Dodaj do ulubionych

cechy autora/rki bestsellera

16.09.10, 22:32
Na podstawie kilku polskich bestsellerów ostatnich lat ustaliłam, że nie każda książka się sama broni, ani się sama sprzedaje bo gdyby tak było, to połowa przepadłaby z kretesem. W zasadzie na sprzedaż składają się czynniki pozaliterackie, zwłaszcza w literaturze dla kobiet. Jakie cechy osobowe powinna mieć autorka, bądź autor ( rzadziej bo raczej dla kobiet nie piszą mężczyźni ) żeby stała się Autorką Bestsellera. Hmmm, jak myślicie?
Obserwuj wątek
    • czepialska Re: cechy autora/rki bestsellera 17.09.10, 07:33
      Odpowiedź jest jedna: kontakty i duże możliwości "wsparcia" co w sumie na jedno wychodzi. Nie zaszkodzi też wielka pewność siebie i ekspansywna natura autora/ki. Reszta raczej mało istotna...
      • jeepwdyzlu Re: cechy autora/rki bestsellera 22.09.10, 10:16
        nieprawda
        Wasze uwagi dotyczą literatury słabej
        Dobra - sama się obroni...
        jeep
        • wlodekbar Re: cechy autora/rki bestsellera 24.09.10, 00:11
          Tu sie zgadzam, i takze autor o bardzo delikatnej naturze i tzw. sile przebicia mikrej, moze stac sie slawny i bogaty.
          No, w Polsce moze nie az taki bogaty, ale zamozny. Przynajmniej na tyle, ze nie bedzie latal po okolicznych sklepach i studiowal ceny niczym swiadkowie Jehowy badaja Pismo Swiete:).
        • nomina Re: cechy autora/rki bestsellera 24.09.10, 16:48
          Niestety, nie obroni się coś, czego nikt nie zna, a nie zna, bo to coś nie dotarło do odbiorcy, stłamszone nachalną promocją innych utworów.

          Taki OT egocentryczny... ja na zagadnienie z tego wątku udzieliłam kiedyś odpowiedzi w mojej książce, która parodiuje rynek wydawniczy. Skaj zaświadczy ;).
          • lucyolejniczak Re: cechy autora/rki bestsellera 27.09.10, 09:43
            Zgadzam się z nominą, nie obroni się książka, której praktycznie nie ma na rynku. Jeśli pozycję nieznanego autora, parę miesięcy po jej wydaniu można kupić tylko na indywidualne zamówienie, a do większości księgarń po prostu nie dotarła, to kto o niej będzie wiedział oprócz znajomych i rodziny? Więc albo "poparcie", albo łut szczęścia i książka przypadkiem dostanie się w ręce przychylnego krytyka. Reklama, zwłaszcza ta nachalna, sprawia, że książka staje się bestsellerem.
            • zona_mi Re: cechy autora/rki bestsellera 27.09.10, 11:11
              Temat tego wątku kojarzy mi się nieodparcie z książkami Małgorzaty Kalicińskiej.
              Miałam przyjemność poznać ją kiedyś na spotkaniu autorskim, naprawdę jest uroczą i przemiłą osobą, z przyjemnością słuchałam jej wypowiedzi, jednak sukces jej "Rozlewisk", ich promocja, serial itd., to w mojej ocenie wyłącznie kwestia pleców, rodziny znajomych, czyjejś usilnej pracy, by wypchnąć p. Małgosię do góry. Zresztą sama mówiła o namowach rodziny, by wziąć się za pisanie i potem aktywną pomoc w dążeniu do wydania, o krewnych/znajomych w telewizji itd.
              Żeby jakiś "brylant" ujrzał światło dzienne, a potem dotarł do czytelników - został zauważony, znalazł się w księgarniach itd. - najpierw ktoś z możliwościami musi się tym zająć.
              Gdyby Harrego Pottera nie reklamowano tak aktywnie, mógłby leżeć w kilku księgarniach zakurzony i pies z kulawą noga by o niego nie pytał.
              • wlodekbar Re: cechy autora/rki bestsellera 27.09.10, 23:35
                Wszystko dobrze, tylko nie popadajmy w paranoje - bez wysokich, raczej szewrokich, plecow, bez kontaktow, bez konszachtow z Wiejska, z dyjablem, z anielami, bez - dopisac jeszcze dziesiec slow:) - ANI RUSZ!

