Dodaj do ulubionych

sciąganie a sprawiedlowość

26.05.09, 16:50
Mam taki problem - ze tak powiem - moralny.
W klasie mojego dziecka (koncowka gimnazjum)polonistka zaproponowala, ze
osoby, ktorym zalezy na podwyzszeniu oceny musza spelnic szereg warunkow.
Przygotowala bardzo sensowny, motywujacy do pracy program i sprawiedliwe
wydawaloby sie zasady. Jednym z warunkow (ostatnim i decydujacym) bylo
napisanie eseju. Kilka zagadnien przekrojowych, bardzo ambitnych i trudnych.
Mozna sie bylo do tego przygotowac w domu, korzystac z ksiazek na lekcji. Ten
esej dzieci pisaly dzien po dniu tzn. drugiego dnia kto nie zdazyl mogl jescze
dokonczyc.
I teraz zdarzylo sie tak, ze jedna z dziewczynek nie napisala pierwszego dnia
nic. Po powrocie do domu uruchomila jakas ciocie polonistke, ktora jej tej
esej napisala, a dziewczynka nastepnego dnia - niby korzystajac ze zrodel -
przepisala te prace.
Efekt byl taki, ze sredniopiatkowa dziewczynka jest w tej chwili kandydatka do
szostki natomiast dzieci z wiedza o wiele wyzsza w opinii klasy - po tym
wlasnie eseju juz te szanse stracily.Argumentem polonistki bylo to, ze praca
tej dziewczynki przycmila kilka innych, ktore ja zawiodly.
Wiec rodzice 2 chyba dzieci zamierzaja interweniowac u polonistki - ze to
krzywdzace etc.i zwyczajnie niesprawiedliwe. To znaczy - beda wnioskowac o
powtorzenie tego zadania etc.
Mialam juz kilka telefonow - czy sie do tego przylacze.
Moje dziecko napisalo te prace najlepiej w klasie, nikogo to zreszta nie
dziwi, nie jest to przed nikogo powtarzane. Nie bede protestowac jesli
mialaoby cokolwiek jeszcze pisac. powtarzac etc. Ale czuje w tym jakis klimat
nagonki.
Zastanawiam sie - czy to, o co walcza ci rodzice jest walka o sprawiedliwosc
czy jakims odwetu? Troche zal mi tej dziewczynki, swoja droga ciekawe czy ta
ciocia polonistka jest nauczycielka hehe.
Z drugiej strony - coraz blizej mi do amerykanskiego stosunku do sciagania i
uwazam, ze to patologia, z ktora powinno sie walczyc.
Tylko czy w tej konkretnej sytuacji jest to najlepsze rozwiazanie?



Obserwuj wątek
    • agatka_s Re: sciąganie a sprawiedlowość 26.05.09, 17:12
      Nie bardzo rozumiem jaki wpływ na pracę innych dzieci, i na ich
      oceny ma ocena innego dziecka ? To była praca zbiorowa ? To był
      wyścig ? tylko jedna praca może być na 6 ?

      Jak można wystawić komuś gorszą ocenę bo ktoś inny napisał lepiej ?

      Ja bym owszem protestowała, ale przed uzależnianiem oceny mojego
      dziecka od oceny innego dziecka, to jest moim zdaniem clue problemu
      widzianego z Twojej strony.

      U mojego syna w klasie jest autentyczny geniusz matematyczny. Ale
      czy to oznacza, że inni uczniowie nie mają szans na 5, czy nawet 6
      (choć nigdy nie będą tak super jak ten chłopiec, no nie ma siły,
      choćby pękli ;-)).

      Kablowanie na kogoś, jeśli nie ma się 100% dowodów nie jest
      najlepszym pomysłem (nawet jeśli Cię żżera w środku poczucie
      niesprawiedliwości, jednak aby kogoś oskarżyć trzeba mieć dowód).
      Poza tym ocena innego dziecka nie jest Twoją sprawą. Ja skupiłabym
      się na ocenie swojego dziecka tylko i wyłącznie i jeśli uważasz że
      nie jest sprawiedliwa, prosiłabym o wyjasnienie oceny, ale nie
      takie "bo ktoś napisał lepiej", tylko rzetelne i merytoryczne.

      A jeśli to koniec szkoły, a nie jest to sprawa zycia i śmierci, to
      chyba bym poprostu odpuściła. I tak już sporo stresu, a więcej
      jeszcze za kilka tygodni.


      • joa66 Re: sciąganie a sprawiedlowość 26.05.09, 17:35
        "Zastanawiam sie - czy to, o co walcza ci rodzice jest walka o
        sprawiedliwosc czy jakims odwetu? "

        Moim zdaniem raczej o sprawiedliwość (skoro chcą powtórzenia
        zadania), ale być może tracą zdolnośc do racjonalnego myslenia.
        Domyślam się, ze kierują nimi emocje (średnia!)

        -skąd mają pewność 100% , że to nie jest praca samodzielna?
        Dziewczynka chwaliła sie tym?;)

        - czy nie umknęła im uwaga nauczycielki, że rozczarowały ją prace
        niektórych dzieci. Może to nie były prace szóstkowe?

        Tak czy owak - współczuję podejmowania decyzji.
      • menodo Re: sciąganie a sprawiedlowość 26.05.09, 18:18
        Od razu mowie, ze ja nie zamiarzam kablowac - ale tez nie bede protestowac jesli
        praca bedzie musiala byc powtorzona.
        W sumie - tym rodzicom chodzi o to, ze dzieci ida tej samej szkoly, wiec ta
        "niesluszna" szostka dziewczynki podwyzsza jej punkty.
        Tak na zasadzie - skoro nasze dzieci uczciwie nie zasluguja na 6 to i tamta
        dziewczynka niech nie ma 6.

        Z tym przycmieniem innych to byl komentarz nauczycielki - zobaczcie jaka to
        wspaniala praca, jak mozecie oczekiwac wyzszej oceny kiedy ja tu mam zaszczyt
        cos takiego czytac.
        Moje dziecko tez swietnie napisalo te prace, ale samodzielnie, w dodatku w
        punktacji lepiej niz ta ciocia polonistka hehe.
        Ona jest troche poza tym wyscigiem. Ale tez jest dosc zniesmaczona. Zwlaszcza
        ze ta dziewczynka podeszla do niej, podala jej reke i powiedziala - witaj w klubie!

        Moim zdaniem takie patologie tworzy caly ten chory system rekrutacji do liceow,
        gdzie dzieci, rodzice i ciocie funduja sobie i innym taki syf.





        • agatka_s Re: sciąganie a sprawiedlowość 26.05.09, 18:45
          To tak wszystko jakoś niezdrowo wygląda.

          Ja nigdy nie wiem co ktoś inny dostał. Czasem syn mi powie coś o
          swoim najlepszym koledze, najczęsciej na zasadzie ciekawostki jak mu
          się uda coś lepiej niż tamten w jakiejś koronnej dziedzinie (np
          ostatnio po zawodach w biegach na orientację wpadł do domu
          krzycząc "byłem lepszy od Michała !!!"-coprawda jeden był
          przedostatni a drugi ostatni ale to juz szczegół). Powiem szczerze
          że gdybym nawet chciała cos się dowiedzieć, to mój syn nigdy nie
          pamięta co kto dostał. Teraz też nie wie kto jakie ma oceny
          (wiedziałam po półroczu który syn był w klasie, to była jedyna
          informacja "porównawcza").

          Jedynie polski u nas w klasie wypłynął na całym forum bo jak w 30
          osobowej klasie i to samych "prymusów" wszyscy dostają jedynki z z
          jednej klasówki, potem to samo z drugiej, a na pierwsze półrocze są
          dwie czwórki a reszta to 3 i 2, no to nie ma siły robi się to
          sprawa całej klasy.

          Nigdy mnie nie interesują oceny innych dzieci, bo to zwyczajnie nie
          moja sprawa, a nawet gdyby jakoś tam była (co jestem w stanie
          zrozumieć w świetle konkurencji licealnej) to jakie ja mam narzędzia
          aby wiedzieć lepiej od nauczyciela jakie komu ma stawiać oceny ?
          niby na jakiej podstawie ? bo jedna pani coś powiedziała drugiej ?
          bo mi się wydaje że to niemożliwe aby ktoś był madrzejszy od mojego
          dziecka ? Czy ja tam siedze na tych lekcjach ? Czy ja czytam te
          prace ? Czy ja znam te dzieci ? Nie. To co mi daje prawo
          kwestionować ocenę nauczyciela ?

          Nie podoba mi się omawianie ocen na forum klasowym, ba między
          rodzicami i kwestionowanie metod pracy nauczyciela.

          Z całym szacunkiem ale nawet najgorszy nauczyciel ma tysiąc razy
          więcej danych i informacji aby oceniać swoich uczniów, niż najlepszy
          i najtroskliwszy rodzic. Moim zdaniem tym rodzicom coś się poprostu
          pomyliło.

          Jeśli było oszustwo, i jeśli ktos ma dowód na oszustwo, to należy to
          zgłosić, natomiast rodzic nie ma prawa kwestionować oceny
          nauczyciela wobec innego dziecka. Jeśli się na to pozwoli, to może
          od razu niech rodzice stawiają wszystkie oceny, po co w ogóle
          nauczyciele ?

          Moim zdaniem jeśli rodzic uważa że ocena jest niesprawiedliwa to
          może żądać wyjasnień wobec pracy i oceny swojego dziecka. I to
          wszystko.
          • menodo Re: sciąganie a sprawiedlowość 26.05.09, 23:18
            Jeśli było oszustwo, i jeśli ktos ma dowód na oszustwo, to należy to
            > zgłosić, natomiast rodzic nie ma prawa kwestionować oceny
            > nauczyciela wobec innego dziecka. Jeśli się na to pozwoli, to może
            > od razu niech rodzice stawiają wszystkie oceny, po co w ogóle
            > nauczyciele ?

            Tak, to bylo oszustwo, inne dzieci widzialy,ze dziewczynka przepisuje te prace a
            ona nawet sie do tego przyznala przed kolezankami. Ta dziewczynka jest zreszta
            mistrzynia sciagania, kiedys mi nawet pokazywala jak to sie robi w i-podzie.
            Bylam zszokowana, zapytalam corke, czy tez tak robi - powiedziala mi, ze nie, bo
            umarlaby ze wstydu gdyby zostala przylapana.

            Ale ja bym tego nie zglaszala nauczycielowi.Brzydze sie donosami, tak samo jak
            wszelkimi oszustwami, korupcja i tak dalej.


            Szczerze mowiac zaskoczyl mnie ten wyscig szczurow ktory juz finiszuje w szkole
            mojego dziecka - to byla kiedys bardzo mila klasa.
            Teraz sie okazuje,ze on juz trwal od dawna, tyle ze o nim nie wiedzialam, bo ani
            mnie ani moje dziecko to nie obchodzilo. Mnie zreszta nie bylo w Polsce kilka
            miesiecy, wiec jak sie kontaktowalam z corka to przeciez nie o stopniach
            rozmawialysmy.

            Problem zaczal sie w polowie III klasy i z tego co slysze to jakies masowe
            zjawisko przynajmniej w Warszawie - wyscig po te szostki.
            Dzieci ktore dotychczas sie wspieraly i przyjaznily zaczynaja ze soba
            rywalizowac. Do tego nauczyciele podkrecajacy te rywalizacje. Brak jasnych zasad
            oceniania; duzo w tym uznaniowosci. Dzieci to komentuja w domu, czuja sie
            niesprawiedliwie oceniane.
            W to wszystko wlaczaja sie rodzice. Koszmar.
            Roznego rodzaju patologie - np. niektore dzieci maja testy, z ktorych
            nauczyciele robia klasowki.(takie dodatki do podrecznikow ze sprawdzianami - dla
            nauczycieli)

            Ciesze sie, ze moje dziecko ma ten punktowy komfort z powodu dodatkowych punktow
            za konkurs; przynajmniej nie musi robic tych wszystkich plakatow a ja nie mam
            dylematu - czy to etyczne, aby wychowywac dziecko w takiej pogardzie dla pracy -
            czy kupowac te podreczniki z testami, czy nie. Ale po tym wszystkim co do mnie
            dociera zastanawiam sie, czy posylac dziecko tam, gdzie wlasnie podazaja
            wszystkie te szostkowe gwiazdy ze srednia 5,7.






            • Gość: agatka_s Re: sciąganie a sprawiedlowość IP: *.aster.pl 27.05.09, 09:41
              Wiesz trochę nie podoba mi się ton z jakim wypowiadasz się o innych
              dzieciach.

              Przecież te dzieci (jak je nazywasz "gwiazdy szóstkowe") mają prawo
              walczyć o te szóstki, mają prawo walczyć o najlepsze oceny. One
              pewnie też mają troskliwych rodziców, którzy martwią się o ich
              przyszłość, kibicują im i zachęcają do tych ostatnich wysiłków.

              To jest taka mentalność Kalego-jeśli moje dziecko walczy o szóstki i
              bierze udział w konkursach, to jest ambitne, pracowite i zdolne, ale
              jeśli inne dzieci robią to samo to są "gwiazdy szóstkowe" i "wyścig
              szczurów".

              Jeśli coś jest nieuczciwe, niesprawiedliwe to należy to piętnować
              (najlepiej z odwagą cywilną pod swoim nazwiskiem, a nie w zbiorowej
              grupie "krzykaczy"), ale nie kpić i potępiać dzieci za to że
              próbują, że walczą. Każde dziecko ma prawo do szóstek, i każde ma
              prawo aspirować do najlepszej szkoły. Jeśli taki komunikat,
              przekażemy dzieciom, to nie będzie rywalizacji, nie będzie zawiści-
              będzie normalna konkurencja. Jeśli natomiast wypowiadamy się z
              pogardą o innych dzieciach, bo dotąd były tylko piątkowe a tu
              niespodzianka nagle szóstkowe, a to przecież niesprawiedliwe bo
              niemożliwe aby się tak nagle poprawiły-to własnie tylko tę zawiść w
              dzieciach wzbudzamy. Jak jeszcze dodatkowo w domu wypowiadamy się z
              pogardą o nauczycielach, czepiamy się każdego niedociągnięcia i
              kwestinujemy ich oceny, ich metody nauczania-to nie ma siły hodujemy
              takich egocentryków i egotyków, którzy w każdym sukcesie innej osoby
              będą widzieć niesprawiedliwość i spisek całego świata.

              Kilka osób śmiało się z mojego zafascynowania wartościami sportu-ale
              moim zdaniem sport uczy konkurowania, uczciwej walki bez zawiści,
              uczy tego że nawet zawodnik z ostatniego miejsca może zdobyć złoty
              medal (apropos w sobotę byliśmy na finale Warsaw Open, gdzie
              zawodniczka z Rumunii której nikt przed turniejem nie dawał grama
              szans, wygrała cały turniej i zarobiła dwa razy tyle niz dotychczas
              w całej karierze-wszyscy jej kibicowali), i należy poprostu takiemu
              zawodnikowi pogratulować a samemu się wziąć do roboty. (ja
              oczywiście pomijam teraz kwestie różnych nieuczciwości w sporcie-
              wiem ze one są, nie jestem naiwna, myślę teraz o ideach, o duchu
              sportu).


              Szkoła to jest konkurencja-wygrywają i to już od przedszkola
              najlepsi. Nauczmy dzieci tego i nie deprecjonujmy sukcesów innych,
              po to abyśmy mogli z czystym sumieniem i satysfakcją cieszyć się ze
              zdobytych w uczciwej, acz morderczej walce sukcesów naszych dzieci.
              • menodo Re: sciąganie a sprawiedlowość 27.05.09, 16:07
                Autor: Gość: agatka_s I
                Wiesz trochę nie podoba mi się ton z jakim wypowiadasz się o innych
                dzieciach.

                Przecież te dzieci (jak je nazywasz "gwiazdy szóstkowe") mają prawo
                walczyć o te szóstki, mają prawo walczyć o najlepsze oceny. One
                pewnie też mają troskliwych rodziców, którzy martwią się o ich
                przyszłość, kibicują im i zachęcają do tych ostatnich wysiłków.

                To jest taka mentalność Kalego-jeśli moje dziecko walczy o szóstki i
                bierze udział w konkursach, to jest ambitne, pracowite i zdolne, ale
                jeśli inne dzieci robią to samo to są "gwiazdy szóstkowe" i "wyścig
                szczurów".

                Wiesz, ja zyje troche w Polsce a troche poza nia. I to co mnie dziwi, a troche
                nawet boli to polski system edukacji, ktore moim zdaniem psuje dzieci/
                Moja corka bez problemu dostanie sie do kazdego liceum, do ktorego chce sie
                dostac. Problem polega na jej zniesmaczeniu - a takze moim - jak mozna zalatwic
                sobie te punktowane szostki.
                Poza tym ja bardzo lubie dzieci, zwlaszcza te ambitne i zwariowane na punkcie
                czegokolwiek. Uwierz mi:)



                • agatka_s Re: sciąganie a sprawiedlowość 27.05.09, 17:48
                  menodo napisała:

                  >> Wiesz, ja zyje troche w Polsce a troche poza nia. I to co mnie
                  dziwi, a troche
                  > nawet boli to polski system edukacji, ktore moim zdaniem psuje
                  dzieci/
                  > Moja corka bez problemu dostanie sie do kazdego liceum, do
                  ktorego chce sie
                  > dostac. Problem polega na jej zniesmaczeniu - a takze moim - jak
                  mozna zalatwi
                  > c
                  > sobie te punktowane szostki.
                  > Poza tym ja bardzo lubie dzieci, zwlaszcza te ambitne i zwariowane
                  na punkcie
                  > czegokolwiek. Uwierz mi:)
                  >

                  Ja nie wiem czy to jest system edukacji polski, nie sądze abyśmy
                  wymyślili tu coś tak bardzo oryginalnego ? Konkurencja jest
                  wszędzie. W takich USA dzieci konkurują z sobą od małego, a
                  rekrutacja na studia czy college jest tak samo a może nawet bardziej
                  zawzięta niż u nas. Tylko, że tam nikomu nie przychodzi nazywać
                  tego wyścigiem szczurów, wyśmiewać się z kogoś kto był przecietny a
                  nagle po mocno przepracowanym roku udaje mu się dostać na najlepszą
                  uczelnię. Tam takich "self-made" ludzi bardzo się ceni, ba nawet
                  pisze o nich w gazetach (jak o jednym z naszych Rodaków, który
                  przyjechał do USA nie mówiąc prawie po angielsku, a potem dostał
                  zaproszenie od wszystkich uczelni Ivy League). U nas jeśli ktos
                  jest ambitny, stara się o tę najlepszą "wisienkę na torcie" to jest
                  od razu obrzucany epitetami że wyścig szczurów,ze kujon, że napewno
                  oszust i w ogóle jak to jest możliwe ??? itp.

                  To forum przeznaczone jest (przynajmniej w założeniu) dla
                  gimnazjalistów, którzy mają problemy z naukąi miało słuzyć temu aby
                  nauczyć nas rodziców motywować nasze dzieci. Nie wszystkie dzieci
                  są wybitne (i nie wszystkie bez problemu dostaną sie do każdego
                  liceum), niektóre są poprostu pracowite, i zwyczajnie potrafią na
                  koniec roku swoją tytaniczną pracą przekonać nauczycieli ze
                  zasługują na dobrą ocenę, na taką ocenę która innym "zdolniachom"
                  przychodzi z palcem w nosie. Było kilka watków o tym że dziecko
                  tójkowe, czwórkowe walczy o lepszą ocenę. Było też o tym jak
                  niektóre dzieci walczą o "przeżycie" (niestety niektórym już walczyć
                  sie nie chce). Ale po co właściwie mamy motywować te dzieci do
                  wysiłku do pracy jeśli potem takie jedno dziecko z drugim może tylko
                  czekać przykrość bo bedzie nazywane "szóstkową gwiazdą" itp.

                  Mnie tysiąc razy bardziej imponują dzieci które walczą, które z
                  trudnościami ale jednak mają dobre świadectwa, niż te paskowe od
                  zawsze, którym zdobycie tego paska przychodzi tak łatwo, jak mnie
                  pisanie na tym forum....(zresztą to też czuja chyba i same dzieci-
                  ciężko zdobyta czwórka z polskiego jest dla mojego syna pięć tysięcy
                  razy wiecej warta niż szóstka z fizyki i piątka z chemii razem
                  wzięte).


                  Ja teraz pisze abstrahuje od tego konkretnego przypadku, bo jesli
                  było oszustwo, to oszustwo należy wykryć i ukarać. Poprostu
                  wspierajmy dzeci niezależnie czy są autentycznymi gwiazdami, czy
                  tylko bardzo pracowitymi mrówkami. Pietnujmy oszustwa a nie ambicje
                  i chęć dzieci do zdobywania najlepszych wyników. Uczmy dzieci
                  szacunku dla tych którzy długo byli ostatni, ale swoją pracą
                  odnieśli sukces (mimo ze nikt się tego po nich nie spodziewał),
                  promujmy zdobywanie sukcesów, promujmy uczciwą konkurencję.
                  • menodo Re: sciąganie a sprawiedlowość 27.05.09, 18:58

                    agatka_s napisała: Ja nie wiem czy to jest system edukacji polski, nie sądze abyśmy
                    wymyślili tu coś tak bardzo oryginalnego ? Konkurencja jest
                    wszędzie. W takich USA dzieci konkurują z sobą od małego, a
                    rekrutacja na studia czy college jest tak samo a może nawet bardziej
                    zawzięta niż u nas. Tylko, że tam nikomu nie przychodzi nazywać
                    tego wyścigiem szczurów, wyśmiewać się z kogoś kto był przecietny a
                    nagle po mocno przepracowanym roku udaje mu się dostać na najlepszą
                    uczelnię. Tam takich "self-made" ludzi bardzo się ceni, ba nawet
                    pisze o nich w gazetach (jak o jednym z naszych Rodaków, który
                    przyjechał do USA nie mówiąc prawie po angielsku, a potem dostał
                    zaproszenie od wszystkich uczelni Ivy League). U nas jeśli ktos
                    jest ambitny, stara się o tę najlepszą "wisienkę na torcie" to jest
                    od razu obrzucany epitetami że wyścig szczurów,ze kujon, że napewno
                    oszust i w ogóle jak to jest możliwe ??? itp.

                    A ja uwazam, ze ten system rekrutacji do liceow wspiera a nawet generuje
                    patologie. Wlasnie takie chore zachowania dzieci, ich rodzicow i ciotek.
                    Plagiaty, sciaganie, gotowce. I pody dla corki zeby mogla wgrywac sciagi. Nikt
                    sie tego nie wstydzi. Ani dzieci, ani rodzice. Rodzice nawet sa dumni - jakie
                    dziecko sprytne, zaradne.
                    To mialam na mysli mowiac o szostkowych gwiazdach.

                    Dziewczynka od gotowca przyznaje sie do tego przed innymi dziecmi. No problem to
                    dla niej. Takze dla jej mamy. Ona nawet jest dumna, ze ma taka sprytna corke. To
                    prawda - kreatywnosc tego dziecka w wmyslaniu sciag oraz sposbow manipulacji
                    nauczycielami jest imponujaca.

                    W stanach to byloby nie do pomyslenia. Moj maz nienawidzil stanow na poczatku
                    wlasnie dlatego, ze nikt tam nie dawal sciagac. Za plagiat wylatujesz
                    natychmiast chocby Twoj tata byl glownym donatorem uniwersystetu. Duzo czasu
                    zajelo mu zanim zrozumial na czym ten wyscig szczurow polega. Na pewno nie na
                    cwaniactwie, oszustwie, malwersacjach i korupcji. Ja nawet sie tym interesowalam
                    zawodowo - czym sie roznia Polacy - imigranci od Amerykanow.
                    Mowiac o tych "szostkowych gwiazdach" mam na mysli negatywne zjawiska o ktorych
                    powyzej pisalam. Natomiast mam wielki szacunek dla osob, ktore ciezko i uczciwie
                    pracuja, pokonuja trudnosci i daza do celu - ale UCZCIWIE.
                    • agatka_s Re: sciąganie a sprawiedlowość 27.05.09, 20:03
                      I co wszyscy tacy nieuczciwi ? A nauczyciele tacy ślepi i tego nie
                      widzą ? A uczniowie nie reagują ? wiem że w Polsce niestety jest
                      ciche przyzwolenie na ściąganie (takie historycznie usankcjonowane),
                      ale jeśli to już tak ewidentne oszustwo to dzieci jednak same
                      powinny takiego oszusta wyeliminować, np nie kolegując się, albo w
                      czasie przyznawania ocen ze sprawowania-chyba można to poruszyć,
                      nie , albo w czasie godziny wychowawczej, jako problem moze bez
                      mówienia że to o Anie chodzi, ale jako o problemie który nie
                      powinien być akceptowany? jak o zjawisku patologicznym. Tak samo
                      można było o tym jako o zjawisku nagannym powiedzieć podczas
                      zebrania, bez nazwisk aby kogoś fałszywie nie oskarżać, ale aby
                      temat poruszyć i dać niektórym rodzicom do myślenia że zwyczajnie
                      oszukują.

                      Nie wiem może nas to dopiero czeka, ale ja nigdy z taką
                      nieuczciwościa się nie spotkałam, ani po stronie uczniów, ani
                      nauczycieli, ani rodziców.

                      Z podstawówki syna do jednego gimnazjum planowało pójść chyba około
                      10ro uczniów (co na w sumie około 30 uczniów sporo), konkurowali
                      ocenami ze świadectwa, ale nikomu do głowy nie przyszło stosować
                      jakiś nieuczciwych metod, czy kopać się po kostkach. (Moje dziecko
                      to w ogóle z tymi ocenami się zagapiło, zdecydował w ostatnim
                      momencie że próbuje jak już miał prawie powystawiane oceny ;-)
                      • menodo Re: sciąganie a sprawiedlowość 27.05.09, 21:15
                        Ja nigdzie nie powiedzialam, ze wszyscy sa nieuczciwi, natomiast zjawisko
                        sciagania, plagaiatow i niesamodzielnego wykonywania prac domowych (projektow,
                        prezentacji) to jest naprawde powazny problem polskiej szkoly.
                        O tym wszystkim dowiaduje sie teraz, bo w ogole dopiero od niedawna interesuje
                        mnie kwestia punktowo- ocenowa w rekrutacji do liceow.
                        I mysle, ze czesc tego problemu tworza dzieci i rodzice, ale tak naprawde -
                        chory jest system oswiatowy, ktory cala te patologie nakreca.
                      • izzo Re: sciąganie a sprawiedlowość 28.05.09, 11:50
                        Wiesz, myślę, że to zależy od mentalności ucznia, jego rodziców,
                        podatności nauczyciela. Takie przypadki nie są aż tak częste,
                        normalni ludzie brzydzą się takimi metodami, niemniej się zdarza. U
                        mojej córki w podstawówce jest taka dziewczynka, która nie ma
                        sukcesów w konkursach, a mimo to u większości nauczycieli ma
                        szóstki, choć dla innych dzieci byłoby to po prostu nieosiagalne.
                        Jak to robi? Jest komunikatywna, umie zjednywać sobie i dzieci
                        (została wybrana przewodniczącą klasy), i dorosłych (taka stara
                        malutka). Z muzyki załatwiła sobie zwolnienie (że niby nie może
                        śpiewać, co jej nie przeszkadza wydzierać się i śpiewać na klasowych
                        imprezach) i w domu z pomoca rodziców trzaska referaty, za które
                        dostaje szóstki, podczas gdy inni, nawet ci, co słuchem nie grzeszą,
                        muszą wkuwać piosenki i zaliczać je, żeby choć czwórkę załapać. A to
                        z polskiego przyniesie jakieś materiały na gazetkę (o które nikt jej
                        nie prosił), a to z plastyki zamiast rysunek na kartce przyniesie
                        zrobiony olejno (choć nikt tego od niej nie chciał), a to na
                        historię przyniesie gadżety po dziadku-generale i tak to się kręci.
                        Jak za mało np. z przyrody, z mamusią (wiadomo, że z mamusią, bo
                        koleżankom się chwali) w weekend zrobi album o czyms tam, i pni jest
                        zachwycona. Wszyscy nauczyciele "wiedzą", że ona jest dobra, raczej
                        na zasadzie legendy szkolnej, bo tak naprawdę nie wynika to ani z
                        wyników sprawdzianów, ani z udziału w konkursach. Po prostu umie
                        robić szum informacyjny wokół siebie. Wielu nauczycielom to
                        wystarcza, bo bardzo niewielu ma klarowny i system oceniania, a
                        jeszcze mniej się go trzyma. A kiedy kilkoro dzieci w klasie
                        próbowało się zbuntować, to usłyszały, że to nieładnie, że sa tak
                        zazdrosne o sukcesy koleżanki.
                        • menodo Re: sciąganie a sprawiedlowość 28.05.09, 12:13
                          Tak, znam ten typ dziewczynek z opowiadan :)
                          Jego zaprzeczeniem moglby byc chlopiec z klasy mojej corki, ktory nie posiada
                          ani jednej z tych cudownych umiejetnosci obdarowywania miloscia nauczycieli.
                          Tylko ze testy gimnazjalne skonczyl godzine przed czasem. Podczas omawiania ich
                          w klasie okazalo sie, ze najprawdopodobniej bedzie mial maks. punktow.
                          Co z tego ze klasowki tez pisze na maks. skoro ze spontanicznych kartkowek
                          dostaje jedynki. Zarzut do niego jest taki, ze nie pracuje systematycznie, jest
                          nieaktywny i nie odrabia prac domowych. O plakatach nie ma mowy...Dlatego nigdy
                          nie mial zadnego paska i ogolnie trojki-czworki,chociaz wsrod dzieci ma opinie
                          geniusza. Jego mama jest zalamana, bo moze gdyby poszedl do jakiegos dobrego
                          liceum - ktos by zauwazyl, moglby sie bardzo rozwinac. Ale niestety nie ma
                          szans. Zal mi bardzo takich dzieci, bo one przegrywaja w tym szkolnym wyscigu po
                          stopnie z takimi wlasnie jak opisana przez Ciebie dziewczynka.
                        • izzo Re: sciąganie a sprawiedlowość 28.05.09, 12:32
                          I oczywiście, teoretycznie, można machnąć ręka na takie indywidua i
                          powiedzieć dziecku - nie zwracaj na nią/niego uwagi, rób swoje, na
                          pewno ktoś cię doceni za twoje własne osiągnięcia i wysiłki, tyle że
                          dziecko to widzi i się, niestety, zniechęca, bo cokolwiek by robiło,
                          jego osiągnięcia i tak nie zostaną tak zauważone jak byle plakacik
                          owej panienki. Nie wspominając o tym, np., że takie indywiduum
                          potrafi zadzwonić po południu do twojego dziecka (i kilku innych
                          koleżanek z klasy) i powiedzieć im: "wiesz, poprawiłam wynik z [tu
                          wstawić przedmiot] i już nie jesteś najlepsza. Ale sama rozumiesz,
                          nie mogłam tego tak zostawić."
                          • menodo Re: sciąganie a sprawiedlowość 28.05.09, 13:23
                            Tak, to wredne i bolesne dla innych. Ja znam nawet takie 40 letnie
                            dziewczynki... Ale nauczyciele uwielbiaja takie dziewczynki, bo one lecza ich
                            kompleksy.To miod na ich serce. W przeciwnstwie do olewajacych ich niesfornych
                            chlopcow albo bezczelnych- to fakt- dziewczynek, ktore poprawiaja kiedy pani
                            mowi "wlanczac".
                            W klasie mojego dziecka jedyna niepodatna na tego rodzaju chwyty nauczycielka
                            byla polonistka, ale i tak dala sie "zalatwic" innym wyzej opisanym sposobem:)
                            • Gość: dede Re: sciąganie a sprawiedlowość IP: 217.11.129.* 28.05.09, 14:56
                              Nie, nie, Menodo. Zdecydowanie protestuję! Nie wrzucaj wszystkich
                              nli do "jednego worka". Zaręczam Ci, że nie wszyscy chcą mieć
                              święty spokój i "uwielbiają" te grzeczne dziewczynki. (O kompleksach
                              nie będę pisać, bo chyba nie jesteś świadoma, że obrażasz wielu
                              ludzi). Zdecydowanie fajniej pracuje się z tymi niepokornymi, a i
                              efekty pracy są lepsze.
                              • menodo Re: sciąganie a sprawiedlowość 28.05.09, 15:53
                                Ok, przepraszam. Sama tez poznalam naprawde madrych nauczycieli moich dzieci,
                                pasjonatow, ludzi o wielkim formacie. Moja corka z kazdych wakacji wysyla kartki
                                do swojej nauczycielki z 1-3; to jest dla niej nauczcielski punkt odniesienia.
                                Zreszta dla wielu dzieci i to wlasnie tych niesfornych, odrzucanych albo
                                wykluczanych przez innych.

                                Ale wiekszosc moich doswiadczen a takze doswiadczen wielu rodzicow, z ktorymi
                                rozmawiam sklania mnie do refleksji takiej jak powyzej. Co wiecej, znam
                                nauczycieli ktorzy byliby w stanie przyznac mi racje.
                                Widzialam kiedys w tv manifestacje znp i moj syn widzac zacietrzezwione twarze
                                przedstawicieli tego pieknego zawodu wykrzyknal przerazony - o jezu, to sa
                                nauczyciele? (on poszedl trybem szkol spolecznych)A moja corka na to - no tak,
                                ja mam z takimi do czynienia na co dzien.
                                I teraz tez nie lap mnie prosze za slowka. Nie uwazam ze wszyscy nauczyciele z
                                publicznych sa tacy. Albo ze sa gorsi od tych ze szkol prywatnych. Ale uwazam,
                                ze jest problem z tym zawodem. Byc moze Twoje doswiadzcenia sa inne, byc moze
                                zaraz agatka napisze, ze przeciez w reytanie jest naprawde fajnie:) - ale uwierz
                                mi, ze jest tez rzeczywistosc szkolna, o ktorej na tym forum wielokrotnie
                                mowilam i pozwol mi do jej wlasnej, z pewnoscia subiektywnej, oceny.
          • kkokos Re: sciąganie a sprawiedlowość 26.05.09, 23:33
            w zasadzie się zgadzam z agatką, z tą różnicą, że ja bym lubiła wiedzieć, co
            dostają inne dzieci, bo jestem ciekawa jak kot - tyle że moje dziecko też nigdy
            nie pamięta, co dostało. zresztą, gdyby nie te tak potępiane przez ciebie
            "rozmowy porównawcze" rodziców czy dzieci pewnie byś się nie dowiedziała, że
            większość klasy ma bardzo niskie oceny z polskiego z kilku sprawdzianów pod rząd
            (więc coś jest nie halo i trzeba to wyjaśnić), prawda? więc nie przeginajmy w
            żadną ze stron.


            > natomiast rodzic nie ma prawa kwestionować oceny
            > nauczyciela wobec innego dziecka.

            zasadniczo oczywiście prawda, ale dotyczy świata idealnego. nauczyciel mówiący
            "ania była od was lepsza, więc wy na szóstki nie zasługujecie" osobiście wręcza
            rodzicom takie prawo przewiązane kolorową wstążeczką. chyba że w WSO jest coś o
            ocenianiu w odniesieniu do dokonań innych uczniów i w porównaniu z nimi - ale
            chyba nie ma?

            nie wiem, co zrobiłabym w opisanej sytuacji. dowody pewnie trudno przedstawić,
            ania koleżankom się chwaliła, przed panią się wyprze i tyle. pani nie
            najmądrzejsza, skoro dała się złapać na niesamodzielną pracę. jak przy tej
            nienajmądrzejszości ma jeszcze wredny charakter albo nie umie znieść krytyki, to
            strzeli focha i skończy się odpowiedzialnością zbiorową klasy, czyli nikt
            szóstki nie dostanie...
            ale to oczywiście bardzo konformistyczne podejście, wiem.
            • agatka_s Re: sciąganie a sprawiedlowość 27.05.09, 10:06
              kkokos napisała:

              > w zasadzie się zgadzam z agatką, z tą różnicą,


              MATKO ŚWIĘTA !!! kkokos się ze mną zgadza, chyba zapisze to w swoim
              pamiętniku (z braku komina), nawet jeśli z różnicą się zgadza !!!!



              że ja bym lubiła wiedzieć, co
              > dostają inne dzieci, bo jestem ciekawa jak kot - tyle że moje
              dziecko też nigdy
              > nie pamięta, co dostało. zresztą, gdyby nie te tak potępiane przez
              ciebie
              > "rozmowy porównawcze" rodziców czy dzieci pewnie byś się nie
              dowiedziała, że
              > większość klasy ma bardzo niskie oceny z polskiego z kilku
              sprawdzianów pod rzą
              > d
              > (więc coś jest nie halo i trzeba to wyjaśnić), prawda? więc nie
              przeginajmy w
              > żadną ze stron.


              Akurat to był taki absolutny wyjatek, bo dla dziecka które do tej
              pory miało same piatki i szóstki to dostać jedynkę to było
              wydarzenie na miarę zwycięstwa Roberta Kubicy w kolejnym Grand
              Prix ;-) No i jasne że od razu była niejako reakcja obronna "ale
              cała klasa dostała", zresztą pan tych jedynek nie wstawił, łaskawie
              ogłosił amnestie. Druga klasówka to już była dla wszystkich sprawa
              bardzo interesujaca i to właśnie pod katem, czy dotyczy to tylko
              mojego dziecka, czy wszystkich. Okazało się ze wszystkich, stąd
              rodzice poprosili o wspólne spotkanie z panem profesorem aby te
              zbiorowe jedynki jednak wyjaśnić bo to coś nie halo, tak jakoś....
              >
              >
              > > natomiast rodzic nie ma prawa kwestionować oceny
              > > nauczyciela wobec innego dziecka.
              >
              > zasadniczo oczywiście prawda, ale dotyczy świata idealnego.
              nauczyciel mówiący
              > "ania była od was lepsza, więc wy na szóstki nie zasługujecie"
              osobiście wręcza
              > rodzicom takie prawo przewiązane kolorową wstążeczką. chyba że w
              WSO jest coś o
              > ocenianiu w odniesieniu do dokonań innych uczniów i w porównaniu z
              nimi - ale
              > chyba nie ma?


              No zgoda, tylko że nie ma prawa kwestionować oceny Ani, tylko prosić
              o wyjaśnienie oceny swojego dziecka, właśnie w oparciu o kryteria
              obiektywne a nie że była gorsza od pracy Ani. To jest ta różnica.


              > nie wiem, co zrobiłabym w opisanej sytuacji. dowody pewnie trudno
              przedstawić,
              > ania koleżankom się chwaliła, przed panią się wyprze i tyle. pani
              nie
              > najmądrzejsza, skoro dała się złapać na niesamodzielną pracę. jak
              przy tej
              > nienajmądrzejszości ma jeszcze wredny charakter albo nie umie
              znieść krytyki, t
              > o
              > strzeli focha i skończy się odpowiedzialnością zbiorową klasy,
              czyli nikt
              > szóstki nie dostanie...
              > ale to oczywiście bardzo konformistyczne podejście, wiem.




              Ja nie wiem czy to jest konformizm. Ja nigdy bym nie interweniowała
              w takiej sprawie bo jak napisałam poprostu nie uważam abym wiedziała
              o tym co się dzieje w klasie, na jaką ocenę zasługuje jaki uczeń
              lepiej niż nauczyciel. Natomiast gdyby moje dziecko uważało i
              absolutnie się upierało że jego ocena jest niesprawiedliwa (co jak
              dotąd jeszcze nigdy nie miało miejsca w kilkuletniej karierze syna),
              wtedy tak rozmawiałabym z nauczycielem, prosząc o wyjaśnienie
              kryteriów oceny. Ja miałam taką sytuację 2 razy-i było to w klasie
              maturalnej, wtedy rzeczywiscie niby już dorosła prosiłam mamę o
              pomoc (nic zresztą to nie dało)-ale to była dla mnie ewidentna
              niesprawiedliwość wobec mnie, i to strasznie bolało.
    • tukata Re: sciąganie a sprawiedlowość 27.05.09, 09:42
      [b]należałoby się zastanowić, czy to jest donoszenie. Czy ten sam
      incydent nie spowoduje, że te uczciwe dzieci przestaną wierzyć, że
      uczciwośc popłaca, bo inni jak zerżną, to i tak będa mieli lepszą
      ocenę. Bo sytuacja, kiedy kilkoro dzieci (wszystkie) łącznie z tą
      ściągającą dostaną szostkę, to trudno. Nikt nie powinien robić
      problemu, bo to nie jego sprawa. Natomiast w tej konkretnej sytuacji
      dzieci odbierają to jako jawną niesprawiedliwość, są pokrzywdzone.
      Praca powinna zostać powtórzona.
      • claratrueba Re: sciąganie a sprawiedlowość 27.05.09, 12:24
        Typowo polski obrzydliwy problem. Z gatunku "jak to krętactwo popłaca". Skoro
        szkoła ma spełniać jakieś wychowawcze cele- zdecydowanie domagać się powtórzenia
        pracy. Nie chce mi się wierzyć, że nauczycielka znająca możliwości uczniów
        wierzy w takie "cudowne natchnienie" i nie jest w stanie ocenić czy praca
        została wykonana samodzielnie. Niedopuszczalne jest również uzależnianie ocen
        innych uczniów od tego, że koleżanka "wybitna pracę popełniła".
        Zdarzyła sie podobna syt. w podstawówkowej klasie mojego syna, jego nie
        dotyczyła, ale podzielę się rozwiązaniem zastosowanym przez rodziców dzieci,
        które czuły się skrzywdzone. Oszust przechwalał się swoim "sprytem" więc rodzice
        (5 osób- ilość ma znaczenie) udali się do pedagoga szkolnego i przedstawili
        problem nie mówiąc o którego z uczniów chodzi, co oczywiście miało znaczenie
        symboliczne jedynie skoro przyszło 5 a o ocenę walczyło 6 dzieci. Z rozmowy z
        nauczycielem przedmiotu zrezygnowali- był to człowiek dość, powiedzmy, trudny w
        kontakcie. Pedagog przedstawił sprawę dyrekcji a ta po rozmowie z nauczycielem
        zarządziła inną metodę sprawdzenia wiedzy. Postawa dyrektorki była jednoznaczna:
        "skoro tyle osób ma wątpliwości, skoro jeden z uczniów przyznał się, że
        oszukiwał, nie możemy uznać takiej oceny".
        Wiem, menodo, że to trudne. Ale "Żeby zło zwyciężało wystarczy aby dobrzy ludzie
        nic nie robili" (E. Burke), prawda?
    • Gość: autorzyna Re: sciąganie a sprawiedlowość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.05.09, 11:54
      a ja powiem cos innego... podwyzszanie ocen a sprawiedliwosc. mnie sie zawsze
      wydawalo, ze na ocene pracuje sie caly rok - tym bardziej na SZOSTKE! jak wiec
      mozna ja wystawic za JEDNA wypowiedz pisemna?!

      a skoro dziewczynka napisala tak genialna prace, to moze niech nauczycielka
      porowna ja z jej poprzednimi wypracowaniami. ze tez o tamtych nigdy tak nie
      powiedziala... :):):)
      (wierzac temu, co jest tu napisane)
      • Gość: nitka Re: sciąganie a sprawiedlowość IP: 150.254.106.* 27.05.09, 16:57
        Tak sobie przeglądam, z perspektywy jeszcze nie mamy. I mnie szlag momentami
        trafia, bo z niektórych wypowiedzi można wywnioskować, że dziewczynka nie
        zrobiła nic złego, a ci paskudni rodzice tylko donosy piszą, bo się chyba w domu
        nudzą. A przepraszam, jakie to "nic złego" podłożenie gotowca. Czy może lepiej,
        od kiedy oszustwo staje się złe? od liceum, studiów, czy może dopiero w pracy?
        Jak się ktoś plagiat podrzuca to też dobrze? I czy zgłoszenie przestępstwa na
        policję albo tego, że kolega w pracy pijany jest szefowi, to też donosicielstwo?
        Bo wychodzi na to, że w zasadzie to też nie nasza sprawa.
        • joa66 Re: sciąganie a sprawiedlowość 27.05.09, 17:08
          A z której wypowiedzi wynika, że dziewczynka nie zrobiła nic złego?
        • Gość: agatka_s Re: sciąganie a sprawiedlowość IP: *.aster.pl 27.05.09, 17:11
          Czytanie ze zrozumieniem się kłania. (bo rozumiem że to maja
          wypowiedź została zinterpretowana jako aprobata dla oszustwa)

          Jeśli było oszustwo, oszustwo należy zgłosić. Tylko jeśli się
          zgłasza oszustwo to trzeba mieć na to dowody, bo inaczej to zwykłe
          pomówienie (proszę się postawić w sytuacji odwrotnej, to naszemu
          dziecku ktoś by zarzucił ze pracę napisała mu ciocia, bo tak słyszał
          od 5 innych osób. I co ? fajnie to tak ?). Jeśli ktoś jest
          przekonany ze było oszustwo, to nie będzie miał nic przeciwko aby
          zgłosić, i to osobiście, podpisując się pod tym.

          Natomiast takie "zbiorowe akty wymierzania sprawiedliwosci" bo "cała
          klasa" tak uważa nie są niestety dla mnie wiarygodne. Byłam już
          wielokrotnie wmanewrowywana w cos takiego, ktoś chciał jakąś swoją
          sprawę załatwić, ale nie miał odwagi cywilnej zrobić tego we własnym
          imieniu, to zwoływał resztę rodziców, aby wystąpić wspólnie. Całe
          szczęście że jakoś rodzice z którymi mam styczność nigdy nie dają
          się w coś takiego wpuścić i raczej każdy pilnuje swojego nosa.

          Tak jeśli nastąpiło oszustwo, ściąganie czy inna nieuczciwość-to
          należy to zgłosić i poprosić o wyjaśnienie, ba nawet domagać się
          ukarania sprawcy. Bardzo dobrym wyjściem jest np napisanie pisma do
          pedagoga szkolnego z PODPISEM.

          Tylko nadal nie rozumiem co ma jedna wybitna praca (nawet jeśli nie
          napisana samodzielnie) do ocen innych dzieci, rzekomo zaniżonych ?
          Moim zdaniem to są dwie zupełnie odrębne kwestie: oszustwo i
          niepoprawnie ocenina praca konkretnego ucznia. Jedno z drugim nie ma
          nic wspólnego, choć można załatwiać 2 sprawy-tzn zgłosić oszustwo, i
          wyjaśniać ocenę mojego dziecka.
          • menodo Re: sciąganie a sprawiedlowość 27.05.09, 23:38
            Tu dowody moglyby byc tylko "poszlakowe". Na przyklad nauczycielka moglaby
            poprosic dziewczynke o wskazanie zrodel z ktorych korzystala czy zadac w ogole
            jakies poglebione pytania. Jesli praca zostala napisana samodzielnie -
            dziewczynka powinna umiec sie wybronic.

            Ale rzeczywiscie motywacja tych rodzicow jest pokrecona.
            I z tego co slyszalam, rodzice odpuscili. Mysle, ze to sluszne. Pieklo, ktore
            by rozpetali, pochloneloby i te dziewczynke, i wszystkie dzieci wokol. A za 3
            tygodnie koniec tego gimnazjum!
            Ja nie wzielabym na swoje sumienie konsekwencji, ktore musialaby ta dziewczynka
            poniesc, zwlaszcza w tym momencie. Natomiast jesli bedzie chodzic z moja corka
            do klasy - na pierwszym zebraniu w nowej szkole opowiem o wszystkich tych
            patologiach (anonimowo) i zapytam jak szkola im zapobiega. Mama tej dziewczynki
            z pewnoscia zrozumie.



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka