martttyna
03.07.06, 18:36
Napisłam pierwszy raz coś takiego i nie wiem czy to jest coś warte. Czy warto
pisać dalej? Prosze o odp.;)
Pozdrwaiam
Martyna
To było nasz pierwszy spacer. Pierwsze spojrzenie w oczy, lecz nie pierwsza
ochota na dotyk ukochanego. Szum rzeki był jednym odgłosem, który mógł
przeszkadzać ciszy. Miałam chęć zadać mu pytanie, które zadawałam każdego
dnia. Gdy milczał i nie odpisywał na moje eski.
Zatrzymałam się i nie patrząc w oczy zapytałam:
-czy tobie w ogóle na mnie zależy?
- a sąd te pytanie?
- czasem czuje, że to tylko mi zależy na naszych spotkaniach…czasem czuje, że
Ciebie tracę.
Mężczyzna milczał wpatrywał się w moją twarz. Patrzył w oczy i dostrzegł w
nich smutek. Odwróciłam się nie miałam siły bym widzieć jak patrzy na mnie.
Te kilka sekund milczenia wydawało się być godzinami. Drżącym głosem cicho
powiedziałam:
- tak bardzo Cię kocham. Tak bardzo wtuliłeś się w moje serce… powiedz coś,
proszę
Nie odezwą się. Ja zaś upadłam na kolana. Twarz schowałam w długich brązowych
włosach. Czekałam na jego słowa jak na wyrok…
Dobrze, że to tylko moja wyobrażania, która tak daleko zaszła. Jest początek
lipca, a ja się z nim jeszcze nie spotkałam. Za każdym razem pojawia się
jakaś przeszkoda. Coś, co opróżnia upragnione spotkanie. Bywa, ze wyobrażam
sobie jak to będzie i za każdym razem jest inaczej. Czasem jest cudownie, a
czasem tak jak wcześniej opisałam. Dlatego nie jestem w stanie opowiedzieć
swojego życia od początku do końca. Nie starczyłoby czas i nie mam możliwość
napisania każdej chwili z mojego życia. Bo nikt z nas nie pamięta jak stawiał
pierwsze kroki. Nikt nie pamięta jak przychodził na świat. Sama czasem
chciałabym cofnąć się do tej chwili, kiedy pierwszy raz sama złapałam oddech.
Pewnie było to łapczywe nabranie dość sporej dawki, tak jakbym się bała, że
nie starczy mi powietrza. Zdarza się tak, że chodź jest tylko tlenu by móc
oddychać nie jesteśmy w stanie. Dusimy się powietrze, które powinno nas
utrzymywać przy życiu. To smutne, ale prawdziwe.
Leże spokojnie na łóżku, a mój wzrok błądzący po oknie i kradnie trochę
światła z lampy ulicznej. Co jakiś czas spoglądam na komórkę. Rozum wie, że
nie napisze. Mimo wszystko tak z przyzwyczajenia i dla pewności, co minutę
patrzę. Wydaje mi się, że ta minuta jest godziną. A czas od ostatniego eska
lub sygnał od niego wieloma dniami. Chodź tak naprawdę to godzina. Spoglądam
po raz setny na komórka jest 3.58 i nadal nic. Siadam na łóżku jest mi gorąco
i prano. Na dworze wczoraj temperatura sięgała 32° C. Po chwili wstaje.
Uchylone okno do połowy otwieram na rozetrzesz. Zaglądam ukradkiem na ulice,
która jest ciemna i równa. Równa i prosta..hmm.. Szkoda, że moje życie nie
jest takie, nikt jednakże nie obiecywał, że będzie łatwo żyć. Nikt nie
oznajmi, że będzie ciężko kochać.