tatiana8
18.11.04, 12:48
Ostatnio mam coraz większą depresję. I to bynajmniej nie chodzi o jesienną
depresję, bo lubię jesień i zimę, wiecie dlaczego. Moje życie stało się
koszmarem i z dnia na dzień jest coraz gorzej. Owłosienie pojawiło się gdzieś
około 18 roku życia. Jak 4 lata temu wychodziłam za mąż, było jeszcze całkiem
spoko. Choć wtedy narzekałam. Teraz to już moje życie to jedna wielka
depilacja. Możecie się ze mnie śmiać, ale ukrywam to przed mężem. Albo
może... tak mi się wydaje. Przecież on nie jest ślepy, a ostatnio tak często
mi się przygląda. W każdym razie, ja nigdy nie zbiorę się na odwagę,żeby
poruszyć ten temat.
Najgorzej jest na spacerach. W domu mam stale przysunięte żaluzje, i tak
sobie siedzę w takim mroku, ale w świetle dziennym na dworze nie da się nic
ukryć. A u mnie już doszło do tego, że wstydzę się twarzy, choć staram się
jak mogę, żeby zawsze wszystko wyrywać. Ale wiecie jak to jest. Boję się też
wziąść lusterko do ręki, stanąć przy oknie i przyglądnąć się twarzy. Boje się
tego, co tam zobaczę w tym bezlitosnym świetle.
Jeśli chodzi o męża, wiem, że mnie kocha, że odpowiadam mu pod wieloma
względami. Jest dobrym, mądrym i rozsądnym człowiekiem. Ale ja nie potrafię
się oszukiwać. Jest też meżczyzną. I wzrokowcem. I wiem, że taki defekt u
kobiety mu się nie podoba. Ale nie mam o to do niego pretensji, to normalne,
że mężczyzna woli, żeby jego kobieta była kobieca, to on ma być owłosiony, a
nie jego kobieta. I powiem wam, że jego też jest mi szkoda, bo niczym sobie
nie zasłużył na taką żonę, z hirsutyzmem.
Duszę ten problem w sobie, tylko z Wami mogę o tym pogadać. Z nikim innym o
tym nigdy nie rozmawiałam. No, oprócz dwóch lekarek.
Pani endokrynolog na pierwszej wizycie obejrzała mnie, parę ostatnich dni
przed wizytą zaprzestałam depilowania, i przyznała, że włosów jest za dużo,
zwłaszcza okolice ud i bikini. Natomiast przy drugiej wizycie, nie wiem, czy
zapomniała, czy co. Zaczęła gadać, że w ogóle nie widać po mnie tego
nadmiernego owłosienia, że te kilka włosków na piersiach to nie jest taki
duży problem i że być może ja sama wydumałam sobie ten problem.
Było mi wtedy tak przykro, chciało mi się płakać i nie mogłam wydusić z
siebie słowa. Powiedziałam jej tylko, że meszek na ciele mam widoczny, który
powoli przekształca się w mocne włosy, i że nawet mój mąż nie ma takiego
meszku (on ma brzuch, plecy i ramiona gładziutkie, nie tak jak ja). Wtedy ona
się roześmiała :((
Z jednej strony trochę mnie ucieszyło, że tak powiedziała, że nie widać tego
po mnie, ale z drugiej strony, kosztuje mnie to dużo czasu, czasu który
normalne kobiety mogą poświęcić na coś innego, a nie na ciągłe wyrywanie
coraz większej ilości włosów.
Teraz, biorę Bromergon, za jakiś czas planuję ciążę. A potem... poproszę
lekarkę o Spironol, jeśli nie podziała, znajdę lekarza, który mi przepisze
silniejszy lek. Nie będę pisać jaki, bo mnie zaczniecie krytykować, ale mnie
wszystko jedno. Co mi z takiego życia? Całą młodość mam zmarnowaną. Siedzę
tylko w domu i unikam kontaktu z ludźmi. Panicznie się boję, że ktoś coś
zauważy i mi coś o tym powie. chyba bym się zapadła pod ziemię ze wstydu.
Chciałam się Wam wygadać, myślałam, że choć troszkę mu ulży, ale niestety nic
z tego. W ogóle mi nie jest lepiej. :((
Trzymajcie się
Pozdrawiam