skiela1
28.10.06, 03:50
Szkoła jest miejscem, do którego uczniowie „przynoszą” agresję, ale także
miejscem, w którym agresja się rodzi.
Szkoła wywołuje bowiem u wielu uczniów negatywne emocje – opiera się na
przymusie, nie daje możliwości wyboru, a wręcz ogranicza w przestrzeni, w
aktywności ruchowej, werbalnej, czasem nawet intelektualnej.
Sensacyjne informacje z różnych stron kraju pokazują, że stan polskiej szkoły
jest mocno niepokojący: uczniowie przejawiają agresywne zachowania wobec
swoich szkolnych kolegów i sami są często atakowani przez nauczycieli. Nie
pozostają im zresztą dłużni – coraz śmielej atakują nauczycieli, a
niejednokrotnie pomagają im w tym rodzice. Mamy więc jasno określony teren
walki, potrafimy wyliczyć walczące strony, ale nie umiemy określić reguł tej
walki. Problem jest na tyle poważny, że na różne sposoby szuka się lekarstwa
na uzdrowienie szkoły. Słyszymy więc o spektakularnych akcjach: zatrudnianiu
firm ochroniarskich, których pracownicy (czasem z psami) pilnują porządku w
szkołach; monitorowaniu szkół, a szczególnie ich newralgicznych miejsc
(toalety), szukaniu pomocy u specjalistów, powoływaniu rzecznika praw ucznia.
Niewiele to daje, a problem narasta. Istnieje niebezpieczeństwo, że
powszechność problemu spowoduje, iż zacznie się go traktować jako coś
naturalnego i w końcu zaakceptuje jako nieuchronny proces zmian w nowej
rzeczywistości. Pójdzie za tym milcząca zgoda bezradnych nauczycieli, brak
reakcji samych uczniów, a zachowanie agresywne wśród młodych ludzi stanie się
obowiązującą normą. Tak wadliwie ukształtowane postawy wobec innych ludzi i
świata zagrażają współżyciu społecznemu.
kiosk.onet.pl/charaktery/1368172,2029,artykul.html