piergiorgio
05.10.10, 14:27
11-ty dzień diety, wczoraj do poduszki przeczytany fragment o żuciu, o kontemplowaniu jedzenia. Kurczę, to rejony dla mnie nieznane ! na ogół jem przy komputerze, "zagłuszając' nieświadomie,( ale chyba jest w tym ukryty sens) doznania smakowe. Hehe, pewnie po to, żeby potem zjeść wiecej, bo nie pamiętam !;-/, abym coś jadła.
Dziś, błądząc po forumie i widząc te ilości kg do stracenia u innych:6-7kg, załkałam, a potem zaczęłam myśleć o tym.moje ostatnie 10 kg wzięło się z przygotowywania sie do jakiejś diety!!!:D tak się tym faktem stresowałam, że zaraz ,za chwilę trzeba się będzie zacząć odchudzać i będę chodzić glodna, że nie powstrzymywałam sie przed żadnym smakołykiem.
chciałam dodac problem do serii głupich: czy to dobrze, czy to źle ,ze doprowadziłam do takiej swojej wagi? z jednej strony źle bo szybciej doszłabym do upragnionej wagi, a z drugiej może to dobrze, że Dukan tyle trwa. Nareszcie mogę się solidnie zastanowić nad swoim stosunkiem do jedzenia. Na razie wystarczyło 11 dni, żeby zobaczyć jak kompletnie od czapy było moje dotychczasowe menu, like there is no tomorrow, jak to mowią :)
Na razie jeszcze wertuję książkę wte i wewte, jakby od czytania i bojowego nastawienia miało mi ubyć kg,:) zamiast dać sobie czas. Strasznie jestem niecierpliwa.
pozdrawiam.