Dodaj do ulubionych

Czy mieszczę się w normie?

11.11.01, 20:44
Mam 25 lat i miałam ok. 70 partnerów seksualnych.
Liczba ta generowana jest faktem, iż bardzo lubię wieńczyć nowe znajomości
kontaktem seksualnym - moja wyobraźnia seksualna i moje podniecenie bardzo
silnie stymulowane są przez nowo poznanych mężczyzn. A że na brak atrakcyjności
narzekać nie mogę, rzadko moje pożądanie pozostaje nie zaspokojone.
Inne dane: kilkakrotnie zaangażowana byłam w związki emocjonalno-erotyczne z
mężczyznami, najdłuższy z tych związków trwał 1,5 roku. Jeśli tego typu
zaangażowanie ma miejsce, tymczasowo moje żądze pod adresem nowo poznanych
mężczyzn maleją, i w zupełnie "spontaniczny" sposób staję się kochanką wierną,
atrakcyjną, elastyczną, pełną fantazji, czerpiącą mnóstwo satysfakcji z seksu.
Związki te dotychczas kończyły się z przyczyn nie związanych bezpośrednio z
seksem. Gdy zaś nie jestem w podobny sposób zaangażowana, z niejaką rozkoszą
rzucam się w wir przygodnych znajomości o podłożu seksualnym.
Starannie zabezpieczam się przed niepożądanymi konsekwencjami "rozwiązłości" i
mimo bujnego życia seksualnego nie przydarzyła mi się ani ciąża, ani zarażenie
jakąkolwiek chorobą (no, może poza kilkoma grypami :-)).
Partnerzy oczywiście przechodzą rodzaj selekcji, w wyniku której w ich gronie
nie znalazł się dotychczas żaden gwałciciel, sadysta, manipulant, idiota...
jednym słowem, nie mam powodów do niezadowolenia z żadnego z tych kontaktów.
W ogóle jestem bardzo usatysfakcjonowana swoim życiem seksualnym, zarówno będąc
czyjąś "stałą", wierną kochanką, jak i będąc "rozpustnicą".
Nie sądzę, abym stanowiła jakiekolwiek zagrożenie dla mężczyzn będących moimi
partnerami (w sferze emocjonalnej, erotycznej, czy jakiejkolwiek innej).
Czy taki sposób realizowania własnych popędów jest zdrowy/normalny (zarówno z
psychologicznego, medycznego, jak i "społecznego" punktu widzenia)? Pytanie to
zadaję ze względów poznawczych.
Obserwuj wątek
    • Gość: Maur Re: Czy mieszczę się w normie? IP: *.chello.pl 11.11.01, 22:32
      Czy taki sposób realizowania własnych popędów jest zdrowy/normalny (zarówno z
      psychologicznego, medycznego, jak i "społecznego" punktu widzenia)? Pytanie to
      zadaję ze względów poznawczych.
      ----------
      Psychologiczego i medycznego- Tak (choc z medycyna to ja mam niewiele
      wspolnego ;)
      Spolecznego- Ehm, raczej nie... ;). Trudno powiedziec, zreszta. Zalezy co
      rozumiesz, przez zdrowy i normalny, i rozumiem, ze masz na mysli spoleczenstwo
      jako calosc.
      • fantasia Re: Czy mieszczę się w normie? 11.11.01, 22:50
        "Społecznie normalny" rozumiem chyba jako "możliwy do zaakceptowania przez
        członków społeczności, których w jakikolwiek sposób dotyczy". Nie tylko, ale
        załóżmy, że ta definicja wyczerpuje sprawę.
        • Gość: Maur Re: Czy mieszczę się w normie? IP: *.chello.pl 12.11.01, 01:55
          fantasia napisał(a):

          > "Społecznie normalny" rozumiem chyba jako "możliwy do zaakceptowania przez
          > członków społeczności, których w jakikolwiek sposób dotyczy". Nie tylko, ale
          > załóżmy, że ta definicja wyczerpuje sprawę.
          W takim razie:
          Jesli chodzi o spoleczenstow (tu:polskie), to bardzo watpie...
          Jesli chodzi o spolecznosc w jakiej zyjesz, bladego pojecia nie mam ;))) Sama
          wiesz najlepiej, ja nawet nie wiem, w jakim miescie mieszkasz, wsrod jakich ludzi
          sie obracasz, i tak dalej. Jesli wiedza, i podchodza do tego jak do czegos
          normalnego, odpowiedz jest prosta, to jest wsrod nich normalne(tzn. ackeptowane,
          niekoniecznie czesto spotykane). Jesli wiedza, i potepiaja, to nie. Jesli nie
          wiedza, coz, nie wiadomo ;)
          A, czy jest mozliwy do zaakceptowania? Pewnie tak, nawet w praktyce, w
          wystarczajaco malej spolecznosci.

          Ale sie wymadrzam :)))

          Ale cos co mnie naprawde zadziwia, to to, jak bardzo inne jest podejscie kobiet
          do seksu w inecie, niz w realu. Bo szczerze watpie w to, ze moje znajome sa jakos
          niezwykle pruderyjne...
          • fantasia do Maura o pruderyjności 12.11.01, 02:11
            Pruderyjność, moim skromnym zdaniem, jest w znacznej mierze generowana przez:
            - okoliczności (sprzyjające bądź niesprzyjające seksualnym wynurzeniom, aktom,
            żartom,...)
            - stopień "oswojenia" danej kobiety z danymi okolicznościami (jeśli np. pisząc
            na forum czuje się ona swobodnie, pruderia jej osłabnie, jeśli natomiast,
            nieprzyzwyczajona do intymnych kontaktów z mężczyznami czy "poskromiona" przez
            okoliczności będzie skrępowana - stanie się ideałem cnoty i wstydliwości)
            - hmmm, niestety... mężczyznę, z którym kobieta ma do czynienia... są tacy,
            których "znajome" rzeczywiście niespotykanym stopniem pruderyjności się
            odznaczają... i o czymś to może świadczyć... czy się mylę?
            • Gość: Maur Re: do Maura o pruderyjności-o tej porze??? IP: *.chello.pl 12.11.01, 02:37
              Jeszcze w sieci???Mieszkasz w Polsce?

              Ja tam juz ledwo kojarze...;)
              > Pruderyjność, moim skromnym zdaniem, jest w znacznej mierze generowana przez:
              > - okoliczności (sprzyjające bądź niesprzyjające seksualnym wynurzeniom, aktom,
              > żartom,...)
              > - stopień "oswojenia" danej kobiety z danymi okolicznościami (jeśli np. pisząc
              > na forum czuje się ona swobodnie, pruderia jej osłabnie, jeśli natomiast,
              > nieprzyzwyczajona do intymnych kontaktów z mężczyznami czy "poskromiona" przez
              > okoliczności będzie skrępowana - stanie się ideałem cnoty i wstydliwości)
              Sporo uwagi przywiazujesz do okolicznosci. I pewnie masz racje, to wlasnie moze
              byc przyczyna innego zachowania kobiet w sieci. W koncu trudno wyobrazic sobie
              bardziej sprzyjajace srodowisko do swobodnego zachowania. Choc nie negowalbym
              znaczenia osobowosci kobiety ("wychowanie", itp)

              > - hmmm, niestety... mężczyznę, z którym kobieta ma do czynienia... są tacy,
              > których "znajome" rzeczywiście niespotykanym stopniem pruderyjności się
              > odznaczają... i o czymś to może świadczyć... czy się mylę?
              :)))))
              Powinienem to odebrac osobiscie?
              W koncu to w jakich osob towarzystwie sie przebywa, to tez okolicznosci. Myslisz,
              ze moje ma jakis taki strasznie deprymujacy wplyw?;))
              Tak powaznie, nie sadze. W sumie znam i znalem i takie, i takie kobiety. I ja w
              miedzyczasie sie zmienilem. W tym bardziej swobodnym kierunku, oczywiscie ;))
              To, co mnie zaskakuje, to to, ze w sieci prawie wszystkie kobiety staja sie
              bardziej swobodne. A mezczyzni nie, sa tacy jak wczesniej. Co moim zdaniem
              swiadczy o tym, ze kobieca seksualnosc jest jednak troche przytlumiona. Co z
              jednej strony mnie cieszy (bo to znaczy, ze jednak lubia seks tak samo jak my, a
              o tych wszystkich 19-wiecznych teoriach kolaczacych sie w ciemnych zakamarkach
              mojego mozgu moge zapomniec), a z drugiej smuci, bo to znaczy, ze jednak ich
              sytuacja nie jest godna pozazdroszczenia (przynajmniej pod tym wzgledem).
              • fantasia Re: do Maura o pruderyjności-o tej porze??? 12.11.01, 21:07
                W sieci znajduję się rzeczywiście raczej o nietypowych niż typowych porach... :-
                )

                Zapętlasz się w generalizacjach. Takie odnoszę wrażenie. Szczerze
                powiedziawszy, nie znam blisko zbyt wielu kobiet, zatem nader trudno byłoby mi
                osądzać różnice w ich zachowaniach "real-nych" i "sieciowych"... z drugiej
                strony jednak coś nie chce mi się wierzyć, abyś i Ty miał okazję obserwować
                jakąś znaczną liczbę przypadków seksualnej dwulicowości... może się mylę, być
                może znasz osobiście sporą liczbę forumowo aktywnych kobiet... jeśli jednak
                wnioskujesz raczej na podstawie "intuicyjnych" przesłanek aniżeli uczciwie
                zaobserwowanych faktów - zaniechaj tej metody! Sam widzisz, do czego to
                prowadzi - zaczynasz współczuć kobietom w odniesieniu do ich seksualności... a
                to już chyba lekka przesada??? :-)))
                Pozdrawiam.
                • Gość: Maur Re: do Maura o pruderyjności-o tej porze??? IP: *.chello.pl 12.11.01, 21:28
                  Mowilem przeciez, ze o juz spalem, jak to pisalem ;)

                  Coz, cala ta dyskusja od poczatku jest rozwazaniem dosc oderwanym od
                  rzeczywistosci... moje rozwazania na temat czy w sieci zachowujemy sie inaczej.
                  Problem w tym, ze mam albo realnych albo sieciowych znajomych... i na dodatek
                  nie znam zbyt wielu mezczyzn, co moje twierdzenia jeszcze bardziej zmienia w
                  spekulacje. W kazdym razie, trudno tu mowic o dwulicowosci.

                  Co masz na mysli, jak mowisz o intuicji? Bo jesli to, ze nie przeprowadzam
                  jakiejs doglebnej naukowej analizy, to jest to dosc oczywiste. Ale to nie
                  znaczy, ze opieram sie na stereotypach, raczej na moich wlasnych
                  obserwacjach/wrazeniach.

                  Wspolczuc kobietom?hmmm, masz racje,nie ma sensu, wy przynajmniej macie orgazm
                  (vide wywiad doktora Depko)
                  ;)))))
                  • fantasia Re: do Maura o pruderyjności-o tej porze??? 12.11.01, 21:41
                    Mówiąc o "intuicji" (i umieszczając to słowo w cudzysłowie, mam nadzieję, że
                    nie zapomniałam o tym w poprzednim poście), skrótowo rzecz biorąc, miałam na
                    myśli subiektywne postrzeżenia, wrażenia, budowanie z nich właśnie pewnych
                    całości, co oczywiście może czasem wyjść, ale co na dobre zdrowemu rozsądkowi
                    raczej nie wychodzi... :-)

                    Czy ja mogę jeszcze się na chwilę uczepić swego nieszczęsnego pytania o normy?
                    Rzekłeś, iż z fizjologicznego czy emocjonalnego punktu widzenia to spokojnie
                    się plasuję w normie... Czy mógłbyś mi w skrócie przedstawić argumentację?...
                    Nie naciskam na rozczulanie się akurat nad moim przypadkiem, raczej chciałabym
                    się dowiedzieć, na jakich podstawach formułujesz - bądź przyjmujesz jako
                    własne - twierdzenia dotyczące "normy" seksualnej. Wiem, że wałkowane to już
                    było w innych wątkach... ale w bardziej "zaangażowany" (po stronie tolerancji i
                    rozsądku) polemicznie, a mniej zindywidualizowany sposób...
                    • Gość: Maur Re: do Maura o pruderyjności-o tej porze??? IP: *.chello.pl 12.11.01, 21:58
                      Moze najpierw napisze cos, co mnie w tym wszystkim strasznie dziwi.

                      Do tej pory myslalem(a wlasciwie wiedzialem), ze ta ja jestem malo wrazliwy na
                      presje spoleczna... teraz zastanawiam sie, jaki wynik wyszedlby Ci w testach
                      sprawdzajacych podatnosc na aprobate spoleczna... zero? Ale najbardziej
                      zaskakujace jest to, ze to zdaje sie wywierac sprawiac na Ciebie najmniejszego
                      negatywnego wplywu! (i jest to w pewnym sensie odpowiedz dlaczego z
                      psychologicznego punktu widzenia Twoje zachowanie jest normalne, a nie
                      patologiczne-a jesli chodzi o medyczne, to nie slyszalem, zeby czeste zmiany
                      partnerow niosly samo w sobie jakies zmiany chorobowe ;).
                      Zaskakujace, poniewaz ludzie zwykle przywiazuja do tego wielka wage-bycie
                      nieakceptowanym, to cos czego staraja sie zwykle uniknac za wszelka cene.
                      Domyslam sie, (wlasciwie to sama to powiedzialas), ze Twoje najblizsze
                      srodowisko Cie akceptuje, ale mam wrazenie (tak, znowu wrazenie i intuicja-ale
                      wbrew pozorom, ma to bardzo wiele wspolnego ze zdrowym rozsadkiem), ze to
                      raczej skutek niz przyczyna. Ze gdyby nagle przestali Cie akceptowac, Ty bys
                      predzej zmienila srodowisko niz swoje wlasne zdanie na temat tego co jest
                      normalne.

                      Jeszcze jedno pytanie, jak tam Twoje zdolnosci matematyczne? (zwlaszcza jesli
                      chodzi o te troche bardziej zaawasnowana)

                      Jeszce o tej psychologicznej normie. Po prostu, jesli nie jest to jakis
                      mechanizm obronny, jesli nie wplywa to negatywnie na funkcjonowanie to nie jest
                      to patologia.
                      • fantasia Re: do Maura o pruderyjności-o tej porze??? 12.11.01, 22:27
                        Może tę "aprobatę" czy "akceptację" społeczną podzielę na dwie kategorie (nie,
                        to jeszcze nie jest odpowiedź na pytanie matematyczne), i wtedy się stanie
                        troszkę mniej dziwnie... A zatem poszukiwanie akceptacji może odbywać się (a
                        potrzeba akceptacji uwidaczniać się) w gronie osób całkowicie obcych lub nie-
                        obcych, tj. znających daną jednostkę w pewnym, nie mikroskopijnym, stopniu.
                        Naturalniejsze dla istoty społecznej jest pożądanie akceptacji ze strony osób
                        znających przynajmniej troszkę przedmiot owego akceptowania lub
                        nieakceptowania. No i takie oczywiście mam. Nie sądzę, by porażających
                        rozmiarów, ale jednak, bliscy ludzie są mi naprawdę bliscy i ich akceptacja
                        (lub przynajmniej zrozumienie) jest dla mnie jednym z podstawowych warunków
                        poprawnego funkcjonowania, ba, szczęścia przecie jeszcze bardziej. I nie chodzi
                        tu wyłącznie o najbliższych przyjaciół, ale również o grono kolegów, znajomych,
                        które to grono również warunkuje jakość funkcjonowania istoty społecznej. Wbrew
                        pozorom (hmmm, właściwie jakim pozorom?) otwarta jestem dość na sugestie innych
                        ludzi (wyrażane explicite lub właśnie "sugerowane") dotyczące zachowań, postaw,
                        reakcji, działań. Oczywiście, że bezkrytycznie wpływom się nie poddaję (bo cóż
                        by taka ameba była warta z punktu widzenia otoczenia?)... ale w pewnym stopniu
                        (w tym stopniu, w jakim uznam czyjąś rację, a nie przychodzi mi to ze
                        szczególnym trudem) oczywiście jestem wypadkową wpływów otoczenia... W zupełnie
                        zwyczajniutki sposób odrzucenie i brak akceptacji ze strony znających mnie
                        ludzi mnie boli, prowokuje do refleksji, rozmów, prób zrozumienia, prób
                        wartościowania. I w zupełnie zwyczajniutki sposób chłonę ludzką aprobatę, i
                        sama jej z siebie wydzielam duże porcje.
                        Czy zaś pragnienie akceptacji ze strony ludzi nieznajomych (nie dość, że
                        obcych, to jeszcze przesłoniętych przestrzenią monitora, nicków, słów
                        rozmaitych, a jeszcze w dodatku przypadkowych w takim samym stopniu, w jakim i
                        ja jestem tu przypadkowa) jest potrzebą naturalną? rozsądną? do jakiegoś
                        stopnia oczywiście, staram się nie popełniać czynów budzących oburzenie czy
                        agresję w obcych ludziach - dla najzwyklejszego świętego spokoju. Ale jeśli
                        brak aprobaty nie stanowi zagrożenia (dla mnie, czy nawet dla oceniających), to
                        reakcje nieznajomych naprawdę nieszczególnie mnie wzruszają (wykluczając z
                        całego dyskursu kategorię autorytetów, bo ona by tu strasznie nabruździła).
                        Chcę słuchać, co mają na mój temat do powiedzenia osoby postronne,
                        niezaangażowane, bo to ciekawe, bo zawsze można w słowach aprobaty czy nagany
                        odnaleźć opinie wartościowe, potrzebne, mądre. Ale nie "biorę tego do siebie",
                        gdyż byłby to akt nadwrażliwości najwyżej i nadmiernego rozczulania się nad
                        sobą...
                        W miarę zrównoważona jednostka naprawdę chyba potrzebuje jedynie aprobaty
                        typu "A"...pożądanie aprobaty typu "B" byłoby oznaką egocentryzmu, braku
                        dystansu do własnej osoby... Ja mam ten dystans, i chyba między innymi dzięki
                        niemu dość łatwo przychodzi mi komunikacja z różnego "gatunku" ludźmi - nie
                        przekładam wszystkiego na własne odczucia, kompleksy, potrzeby... rozmawiam,
                        słucham tych ludzi, analizuję, próbuję odbierać w miarę możliwości bez
                        uprzedzeń...
                        Uff, ale mi wyszedł elaborat. Ale cóż, powiedzmy, że wywiązała nam się
                        dyskusyjka troszkę nie na temat :-)
                        Pozdrawiam
                        • Gość: Maur Re: do Maura o pruderyjności-o tej porze??? IP: *.chello.pl 12.11.01, 22:48
                          Hmmm, uwaga na goraco:

                          To, ze dla Ciebie to jak otoczenie wplywa na Twoje zachowanie miesci sie w
                          kategorii "przecietne" nie znaczy jeszcze ze tak jest. Wiecej,osoba skrajnie
                          ulegajaca wplywom, lub o wysokiej na nie odpornosci bedzie czesto uwazac sie za
                          przecietna.


                          Ok.
                          Ale wszystko wskazuje, ze tak nie jest. Co sprawia, ze, troche zaskoczony,
                          zadaje sobie pytanie, w jakim ty srodowisku zyjesz? :o
                          Whatever.
                          Oczywiscie, czlowiek moze zniesc nawet totalne potepienie ze strony ogolu
                          spoleczenstwa, jesli tylko znajduje oparcie w grupie osob myslacych podobnie
                          jak on. Tak wiec tzw. aprobata typu B w ogole nie ma znaczenia, (oczywiscie,
                          mozna znalezc wyjatki, ale sa one wytlumaczalne, np border-line)
                          I dlatego nie dziwie sie juz temu, ze Twoje zachowanie nie jest dla Ciebie
                          zrodlem dysonansu.


                          Swoja droga, rzeczywiscie dlugi post, tak ze nawet nie odpowiedzialas na moje
                          pytanie o matematyke ;)

                          To tyle na razie, rowniez pozdrawiam :)
                          • grzeszek Re: Nel 12.11.01, 23:02
                            Tak, wydaje mi sie ze trafilas w dziesiatke. Po prostu skacze z kwiatka na
                            kwiatek bo szuka satysfakcji, ktorej nie moze znalezc. Dobrze ze szuka porady
                            naszego przekochanego Doktorka. Ona potrzebuje pomocy, by mogla jak wiekszosc
                            kobiet przezywac rozkosze.

                            Potrzebuje pomocy, a nie atakow.

                            Zycze powodzenia Fantazjo w zaczeciu doznawania rozkoszy. Pozdrawiam serdecznie
                            • fantasia Re: Nel 13.11.01, 00:26
                              Witam,
                              W gruncie rzeczy takie uniwersalne "podejście" do mnie jako autorki postu -
                              czyli przyjmowanie założenia, że pisząc cokolwiek na forum - niezależnie od
                              rzeczywistej treści wypowiedzi - jestem biedactwem potrzebującym pomocy i
                              współczucia, nie jest takim złym podejściem. Od uszczęśliwiania mnie na siłę
                              krzywda mi się pewnie nie stanie, a w innym przypadku takie założenie może
                              okazać się słuszne...
                              Ale nie wszystko jest czarne albo białe. Nie każdy post zawiera
                              podtekst "pomóżcie mi, bo jestem nieszczęśliwy/a i nie wiem, co mam zrobić!".
                              Mój post nie zawierał ani takiej treści, ani takiego podtekstu.
                              Nie proszę o pomoc, gdyż akurat w tym zakresie nie jest mi potrzebna, zresztą
                              prośby o pomoc kierowane są przez przytomne osoby do bliskich, nie do
                              anonimowych forumowiczów. A ja czuję się dość przytomnie :-)
                              Nie szukam też satysfakcji ani rozkoszy, których znaleźć nie mogę. Źródeł
                              satysfakcji w żywocie swym skromnym posiadam sporo, jako i rozkoszy - zresztą
                              erotyczny aspekt życia jest jednym z takich źródeł. Rościsz sobie najwyraźniej
                              prawo do definiowania "rozkoszy prawdziwej" - jako mianowicie rozkoszy, która
                              Tobie jest dana i którą Ty z rozmaitych przeżyć czerpiesz... w przeciwieństwie
                              do "rozkoszy nieprawdziwej" (skakanie z kwiatka na kwiatek... jeśli infantylizm
                              ułatwia Ci rozumowanie, stosuj sobie do woli), którą to mianowicie ktoś
                              przeżywa dzięki bodźcom po prostu odmiennym niż bodźce stymulujące Ciebie...
                              ojoj, to jest założenie po pierwsze smutne (gdyż nie chcące wyjrzeć poza czubek
                              własnego nosa), po drugie ryzykowne (wyłączność na pewnego rodzaju doznania czy
                              olśnienia chętnie sobie "zaklepują" na przykład sekciarze...), po trzecie
                              nielogiczne (jakież to mianowicie przesłanki przywiodły Cię do tak
                              niewzruszonych, i tak bardzo błędnych przy okazji, wniosków?).

                              Jeśli Ty lubisz jabłka, a ja lubię gruszki, czy jestem jednostką potrzebującą
                              pomocy ze względu na to, że nie nauczyłam się jeszcze doświadczać rozkoszy
                              płynącej ze spożywania jabłek, i, biedactwo, wcinam sobie te swoje gruszki,
                              niczego nieświadoma, pozbawiona zdolności do odczuwania przyjemności z jedzenia
                              owoców, nie mogąca odnaleźć satysfakcji? Chyba nie, bo troszkę to absurdalny
                              przykład... Ale właściwie - przecież delektowanie się smakołykami to rodzaj
                              przyjemności; rozkosz seksualna to też rodzaj przyjemności... To może jednak
                              przykład nie był taki głupi? Ty odczuwasz rozkosz seksualną dzięki działaniu
                              bodźca X, ja - dzięki działaniu bodźca Y, i dopóki nie wyrządzamy nikomu
                              krzywdy, to doprawdy żadna (żadne? nie wiem, czy jesteś mężczyzną, czy kobietą)
                              z nas nie potrzebuje nachalnej i absurdalnej pomocy ani wskazywania "jedynie
                              słusznych" ścieżek...

                              No to po co ten mój post? Powtórzę po raz kolejny, DUŻYMI LITERAMI - on jest
                              PYTANIEM O OPINIE na temat tego, czy opisany przypadek mieści się w zakresie
                              zjawisk określanych przez Ciebie normą seksualną, i co jest dla Ciebie takową
                              normą. Jest pytaniem "grzecznym", nie urażającym - mam nadzieję - nikogo.

                              A jakbym Cię tak zaczęła "nawracać" na swoje sposoby osiągania rozkoszy?
                              opowiadać, że dopóki się nie spróbuje z wieloma partnerami, to się nie umie
                              smakować rozkoszy płynącej ze zbliżenia z jedną, ukochaną osobą? że nadmierna
                              identyfikacja seksu z uczuciami to równie ślepa uliczka jak całkowite
                              odizolowanie seksu i miłości? że co Ty możesz wiedzieć o rozkoszy (naucz się,
                              dziecinko, tak, jak ja robię, to zobaczysz, jak będzie fajnie)...... to chyba
                              nie miał(a)byś ochoty ze mną rozmawiać? No i słusznie, bo tego typu teksty
                              mogłabym wprawdzie uargumentować i podeprzeć się opiniami specjalistów (nie daj
                              Boże znamienitszych od doktora Depko? nie ujmując niczego Panu Doktorowi), ale
                              to nie zmienia faktu, że byłyby to teksty jednostronne, głupie, aroganckie...
                              Bo arogancją jest chęć przykrawania innych ludzi do własnej miary, jakkolwiek
                              piękna, głęboka i szlachetna się ta własna miara wydaje. Arogancja zaś jest
                              dobrym narzędziem do pyskówek, niekoniecznie natomiast do dyskusji.

                              Ponawiam pytanie dotyczące opinii z zakresu norm seksualnych. Upraszam o
                              poniechanie traktowania mnie jak nieszczęsnej ofiary losu i własnych chuci.
                              Jeśli ktoś pragnie mi "pomagać", radzę skierować swe szlachetne zamiary ku
                              osobom rzeczywiście potrzebującym pomocy - mnie się to pomaganie na nic nie
                              przyda. Jeśli ktoś ma ochotę mnie strofować, karcić, nawracać lub umoralniać -
                              proszę się powstrzymać, jeśli łaska.
    • maniia Zazdroszcze tobie!! 11.11.01, 23:08
      Ja mam duzo fantazji co do wielu mezczyzn, ale nie wiem jak zaczac. Czuje
      ciagle podniecenie, ale sie boje ze tuz po orgazmie on spojrzy na mnie z
      pogarda. A jak spotka mnie gdzies?

      Ale bardzo bym chciala byc w Twojej skorze. tylko nie wiem jak zaczac? Bylam
      wychowana zbyt katolicko i pruderyjnie. Wszystkiego dobrego
      • fantasia Re: Zazdroszcze tobie!! 12.11.01, 00:17
        Nie mogę się oprzeć komentarzowi "nie ma czego zazdrościć", a to dlatego, że
        wygenerowanie w sobie podobnej "postawy" nie wydaje mi się zbyt trudne.
        Naprawdę nie silę się zbytnio (o ile w ogóle) na okazywanie facetom, że mam na
        nich ochotę. Zazwyczaj w setki drobnych gierek i tricków zaangażowane są obie
        strony... Wychowanie też zdaje mi się nie mieć wiele do rzeczy, jakoś nie mogę
        narzekać na nadmiar postępowości ze strony moich rodziców - fakt, nie wtrącali
        się zbytnio w moje dorastanie, również to erotyczne, i we wczesnonastoletnim
        wieku pozostawili mi całkowitą swobodę wyboru towarzystwa, zachowań, itp.
        Wynikało to jednak raczej z ich zaufania aniżeli akceptacji dla rozmaitych
        moich wybryków - wychodzili najprawdopodobniej z założenia, że krzywdy sobie
        nie zrobię, co zresztą się sprawdziło.
        Nie wiem, naprawdę... jeśli masz na to ochotę, nie przejmuj się, na litość
        boską, tym, co dany facet na Twój temat pomyśli... gdy oboje czegoś chcecie, w
        równym stopniu za swoje poczynania ponosicie odpowiedzialność, i równie
        swobodnie możecie to oboje potraktować... tak przynajmniej dzieje się w moim
        przypadku, takich partnerów sobie dobieram...
        Pozdrawiam.
        • Gość: Bona To nie jest norma:) IP: *.zgora.dialog.net.pl 12.11.01, 00:34
          Ale jeśli jestes dobrze zabezpieczona przed wszelkimi
          nieporządanymi "niespodziankami" i nie szkodzi to Twoim relacjom społecznym ,
          to masz bardzo duże szanse na spotkanie naprawdę wyjątkowego partnera. Jeśli
          jeszcze potraficie się właściwie rozpoznać, to...będziesz stałą, wierną
          partnerką na dłużej niż 1,5 roku:)))Może na bardzo długo. Oby się tylko nie
          okazało, że książę z bajki ma zobowiązania:))) Będzie przekichane. To nie kpina
          i nie przstroga, tylko konkluzja.
          Pzdr!
          • fantasia Re: To nie jest norma:) 12.11.01, 00:48
            Hmmm... konkluzja nie jest mi nieprzyjemna :-), acz brzmi nieomal proroczo i
            lekkim dreszczem zdejmuje :-)
            Pozwól jednak, Bono, iż uczepię się swego "celu poznawczego" zaznaczonego w
            wypowiedzi wyjściowej. Zwracając się do Ciebie nie tylko jako do wyroczni (oby
            negatywne wskazania szklanej kuli się nie sprawdziły! :-)), ale i jako do
            niekwestionowanego autorytetu tutejszego forum spytam Cię, co też z Twego
            punktu widzenia jest "nienormalnego" w moim "podejściu" (poza liczbą, jest
            niewątpliwie niestandardowa - ale jej niestandardowość też nie wydaje mi się
            równoznaczna z nie-mieszczeniem-się-w-granicach-normy)? Dlaczego, z jakich
            przyczyn, to nie jest norma?
    • brronek PROWOKACJA!!?? 12.11.01, 02:27
      Do fantasia. Nic z tego nie rozumiem. Po co ten watek? Odnosze silne
      wrazenie ze robisz wszystko zeby przyciagnac uwage brzydkiej plci na tym forum.

      Albo fantazjujesz, albo Ci z ktorymi sie puszczasz to tylko ilosc a nie jakosc,
      i tutaj szukasz.

      Zobaczymy, moze kogos podlapiesz
      • Gość: Maur Re: PROWOKACJA!!?? IP: *.chello.pl 12.11.01, 02:38
        Prowokacja, nie prowokacja, temat jest ciekawy, i pogadac mozna.
      • fantasia Re: PROWOKACJA!!?? 12.11.01, 21:09
        Cel zaznaczony jest w pierwszym poście. POZNAWCZY. Szukam odniesienia własnych
        zachowań do rozmaitych kryteriów "normatywnych". Szukam odzwierciedlenia
        własnej niezbyt typowej postawy w opiniach, odczuciach, przekonaniach innych
        ludzi. Doszukiwanie się w tym drugiego dna jest bardziej "podejrzanym" objawem
        aniżeli moje intencje...
    • watka Pretekst 12.11.01, 03:03
      Ja tez nie rozumiem. Czy ten tytul "czy jestem w normie" jest po to by tu sie
      zaprezentowac?

      Bo przeciez piszesz ze jestes b.zadowolona ze swojego trybu zycia. Dlaczego to
      pytanie czy jestes w normie? Kazdy jest inny. Nie zdziwie sie jak nastepny(a)
      gosc tego form napisze ze miala 100 mezczyzn itd. Co to ma znaczenie?
      Jezeli jest jej z tym dobrze, to po co to pytanie??? Nie probuje byc
      niezyczliwa. Wszystkiego dobrego i moze lepszego zrozumienia siebie?
      • fantasia Re: Pretekst 12.11.01, 21:14
        Samą introspekcją niczego nie zdziałam... w zakresie, w którym życzysz mi
        powodzenia, a mianowicie w trzeźwym osądzaniu własnych zachowań... ja nie
        jestem z tego gatunku, co to ślepo pędzi za przyjemnością i konstatując "jest
        mi z tym dobrze" nie ma ochoty konfrontować tego, co robi, z zasadami, normami,
        postawami prezentowanymi przez innych ludzi. Metodą takiego płyciutkiego
        hedonizmu można się naprawdę w potężne bagno wpakować... Wolę zapoznawać się z
        opiniami innych ludzi niż tkwić w tępym samozadowoleniu spowodowanym
        zapatrzeniem się we własną przyjemność. Oczywiście, zadaję takie pytania
        również i znajomym, przyjaciołom, kochankom. Postanowiłam zapytać o zdanie
        ludzi wypowiadających się na forum "seksuologia", a więc w jakiś sposób
        zainteresowanych tą dziedziną życia i wiedzy... których
        wypowiedzi "kategoryzujących" wysłucham z zainteresowaniem... I tyle.
    • Gość: Mazur Re: Czy mieszczę się w normie? IP: *.CHCG.splitrock.net 12.11.01, 04:18
      Lubie szybkie ,bezpruderyjne dziewczyny i chetnie sie z Toba spotkam.Poza tym
      mam duzo strasznie napalonych kumpli ktorzy podobnie podchodza do spraw sexu
      jak Ty. Moze uda Ci sie pobic rekord Ksiegi Guinesa czego Ci z calego serca
      zycze.
      Miescisz sie absolutnie w polskiej normie.
      • fantasia Re: Czy mieszczę się w normie? 12.11.01, 21:17
        Hmmm... rekordziści z Księgi Guinnessa chyba dość odlegli są od norm
        wszelakiego typu, nieprawdaż?
        Ponadto akurat w tym zakresie normy są skrajnie odmienne w odniesieniu do
        przedstawicieli przeciwnych płci..... akurat tyle to zdążyłam bez większego
        kłopotu stwierdzić, iż mój stosunek do seksu i do zmysłowości więcej ma chyba
        wspólnego z męskimi niż z kobiecymi reakcjami... ale jak to się ma do tych
        rzeczywistych norm, i tych stanowionych przez szeroko pojętą "opinię
        społeczną", i tych jednostkowych, bez których kategoryzowanie świata byłoby
        chyba cholernie trudne...
    • kusik Tak tak tak - miescisz sie! 12.11.01, 05:21
      Wiesz, gdy chlopcy zaczeli zwracac na mnie uwage bylam taka "cnotliwa". Ale
      jak zaczelam, to wpadlam w jakis trans. Jem kiedy mam ochote, to czemu nie
      seks? Jestem bardzo wyuzdana szczegolnie z mezczyznami, z ktorymi nie jestem
      w zwiazku.

      Kedys przyszla mi wielka ochota w pociagu. Moj wspolpasazer i ja skonczylismy w
      toalecie. Dochodzi do absurdalnych sytuacji. Nie przejmuj czy to w normie czy
      nie. Moze jestem latwa, czy ku...ale mi z tym dobrze - robie co lubie.

      p.s.
      Z tym ze bez jedzenie moge, ale bez seksu nie!
      • fantasia Re: Tak tak tak - miescisz sie! 12.11.01, 21:21
        A ja mogę... u mnie nie nosi to jakichś szczególnych znamion uzależnienia... a
        jeśli, to nie poważniejszego niż uzależnienie od herbaty Lipton - pewnie, że ją
        okrutnie lubię i piję przy rozmaitych nadarzających się okazjach, ale nie ma,
        to nie ma, nie ma dramatu z tego powodu, nie ma syndromu odstawienia narkotyku,
        jak akurat tak się układa i tak to sobie sama układam, to widocznie taki czas
        teraz... widzisz, to zabrzmi oczywiście pretensjonalnie, ale ja to robię, bo
        lubię, a nie dlatego, że w jakikolwiek sposób się do tego przyzwyczaiłam, czy
        coś sobie na przykład rekompensuję... może jest tak w jakichś najgłębszych
        pokładach nieświadomości, no ale żebym tak zupełnie tego nie dostrzegała??? :-)
    • evag re: fantasia 12.11.01, 07:17
      Wiesz piszesz jak prawdziwy naukowiec. A moze ty piszesz naukowa prace. I ta
      sytuacja jest hipotetyczna, bo jakos tak dziwnie sie czyta. Musisz byc bardzo
      inteligentna.

      Czytam i gubie sie w tych wywodach. Czuje sie taka glupia. Nie bardzo rozmiem
      to "zagrozenie mezczyznie w sensie emocjonalnym czy erotycznym". Masz tu na
      mysli ze sa gdzies zwiazani? A co do tego czy to zdrowe spolecznie, to w jakim
      sensie? To sama chyba wiesz jak reaguje na Twoje zachowanie Twoje otoczenie.
      Zagrozenie psychiczne: nie wiem jakie, bo jestes z tym wszystkim szczesliwa, nie
      masz kaca. A w sense medycznym, no to zabezpieczasz sie przed ewentualnym
      zlapaniem VD. Sama odpowiedzialas sobie na pytania. Chcesz chyba pokazac swoja
      inteligencje, albo rzeczywiscie piszesz jakas prace naukowa.

      Jakos trudno sie czyta Twoje wywody. Nie latwiej byloby napisac prostszym
      jezykiem. Mam nadzieje ze Pan Doktor zrozumie Twoj jezyk i motyw tego watku.
      Moze on nie nalezy na to forum.

      Ale tez podobno jest duzo fantazjowania na necie. Nie wiem.

      Albo sie z wszystkich tu nabijasz.
      • Gość: Maur Re: re: fantasia IP: *.chello.pl 12.11.01, 10:46
        Tak, tez zwrocilo to moja uwage. Fantasia albo jest facetem albo kobieta o
        bardzo meskim umysle. W obu przypadkach ma to spory sens. I mysle, ze sytuacje
        kusik i fantasi sa zupelnie rozne. Co zreszta widac po ich postach.
        • fantasia Re: re: fantasia 12.11.01, 21:47
          Cholera! Tego to już nie lubię!
          Umysł mam LUDZKI (HOMO SAPIENS SAPIENS), nie męski lub kobiecy! I intelektu
          oraz ścieżek rozumowania chyba jednak nie trza w to mieszać!!!

          Co do natomiast zastanowień, czy ja może jestem facetem, czy jakąś pokrzywioną
          kobietą - ludzie, jakiż sens mają takie spekulacje? Jeśli wydaje Wam się, że
          udaję kogoś, kim nie jestem, tudzież że robię kogokolwiek w balona, to
          angażowanie się w dyskusję z taką osobą jest pozbawione sensu. Jeśli zaś
          przyjmiecie, że jestem, kim jestem, i pytam Was o rzeczywiście mające w moim
          życiu miejsce zjawisko, to na cóż te spekulacje? Do żadnych konstruktywnych
          wniosków one nie prowadzą, a wyłącznie w mniejszym lub większym stopniu drażnią
          obie strony...

          Wyjaśnienie kwestii płci i moich wypaczeń - XX, najzupełniejsza XX, w dodatku
          włosy rzeczywiście blond, a co gorsza - dłuższe niż krótsze...
          :-)
          • Gość: Maur Re: re: fantasia IP: *.chello.pl 12.11.01, 22:00
            Wyluzuj sie, jesli ty sie mozesz zastanawiac, czy cos jest norma, inni moga
            przeciez zastanawiac sie nad roznicami miedzy mozgami mezczyzn i kobiet...
          • Gość: Maur Re: re: fantasia IP: *.chello.pl 12.11.01, 22:07
            Moze jeszcze dokladniej. Ja w kazdym razie nigdy nie twierdzilem, ze jestes jakas
            pokrzywiona... :)
            I mimo, ze sam raczej nie przywiazuje wielkiej wagi do roznic miedzy plciami, Ty
            naprawde robisz wrazenie bardzo (psychologicznie) meskiej osoby. Swoja droga, to
            musi byc niesamowity kontrast, skoro jestes dlugowlosa blondynka, czyli swego
            rodzaju nowoczesnym archetypem kobiety... nie dziwie sie (dodajac do tego Twoja
            atrakcyjnosc, i fakt ze jestes inteligentna), ze nie masz problemu z partnerami.

            I na koniec, mimo ze ciagle jestem pod wrazeniem, to nie znaczy ze nie wierze w
            to co mowisz.
      • Gość: Ewa Do ewag IP: *.lodz.sdi.tpnet.pl 12.11.01, 10:51
        Nie dość, że młoda, inteligentna to jeszcze kocha seks. A może jeszcze jest
        blondynką? Myślisz, że to wszystko nie może iść w parze. Mniej kompleksów.
      • fantasia Re: re: fantasia 12.11.01, 21:34
        Witam,
        Element "zagrożenie dla mężczyzn" pojawił się tylko w ramach wyprzedzenia i nie
        dopuszczenia do oskarżania mnie o krzywdzenie biednych mężczyzn, którzy może
        właśnie się we mnie zakochują na pęczki, a ja tu nimi pomiatam... to jest taki
        typowy odruch pewnego gatunku forumowych krzykaczy, zatem postanowiłam go
        uprzedzić - na niezobowiązujący seks pozwalam sobie tylko z osobami, które
        traktują go równie niezobowiązująco jak ja (mam szczęście - to "naturalna"
        postawa większości facetów :-)).
        Nie piszę pracy naukowej (a nawet jeśli, to nijak nie związaną z seksuologią, a
        już tym bardziej z moją własną seksualnością), z nikogo się nie nabijam, gdyż
        pewien jednak stopień dojrzałości mnie cechuje i z podobnego typu idiotycznych
        prowokacyjek dawno już wyrosłam. Być może jestem dość inteligentna, nie mnie to
        oceniać, a zresztą ma to niewiele do rzeczy (no, chyba, żeby miało, ale to już
        skojarzenie bardzo dalekiego zasięgu).
        Po co mi to? Ojeja, wyobraź sobie, że uwielbiasz hazard, który uprawiasz
        namiętnie i radośnie (choć nie nałogowo), i w którym, co ciekawsze, masz sporo
        fuksa. Twoi przyjaciele, Twoje otoczenie albo się bardzo dobrze bawią razem z
        Tobą na wyścigach konnych, albo przynajmniej przychylnie traktują tę rozrywkę...
        Ale to jeszcze nie znaczy, że ten hazard jest najfajniejszy na świecie i że
        przy tak sprzyjających okolicznościach należy nie tylko mu się oddawać, ale
        jeszcze lubić w sobie to uleganie rozkosznej pokusie. To nie znaczy, że
        ktokolwiek poza przyjaciółmi zaakceptuje podobną postawę... to nie znaczy, że -
        moja prywatna "etyka" jest najgenialniejsza, jaką można wymyślić, i to nie
        znaczy, że nie ma po co pytać o takie rzeczy innych ludzi... Zdarza się
        przecież tak, że ktoś sobie kombinuje w sposób mądrzejszy i spójniejszy ode
        mnie... może ta osoba będzie uważała moje zachowania za normę, a może właśnie
        nie, i może właśnie przydałoby mi się wysłuchanie takiego właśnie, odmiennego,
        może rozsądniejszego, "zdania"... Nie szukam aprobaty dla swoich zachowań, bo
        tej mam w gronie rzeczonych kochanków oraz bliskich mi osób bardziej chyba
        nadmiar niż niedobór. Zadałam pytanie o opinie, o postrzeganie norm.
        • brronek ambarasujacy post 12.11.01, 21:44
          Kobieto, a raczej osobo - co Tobie odbilo? Po co tyle tu gadac. Co tak
          bardzo usilujesz nas przekonac. Jest takie anagielskie przyslowie, "... za
          bardzo protestujesz!"

          Glowa mnie rozbolala z tych Twoich wywodow. My jestesmy tylko czubki i nie
          zrozumiemy. Zamilknij z godnoscia. Poczekaj na naszego kochanego Doktora Depko
          (ktory zreszta jeest wspanialy i wszyscy go tu kochamy)
          • fantasia Re: ambarasujacy post 12.11.01, 21:50
            Z czekaniem na doktora Depko na tym forum bywa różnie, jak wiadomo. Zresztą mój
            post doprawdy nie tylko do niego był adresowany. Zadałam konkretne pytanie,
            usiłuję uzyskać od forumowiczów odpowiedzi, po drodze próbując uniknąć napaści
            ze strony osób, których ulubioną rozrywką jest snucie domysłów.
    • brronek nick fantasia mowi za siebie! 12.11.01, 07:40
    • brronek strata czasu! 12.11.01, 11:08
      I ta swiadomosc prawie dokladne ilosci partnerow. Nie wiam jaka ona/on jest,
      ale to wszystko brzmi bardzo klinicznie. Nie wierze by sie za tym kryla ciepla
      kobitka.

      Zostawmy ten dziwny watek dla pana doktora. Strata czasu!
    • Gość: nel Re: Czy mieszczę się w normie? IP: *.acn.waw.pl 12.11.01, 18:52
      droga fantasio...hmm troche mnie twoj list zaskoczyl..absolutnie nie jestem
      pruderyjna..ale wydaje mi sie ze twoje pytanie(tytul postu)jest wrecz
      absurdalne..bo generalnie nie mozna nazwac normalnym zachowaniem sypianie z kim
      popadnie..kobieto masz 25 lat a spalas z 70 facetami..i moze mi powiesz z sex
      dla ciebie laczy sie jeszcze z jakims uczuciem..nie uwierze..w takim razie
      wniosek jest jeden ty tak naprawde nie zaznalas jeszcze prawdziwej milosci i
      potrzeby bliskosci z osoba ktora sie kocha..wspolczuje..
      • fantasia Re: Czy mieszczę się w normie? 12.11.01, 21:58
        Witam,
        Dziękuję za zamieszczone w licznych kopiach wyrazy współczucia. Cóż, darowanemu
        współczuciu w zęby się nie patrzy.
        Wątek dotyczy mojego życia seksualnego, nie uczuciowego, i atakowanie mnie
        pokrzykiwaniami na temat mojej bezemocjonalności tudzież wielkiego
        pokrzywdzenia jest nie tylko chamskie, ale i nie na temat.
        A teraz pytanie na temat: czy norma seksualna determinowana jest li tylko
        LICZBA partnerów?
        (jeśli tak... jaka jest różnica między seksuologią a matematyką czy statystyką
        w takim razie?)
    • Gość: nel Re: Czy mieszczę się w normie? IP: *.acn.waw.pl 12.11.01, 18:52
      droga fantasio...hmm troche mnie twoj list zaskoczyl..absolutnie nie jestem
      pruderyjna..ale wydaje mi sie ze twoje pytanie(tytul postu)jest wrecz
      absurdalne..bo generalnie nie mozna nazwac normalnym zachowaniem sypianie z kim
      popadnie..kobieto masz 25 lat a spalas z 70 facetami..i moze mi powiesz z sex
      dla ciebie laczy sie jeszcze z jakims uczuciem..nie uwierze..w takim razie
      wniosek jest jeden ty tak naprawde nie zaznalas jeszcze prawdziwej milosci i
      potrzeby bliskosci z osoba ktora sie kocha..wspolczuje..
      • Gość: fanny Re: Czy mieszczę się w normie? IP: *.chello.pl 12.11.01, 22:39
        A ja mam pytanie dodatkowe, jesli mozna...
        Dlaczego "konczysz" z partnerem seksualnym i znajdujesz nowego? Czy dlatego, ze
        seks z nim nie jest dla Ciebie satysfakcjonujacy? zaczyna Cie nuzyc? ktos inny
        zaczyna Cie bardziej krecic?
        • fantasia przyczyny - fanny 13.11.01, 00:43
          Z bardzo, bardzo różnorakich przyczyn.
          Czasem ja kończę, czasem on. Czasem samo się kończy.
          Czasem ktoś zaangażuje się troszkę za bardzo. Albo ktoś troszkę za mało. Czasem
          ktoś ucieka, a czasem ktoś goni. Czasem seks jest z biegiem czasu bardziej
          ekscytujący, czasem bardziej nużący. Czasem jest tak, że ktoś naprawdę ma
          ochotę tylko raz. Czasem coś nie wychodzi. Czasem to osobowość determinuje
          zakończenie/rozpoczęcie relacji. Czasem emocje. Czasem popęd. Czasem
          przemyślenia. Czasem okoliczności. Jeszcze do tego wszystkiego "przypadki"
          i "zbiegi okoliczności". Jeszcze pomyłki. A czasem zaczyna się i/lub kończy
          samo... Nie znajduję reguły czy choćby kombinacji reguł.
        • Gość: nel Re: Czy mieszczę się w normie?nowa IP: *.acn.waw.pl 13.11.01, 08:59
          cos mi sie zepsulo z kompem dlatego tyle tych postow..przykro mi fantasio ze
          uwazaz moja wypowiedz za chamska..widocznie tak naprawde nie potrzebujesz ani
          rady ani pomocy bo sama wiesz najlepiej ze to co robisz jest dla ciebie
          normalne..i sprawia ci przyjemnosc..w takim razioe nie zabardzo rozumiem po co
          tu napisalas?zeby sie pochwalic jaka to ty jestes wspaniala?powiem ci...nie
          jestes.a skoro dla ciebie strona emocjonalna nie ma zwiazku z fizyczna(i kpisz
          z tego co ci napisalam)to rozwniez bardzo wspolczuje twojemu ewentualnemu
          przyszlemu mezowi..pozdrawiam
          • lucki73 Re: Czy mieszczę się w normie?nowa 13.11.01, 09:27
            Gość portalu: nel napisał(a):

            > cos mi sie zepsulo z kompem dlatego tyle tych postow..przykro mi fantasio ze
            > uwazaz moja wypowiedz za chamska..widocznie tak naprawde nie potrzebujesz ani
            > rady ani pomocy bo sama wiesz najlepiej ze to co robisz jest dla ciebie
            > normalne..i sprawia ci przyjemnosc..w takim razioe nie zabardzo rozumiem po co
            > tu napisalas?zeby sie pochwalic jaka to ty jestes wspaniala?powiem ci...nie
            > jestes.a skoro dla ciebie strona emocjonalna nie ma zwiazku z fizyczna(i kpisz
            > z tego co ci napisalam)to rozwniez bardzo wspolczuje twojemu ewentualnemu
            > przyszlemu mezowi..pozdrawiam

            A dlaczego współczujesz, jeśli mogę zapytać? Ustaliliśmy już na tym Forum, że
            podstawą poprawności emocjonalnej w związku pomiędzy dwojgiem ludzi jest m.in.
            ich odpowiednie dobranie się temperamentami i upodobaniami seksualnymi. Wystarczy
            więc, że fantassia poszuka sobie życiowego partnera wśród mężczyzn (a może
            kobiet), dla których seksualność jest mocno oddzielona od uczuciowości i wówczas
            dla żadnego z partnerów nie będzie przeszkodą akceptowanie "rozwiązłości"
            seksualnej w związku. Co więcej, jeśli będą chcieli mogli będą oddawać się
            uciechom związanym ze "zdradą fizyczną" wspólnie. A o znalezienie takiego
            partnera/partnerki wcale nie trudno. ---------
            • Gość: Max Re: Czy mieszczę się w normie?nowa IP: 158.66.108.* 13.11.01, 10:44
              Halo lucki,

              o znalezienie "rozwiązłego" rzeczywiści nie trudno. W tym się z tobą w pełni
              zgadzam. Czy twój post to propozycja?

              Halo,Max
            • Gość: Maur Re: Czy mieszczę się w normie?nowa-do Nel IP: *.chello.pl 13.11.01, 11:01
              Nie, ja po prostu nie moge, Nel, czy przeczytalas w ogole jej wypowiedzi?
              Fantasia nigdy nie powiedziala, ze szuka tu rady lub pomocy. Nie powiedziala
              rowniez, ze emocjonalnosc nie ma zwiazku z fizycznoscia.

              Co do chamstwa i kpin, to juz subiektywne odczucia, i nie bede sie wypowiadal.
              Moim zdaniem, ty traktujesz ja z wyzszoscia, a ona ciebie ironicznie.
              • Gość: nel Re: Czy mieszczę się w normie?do maura IP: *.acn.waw.pl 13.11.01, 14:36
                no coz przykro mi ze mam takie staroswieckie poglady..a wy wszyscy jestescie
                maxymalnie tolerancyjni..wcale sie nie wywyzszam.-wyrazam tylko swoje
                zdanie,bopowiem szczerze ze dla mnie jest to cos totalnie niezrozumialego zeby
                panna w tym wieku miala 70 facetow..a swoja droga czy wy faceci chcielibyscie
                miec kobiete z tak bujna przeszloscia..sorry ale to nie jest norma
                • Gość: Max Re: do nel IP: 158.66.108.* 13.11.01, 16:12
                  Halo nel,

                  w pełni podzielam twoją opinię. Z dziewczyną coś nie tak. Może jest nimfomanką?

                  Halo,Max
    • Gość: nel Re: Czy mieszczę się w normie? IP: *.acn.waw.pl 12.11.01, 18:53
      droga fantasio...hmm troche mnie twoj list zaskoczyl..absolutnie nie jestem
      pruderyjna..ale wydaje mi sie ze twoje pytanie(tytul postu)jest wrecz
      absurdalne..bo generalnie nie mozna nazwac normalnym zachowaniem sypianie z kim
      popadnie..kobieto masz 25 lat a spalas z 70 facetami..i moze mi powiesz z sex
      dla ciebie laczy sie jeszcze z jakims uczuciem..nie uwierze..w takim razie
      wniosek jest jeden ty tak naprawde nie zaznalas jeszcze prawdziwej milosci i
      potrzeby bliskosci z osoba ktora sie kocha..wspolczuje..
    • Gość: nel Re: Czy mieszczę się w normie? IP: *.acn.waw.pl 12.11.01, 18:53
      droga fantasio...hmm troche mnie twoj list zaskoczyl..absolutnie nie jestem
      pruderyjna..ale wydaje mi sie ze twoje pytanie(tytul postu)jest wrecz
      absurdalne..bo generalnie nie mozna nazwac normalnym zachowaniem sypianie z kim
      popadnie..kobieto masz 25 lat a spalas z 70 facetami..i moze mi powiesz z sex
      dla ciebie laczy sie jeszcze z jakims uczuciem..nie uwierze..w takim razie
      wniosek jest jeden ty tak naprawde nie zaznalas jeszcze prawdziwej milosci i
      potrzeby bliskosci z osoba ktora sie kocha..wspolczuje..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka