na pewno znacie teorię o tym, że każdy ma gdzieś swoją drugą połówkę (jabłka,
pomarańczy lub banana, słyszałam już 3 wersje, cóż to za owoc ma być) -
idealnie pasującego partnera/partnerkę,
czasem tylko trudno znaleźć tą właściwą
ostatnio przeczytałam rozszerzoną wersję teroii połówek, cytuję ze skrótami:
"są trzy rodzaje połówek:
- połówka sytuacyjna. Powiedzmy, że wyjeżdżasz na wakacje do Katalonii. Tam
spotykasz Miguela, kosmatego barmana w obcisłych szafirowych stringach z dużą
ilością żelu we wlosach. Na plaży ideał (...) Ale ten sam Miguel na tle Plant
skąpanych w jesienym deszczu przypomina wyblakły, tandetny kwiatek z plastiku
(...)
- połówka modelinowa. Spotykasz gościa i myślisz sobie: "Prawie ideał. Gdyby
tylko lubił Griega (...). Jeśli mu będzi zależało, wprowadzi zmiany. (...)
modelina twardniej po upieczeniu. Podobnie nasza połówka. Wypalona ognistą
miłością staje się dziwnie oporna na zmiany. Zaczyna się buntować: "Co ci się
znowu nie podoba? Przecież mówiłeś, że mnie kochasz" Jeśli żadne nie ustąpi,
pora zajrzeć do papierniczego po nową porcję modeliny (...)
- prawdziwa połówka", gdy nic nie trzeba zmieniać
jak tak nad tym myślę, to na ogół, niestety, trafiam, na te pierwsze, te
drugie zdarzyły się dwa razy i nie chcę nigdy więcej, czyli pozostanie mi
spędzić resztę życia czekając na tą prawdziwą. Gdzieś jest, połówko?

))