Dodaj do ulubionych

Wywiad srodowiskowy

22.09.09, 20:02
Przypadkowo przechodzilam obok liceum, do ktorego ewentualnie będzie
startowac moj syn. Przed liceum stala para. Podeszłam i zapytalam o
atmosfere w szkole.
Bardzo grzecznie odpowiedzieli mi (wspaniala!)), przy pytaniu o
poziom powiedzieli (jak ktos chce sie uczyc, to się nauczy, wszystko
zalezy od człowieka). Podoba mi się.
Obserwuj wątek
    • joa66 Re: Wywiad srodowiskowy 22.09.09, 20:34
      Też zamierzam to zrobić , tylko nie wiem czy dni otwarte i spotkania
      informayjne to najlepsze miejsce i czas na rozmowy z uczniami.
      • verdana Re: Wywiad srodowiskowy 22.09.09, 20:56
        Zdecydowanie nie - paietam przygotowania i dobór uczniow w naszej
        szkole na dni otwarte:-)
    • myszmusia Re: Wywiad srodowiskowy 23.09.09, 07:29
      a które to - jak nie tajemnica?

      tez sadze,że dni otwarte to nie wszedzie jest najlepszy moment na zadawanie bezpośrednich pytan (niestety)
    • agatka_s Re: Wywiad srodowiskowy 23.09.09, 10:25
      A ja mam bardzo sceptyczny stosunek do takich pojedyńczych
      wypowiedzi.

      Przede wszystkim dlatego, że sama w ciagu i mojej osobistej oraz
      mojego dziecka "kariery" szkolnej miałam dziesiatki przykładów jak
      ta sama szkoła, klasa, ba nawet ten sam nauczyciel potrafi być
      inaczej oceniany, odbierany. Zreztą nie dotyczy to tylko szkoły-mój
      syn od 1 klasy jeździ na obozy z tym samym kolegą-mój syn wraca
      zawsze zadowolony i szczęśliwy, a temu chłopcu wszystko się nie
      podoba, od twardych łóżek, przez kiepskie jedzenia, aż po brudne
      jezioro....

      Czasem słyszałam jak ktoś o tej samej osobie (np nauczycielu)
      wygadywał jakieś totalne bzdury i androny, a wynikało to poprostu z
      urażonej ambicji, czy jakiś własnych może i przykrych ale jednak w
      dużym stopniu zawinionych przez samego delikwenta doświadczeń. Na
      moim spotkaniu klasowym, wspominaliśmy naszych nauczycieli i okazało
      się że np moje impresje, które miałam w głowie przez tyle lat często
      nijak maja się do wspomniń niektórych moich kolegów-to co ja
      wspominam jako świetne i cudowne, dla nich było koszmarem i śni im
      się po nocach....

      Dla mnie właśnie bardziej cenne jest zobaczenie "całej"
      szkoły, "powdychanie" , namacalne popatrzenie jak uczniowie i
      nauczyciele wchodzą w interakcje itp itd, i wyrobienie sobie może
      bardzo powierzchownej ale jednak MOJEJ opini-stąd mnie dużo bardziej
      interesuje dzień otwarty niż rozmowa z przypadkowo spotkaną parą
      (oczywiście to nie zaszkodzi, ale nie jest dla mnie czymś istotnym).



      Najważniejsze dla mnie jest to , że ja znam swoje dziecko i wiem co
      dla niego może być istotne i naprawde opinia kogoś innego nie ma dla
      mnie aż takiego znaczenia, bo nawet to forum pokazuje że każdy z nas
      zwraca uwagę na coś innego-jeden ma dziecko super wrazliwe,
      delikatne dla którego nawet najmniejsza krytyka ze strony
      nauczycieli czy kolegów to dramat i trauma, a inny inaczej ma
      dziecko śmiałe, takie które "na drągu i w przeciągu" da sobie rade,
      stąd każdy inaczej ocenia co to znaczy dobra i przyjazna szkoła.

      Co mi po opinii jakiejś np histerycznej lekko "artyzującej" i
      snobującej się nastolatki, przeżywającej każde zdarzenie szkolne i
      dzielącej włos na czworo, jeśli ja szukam szkoły dla wyjątkowo
      silnego charakteru, bardzo twardo stąpającego po ziemi-szukającgo
      możliwie najlepszej edukacji, który da sobie radę w
      każdej "atmosferze" i dużo bardziej zwraca uwagę np na to czy będzie
      mógł uprawiać w szkole sport i mieć sporo wolnego czasu (czyli
      szkoła załatwi już całą edukację bez potrzeby chodzenia na dodatkowe
      zajęcia itp) ?
      • myszmusia Re: Wywiad srodowiskowy 23.09.09, 11:09
        ale na kazdy rodzaj opini trzeba brac duza poprawke:-)


        Dla mnie właśnie bardziej cenne jest zobaczenie "całej"
        > szkoły, "powdychanie" , namacalne popatrzenie jak uczniowie i
        > nauczyciele wchodzą w interakcje itp itd, i wyrobienie sobie może
        > bardzo powierzchownej ale jednak MOJEJ opini-stąd mnie dużo bardziej
        > interesuje dzień otwarty niż rozmowa z przypadkowo spotkaną parą
        > (oczywiście to nie zaszkodzi, ale nie jest dla mnie czymś istotnym).

        nigdy bym nie podjeła decyzji na podstawie JEDNEJ i to cudzej opinii;-) to moze byc tylko jeden z elementów.
        Najchętniej to bym sie pogapiła w czapce niewidce wcale nie na dniu otwartym a w normalnym dniu. POdobaja mi sie szkoły które właściwie dni otwartych w zasadzie nie robia (albo moze i robia) ale do których mozna równiez przyjsc na rozmowe w różnych terminach (no oczywiście jednak nie z "nienacka" chociaz jak szukałysmy gimanzjum to i taka szkoła była i przyjeto nas bardzo miło:-)
        • agatka_s Re: Wywiad srodowiskowy 23.09.09, 11:31
          ale to "chodzenie w czapce" niewidce wskazuje pewien sposób myślenia
          polegający na zakładaniu że szkoły chcą coś ukryć, że są jakimiś
          miejscami opresji i napewno chcą mojemu dziecku zrobić krzywde i ja
          musze ich przechytrzyć i odkryć tę całą okrutną prawdę, podgladają
          przez dziurke od klucza-bo wtedy napewno te wszystkie okropności
          wyjdą na jaw. Zakładacie że dzień otwarty to jakaś starszna komedia
          i pudrowanie tej prawdziwe ZGNILIZNY.

          Mnie taki tok myślenia jest kompletnie obcy. Ja zakładam że szkoła
          jest OK, nic tam mojemu dziecku nie grozi, a wręcz odwrotnie w
          szkole są ludzie którzy mają ten sam interes co my-dzieci i
          rodzice. Stąd dla mnie wywiad o szkole nie polega na tropieniu
          wszystkich "złych" rzeczy, tylko na odwrót chce wyłapać to czym dana
          szkoła może się pochwalić, czym jest inna niż wszystkie. Dlatego
          dla mnie dzień otwarty to okazja dla szkoła aby się pokazać, aby
          mnie kupić, aby mnie oczarować, a nie okazja aby mnie OSZUKAĆ,
          ZAMYDLIĆ MI OCZY, i ZROBIĆ ZE MNIE FRAJERKE. Ja rozumiem konwencje
          dni otwartych i kupuje ją, bo własnie oczekuje tego aby szkoła
          pochwaliła się, aby zrobiła na mnie dobre, jak najlepsze wrażenie.
          Nie ma we mnie nawet krzty podejrzliwości, zakładam tylko dobrą wolę
          wszystkich zainteresowanych.

          Moze dlatego mając takie pozytywne podejście i nastawienie-bo ja
          oczekuje że tylko fajne rzeczy czekają na nas w nowej szkole, nigdy
          dotąd nie spotkałam ani złych szkół ani złych nauczycieli, jakoś
          zawsze mamy szczęście trafiać na fajnych i bardzo madrych i ca
          najważniejsze bardzo mocno zazngażowanych pedagogów (zresztą to że
          jeszcze z żadnym nie miałam potrzeby rozmawiać w ciągu 8 lat nauki
          syna chyba o czymś świadczy), dobrze funkcjonujące, reprezentujace
          wysoki poziom merytoryczny ale i wychowawczy placówki.

          • myszmusia Re: Wywiad srodowiskowy 23.09.09, 11:59
            > Moze dlatego mając takie pozytywne podejście i nastawienie-bo ja
            > oczekuje że tylko fajne rzeczy czekają na nas w nowej szkole, nigdy
            > dotąd nie spotkałam ani złych szkół ani złych nauczycieli, jakoś
            > zawsze mamy szczęście trafiać na fajnych i bardzo madrych i ca
            > najważniejsze bardzo mocno zazngażowanych pedagogów (zresztą to że
            > jeszcze z żadnym nie miałam potrzeby rozmawiać w ciągu 8 lat nauki
            > syna chyba o czymś świadczy), dobrze funkcjonujące, reprezentujace
            > wysoki poziom merytoryczny ale i wychowawczy placówki.


            to masz wyjatkowego farta albo - sory;-) nie za duze oczekiwania;-)
            mnie sie zdarzyło ,że nie wszyscy nauczyciele byli ok - nie w stosunku do mojego dziecka - ale dla kogos innego
          • myszmusia ps 23.09.09, 12:02
            z żadnym nie miałam potrzeby rozmawiać w ciągu 8 lat nauki
            > syna chyba o czymś świadczy),

            moje dziecko uczy sie ok ale nie wyobrazam sobie nie rozmiawiac z nauczycielami, dla mnie to świadczy o zwykłym zainteresowaniu własnym dzieckiem.
            • Gość: agatka_s Re: ps IP: *.aster.pl 23.09.09, 12:22
              Nie opuściłam żadnej wywiadówki (raz mnie nie było, ale wysłałam
              babcie w zastępstwie), ale z nauczycielem oprócz jednego razu w
              pierwszej klasie podstawowej kiedy miałam autentycznie poważny
              problem, nie miałam potrzeby rozmawiać. Moje dziecko uczy się
              bardzo dobrze i absolutnie samodzielnie, jeśli zdarzyły się jakieś
              gorsze oceny albo spadek formy, to albo dotyczyło to całej klasy i
              było poruszane na wywiadówce (tak było w zeszłym roku gdy cała klasa
              miała same pałki z polskiego, i rodzice poprosili o wspólną rozmowę
              z nauczycielem), albo synek sam szybko się poprawiał, bo on ma takie
              wewnętrzne poczucie obciachu (to oczywiscie nie oznacza wcale
              poprawianie się na szóstki, czasem poprawienie się na 4, jest tysiąc
              razy istotniejsze niż "byle jaka" szóstka). Mój syn nigdy też nie
              dostał żadnej uwagi (sorry raz dostał na początku podstawówki, i ją
              wyrwał z dzienniczka, a ja przez przypadek się o tym dowiedziałam-i
              to go chyba nauczyło najwięcej na następne 7 lat), ani nikt
              nigdy "nic do niego nie miał". Nigdy też moje dziecko nie pokłóciło
              się z żadnym kolegą-wiem że to trudne do uwierzenia, ale moje
              dziecko nawet z najbardziej nielubianymi w klasie kolegami potrafi
              się dogadać-taki ma kompletnie bezkonfliktowy charakter. To po co
              ja mam chodzić i zabierać czas nauczycielom i rodzicom którzy mają
              kłopoty ? Żeby słuchać jakie mam fajne dziecko i się napawać tymi
              chwilami rozkoszy i wbijać się w dumę ? I tak to wiem.
              • joa66 Re: ps 23.09.09, 12:45
                U nas mniej więcej co drugie, co trzecie zebranie jest indywidualne,
                więc siłą rzeczy rozmawiam z wychowawcą. I ..sprawia mi to ogromną
                przyjemność, nie z powodu pochwał, tylko dlatego, że obcowanie z
                wychowawcą to przyjemność - inteligencja, poczucie humoru..

                Nic złego się nie dzieje, po prostu dostajemy ogólne informacje o
                dziecku (nie tylko o nauce)

                Z innymi nauczycielami też się spotykam czasami (rozmowa o
                konkursie, czy niespodziewanie odkrytym talencie matematyczbynm;) ))

                Powiem szczerze, że nigdy w życiu, wliczając w to pierwszą klasę
                podtawówki, nie widziałam żadnego zeszytu syna. Ale rozmowa z kimś
                fajnym, kto spędza dużo czasu z moim dzieckiem to przyjemność.
                • agatka_s Re: ps 23.09.09, 13:04
                  U nas zebrania są co miesiąc. Pół godziny wspólne, a potem
                  konsultacje z nauczycielami dla tych rodziców, którzy chcą (są
                  kolejki, zapisy na listy). Tak jest w Reytanie i tak samo było w
                  społecznej podstawówce. Ja nie mam potrzeby aby mi ktoś opowiadał o
                  moim dziecku-bo raczej nic nowego się o nim nie dowiem , znam go już
                  prawie 15 lat..., czego bym już nie wiedziała. Tym bardziej nie mam
                  potrzeby słuchania o jego potencjalnych talentach, konkursach itp-
                  zupełnie nie są to rzeczy w które mam ochotę być włączana-to są
                  sprawy uczeń-nauczyciel i nie widzę potrzeby abym ja się miała w to
                  wtrącać, bo niby po co ? Jaka moja rola miałaby być ? Mnie tam w
                  moją pracę też nikt się nie wtrąca. Gdyby nauczyciel mnie wezwał i
                  chciał mi coś przekazać to co innego, zawsze przyjde (tak było u nas
                  w przypadku chłopca z klasy syna, który ma ITS z matematyki od tego
                  roku, mama (nasza znajoma) została poproszona o przyjście do
                  nauczyciela po zebraniu-nawet się troche zdenerwowała bo myślała że
                  to coś złego.... ;-), ale bicie piany mnie nie interesuje.

                  Są też możliwe konsultacje z nauczycielami-po pierwsze dla uczniów,
                  po drugie dla rodziców. Mój syn też nigdy z żadnych konsultacji nie
                  korzystał, to czemu ja bym miała ? Bo tak wypada ?

                  Jeśli będzie jakiś realny problem, jeśli będzia jakaś realna sprawa
                  do omówienia to pójde, ale słuchać o swoim dzecku, to ja nie
                  potrzebuje co miesiąc (wystarczy mi raz na koniec roku dostać
                  swiadectwo i codziennie widzieć oceny w dzienniczku internetowym, to
                  kompletnie wyczerpuje moją ciekawość i potrzebe trzymania reki na
                  pulsie).
                  • joa66 Re: ps 23.09.09, 14:16
                    Nie wiem kogo interesuje bicie piany:) Ja rozmawiam z wychowacą dla
                    przyjemnmości rozmowy i wtedy kiedy jestem proszona przez innych
                    nauczyieli.

                    I chociaż też znam swojego syna :) zakładam, że:

                    a) może w czymś nie jestem obiektywna
                    b) może o czymś jednak nie wiem ( i nie mam na myśli informacjo o
                    braku pracy domowej w czwartek onegdaj;) )
                    c) może ktoś zauważył coś czego nie zauważyłam ja...

                    Może mam więcej pokory , bo znam za wielu ludzi, którzy twierdzą, że
                    znają na wylot swoje dzieci, mężów i żony, a prawda wygląda inaczej.


                    To nie chodzi o sprawozdania z karteczką w ręku, tylko normalną
                    rozmowę, która czasami zupełnie schodzi na zupełnie inne, ogólne
                    tematy . Jestem też ciekawa nauczycieli. Nie zadowala mnie ani
                    odhaczenie "wszystko ok i wszystko wiem" ani śledztwo dotyczące
                    każdej godziny życia dziecka.

                    • verdana Re: ps 23.09.09, 14:21
                      A ja np. przekonałam sie, ze dwoje z moich trojga dzieci bylo innymi
                      osobami w domu i w szkole. I to nie tak, ze zawsze w domu lepszymi -
                      po prostu innymi. Nigdy w życiu nie powiedzialabym, ze doskonale
                      znam swoje dzieci, bo żadna matka nie jest w stanie wiedzieć, jak
                      dziecko zachowuje się, gdy jej przy nim nie ma, jakie jest w
                      wiekszym towarzystwie rówieśników. Powiem więcej - ja nawet nie
                      bylam w stanie ocenic faktycznych zdolnosci swoich dzieci - miałam
                      za małe porównanie.
                      Niestety, mam taka fobie szkolna, ze staram się na wywiadówki nie
                      chodzic - posylam męża albo córkę.
                      • agatka_s Re: ps 23.09.09, 14:53
                        verdana napisała:

                        > A ja np. przekonałam sie, ze dwoje z moich trojga dzieci bylo
                        innymi
                        > osobami w domu i w szkole. I to nie tak, ze zawsze w domu
                        lepszymi -
                        > po prostu innymi. Nigdy w życiu nie powiedzialabym, ze doskonale
                        > znam swoje dzieci, bo żadna matka nie jest w stanie wiedzieć, jak
                        > dziecko zachowuje się, gdy jej przy nim nie ma, jakie jest w
                        > wiekszym towarzystwie rówieśników. Powiem więcej - ja nawet nie
                        > bylam w stanie ocenic faktycznych zdolnosci swoich dzieci - miałam
                        > za małe porównanie.
                        > Niestety, mam taka fobie szkolna, ze staram się na wywiadówki nie
                        > chodzic - posylam męża albo córkę.


                        Każdy z nas zachowuje się w różnych rolach inaczej i to jest
                        normalne. Mój syn też z pewnoscią poza domem jest ciut inny niż w
                        domu. Ja mówiąc, że znam swoje dziecko miałam na myśli to, że mam
                        do niego ogromne zaufanie i wiem że napewno nie zrobi niczego za co
                        musiałabym świecić oczami (no chyba że by mu coś strzeliło do głowy,
                        ale wtedy mnie wezwą do szkoły)-stąd nie mam potrzeby chodzenia do
                        nauczycieli i upewniania się czy napewno wszystko OK (zawsze przed
                        wywiadówką, pytam syna, czy moze do kogoś powinnam się udać-zawsze
                        mówi-"nie musi mama" i to dla mnie wystarczy), a przede wszystkim
                        wiem jaki ma potencjał intelektualny, wiem ze jest mądry i zdolny i
                        żadne wszamcnianie tego przez nauczycieli nie jest mi potrzebne, a w
                        szczegółach to już problem nauczycieli nie mój-to niech oni się
                        martwią co z tym potencjałem robić (jesli w ogóle coś robić).
                        Naprawde nic oryginalnego żaden nauczyciel mi o moim dziecku nie
                        powie, czego samo moje dziecko by mi nie opowiedziało, opowiadając o
                        tym co się dzieje w szkole, w klasie, co się wydarzył na jakiej
                        lekcji itp (na szczęście po okresie gdy nic nie opowiadał, teraz
                        opowiada dużo i chętnie-chyba dojrzewanie mu przechodzi ;-).


                        Jeśli ma jakieś wyjątkowe zdolności (ale raczej nie ma, głównie to
                        ma małpią pamięć)-to jest to jego sprawa czy chce to jakoś
                        wykorzystywać-np z fizyki pan mu zaproponował aby brał udział w
                        konkursie, a on nie chce, bo mówi że się nie czuje na siłach. To co
                        ja powinnam pójść na zebranie i z panem od fizyki o tym rozmawiać i
                        ubolewać jaki on głupi że nie chce ? Motywować 15-latka ? zmusić
                        go ? zaszantażować, że jak nie to ja mu pokaże (nalać go już nie
                        moge, bo jest wyzszy o 15 cm ode mnie ;-) ? W życiu !!!

                        Mogę mu opowiadać różne rzeczy-tłumaczyć, zchęcać, dyskutować,
                        przedstawiać co ja o czymś sądze itp, ale taki konkurs to gdzieś na
                        końcu jego sprawa. Jeśli nauczyciel go nie potrafi zmotywować, to
                        ja mam to zrobić ? Niech już on sobie to lepiej sam z nauczycielem
                        załatwia, ja tu jestem zbędna, bo tylko namieszam bez sensu.

                        Naprawde spotkania z nauczycielami nie są mi potrzebne, bo syn już
                        jest na tyle dojrzały, że większość istotnych spraw załatwia sam.
                        Oczywiście tfu, tfu sprawy mogą się zmienić, bo mu może nagle palma
                        odbić, ale to wtedy nadrobie te spotkania z nauczycielami z
                        nawiązka... ;-)
                        >
                        • verdana Re: ps 23.09.09, 15:11
                          Nigdy w życiu nie zaręczyłabym, ze nie będę musiała "świecic oczami"
                          za żadne dziecko na świecie. Ostatecznie to moja spokojna córka
                          pobila kolegę, a nie odwrotnie i moja spokojna córka powiedziała
                          nauczycielce , ze jest gó...arą. Oba razy postapiła słusznie.
                          Do nauczycieli chodzi się nie tylko po to, aby wiedzieć czy wszystko
                          jest OK. Ja np. ku swojemu największemu zaskoczeniu dowiedziałam się
                          od nauczycieli, ze moje dzieci maja zdolnosci, ktorych nigdy nie
                          zuwazyłam i ktorych nigdy przedtem nie przejawiały. Nie umialam -
                          jak wiekszość rodziców - prawidlowo ocenic potencjału
                          intelektualnego dzieci. Potem dowiedziałam się od psychologów, ze
                          mało którzy rodzice to potrafią. Zresztą jako nauczyciel tez
                          spotakalam się z rodzicami, ktorzy mylili dobre stopnie z
                          potencjalem intelektualnym, albo złe - z jego brakiem.
                          Jesli chodzi o wspomaganie zdolnosci dzieci, to nie chodzi naprawde
                          o omawianie konkursu z nauczycielem, tylko o umozliwienie dziecku
                          rozwijania tych zdolnosci - także w domu. Czasem po prostu trzeba na
                          to i pieniedzy i rozmowy i czasu dla dziecka.
                          • agatka_s Re: ps 23.09.09, 15:32
                            verdana napisała:

                            > Nigdy w życiu nie zaręczyłabym, ze nie będę musiała "świecic
                            oczami"
                            > za żadne dziecko na świecie. Ostatecznie to moja spokojna córka
                            > pobila kolegę, a nie odwrotnie i moja spokojna córka powiedziała
                            > nauczycielce , ze jest gó...arą. Oba razy postapiła słusznie.
                            > Do nauczycieli chodzi się nie tylko po to, aby wiedzieć czy
                            wszystko
                            > jest OK. Ja np. ku swojemu największemu zaskoczeniu dowiedziałam
                            się
                            > od nauczycieli, ze moje dzieci maja zdolnosci, ktorych nigdy nie
                            > zuwazyłam i ktorych nigdy przedtem nie przejawiały. Nie umialam -
                            > jak wiekszość rodziców - prawidlowo ocenic potencjału
                            > intelektualnego dzieci. Potem dowiedziałam się od psychologów, ze
                            > mało którzy rodzice to potrafią. Zresztą jako nauczyciel tez
                            > spotakalam się z rodzicami, ktorzy mylili dobre stopnie z
                            > potencjalem intelektualnym, albo złe - z jego brakiem.
                            > Jesli chodzi o wspomaganie zdolnosci dzieci, to nie chodzi
                            naprawde
                            > o omawianie konkursu z nauczycielem, tylko o umozliwienie dziecku
                            > rozwijania tych zdolnosci - także w domu. Czasem po prostu trzeba
                            na
                            > to i pieniedzy i rozmowy i czasu dla dziecka.
                            >


                            Ale w naszej szkole jak dziecko ma wyjątkowe zdolności to wzywają do
                            szkoły na dywanik !!! Skoro nie wzywają to nie ma (co i ja
                            podejrzewam), a najważniejsze !!!: zdolności muszą też iść w parze z
                            zainteresowaniami dziecka i jego chęcią do ich rozwijania-co z tego
                            że dziecko ma zdolności na drugiego Chopina, jak ono nawet na
                            fortepian spojrzeć nie chce ?

                            Dla mnie dużo ważniejsze jest wspierać AUTENTYCZNĄ pasję mojego
                            dziecka np do F1, do podróży, naprzykład jeżdżąc z nim na wyscigi
                            (właśnie wróciliśmy z Monzy), albo podróżując po świecie (lub
                            przynajmniej stwarzać mu szanse aby podróżował-za tydzień jadą ze
                            szkołą do paryża), niż badać jego ewentualne zdolności których nie
                            podejrzewam (ani których on sam nie podejrzewa)chodząc na zebrania z
                            nauczycielami i wypytując się czy aby w czymś tam nie jest zdolny.
                            Moje dziecko ma zdolności i pasje kompletnie poza szkolne i te są
                            dla mnie dużo istotniejsze i zawsze były. Szkoła ma dać wiedzę-
                            możliwie wszechstronną, ale szkoła to tylko minimalny kawałek życia-
                            taki który musi być w porządku i tyle, ale napewno nie pochłaniajacy
                            i nie angażujący całego zycia ani młodego człowiewka ani jego
                            rodzica. Dla mnie jak w szkole jest OK, to jest to absolutnie
                            wystarczająco i tak czysto użytkowo traktuje szkołę i tym samym
                            zebrania-jest Ok pod każdym względem i to absolutnie mi wystarczy,
                            więcej szkole uwagi poświęcać nie musze. Życie poza szkołą jest
                            dużo bardziej interesujące i z tego życia poza szkołą można się
                            milion więcej dowiedzieć o swoim dzieku niż z miliona rozmów z
                            nauczycielami. Naprawde lepiej wrócić wczesniej z zebrania i
                            zamiast z nauczycielami pogadać ze swoim dzieckiem-więcej pozytku i
                            przyjemnosci. SŁOWO


                            A co do zaręczania za świecenie oczami za dziecko-to ja
                            asekuracyjnie (choć nie ukrywam ze ciut kokieteryjnie ;-) ) chyba ze
                            3 razy napisałam ze "palma moze jeszcze zawsze odbić", to jest
                            wliczone w koszty zawodu "rodzic" zawsze można za dziecko oczami
                            świecić nawet za to najidealniejsze.
                            • joa66 Re: ps 23.09.09, 16:02
                              "stąd nie mam potrzeby chodzenia do
                              nauczycieli i upewniania się czy napewno wszystko OK "

                              Ja nie mówię o sprawdzaniu!!:)

                              Jest też coś takiego jak rozmowa.

                              Która czasami schodzi na zupełnie inny temat.

                              Moj syn nie mówi mi wszytskiego, chociaż rozmawiamy na wszystkie
                              tematy. Niektóre rzeczy wydają mu się mało interesujące, albo o nich
                              zapomina. A dla mnie są ciekawe,poza tym ciekawe jest dla mnie jak
                              innni postrzegają mojego syna, nawet jeżeli sama go znam:)

                              agatko-rozmowa to nie sprawdzanie , kontrolowanie i tak dalej. Tak
                              jak rozmawiam o synu z jego tatą, babcią, ciekawa jest też dla mnie
                              rozmowa z ludźmi z którymi spędza tak dużo czasu. I nie jest to
                              wywlekanie wnętrzności i spowiedź...po prostu kilka razy w roku
                              ROZMAWIAM z ludźmi, którzy też znają mojego syna.
                            • joa66 Re: ps 23.09.09, 16:04
                              "chodząc na zebrania z
                              nauczycielami i wypytując się czy aby w czymś tam nie jest zdolny"

                              chyba się zagalopowałaś, bo nikt o czymś takim tu nie pisał..;)
                              • verdana Re: ps 24.09.09, 08:28
                                Ależ nikt nie wypytuje "czy nie jest zdolny" - zreszta sa zdolnosci,
                                ktore nie wiążą się ze szkołą.
                                Mnie na pierwszej wywiadówce w liceum nauczycielka poinformwała, ze
                                moja corka ma wybitne zdolności przywódcze i klasa, ktora
                                parokrotnie nie posluchała nauczycielki, ze trzeba iść na apel, na
                                słowa mojej córki "wstajemy i wychodzimy" - grzecznie wstała i
                                wyszła. Nie mogłam zauwazyc tego w domu, bo była wpatrzona w
                                starszego brata - i to on był "przywodcą". Nie wzywano mnie z tego
                                powodu do szkoły, bo to nie jest na tyle istotne. A jednak wazne.
                                • agatka_s Re: ps 24.09.09, 09:05
                                  verdana napisała:

                                  > Ależ nikt nie wypytuje "czy nie jest zdolny" - zreszta sa
                                  zdolnosci,
                                  > ktore nie wiążą się ze szkołą.
                                  > Mnie na pierwszej wywiadówce w liceum nauczycielka poinformwała,
                                  ze
                                  > moja corka ma wybitne zdolności przywódcze i klasa, ktora
                                  > parokrotnie nie posluchała nauczycielki, ze trzeba iść na apel,
                                  na
                                  > słowa mojej córki "wstajemy i wychodzimy" - grzecznie wstała i
                                  > wyszła. Nie mogłam zauwazyc tego w domu, bo była wpatrzona w
                                  > starszego brata - i to on był "przywodcą". Nie wzywano mnie z tego
                                  > powodu do szkoły, bo to nie jest na tyle istotne. A jednak wazne.


                                  Tak ? i co ty jako MATKA z tą wiedzą konkretnego zrobiłaś (oprócz
                                  poczucia dumy i satysfakcji, które jest zawsze miłe i stanowi
                                  wartość samą w sobie, ale bez przesady ile razy można słuchać że
                                  mamy genialne dziecko...) ? Nie uważasz ze to jest wiedza raczej
                                  dla samego młodego człowieka (jeśli to dotyczy przedszkolaka to
                                  jestem w stanie się zgodzić ze to ciekawa informacja, ale
                                  licealisty ?) ? To jemu (samemu zainteresowanemu) nauczyciel
                                  powinien to przekazać, jeśli rzeczywiście ma takie obserwacje.

                                  Czemu rodzic ma być posrednikiem między nauczycielem a uczniem ?
                                  Czemu to nie może być tak że to dziecko nas poinformuje, wiesz pani
                                  od polskiego powiedziała że mam zdolnosci przywódcze. Mnie taka
                                  forma i przede wszystkim KOLEJNOŚĆ bardziej się podoba

                                  Poza tym, rozumiem że córka Ci poprostu o tym zdarzeniu nie
                                  opowiedziała. Podejrzewam że gdyby opowiedziała to mogłabyś dojść
                                  do podobnych albo wręcz identycznych "domorośle" psychologicznych
                                  wniosków-naprawde nie trzeba być nie wiem jakim pedagogiem i
                                  psychologiem aby taki wniosek o potencjalnych zdolnosciach
                                  przywódczych postawić (można zresztą i załozyć ze to był przypadek-
                                  zawsze na dwoje babka wróżyła i podejść do takiego jednorazowego
                                  zdarzenia ciut scptyczniej, ja w każdym razie tak bym zrobiła...).

                                  Ja poprostu nie widze potrzeby rozmawiania o rzeczach które ja sama
                                  moge sobie "wykombinować" na temat mojego dziecka, owszem jak cos
                                  mnie będzie niepokoić, albo odwrotnie jak nauczyciel będzie
                                  potrzebował mojego udziału w czymś, jak coś będe chciała
                                  skonsultować, wtedy tak, ale chodzić po to aby słuchać pochwał i
                                  obserwacji które same w miare prosto moge poczynić będąc poprostu z
                                  moim synem w przeróżnych sytuacjach, nie ma dla mnie specjalnego
                                  sensu. W zasadzie to tak rozumując powinno się odwiedzać wszystkich
                                  z którymi nasze dziecko wchodzi w jakiekolwiek interakcje- każdego z
                                  15 nauczycieli, wszystkich kolegów i ich rodziców (bo mozże coś
                                  zauważyli jak mówił dzień dobry ???), pana prowadzącego chór czy
                                  inny kurs tańca (może jest nieśmiały wobec płci przeciwnej ???),
                                  trenera sportowego, księdza w kosciele i panią w bibliotece- bo moze
                                  tam dziecko zachowało się jakoś co zdradza jakieś talenty i
                                  przymioty charakteru, albo nie daj Boze problemy z osobowością...
                                  • Gość: menodo Re: ps IP: *.adsl.inetia.pl 24.09.09, 10:26
                                    agatka_s napisala:

                                    "Tak ? i co ty jako MATKA z tą wiedzą konkretnego zrobiłaś (oprócz
                                    poczucia dumy i satysfakcji, które jest zawsze miłe i stanowi
                                    wartość samą w sobie, ale bez przesady ile razy można słuchać że
                                    mamy genialne dziecko...) ? Nie uważasz ze to jest wiedza raczej
                                    dla samego młodego człowieka (jeśli to dotyczy przedszkolaka to
                                    jestem w stanie się zgodzić ze to ciekawa informacja, ale
                                    licealisty ?)"

                                    Wiesz,Agatko, nie wszyscy maja tak iedealnie bezproblemowe dziecko jak Ty i nie
                                    wszyscy maja z nim tak wspaniale bezproblemowa relacje.
                                    I nie wszyscy uwazaja, ze wiedza o nim wszystko.
                                    A zwlaszcza w rodzinach, gdzie jest wiecej niz jedno dziecko - jakies tam
                                    problemy sie pojawiaja i to na wielu poziomach relacji rodzinnych.
                                    Przedstawiona przez Verdane sytuacja bardzo dobrze ilustruje to, ze nasze
                                    wyobrazenia o dzieciach czasami odbiegaja od tego jak to dziecko funkcjinuje w
                                    innych, zewnetrznych, np. szkolnych.
                                    Akurat w tym konkretnym przypadku - ja bym przestala sie martwic, ze corka
                                    zyjaca w cieniu brata bedzie sie starala zawsze zyc w cieniu innych...Corka z
                                    roznych powodow mogla o tym nie powiedziec matce, zreszta nauczyciele raczej nie
                                    maja zwyczaju informowac uczniow - widze ze masz zdolnosci przywodcze...

                                    Ja wielu ciekawych i waznych dla mnie rzeczy dowiedzialam sie od nauczycieli o
                                    swoich dzieciach, nawet od tych, ktorych uwazam za niespecjalnie madrych.
                                    Niektore pokazaly mi inna perspektywe na dany problem, inne utwierdzily mnie w
                                    slusznosci jakiejs mojej decyzji albo wrecz przeciwnie... Ale ja nie mam
                                    idealnych dzieci, takich co to nigdy z nikim sie poklocily. Moim dzieciom - i to
                                    plci obojga - zdarzalo sie nawet z kims pobic!
                                    • agatka_s Re: ps 24.09.09, 10:56
                                      No to ja przecież pisze,że gdybym miała jakieś problemy,
                                      wątpliwości, pytania, albo gdyby nauczyciele takie mieli to bym się
                                      spotykała, rozmawiała i konsultowała.

                                      Nie mam żadnych problemów = nie chodze (w dużej mierze bo
                                      nauczyciele są super (od tego się cała ta dyskusja zaczęła) i sami
                                      sobie dają rady z moim synem beze mnie, i vice versa !!).

                                      Myśle , że to też kwestia charakteru-ja mam bardzo wysoką samoocenę,
                                      nigdy nie miałam żadnych kompleksów (np na temat wyglądu, lub
                                      zdolności jak u niektórych...), fobii szkolnych, nerwic itp itd
                                      rodzice mnie wyposażyli w bardzo mocne poczucie własnej wartości (np
                                      nigdy nie chodząc do mojej szkoły-zakładali że sama sobie doskonale
                                      daje rade i mieli 100% racji) i twardy kregosłup, nie mam żadnych
                                      wątpliwości czy coś powinnam robić czy nie-decydyje w 2 sekundy-
                                      jestem trochę taka osobowość "czołg", nie potrzebuje żadnych
                                      wzmocnień od innych osób na swój temat, nie muszę szukać ciągłych
                                      potwierdzeń że napewno jestem coś warta, oglądać się w innych jak w
                                      lustrze. Tak samo mam bardzo dobre zdanie o swoim dziecku i
                                      doskonale wiem jakie ono jest-wiem jaki ma potencjał i jakie ma
                                      ograniczenia (np artystą to on nigdy nie będzie), naprawde nie
                                      potrzebuje, aby mi ktoś o nim opowiadał to co sama wiem i naprawde
                                      nie mam potrzeby ciągłego upewniania się że naprawde jest dobrze
                                      (wysatrczy mi że raz na jakiś czas się anonimowo pochwale na forum
                                      internetowym ;-).

                                      Najważniejsze że tę wiare w siebie udało mi się też zaszczepić w
                                      swoim dziecku, on też idzie we wszystko jak w masło, beż specjalnych
                                      wachań i cierpień mlodego Vertera i co najważniejsze absolutnie nie
                                      życzy sobie moich ingerencji. A jak nie idzie w coś(jak np na
                                      konkurs z fizyki) to jest o tym w 100% przekonany i to jest decyzja
                                      błyskawiczna, i ma świadomość że taką decyzje podejmuje ze
                                      wszelkimi konsekwencjami (wiadomo, że czasem się oparzy, ale to są
                                      JEGO oparzenia, na jego konto, ale bywa i na odwrót czasem podejmuje
                                      decyzje np wbrew moim opiniom które okazują się trafione, jak np
                                      wybór gimnazjum...).

                                      Natomiast ja rozumiem, że są rodzice którym takie rozmowy są
                                      potrzebne, ja tego nikomu nie bronie (choć nie ukrywam, że czasem
                                      mnie to trochę śmieszy taka mamina troska o prawie dorosłych już
                                      ludzi, łacznie ze sprawdzaniem przysłowiowego papieru toaletowego i
                                      stopnia sympatyczności pań w sekretariacie-moim zdaniem to bardziej
                                      wynika z niepewności samych rodziców i ich problemów z samymi
                                      sobą) , mnie one są poprostu kompletnie (NA RAZIE PÓKI WSZYSTKO JEST
                                      OK!!!!) zbędne. Tak samo jak i rozmowy z przypadkowo spotkanymi
                                      młodymi ludźmi pod szkołą-poprostu bardziej ufam swoim obserwacjom i
                                      wnioskom , niż opiniom innych, i to dotyczy każdej sfery życia.

                                      Ale oczywiście "co kraj to obyczaj"....
                                      • verdana Re: ps 24.09.09, 12:13
                                        Agatko, Twoja pewność siebie jest wrecz porazajaca.
                                        Rozumiem, ze nie potrzebujesz, aby ktos Ci mowił, to co o dziecku
                                        wiesz, ale nie przyjmujesz do wiadomosci, ze może Ci powiedzieć cos,
                                        o czym nie wiesz.
                                        Faktem jest, ze jak wnioskuje z innych Twoich wypowiedzi, odrzucasz
                                        wszelkie uwagi na temat dziecka, ktore nie odpowiadaja Twoim
                                        wyobrazenieom o nim. W tej sytuacji rzeczywiscie rozmowa z
                                        kimkolwiek nic nie zmieni.
                                        Czy to jest dobre - to inna sprawa.
                                        Moja córka, choc jestesmy zaprzyjaxnieone, nie uznaje za konieczne
                                        (i dobrze) opowiadać mi o wszystkim. Tak wiec wiem, ze wielu rzeczy
                                        nie wiem.
                                        Cóz, Ciebie smieszy mamina troska o to, aby atmosfera w szkole byla
                                        OK, a mnie zadziwia obecność mamy pierwszoklasisty na dniach
                                        otwartych w wielkiej liczbie szkół, tworzenie wykresów i uznawanie
                                        jednoczesnie, ze się nie ingeruje w życie nastolatka.
                                        • agatka_s Re: ps 24.09.09, 12:34
                                          Nie, nieprawda

                                          Jestem zawsze otwarta na to co mi ktoś powie i o mnie i o moim
                                          dziecku (aczkolwiek absolutnie szczerze powiem że chyba od
                                          przedszkola kiedy siostry prowadzące przedszkole mnie poinformowały
                                          że moje dziecko ma problemy ze słuchem, a sąsiadka logopedka, że z
                                          mową (o obu rzeczach totalnie nie miałam pojęcia, ale obiema
                                          rzeczami natychmiast się zajęłam i obu paniom jestem dozgonnie
                                          wdzięczna bo dzięki nim nie mam głuchego i sepleniacego dziecka) to
                                          nic specjalnie zaskakującego od innych o swoim dziecku, nie
                                          usłyszałam). Ba, często nawet jestem gotowa uznać, że to ja się
                                          pomyliłam i nie miałam racji, często weryfikuje swoje opinie
                                          słuchając innych madrzejszych ode mnie (a czasem mniej mądrych, ale
                                          np obdarzonych lepszą intuicją, doświadczeniem jak np kiedyś gdy
                                          chciałam zostawić syna samego w domu na kilka dni bo wyjeżdzałam
                                          zagranice-uwżałam że mogłabym, ale posłuchałam innych mam z forum,
                                          które mi to odradziły). Ale to nie oznacza, że musze co miesiąc
                                          chodzić do nauczycieli i ciągle się upewniać że to co ja wiem jest
                                          tożsame z tym co inni wiedzą , takiej potrzeby nie mam. Jak mam
                                          problem i wątpliwości to się pytam, albo jestem otwarta na uwagi
                                          innych jeśli coś zauważą.

                                          Każdy ma swoje metody-jeden chodzi i pyta na przystankach, wśród
                                          znajomych, pod szkołą, inny robi wykresy na podstawie "twardych"
                                          danych, aby mieć obiektywne i realne informacje (wykresy które ja
                                          robiłam dotyczyły progów punktowych-tak jak napisałam dla mnie
                                          najbardziej nieprzewidywalnej (czego nie znosze !!!!) części procesu
                                          rekrutacyjnego), bo każdy wierzy w co innego. Ja lubie mieć twarde
                                          dane gdy podejmuje się decyzje, poprostu (a to że zbierałam je
                                          akurat w zeszłym roku, to kwestia logistyczna-w tym roku już bym
                                          tego robić nie mogła, bo zwyczajnie nie mam na to czasu, w zeszłym
                                          roku miałam i wiedziałam że tylko w tym roku taki czas będe mieć).

                                          A czy posiadanie informacji (takiej czy siakiej, np zbieranej pod
                                          szkołą) o potencjalnych PRZYSZŁYCH szkołach jest ingerencją w życie
                                          nastolatka ? Z jakiej strony ? w jaki sposób ?
                                          • verdana Re: ps 24.09.09, 12:41
                                            Przede wszystkim moj syn jest w trzeciej klasie. Poza tym zapytałam
                                            mlodziez przed szkołą, która on sobie wybrał. Nie chodze po
                                            wszystkich szkołach i nie pytam...
                                            Jesli robisz te wykresy tylko z czystej ciekawosci - cóż, można. Ale
                                            myślę, ze o nich jednak sporo w Twoim domu się mowi. A już w
                                            pierwszej klasie wybieranie liceum to spora presja.
                                            • agatka_s Re: ps 24.09.09, 13:04
                                              verdana napisała:

                                              > Przede wszystkim moj syn jest w trzeciej klasie. Poza tym
                                              zapytałam
                                              > mlodziez przed szkołą, która on sobie wybrał. Nie chodze po
                                              > wszystkich szkołach i nie pytam...
                                              > Jesli robisz te wykresy tylko z czystej ciekawosci - cóż, można.
                                              Ale
                                              > myślę, ze o nich jednak sporo w Twoim domu się mowi. A już w
                                              > pierwszej klasie wybieranie liceum to spora presja.


                                              Mylisz się.

                                              Mój syn nawet tych wykresów na oczy nie widział. Co więcej, on ma
                                              jeden jedyny pomysł na liceum , i to jest Reytan-zero dyskusji, i
                                              póki co jest kompletnie odporny na jakiekolwiek inne sugestie
                                              (aczkolwiek wie w jakich szkołach byłam, i jaka szkoła pod jakim
                                              katem może być wybrana, to owszem wie, przyjął do wiadomości i
                                              tyle).

                                              Ale ja pamiętam jak to było przy gimnazjum, też niby do końca chciał
                                              zostać w "starej" szkole a potem pięć minut przed dwunastą zmienił
                                              zdanie (bo koledzy też zmienili) i poszedł do szkoły w której ani ja
                                              ani on nie byliśmy na spotkaniu (informacje mieliśmy tylko od mamy
                                              kolegi, która na zebraniu była)...(syn był tylko na jednym spotkaniu
                                              de facto, na Nowowiejskiej i tam też się dostał, Reytan to była
                                              decyzja na dzień przed składaniem papierów).

                                              Czasem to nawet bym chciała aby moje dziecko mnie słuchało i abym
                                              miała na jego decyzje wpływ...niestety nie da rady, zbyt podobny do
                                              mojego charakter....
          • joa66 Re: Wywiad srodowiskowy 23.09.09, 12:06
            A ja chciałabym mieć czapkę niewidkę. Nie dlatego, że podjerzewam
            szkołę o jakieś zbrodnie, ale dlatego, że chciałabym zobaczyć
            sytuacje naturalne. A mimo najszczerszch chęci szkoły , wersja demo
            jest jednak tylko wersją demo.

            A opinie innych ludzi z jedenj strony są cenne, z drugiej strony-
            warto znać osobę, która taką opinie wygłasza. Jeżeli
            zdanie "atmosfera jest super" wypowie Kasia, Basia i Zdzisio, każdy
            może mieć coś innego na myśli. Ja np. inaczej wyobrażam sobie
            szkołę, o które powie "wspaniała" verdana, a inaczej szkołę, o
            której powie "wspaniała" agatka.

            Nie tylko więc co się mówi, ale także kto to mówi.
            • myszmusia Re: Wywiad srodowiskowy 23.09.09, 12:12
              > Nie tylko więc co się mówi, ale także kto to mówi.

              podpisuje sie pod tym:-)

              Ale i tak chciałabym wiedziec o której szkole verdana mówi;-)
              • Gość: agatka_s Re: Wywiad srodowiskowy IP: *.aster.pl 23.09.09, 12:38
                No ale jak rozmawiasz z anonimowym uczniem spotkanym pod szkołą
                (albo jego anonimowym rodzicem), to nie wiesz czy nie jest to np
                właśnie zawieszony za wagary "zawodnik", który w twoim pytaniu nie
                znalazł nagle cudownej okazji do wylania wszystkich swoich żalów...

                Tak samo jak nie masz pewności czy panienka która wychwala szkołę
                pod niebiosy, nie startowała do innej szkoły i nie dostała się, i
                teraz za punkt honoru nie postawiła sobie wychwalanie tej
                obiektywnie gorszej szkoły, bo ma potrzebę podreperowania swojego
                zranionego ego....

                I tu żadna czapka niewidka nie pomoże, to trzeba byłoby chyba
                wykrywacza kłamstw i tortur SB....

                Ja tam wole patrzeć, obserwować różne komunikaty niewerbalne,
                zwracać uwaę na różne pozornie nieistotne drobiazgi, a nie
                koniecznie słuchać opinii że Nowak Jeziorański jest okropny i tam
                było 5 samobójstw, a w Poniatowskim to zażywają narkotyki...Cóż ja
                zrobie jeśli jestem totalnie odporna na takie "newsy" nawet z
                pierwszej ręki. Może jestem pragmatyczna do bólu, ale to co sama
                zobacze jest dla mnie tysiąc razy wiarygodniejsze niż to co mówi
                nawet najwiarygodniejszy ktoś inny (nawet jeśli to są masowe opinie,
                jak np ta na tym forum o Nowaku J, wobec której ja nadal pozostaje
                sceptyczna, bo ja póki co nic takiego bardzo nagannego w tej szkole
                nie widziłam).
                • joa66 Re: Wywiad srodowiskowy 23.09.09, 12:47
                  "Ja tam wole patrzeć, obserwować różne komunikaty niewerbalne,
                  zwracać uwaę na różne pozornie nieistotne drobiazgi, "

                  Ja też:)

                  p.s. a swoją opinię na temat Mokotowskiej czerpię m.in. z ich
                  własnej strony interentowej
                  • verdana Re: Wywiad srodowiskowy 23.09.09, 13:13
                    Szkoła, o ktorej mowie, to szkola zdecydowanie nie dla Waszych
                    dzieci - Reymont, pewnie z dolnej polowy rankingu.
                    Dla mnie spontaniczna opinia paru uczniów ma spore znaczenie,
                    szczególnie jeśli widać, ze są przywiazani do szkoły. Oczywiscie,
                    nie ma znaczenia decydujacego, ale istotne.
                    Jako nauczycielka wiem, jak przygotowuje się mlodziez do dni
                    otwartych. Wiem, czego się nie mowi. Wiem też, co mowiono na dniu
                    otwartym w szkole, do ktorej poszedł moj syn, a co w tej szkole
                    rzeczywiscie się działo. Tak więc dni otwarte dla mnie jako
                    informacja liczą się bardzo mało - raczej zwracałabym uwage na to,
                    czego nie mówią, niż na to co mowią. Albo na pewne sygnaly
                    niepokojace (w naszej szkole mlodziez nie pije, nie pali i nie ćpa -
                    w ogóle takiego problemu nie ma).
                    Poza tym nie będę chodzić na dni otwarte, bedzie chodził przyszly
                    uczeń szkoły. Nie jestem w stanie sama ocenic, czy szkoła mu się
                    spodoba czy nie - w przypadku córki podobały nam się dokładnie
                    odwrotne szkoly, choc znam ja dobrze. A moj syn np. jest duzo
                    większym zwolennikiem dyscypliny, niz ja.
                    • agatka_s Re: Wywiad srodowiskowy 23.09.09, 13:33
                      verdana napisała:

