samo
07.07.08, 13:03
Jak juz jakis czas temu pisalam, przenieslismy sie do PL. Nie bede sie wdawac
w szczegoly jak tam Polska itede i itepe, chce tylko forumowa spolecznosc na
cos uczulic.
Wiekszosc z nas wysyla czasami paczki do Polski, nie? Dla mnie to juz past
tense, ale sama sobie na koniec wyslalam ich 21, do tego 4 krzesla i 2 rowery.
I tu zaczela sie moja przygoda.
Jak sobie ten Polak wysyla paczke do Polski, to slyszy od Pani, ze paczka
dojdzie w 2 lub 6 tygodni. OK. Polak mysli, ze zanim paczka trafi do rak
szczesliwego wybranca, to bedzie albo w kontenerze, albo w firmowym
samochodzie. Otoz nie! Paczka moze na przyklad lezec w piwnicy kogos, kto
nigdy nie widzial na oczy ani tego, kto ja wyslal, ani tego, kto ma ja dostac!
A skad to wiem? Bo mam w piwnicy 3 cudze paczki!!! A skad je mam? Kierowca
zostawil mamie tydzien temu (nas nie bylo), wraz z 1 paczka dla nas.
Powiedzial ze nie moze teraz jechac ich dostarczyc i czy moglby je u nasz
przechowac. Mama to mila osoba wiec sie zgodzila. Co prawda od razu pozalowala
jak pan odjechal, no ale bylo za pozno. Ja tam nigdy bym na to nie pozwolila,
ale ludzie sa rozni. Ja najwyrazniej nie jestem taka mila :o)
Anyway, przyjechalam do domu rodzicow w zeszlym tyg. zeby w weekend odebrac
reszte, bo sprawdzilam sobie na stronie Domy (tracking #s), ze 19 z 21 paczek
jest juz "w samochodzie dystrybucyjnym". Nic sie nie pojawilo w ciagu 3 dni,
wiec zadzwonilam do Domy w Chicago. Tam mi powiedzieli, ze mam zadzwonic do
polskiego biura. W polskim biurze pani najpierw mnie dala na hold na 20 minut,
a potem na moje pytanie ile czasu jedzie samochod dystrybucyjny z Wawy nad
morze odburknela, ze firma ktora rozwozi paczki ma 10 (!!!) dni na
rozwiezienie przesylek wiec od czasu jak w trackingu pojawi sie "sam. dystr."
mam czekac do 10 dni a jak ten czas minie, mam znowu do niej zadzwonic, a w
ogole to "ona ma tu klientow i musi konczyc". Dostalam jednak od niej na
pocieszenie kolejny numer tel., tym razem do oslawionego juz posiadacza "sam.
dystr." :o)
Zadzwonilam do tego pana, ktory poinformowal mnie, ze owszem, ma moje paczki
(nie wie ile bo nie liczyl) i zebym sie nie martwila, bo on ma "suchy magazyn
i nic tu sie paczkom nie dzieje". Ja na to, ze mam nadzieje, ze sa w
magazynie, a nie w cudzych mieszkaniach, bo jego kierowca zostawil nam cudze
paczki, co mi sie kompletnie nie podoba. Pan udal zaskoczonego, po czym
stwierdzil: "ja ufam pani, a pani ufa nam". No wiec pytam go, kiedy dostane
reszte przesylek. On na to, zebym zadzwonila do niego "jutro rano, wtedy
bedzie wiecej wiedzial". Nastepnego dnia odebral po 2 godzinach, o 12 w
poludnie i powiedzial, ze "jednak dzisiaj nie wyjada, tylko w poniedzialek, no
i wtedy dostane polowe paczek, a tak w ogole- i tu cytuje i trzymajcie mnie bo
nie wytrzymam-
TO TYLE PANI PUDEL NAPAKOWALA I TAKIE CIEZKIE ZE MI SIE TO W OGOLE NIE PODOBA"
W tym momencie poszla mi para z uszu. Ale mysle sobie, co bede z nim
dyskutowac, nie dam sie sprowokowac.
Nadszedl poniedzialek, magiczny dzien, w ktorym w koncu mielismy dostac
"polowe paczek". Podjezdza facet, dzwoni domofonem i mowi zeby ZEJSC PO
PACZKI. Chwila konsternacji ("door to door service"?), ale schodzimy, bo nam
odjedzie, a przeciez trzeba mu oddac te cudze pakunki co leza w piwnicy.
Schodzimy. Tam czekaja na nas 3 najmniejsze pudelka. Oszczedze detali
konwersacji, w kazdym razie znowu sie dowiedzialam jakie ja wielkie pudla
powysylalam, no i ze on teraz tych cudzych paczek nie zabierze bo nie ma
miejsca w samochodzie (byl w polowie pusty, czulam sie jak na planie jakiegos
surrealistycznego filmu). No i pojechal.
Epilog:
wlasnie namowiona przez BF-a zadzwonilam do szefa tej firmy dystr. On na to ze
"mi obiecuje reszte paczek w nast. sobote" no i ze cos wspomnialam, ze tylko
czekam na przesylki zeby sie przeniesc z klamotami do Poznania, a oni sa w
polowie naszej drogi do Poznania, to moze "JA PRZYJECHALABYM PO PROSTU PO TE
PACZKI"???
Wydalismy na wysylke klamotow $1500. Teraz sie zastanawiam czy nie wydac
jeszcze paru setek, nie wynajac sobie samochodu dostawczego i nie pojechac,
zaladowac sobie paczek i nie pojechac. W koncu Polak potrafi. A rowery i te 2
pozostale ktore zniknely (nie ma ich w ogole w trackingu), moze kiedys dojda.
A moze rowery sa juz u kogos w piwnicy?
uff.