sloggi
20.01.06, 00:55
Prasa donosi o narastającej wśród amerykańskich kierowców agresji. Z błahych -
obiektywnie patrząc - powodów, na ulicach i szosach Stanów Zjednoczonych
dochodzi do rękoczynów, ba, nawet do strzelaniny.
Kiedyś po rewolwery sięgali jedynie zmotoryzowani, tkwiący w niekończących się
korkach na autostradach w Kalifornii. Było to zjawisko psychologicznie niejako
wytłumaczalne. Ostatnio jednak plaga nagannych czynów dotknęła również
znacznie mniej zatłoczone szlaki stanów środkowych i wschodnich.
Oto pewien krewki staruszek zdenerwował się na współużytkownika jezdni, który
klaksonem próbował skłonić go do szybszego ruszenia ze skrzyżowania po zmianie
świateł. Po wstępnej wymianie obraźliwych słów i gestów, 75-letni J.C.King z
impetem ruszył swoim autem na adwersarza, miażdżąc mu kolana. To tylko jeden z
groźnych w skutkach incydentów.
motoryzacja.interia.pl/news?inf=526602
U nas jest lepiej?