sloggi
18.08.05, 12:45
Trudno dziś o większą obelgę dla dziewczyny niż nazwanie jej pruderyjną. Bo
pruderyjna to znaczy prowincjonalna i ograniczona. Taka, co to nie umie się
wyluzować i zabawić.
Wszystkie dziewczyny stają więc na głowie, żeby tylko nie doczekać się takiego
miana. Bezpruderyjna dziewczyna opala się topless, chodzi półnago po ulicach,
i to codziennie z innym, bezpruderyjnym rzecz jasna chłopakiem, który jej
tłumaczy, że tylko małomiasteczkowe przesądy nie pozwalają jej na to, by się z
nim zabawić tej jednej nocy.
Tylko pruderyjna dziewczyna może jeszcze w wieku licealnym być dziewicą. A
jeśli jest, to się oczywiście do tego nie przyznaje, żeby się przypadkiem nie
spalić ze wstydu w gronie bezpruderyjnych znajomych. Bo jedynie pruderia nie
pozwala na imprezie upić się, odurzyć, a potem wylądować w nie wiadomo czyim
łóżku.
A przecież - jak wszystko co rzadko spotykane - pruderia zaczyna być
poszukiwana i pociągająca. Pruderia rozumiana jako umiar w szafowaniu swoimi
wdziękami. Dziewczyna, która jest dziewicą albo przynajmniej potrafi wymienić
swoich wszystkich kochanków po imieniu, nosi niekoniecznie przezroczyste
bluzki i każe się bliżej poznać, by poznać także tajemnice jej dekoltu i
strukturę pępka, to dobra tak dziś rzadkie, że zaczynają być w cenie.
Na plażach i dyskotekach jest przecież mnóstwo nowoczesnych i bezpruderyjnych
panienek, które nie mają niczego do ukrycia i w których wypadku nie trzeba się
nawet zbytnio starać, żeby dostać to, czego się chce. Oczywiście znajdują one
swoich amatorów wśród mężczyzn, którzy nie mają nadmiernej fantazji i nie
lubią zbytniego wysiłku. Ale dziewczyna, które każe się kokietować i zdobywać
to prawdziwy rarytas i wyzwanie dla wytrawnych podrywaczy.
Inna sprawa, że ta pruderia jest pewnie nieraz tylko zasłoną dymną i taktyką
służącą przyciągnięciu faceta. Ale nie ma co szukać dziury w całym.
Dziewczyny, uwierzcie, że wartych uwagi facetów pociągają tylko ceniące się
kobiety!
(INTERIA.PL)