menodo
26.05.09, 16:50
Mam taki problem - ze tak powiem - moralny.
W klasie mojego dziecka (koncowka gimnazjum)polonistka zaproponowala, ze
osoby, ktorym zalezy na podwyzszeniu oceny musza spelnic szereg warunkow.
Przygotowala bardzo sensowny, motywujacy do pracy program i sprawiedliwe
wydawaloby sie zasady. Jednym z warunkow (ostatnim i decydujacym) bylo
napisanie eseju. Kilka zagadnien przekrojowych, bardzo ambitnych i trudnych.
Mozna sie bylo do tego przygotowac w domu, korzystac z ksiazek na lekcji. Ten
esej dzieci pisaly dzien po dniu tzn. drugiego dnia kto nie zdazyl mogl jescze
dokonczyc.
I teraz zdarzylo sie tak, ze jedna z dziewczynek nie napisala pierwszego dnia
nic. Po powrocie do domu uruchomila jakas ciocie polonistke, ktora jej tej
esej napisala, a dziewczynka nastepnego dnia - niby korzystajac ze zrodel -
przepisala te prace.
Efekt byl taki, ze sredniopiatkowa dziewczynka jest w tej chwili kandydatka do
szostki natomiast dzieci z wiedza o wiele wyzsza w opinii klasy - po tym
wlasnie eseju juz te szanse stracily.Argumentem polonistki bylo to, ze praca
tej dziewczynki przycmila kilka innych, ktore ja zawiodly.
Wiec rodzice 2 chyba dzieci zamierzaja interweniowac u polonistki - ze to
krzywdzace etc.i zwyczajnie niesprawiedliwe. To znaczy - beda wnioskowac o
powtorzenie tego zadania etc.
Mialam juz kilka telefonow - czy sie do tego przylacze.
Moje dziecko napisalo te prace najlepiej w klasie, nikogo to zreszta nie
dziwi, nie jest to przed nikogo powtarzane. Nie bede protestowac jesli
mialaoby cokolwiek jeszcze pisac. powtarzac etc. Ale czuje w tym jakis klimat
nagonki.
Zastanawiam sie - czy to, o co walcza ci rodzice jest walka o sprawiedliwosc
czy jakims odwetu? Troche zal mi tej dziewczynki, swoja droga ciekawe czy ta
ciocia polonistka jest nauczycielka hehe.
Z drugiej strony - coraz blizej mi do amerykanskiego stosunku do sciagania i
uwazam, ze to patologia, z ktora powinno sie walczyc.
Tylko czy w tej konkretnej sytuacji jest to najlepsze rozwiazanie?