Dodaj do ulubionych

Żuję i myślę

05.10.10, 14:27
11-ty dzień diety, wczoraj do poduszki przeczytany fragment o żuciu, o kontemplowaniu jedzenia. Kurczę, to rejony dla mnie nieznane ! na ogół jem przy komputerze, "zagłuszając' nieświadomie,( ale chyba jest w tym ukryty sens) doznania smakowe. Hehe, pewnie po to, żeby potem zjeść wiecej, bo nie pamiętam !;-/, abym coś jadła.
Dziś, błądząc po forumie i widząc te ilości kg do stracenia u innych:6-7kg, załkałam, a potem zaczęłam myśleć o tym.moje ostatnie 10 kg wzięło się z przygotowywania sie do jakiejś diety!!!:D tak się tym faktem stresowałam, że zaraz ,za chwilę trzeba się będzie zacząć odchudzać i będę chodzić glodna, że nie powstrzymywałam sie przed żadnym smakołykiem.
chciałam dodac problem do serii głupich: czy to dobrze, czy to źle ,ze doprowadziłam do takiej swojej wagi? z jednej strony źle bo szybciej doszłabym do upragnionej wagi, a z drugiej może to dobrze, że Dukan tyle trwa. Nareszcie mogę się solidnie zastanowić nad swoim stosunkiem do jedzenia. Na razie wystarczyło 11 dni, żeby zobaczyć jak kompletnie od czapy było moje dotychczasowe menu, like there is no tomorrow, jak to mowią :)

Na razie jeszcze wertuję książkę wte i wewte, jakby od czytania i bojowego nastawienia miało mi ubyć kg,:) zamiast dać sobie czas. Strasznie jestem niecierpliwa.
pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • donnaanna Re: Żuję i myślę 05.10.10, 17:37
      dla mnie ten wlasnie punkt jest najtrudniejszy - ja tak szybko jem ze nie zauwazam ze juz zjadlam. lapie sie przy ludziach ze ja juz skonczylam drugie a oni jeszcze jedza zupe, w restauracji przystawka znika 2 minuty po podaniu i az jest mi wstyd, siedze potem popijam wode i gapie sie jak ludzie jedza a potem czekam i czekam i czekam na glowne danie...
      w efekcie jem duzo wiecej niz powinnam i miedzy innymi stad moje klopoty z waga.

      kolezanka (francuska) mi nieco pomogla - i powiedziala ze po kazdym kesie sztuce wracaja na stol a rece na kolana az sie przezuje, popije i dokladnie polknie. oczywiscie ja, jedzac w domu sama, nad gazeta albo ksiazka, natychmiast o tym zapominam. wiec nabylam sobie sztucce z dziurka, takie z Ikei do wieszania na wieszaczku i - tylko sie nie smiejcie ze mnie! - przez ta dziurke przywiazalam sobie malutki dwoneczek do konca noza/lyzki - i teraz mi przypomina zeby je odkladac.

      mam nadzieje ze wejdzie mi to w nawyk i zostanie do konca zycia!
      • ven.to Re: Żuję i myślę 05.10.10, 18:12
        Piergiorgio - dopadł Cię klasyczny "odjutraizm" czyli "od-jutra-zaczynam-dietę" :)
        Dobre wiadomości są dwie:
        - "odjutraizm" kończy się w momencie osiągnięcia low pointu kiedy to następuje zmiana postrzegania czyli rozpoczyna się prawdziwa dieta :) i Ty to masz już za soba
        - osoby po zakończonym "odjutraizmie" mają wysoką wewnętrzną motywację do diety i często ich dietowanie jest zakończone sukcesem

        tak więc żuj na zdrowie - pewnie już nigdy nie będziesz łykac jedzenia :)
        • piergiorgio Re: Żuję i myślę 05.10.10, 19:24
          Dzięki,że się odezwałyście, o już myślałam, ze toś pitolę od rzeczy ;)

          No bo wiecie, teraz jak patrze na to co ludzie jedzą i co ja jadłam to uczta rano, uczta w poludnie i wieczoram tez uczta, kurde, to sie nie mogło dobrze skonczyć.:D
          teraz zaczyna mi się coś przetykać w głowie, bo do tej pory zakładałam, ze trzeba ostro dietować, zeby jak najszybciej móc zacząć od początku wsuwać! :D:D
          teraz zaczynam widzieć głęboki sens jedzenia 'skromnego', chudego. W ogóle dieta chude mięso i warzywa robi dla mnie dużo sensu, przemawia do mnie pogląd ze to nasze podstawowe pożywienie do ktorego jestesmy genetycznie przystosowani.
          no i jeszcze wino:D ale cicho o tym.
          • rzabencja Re: Żuję i myślę 06.10.10, 11:28
            to mogę ci podać rękę, też pochłaniałam bez tego świadomości
            no i mamy podobny punkt startowy, ale plan masz ambitniejszy, mi wystarczy jak schudnę do tych 68
            już teraz po tych -5,5 dużo lepiej wyglądam, sadło spadło i numer mniej w tyłku :)
            mam nadzieję że zmiana diety i sposobu jedzienie będzie trwała
      • mama-ola Re: Żuję i myślę 06.10.10, 12:49
        > lapie sie przy ludziach ze ja juz skonczylam drugie a oni j
        > eszcze jedza zupe, w restauracji przystawka znika 2 minuty po podaniu

        Ja też jem w ekspresowym tempie. I też mi nieco głupio, bo się łapię na tym, że nic nie mówiłam, jak jadłam. Tak się skupiłam na zjedzeniu, że z rozmowy nici.

        > kolezanka (francuska) mi nieco pomogla - i powiedziala ze po kazdym kesie sztuc
        > e wracaja na stol a rece na kolana az sie przezuje, popije i dokladnie polknie.

        Jak przez mgłę przypominam sobie, że ja też to kiedyś znałam! Metoda odkładanego widelca czy odkładania widelca to się nazywało... A potem mi z głowy wyleciało.
        • nancy_callahan Re: Żuję i myślę 06.10.10, 13:03
          Piergiorgio - dopadł Cię klasyczny "odjutraizm" czyli "od-jutra-zaczynam-dietę"
          Dobre wiadomości są dwie:
          - "odjutraizm" kończy się w momencie osiągnięcia low pointu kiedy to następuje zmiana postrzegania czyli rozpoczyna się prawdziwa dieta i Ty to masz już za soba
          - osoby po zakończonym "odjutraizmie" mają wysoką wewnętrzną motywację do diety i często ich dietowanie jest zakończone sukcesem

          tak więc żuj na zdrowie - pewnie już nigdy nie będziesz łykac jedzenia

          ven.to
          defincja odjutraizmu jest genialna!
          A ja sobie dopiero o przeczytaniu tego wątku uświadomiłam, że moje ostatnie 10 kg też pochodzi z frakcji odjutraizmu...
          Pocieszają mnie zatem pozytywne prognozy dla odjutraistów:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka