ona.a
20.04.04, 07:05
Chciałabym w pewien sposób podsumować nieustanną walkę o to,by nazwiska
tłumaczy pojawiały się pod tytułami książek,które
prztłumaczyli.Wszyscy,biorący udział w tej walce,doskonale sobie zdają sprawe
z tego,jak wazna jest ta notka,że wielu moli książkowych ma swoich faworytów.
Niestety wydawać by się mogło,że to walka z wiatrakami.I prawda jest taka,że
pomimo ogromu pracy i serca,jakie wkładamy w przekład i tak jest bez
większego znaczenia.
Naszły mnie takie mysli po przeczytaniu notki na stronie internetowej
warszawskiego giganta,który świętował niedawno swoje hm....swoją rocznicę.
I tam wiele słów padło pod adresem wielu "wspaniałych"dyrektorów,kierowników
zastępsów itp.Zostały złożone im podziękowania za ogrom pracy itd.I nagle
dochodze do akapitu o tłumaczach i korektora i lektora w jednym zdaniu,Tylko
jedno zdanie,króciutkie,prawie na samym końcu.Zrobiło mi się smutno.Bo
wystarczy zadac sobie pytanie,kto jesli nie tłumacze,odwaliłby cała robote i
tylko dzięki komu TO wydawnictwo tyle lat utrzymuje się na rynku???
I wiecie co,znacznie więcej wspomniane było o grafikach- którzy żeby było
smiesznie,wzór okładek ściągają z oryginału.Więc się nie napracują.
Byc moze jestem niesprawiedliwa.Ale TO coś,też jest niesprawiedliwe.
Pozdrawiam
z nadzieją,ze jedna tłumacze zaczną być doceniani.Przeciez przekład to nie
wierszyk na papierze toaletowym,tylko ciężka i trudna praca.