Dodaj do ulubionych

Artysta tłumacz?

14.10.08, 02:47
Takiego tematu chyba jeszcze nie było? Na hasło ARTYSTA wyszukiwarka
wypluwa wątki o zawodzie wolnym - w kontekście ZUS itp. - oraz
dywagacjach kto jest tłumaczem, a kto nie; a ja się pytam, jest-li
tłumacz artystą, azali nie jest?

Wczoraj rozgorzała dyskusja między moim bratem, umysłem ścisłym, ze
sztuką niewiele wspólnego mającym, a mną - tłumaczką, aspirującą do
miana artystki. Gdy podzieliłam się z bratem tym poglądem (na mój
artyzm), prychnął pogardliwie, że "artysta tworzy, tłumacz
odtwarza". Ja na to, że tworzy, a i owszem - tworzy w materii innego
języka. Tak jakby dwóch współbraci-artystów wzięło się za jeden
temat, dajmy na to akt kobiecy konkretnej modelki, w konkretnej
pozie, w konkretnym nurcie artystycznym, np. ekspresyjnie, ale jeden
oddałby go w drewnie, a drugi - farbą olejną na płótnie. Smarkacz na
to, że to tak, jakby jeden oddał go na płótnie, a drugi na
kserokopiarce. Ja na to:
- Czy Szekspir, twoim zdaniem, był artystą?
- No był.
- A Barańczak - jest?
- (Po stosownych objaśnieniach who's who) No nie jest.
- A reżyser czy aktor, wystawiający "Hamleta" na rodzimej scenie?
- (Po namyśle) No są. Bo to inne media - tu jest literatura, a tam -
aktorstwo, czy co tam.
- Język źródłowy i docelowy to też dwa różne rodzaje mediów. Właśnie
płótno olejne i rzeźba w drewnie...

I tak w koło Macieju. Do myślenia dał mu tylko pewien epizod z
przekładem podpisów filmowych. W swej naiwności ściągnął kiedyś film
w obcej wersji językowej i wrzucił podpisy na googletranslator. Ubaw
był po pachy. Na moje nielitościwe wspomnienie tego fiaska brat
zaczął się łamać. Ale po chwili skonstatował, że "mało która maszyna
odwali robotę za porządnego rzemieślnika".

A Wy - jak myślicie? Czy tłumacz literatury to automatycznie
artysta, czy może to zależy od gatunku i kalibru tejże literatury? A
może od biegłości/wyczucia konkretnego tłumacza? Zapraszam do
dyskusji - tłumaczy ("No pewnie, że my są ahtysty, co to za
pytanie?", pisarzy i redaktorów ("Artyści? Wy? Śmiech na sali. Za to
my - to co innego!"), oraz zwykłych zjadaczy literatury :)
Obserwuj wątek
    • donatta Re: Artysta tłumacz? 14.10.08, 09:12
      Myślę, że nie tyle artystą, ile rzemieślnikiem. Artyzm to jednak nieskrępowana wyobraźnia i zupełny brak ograniczeń w kwestii doboru środków. A chyba nie tego oczekujemy od tłumacza?

      Za porównanie do kesrokopiarki możesz ode mnie kopnąć brata w kostkę.

      Podpisano: tłumaczka-nie-artystka
      • beatanu Re: Artysta tłumacz? 14.10.08, 09:32
        donatta napisała:

        > Myślę, że nie tyle artystą, ile rzemieślnikiem.

        Ale w określeniu "rzemieślnik" za mało dla mnie kreatywności,
        inwencji, polotu. Proponuję kompromis: tłumacz to rzemieślnik z
        jakąś iskrą bożą, albo przynajmniej przekonaniem, że takową
        posiada ;)

        Tłumaczka, kreatywna rzemieślniczka-hobbystka

        • pisam Re: Artysta tłumacz? 14.10.08, 09:59
          Ustalmy jedno, nie każdy tłumacz to artysta. Sporo wśród nich rzemieślników i
          niestety kserokopiarek, a wszystko zależy od podejścia do tego z jego strony jak
          i autora ( jeśli żyje) którego tłumaczy. Dla przykładu - Szekspira tłumaczyło
          kilku polskich tłumaczy i czasami mimo tego samego materiału wyjściowego bardzo
          się od siebie różnią. Pytanie czy tłumacz musi tłumaczyć dosłownie ( znam takich
          którzy uważają to za obowiązek), czy mają tylko zachować temat, klimat,
          przesłanie? Jestem zwolennikiem drugiej teorii i namawiam swoich "tłumaczy -
          artystów" do większej swobody i interpretacji moich słów. Zapewne będę
          odosobniony ale dla mnie inny język to już inny materiał ( przecież ja bym w nim
          nic nie zrobił) a oni mają z tego zrobić "sztukę" która zachwyci innych. Więc
          jednym zdaniem - Tłumacz najlepszy przyjaciel autora dla mnie jest artystą.
          • donatta Re: Artysta tłumacz? 14.10.08, 10:23
            pisam napisał:

            Jestem zwolennikiem drugiej teorii i namawiam swoich "tłumaczy -
            > artystów" do większej swobody i interpretacji moich słów.

            To już niebezpieczne posunięcie. I tu rodzi się pytanie: gdzie przebiega granica pomiędzy rzemieślniczym odtwarzaniem (tłumaczenie słowo w słowo, kalki językowe itp.) a artystyczną swobodą tłumacza (przekład ma niewiele wspólnego z oryginałem)? Bardzo łatwo jest usiąść nad kiepskim tekstem i zamiast tłumaczyć - napisać go od nowa. Lepiej, oczywiście. Tylko czy to nadal będzie tłumaczenie? Czy swobodna interpretacja tekstu przez tłumacza nie jest pogwałceniem praw autorskich tego, kto tekst napisał?


        • certain_whatsit do beatanu i donatty 14.10.08, 13:26
          O, to, to. Albo parafrazując: tłumacz to artysta, ale bez iskry
          bożej ;) Żartuję oczywiście.
          Beatanu: Artysta, np. malarz, też ma swoje ograniczenia. Określa i
          ogranicza go posiadany warsztat pracy - koordynacja ręka-oko oraz
          znajomość technik i trików, doświadczenie w zawodzie. Nieraz zdarza
          się, że artysta pracuje na konkretne zlecenie, wg konkretnych
          wytycznych, dotyczących materiału, tematu, stylu. Czyli dysponuje
          ograniczonymi środkami wyrazu. Czy zamienia się wtedy w
          rzemieślnika?
    • czepialska Re: Artysta tłumacz? 14.10.08, 09:45
      Generalizowanie to błąd.
      Są tłumacze "artyści" w pełnym tego słowa znaczeniu - Zofia
      Chądzyńska, Boy-Żeleński, Maria Skibniewska - są też tacy, którzy
      tylko zamieniają słowa.
      Cóż, wszystko zależy od tego czym jest dla nich ta praca.
      Słowa "jakość" oraz "pasja" też tu mają duże znaczenie.
    • yanga Re: Artysta tłumacz? 14.10.08, 13:01
      Artystą się nie jest, artystą się bywa - jak mądrze powiedział ktoś.
      Tłumacz nie zawsze ma możliwość wyboru autora, zwłaszcza jeśli swoją
      pracą zarabia na życie. Nawet dobry lub znakomity tłumacz, dla
      którego zabrakło wybitnego dzieła, podejmuje się czasem
      przekładu "czytadła", i wtedy sam także nie jest artystą. Wojciech
      Kossak też nie zawsze zasługiwał na miano artysty - malował przecież
      te swoje konie i ułanów z dziewczynami także seryjnie - dla chleba.
      Tak samo z tłumaczami: jeśli konieczność zmusza mnie do wzięcia na
      warsztat "pisarki po kursie kreatywnego pisarstwa", to przecież nie
      wzniosę się ponad jej poziom. Ale autora-artystę powinien jednak
      tłumaczyć ktoś dorównujący mu poziomem, a tłumaczenie poezji wymaga
      pewnego polotu, nie tylko sprawnego warsztatu. Barańczak w swojej
      książce "Ocalone w tłumaczeniu" wyraźnie pisał, że aby dobrze
      przetłumaczyć utwór poetycki, nie wystarczy dobrze znać oba języki -
      trzeba samemu być poetą. Mnie samej zdarzało się tłumaczyć książki
      różnego kalibru - od klasyków literatury po... nie, nie powiem.
      Tłumaczyłam też wiersze, ale nie odważę się nazwać samej siebie
      artystką czy poetką. Tak mógłby mnie nazwać tylko czytelnik i nie
      ukrywam, że do tego dążę.
      • certain_whatsit Re: Artysta tłumacz? 14.10.08, 13:32
        yanga napisała:

        > Nawet dobry lub znakomity tłumacz, dla
        > którego zabrakło wybitnego dzieła, podejmuje się czasem
        > przekładu "czytadła", i wtedy sam także nie jest artystą.

        To jest chyba pogląd najbliższy mojemu. I tu artysta-tłumacz różni
        się od artysty-malarza: malarz z prawdziwego zdarzenia bierze na
        warsztat jelenia na rykowisku w zachodzącym słońcu - i może powstać
        z tego wiekopomne dzieło. Tłumacz - nawet z prawdziwego zdarzenia -
        bierze na warsztat gniota, i wychodzi tylko gniot nr 2.
        • certain_whatsit za szybko mi się wysłało :) 14.10.08, 13:38
          A jeśli popastwi się nad gniotem kreatywnie, na miarę własnego
          artyzmu, wyjdzie z tego dzieło, owszem, ale zgoła inne, o czym pisze
          donatta.

          Wzdycham właśnie nad ciężkim losem samozwańczej artystki-tłumaczki
          na smyczy samozwańczej autorki, to tak mi się zbiera na jałowe
          przemyślenia :)
        • pisam Re: Artysta tłumacz? 14.10.08, 13:51
          Donatta zbyt dosłownie przyjęła moje słowa, ale rozumiem do czego zmierza. Ja
          nie chcę kalki w tłumaczeniu, ja swoich tłumaczy ( dziwnym trafem mam ich kilku
          ) traktuję jak przyjaciela artystę, bo tylko w ten sposób mam szansę pokazać
          czytelnikowi w obcym kraju świat jakim go widzę. Tłumacz kalka nie będzie się
          zastanawiał, czy dane zdanie można pokazać inaczej, aby czytelnik szybciej
          zrozumiał do czego dąży autor, ale po prostu zrobi to mechanicznie i wyjdzie z
          tego fałsz i nieprawda. Dla przykładu, w książce jest niewielki fragment rozmowy
          pomiędzy mieszkańcem Mongolii i bohaterem w języku rosyjskim ( szkolny, prosty i
          schematyczny - język oczywiście). A jak to będzie brzmiało w tłumaczeniu
          rosyjskim? Na tle literackiego języka - zgrzyt, fałsz i oczywista nieprawda. Ale
          jeśli wstawimy tam język angielski, nastrój zostanie zachowany i czytelnik
          rosyjski będzie zadowolony. Choć oczywiście, w każdym innym tłumaczeniu np.
          niemieckim, francuskim, angielskim, fragment ten nie zostanie zmieniony, bo nie
          ma takiego powodu. Ale aby to wprowadzić tłumacz musi wyjść poza ramy kalki i
          musi w tym przypadku pomóc autorowi. Dobrze jak trafi na takiego jak ja, który
          nie uważa się za jedynego mądrego, ale dlatego uważam go za współpracownika i
          przyjaciela- artystę.
    • braineater Re: Artysta tłumacz? 14.10.08, 14:07
      Ani rzemieślnik, ani artysta, tylko po prostu przekaźnik. Tłumaczenie nie ma
      pokazywać, że to ty jesteś świetny, albo grafomański, tylko autor. To nie wymaga
      artyzmu, tylko wyczucia. Jeśli tłumaczenie jest dobre, to nie oznacza, że ty
      wspiąłeś się na szczyty artyzmu, tylko, że udało ci się przekazać artyzm autora.
      Tezę ostatnio mam taką, że najlepszy tłumacz jest NIKIM i to powinien być dlań
      największy powód do chwały. To taki tłumacz, którego w tekście nie widać,
      człowiek, który zrobi taką translację, że nawet się przez sekundę nie będziesz
      zastanawiać w jakim języku był napisany oryginał, bo tekst będzie nierozerwalnie
      wyrastał z polszczyzny. Egzemplum podręczne - Lech Jęczmyk, który jest idealnym
      NIKIM, gdyby nie był podpisany na swoich tłumaczeniach, dałoby się śmiało
      obronić tezę, że te książki od pierwszych zdań powstawały po polsku.
      Nie wiem, czy umiejętność absolutnego wyeliminowanie się z tekstu to artyzm,
      wiem, że na pewno rzadkość.

      To pisałem ja, tłumacz, którego w tekstach widać z kilometra:)
      • donatta Re: Artysta tłumacz? 14.10.08, 14:13
        braineater napisał:

        > Tezę ostatnio mam taką, że najlepszy tłumacz jest NIKIM i to powinien być dlań
        > największy powód do chwały. To taki tłumacz, którego w tekście nie widać,
        > człowiek, który zrobi taką translację, że nawet się przez sekundę nie będziesz
        > zastanawiać w jakim języku był napisany oryginał, bo tekst będzie nierozerwalni
        > e
        > wyrastał z polszczyzny.

        To doskonała teza, choć niestety, komu innemu przypisywane jest jej autorstwo - już ponad półtora wieku temu Mikołaj Gogol powiedział, że „tłumaczenie powinno przypominać szybę, całkowicie przezroczystą, tak aby czytelnik nie zauważał jej istnienia”.

        Druga sprawa, że bardzo trudno jest stać się taką "niewidzialną ręką" :-).
        • braineater Re: Artysta tłumacz? 14.10.08, 14:16
          Wiedziałem, że za zgrabne to, żebym sam wymyślił:)
          A że to jest trudne? No cóż - za to nam płacą, w sumie:)
      • wlodekbar Re: Artysta tłumacz? 17.10.08, 01:14
        Przekaźnik.
        I osoba, która dobrze zna język, z którego tłumaczy, i świetnie język, na który
        tłumaczy.
        • butters77 Re: Artysta tłumacz? 18.10.08, 20:24
          wlodekbar napisał:

          > i świetnie język, na który tłumaczy.

          Ooo, to jest niestety element niedoceniany - bo przecież "jak się mówi po
          polsku, to się zna, nie?";)
    • nobullshit Re: Artysta tłumacz? 14.10.08, 14:37
      Dla ZUS-u jestem TFUrcą przez duże TFU, w papierach z MKiS, służących za
      podkładkę dla ZUS-u, mam "literatka", co nieodmiennie mnie bawi, bo literatka to
      przecież taka nieduża szklaneczka.

      Samą siebie uważam za rzemieślnika, w średniowiecznym znaczeniu tego słowa.
      Takiego rzemieślnika, który najpierw szedł do terminu na naukę, potem zostawał
      czeladnikiem, a dopiero potem, zwykle po po paru latach podróżowania i
      praktykowania, przestawiał majstersztyk i zdawał egzamin mistrzowski.
      Średniowieczni rzeźbiarze i malarze, których my dzisiaj uważamy za artystów, dla
      współczesnych byli rzemieślnikami. Kim byli dla samych siebie - nie wiemy. Ale
      jest faktem, że van Eyck był pierwszym malarzem, który zaczął podpisywać swoje
      dzieła...

      Nie wiem, czy sobie właśnie nie wystawiłam laurki, porównując się do jakiegoś
      Wita Stwosza albo Rogiera van der Weyden. :) Chodziło mi tylko o to, by pokazać,
      że słowo "rzemieślnik" tłumaczowi nie uwłacza.
      • certain_whatsit Re: Artysta tłumacz? 14.10.08, 14:47
        nobullshit napisała:

        > Nie wiem, czy sobie właśnie nie wystawiłam laurki, porównując się
        do jakiegoś
        > Wita Stwosza albo Rogiera van der Weyden. :)

        Eh, rozmarzyłam się... Właśnie wróciłam z Brugii, i tam na pęczki
        tych rzemeślników, pani, na pęczki. Tak szczerze, to mi
        określenie "rzemieślnik" też nie uwłacza, zwłaszcza, że póki co
        jestem na etapie czeladnika zaledwie.
    • certain_whatsit Re: Artysta tłumacz? 14.10.08, 15:04
      Zainspirowana Gogolem Braineatera właśnie wytaszczyłam z
      biblioteki "O przekładzie na przykładzie" Tabakowskiej, bo
      przypomniało mi się, że było tam ciekawe spostrzeżenie Nabokova,
      dotyczące przekładu Oniegina na angielski. Cytuję za Tabakowską:

      "Zawsze mnie śmieszyły stereotypowe komplementy, którymi krytycy
      obdarzają autora 'nowego przekładu'. Taki krytyk pisze: 'Gładko się
      czyta'. Innymi słowy, jakiś pismak, który nigdy nie miał w ręku
      oryginału i nie zna języka, w którym ten oryginał został napisany,
      chwali jakieś naśladownictwo za to, że 'dobrze się czyta' - tylko
      dlatego, że gładkie frazesy zastąpiły zawiłe subtelności, których
      nie jest świadom".

      Skojarzyło mi się z tą czystą szybą, rysy na której zarzucała mi
      redaktorka jednego z moich przekładów. Bo "nie czyta się gładko". Bo
      zdania zawiłe, długaśne i jakieś takie pokręcone. Nie tyle kalki, co
      jakieś dziwadła. Na co ja, że oryginału też się gładko nie czytało,
      i że mocno się nagłowiłam, żeby tę chropawość oddać w polszczyźnie.
      Że rysy są integralną częścią oryginału. Dyskusja się skończyła, gdy
      redaktorka przyznała, że jej angielski kuleje. Stawałam przed
      wydawnictwem na głowie, żeby zachować lojalność wobec autora, więc
      Pisam byłby ze mnie dumny :)
    • limotini Re: Artysta tłumacz? 14.10.08, 15:46
      Nie widzę nic złego w byciu dobrym rzemieślnikiem! Rzemieślnik to nie ktoś, kto
      bezmyślnie wykonuje jakąś pracę. To nie ktoś, kto tylko powtarza wyuczone ruchy!
      Wprost przeciwnie, żeby być dobrym rzemieślnikiem, trzeba mieć sporo talentu.

      Czy nauczyciel jest artystą, czy rzemieślnikiem?
      Dziennikarz sportowy?
      Stomatolog-ortodonta?
      Modystka?
      Architekt?
    • tirkuchenek Re: Artysta tłumacz? 14.10.08, 16:09
      Za Słownikiem Języka Polskiego PWN:
      „artysta m odm. jak ż IV, lm M. ~yści, D. -ów
      1. «człowiek tworzący dzieła sztuki (twórca); także *człowiek
      odtwarzający je*»
      2. pot. «aktor»”
      Co do odwiecznego problemu, czy tłumacz tworzy, czy też odtwarza,
      przypomniały mi się słowa Umberta Eco:
      „Trzeba narzucić sobie ograniczenia, żeby puścić wodze fantazji.”
      Wg mnie praca tłumacza-nie-wiadomo-czy-artysty jest trudniejsza od
      pracy artysty-pisarza, ponieważ pisarz pisze to, co mu ślina na
      język przyniesie (a raczej pot na dłonie), tłumacz-nie-wiadomo-czy-
      artysta zaś *musi* pisać to, co artysta, + wlepić to w inny język. A
      zatem kimże jest tłumacz (artystą czy „nieartystą”), skoro wykonuje
      trudniejszą (wg mnie) pracę od pracy artysty-pisarza na bazie jego
      dzieła? :o)
    • yanga Re: Artysta tłumacz? 14.10.08, 19:11
      Z Brainem zgadzam się w stu procentach. Czasem jeśli do przekładu
      weźmie się artysta-tłumacz, to nie może wytrzymać, żeby nie poprawić
      artysty-autora. Widać to np. w wierszu Ogdena Nasha "Kot"
      przełożonym przez Barańczaka. Wyszedł z tego wiersz jeszcze
      śmieszniejszy od oryginału. Wszyscy się nim zachwycają. Ale to
      wiersz Barańczaka, a nie Nasha. Tłumaczką idealną, taką która nigdy
      nie wyskakiwała przed autora, była Ludmiła Marjańska.
    • limotini Re: Artysta tłumacz? 15.10.08, 10:23
      Już wiem!
      Artysta to ten, który tworzy coś pięknego.
      Rzemieślnik to ten, który tworzy coś pożytecznego.

      Więc niezależnie od dyskusji, kto jest dobrym tłumaczem i jaka jest jego rola,
      pytanie, czy konkretny zawód jest arystyczny czy rzemieślniczy nie ma większego
      sensu - bo to po prostu dwa inne wymiary.


      • butters77 Re: Artysta tłumacz? 16.10.08, 20:24
        Podpisuję się obiema rękami pod postulatem "tłumacza niewidzialnego". Z prostej
        przyczyny - czytelnik, który sięga po przekład określonego autora, chciałby
        dowiedzieć się czegoś o jego pisarstwie, jego stylu, jego zamiłowaniu lub
        niechęci do kolokwializmów czy różnej maści stylizacji - a nie o nawykach
        stylistycznych tłumacza.

        Każdy, kto kiedykolwiek przeczytał książkę w kiepskim przekładzie, nieco
        zniechęcił się do autora, po czym - sięgnąwszy po oryginał - zorientował się, że
        to nie autor nawalił, lecz tłumacz chyba miał kaca, wie, o co chodzi. Czytelnik
        czuje wtedy, że wyszedł na idiotę - a przede wszystkim ma świadomość zupełnie
        straconego czasu.

        Pozostaje jednak kwestia źle rozumianej ambicji. Znam pewną tłumaczkę, która
        upiera się przy teorii, że "wyróżnikiem tłumacza powinien być twórczy język",
        jak również, że "każdy tłumacz ma swój styl", którego nie powinien naginać np.
        do młodej literatury (!). Strach pomyśleć, co dzieje się z niektórymi tekstami
        pod piórem tej pani:/
        Z tego miejsca chylę więc czoła przed tłumaczami, który potrafią wyzbyć się tej
        dziwnej ambicji i zrozumieć, że bycie niewidzialnym jest sztuką:)
        • certain_whatsit Re: Artysta tłumacz? 16.10.08, 23:07
          butters77 napisała:

          > Z tego miejsca chylę więc czoła przed tłumaczami, który potrafią
          wyzbyć się tej
          > dziwnej ambicji i zrozumieć, że bycie niewidzialnym jest sztuką:)

          No właśnie. Ja też jestem zwolenniczką przekładu niewidzialnego. Nie
          sądźcie, że pod pojęciem domniemanego "artyzmu" tłumacza kryje się w
          moim przekonianiu jakieś celowe rozbuchanie stylistyczne czy inna
          chęć odciśnięcia własnego piętna na przekładanej książce. Jeśli to
          robię, to zupełnie niechcący, bo przecież każdy z nas ma
          własny korpus leksykalny/stylistyczny, uzależniony od środowiska, w
          jakim się wychował, od lektur... A umiejętność wyzbycia się własnej
          maniery wypowiedzi, całkowite oddanie głosu autorowi jest właśnie
          miarą najwyższego kunsztu - żeby już nie mówić "najwyższej sztuki" -
          tłumacza. Nie wyobrażam sobie, jak ambicją tłumaczki może być
          intencjonalne przemycenie "własnego stylu"!? Współczuję czytelnikom
          przekładów tej pani. A sama wciąż pracuję nad usuwaniem się w cień,
          co jest - nie kryję - wyzwaniem nie lada :)

          Dziękuję wszystkim doświadczeńszym kolegom po fachu za komentarze.
          Podczytuję Was od dawna, ale z wrodzonej nieśmiałości (i
          skromności;) głównie siedzę cicho i uczę się. Parę lat temu -
          właśnie dzięki Waszym poradom - udało mi się jednak wcisnąć na rynek
          wydawniczy, tak więc bardzo cenię sobie Wasze przemyślenia :)
          • nobullshit Z ta przezroczystością... 17.10.08, 00:22
            A czy jesteście gotowi uznać, że istnieją przypadki szczególne?

            Załóżmy (oczywiście czysto hipotetycznie), że tłumaczę książkę,
            której autor wymyśla słowa w danym języku nieistniejące, wywraca stałe związki
            frazeologiczne tego języka na lewą stronę, stosuje epitety, których nie notuje
            Urban Dictionary, a gugle wypluwają pięć użyć na krzyż.

            I ja (oczywiście nadal czysto hipotetycznie) też będę w takich sytuacjach
            wymyślać nowe słowa, a także używać powiedzonek, których używam sama na co
            dzień. Nie chodzi mi, broń Boże, o zwroty potoczne, tylko o wyrażenia moje,
            takie całkiem własne, przeze mnie kiedyś stworzone i znane tylko osobom mającym
            ze mną kontakt. Bo przecież nie urodzę tak nagle czegoś zupełnie nowego, nie w
            dużej liczbie.
            No i co? Przezroczysta nie będę nijak :(

            Mało tego, ponieważ niektórych dowcipów językowych i gier słów autora nie uda mi
            się oddać (czysto hipotetycznie, bla bla...) z powodu różnic między językiem
            wyjściowym a docelowym, zastosuję metodę kompensacji i powtykam dowcipy tam,
            gdzie ich w oryginale nie ma, a gdzie po polsku wetknąć je się da. Dowcipy "w
            duchu" autorskim. (Oczywiście "w duchu" moim zdaniem :)). No i co?

            Tymczasem "no i" dobranoc.
            • yanga Re: Z ta przezroczystością... 17.10.08, 18:07
              No i pstro. Wtedy właśnie wylezie z Ciebie artystka :-)
    • levi-levi Re: Artysta tłumacz? 18.10.08, 18:11
      Proponuję pogłębić ten temat filozoficznie: czy jeżeli dzieło literackie jest
      bytem, to przekład dzieła literackiego też jest bytem? A jeżeli tak, to czy jest
      tym samym bytem czy odrębnym?
      • braineater Re: Artysta tłumacz? 18.10.08, 22:21
        bytem zależnym. Symbiontem, czasem pasożytem, działającym z korzyścią dla
        nosiciela - tłumaczenia Viana by Marek Puszczewicz na przykład:) Ale w
        hierarchii niższym, bo bez oryginału nieistniejącym (choć tłumaczenie książek,
        których nikt nie napisał, to jest dopiero szeroki rynek :)
        • jota-40 Re: Artysta tłumacz? 24.10.08, 00:00
          Według mnie - Barańczak na przykład jest zbyt silną osobowością, żeby pozwolić
          sobie na przekład "niewidzialny". Tłumaczy świetnie, ale w jego przekładach
          zawsze widzę sporo samego Barańczaka.
          Moim guru i nieosiągalnym ideałem jest Boy - chociaż nie mam pewności, na ile
          był wierny?... Istnieją znane sugestie, że pociął na kawałki zdania złożone
          Prousta.
          Ideał gogolowski jest nader trudny do osiągnięcia. Tłumacz - powiedzmy, że mam
          tu na myśli dobrego tłumacza - zawsze sprzedaje w przekładzie własną duszę, jest
          do jakiegoś stopnia medium...
          I ten fakt zresztą świadczy dla mnie o artyzmie: trudność wyważenia, akceptacja
          dziwnych fraz autora (kiedy strasznie korci, żeby napisać to "lepiej"...),
          pokora, a zarazem umiejętność dobrania właściwych słów; gmeranie w słownikach,
          szlifowanie tekstu... Czynności na poły rzemieślnicze, na poły artystyczne.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka