Dodaj do ulubionych

Nauczyciel - rodzic - uczeń...

06.04.06, 16:12
mam do Was takie pytanie...
jak to jest...

od jakiegoś czasu miewam wątpliwą przyjemność bywania wzywaną do szkoły a
powody, wiadomo, daje synciu...
ot, wiosna w głowie, samochody i motory, ale nie koniec gimnazjum...

naucziele wzywają mnie do szkoły, kiedy już tam jestem rozmowa trwa góra 5
minut - nauczielka mówi mi to, o czym wiem, czyli jakie stopnie ma syn oraz
mówi: no wie pani, trzeba go przypilnować, bo głupi nie jest tylko leniwy...

i ja się pytam teraz...

co ja mam mu zrobić?
pogadanki ma, jasne że ma....
i nic...
mam go zbić? odłączyć komputer? nie dawać pieniędzy żeby ich nie trwonił na
kolejne modele?

a te 5 minut w szkole? co to daje? czy nauczyciel nie może mi tego powiedzieć
przez telefon?
co myśli nauczyciel? że jak rodzic przyjdzie osobiście, to bardziej podziała
niż rozmowa telefoniczna?

własnie dzisiaj muszę jechać do szkoły, przewiduję że znowu tylko na 5 min i
usłyszę dokładnie to, co Wam napisałam...

krew mi się gotuje, jestem zła na syna, że mnie stawia w takiej sytuacji..
mam ochotę nie iść...jeśli nawet to będzie na jego niekorzyść..
niech gówniarzowi wreszcie ze strachu portki się zatrzęsą...

czego Wy nauczyciele /jeśli jesteście na tym forum/ oczekujecie po wizycie
rodzica? czy jeśli rodzic przyjdzie na tę 5 min rozmowę do Was to co?
łaskawiej odniesiecie sie do ucznia? dajecie szansę? ale komu? jemu?
rodzicowi?

no złością kipię....
ale mu się dzisiaj dostanie...(synowi)
Obserwuj wątek
    • dimanche Re: Nauczyciel - rodzic - uczeń... 06.04.06, 16:23
      pedagogiem nie jestem, ale gdyby lekcje były interwesująćo prowadzone to by to
      inaczej wyglądało, a skoro nauczyciele nie mają nic do powiedzenia więcej o
      uczniu to niech Ci nie zawracają głowy. Wychowaczyni polonistka wezwała w L.O.
      moją mamę do szkoły i mówi, że ja się ciągle śmieję na lekcjach i ciągle cos
      mówię, a ona nie rozumie co. A moja mama na to: że sie śmieje to jej zwrócę
      uwagę, ale że pani nie rozumie mojej córki to juz pani problem. Oczywiśćie
      dowiedziałam się o tym juz na studiach, że moja mama tak jej odpowiedziała. A z
      tym, że mówię to chodziło m.in. o aktywnośc na lekcjach polskiego, lubiłam
      interpretować wiersze, a siedząca ze mną koleżanka wstawała i całej klasie oraz
      pani tłumaczyła, co ja miałam na myśli, bo nikt nie kapował - klasie się nie
      dziwię, ale pani polonistka powinna być otwarta na takie rzeczy...
      • sloggi Re: Nauczyciel - rodzic - uczeń... 06.04.06, 16:28
        dimanche napisała:

        > pedagogiem nie jestem, ale gdyby lekcje były interwesująćo prowadzone to by to
        > inaczej wyglądało


        Chyba dawno nie byłaś w towarzystwie 15 latków.
        • barwa1 Re: Nauczyciel - rodzic - uczeń... 06.04.06, 16:44
          Motylku!
          Spokojnie!
          Zapytaj panią nauczycielkę w jaki sposób zamierza pomóc Twojemu synowi, bo Ty
          nie musisz mieć kwalifikacji pedagogicznych. Ona tak.
          Generalnie 15-latki nie bardzo mają ochotę się uczyć.
          Pani nauczycielka powinna była posiąść wiedzę z zakresu psychologii rozwojowej,
          aby wiedzieć co z delikwentem zrobić. Pedagogika, którą pewnie studiowała,
          powinna była nauczyć ją jak oddziaływać na ucznia w takim wieku, by zechciał
          się uczyć.
          Dodam, że powinna umieć zachęcić rodzica do współpracy ze sobą w celu
          osiągnięcia sukcesu pedagogicznego smile)))))))))
          Nie daj się spuścić ze schodów, lecz wyegzekwuj od niej pomysł na pomoc dziecku.
          A w cichości domu spierz gówniarza, aż mu kuper spuchnie (hi,hi!)
          - żartowałam!!
          Powodzenia!
          • dimanche Re: Nauczyciel - rodzic - uczeń... 06.04.06, 17:42
            jasne, że młodzież jest dziś trudna, ale nauczyciele też potafią lekceważąco
            odnosić się do uczniów...nio i kółko się zamyka...Mój młodszy brat wagarował,
            ale nigdy nie odezwał się po chamsku, ja śmiałam się dużo na lekcjach, ale
            oprócz tego, że przeszkadzałam , to nikogo nie obrażałam. A moja wychowawczyni
            podlizywała się - z niezrozumiałych dla mnie przyczyn - najbardziej chamowatym
            i aroganckim dziewczynom w klasie (bo to żeńska klasa była)...a jak ja
            cokolwiek powiedziałam to była od razu afera...
            • dimanche dziś w UWADZE 06.04.06, 19:08
              o współczesnej (oklczykowanej i nie tylko) młodzieży szkolnej...
              • f.l.y Re: dziś w UWADZE 06.04.06, 19:47
                na spotkanie nie poszłam...
                zadecydowałam, że mam dość wstydzenia się za niego...niech teraz on dozna
                wstydu tłumacząc mnie jutro przed nauczycielką...

                powiedziałam mu podczas spokojnej rozmowy, że to nie ja nabruździłam sobie w
                szkole i to nie ja powinnam wysłuchiwac monologów nauczycieli...

                określiłam mu jasno moje oczekiwania i powiedziałam, ze jest mi przykro,że z
                roku na rok mnie zawodzi i nie dotrzymuje dawanego mi słowa poprawy.

                zapytałam jak wyobraża sobie swoje przyszłe życie, co ma zamiar zrobic ze
                szkołą obecną i tą wymarzoną...

                powiedziałam mu, to co on wie, że zawsze może na mnie liczyć, ale sam też musi
                dać od siebie chocby minimum /czyli odrabianie prac domowych i zaliczanie prac
                klasowych/

                złość mi już przeszła...zostało tylko poczucie takiego zawodu, że nie mogę się
                cieszyć z jego wyników w szkole...

                on realizuje się w żaglach..wygrywa regaty, ma dobre wyniki w wyścigach
                gokartowych...rośnie złota rączka...

                eeech....

                cieszę się, że nie mam z nim innych problemów....ale w końcu każdy jest taki
                jaki jest....

                chciałam poznać stanowisko nauczycieli w tej sprawie /wzywania rodziców do
                szkoły/ ale chyba nie ma na forum belfrów smile

                szkoda...
                • dimanche Re: dziś w UWADZE 06.04.06, 20:28
                  w programie pani nauczycielka opowiadała, że wezwała rodziców niewłaściwie
                  ubranej uczennicy, a oni ją zjechali - nic dziwnego, że się młodzież tak
                  rozbisurmaniła...nie szkoła, tylko prawie burdel. Podobała mi się szkoła z
                  mundurkami - kretynki z "normalnej" szkoły stwierdziły, że te mundurki pewnie
                  są nieżwieże - moje dziecko na pewno będzie chodziło do szkoły z mundurkami
                  albo przynajmniej do jakiejś o surowszych zasadach. Niedługo uczennice będa
                  przychodzić topless - co to za ojciec, który puszcza córeczkę z gołym brzuchem,
                  dekoltem i kolczykiem w pępku do szkoły? A jak mają się skoncentowac na nauce
                  chłopcy, skoro ich koleżanki tak się odstawiają...Rodzice niech się najpierw
                  leczą...
                  • skiela1 Re: dziś w UWADZE 06.04.06, 20:40
                    dimanche napisała:

                    > albo przynajmniej do jakiejś o surowszych zasadach. Niedługo uczennice będa
                    > przychodzić topless - co to za ojciec, który puszcza córeczkę z gołym brzuchem,
                    >
                    > dekoltem i kolczykiem w pępku do szkoły?

                    No to powiedz mi..jak taki ojciec powinien sie zachowac?co zrobic z taka 15-16
                    latka?
                    • dimanche Re: dziś w UWADZE 06.04.06, 20:46
                      Jak ojciec jest bezsilny to jaki ma autorytet? powinien porozmawiać, że mu się
                      to nie podoba...przecież te dziewczyny rozpraszają uwagę chłopców i
                      nauczycieli...
                      • skiela1 Re: dziś w UWADZE 06.04.06, 21:43
                        dimanche napisała:

                        > Jak ojciec jest bezsilny to jaki ma autorytet? powinien porozmawiać, że mu się
                        > to nie podoba...przecież te dziewczyny rozpraszają uwagę chłopców i
                        > nauczycieli...

                        No..powiedzial,ze mu sie nie podoba..i co dalej...
                        Chlopcow rozproszenie zostawmy w spokoju....
                        • dimanche Re: dziś w UWADZE 06.04.06, 21:48
                          co dalej? to od czego u licha są ci rodzice? od przytakiwania dziecku i dawania
                          kasy na kolejny ciuch? aleś TY demokratyczna...
                          • skiela1 Re: dziś w UWADZE 06.04.06, 21:56
                            dimanche napisała:

                            > co dalej? to od czego u licha są ci rodzice? od przytakiwania dziecku i dawania
                            >
                            > kasy na kolejny ciuch? aleś TY demokratyczna...

                            widzisz..zadalam proste pytanie,ktore wcale takie proste nie jest.
                            ...odkrecasz "kota ogonem"..
                            tak samo..jak zmobilizowac dziecko,zeby sie uczylo...niby proste...
                            Wszyscy teorie dobrze znaja ale w praktyce ...to inna bajka..
                            • dimanche Re: dziś w UWADZE 06.04.06, 22:01
                              co ja odkręcam, nie ma cudownej recepty, asle dzieci powinny mieć przed
                              rodzicami jakiś rodzaj respektu - zwłaszcza ojcowie mają wpływ na córki - ale
                              dziś wygląda na to, że ten ojciec sam niszczy swój autorytet...bo nie wymaga
                              szacunku...
                              • skiela1 Re: dziś w UWADZE 06.04.06, 22:09
                                Widzisz..co dzieci powinny to my wiemy..to jest wszystko ladnie wypisane w
                                ksiazkach tez,gorzej z wyegzekwowaniem tego..
                                Atakujesz rodzicow..dlaczego??To ich wina?
                                • dimanche Re: dziś w UWADZE 06.04.06, 22:15
                                  ale też są odpowiedzialni, przeczytaj co napisałam tam wyżej przed <uwagą> że
                                  nauczyciele też są winni...no więc reasumując uważam, że trzeba dziecku dac
                                  sporo zrozumienia i szanowac niektóre ich wybory, ale nie tak, że wszystko
                                  wolno, ale też i wymagać. Mnie się zdaje, że rodzice pozwalają na zbyt dużą
                                  swobodę...za dużo kasy = za dużo szpanu Ci młodzxi ludzie dzisaj wypowiadali
                                  się w większości tak, jakby nie obchodziło ich nic poza modnymi ciuchami i
                                  ozdabianiem swego ciała...skoro to są tylko teorie to powiedz, co Ty o tym
                                  myślisz...może teorie, ale chyba cos w tym jest, czyżbym się myliła?
                                  • skiela1 Re: dziś w UWADZE 06.04.06, 22:58
                                    Mnie po prostu denerwuje gdy ktos mowi..powinno sie to powinno sie tamto...
                                    Oczywiscie,ze dziecko powinno byc wychowywane w domu przez rodzicow,ale
                                    pamietaj,ze wiekszosc zycia spedza w szkole,poza domem.Wplyw srodowiska robi
                                    swoje,czasami zniszczy wszystko co taki rodzic wybudowal.Na szczescie u
                                    dzieciaka,ktoremu poswieca sie czas w domu pozostaja fundamenty..na nich znow
                                    mozna budowac od poczatku...ale to taka syzyfowa praca..

                                    Jedno jest pewne...nie zmusisz dzieciaka ani zeby sie zaczal uczyc,ani zeby sie
                                    poprawnie ubieral czy zachowywal.Kazdy dzieciak jest wyjatkowy i nie ma tu
                                    jednakowej recepty.
                                    • dimanche Re: dziś w UWADZE 06.04.06, 23:05
                                      mówię, że się powinno, bo jak słyszę reakcje tych rodziców to wychodzi na to,
                                      że sami nieraz dają fatalny przykład...a powinni go dawać? no chyba nie...
                              • barwa1 Re: dziś w UWADZE 07.04.06, 11:39
                                dimanche napisała:

                                >dzieci powinny mieć przed rodzicami jakiś rodzaj respektu <

                                A jak sprawisz, żeby go miały. Czy poczucie respektu przed rodzicem (dorosłymi)
                                jest cechą wrodzoną? Trzeba chyba na to trochę popracować...razem z dzieckiem.
                                Samo się nie stanie.

                                > dziś wygląda na to, że ten ojciec sam niszczy swój autorytet...bo nie wymaga
                                > szacunku...
                                A jak się wymaga szacunku? Poproszę o receptę. Czy chodzi Ci o jakieś
                                oddziaływanie wychowawcze? Czy znowu ma się to odbywać w jakiś cudowny sposób?

                                Ciekawa jestem. Mam 24 letnią córkę i nigdy nie wpadłam na to, że mam od niej
                                wymagać szacunku. Myślę, że mnie szanuje, choć doskonałą matką nie jestem.
                                Co do respektu,to czasem jest rozumiany jako bezwzględne podporządkowanie
                                dziecka tyranizującym dorosłym...
                                Zasady demokracji często są przez ludzi niewłaściwie pojmowane. Moim zdaniem
                                gołe brzuchy w szkole nic z demokracją nie mają wspólnego. Nie obawiałabym się
                                rónież o patrzących na nie chłopców. Poprostu w szkole dzieciaki powinny mieć
                                brzuchy zakryte...
                                Myślę, że nie o to chodzi w zachęcaniu dziecka do nauki czy w ubieraniu się do
                                szkoły. Za mało w naszym życiu uwagi na drugiego człowieka, za szybko żyjemy,
                                dajemy, zwłaszcza dzieciom, sprzeczne komunikaty. Wiele by można jeszcze
                                powiedzieć. A to wszystko rzutuje na nas i nasze dzieci.
                                • f.l.y Re: dziś w UWADZE 07.04.06, 11:58
                                  te 5-minutówki wkurzają mnie dlatego, że nie są to przerwy lekcyjne, a godziny
                                  spotkań wyznaczane po godzinach pracy danego nauczyciela...

                                  umawia się ze mną np. na 16.20 i przychodzi 16.40, w pok nauczycielskim gdzie
                                  wchodzimy rozmawia jeszcze w locie z inną nauczycielką o zdjęciach z wakacji na
                                  przykład i chichocząc - wspolnej ze mna rozmowie poświęca minut 5.
                                  szlag człowieka trafia...
                                  szkoda czasu na przyjeżdżanie do szkoły - wystarczyłby przecież telefon...
                                  • barwa1 Fly! 07.04.06, 12:29
                                    f.l.y napisała:

                                    > te 5-minutówki wkurzają mnie dlatego, że nie są to przerwy lekcyjne, a
                                    godziny
                                    > spotkań wyznaczane po godzinach pracy danego nauczyciela...
                                    >
                                    > umawia się ze mną np. na 16.20 i przychodzi 16.40, w pok nauczycielskim gdzie
                                    > wchodzimy rozmawia jeszcze w locie z inną nauczycielką o zdjęciach z wakacji
                                    na
                                    >
                                    > przykład i chichocząc - wspolnej ze mna rozmowie poświęca minut 5.
                                    > szlag człowieka trafia...
                                    > szkoda czasu na przyjeżdżanie do szkoły - wystarczyłby przecież telefon...
                                    >
                                    >
                                    Oburzające!
                                    I potwierdza moją teorię, że brak uwagi na drugiego człowieka to plaga naszych
                                    czasów.

                                    Jeśli taka nauczycielka tak potraktowała Ciebie, to ciekawe jak traktuje
                                    uczniów. Nie, żebym uważała, że dziecko nie ma swego udziału w swoim
                                    działaniu... Ale zły przykład ma: nauczycielka go nie słucha = dorośli mnie
                                    olewają = ja ich też nie będę słuchał. Potem nawet nie wie, gdzie był tego
                                    początek.
                                    A o syna się nie martw. Dzieciakom trzeba konsekwencji dorosłych. Twojej. Wtedy
                                    uczą się też odpowiedzialności. Pewnie, że byłoby "miło", żeby rodzice
                                    współdziałali w tej sprawie ze szkołą.
                                    Póki co ma zainteresowania, nie łazi bez sensu. Trzeba mu troche ograniczenia w
                                    szkolnych sprawach. Ułoży się!
                                    smile)
                                    • f.l.y Re: Fly! 07.04.06, 12:59
                                      smile
                                      wiem..wiem...
                                      mam nadzieję, że wyrośnie z tego, tak jak kiedys wyrósł z bałaganu w
                                      pokoju...teraz to chodzący pedancik smile

                                      a nauczycielce /od tej rozmowy o zdjęciach/ to powiedziałam przez telefon, jak
                                      mnie chciała znowu do szkoły wezwać (wychowawczyni), że jeśli nasza rozmowa ma
                                      wyglądać tak, jak tamta, to niech mówi przez telefon co ma mi do powiedzenia,
                                      bo ja swój czas bardzo szanuję, żeby go marnować na takie jej zachowania...

                                      zresztą wciąż toczę z nią cichą wojnę...smile

                                      ostatnio na zebraniu powiedziała, że P. rozpuścił się w zachowaniu, bo
                                      rozmawiał z kolegą na lekcji smile - no to ja jej na to, że jak na trzy lata nauki
                                      jeden raz zachował się głośniej na lekcji - to faktycznie się 'rozpuścił'...
                                      przy tym nieuctwie w jego klasie, filmach nagrywanych na telefonach, gdzie
                                      uczniowie robią sobie z nauczycieli kpiny, w szkole gdzie są podobno narkotyki -
                                      ona mi mówi, że on sie 'rozpuścił'... smile - szanuję nauczycieli, ale tej
                                      kobiety wyjątkowo strawić nie mogę...i jej podejścia do uczniów...ba, do
                                      rodziców na zebraniach....

                                      czy wiecie, że niektórzy nauczyciele nie pozwalają wychodzic uczniom do wc na
                                      lekcji? jakim to prawem?
                                      powiedziałam swojemu, że ma wychodzić z lekcji kiedy uzna za stosowne, a nie
                                      kiedy pańcia pozwoli...

                                      niektórzy nauczyciele jakby zapomnieli, że uczeń to też człowiek...

                                      nie piszę o skrajnych przypadkach, gdy do wc wychodzi jeden za drugim - ja tez
                                      byłam w szkole i pamiętam tamte czasy smile ale widzę, że w tej szkole to uczeń ma
                                      bardzo mało do powiedzenia, bo nauczyciel jest ważniejszy..

                                      to niestety plaga wśród wielu nauczycieli...
                                      • dimanche Re: Fly! 07.04.06, 13:03
                                        cóż, pani nauczycielka faktycznie demonizuje zachowanie Twojego syna, gorsze
                                        rzeczy się zdarzają, a zabraniać wychodzić do wc, to gruba przesada, no i w tym
                                        wypadku łamanie praw uczniów, bo wstrzymywać jest niezdrowo...
                                        • towita Re: Fly! 07.04.06, 13:12
                                          Fly, a może to Ty prowokujesz panią nauczycielkę? Myślę, że powinnaś przestać
                                          chodzić do tej szkoły. Kobieta się uspokoi a Piotrowi wyjdzie to na dobre. Daj
                                          spokój przecież to taki fajny człowiek.
                                      • thistle Re: Fly! 07.04.06, 13:49
                                        czy wiecie, że niektórzy nauczyciele nie pozwalają wychodzic uczniom do wc na
                                        > lekcji? jakim to prawem?



                                        Z tą toaletą to akurat rozumiem. Nauczyciel odpowiada za ucznia nawet wtedy,gdy
                                        ten wyjdzie do toalety.
                                        W podstawówce - ok, dzieci wychodzą,kiedy mają ochotę. W gimnazjum w pewnym
                                        momencie zrobili sobie sport - wychodzenie na okragło. W czasie przerw jakoś
                                        nigdy "nie było czasu",a w drodze dotoalety zaglądali sobie np.do czytelni
                                        internetowej,czy wpadali na zajęcia do innych klas. A nauczyciel odpowiada za
                                        ucznia nawet wtedy,gdy ten wyjdzie do toalety.
                                        W końcu dyrektor w porozumieniu z R.Rodziców wydał okólnik- do kibelka na
                                        przerwie, a w czasie lekcji tylko,jeśli dziecko ma poświadczone problemy
                                        zdrowotne. Jakoś się da,toalet jest na tyle,ze w żadnej nie ma tłoku. Jeśli
                                        taka regulacja jest w waszej szkole - to zwyczajnie mają prawo ich nie puszczać.
                • mrouh Re: dziś w UWADZE 06.04.06, 22:14
                  Jestem belfrem. Zdarzało mi się wzywać rodziców do szkoły, ale były to sytuacje
                  drastyczne. I z reguły skutkowało spotkanie z rodzicem. Cóż, są uczniowie,
                  którym sie nie dziwię, że są tacy a nie inni, bo z rodzicami dogadać sie jeszcze
                  trudniej. I wtedy wzywanie rodzica mija sie z celem. Na ogół jeśli mam cos do
                  powiedzenia rodzicom, jestem do dyspozycji na dyzurze lub przychodze w dniu
                  spotkania z rodzicami, chociaz nie mam swojej klasy. Ewentualnie, jesli
                  spodziewam się, że rodzic się na wywiadówce nie pojawi, to zdarzyło mi sie
                  dzwonić ze szczególna prośba o przybycie.
                  Nie wiem, co "przeskrobał" Twój syn, Fly. Nie wiem czy tez bym Cię wzywała. Wiem
                  jednak, że nauczyciele w Polsce nei sa przygotowani do pracy z dyslektykami,
                  dysortografami i wszelkimi dys. jesli nie skończyli logopedii, nie sa
                  przygotowani do pracy z dziećmi z adhd (a co jeśli takich dzieci jest 2 czy 3 w
                  klasie?...). Biorąc pod uwagę ilośc orzeczeń w klasie niemożliwe jest, żeby
                  nauczyciel bez specjalistycznego przygotowania się każdym dzieckiem zajął
                  indywidualnie, a tak by należało w przypadku zaniżenia wymagań, dysleksji,
                  dysgrafii, dysortografii i adhd oraz innych problemów.
                  Wychodzę z założenia, że ja widzę dziecko dwa razy po 45 minut w tygodniu i nie
                  zdołam go w tym czasie wychować, zreszta uważam, że ja jestem szczególnie od
                  uczenia, a rodzice od wychowania. Jeśli rodzic nie radzi sobie ze swoim jednym z
                  dwójki lub trójki dzieci, czasem niechby i z piatki przez cały tydzień, jak ja
                  mam sobie radzić z trzydziestką przez 90 minut w tygodniu? W gimnazjum dzieciaki
                  maja "pomysły", każdy swoje i co jeden to "lepsze". Uważam że i tak sobie radzę
                  nieźle, ale nie załtawię tego, czego nie zrobia rodzice.
                  Mając te dane, które mam, mogę powiedzieć, że może dobrze sie stało, że nie
                  poszłaś, może Twój syn zauważy, że sam odpowiada za swoje zachowanie. Bardzo nie
                  lubię rodziców, którzy przychodzą i pzrepraszają za dzieci, ale w domu na
                  wszystko pozwalaja i niczego nie wymagają, a dzieciaki się z nich nabijają i
                  dalej robią swoje i coraz mniej się przejmują, bo po co, skoro mama czy Tata
                  wszystko załatwi?...
                  Gimnazjum to taki głupi wiek, ciężki dla dzieciaków, dla nauczycieli i rodziców,
                  ale część młodych z tych głupot wyrasta i czasem tzreba po prostu przeczekać.
                  Niektórzy sie naprawiaja sami, wprawdzie później, ale za to z przekonaniem i
                  duzo skuteczniej, bo sami tego chcą i wiedzą dlaczego, a nie dlatego, że mama
                  kazała. Byle nie pozwolic zgłupiec do reszty.
                • thistle Re: dziś w UWADZE 07.04.06, 11:14
                  są,są,gimnazjalni też.
                  Tyle,ze co szkoła,to polityka - nie jestem wychowawcą. Nie wzywam rodziców do
                  szkoły poza drastycznymi przypadkami. Wtedy siedzi się do godziny, w obstawie
                  psychologa,pedagoga wychowawcy itp. Kłopoty typu nieodrabianie lekcji i
                  generalne olewanie rozwiazuje się (najczęściej,ale sporo zależy od wychowawcy)
                  w trójkącie uczeń-nauczyciel-wychowawca. Rodzic jest telefonicznie informowany
                  przez wychowawcę o ew.problemach. Reszta załatwiana jest na konsultacjach, ale
                  tu raczej pojawiają się rodzice uczniów dobrych i świetnych - tych słabszych
                  lub "kłopotliwych" widzę nie częściej niż raz na trzy lata. Możliwe,że
                  zwyczajnie nie mają czasu,obsłuchując za dzieci od wychowawców.
                  Pieciominutówki są bez sensu,ale prawdopodobnie wynikają z czasu,w którym się
                  spotykacie - przerwy są najcześciej 10-minutowe. Lepiej przyjść na konsultacje,
                  dyżury - czy jak to się w szkole nazywa.


                  Co do zadań- szlaban na hobby czy komputer jako kara zakolejne zawalenie czegoś
                  czasem działa świetnie - jeśli dziecko rozumie,że samo zawaliło. Jeśli się "nie
                  poczuwa", może się skończyć kłamstwem i wyparciem. Z czym ja się spotykam
                  częściejsad Jeśli dzieje się to regularnie, zamiast wzywać rodzica co chwilę,
                  zakłada się zeszyt do korespondencji, podpisywany przez nauczyciela po każdej
                  lekcji,i przez rodzica raz dziennie - tam odnotowywane sa wszelkie uwagi i
                  oceny ( pozytywne i negatywne)braki zadań itp. Zeszyt zarzuca się w chwili,gdy
                  uwagi pozytywne,i dobre oceny wyprą z niego te negatywne. Rodzic wzywany jest
                  wtedy,gdy zachodzi podejrzenie sfałszowania wpisu lub zeszytu brak.
                  Jak dotad, w tych przypadkach,które znam, dosyć to działało.
                  Ale staż mam niewielki i wielu rzeczy jeszcze pewnie nie widziałam.
                  • wadera3 Re: dziś w UWADZE 07.04.06, 11:30
                    thistle napisała:

                    "Co do zadań- szlaban na hobby czy komputer jako kara zakolejne zawalenie
                    czegoś czasem działa świetnie - jeśli dziecko rozumie,że samo zawaliło.
                    Jeśli się "nie poczuwa", może się skończyć kłamstwem i wyparciem... "

                    masz 100% racji, ale mnie zdecydowanie chodzi o dziecko, mąjace dobry,
                    "normalny, zdrowy" kontakt z rodzicami,
                    a pozatym, miałam w trakcie wychowywania synów okres,że starszy był dokładnie
                    sprawdzany, co do każdego zdarzenia, i nie było możliwości żeby coś przedemną
                    ukrył dłużej,
                    na dłuższą metę, nie opłacalo mu sie to,
                    a ponieważ naprawdę od zawsze miał swoją mądrość i jest bardzo, inteligentny,
                    dość szybko pojął,że właściwie nie warto...

                    dwa przykłady:
                    2-ga klasa postawowa, syn pisze bardzo brzydko, pokreślił zadanie domowe,
                    poprosiłam żeby przepisał, w odpowiedzi podarł zeszytbig_grin
                    musiał przynieść od kolegi i przepisać cały....

                    3-cia klasa liceum, sylwester...syn idzie na imprezę do kolegi,
                    my rodzice na bal, rodzice kolegi mają być w domu...
                    jedziemy na bal i po drodze widzimy owych rodziców w strojach balowych ...
                    wracamy do domu kolegi, i każemy synowi pakować manele,
                    afera, bo podobno rodzice owego kolegi w ostatniej chwili zdecydowali sie wyjść...
                    pojechaliśmy na bal dopiero wtedy , kiedy tamci rodzice potwierdzili wersję
                    chłopców, syn oczywiście został na imprezie, a my-przeprosiliśmy dzieci smile
                    • thistle Re: dziś w UWADZE 07.04.06, 12:01
                      2-ga klasa postawowa, syn pisze bardzo brzydko, pokreślił zadanie domowe,
                      > poprosiłam żeby przepisał, w odpowiedzi podarł zeszytbig_grin
                      > musiał przynieść od kolegi i przepisać cały....

                      smile))) też tak przepisywałam - dalej nie lubię pisać ręcznie, szybciej jest
                      nauczyć się na pamięć...

                      masz 100% racji, ale mnie zdecydowanie chodzi o dziecko, mąjace dobry,
                      > "normalny, zdrowy" kontakt z rodzicami,
                      wiemsmile
                      takie dzieci jednak znacznie żadziej sprawiają kłpoty w szkole,a jeśli - to
                      raczej przejściowe i jednorazowo.
    • wadera3 Re: Nauczyciel - rodzic - uczeń... 06.04.06, 20:27
      I ja miałam "przyjemność" być wzywana do szkoły, wielokrotnie...
      mimo,że syn był bardzo dobrym uczniem, kłopoty wychowawcze w szkole polegały
      przedewszystkim na tym, że syn miał swoje zdanie, do tego całkiem niegłupie...
      do tego był dzieckiem nadpobudliwym,
      ale w pierwszej klasie pani wychowawczyni , nie była zaineresowana tym co
      powiedziałam na ten temat (syn chodził na spotkania z psychologiem),
      a szkolny pedagog zainteresował sie nim dopiero kiedy klasa coś wspólnie zbroiła
      (nawet nie pamiętam co to było), wówczas owszem otworzyłam buzię i zapytałam CO
      właściwie syn , jako syn zbroił...i gdzie był pedagog kiedy ja zgłaszałam ,że z
      nim trzeba stałej pedagogicznej pracy....
      wówczas inny rodzic (nauczyciel z innej całkiem szkoły)powiedział coś co mi
      uświadomiło, że to nie syn ma problemy, ale "ciało pedagogiczne" i system
      szkolnictwa...
      powiedział ni mniej ni więcej,że gdyby nauczyciele potrafili zainteresować
      ucznia i zrównac się z jego poziomem, problem by nie istniał...
      mimo,że to chodziło o mojego syna dopiero po jakimś czasie przyznałam rację
      temu człowiekowi.
      W szkole syn dowiedział się tego co nauczyciel przekazał(nieistotne o jaki
      przedmiot chodziło), ale był ciekaw, chciał więcej i to byl jego a właściwie z
      nim problem....szkoła nie miała mu nic do zaproponowania, a jak młody człowiek
      sie nudzi, to miewa "pomysły" (aczkolwiek syn szczególnych pomysłow nie miewał).
      W domu starałam sie dać mu do zrozumienia,że po prostu głupio sie czuję, kiedy
      ktoś usiluje sie nade mną wytrząsać i wymądrzać, nie mając właściwie racji.
      Jakoś mi się udało, ale zawsze byłam po jego stronie, nawet jak narozrabiał
      (choć to duże słowo) wiedział,że jestem z nim, owszem były kary i krótkie
      trzymanie i szlabany,ale w szkole nie pozwoliłam (może to niepedagogicznie, choć
      skutecznie) powiedzieć na niego złego słowa,
      dziś kiedy syn jest dorosły, wiem, że dobrze zrobiłam, mam mądrego ,
      odpowiedzialnego syna i dobrego człowiekasmile
    • denton76 Re: Nauczyciel - rodzic - uczeń... 06.04.06, 23:19
      f.l.y, Ty musisz to swoje dziecko, tego potomka swego na poważną rozmowę wziąć,
      normalnie usiąść przy stole i mu powiedzieć, że macie do pogadania, a potem mu
      powiedzieć, że kiedyś żył sobie taki denton, o którym nauczyciele mówili, że
      zdolny, ale leniwy, on tego wcale nie słuchał i skończył w Salonie Odrzuconych,
      jaki 15latek chciałby być odrzuconym? podziała, mówię Ci
      • f.l.y Re: Nauczyciel - rodzic - uczeń... 07.04.06, 08:32
        smile dzięki za wpisy...

        rozmowa była, jak pisałam, bardzo grzeczna i stonowana, myślę że pojął...

        wprawdzie jest dyslektykiem i dysgrafem, ale nie tu leży problem - on
        notorycznie nie odrabia prac domowych - łapie 1-ki i klops, no i nie powtarza
        materiału na klasówki...
        najgorsze jest to, że od kilku lat obiecuje mi chociaż to minimum do
        przebrnięcia przez szkołę..i gucio...

        w zeszłym roku zdawał poprawkę z niemieckiego - na codzień nałapał 1-nek,
        egzamin zaliczył na 4+...tak, że wiem, że nauczyć się może tylko leń patentowy!
        on odpuszcza w trakcie roku szkolnego - i jak student - zalicza wszystko na
        ostatni moment...mnie to drażni...

        poobserwuję go...
        dzisiaj rano zapytałam go o plany na weekend - wiecie co powiedział?
        dzisiaj odrobie sobie wszystkie lekcje, żeby sobotę i ndz miec wolne...
        smile)
        pożyjemy - zobaczymy....
        • wadera3 Re: Nauczyciel - rodzic - uczeń... 07.04.06, 09:28
          f.l.y napisała:

          > smile dzięki za wpisy...
          >
          > rozmowa była, jak pisałam, bardzo grzeczna i stonowana, myślę że pojął...
          >
          > wprawdzie jest dyslektykiem i dysgrafem, ale nie tu leży problem - on
          > notorycznie nie odrabia prac domowych - łapie 1-ki i klops, no i nie powtarza
          > materiału na klasówki...
          >
          > i właśnie do tego służy szlaban...smile co przy jego pozaszkolnych
          zainteresowaniach jest do zrobienia
        • warszawianka_jedna Re: Nauczyciel - rodzic - uczeń... 07.04.06, 11:42
          f.l.y napisała:

          > smile dzięki za wpisy...
          >
          > rozmowa była, jak pisałam, bardzo grzeczna i stonowana, myślę że pojął...
          >
          > wprawdzie jest dyslektykiem i dysgrafem, ale nie tu leży problem - on
          > notorycznie nie odrabia prac domowych - łapie 1-ki i klops, no i nie powtarza
          > materiału na klasówki...
          > najgorsze jest to, że od kilku lat obiecuje mi chociaż to minimum do
          > przebrnięcia przez szkołę..i gucio...


          ja w takich przypadkach ograniczam wszelkie przywileje, dostęp do kompa, kino i
          inne wyjścia i raczej skutkuje. Jeśli dziecko jest dyslektykiem, to z pewnością
          trzeba mu pomóc w nauce języków obcych.
          • thistle Re: Nauczyciel - rodzic - uczeń... 07.04.06, 14:00
            Pomóc - jak najbardziej. Ale nie demonizować. Czasami przyzwyczajenie do pracy
            nad swoim rodzimym językiem - a dyslektycy na ogół sporo ćwiczą na zajęciach
            korekcyjnych - daje świetne efekty w nauce języków obcych.
            Wśród moich najlepszych uczniów jest sporo dyslektyków - troje b. cięzkich.
            Dobrze jest porozmawiać z nauczycielem,zeby większy nacisk kładł na wymowę i
            komunikację - takie dzieci się w tym świetnie sprawdzają i lepiej zapamiętują.
            • dimanche uczyłam dyslektyków angielskiego 07.04.06, 14:05
              na korkach, starałam się wyłożyc kawę na ławę - efekty były w miarę...trudna
              praca, uczniowi jeszcze trudniej...
              • thistle Re: uczyłam dyslektyków angielskiego 07.04.06, 14:17
                Uczę angielskiego -na korkach też mam jednego dysgrafa/dyslektyka. Jest
                łatwiej,niż wszkole,ale też nie mam wspomagającej. Trudno było do chwili, w
                której dziecko się przełamało - przestało się bać samo myśleć. Wcześniej
                nauczycielka albo go ignorowała - bo robił błędy, albo się złościła,że musi mu
                kilka razy to samo tłumaczyć. Teraz jest ok,ale wymagało to ładnych kilku
                miesięcy. Raczej nie wykładam już kawy na ławę - daję proste przykłady (dużo
                obrazków,flashcards z sieci)a dlaczego jest tak, a nie inaczej musi juz sam
                wykombinować.
    • czarnaandzia Re: Nauczyciel - rodzic - uczeń... 07.04.06, 09:41
      Fly,jestem dokładnie na takim samym etapie jak Ty.Z własnej woli chodzę do tej
      szkoły,żeby miec rękę na pulsie.Rozmowy trwają z reguły 5 minut,dowiaduję sie o
      stopniach i o ogólnym zachowaniu mojej Młodej.dziś wyjątkowo rozmowa trwała 10
      minut.U mnie dochodzi jeszcze temat sławetnego gołego brzuchasad Nawet nie
      wiesz,jak bardzo Cię rozumiem.Trzymaj sie dzielniesmile
      • dimanche Re: Nauczyciel - rodzic - uczeń... 07.04.06, 10:00
        to ja dodam tylko tyle odnosnie bezsilności rodziców wobec dzieci: mój młodszy
        brat koniecznie chiał komórkę (bo koledzy mają), ale mama była twarda
        (wychowuje go sama, chłopak nie ma ojca) i powiedziała, że nie, bo jeżeli tylko
        wyznacznikiem jest moda, że trzeba mieć, to nie i koniec, no i jakby nie byłó
        są to pieniądze. Owszem wykłócał się, dyskutował, nawet pysknął coś nieraz, ale
        umojej mamy jest konsekwencja - nie to znaczy nie i nic ponadto. To byłó w 2 i
        3 liceum. Mieszkają w małym mieście i ta komórka była faktycznie do niczego
        niepotrzebna, a on dziewczyny nie miał, z która by mógł wymieniać smsy. No i
        dopiero sobie tę komórę kupił, jak na nią zarobił sam, jak skończył szkołę,
        czyli jakiś rok później, ale ważne, że sam na nią zarobił. I teraz się naprawdę
        przydaje, bo dojeżdża do szkoły do innego miasta. Moja mama jest dość
        tolerancyjną osoba i na wiele rzeczy mu pozwala, ale to nie znaczy, że na
        wszystko. Dopóki z nią mieszka to ona decyduje, a nie on. Kiedyś jej za to
        podziękuje.
      • towita Re: Nauczyciel - rodzic - uczeń... 07.04.06, 10:07
        Mój ancymon ma 9 lat i funduje mi rozrywki z panią ze świetlicy. Ostatnio
        dzieci oglądły film a on się wygłupiał. Kobieta kazała mu wyjść do drugiej sali
        (tam była zerówka). Moje dziecko usiadło na krześle i powiedziało "nie wyjdę".
        Kobieta wyłączyła telewizor i powiedziała wszyskim dzieciom, że włączy jak
        Michał wyjdzie. Wszystkie dzieci prosiły "Michał wyjdź" a on "nie wyjdę". I nie
        wyszedł (wyobrażacie sobie tą presję?).
        Kobieta pozwoliła mu zostać i czytać. Po kilkunastu minutach podszedł do niej
        i powiedział, że jest mu przykro.
        No i nie wiem, karać go za to?
        • dimanche Re: Nauczyciel - rodzic - uczeń... 07.04.06, 10:19
          no, ale wyraził skruchę, a to juz dużo, karać może niekoniecznie, ale
          porozmawiać na pewno. Gdybym miała wybór - wolałabym syna niż córkę, bo mi
          przynajmniej z gołym okolczykowanym brzuchem do szkoły nie pójdzie...chociaż
          nigdy niewiadomo...
        • wadera3 Re: Nauczyciel - rodzic - uczeń... 07.04.06, 10:41
          towita napisała:
          ...Po kilkunastu minutach podszedł do niej
          i powiedział, że jest mu przykro.
          No i nie wiem, karać go za to?...

          skoro przeprosił, to nie masz za co, ja bym pochawaliła za odwagęsmile

          a swoją drogą jak chodziłam do podstawowki, wywalano mnie podczas lekcji parę
          razy za drzwi, koleżanki zawsze mówiły, "przeproś, poproś"...
          byłam dumna i wychodziłam , nigdy nie przepraszałambig_grinDD
          no, kawal cholery zawsze był ze mnie
          • towita Re: Nauczyciel - rodzic - uczeń... 07.04.06, 10:53
            No proszę, a jaka fajna Wadera z Ciebie wyrosła.
            Myślę, że z naszych dzieci też będą fajni ludzie.
            • wadera3 Re: Nauczyciel - rodzic - uczeń... 07.04.06, 10:58
              towita napisała:

              > No proszę, a jaka fajna Wadera z Ciebie wyrosła.
              > Myślę, że z naszych dzieci też będą fajni ludzie.

              dziękismile
              nic nie przesadzam mówiąc,że pamietam jak rozrabiałam jako uczennica
              i dlatego szaleństwa moich synów, to przy moich mały pikuś, malutki...
              ale pamietałam również dlaczego nie mogłam sie porozumieć z rodzicami,
              więc z synami postępowałam dokładnie odwrotnie, i przyniosło to efekty...
              • dimanche Re: Nauczyciel - rodzic - uczeń... 07.04.06, 12:25
                Z takiego extra-tolerancyjnego wychowania, preferowanego dziś jak widac przez
                większość, wyrosła moja kuzynka, której tatuś na wiele pozwalał i ją rozpieścił
                do granic możliwośći - jest ignorantką, wpatrzoną we własny czubek nosa i nie
                liczy się kompetnie z drugim człowiekiem. Ale wzorzec w domu miała inny -
                rodzice nigdy tacy nie byli, jedynie ją za bardzo rozpieścili. Najważniejsze są
                dla niej ciuchy i kosmetyki...Wniosek jest mniej więćej nastepujący - dziecku
                należy pozwolić na wszystko, aby go nie skrzywdzić i nie zabrać mu przypadkiem
                wolności. Dlatego też nie my będziemy autorytetami, ani nikt inny, będą nimi
                ciuchy, kosmetyki, imprezy i MTV.
                • towita Re: Nauczyciel - rodzic - uczeń... 07.04.06, 12:38
                  Nie zawsze tak jest jak piszesz Dimanche. Mój tato rozpieszczał mnie do granic
                  możliwośći. Wszystkie kuzynki (dziś 50 letnie) zazdroszą nam ojca. Potrafił po
                  kryjomu przed mamą kupić nam w Pewexie spodnie.
                  I wiesz mi, jeżeli w życiu nie robiłam głupich rzeczy, na które miałam ochotę
                  to robiłam to właśnie dla Tadzinka - za nic w świecie nie zrobiłabym mu
                  świadomie przykrości.
                  Jak leżał w szpitalu, dwa tygodnie przykłuty do łóżka to z kolei wszyscy
                  pacjenci a czasami lekarze zazdrościli mu dzieci.

                  • dimanche Re: Nauczyciel - rodzic - uczeń... 07.04.06, 12:46
                    pewnie nie zawsze, ale moja krewna była jedynaczką, zatem nikt jej nie nauczył,
                    że ma się z kimś dzielić, chociaż jej matka była dość surowa. Masz siostry,
                    Towito - dlatego potafisz dbać o innych...no i zależy od charakteru...
                    • mrouh Re: Nauczyciel - rodzic - uczeń... 07.04.06, 14:09
                      No to faktycznie niefajnie Cię pani potraktowała. Ale rozumiem, czemu nie
                      wezwała Cie na przerwie. Bo jest za krótka, w szkole jest wtedy głośno i pewnie
                      pani ma dyzur na przerwie. Jak ja- 13 godzin i 13 dyżurówsmile
                      U mnie w gimnazjum jest podobnie, jak u Thistle- jesli sa jakies problemy z
                      uczniem, to rozmawia się w towarzystwie pedagoga, psychologa albo chociaz
                      dyrektora, nie tylko po to, żeby "naskarżyć", ale po to, żeby ustalic jakąś
                      taktykę, wspólną dla wszystkich i pozyteczną dla wszystkich.
                      • dimanche Re: Nauczyciel - rodzic - uczeń... 07.04.06, 14:19
                        mam taką teorię, bo to dośc często spotykane: wydaje mi sie, że tych naprawdę
                        chamowatych uczniów nauczyciele się boją (co mnie zresztą nie dziwi), a jak
                        podpadnie uczen, który się nie wychylał nigdy za bardzio, to juz jest afera na
                        102 - i to spotkało synka FLY, odwotnie z autopsji: jak sobie uczeń zepsuje
                        opinię np. w 1 klasie, to choćby się potem zmienił na lepsze, i tak zawsze
                        będzie na niego, a jak coś za dużo powie na lekcji (odnośnie danego tematu) to
                        tez niedobrze...tak było ze mną, co bym nie powiedziała, było źle...
                        • f.l.y Re: Nauczyciel - rodzic - uczeń... 07.04.06, 14:35
                          z tą toaletą to się nie zgodzę w życiu na żadne przynoszenie potwierdzeń od
                          lekarzy..bez przesady moi drodzy...

                          a czy ja drażnię panią nauczycielkę swoją osobą? może..bywam na zebraniach i
                          wtedy, kiedy mnie wezwie któraś z nauczycielek...
                          być może chodzi o to, że mam zawsze coś do powiedzenia na zebraniu, bo reszta
                          rodziców schyla głowy i milczą, jakby ich dzieci nie były warte godnego
                          traktowania - no i oni sami...

                          od rodziców na zebraniach wymusza się podpisy pod różnymi petycjami, pod
                          listami obecności na zebraniu itp...
                          nie jestem uczniakiem, żeby się odhaczać na liście...co to za zwyczaj?

                          temat szkoła - to temat rzeka....długo mogłabym tak smile

                          nie chcę bronić swojego syna - bo jest leniem i już, i tu nauczyciele rację
                          mają...co do jego zachowania - są o wiele gorsi, którymi trzeba się zająć...

                          oglądałam film z jednej lekcji - żenujące, co uczniowie
                          wyprawiali...nauczycielka zareagowała dopiero, jak uczeń wychylał się przez
                          górne okno stojąc na krześle, które postawił na ławce....
                          zgroza....

                          w szkole na zebraniach się o tym nie mówi....dziwne...no nie?
                          uczniowie teraz prawie wszystko filmują..../z tv wiem/
                          • dimanche Re: Nauczyciel - rodzic - uczeń... 07.04.06, 14:41
                            rodzice faktycznie nie mają odwagi sie odezwać, tak im widać zależy - dlatego
                            tez nauczycielom przestaje zależeć. A wielu jest takich, którzy - powiedzmy
                            sobie uczciwie - kompletnie się do tego zawodu nie nadają i dlatego sobie nie
                            radzą ani z uczniami ani z dialogiem z rodzicami.
                          • thistle Re: Nauczyciel - rodzic - uczeń... 07.04.06, 15:19
                            > z tą toaletą to się nie zgodzę w życiu na żadne przynoszenie potwierdzeń od
                            > lekarzy..bez przesady moi drodzy...

                            bo nigdy ci nie zwiał z lekcji uczeń,idąc do toalety -by faktycznie spuścić
                            manto innemu uczniowi. Nastolatek jest w stanie kontrolować pęcherz przez
                            45min.

                            A listy obecności to podkładka dla nauczyciela - jeśli sa kłopoty,to zawsze
                            jest podpis rodzica w dzienniku na dowód,że był i został poinformowany.
                            Pomaga w sytuacjach skrajnych,gdy sprawa opiera się np.o kuratora. O petycjach
                            nie słyszałam,w mojej szkole się (chyba) tego nie praktykuje.
                            Co do filmowania - jeśli nauczyciel nie ma nic na sumieniu - to mu nie będzie
                            przeszkadzac- może nawet wykorzystać nagranie w dokumentacji np.awansu
                            nauczycielskiego (uczeń chętnie podeśle na maila,choćby z biblioteki),lub jako
                            fajną pomoc naukową - na języku obcym to raczej pomocny gadżet, niż zagrożenie.
                            Co do "lepszych"i "gorszych" - nie będę się wypowiadać.
                            • f.l.y Re: Nauczyciel - rodzic - uczeń... 07.04.06, 16:51
                              thistle napisała:

                              > > z tą toaletą to się nie zgodzę w życiu na żadne przynoszenie potwierdzeń
                              > od
                              > > lekarzy..bez przesady moi drodzy...
                              >
                              > bo nigdy ci nie zwiał z lekcji uczeń,idąc do toalety -by faktycznie spuścić
                              > manto innemu uczniowi. Nastolatek jest w stanie kontrolować pęcherz przez
                              > 45min.
                              >=======

                              a jak ma rozstrój żołądka? wink nie wytrzyma 5ciu minut smile)

                              no dobra...nie czepiam się....
    • tomek854 Re: Nauczyciel - rodzic - uczeń... 07.04.06, 14:49
      To ja wam opowiem anegdotkę a propos przychodzenia rodziców z moich praktyk.

      Wrocławskie gimnazjum w podłej dzielnicy.

      Pani wezwała matkę do szkoły.

      Matka wpada na lekcję (cała klasa, praktykant prowadzi lekcję a nas trójka pozostałych z nauczycielką siedzi w ostatnich ławkach) z hukiem otwierając drzwi, przechodzi przez całą klasą, staje przed nauczycielką i wsadzając jej nieomal palec do oka drze się mniej więcej tak
      "Panią to już popierdoliło? Po chuj mnie pani wzywa? Niech pani popatrzy na tą pizdę, z niej to już taki kurwiszon, nic z niej nie będzie najwyżej na kurwę się nadaje. NIech pani patrzy, jak ona sie ubiera!. Ona ma jak najszybciej mi to gimnazjum jebane skończyć i z chałupy wypierdalać a pani ją jakąś fizyką męczy?" Obróciła się na pięcie i wyszła...

      To było jedyne 15 sekund ciszy w tej klasie - potem dziewczyna wybiegła z płaczem a koleżanka (praktykantka) za nią. O dziwo zaczęła się nawet trochę uczyć (przez parę tygodni)... Ale metod takich nie pochwalam suspicious

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka