Dodaj do ulubionych

W kolejce do doktora...

20.11.08, 01:29

Nie, niestety to nie będzie dowcipwink)
raczej sprawa odnosnie savoir - vivre'u, a moim zdaniem to po prostu jakichś
dziwnych zwyczajów...
Otóz moi drodzy po czekaniu półtora miesiąca na dogodny termin badania USG
udałem się dziś do lekarza na wyznaczona dokładnie godzinę ze skierowaniem.
Dodam, że godzina ta była ustawiana specjalnie tak, żebym miał szanse zdążyć
do pracy...
Na miejscu okazało się jednak, ze jest małe opóźnienie...ale w tym nie ma nic
nadzwyczajnego, problem w tym, że kolejka chorych zupełnie nie uznaje
wyznaczonych przez rejestrację godzin na skierowaniach..."Panie, ja tu już
siedzę 3 godziny" wypala do mnie jakaś babcia...ktoś innyc mówi, ze z kolei
był na wczesniejszą godzine...
A czy rzeczonej babci ktoś kazał przychodzić 2 godziny wczesniej, mimo, że ma
na skierowaniu godzinę późniejszą od mojej??! No i wszyscy zgodnie
stwierdzaja, ze liczy się godzina przyjścia a nie co tam na papierku...Ręce mi
opadły, nie miałem już z babcią siły się kłócic, ale to ostatni raz,
przepisałem się na grudzień, potem nie mam zamiaru nikogo puszczać. Wydaje mi
się oczywiste, że godziny są odpowiednikiem numerków - jeśli jest opóźnienie,
to wchodzą najpierw ci co mieli wczesniejsze godziny, jesli jest pusto bo nie
przyszli następni, to wchodzą ci co sa pod drzwiami, w kolejności
godzin...Rejestracja wydaje się bezradna, "no państwo musicie sami sie dogadac
to kwestia kultury..."
No cóz, a może do ciężkiej cholery,poprosić lekarza, żeby sprawdzał kazdemu
godzine na skierowaniu? Tylko, ze lekarz ma inne rzeczy na główie niż
dochodzenie, kto w kolejce w jakiej kolejności przyszedł i o co się aktualnie
kłóci...No cóż, jak kultury brakuje, to może to jakoś odgórnie trzeba
uregulować?? Mieliście podobne sytuacje? Ja rozyumiem, ze ktoś sie na nogach
ledwo trzyma i poprosi, żeby uprzejmie przepuscic, to nie ostry dyżur ale coś
się może zdarzyć, ale coś takiego? następnym razem po prostu biore dzień wolny
i poświęce na to nie wiem ile czasu.
Obserwuj wątek
    • skiela1 Re: W kolejce do doktora... 20.11.08, 04:06
      Chore.
      Moim zdaniem to jest wina urzedniczek rejestracji,to one powinny byc
      odpowiedzialne za kolejnosc i sprawna obsluge....
      • moonflour Re: W kolejce do doktora... 20.11.08, 06:56
        Dopoki bedzie jeden ultrasonograf na taką grupę ludzi nie uniknie
        się podobnych akcji.
        • uyu Re: W kolejce do doktora... 20.11.08, 11:06
          Czepiacie sie, bo nie wiecie, ze ulozenie kart pacjenta zgodnie z
          kolejnoscia wizyt wymaga nadludzkiego wysilku intelektualnego ze
          strony recepcjonistek. A na dodatek zachciewa sie wam zeby jasnie
          pan lekarz podniosk tylek, podrzedl do drzwi i was wywolal po
          nazwisku!
          Poltora miesiaca czekania na USG?
          To masz szczescie, bo znam czlowieka, ktorego musieli operowac, bo
          czas oczekiwania byl tak dlugi, ze choroba miala czas sie rozwinac.

          Ja tylko jednego nie potrafie zrozumiec - jak to sie dzieje, ze w
          Czechach place za wizyte ok. 4,5 zl a w Polsce musialam chodzic
          prywatnie i placic 80?
          Tez postkomunistyczny kraj, niewielu ich jest do placenia skladek, a
          sluzba zdrowia w porownaniu z Polska dziala bezblednie. Nie mowie,
          ze wszystko jest idealne, ale tu czuje sie o wiele bezpieczniej niz
          w kraju.
          • sagittarius954 Re: W kolejce do doktora... 20.11.08, 11:27
            Piano i tak miałeś szczęśćie , ja po dostaniu skierowania od lekarza z poradni
            szpitalnej na usg zameldowałem się w okienku radiologii z chęcią zapisania się
            na jakis tam termin . Dowiedziałem się że nie zrobią mi usg ,ale mogą tomograf ,
            wróciłem do lekarza. Lekarz na to ,że tomograf w mojej sytuacji jest niedobry bo
            nie będzie czegoś tam widzieć i już dzwoni do pani z rejestracji . Dzwoni . Po
            krótkiej rozmowie odwraca się do mnie i mówi ,że kierownik radiologii odszedł i
            zabrał 3 lekarzy więc nie zrobią usg , zadaję pytanie gdzie mogę zrobić .
            Wzruszył ramionami . I se poszedłem . Się leczyć gdzie indziej .
            • natter2 Re: W kolejce do doktora... 06.12.08, 21:20
              Nieee, to Wy macie szczęście. Ja swego czasu zapisałem się (w prywatnej
              klinice) do dentysty. Pierwsza wizyta: musi pan iść do super specjalistki, ona
              panu zrobi, bo ja się nie podejmę. Zostawię panu rozwierconego zęba, niech się
              wietrzy. No dobra, zapisałem się. Czas oczekiwanie 1 miesiąc (słownie: jeden
              miesiąc). No dobra, mówię, niech stracę, to przecież podobno super specjalistka.
              Dwa dni przed wizytą telefon: Pani doktor "nie może". Następny termin do niej za
              kolejne 1,5 miesiąca. TO JAK TO JA SIĘ PYTAM? Jak w taki sposób przekłada wizyty
              ustawione 4 tygodnie wcześniej, to niech zaproponuje jakiś inny termin, zaraz
              dzień, dwa później. A może się mylę? Cały nasz system służby zdrowia sam wymaga
              leczenia.
              • dr01 Re: W kolejce do doktora... 07.12.08, 17:13
                >Cały nasz system służby zdrowia sam wymaga
                > leczenia.

                taki jest system ochrony zdrowia, na jaki nasz wspaniały naród zasługuje.
                A jest tak bo:
                - większosc polakow nie chce współpłacenia - woli miec "za darmo" to mamy tłumy
                hipochondryków w kolejkach oraz 80%(!) nieuzasadnionych wezwań pogotowia ratunkowego
                - większosc polaków boi sie prywatyzacji więc mamy długi w szpitalach
                - spora częsc polaków nie płaci w ogóle składek tylko dlatego, ze są rolnikami
                - duzo środków idzie na leczenie meneli, którzy się w życiu nie napracowali, ale
                są najbardziej roszczeniową grupą pacjentów, więc załatwia się ich w pierwszej
                kolejności
                - lekarzy i pielęgniarek jest zbyt mało, bo spora część moich szanownych kolegów
                zabrała swoje 4 litery i pracuje w kraju, w którym ich szanują i nie traktują
                jak łapówkarzy
                - łapówek nie ma - są tylko dowody wdzięczności po wypisie/zabiegu, które i tak
                nie mają się nic do wynagrodzenia, które lekarze powinni otrzymywać.

                Chcecie zmiany na lepsze?
                - współpłacenie obowiązkowe
                - prywatyzacja wszystkiego co się da
                - wszyscy (w tym rolnicy) są traktowani tak samo
                - likwidacja monopolu NFZ i wolna konkurencja wśród ubezpieczycieli
                - poszanowanie białego personelu - żeby chciało nam się tu wrócić i pracować

                ponieważ większość tego nie chce - macie na co zasługujecie
          • ola1111111 Re: W kolejce do doktora... 07.12.08, 10:59
            z racji posiadania dziecka- odwiedziłam już wielu lekarzy. Moje
            spostrzeżenia są następujące - najgorsze są stare babcie. Mogłabym
            przytaczać przykłady ale po co.Opowiem kwintesencję: 7.50 jestem u
            lekarza - dziecko 39 stopni a ja muszę do pracy. Idę ro rejestr. czy
            mnie pierwszą przyjmą. zgadzają się. Idę do poczekalni a tam siedzą
            babcie. Siadam obok, córka 4 latka, słania się na moich kolanach,
            nagle opiera się głową o ramię babci, niechcąco, babcia: Pani weźmie
            to parchate dziecko!".Brak słów. Bezsilność, łzy napływają mi do
            oczu, nie jesttem w stanie odp. bo i co? Lekarz mnie wywołuje i no
            się zaczyna prawie lincz ale idę. Jak siedzę w gabinecie tam cały
            czas trwa "b. gorąca dyskusja" Lekarz nie wytrzymuje i wychodzi do
            nich i krzyczy, że przecież nie sa w nagłej potrzebie (akurat
            przyszły 3 babki po skierowania do sanatorium) a tu chore dziecko i
            mają się zachowywać. Zamilkły ale pewnie i tak argumentacja nie
            dotarła.
    • jurek.powiatowy Re: W kolejce do doktora... 06.12.08, 19:11
      I to cała służba zdrowia. Płacimy składki ale jak życie pokazuje, żeby wyrobić
      się z czasem i tak człowiek zmuszony jest iść na badania prywatnie. No chyba, że
      zda się na łaskę innych pacjentów. Ech.
      • prazanka44 Re: W kolejce do doktora... 06.12.08, 19:51
        Bywałam już w podobnej sytuacji. Zdarzyło mi się kiedyś, że wepch-
        nęła się przede mnie osoba z dalszym numerkiem, kt-a przyszła na długo przed
        czasem i miała dosyć czekania. Siedziała długo w gabinecie i lekarka po jej
        wyjściu była popędzana do wyjścia, bo ktoś inny miał zająć jej gabinet.
        Potraktowała mnie po łebkach, co miało dla mnie skutki zdrowotne.
        Tak jak Skiela uważam, że administracja przychodni (czyli panie z rejestracji)
        powinna zadbać o porządek i jasne reguły w poczekalni.
        • damianbsc Re: W kolejce do doktora... 06.12.08, 19:57
          Jako, ze regularnie oddaje krew posiadam ksiazeczke i przysluguje mi przywilej
          przyjmowania pozakolejnosciajednak zawsze to budzi agresje.
      • napolnoc Re: W kolejce do doktora... 06.12.08, 19:57
        W Holandii umawiam sie na wizyte u lekarza telefonicznie, np jutro o 11.45.
        Przychodze 3 minuty przed czasem melduje sie w recepcji, ze jestem, ide do
        poczekalni. O 11.45 moj lekarz przychodzi po mnie do poczekalni, wita i prowadzi
        do gabinetu. Po wizycie odprowadza mnie do wyjscia. Bardzo zadko spotykam kogos
        w poczekalni, no chyba ze pacjenta od innego lekarza. Podczas rejestracji
        recepcjonistka (zwana tutaj asystentka) stara sie szczegolowo dowiedziec z
        jakiego powodu chce przyjsc. Dzieki temu wie ile wizyta potrwa, jakie
        ewentualnie badania beda potrzebne i czy mam przyjsc jutro, czy tez moge
        poczekac 3 dni. Jesli to jest sprawa, ktora co jakis czas powraca (np alergia)
        to ja tylko dzwonie, mowie co jest i zazwyczaj slysze, ze za kwadrans masc
        bedzie do odbioru w aptece. Recepty nawet nie ogladam, asystentka wysyla ja
        meilem prosto do apteki, ja mam tylko sobie pojsc i odebrac (darmowe) leki.
        Nie powiem, koszty ubezpieczenia sa dosc wysokie, ja w tym roku wydalam ok 2500
        euro (a wlasciwie nie choruje), ale za to nie musze sie chandryczyc z emerytkami
        w poczekalni, ktore nota bene nic innego do roboty nie majawink
        Do autora: nie tracilabym czasu na gadki, masz konkterna godzine na skierowaniu,
        wiec jak tylko gabinet sie zwalnia wchodzisz i tyle.
        • gabrielle Re: W kolejce do doktora... 06.12.08, 20:06
          W mojej przychodni ortopedycznej rzeczywista kolejność wejścia zależy od tego,
          na jaki pomysł wpadły poranne babcie. Już kilka razy spotkałam się z podobną
          sytuacją. Przyszłam na wyznaczoną godzinę i okazuje się, że ze swoim numerkiem
          ósmym nie wejdę po osobie z numerkiem siódmym, tylko po tej "ostatniej w
          kolejce". Wykonałam awanturkę i weszłam, jak miałam. Tu nie ma co być grzecznym
          wobec kogoś, kto siedzi w przychodni 3 godziny, BO TAK.
          • makbyt Re: W kolejce do doktora... 06.12.08, 20:14
            PORANNE BABCIE- bardzo dobre określenie.
            Ja z dziecmkiem ostatnio czekałam 2 miesiące na wizytę.
            Przyszłam po południu na wyznaczoną godzinę a kolejka była ustalona
            przez pomoc pani doktor i nawet mojej karty nie było,
            Po wizycie u rejestratorki dowiedziałam się że są nowe K..WA numerki
            a i tak BABCIE ustaliły sobie swoją kolejność.
            PARANOJA!
            • mair1 Re: W kolejce do doktora... 06.12.08, 20:30
              W mojej przychodni wchodzi się w takiej kolejności jak są numerki. Kiedyś pytam
              młodzieńca stojącego przy drzwiach gabinetu który ma numerek, a on na to: co cię
              to k..wa obchodzi i tak teraz ja wchodzę. Powiem, że nas wszystkich zatkało... i
              wszedł przede mną.
              • sibeliuss Re: W kolejce do doktora... 06.12.08, 22:05
                Jak daliście mu wejść to o co kaman?
                • jednorazowy3 Re: W kolejce do doktora... 07.12.08, 11:17
                  A co mieli zrobic? W ryja mu dac?
                  • sibeliuss Re: W kolejce do doktora... 07.12.08, 13:10
                    jednorazowy3 napisała:

                    > A co mieli zrobic? W ryja mu dac?

                    Wejść razem z nim.
    • samosia2 Re: W kolejce do doktora... 06.12.08, 20:34
      No a teraz sytuacja w drugą stronę. U mnie w przychodni wchodzi się
      wedle numerków i generalnie ok. Przychodzę do przychodni pewnego
      dnia - jest opóźnienie - kilka numerków czeka grzecznie, ja mam
      wejść następna nr 14 godzina 15:00, a tu mi wpada pindzia i
      oświadcza, że ona ma numerek 7 i ona spóźniła się półtorej godziny i
      ona teraz wchodzi bo przecież ma numerek wcześniejszy ode mnie... Na
      nic zdały się moje uwagi (wsparte protestem innych osób czekających
      za mną), że powinna poczekać, bo jej kolejka przepadła i powinna
      przepuścić osoby już czekające. Głucha jednak na argumenty pindzia,
      aby zrealizować swoje prawo ustawiła się pod gabinetem, by jej nikt
      nie ubiegł. No przecież nie będę się przepychać. Normalnie ręce
      opadają...
      • vater1958 Re: W kolejce do doktora... 07.12.08, 11:11
        A nigdy nie zdarzyło Ci się, że masz np. 14 numerek na 14.00, jest opóźnienie,
        wchodzi dopiero nr. 8, czekasz grzecznie na swoją kolejkę do np. 15.00, masz
        zaraz wejść - a tu wpada jakaś paniusia i twierdzi, że teraz ona - bo ma nr
        8(??) i jej kolejka już przeszła smile))
        to co dla jednych jest kompletnym brakiem kultury i przyzwoitości inni nazywają
        życiowym sprytem
    • atojaxxl Skąd ja to znam .... 06.12.08, 20:42
      Inną zmorą przychodni jest motyw "Kto z państwa teraz wchodzi ? Pani ? To ja z
      panią wejdę, bo ja tylko...." i tu wyliczanka : po receptę, zapytać, zmienić
      lekarstwo, po skierowanie itp itd.
      Dawniej się zgadzałam (o naiwności!!!) i zwykle kończyło się tak, że lekarz
      polecał mi poczekać chwilę za drzwiami, bo on tu szybko: wypisze receptę,
      odpowie, zmieni lekarstwo, wyda skierowanie... Przestałam się zgadzać na "wejdę
      z panią", gdy pewna chwilka trwała ponad 40 minut.
      Od tego czasu mówię twardo "Nie, nie wejdzie pani ze mną" i koniec dyskusji.
      Narzekania, jacy to teraz ludzie są nieużyci, puszczam mimo uszu.
      • skiela1 Re: Skąd ja to znam .... 06.12.08, 20:47
        "Inną zmorą przychodni jest motyw "Kto z państwa teraz wchodzi ? Pani ? To ja z
        panią wejdę, bo ja tylko...."


        a ja myslalam,ze takie zachowanie umarlo razem z komunatongue_outtongue_out
    • rowerzysta.3 Re: W kolejce do doktora... 06.12.08, 20:55
      To wszystko zależy od kultury i nawet panie w rejestracji nie maja nic do tego. Wydaja numerki, i wejścia są na podstawie numerków, a że jakieś babcie sobie coś ustalą- no cóz recepcjonistka to nie ochroniarz. Nieraz byłem świadkiem gdy recepcjonistka zwróciła uwage takiej starej rurze, a ta wyzwała ją od kurew.
      Jeśli babcia się wpycha to wchodzisz z taką do gabinetu i już. I niech lekarz rozwiązuje problem.

      Nie tylko babcie cwaniakują. Młodzi też są durni i nie potrafią zrozumieć pewnych rzeczy:
      Sytacja przed gabinetem RTG. Kbieta czeka z dzieckiem na przeswietlenie. Miała wizytę(przykładowo) na 11.45. Było 15 minutowe opóźnienie- wiadomo, zdarza się, zrobienie zdjęcia RTG to nie fotka z aparatu cyfrowego zakupionego w hipermarkecie. Nagle wpada młode małżeństwo. Szuka gabinetu, stają przed gabinetem, gościu patrzy na zegarek , 11.57, i mówi to teraz my wchodzimy. Na to tamta pani z 11.45 odpowiada że teraz ona bo ona miała na tą właśnie godzinę ale jest opóźnienie. Na to on, że jego to nie obchodzi, on dzwonił, ustalał wizytę, jest 12 i teraz on wchodzi. No myslałem że sie wtrące i pośle mu wiązankę pieśni po łacinie. To był typ takiego cwaniaczka, nowobogackiego buraka, którego tatus sprzedał pole żeby synuś mógł zamieszkac w mieście. Na szczęście doktorka nie przejęła sie argumentacją wsioka i poprosiła na RTG panią z 11.45.
      • annaagata właśnie - lekarz sobie z tym poradził 06.12.08, 21:09
        a podobnie jest w wielu prywatnych przychodniach - lekarz wzywa wg godziny, a
        jeśli się zdarzy, że nastąpiło opóźnienie - to tak, aby osoby z wcześniejszych
        godzin były przyjmowane w pierwszej kolejności. argument, że ktoś przyjechał
        wcześniej to żaden argument - po to są godziny, żeby człowiekowi życie ułatwić,
        a nie żeby mimo to siedzieć 3 h w kolejce
    • parachute Re: W kolejce do doktora... 06.12.08, 21:08
      to taki nasz syndrom kolejkowy... za granicą też przecież są kolejki ale tam
      jakoś nikt nie próbuje grac na emocjach swoim wiekiem, ciążą etc
      dokładnie tak samo dzieje się w pewnym gdyńskim salonie tepsy, z której mam
      wiadomości z pierwszej rękismile
      "Panie, ja tu czekam już od ponad godziny!" (salon otwierają o 10, była
      10:24)...i rzeczywiście, klienci ponoć koczują już pod drzwiami od ok 9 mając
      pewnie nadzieję że pracownicy zobaczą i strudzonych kolejkowiczów wpuszczą
      albo "Skandal! Przez swoje całe życie tyle nastałam się w kolejkach i nic się
      nie zmieniło!" wykrzyczała niezadowolona klientka
      co do godzin przyjęć, zwykle w rejestracji mówią że jest to godzina orientacyjna
      badania bo oczywiście trudno do końca oszacować czas badania konkretnego
      pacjenta...truizm, no może nie do końca
      kiedy byłem młodszym dzieckiem i musiałem skorzystać z usług stomatologa,
      wstawałem rano i już przed 6 byłem przed przychodnią... rejestracja była tylko
      osobista tylko na dany dzień...za pierwszym razem z dumą i poczuciem wiktorii
      wysiadłem z autobusu o tak wczesnej porze i nagle spostrzegłem...że jestem
      trzeci w kolejce
      • bogiemslawiena Re: W kolejce do doktora... 06.12.08, 21:27
        Nie widzę problemu, prawdę mówiąc. Kiedy mam wyznaczoną wizytę na
        dzień X godzinę Y, przychodzę 10 minut wcześniej do poczekalni,
        pytam się, kto na którą godzinę, ustalam, za kim wchodzę i gówno
        mnie obchodzi, czy ktoś się spóźnił, czy ktoś tylko po receptę czy
        pieczątkę. Czasami to sporo nerwów kosztuje, odmówić komuś wejścia
        TYLKO PO COŚ małego - spojrzenia, jakie dostaję... ach... jak noże w
        plecy.
        Poza tym nie wiem, jak u innych, ale u mnie w poczekalni upierdliwce
        są i stare i młode, jakoś nie mam tych wyżej wspomnianych porannych
        babć w strasznie dużym natężeniu. Poza tym nie przyszło wam do
        głowy, że te babcie mogą rzeczywiście chorować, bo na starość ciało
        szwankuje? I że nie robią tego z nudów. A nawet jeśli z nudów, to
        chcą z kimś pogadać - czy za to można kogoś obrażać?
        • skiela1 Re: W kolejce do doktora... 06.12.08, 21:32
          Morfologie robie w soboty i tak sie zastanawiam co ci emeryci robia w sobote o 8
          rano w labolatorium.
          Robia to samo co ja,z ta roznica,ze ja w poniedzialek i kazdy dzien tygodnia
          pracuje.Oni nie.
          • irena.earl Re: W kolejce do doktora... 07.12.08, 11:45
            LaboRatorium, a nie labolatorium. Laboratorium od łacińskiego laborare - pracować.
            • skiela1 Re: W kolejce do doktora... 07.12.08, 20:49
              Co racja to racjawink
    • agpagp Re: W kolejce do doktora... 06.12.08, 21:38
      Myślę że należy postawić na swoim w sposób jak najbardziej kulturalny i nie dać
      się nikomu sprowokować. Masz godzinę konkretną to wchodzisz i już...bo inaczej
      będziesz się rok woził z wizytą do obleganego specjalisty.
      U mnie z rodzinnym wygląda tak że kiedy przyjdziesz wtedy wchodzisz. Siedzisz
      ostatni w kolejce i wchodzisz gdy przyjdzie Twoja kolej. Szopki zaczynają się
      kiedy do rodzinnego przychodzą przyszli kierowcy na badania ( bo jako jedyny w
      mieście ma uprawnienia) i mimo że siedzisz 2 w kolejce wchodzisz po godzinie.
      Krew mnie zalewa bo facet nie może wyznaczyć 2-3 dni w tygodniu kiedy by tych
      kierowców przyjmował tylko musi z pacjentami.
      Z córką jeżdzę do nefrologa i tu godzina wyznacza wejście do gabinetu. Zjawiam
      się 5 minut przed terminem melduję że jestem i zaraz wchodzę. Cud-miód w
      państwowej poradnii.
      Ale miałam też nieprzyjemne zdarzenie w szpitalu dziecięcym będąc druga w
      kolejce czekałam 1,5h na rejestrację bo pani była sama, odbierała telefony, piła
      kawę, latała i załatwiała wszystko za lekarzy a na uwagi rodziców bezczelnie
      odpowiadała że nie musimy tu przychodzić.
      moim skromnym zdaniem - im mniej wizyt u lekarzy tym lepiej dla zdrowia i nerwów smile
    • pielgrzym_dnia_wczorajszego Re: W kolejce do doktora... 06.12.08, 22:10
      Czyli krótko mówiąc brakło ci jaj, żeby postawić na swoim, bronić swoich praw, a teraz wypłakujesz się na forum?
    • ms_sylwia Re: W kolejce do doktora... 06.12.08, 22:32

      Na savoir-vivre nie ma co liczyć, po prostu trzeba nalegać, żeby rejestracja
      wyznaczyła zasady - w mojej przychodni tak jest i wszyscy to szanują.
      • mekinking Re: W kolejce do doktora... 07.12.08, 11:13
        jak na moje właśnie należy mieć nadzieję na savoir-vivre, bo jak wszystko będzie
        odgórnie ustalone czy to przez rejestrację czy przez kogokolwiek innego
        stojącego wyżej to te wszystkie babcie się nie nauczą i będą robić swoje. jeśli
        parę razy się przyjdzie, powie takiej co i jak, na oczach innych babć, to może
        jednej czy drugiej przemówi się do rozumu. ale to moje zdanie, bo ja jestem za
        kulturą oddolną a nie odgórną, kiedy to wszystko narzucone itp.
        a panie w rejestracji naprawdę nie mają czasu na wychodzenie i pouczanie babć,
        że teraz pani wejdzie a teraz pan, bo w kolejce stoi ileś tam osób, które chcą
        się zapisać do lekarza. błędne koło
    • sabbatha Re: W kolejce do doktora... 07.12.08, 11:30
      a ja powiem jako ciekawostkę, że u mnie w przychodni powieszono przy wszystkich
      gabinetach lekarzy pierwszego kontaktu kartki o treści:

      "Osoby niepracujące, w szczególności emerytów i rencistów, prosimy o
      rejestrowanie się na wizyty w godzinach przedpołudniowych"

      I faktycznie tak ludzie zaczęli robić - pozostawia to popołudniowe godziny
      przyjęć dla ludzi pracujących.

      Do tego skończył się system kolejkowy i wszyscy zaczęli przychodzić na tę
      godzinę, na którą byli zapisani. Przez to rzadko się widzi więcej niż kilku
      pacjentów na korytarzu (który jest wspólny dla kilku gabinetów). Coś kojarzę, że
      to lekarze zaczęli uczulać na te godziny przyjścia.
    • filip968 Re: W kolejce do doktora... 07.12.08, 20:04
      Wspolczuje.
      Na szczescie nie mam takich problemowsmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka