodarz, podając wszystkim talerzyk z
przyniesioną z cerkwi i podzieloną na małe cząsteczki prosforą (maleńka
przaśna bułeczka, używana w Kościele wschodnim do komunii świętej). Każdy z
uczestników wieczerzy bierze kawałek prosfory, żegna się i pije łyk święconej
wody. Dopiero wtedy można przystąpić do jedzenia świątecznych, postnych potraw.
Wsjenocznia, czyli pasterka
- W moim dzieciństwie stół wigilijny wyglądał znacznie skromniej niż obecnie -
wspomina pani Anna. - Jednak musiało być na nim 12 dań, m.in. pierogi z
grzybami i ryby: smażony śledź, morszczuk, dorsz, niekoniecznie karp. Zawsze
były też drożdżowe racuchy bez tłuszczu pieczone w piecu chlebowym i kisiel z
owsa. W niektórych domach przyrządzano kutię. Dzisiaj stół wigilijny
zastawiony jest prawie tak samo jak w domach katolickich. Tradycje prawosławne
i katolickie coraz bardziej się mieszają. Nieznany kiedyś zwyczaj dawania w
Wigilię prezentów zadomowił się w rodzinach prawosławnych. Prezenty leżą pod
choinką. Po kolacji ktoś z rodziny przebiera się za Mikołaja i rozdaje je
dzieciom.
Przy stole śpiewa się kolędy. Są wśród nich również tłumaczone z języka
polskiego kolędy katolickie, np. "Chrystus się rodzi" - "Chrystos rodiłsja,
nam opłatiłsja".
Po wieczerzy wszyscy idą do cerkwi. W świątyniach prawosławnych pośrodku
cerkwi stoi ikona Narodzenia Jezusa. O północy rozpoczyna się "wsjenocznia",
odpowiednik katolickiej pasterki, która trwa całą noc. Podczas kilkugodzinnego
nabożeństwa, odprawianego w języku starocerkiewnosłowiańskim, kolędy śpiewa
się a capella, bo w cerkwi nie wolno używać instrumentów muzycznych.
Melania zamiast Sylwestra
W pierwszym dniu świąt dobry gospodarz powinien zadbać o pomyślność i zdrowie
w domu i zagrodzie. Zwierzętom daje do picia wodę święconą, a do jedzenia
siano z wigilijnego stołu. Odrobinę wody święconej wlewa do studni, aby woda
była zdrowa i smaczna.
Już od rana zaczynają chodzić kolędnicy z gwiazdą i szopką. Pod domami, w
których urodziło się dziecko lub gdzie zawarto małżeństwo, oprócz świątecznych
kolęd śpiewają pieśni przewidziane na takie okazje. Dostają pieniądze, którymi
dzielą się między sobą. Po południu kolędują mężatki. Zaprasza się je do
domów, bo zebrane pieniądze odnoszą na ofiarę do cerkwi.
Podczas świąt bacznie obserwuje się pogodę, by wywróżyć, jaki będzie
nadchodzący rok. Zgodnie z kalendarzem juliańskim rozpoczyna się on dwa
tygodnie później niż w gregoriańskim. I nie, jak u nas, pod opieką Sylwestra,
tylko Melanii.