Dziś bedąc na chrzcinach ksiądz miał obsesje ,ze to jest msza dla dzieci, a
dzieci nie ma przy ołtarzu ,że zaprasz. Fakt. Dzieci mogły tam robić
wszystko. Skakały , krzyczałay,leżały bawiły się. Wszystko przed ołtarzem.
Spodobało mi sie. Nikt nie wrzeszczy mi na syna .
Jednak jak kiądz zaczął kazanie, wypomonki, czytanie tytułów artykułów z
gazet kościelnych......
To ja się nie dziwię ,ze dzieci nie wytrzymuja.
Super proboszcz,bo coś chce wnieść, nie odgania dzieci , nie robi sensacji.
Tylko do tego trzeba jeszcze trochę zabawy?
Dziś to zauważylam. Bo dzieci zachecone ,chetnie szły, bojące ,ale szły.
I..
wypominki!
Srutututu....
Kiedyś była u mnie w parafii taka msza ,ze wszyscy się bawili. Ksiądz mówił
do młodszych "Teraz cicho dzieciarnie, ej młody idziesz do mnie rozmawiać z
Bogiem? Teraz On przemówi,wiec słuchaj.."
Super było. Młodzi śpiewali, były zarty i normalna msza.
Dziś od dużego czasu spotkałam sie z taka próbą.
Ale to chyba była próba