                Ja kiedys zapytalem Stefana Bratkowskiego o to, jaki tekst dobrze sie sprzedaj. Odpowiedzial krotko: Dobry. I od tego momentu przestalem sie martwic na zapas.
                • zona_mi Re: cechy autora/rki bestsellera 28.09.10, 08:53
                  Spokojnie i bez paranoi - mówię tylko, że mi się akurat z Rozlewiskiem skojarzyło, bo to taka twróczość, która w mojej ocenie nie zasługuje na aż taką promocję.
                  Chętniej widziałabym sfilmowany "Dagerotyp" chociażby, żeby daleko nie szukać, a zanim Autorka znalazła wydawcę to minęło ze dwa lata. Albo mój ulubiony "Rembrant" Manuli Kalickiej. Natomiast pani Kalicińska już nawet wspomnienia zdążyła wydać i nie ukrywa pomocy "pleców" przy tym wszystkim.
            • wlodekbar Re: cechy autora/rki bestsellera 27.09.10, 23:29
              Ja mysle, ze reklama, takze ta nachalna, przy kiepskim produkcie (generalnie) nie wystarczy. Ksiazka kiepska (generalnie) kiepsko sie sprzedaje. A dobra dobrze, i basta.

              PS Pomijam tu takie hity/"hity" jak ten o Ryszardzie Kapuścińskim. Nie znam zupelnie ksiazki, ale sam temat... Tyle ze takie publikacje goszcza na rynku raczej krotko.
              • mz64 Re: cechy autora/rki bestsellera 28.09.10, 10:15
                promocja na pewno jest wazna, ale ksiązka musi nsie sama obronic. Musi trafic w ducha czasów, w gusta, czasem w temat. A przy okzaji: znacie ksiązkę, która stała się bestsellerem, ale by la wydana przez małe wydawnictwo? Ciekawa jestem. Mnie nie przychodzi taki przykład do głowy.
                • donetta Re: cechy autora/rki bestsellera 28.09.10, 12:16
                  mz64 napisała:

                  > promocja na pewno jest wazna, ale ksiązka musi nsie sama obronic.

