Dodaj do ulubionych

tłumaczenie powieści na angielski - jaki to koszt?

19.03.11, 14:21
Czy ktoś z Was może wie ile (w przybliżeniu oczywiście) może kosztować przetłumaczenie powieści (ok 500 stron) na język angielski lub niemiecki?
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • jogi514 Re: tłumaczenie powieści na angielski - jaki to k 19.03.11, 18:13
      Zależy, kto będzie tłumaczył. Myślę, że minimum 500 zł za arkusz trzeba liczyć. 500 stron to ok. 25 arkuszy.
      • kurakulturalna Re: tłumaczenie powieści na angielski - jaki to k 19.03.11, 18:34
        >Myślę, że minimum 500 zł za arkusz trzeba liczyć.

        Myślę, że za tłumaczenie literackie z polskiego na angielski trzeba liczyć dwa razy tyle. 500 zł za arkusz, nawet jeśli mówimy o kwocie netto, to jest niska stawka za przekład literacki z angielskiego na polski.
        • pisam Re: tłumaczenie powieści na angielski - jaki to k 19.03.11, 19:05
          Zgodnie z sugestią Brytyjskiego Stowarzyszenia Tłumaczy w Londynie przetłumaczenie 1000 słów kosztuje 87 funtów, jest to na ich oficjalnej stronie, więc nie jest to tanie
        • jogi514 Re: tłumaczenie powieści na angielski - jaki to k 19.03.11, 20:18
          Oczywiście, to absolutne minimum. Jednak myślę, że jakby dobrze poszukać, to nie jest całkiem niemożliwe. Dla kogoś bez dorobku sama okazja do wejścia na rynek nie jest bez znaczenia. Spotykam młodych, którzy są gotowi do praktyki (prawie) za darmo, a przetłumaczenie powieści nawet za niewygórowaną stawkę do chyba trochę lepiej. A i frajda większa! Ponadto konkurencja jest duża. Coraz więcej biur tłumaczy oferuje tłumaczenia literackie, a przy takiej liczbie stron można już wynegocjować dwadzieścia parę złotych za stronę (abstrahuję od jakości).
          • pisam Re: tłumaczenie powieści na angielski - jaki to k 19.03.11, 20:43
            Sam napisałeś/aś - abstrahując od jakości i to mówi wszystko.
            Tłumaczyć literatury nie może osoba z tzw. ulicy. Sorry, jeśli kogoś obraziłem, nie było to moim zamiarem, ale wiem jaka jest róźnica między tłumaczenie a tłumaczenie. Wierzcie mi, jesli chcemy zaistnieć na rynku anglosaskim, to tłumaczenie musi być jak ostrze miecza. Zwykle szkolne wklepanie słówek za słówko nie zda egzmaminu...
            Jesteśmy za biedni aby proponować tłumaczenia byle jakie.
            Jeśli mogę zaproponować, to poza tłumaczeniem trzeba się jeszcze zatroszczyć o Agenta literackiego i razem z nim wszystko zaplanować.
            • jogi514 Re: tłumaczenie powieści na angielski - jaki to k 19.03.11, 22:21
              Jasne, zgadzam się w pełni. Tyle, że pytanie było ogólne. Takoż odpowiedź zaczynająca się od słów (że zacytuję siebie ;-)) "zależy, kto będzie tłumaczył". Jeśli ktoś myśli poważnie o tym, by książka sprzedała się zagranicą (niekoniecznie na rynku anglosaskim, pytanie dotyczyło także niemieckiego), powinien mieć znakomitego tłumacza (oczywiście Muttersprachler, że pozostanę przy niemieckim) i agenta. I musi liczyć się z kosztami znacznie wyższymi niż podałam.
      • radosny-tata Re: tłumaczenie powieści na angielski - jaki to k 20.03.11, 09:37
        heh, chyba wydawca-zdzierca się tu odezwał.... 500 zł za a.w. to kpina nawet przy tłumaczeniu na j. pol (stawka minimum u mojej żony to 750 zł brutto, a zdarza się i 900 zł, gdy termin jest napięty), więc sugerowanie, że ktoś mógłby się zgodzić na taką szmaciarską stawkę jest po prostu żenujące. Nawet byle pajac z translatorem nie zrobi tego za tyle. Namawiać do tak ciężkiej pracy za głodową stawkę może tylko ignorant albo wydawca. I bez tłumaczenia, że "zależy kto to robi". Przekładu literatury nie zrobi byle studencik, to wiedzą nawet najwięksi oszuści wydawniczy, więc wciskanie takiej ciemnoty jest po prostu draństwem. Gdyby tłumacze się szanowali, mieliby jak w Szwecji albo w Anglii - po kilku latach pracy można kupić dom bez większego kredytu.
        Tłumaczenie literackie na język obcy to minimum 1200 zł brutto. Tu nie tylko trzeba znać język, ale JĘZYK!
        I żeby na 500 stronach zmieścić 25 a.w., to musiałaby być ona zadrukowana maczkiem. Przy zwykłym formacie i layoucie tekstu to będzie ok 18-20 arkuszy.
        • jogi514 Re: Ludzie, co się tak bezinteresownie oburzacie!! 20.03.11, 11:33
          "Namawiać do tak ciężkiej pracy może tylko ignorant itd." Czy ja do cholery kogokolwiek do czegokolwiek namawiam? Wydaje mi się, że podstawą do zabierania głosu na forum jest umiejętność czytania ze zrozumieniem. Pytający prosi o informację, to mu jej udzielam zgodnie ze swoim stanem wiedzy. Jestem przekonana, że za taką stawkę znajdzie kilka osób, dla których nie będzie to ciężka praca tylko przyjemność, możliwość sprawdzenia i poszerzenia swoich umiejętności, możliwość zdobycia doświadczenia, o które będą pytać go kolejni pracodawcy, gdy już "zasłuży" na stawkę Twojej żony. Jeśli chodzi o niemiecki, to jest już w Polsce wiele osób dwujęzycznych, które na przykład wychowały się w Niemczech, tam chodziły do szkoły itd. Dlatego różnica między tłumaczeniem na polski, a na obcy do mnie nie przemawia. Rozumiem, że tak jest w wypadku Twojej żony, ale to nie dotyczy każdego. Za efekt, jak wspomniałam, nie ręczę. Ale też pytający nie mówi, po co mu ten przekład, czy chce wydać, czy dać do przeczytania cioci albo narzeczonej. Dlaczego używasz słowa "draństwo"? Czy ja kogoś zmuszam, szantażuję, każę mu coś robić??? Jeśli już wylałeś nadmiar żółci w ten miły niedzielny poranek, to teraz puknij się w głowę ... Gdyby tłumacze w Polsce chcieli po kilku latach kupić domek bez kredyty (za honoraria z tłumaczeń), to nie mieliby roboty. Istnieje bowiem taka prosta zasada podaży i popytu znana już od wieków. Pozdrowienia dla żony!
          • pisam Re: Ludzie, co się tak bezinteresownie oburzacie! 20.03.11, 12:45
            Jogi - odpuść. :-)) Nikt nie chce się z Tobą kłucić, po prostu spojrzeliśmy na temat z perspektywy profesjonalisty, czyli z wysokiego C. Masz sporo racji w tym co piszesz, że zawsze się znajdzie ktoś, kto ze zwykłej sympatii do Autora przetłumaczy jego książkę, najlepiej jak będzie umiał i w pewnym sensie może to spełnić wstępne wymagania także Wydawcy - który mógłby się ogólnie zapoznać z propozycją ( Z tym, że sensowne byłoby uzmysłowienie mu, że "lepszy" tłumacz może ją przetłumaczyć jeszcze lepiej) Więc poniekąd masz racje i sam próbowałem w ten sposób, choć wiele osób na mnie w Polsce nie szczędziło mi złośliwości, choć jakoś owi "Tłumacze"nie doprowadzili swojej pracy do końca, bo nie starczyło im uporu. Znam także osoby które za darmo tłumaczyli (dla innych) ich książki, wiedząc z góry, że nie są to próby największej próby, ale chcieli zrobić prezent ulubionemu Autorowi - i za to ich szanuję. Ważne, że chcieli.
            Co do cen, no cóż, sam otrzymywałem prozycje za symboliczne 100 zł, jak i takie za 10 tys. więc wszystko jest możliwe. Ogólnie marzy mi się sytuacji, że powstanie Stowarzyszenie Tłumaczy Literatury Polskiej gdzie tłumacze będą mieli płacone za przetłumaczone polskie książki tantiemy procentowe uzyskiwane po sprzedaży praw dla Wydawców zagranicznych. Wielu z naszych Autorów nie ma takich zasobów aby zapłacić Tłumaczom, Wydawcy tak naprawdę nie są tym zainteresowani ( znany Autor, to wyższe z jego strony wymagania), a Instytut Kultury mimo sensownych programów, nie działa jeszcze na 50% swoich możliwości. Ale może dobrze, że zaczynamy o tym dyskutować.
            z poważaniem
            • pisam Re: Ludzie, co się tak bezinteresownie oburzacie! 20.03.11, 12:46
              przepraszam za byki
            • jogi514 Re: 20.03.11, 12:59
              Jasne, odpuszczam :-). Mimo, że (mniej lub bardziej [bez]pośrednio) nazwano mnie tu ignorantem i draniem.