                      > Szkoła, o ktorej mowie, to szkola zdecydowanie nie dla Waszych
                      > dzieci - Reymont, pewnie z dolnej polowy rankingu.
                      > Dla mnie spontaniczna opinia paru uczniów ma spore znaczenie,
                      > szczególnie jeśli widać, ze są przywiazani do szkoły. Oczywiscie,
                      > nie ma znaczenia decydujacego, ale istotne.
                      > Jako nauczycielka wiem, jak przygotowuje się mlodziez do dni
                      > otwartych. Wiem, czego się nie mowi. Wiem też, co mowiono na dniu
                      > otwartym w szkole, do ktorej poszedł moj syn, a co w tej szkole
                      > rzeczywiscie się działo. Tak więc dni otwarte dla mnie jako
                      > informacja liczą się bardzo mało - raczej zwracałabym uwage na to,
                      > czego nie mówią, niż na to co mowią. Albo na pewne sygnaly
                      > niepokojace (w naszej szkole mlodziez nie pije, nie pali i nie
                      ćpa -
                      > w ogóle takiego problemu nie ma).
                      > Poza tym nie będę chodzić na dni otwarte, bedzie chodził przyszly
                      > uczeń szkoły. Nie jestem w stanie sama ocenic, czy szkoła mu się
                      > spodoba czy nie - w przypadku córki podobały nam się dokładnie
                      > odwrotne szkoly, choc znam ja dobrze. A moj syn np. jest duzo
                      > większym zwolennikiem dyscypliny, niz ja.



                      My mamy zupełnie inne podejście-nazwałabym to bardzo praktyczne.
                      Każda ze szkół która została wytypowana poprzez 2 kryteria tj metro
                      i miejsce w rankingu (fakt narazie przeze mnie, ale to z czysto
                      praktycznych względów, bo ja miałam czas i ochotę akurat to zrobić w
                      zeszłym roku) jest w jakiś sposób szczególna, ze względu na dalszy
                      potencjalny wybór syna-Staszic lub Poniatowski-jeśli Politechnika,
                      Batory IB lub klasa dwujęzyczna-jeśli studia zagraniczne, Modrzewski-
                      jeśli syn zdecyduje że chce mieć bardzo mocny drugi język niemiecki,
                      Nowak Jeziorański-gdyby syn decydował się na SGH (choć to jest
                      raczej opcja teoretyczna). Reytan-to wybór miłego
                      nieskomplikowanego życia przez 3 lata, gdyby się okazało że jednak
                      narazie nie umie jeszcze podjąć decyzji co dalej.... I to jest
                      wybór, który musi zrobić mój syn, bardziej praktyczny i bardziej pod
                      kątem tego co chciałby robić potem niż w oparciu o czyjeś opinie o
                      szkole.Bo co czyjaś opinia ma tu do rzeczy , jeśli on może mieć za
                      rok o tej szkole i tak kompletnie inną opinię (tak jak np jego
                      kolega z klasy równoleglej o reytanie...)? Jasne, do szkoły trzeba
                      pójść i obejrzeć, ale tak czy siak to są kwestie drugorzędne, moim
                      zdaniem. Szkoła już na tym etapie ma przedewszystkim uczyć i to
                      uczyć już specjalistycznie (można się z tym nie zgadzać ale taka
                      jest rzeczywistość, liceum wcale nie jest już ogólnoksztalcace, jest
                      raczej przygotowalnią na studia, albo do matury będącej przepustką
                      na studia). Powiem raz jeszcze-atmosfera i miła pani nauczycielka,
                      tudzież papier toaletowy w łazience, to było ważne w przedszkolu i w
                      szkole podstawowej, teraz to już prawie dorośli ludzie i moim
                      zdaniem powinni dokonywać wyboru ciut rozsądniej niż tylko pytając
                      na ulicy czy trzeba się dużo uczyć i czy jest przyjazna
                      atmosfera....
                      • verdana Re: Wywiad srodowiskowy 23.09.09, 13:36
                        Dla mnie szkoła na tym etapie ma przede wszystkim nie doprowadzic do
                        rozstroju nerwowego.
                        A wiekszość znanych mi osób do matury i tak uczyła się poza szkołą...
                        • agatka_s Re: Wywiad srodowiskowy 23.09.09, 13:45
                          verdana napisała:

                          > Dla mnie szkoła na tym etapie ma przede wszystkim nie doprowadzic
                          do
                          > rozstroju nerwowego.
                          > A wiekszość znanych mi osób do matury i tak uczyła się poza
                          szkołą...


                          Ja nie mam takich doświadczeń (oby tak pozostało zawsze !!!!!),
                          szkoła nie nadszarpnęła mi nigdy nerwów ani ta moja, ani dziecka.
                          wręcz odwrotnie, mam same pozytywne doświadczenia szkolne, a mój syn
                          bardzo swoje szkoły lubi, wiadomo narzeka ale to bardziej
                          dla "fasonu", a nie bo mu szkoła autentycznie nerwy psuje.

                          Nigdy też nie mieliśmy żadnych potrzeb uczenia się czegokolwiek poza
                          szkołą-i właśnie po to wybieramy szkoły starannie, aby takiej
                          konieczności nigdy nie było, mam nadzieje że wybór dobrego
                          (DOPASOWANEGO) liceum, czyli takiego które pozwoli zrealizować
                          założony plan, to właśnie taka recepta aby nie trzeba było już
                          nigdzie więcej się douczać i mieć czas na to co synowi sprawia
                          frajde. tak jak teraz gimnazjum, które daje 100% szansy na dobre
                          przygotowanie do egzaminu bez potrzeby robienia czegokolwiek więcej.
                          • verdana Re: Wywiad srodowiskowy 23.09.09, 13:50
                            Mój syn konczy fantastyczne gimnazjum - jednak nie widze szans, aby
                            mogł się niczeo poza szkołą nie uczyc. Zawsze zdarzaja się słabsi
                            nauczyciele lub mlody człowiek z czymś sobie nie radzi.
                            W dodatku w tej chwili najwazniejsze przy zdawaniu egzaminow jest
                            nauczenie się wypałniania testów, a nie wiedza. szkoly maja często
                            do wyboru - robic program, albo testy. I nie jest przewidziany czas
                            na powtorke z trzech lat...
                            • agatka_s Re: Wywiad srodowiskowy 23.09.09, 13:58
                              verdana napisała:

                              > Mój syn konczy fantastyczne gimnazjum - jednak nie widze szans,
                              aby
                              > mogł się niczeo poza szkołą nie uczyc. Zawsze zdarzaja się słabsi
                              > nauczyciele lub mlody człowiek z czymś sobie nie radzi.
                              > W dodatku w tej chwili najwazniejsze przy zdawaniu egzaminow jest
                              > nauczenie się wypałniania testów, a nie wiedza. szkoly maja często
                              > do wyboru - robic program, albo testy. I nie jest przewidziany
                              czas
                              > na powtorke z trzech lat...
                              >


                              A w szkole syna już od pierwszej klasy przygotowywują. W zeszłym
                              roku dotyczyło to biologii (pisałam że robią testy regularnie, przy
                              czym chodzi nie o sam wynik a o tzw przyrost wiedzy), a teraz
                              podobnie mają z matematyki, co jakiś czas robią zadania z testów.
                              Już jakoś zimą mają mieć testy próbne takie prawdziwe, i potem tak
                              co jakiś czas regularnie, ale to wszystko jest w ramach lekcji, ale
                              jest to zorganizowany system znany uczniom już od samego początku.

                              • agatka_s Re: Wywiad srodowiskowy 23.09.09, 14:05
                                nie będe ukrywać, że w szkole syna mają więcej czasu i mogą go
                                dodatkowo poświęcać na same testy, bo przez "wyselekcjonowanie"
                                materiału uczniowskiego, nie da się ukryć, program realizuje się
                                dużo sprawniej i szybciej-nikt nie musi się pochylać nad tymi co nie
                                nadąrzają. To jest moim zdaniem klucz (aczkolwiek jeden z wielu) do
                                sukcesu wszystkich klas dwujęzycznych, szkół przeprowadzających
                                ostrą selekcję, egzaminy itp-no ale o tym było już wielokrotnie....
                                • verdana Re: Wywiad srodowiskowy 23.09.09, 14:11
                                  W szkole syna tez robią. Ale zdecydowanie za mało - gdyby naprawde
                                  szkola robila tyle testow, ile trzeba, nie miałaby czasu uczyć.
                                  I niestety, od dosyc dawna wiadomo, ze testow (szczegolnie
                                  humanistycznych) nie wypełnia wcale najlepiej najzdolniejsza
                                  mlodzieć, tylko sredniaki. W dobrych szkołach (np. u mojego syna)
                                  trwa kampania oduczania na testach od samodzelnego myslenia.
                      • agatka_s Re: Wywiad srodowiskowy 23.09.09, 13:37
                        no i oczywiście zapomniałam o progach punktowych, bo te jednak
                        bardzo determinują wybór, to jest ten element najbardziej losowy.
                        Można sobie wszystko sprawdzić, rozważyć, zanalizować, a potech buch
                        nagle zabraknie 0,001 punkta i wszystko o kant d...py potłuc....

                        Te punkty wkurzają mnie najbardziej, bo w żaden "naukowy" sposób się
                        ich nie da przewidzieć....
                        • verdana Re: Wywiad srodowiskowy 23.09.09, 13:43
                          Bo na tym polegaja własnie egzaminy konkursowe. I dlatego wolno
                          wybrac trzy licea, a nie jedno.
                          Mojemu synowi zabraklo kiedys 0,002 pkt. do sredniej, aby miec
                          piątke na dyplomie...
                          • agatka_s Re: Wywiad srodowiskowy 23.09.09, 13:53
                            verdana napisała:

                            > Bo na tym polegaja własnie egzaminy konkursowe. I dlatego wolno
                            > wybrac trzy licea, a nie jedno.
                            > Mojemu synowi zabraklo kiedys 0,002 pkt. do sredniej, aby miec
                            > piątke na dyplomie...


                            Ja to rozumiem, tylko denerwuje mnie że gdzieś tam na końcu jednak
                            decyduje przypadek, bo wynik naszego dziecka (w sensie dostał
                            się/nie dostał)wyników innych dzieci, które są poza naszą kontrolą i
                            wpływem (czysty los). Dużo bardziej odpowiadałaby mi sytuacja gdy
                            próg punktowy do danej szkoły był określony z góry i wszyscy którzy
                            taki próg osiągną by się dostali. Wiem że to nierealne, ale napewno
                            byłoby fajniej gdyby progi do szkół były znane na 100% jeszcze przed
                            składaniem papierów. To mówie jako denerwująca się mama, czysto
                            emocjonalnie, bo chaciałabym mojemu maleństwu życie ułatwić....(jako
                            osoba rozsądna i mądra wiem że to nierealne).
                            • verdana Re: Wywiad srodowiskowy 23.09.09, 14:13
                              A ja jednak wole tak jak jest. Bo w życiu znacznie wazniejsza może
                              być umiejetność oszacowania wlasnych mozliwosci, umiejetność
                              podejmowania ryzyka albo wybór drogi asekuranckiej niż 100% pewność
                              wyboru.
                            • Gość: menodo Re: Wywiad srodowiskowy IP: *.adsl.inetia.pl 23.09.09, 17:00
                              agatka_s napisala:
                              "To mówie jako denerwująca się mama, czysto
                              > emocjonalnie, bo chaciałabym mojemu maleństwu życie ułatwić....(jako
                              > osoba rozsądna i mądra wiem że to nierealne)."

                              Sorry, ja tez mam syna, ale okreslenie "malenstwo" wobec gimnazjalisty to jakis
                              kosmos dla mnie.
                              • agatka_s Re: Wywiad srodowiskowy 23.09.09, 17:04
                                Gość portalu: menodo napisał(a):

                                > agatka_s napisala:
                                > "To mówie jako denerwująca się mama, czysto
                                > > emocjonalnie, bo chaciałabym mojemu maleństwu życie ułatwić....
                                (jako
                                > > osoba rozsądna i mądra wiem że to nierealne)."



                                >
                                > Sorry, ja tez mam syna, ale okreslenie "malenstwo" wobec
                                gimnazjalisty to jakis
                                > kosmos dla mnie.


                                no szczególnie takiego 1,84 cm wzrostu....strasznie tu niektórzy
                                seriozni
                        • Gość: menodo Re: Wywiad srodowiskowy IP: *.adsl.inetia.pl 24.09.09, 08:22
                          agatka_s napisała:

                          > no i oczywiście zapomniałam o progach punktowych, bo te jednak
                          > bardzo determinują wybór, to jest ten element najbardziej losowy.
                          > Można sobie wszystko sprawdzić, rozważyć, zanalizować, a potech buch
                          > nagle zabraknie 0,001 punkta i wszystko o kant d...py potłuc....

                          Progi punktowe -te ktore pojawiaja sie w oficjalnych zestawieniach - pochodza z
                          pierwszej rekrutacji, tej komputerowej. W rzeczywistosci - slyszalam o wielu
                          takich przypadkach -te progi moga byc nizsze, bo w wielu szkolach nawet jeszcze
                          we wrzesniu dokonuja sie rozne roszady miedzyklasowe, ludzie rezygnuja,
                          przenosza sie do szkol spolecznych itd. Ta dodatkowa rekrutacja odbywa sie
                          "recznie" a jej wyniki chyba nie sa odnotowywane w systemie komputerowym.

                          Dlatego moim zdaniem nie ma co sie stresowac setnymi punktow a w razie
                          niepowodzenia w pierwszej rekrutacji - probowac dalej, w sierpniu, we wrzesniu.
                          Kolezanka mojej corki w ten sposob pzeniosla sie do liceum, do ktorego wczesniej
                          zabraklo jej kilku punktow, bo w klasie zwolnilo sie miejsce.
                          >
                          • myszmusia Re: Wywiad srodowiskowy 24.09.09, 09:58
                            > Kolezanka mojej corki w ten sposob pzeniosla sie do liceum, do ktorego wczesnie
                            > j
                            > zabraklo jej kilku punktow, bo w klasie zwolnilo sie miejsce.

                            czyli jednak takie zmiany sa bez wiekszego problemu mozliwe? bo czytałam gdzies ,że jak sie dostanie do którego z liceów bedacego na liście to póxniej juz w zasadzie nie ma mozliwosci "odkręcenia " tego
                            • Gość: menodo Re: Wywiad srodowiskowy IP: *.adsl.inetia.pl 24.09.09, 10:34
                              myszmusia napisała:

                              czyli jednak takie zmiany sa bez wiekszego problemu mozliwe? bo czytałam gdzies
                              > ,że jak sie dostanie do którego z liceów bedacego na liście to póxniej juz w z
                              > asadzie nie ma mozliwosci "odkręcenia " tego"

                              Nie mowie, ze bez problemu. Mowie, ze warto sie dowiadywac w sierpniu i we
                              wrzesniu, bo praktyka pokazuje, ze w roznych szkolach/klasach zwalniaja sie miejsca.
                              • verdana Re: Wywiad srodowiskowy 24.09.09, 12:14
                                Sa mozliwosci - kolaedzy córki przenosili się nawet do bardzo
                                renomowanych liceów z bardzo przeciętnego.
                                • Gość: menodo Re: Wywiad srodowiskowy IP: *.adsl.inetia.pl 24.09.09, 12:46
                                  Kolezanka mojej corki po prostu slabo napisala test, co zreszta bylo wielkim
                                  zaskoczeniem i dla nauczycieli, i dla dzieci, ktore chodzily z nia przez 3 lata
                                  do gimnazjum. Corka namowila ja, aby poszla do dyrektora szkoly - tej wlasnie do
                                  ktorej sie nie dostala - pod koniec sierpnia. Dyrektor po rozmowie z nia
                                  zdecydowal ja przyjac.
                                  • joa66 Re: Wywiad srodowiskowy 24.09.09, 15:32
                                    Jeżeli wyniki egzaminu były zaskoczeniem dla samej dziewczynki, nie
                                    tylko dla jej kolegów i nauczycieli, radziłabym w takich sytuacjach
                                    sprawdzić poprawność oceny w CKE. Czytałam wiele razy ile błędów w
                                    ocenie robią egzaminatorzy czy "administratorzy" testów (np.
                                    przypisywanie wyniku osoby A osobie B, itd)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka