pep-per
16.03.07, 07:59
fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/szkoly-publiczne-pustoszeja-z-powodu-giertycha,883698,2943
Według "Życia Warszawy", placówki niepubliczne przeżywają oblężenie. Zapisuje
się do nich nawet dwa razy więcej kandydatów niż do tej pory. Wszystko
dlatego, że nie muszą one wprowadzać w życie pomysłów MEN.
Roman Giertych nakręca koniunkturę szkołom społecznym. Takie obserwacje mają
dyrektorzy niepublicznych podstawówek.
Do Społecznej Szkoły Podstawowej nr 26 już w listopadzie wpłynęło 80 podań,
czyli właśnie tyle, ile jest w niej miejsc. Rok wcześniej limit zgłoszeń
osiągnięto dopiero w lutym. Do prywatnej podstawówki nr 105 w tym roku jest
dwa razy więcej chętnych niż w ubiegłym. Do społecznej nr 30 zwykle zgłaszało
się 50 uczniów, w tym roku 80. Podobnie jest w innych placówkach - podaje
dziennik.
Dyrektorzy szkół żartują nawet, że to, co robi MEN, to działania marketingowe
na rzecz ich placówek.
- Widać wśród rodziców dużą obawę przed ministrem Giertychem - opowiada
chcąca zachować anonimowość dyrektorka społecznej podstawówki. - Pytają o
mundurki. Jak mówię, że u nas ich nie będzie, to oddychają z ulgą. Dowiadują
się o program, o to, czy możemy samodzielnie wybierać podręczniki. Mówią, że
boją się nieumiejętnego nauczania patriotyzmu w szkołach państwowych - dodaje.
Na podobne pytania rodziców odpowiadają także inni dyrektorzy. - Pan minister
zrobił nam prezent. Bo to, co się dzieje w MEN, powoduje, że szkoły
niepubliczne cieszą się większym zainteresowaniem i zaufaniem - przyznaje
dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 2 STO i Gimnazjum nr 333 STO przy ul.
Dziatwy Grażyna Helszer.
Rodzice, którzy przychodzą do jej szkoły, wprost mówią, że wolą wybrać
placówkę niepaństwową, bo taka gwarantuje stabilizację. Nie wiedzą, jakie
będą nowe pomysły Romana Giertycha, bo każdy tydzień przynosi jakieś
niespodzianki - czytamy w "Życiu Warszawy".
Źródło informacji: INTERIA.PL/PAP