jadominikana
09.03.22, 09:34
Witajcie, jesteśmy z partnerem razem 13 lat. Mamy pięcioletniego synka. Ja mam 27, on 28 lat.
Gdy zaszłam w ciąże, odeszłam od niego jakos w 4-5 miesiącu, wynajęłam mieszkanie, odcięłam sie, ponieważ on wpadł w zle towarzystwo i było z nim sporo problemów. Po dwóch-trzech miesiącach zadecydowaliśmy o powrocie do siebie. Z tego co było mi wiadomo to w ciągu tych dwóch-trzech miesięcy on z kimś sie spotykał, byłam wściekła i miałam pretensje, ale w ostateczności odpuściłam, bo to ja odeszłam i nie mogłam już nic powiedziec. Jednak gdy wróciliśmy do siebie, znalazłam smsy w jego tel z inna, bez zastanowienia, nawet nie zapytałam o nic, tylko go wyrzuciłam z domu, powiedziałam ze to koniec. Byłam ciężarna, młoda, głupsza, mogłam najpierw rozmawiać.
Uznałam to za zdradę. On później faktycznie spotykał sie z ta dziewczyna, bardzo krótko.
Po porodzie wróciliśmy do siebie, latami było ok, układało sie świetnie, jego mama podarowała nam mieszkanie, mieliśmy swój kat, bardzo fajny związek i wszystko szło po naszej myśli. Aż przyszedł moment, dokładnie rok temu w którym dowiedziałam sie o jego romansie, było mi ciężko, w zamyśle mieliśmy sie rozejsc, ja nie miałam gdzie pójść, byłam zależna finansowo, dziecko ledwo poszło do przedszkola. Niby nie byliśmy razem, ale mieszkaliśmy w jednym mieszkaniu, prowadziliśmy osobne życia, on swoje, ja swoje, ale wracaliśmy do jednego domu. On zerwał wszelkie kontakty z tamta dziewczyna. Doszło do tego, ze do siebie wróciliśmy. Ja bardzo sie bałam, wahałam, nie byłam pewna, nie ufałam, ale dałam szanse, bo wiem, ze sie kochamy, a poza tym dziecko, które nas łączy. I przez ten rok, wszystko dobrze, sprzedaliśmy mieszkanie, kupiony dom, remont, przeprowadzka, cały czas razem, wyjazdy, bardzo dużo wyjazdów, we dwoje, we troje. Seks świetny. Zdarzały sie wpadki z tego tytułu, ze on lubił czasem poimprezować, a ja bardziej domator. Tyle. Aż coś mnie podkusiło, i chwyciłam jego telefon, sprawdzałam, szukałam, i znalazłam wiadomosci sprzed kilku miesięcy, które pisał z kolega. Znajomy go zapytał o jakaś dziewczynę, na co on odparł, ze zerwała z nim kontakt, bo nie chciała być ta druga, ale ze nie jest mu szkoda, bo i tak cienka była. A później zdjęcia wiadomosci do kobiety zapisanej męskim imieniem, w zasadzie tylko cześć, co tam, czy coś sie stało. Tez sprzed kilku miesięcy. Numeru już nie było w jego telefonie, wiec kontaktu ze sobą już nie maja.
On twierdzi, ze te wiadomosci to tylko żarty były, ze faktycznie poznał jakaś dziewczynę przypadkowo i odezwał sie do niej z ciekawości, ale ze nic między nimi nie było.
Ja nie sadze, żeby tak wyglądały żarty. Powiedziałam ze jeśli tak jest to pojedzmy do tej kobiety, niech ona potwierdzi, ze to było nic.
Zapiera sie rękami i nogami i nie chce jechać, bo twierdzi ze wyjdzie na debila, ze coś takiego pisze. Powiedziałam, ze ja pojadę sama i sama bez jego udziału z nią porozmawiam, to tez nie. Ja nie wiem kim jest ta kobieta.
Powiedziałam mu, ze nie chce z nim być, ze nie chce być z kimś kto mnie oszukuje, zdradza, ze chce sie odciąć od takich rzeczy. On cały czas twierdzi, ze mnie nie zdradził.
Mieszkamy dalej w tym jednym domu. Ja, on, syn.
Na początku go wywaliłam, ale on i tak nie poszedł, powiedział, ze to tak samo jego dom i wiem, ze tu ma racje.
Prawnie nawet jest jego matki, dlatego, ze mieszkanie które kiedyś nam podarowała kupiła na siebie, pieniądze ze sprzedaży mieszkania poszły na zakup domu i aby uniknąć wysokiego podatku dom jest na nią. Ja nie mam żadnych praw. On mówił ze weźmie rzeczy i pójdzie, ale co noc wraca i śpi w domu. Jest bardzo dobrym ojcem, i zależy mi aby widywał syna.
Ja nie wiem co mam zrobić, rozpisałam sie strasznie, ale muszę to gdzieś wyrzucić.
Na początku nie brałam pod uwagę tego ze może mówi mi prawde, a teraz zaczynam sie zastanawiać czy to były żarty czy nie, bo na prawde przy każdej wolnej chwili lecieliśmy do siebie jak na skrzydłach….
Chociaż był moment ze złapała go skrucha, ze przepraszał, obiecywał poprawę, żałował, a na następny poranek dalej twierdzil, ze on nic nie zrobił, ze mówił to wszystko aby załagodzić sytuacje, bo chce ze mną być.
Co ja mam myśleć? Z jednej strony najchętniej bym uciekła, odeszła. Na razie nie mam gdzie, bo oszczędności wpakowalam w remont domu, ale na dodatek prowadzimy wspólnie firmę, z której będą przychody i będę mogła odejść, wyprowadzić sie, ale nie wiem czy tego chce, nie jestem pewna. Tęsknie. Chyba teraz to uczucie bierze górę, boje sie ze nigdy nikogo nie pokocham. Nie wiem co myśleć….