andrzejmat
23.07.11, 18:33
Czy nie jest oczywistym:
- że L.K. był osobą zdolną do zachowań nieodpowiedzialnych, sterowanych emocjami i obsesjami i dodatkowo stymulowanych lub wręcz wymuszanych przez brata - to wynikało jasno z całego przebiegu tej prezydentury.
- że otoczenie - a formalnie kancelaria prezydenta - składała się w decydującej liczbie z osób , których oportunizm mało sie różnił od służalczości - co jest jasne dla każdego, kto był w stanie spojrzec na to zbiorowisko chłodnym okiem, A NAWET Z SYMPATIĄ.
- że trudno było oczekiwać, że tak L.K jak i TA kancelaria dojdą do wniosku, że przestępczą głupotą jest planować podróż SAMOLOTEM na spotkanie o KLUCZOWYM SUBIEKTYWNIE znaczeniu dla interesu L. K., jego brata (a może i w ich imaginacji dla nastepnego tysiąclecia KRAJU) - - a więc planować podróz takim specyficznym srodkiem komunikacji, jakim jest samolot (w odróznieniu od pieszego spaceru na sąsiednią ulicę) z ZEROWYM marginesem zapasu czasu.
-że inne odpowiedzialne formalnie lub nie do końca formalnie instytucje PAŃSTWA (wojsko, rząd) -i konkretne osoby - ze zwykłego oportunizmu, wygodnictwa, strachu przed wywoływaniem kolejnej awantury, skłonności do nie wkładania palca między dzrzwi - nie zaprotestowały i nie podjęły działań przeciwko sprowokowania sytuacji, którą można porównać do dawania do dyspozycji wariatowi piły łańcuchowej,
- że można długo ględzić " braku udokumentowanego nacisku" ale ten nacisk odczuli i uświadomili sobie powstałą sytuację (na różne sposoby) wszyscy odpowiedzialni za końcowe minuty, od L. K. począwszy.
- że załoga nie stanęła na wysokości zadania - tak jak zrobiła to w Gruzji. I tu bynajmniej nie chodzi o oczywiste błędy techniki pilotażu - bo to były tylko OSTATNIE klocki domina.