lizavieta1
05.05.06, 00:13
Lubię moje biureczko, jasny pokoik, mozna pić i jeść przy robocie. Fajnego mam
szefa, lubię jego żarty.
I odchodzę do wstrętnej korporacji słynącej z wyścigu szczurów, będę pracować
w open space, w kompletnym młynie, pal licho wzięło spokój, przeglądanie
prywatnej poczty w wolnych chwilach, wyjście na obiad na godzinkę.
Zwariowałam? Potrzebuję wtyzwania? Wygrać z własnym lenistwem? Przeżyc
hardkorowy kołchoz, zeby zdobyć doświadczenie i pieniądze?!
Ta spokojna posadka mi się pdooba, gdybym miała bogatego męża i
ładne meiszkanko, i trochę oszczędności nigdy w życiu nie skazywałabym siebie
na taką harówke, ale nie mam wyjścia, musze walczyć, iść do przodu, nie
patrzeć na sentymenty, bo nie mam co liczyc na spadek, itp chcę kupić
mieszkanie, chocby malutkie.