                  O własnie! Musi być i jedno i drugie, kiepska książka przy najlepszej promocji wczesniej czy później wysiądzie, a czytelnik poczuje sie oszukany, że mu kit wciskają i głupka z niego robią.
                  • wlodekbar Re: cechy autora/rki bestsellera 28.09.10, 18:40
                    No pewnie, ze tak!!!
                • twojabajka Re: cechy autora/rki bestsellera 28.09.10, 12:24
                  Sonia Draga podobno kupiła Kod Leonarda da Vinci zanim w ogóle założyła wydawnictwo.
                • monikate Re: cechy autora/rki bestsellera 28.09.10, 17:37
                  "Lubiewo" Michała Witkowskiego zostało wydane przez takie mniejsze wydawnictwo - Halart i stało się bestsellerem i ciągle pozostaje najlepszą książką tego pisarza.
              • twojabajka Re: cechy autora/rki bestsellera 28.09.10, 12:21
                Ale przecież największe bestsellery to wcale nie są najlepsze książki; Dan Brown, Paulo Coelho czy Eric Emmanuel Schmitt najlepszymi przykładami. Bestseller musi raczej mieć jakiś nie do końca uchwytny zbiór cech, które przemówią do odbiorców. W połączeniu z promocją mogą one stanowić o sukcesie tytułu. Prawdziwy bestseller (dajmy na to pow. 100 tys. egz.) to jednak książka, która dotrze do osób, które na co dzień nie czytają - czyli rola promocji czy rozgłosu (polecanie sobie czytadeł) jest w jego przypadku bardzo ważna. Dlatego też tak dobrze sprzedaje się skandal, jak w przypadku książki o Kapuścińskim.
                • pisam Re: cechy autora/rki bestsellera 28.09.10, 16:21
                  Która teraz stoi na półkach EMPiK-u i nikt po nią nie sięga... ha ha ha :-)) Coś mi się zdaje, że Wydawca nie zarobi zbyt dużo na tym dodruku.
                • wlodekbar Re: cechy autora/rki bestsellera 28.09.10, 18:47
                  Ksiazki typu Kapuscinski sa jak gwiazdki piosenki, ktore przez pierwsze pol roku sa na topie, a potem sie o nich w sumie zapomina.
                • twojabajka Re: cechy autora/rki bestsellera 28.09.10, 22:53
                  Tylko że autorka wątka pytała o bestsellery ostatnich lat, nie miała raczej na myśli bestsellerów wszechczasów klasy Buszującego w zbożu czy Małego księcia, które sprzedają się zawsze. Wspomniana w wątku książka o fotografii z pewnością jest dobra, świetnie odpowiada na zapotrzebowanie czytelników i dlatego też jest popularna, ale nie sądzę, by przebiła panią Kalicińską z ponad milionem sprzedanych egzemplarzy wszystkich książek.
                  • twojabajka Re: cechy autora/rki bestsellera 28.09.10, 22:56
                    wątku :)
              • wlodekbar Z mojego skromnego podworka... 28.09.10, 19:57
                ... popularyzacji fotografii.
                Ksiazeczka "Fotografujremy. Jak sie ustrzec bledow!", choc reklamowana (prawie) tylko w stopce (ktora dzis zdjalem, na prosbe Moderacji, jako komercyjną i w dodatku - a fuj! tu bije sie w piersi - za dluga, bo na piec linijek;-( ), schodzi "rowno" od pieciu lat, od drugiej polowy 2005., choc czesciowo zagadnienia techniczne zdezaktualizowaly sie, a ksiazka z zeszlego roku, obszernie wyjasniajaca zasady dzialania cyfrowek i obszernie traktujaca o (tzw.) fotografii cyfrowej (i takze mowiaca o sztuce fotografowania), podobnie reklamowana, schodzi jakies dziesiec razy slabiej.
                Pierwsza jest ujeta od strony bledow, druga "normalnie".
                Pierwsza ma tez rysunki wykonane w stylu malego dziecka, takie bazgrolki, ktore wiekszosci Czytelnikow sie podobaja, glownie dlatego, ze dodaje ciepla, druga jest "normalna", wydana raczej tuzinkowo.
                Chcialbym jeszcze dodac, ze ksiazka Jerzego Plazewskiego "Fotografowanie nie jest trudne", napisana... podczas okupacji niemieckiej, dotad jest czytana, choc nikt jej nie reklamuje:), bo niesie wartosciowe tresci podane w lekko, przystepnie, sympatycznie (w kolejnych wydaniach, licznych zreszta, zmienily sie jedynie fragmenty dotyczace srodkow technicznych. Natomiast przytlaczajaca wiekszosc poradnikow zachodnich, w tym glownie amerykanskich najpierw, po inwazji reklamowej, sprzedaje sie w naprawde duzych ilosciach, a po paru gdzies miesiacach popyt gwaltowanie maleje.
                • wlodekbar Minierrata 28.09.10, 20:04
                  Miast: "a fuj! tu bije sie w piersi" winno byc: "a fuj!t u bije sie takze w piersi":).
                • nobullshit Re: Z mojego skromnego podworka... 28.09.10, 20:19
                  wlodekbar napisał:
                  > Ksiazeczka "Fotografujremy. Jak sie ustrzec bledow!", choc reklamowana (prawie)
                  > tylko w stopce (ktora dzis zdjalem, na prosbe Moderacji, jako komercyjną i w dodatku - a fuj! >tu bije sie w piersi - za dluga, bo na piec linijek;

                  Moderacja dziękuje za zrozumienie i spełnienie prośby, a pomysł na "dekomercjalizację" i skrócenie sygnaturki podrzuciła była w mailu. :))
                  • wlodekbar A czego mialbym... 28.09.10, 20:28
                    ... nie zrozumiec?:))

                    I podrzucila byla:))

                    :)
                • skajstop Dzięki za zrozumienie :) 28.09.10, 20:39
                  To nie było nic osobistego.

                  A co do meritum, ilość czynników wpływających na sukces lub jego brak jest ogromna. I często niczego nie da się przewidzieć.
                  • wlodekbar Re: Dzięki za zrozumienie :) 28.09.10, 20:45
                    skajstop napisał:

                    > To nie było nic osobistego.

                    Dziekuje:).
                    >
                    > A co do meritum, ilość czynników wpływających na sukces lub jego brak jest ogro
                    > mna. I często niczego nie da się przewidzieć.

                    No wlasnie. Ale jednak lepsza rzecz, lepszy produkt ma wieksze szanse na sukces. Chociaz piosenka "Jak sie masz kochanie" tez odniosla sukces...;)) I badz tu, czlowieku, madry...
                    • wlodekbar Re: Dzięki za zrozumienie :) 28.09.10, 20:48
                      skajstop napisał:

                      > To nie było nic osobistego.

                      Dziekuje:).
                      >
                      > A co do meritum, ilość czynników wpływających na sukces lub jego brak jest ogro
                      > mna. I często niczego nie da się przewidzieć.

                      No wlasnie. Ale jednak lepsza rzecz, lepszy produkt ma wieksze szanse na sukces. Chociaz piosenka "Jak sie masz kochanie" tez odniosla sukces...;)) I badz tu, czlowieku, madry...

                      ---------
                      Bardzo przepraszam za poprzedni post z - sygnaturka. Jak na razie przed kliknieciem "Wyslij", wyrzucam ja, a tam zapomnialem.[/b]



                      • nobullshit Re: Dzięki za zrozumienie :) 29.09.10, 00:43
                        wlodekbar napisał:
                        > Bardzo przepraszam za poprzedni post z - sygnaturka. Jak na razie przed
                        > kliknieciem "Wyslij", wyrzucam ja, a tam zapomnialem.[/b]

                        Wierzę, że na przyszłość będziesz pamiętał. Chwała Bogu, że nie jesteś w ciąży i nie masz w sygnaturce tzw. "suwaczka", który zajmuje pół ekranu...
                        Oczywiście rozmiary sygnaturki to kwestia wyłącznie "ekonomiczna" i estetyczna. Ale w jej treść naprawdę wkracza gazetowy regulamin.
                        Co do czasu zaprzeszłego uwielbiam go i żałuję, że tak rzadko się go dziś używa.
                        • wlodekbar Re: Dzięki za zrozumienie :) 29.09.10, 20:34
                          Bede pamietal.
                          Czas zaprzeszly - bardzo lubie, ma smak:).
                        • zona_mi Re: Dzięki za zrozumienie :) 30.09.10, 08:56
                          > Chwała Bogu, że nie jesteś w ciąży

                          Albo nie masz trójki drobiazgu, jak np. taka emamusia:
                          forum.gazeta.pl/forum/w,587,111994309,112340208,Re_kiedy_zakonczenie_roku_.html
                          ;)
      • wlodekbar Re: cechy autora/rki bestsellera 28.09.10, 19:21
        Nie:).

        Najwazniejsza jest zawartosc.
        I znaczenie ma zachecajaca, dobra okladka:).
        • twojabajka Re: cechy autora/rki bestsellera 28.09.10, 21:53
          No tak, zgodnie z przesądami wydawniczymi brązowa okładka oznacza śmierć tytułu już na wstępie :) Podobno nie sprzedają się też opowiadania i książki o kotach...
          • wlodekbar Re: cechy autora/rki bestsellera 28.09.10, 23:29
            :)

            A moze braz, ten autentyczny, na okladce?
            Zartuje ozywiscie. Jednak okladka ma tu naprawde znaczenie.
            PAtrz... Patrz opakowania roznych innych produktow (ech, nie lubie nazywac ksiazki produktem!).
            Dominuja barwy (tzw.) cieple. Soki, coca-cola, benzyna i uslugi Shella (zolty-czerwony na stacjach benzynowych)...

            Z checia uczylem sie socjologii na studiach ekonomicznych z podrecznika prof. Jana Szczepańskiego.
            Bo podrecznik, nb. jako jedyny, mial opracowana artystycznie, czy graficznIe, okladke: ELEMENTARNE POJECIA SOCJOLOGII - zolta czcionka, tlo niebieskie - kolor dopelniajacy (koloru czcionki nazwiska nie pamietam, ale byla mala).
            Chetnie sie bralo podrecznik do reki.
            I drugi czynnik: zwiezly prosty jezyk i widoczna, wyczuwalna w tekscie chec przekazywania tresci czytelnikom.

            Lubilem tez fizyke w ogolniaku, bo... w podreczniku bylo duzo swiatla (pustych bialych miejsc), a pod koniec kazdego rozdzialu byly w punktach i - uwaga - kursywa zawarte najwazniejsze rzeczy. I te teksty kursywa byly w dodatku w ramkach. Nie za grubych, nie za jasnych, takich w sam raz.
            Achhh, co za opracowanie graficzne! I chociaz nie przepadalem za przedmiotami scislymi, z fizyki mialem dobre stopnie:D.

            I dotad nie mam pojecia, dlaczego w szkolach wychowanie muzyczne, wychowanie plastyczne traktowane byly, i sa nadal, jako cos posledniejszego od, na przyklad, biologii (takze wychowanie fizyczne; przeciez zdrowie najwazniejsze;). Napisalem o biologii, bo pamietam, jak dostalem dwoje za to, ze nie doczytalem w szaroburym podreczniku, ze rak ma szesc par odnozy krocznych.
            Echhh, kiedy ta urzednicza edukacja padnie, jesli w ogole;).
    • nobullshit Należałoby zdefiniować "bestseller" 29.09.10, 00:46
      Bo pomiędzy "Rozlewiskiem" i wspomnianym przez kogoś "Jeżewem" jest chyba różnica wielu tysięcy sprzedanych egzemplarzy.
      • nomina Jak broni się książka 29.09.10, 10:47
        Zgoda, że dobra książka obroni się sama, ale JEŚLI czytelnik będzie wiedział, że istnieje, czyli JEŚLI pojawi się w księgarni i w jakichś recenzjach. A JEŚLI jej nie ma, to jak ma się bronić coś, co w świadomości czytelnika nie istnieje?

        Przecież bestseller to coś, co sprzedaje się najlepiej, a na sprzedaż składa się znacznie więcej czynników niż jakość produktu.

        Ale bywa i gorzej... Muszę się tym z Wami podzielić, bo jeszcze mną trzęsie.

        Tydzień, może dwa temu zajrzałam do znajomej biblioteki, w której nie byłam wiele miesięcy (z powodu remontów wrocka kompletnie mi tam nie po drodze). Przywitałyśmy się z paniami wylewnie i jedna z bibliotekarek woła nagle w stronę regałów: "Panie X, ma pan niepowtarzalną okazję porozmawiać ze swoją ulubioną autorką". Uśmiechnęłam się na taki kurtuazyjny komplement, pan X wychynął zza regału, też uraczył mnie porcją komplementów (że mojego Personiusza i Nominiusza czytał cztery razy, taki zachwycony - he, tyle razy to nawet ja nie czytałam) - i nagle zastrzelił mnie komunikatem. Jak on się cieszy, że mnie widzi, bo ja mogę mu powiedzieć, gdzie on może kupić moje książki, chcieli ze znajomymi kupić więcej, tak co najmniej po 10, może więcej, egzemplarzy każdego tytułu, chodzą od miesięcy po księgarniach i wszędzie słyszą, że takiego tytułu nie ma (pan w wieku co najmniej średnim, nie używa internetu)!

        Rozumiecie, jaką wiązanką w duchu uraczyłam dystrybutora? Przychodzi klient, prosi o możliwość zakupu jednorazowo co najmniej 50 egzemplarzy, sam prosi o możliwość pozostawienia w księgarni, licząc w cenach detalicznych, co najmniej półtora tysiąca złotych - i nikt mu tego nie ułatwia! Już pal sześć, że to się kwalifikuje do postępowania prawnego, i to nawet z KK (dystrybutor nie rozlicza sprzedaży, twierdząc, że nie ma zamówień klientów, tymczasem ma, tylko ma je w d..., czyli to jest podanie informacji prowadzącej do niekorzystnego rozporządzenia - moim - majątkiem). Ale oni - to dystrybucyjne pasożytnictwo - w jednej chwili tracą 50% tej kwoty, czyli co najmniej 750 zł. Mówiąc złośliwie - to chyba kondycja księgarń i ogólnie dystrybucji wydawniczej nie jest tak dramatyczną, jak płaczą te podmioty, skoro jednorazowy zarobek 750 albo więcej złotych jest dla nich kwotą niegodną schylenia się.
        • lucyolejniczak Re: Jak broni się książka 29.09.10, 11:26
          A ja jeszcze o okładkach, skoro ktoś o nich wspomniał. Też uważam, że dobra okładka, to niemal połowa sukcesu, bo czytelnik chętnie taką weźmie do ręki i chociaż przekartkuje książkę. Brzydka natomiast potrafi odstraszyć. Ja na swoją nie narzekam, chociaż okładka pierwszej nie podobała mi się od początku i nadal nie podoba. Druga jest ciekawa i zachęcająca, przynajmniej moim zdaniem. Natomiast książka mojego syna odstrasza już z daleka. Jest koszmarna i nie ma nic wspólnego z treścią, z przyjemnymi klimatami XIX-wiecznego Krakowa. Ktoś jednak uznał, że będzie piękna... Sama byłam świadkiem, jak dziewczyna w Empiku powiedziała do swojego chłopaka: "O Jezu... popatrz tylko na ten koszmarek!". Nawet nie ruszyła książki palcem. Obawiam się, że poza miłośnikami horrorów w najgorszym gatunku mało kto po nią sięga. Znacie bestseller z okładką przyprawiającą o niestrawność?
          • benetowna1 Re: Jak broni się książka 29.09.10, 16:54
            Okładka na pewno ma znaczenie, zwłaszcza w duzej ksiegarni przyciąga wzrok. Moja ksiażka jest w małych ksiegraniach :), więc tym nie muszę się martwić, choć okładka uchodzi za bardzo dobra według Czytelniczek.
            Co do dostępności w księgarnicahc- zgadzam się- tez spotkalam się z pytaniami, gdzie można kupić moją powioeść i choć Azymut rozprowadza ją całkiem fajnie, księgarnie biorą najwyżej po kilka egzemplarzy. Potem ludzie przychodza, pytają, a oni rozkładaja ręce, nawet nie zawsze zaglądają na stronę hurtowni( wiem z pierwszej ręki). Fakt, ze nie wszyscy potrafią zamówić w Necie. I koło się zamyka. Bo jeśli w trzech, czterech ksiegarniach mi powiedzą, że już nie mają i koniec, to nie będę dalej szukać danej ksiażki, chyba ze mi baaaardzo zalezy.
            • lucyolejniczak Re: Jak broni się książka 29.09.10, 18:12
              Twoja okładka akurat, benetowna1, bardzo mi się podoba:) I taka powinna być, czyli przyjemna i przyciągająca wzrok. Dobrze, już nic nie powiem na temat mojej pierwszej i drugiej mojego syna, bo nie będę się denerwować. Najgorsze jest jednak to, że niektórzy wydawcy są zupełnie nieprzemakalni na wszelkiego rodzaju sugestie dotyczące okładek... Skoro sobie postanowili, że sami o tym decydują, nie słuchają nawet podpowiedzi.
          • skajstop Bestseller z fatalną okładką :) 02.10.10, 09:04
            lucyolejniczak napisała:

            > Znacie bestseller z okładką przyprawiającą o niestrawność?

            Wczoraj po raz kolejny spojrzałem na nową książkę Tokarczuk, więc śmiało odpowiadam - tak. Passsskudna :)
        • pisam Re: Jak broni się książka 30.09.10, 10:21
          Nomina - z księgarskiego doświadczenia.
          Przychodzi klient do księgarni i pyta o książki Nominy, personel sprawdza i mówi, że nie ma ... I tu kółko się zamyka, bo klient nie powie księgarzowi, że chce 10 egzemplarzy i nie spyta, na kiedy on może je ściągnąć. Gdyby się zapytał, że chce aby księgarz je ściągnął to on by to zrobił - ja w każdym razie tak robiłem. Pamiętaj, że jak w każdym handlu możesz trafić na księgarza i handlowca, dla którego jest obojętne czym handluje. Księgarz popędzi do kompa i sprawdzi czy tytuł jest dostępny w hurtowni, sprzedawca powie - NIE MA i dalej zajmuje się swoimi sprawami To niby mała różnica ale dzieli je przestrzeń świetlna. Co do hurtowni, to ona uważa, że spełnia wymogi bo przecież ma twoją książkę w ofercie, ale nie ma chęci, ani czasu aby ją promować wśród księgarzy... Bo to trzeba chcieć...
          Lucy... - okładka zależy od gustu wydawcy. Jeśli on lubi jakieś nowoczesne gryzmoły, to będzie twierdził, że są piękne. Jeśli grafik jest jego kumplem lub znajomym (który je robi za pół ceny - mówiąc między nami) to nie będzie szukał nikogo nowego ani zadowalał gusta autora. Można to zmienić tylko w jeden sposób, wpisać do umowy, że autor musi zaakceptować projekt okładki przed drukiem, a najlepiej żeby grafik musi ją opracować w współpracy z autorem. Powiedz mi tylko, który Autor będzie ryzykował awanturę z Wydawcą która może się skończyć odstąpieniem wydawcy od wydania książki? Szczególnie jeśli wydawców fantastyki mamy u nas trzech-czterech ( mówią oczywiście o tych liczących się). A wypaść ze stajni swojego wydawcy powoduje, że stajesz się ponownie nieznanym petentem u progu innych... Nie każdy się na to decyduje.
          • nomina Re: Jak broni się książka 30.09.10, 10:49
            Pisam, ale marketing wymaga, żeby zapytać: nie mamy w ofercie, ale możemy sprawdzić, czy da się zamówić. Jeśli będą, ile egzemplarzy zamówić? W wersji A klient mówi, że 10 i już wiadomo, że zainteresowany poważnie. Jeszcze można podpytać - czy życzy pan sobie sprawdzić inne książki Nominy? A jak powie, że jedną, może dodać z troską - wystarczy jedna? Bo wie pan, książka tak trudno dostępna, nie chciałby pan na zapas więcej? Później może jej nie być. Sprawdziwszy hurtownię (o ile wiem, księgarnie mają konta na aplikacjach hurtowni, więc podgląd nie jest problemem, jeśli nie na miejscu, to bierze się telefon do klienta i oddzwania po ustaleniu), mówi się - proszę pana, widzę, że Nomina ma jeszcze cztery inne tytuły, czy te też życzy pan sobie zamówić? A jak klient przyjdzie - nawet gdy zamówi po 1 egz., a już na pewno, gdy po 10! - to jeszcze mu się dokłada upominkowy gratis - od zakładki czy wafelka z firmowym nadrukiem po najlepiej kupon rabatowy na dalsze zakupy. W tym ostatnim dwojaka korzyść - klient przyciągnie innych klientów (bo każde dziecko wie, że jak ma się kupon rabatowy, to pyta się przyjaciół, czy ktoś czegoś nie potrzebuje z danego sklepu, mamy opcję kupić taniej) i sam jeszcze zrobi inne zakupy - nie dziś, to za pół roku, ale księgarnię zapamięta. I, psiakrew, przejść przed podjęciem pracy kurs komunikacji językowej i niewerbalnej, żeby wiedzieć, jakimi słowami, gestami i elementami fonicznymi klienta się zachęca, a jakimi zraża! A jeśli się nie chce, to chociaż obejrzeć sobie "Lalkę" :/.

            Tymczasem w księgarniach, do których zaglądam, pracownicy (w zasadzie pracownice, bo najczęściej trafiam na kobiety) na pytanie o książkę patrzą na mnie wzrokiem, z którego bije tęsknota za rozumem, nie znają się na żadnej literaturze, cały czas paplają ze sobą, głośno obgadując znajomych, albo - jak regularnie widzę na wystawionej na rogu Rynku i Świdnickiej budce firmowej Wydawnictwa Ossolineum - siedzą zagłębieni w czytanej książce. Ta ostatnia scena nawet mnie mocno śmieszy. Regularnie, eksperymentalnie, zaglądałam tam niedawno kilka razy w tygodniu. Postałam sobie w milczeniu ze dwie-trzy minuty i odchodziłam. Ani razu pani na mnie nie podniosła wzroku, o głębszej interakcji komunikacyjnej nie wspominając. Nie dość więc, że działa na szkodę swojego pracodawcy, to jeszcze mogłabym zwinąć jej parę książek, i też by nie zauważyła.

            Pisam, mylisz pojęcia - to nie klient ma pytać, czy zamówić, to sprzedawca ma zrobić wszystko, żeby klient został dopieszczony. Wybacz, ale jak się nie zna zasad pracy z klientem w handlu, to się zmienia branżę. A u nas ciągle pokutuje pogląd, że za dany zawód bierze się każdy, kto ma ochotę i zwietrzy zarobek, nie patrząc na predyspozycje. I tak mamy lekarzy nieumiejących komunikować się z pacjentem, nauczycieli nienawidzących uczniów, minister ds. równego traktowania dyskryminującą gejów, księgarzy niemających pojęcia o książkach i handlowców/marketerów, którzy za sukces uważają bezwysiłkowe wciśnięcie klientowi kitu.
            • pisam Re: Jak broni się książka 30.09.10, 11:54
              Ha ha ha
              Nomina ubawiłaś mnie. Wychodzi z tego co piszesz, ze każdy księgarz musi być jasnowidzem aby wiedział co szuka klient. Aby był efekt, musi być najpierw zaczyn - czyli to klient najpierw pyta o jakąś książkę, a wtedy księgarz przystępuje do działania - ale na pewno nie wciska klientowi trzy takie same książki, bo są trudno dostępne. No, chyba, że klient od razu zaznaczy, że chce takie a takie, bo długo się palą w piecu :-))
              Zawsze biorę telefon kontaktowy klienta i informuję go gdy zamówiona książka dotrze do księgarni. Takie samorodki jak z pani z Ossolineum zdarzają się wszędzie, nie trzeba ich nawet specjalnie szukać - wystarczy przypadkiem włączyć TV na debatę sejmową i człowiek ma stracony dzień. Umówmy się, że nie będziesz mnie uczyła jak sprzedawać książki, a ja zapiszę się na kurs komunikacji niewerbalnej - choć po cholerę nie wiem, po co. Żonę mam, dzieci zaraz wylecą z domu a pisać na kompie swoje opowieści mogę bez komunikacji, a z wydawcami rozmawiam krótko i prosto: Oto moja propozycja. jeśli są zainteresowani, przesyłam im w załączniku MOJĄ propozycję umowy. Możemy dyskutować o miejscach w których nic nie wpisałem (procent od sprzedaży, termin wydania, itd) reszta raczej nie jest do zmiany, ale negocjować można. Krótko i prosto, bo nie utrzymuję się z pisania.
              • nomina Re: Jak broni się książka 30.09.10, 16:17
                Jasnowidz? Przychodzi klient i mówi: szukam książki X, księgarz sprawdza, że nie ma na stanie. Naprawdę przeprowadzenie prostego rozumowania "klient szuka książki --> klient chce kupić książkę --> klientowi trzeba tę książkę sprowadzić (+ zapytać klienta, ile potrzebuje egzemplarzy i czy inne tytuły tego samego autora też go interesują)" wymaga aż takich paranormalnych zdolności?

                No, przy takim podejściu księgarzy - nie dziwię się, że księgarnie padają jak muchy.
    • monie_pl A wracając do tematu wątku... 13.10.10, 02:24
      ... to siedząc sobie daleko od Polski, w kraju znanym z promocji i sprzedaży, czyli Hameryce to podsumowałabym tak: jak jest dobry sprzedawca/handlowiec to i g..no sprzeda. Tyle, ze sprzedawcą nie musi byc autor, choc może w promocji i sprzedaży bardzo pomóc.

      Pomocne cechy osobowe autora to tzw. "medialnosc", czyli posiadanie cech porzadanych przez różnorakie media, bo to one promują książkę. Przyda się także umiejętnośc otoczenia się fachowcami i słuchania ich wskazówek i rad. Poza tym przygotowanie się, że to jest praca jak każda inna. Uważam też, że jest to dobre pytania, bo "medialnośc" można choc częściowo wycwiczyc. Przykład pani Kalicińskiej jest bardzo dobry, bo można łatwo przeanalizowac elementy strategii reklamowej i jej w tym udział.

      Pozdrawiam
      Monia
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka