sibeliuss
15.04.07, 00:04
Nie dałem rady pomęczyć się na kursie, pogoda była jak marzenie więc zrobiłem
sobie wycieczkę za miasto. Nie mogło być za blisko, bo co to za wycieczka.
Pojechałem sobie PKSem do Grójca, czyli 50 km na południe.
Małe, nieurodziwe miasto zamieszkałe przez 18 tysięcy ludzi, takie jakich
wiele. Lokalizacja wymarzona, bo krzyżują się tam dwie trasy krajowe -
północ-południe i wschód-zachód.
Centrum chaotyczne, zabytki w upadku, trochę nowej ambitniejszej zabudowy.
Posępny park przy dworcu, zaniedbana stacja upadłej kolejki wąskotorowej,
rozsypujące się drewniane kamienice za rynkiem, piękny kościół na wzgórzu,
dziurawe ulice, przepyszne lody z automatu i zniszczony kirkut.
Cały pobyt to 4 godziny, nie obszedłem wszystkiego.
Wróciłem inną trasą. O ile tam pojechałem trasą szybkiego ruchu, o tyle
wróciłem boczną drogą przez Piaseczno. Wsie, wioski i przysiółki. Nijakie,
betonowe domy, bagienka, podmokłe łąki, rozbudowujący się nagle Prażmów i
upadły dwór w Gościeńczycach.
Na wiosenny wypad - wystarczyło atrakcji.