              • dude-net Re: 20.03.11, 14:12
                Skoro już o stawkach, to przy okazji zapytam.
                Czy 530 zł brutto za arkusz wydawniczy (tłumaczenie powieści z angielskiego na polski) to mało, czy raczej tak średnio?
                • dorcia251 Re: 20.03.11, 18:35
                  Mało. Za takie stawki tłumaczyłam 3 lata temu. NIestety dużo wydawnictw zostało przy takich godnych pożałowania stawkach.
                  • citizen.net Re: 20.03.11, 18:54
                    To jaka stawka jest w miarę przyzwoita za tego rodzaju tłumaczenie? Nie bardzo dobra, ale przyzwoita.
                    • jogi514 Re: 20.03.11, 22:28
                      Myślę, że chcąc poważnie dyskutować o stawkach dla tłumaczy, należy na początek wyjaśnić pewną sprawę. Mianowicie wydawnictwa, które płacą powyżej przeciętnej, płacą tak swoim sprawdzonym tłumaczom lub ludziom z udokumentowanym dorobkiem. Wydawnictwa, które ogłaszają „nabór” tłumaczy (np. przez „wirtualnego wydawcę”) i do których ma szansę dostać się debiutant płacą przeciętną lub mniej. Dlatego pytania „dużo-mało-przyzwoicie- godnie-niegodnie-głodowo-żałośnie – itd.?” i odpowiedzi „ja dostaję tyle” albo „moja żona tyle” wydają mi się trochę chybione. Skoro dorcia pisze, że dużo wydawnictw płaci 530, to ostrożnie zaryzykuję twierdzenie (pewnie zaraz mnie zakrzyczą, że mało), jest to jakaś przeciętna czy raczej mediana. Oczywiście, niektórzy za podobną pracę dostaną znacznie więcej i za 530 palcem by nie kiwnęli. Z każdą kolejną udaną pozycją można się więcej cenić. A wszystkim tym rządzi niewidzialna ręka rynku. Ponadto oprócz płacy ważne są chyba także warunki płatności. Z własnego doświadczenia: z wydawcą, który płaci z góry dogaduję się na stawkę skromniejszą niż z tym, u którego na wypłatę czeka się dwa-trzy miesiące.
                      • hajota Re: 20.03.11, 22:44
                        Ja bym zaryzykowała twierdzenie, że dużo wydawnictw płaci albo stara się płacić znacznie mniej niż te 530 za arkusz... Niestety.
                        • ferromagnetyczna Re: 21.03.11, 08:01
                          bo znajdują się sieroty, które się na to godzą, ludzie bez własnej godności. I psują rynek. Zawsze znajdzie się ktoś, kto usiądzie ze słownikiem w ręku i będzie rzeźbił zdanie po zdaniu. A wydawca ma gdzieś poziom przekładu, oby tylko miał jak najtaniej. Dlatego części książek nie da się po polsku czytać. Ja nie schodzę poniżej 700 zł brutto za arkusz. I koniec. Jak nie pasuje - to do widzenia. To nie burdel, że można się targować o cenę. Dziwię się, że ludzie z potencjałem, przecież niegłupi, godzą się na głodowe stawki. A wystarczy przeliczyć sobie zarobioną sumę na godziny pracy i zobaczyć, jaka wychodzi stawka godzinowa. I porównać z dekarzem, hydraulikiem, ba - nawet sprzątaczką. I co się okaże? Że lepiej sprzątać cudze kible!
                          Pisanie, że 530 zł za a.w. to średnia stawka jest oburzające. Bo to nieprawda. Takie kwoty to standardowe wciskanie ciemnoty i żerowanie na ludziach bez dorobku, pospolite dojenie i drenowanie, które prowadzi tylko i wyłącznie do miernoty translatorskiej. Gdyby tylko przez 3 kolejne miesiące tłumacze nie godzili się na żenujące stawki i trudno - odmawiali pracy za mniej niż 700 zł za a.w., to byście zobaczyli, jakie są średnie stawki na rynku.
                          • hajota Re: 21.03.11, 11:48
                            E tam. Niektórzy wydawcy (podkreślam: niektórzy, i zaznaczam, że nie pracuję dla takich, nie tłumaczę za 530 i nie uprawiam miernoty) gucio by się przejęli strajkiem tłumaczy. Znajdą takich, co za mętną obietnicę "możliwości rozwoju" i "wzbogacenia CV" gotowi byliby tłumaczyć za darmo. Jak sama napisałaś "wydawca ma gdzieś poziom przekładu, oby tylko miał najtaniej". A jeden z dużych pozawarszawskich wydawców explicite stwierdził, że poziom przekładu nie wpływa na sprzedaż książki. Takie niestety panuje w tej branży przekonanie i nie ma się co oburzać, że ktoś wskazuje na smutne realia. To nie znaczy, że akceptuje istniejący stan rzeczy. Problem dotyczy zresztą całej branży tłumaczeń, nie tylko przekładów literackich.
                          • jogi514 Re: I tak trzymać! 21.03.11, 21:50
                            Jesteś dobra, masz dobrego wydawcę, możesz stawiać warunki. Są ludzie, którzy (jeszcze) tego nie mogą. Nie nazywałabym ich miernotami ani ludźmi bez własnej godności (czyż zresztą można mieć inną godność niż własną?). Często są to ludzie z potencjałem, jak sama (trochę niekonsekwentnie) piszesz. A skoro jednak uważasz, że są miernotami i nic nie potrafią, to przecież ich nie zachęcaj, żeby się nie godzili na żenujące stawki. Przecież nie mogą zarabiać tyle co Ty! A średnia to po prostu wartość statystyczna. Można powiedzieć, że jest niesprawiedliwa, ale nie że nie jest prawdziwa, nie przeprowadziwszy uprzednio badań statystycznych.
                    • dorcia251 Moim zdaniem 600-610 zł brutto 21.03.11, 11:37
                      Powyżej to stawka bardzo dobra. Moim skromnym zdaniem.
                      • pisam Re: Moim zdaniem 600-610 zł brutto 21.03.11, 13:53
                        Tak was czytając można dojść do wniosku, że Tłumacz ma raj w porównaniu z polskim Autorem, który nie dość że musi napisać, przekonać Wydawcę, to jeszcze nie jest pewne czy dostanie jakieś tantiemy, a jeśli już to średnio będzie to 4 tys za książkę. (Skrót mego liczenia :-)) - nakład 2 tys, procent dla Autora 2 zł./ egz. Razem więc wychodzi 4 tys, przed opodatkowaniem. Nakład 2 tys - to średni nakład) Kurna idę się nauczyć jakiegoś języka i będę kosił Waszą kasę :-)) he he he
                        Może w ten sposób obliczmy za ile pisze (statystyczny) polski Autor ( książka średnio jakieś 15 arkuszy
                        4 tys/ 15 arrkuszy = 266,666666667 zł/ arkusz !!!) Kurna zmieniam zawód, ja też chce dostawać 600 zł/ arkusz.
                        Sorry, proszę bez linczu to wpis uświadamiający
                      • pisam Trzeba było się uczyć!!! 21.03.11, 13:57
                        Proszę nie wpisywać porad w stylu:
                        Trzeba było się uczyć!!! :-))

                        Powyższe to oczywiście średnia krajowa bez uwzględniania jednostek które koszą kasę, bo takich jest kilka a piszących setki tysięcy
                        • jacek1f 17000 z. n/t 21.03.11, 14:50
                      • kurakulturalna Re: Moim zdaniem 600-610 zł brutto 21.03.11, 15:56
                        Jakiś czas temu usiłowałam zrobić rozeznanie. Rozrzut jest bardzo duży, znalazłam ludzi, którzy tłumaczą powieści za... 300 zł brutto! Trudne do uwierzenia. Dziesięć lat temu, jako początkująca tłumaczka, pracowałam za 450 brutto. Moim zdaniem w tej chwili dość typowy (nie mówię, czy przyzwoity, czy nie) przedział za przekład z angielskiego, literacki lub mało specjalistyczny, to 550-750 brutto. Takich, którzy pracują za 800-900 lub więcej brutto za arkusz, jest niewielu. Tantiemy też są jak mi się wydaje zjawiskiem bardzo rzadkim, i bardzo powszechny jest brak dodatkowego wynagrodzenia za pola eksploatacji inne niż wydanie drukiem (audiobooki, e-booki etc) - wydawcy każą sobie przekazać prawa do wszystkich pól. Coraz powszechniejsze są też długie licencje, typu 10 lat (czyli wydawca zarabia sobie na kolejnych dodrukach/wydaniach, a my nic z tego nie mamy). To wszystko jeszcze obniża zarobki tłumaczy. Ale dużo zależy od nas i wytrwałości w negocjacjach - tylko najpierw trzeba się nauczyć czytać umowy ze zrozumieniem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka