monk82
14.04.05, 09:48
Oto historia pewnej cebuli...
Pewnego ranka zbudziłem się wyjątkowo wcześnie i usłyszałem szlochanie
dochodzące z parapetu kuchennego okna. Zerwałem się z łóżka i podbiegłem
tamże...cóż ujrzałem...cebulka leżała na parapecie okna kuchennego,
bezwładna, bezbronna taka i delikatne zielone pędy w strone okna wypuściła.
Marzyła o wolności...świat chciała poznać...
Czym prędzej więc chwyciłem za miniszpadel, złapałem za butelke z wodą do
kwiatków, delikatnie ująłem cebulkę i wyskoczyłem z domu na podwórze przed
okno me. Wykopałem mały dołek, umieściłem tam cebulkę (pędami w stronę
słońca), lekko przysypałem ziemią i podlałem obficie...i obserwowałem jak
pięła się do nieba...
Lecz cóż to...budzę się dzisiaj rano, odsłaniam okna, spoglądam na
trawniczek...a
tam...........................................................................
..............................................................................
..............................................................................