05.09.06, 20:07
Julian Tuwim "Ślusarz" (1927)
------------------------------

W łazience coś się zatkało, rura chrapała przeraźliwie, aż do
przeciągłego wycia, woda zaś kapała. Po wypróbowaniu kilku domowych
środków zaradczych (dłubanie w rurze szczoteczką do zębów dmuchanie w
otwór, ustna perswazja etc.) - sprowadziłem ślusarza.

Ślusarz był chudy, wysoki, z siwą szczeciną na twarzy, w okularach na
ostrym nosie. Patrzył spode łba wielkimi niebieskimi oczyma, jakimś
załzawionym wzrokiem. Wszedł do łazienki, pokręcił krany na wszystkie
strony, stuknął młotkiem w rurę i powiedział:

- Ferszlus trzeba roztrajbować.

Szybka ta diagnoza zaimponowała mi wprawdzie, nie mrugnąłem jednak i
zapytałem:

– A dlaczego?

Ślusarz był zaskoczony moją ciekawościa, ale po pierwszym odruchu
zdziwienia, które wyraziło się w spojrzeniu sponad okularów, chrząknął
i rzekł:

- Bo drozelklapa tandetnie blindowana i ryksztosuje.

- Acha - powiedzialem - rozumiem! Więc gdyby droselklapa była w swoim
czasie solidnie zablindowana, nie ryksztosowałaby teraz i roztrajbowanie
ferszlusu byłoby zbyteczne?

- Ano chyba. A teraz pufer trzeba lochować, czyli dać mu szprajc, żeby
śtender udychtować.

Trzy razy stuknąłem młotkiem w kran, pokiwałem głową i stwierdziłem:

- Nawet słychac.

Ślusarz spojrzał dość zdumiony:

– Co słychać?

– Słychać, że śtender nie udychtowany. Ale przekonany jestem, że gdy pan
mu da odpowiedni szprajc przez lochowanie pufra, to droselklapa zostanie
zablindowana, nie będzie już więcej ryksztosować i, co za tym idzie,
ferszlus będzie roztrajbowany.

I zmierzyłem ślusarza zimnym, bezczelnym spojrzeniem.

Moja fachowa wymowa oraz nonszalancja, z jaką sypałem zasłyszanymi po
raz pierwszy w życiu terminami, zbiła z tropu ascetycznego ślusarza.
Poczuł, że musi mi czymś zaimponować.

– Ale teraz nie zrobię, bo holajzy nie zabrałem. A kosztować będzie
reperacja - wyczekał chwilę, by zmiażdżyć mnie efektem ceny - kosztować
będzie... 7 złotych i 85 groszy.

– To niedużo - odrzekłem spokojnie. - Myślałem, że co najmniej dwa razy
tyle. Co zaś dotyczy holajzy, to doprawdy nie widzę potrzeby, aby pan
miał fatygować się po nią do domu. Spróbujemy bez holajzy.

Ślusarz był blady i nienawidził mnie. Uśmiechnął się drwiąco i
powiedział:

- Bez holajzy? Jak ja mam bez holajzy lochbajtel krypować ? Żeby trychter
był na szoner robiony, to tak. Ale on jest krajcowany i we flanszy
culajtungu nie ma, to na sam abszperwentyl nie zrobię.

– No, wie pan - zawołałem, rozkładaj±c ręce - czegoś podobnego nie
spodziewałem się po panu! Więc ten trychter według pana nie jest robiony
na szoner? Ha, ha, ha! Pusty śmiech mnie bierze! Gdzież on na litość
Boga jest krajcowany?

- Jak to gdzie? - warknął ślusarz. - Przecież ma kajlę na iberlaufie!

Zarumieniłem się po uszy i szepnąłem wstydliwie:

- Rzeczywiście. Nie zauważyłem, że na iberlaufie jest kajla. W takim
razie - zwracam honor: bez holajzy ani rusz.

I poszedł po holajzę. Albowiem z powodu kajli na iberlaufie trychter
rzeczywiście robiony był na szoner, nie zaś krajcowany, i bez holajzy w
żaden sposób nie udałoby się zakrypować lochbajtla w celu udychtowania
pufra i dania mu szprajcy przez lochowanie śtendra, aby roztrajbować
ferszlus, który dlatego źle działa, że droselklapę tandetnie
zablindowano i teraz ryksztosuje.
Obserwuj wątek
    • skiela1 Re: ślusarz 05.09.06, 21:42
      smile))
      Jezyk mozna sobie pokaleczyctongue_out
      • beer_forever Re: ślusarz 06.09.06, 00:57
        Fajne.
        Tylko dlaczego slusarz a nie hydraulikwink ?.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka