kicia7
18.10.06, 23:33
Kilka minut, kilka chwil po lecie,
Kiedy zimny wiatr dmuchnie w plecy,
Wszystko co nam zostaje na świecie
To mruczący życzliwie piecyk.
To nie oschły, zgryźliwy kaloryfer,
On jest stary i trochę niemodny,
On jak klejnot, rubinem skrzy się
Na jesieni dekolcie chłodnym.
Nie dla niego parady i wiece,
Kiedy śpiewa, to tylko szeptem.
Po co zaraz nam wielkie piece,
Tylko małe jest wierne i ciepłe.
Gdy październik zaczyna grać hejnał
Na swej trąbce, zimnej w dotyku,
Ty przez długie wieczory grzej nas,
Grzej nas, grzej nas, grzej nas, piecyku.
Gdy jak złodziej zakrada się w serca
Zima biała jak wata na patyku,
Ty nam śpiewaj, świeć nam i grzej nas,
Grzej nas, grzej nas, grzej nas, piecyku.
Chociaż głośno porykują osły,
A wciąż pusto i pusto w koszyku,
Po co zaraz palić wszystkie mosty?
Lepiej mocno napalić w piecyku.
Wczoraj przyszli do mnie astronauci
Przed wyprawą w gwiazdozbiór Wodnika,
Że przemarzną na śmierć w tym Kosmosie,
-Pożycz – mówią – kochana piecyka.
On jest pełnym blasku chrabąszczem,
Więc siadamy blisko przy sobie,
Pośród jabłek jesiennych i książek
Wpatrujemy się w złoty ogień...