12.03.13, 15:08
Chcesz tu być ekspertem od schizofrenii?
Po pierwsze w loginie napisz coś o sobie,
gdyż większość nic nie wie o tobie.
Czyś ty emeryt czy rencista,
z jakiego społecznego wspomagania korzystasz.
Czy to społeczeństwo ciebie wspomaga i finansuje,
czy ono do ciebie się dostosowuje?
czy raczej ty do niego?
Napomknij coś konkretnego o sobie w swoim nicku kolego.
Bo jak się w to twoje coś niewypowiedzianego msk... klika,
to nic z tego nie wynika.
Być może to co napisałam,
brzmi trochę niegrzecznie,
ale za to "Pozdrawiam" równie serdecznie:)
Obserwuj wątek
    • mskaiq Re: Mskaiq'u 12.03.13, 22:31
      Kiedyś napisałem coś o sobie do Ditty bo o to prosiła:

      Obecnie mam głosy. Pojawiają się codziennie od 14 lat i nieustannie powtarzają, że mnie zniszczą, abym się poddał albo ciągle zachęcają abym działał przeciwko ludziom, był przeciwko miłości, przyjął nienawiść.
      Czasem mówicie o nienawiści ludzkiej, złu ludzi, ze jest trudna do zniesienia. To małe zło w porównaniu do zła i nienawiści głosów. U głosów jest to nienawiść i zło przerażających rozmiarów.
      Kiedyś głosy potrafiły sprowokować we mnie nienawiść i zło do innych ludzi, albo do nich samych i siebie. Kiedy dałem się sprowokować, potrafiły podnieść te uczucia do poziomu w którym czułem rozpadanie się mojego całego ciała i ból, który był nie do zniesienia. Destrukcyjna energia związana z nienawiścią jest trudna do pojęcia, trzeba ją przeżyć. Po takim ataku mogłem spać parę dni, byłem wyczerpany fizycznie, jakbym wykonał nie wiem jaką pracę fizyczną.
      Przeraźliwie bałem się tych ataków, wtedy zrozumiałem jak bardzo chce się uciec od własnego ciała, w którym nie można spokojnie istnieć. Rozumiem dlaczego wiele osób nauczyło się uciekać od własnego ciała. W psychopatologii nazywa się dysocjacją, albo może przyjmować również postać katatonii. Przerażający lęk przed głosami, ich władzą nad człowiekiem i to lęk, od którego nie można uciec przybiera przerażające rozmiary, prowadzące nawet do samobójstwa.

      Głosy odzywają się również nocą. Prawie codziennie wybudzają mnie w nocy i to wielokrotnie. Czasem udaje się zasnąć natychmiast, bo łatwo mogę przywołać myśli pełne miłości, z którymi czuję się bezpiecznie i z poczuciem bezpieczeństwa związanym z miłością zasypiam, jest to rodzaj medytacji pozwalającej mi panować nad ciałem.
      Czasem jest inaczej. Kiedy dzieją się trudne sprawy w ciągu dnia, w nocy budzę się z przerażającym lękiem, smutkiem, żalem, nienawiścią i odczuciami somatycznymi. Wtedy jest poważny atak głosów, wtedy walczę o życie. Przechodzę wtedy na pełna medytacje, wizualizuję miłość i spokój, wypełniam cała swoją świadomość spokojem. Siła głosów, psychozy słabnie i odchodzi.
      Podczas ataku często pojawiają się bóle rak, nóg, całego ciała, mogę odczuwać wszędzie mrowienia i dyskomfort, słyszeć własny oddech tak głośno, aż nie do zniesienia. Wtedy chciałoby się przestać oddychać. A bicia serca można słyszeć jak walenie młotem, rozwalającym klatkę piersiową.
      Wiele lat pracowałem nad tym aby móc panować nad moim ciałem. Muszę codziennie ćwiczyć fizycznie i być wegetarianinem. To jest konieczność, inaczej głosy będą górą i wtedy nie przetrwam.

      Kiedy się zaczęło to było tak jak u Ciebie Ditto. Słyszałem pojedyncze słowa, dalekie rozmowy, pojedyncze zdania. Nie wiem dlaczego nie zwracałem na te ostrzeżenia uwagi i nadal swoim myśleniem i działaniem wywoływałem psychozę. Nigdy nie miałem nikogo z kim mógłbym o tym rozmawiać.
      Kiedy pojawiły się już głosy było za późno. Może nie było jeszcze za późno, ale nikt nie był mi w stanie pomóc, powiedzieć co mam zrobić aby się tego pozbyć.
      Głosy rozpoczęły od bluzgania na mnie, nie słyszałem niczego tylko bluzgi i że mnie zniszczą, wyśmiewały się ze mnie, pokazywały swoja władze nade mną, przekonywały, że jestem zerem, namawiały do samobójstwa. Obok tego pojawiały się odczucia somatyczne których nie rozumiałem. Nie rozumieli również lekarze. Jedynym wyjaśnieniem było, że jestem chory psychicznie. No bo jak można wyjaśnić że słyszę rury rozmawiające do mnie, jak można wyjaśnić odczucia że ktoś nieustanie przeprowadza na mnie operacje, że mam odczucia ze mnie kroi na części, albo nieustanne mrowienie w nogach, tak jakby się paliły.
    • mskaiq Re: Mskaiq'u 12.03.13, 22:39
      Nie chcę być ekspertem od schizofrenii. Nie zależy mi na tym. Chcę pomagać
      tym, którym można pomóc.
      Nie korzystam z żadnego wspomagania społecznego. Jestem niezalezny
      finansowo.
      Mam trójkę dorosłych dzieci, trójkę wnuków, studiuje, sam finansując moje
      studia psychologiczne.
      Pozdrawiam serdecznie.
      • mifredo Re: Mskaiq'u 13.03.13, 03:30
        Ładnie to wszystko opisałeś.
        Teraz już rozumiem.
        To na tle egzystencjalnym.
        Podjąłeś właściwy kierunek rozwoju, utrafiłeś, że tak powiem
        robiąc im, głosom taką kontrę.
        Z takimi głosami to tylko miłością, dobrocią i wiarą, że się uda.
        Do tego trzeba być wielkim, bardzo silnym i mądrym człowiekiem.
        No i rzeczywiście jako schizofrenik jesteś człowiekiem spełnionym,
        masz rodzinę, nie jesteś samotnikiem ani nie jesteś wycofany społecznie.
        Wiele spraw inaczej wówczas się układa,
        kiedy jedna dziedzina życiowa choćby, spełniona jest.
        Relacje międzyludzkie zachowane, jest dla kogo żyć.
        Z twojej perspektywy możesz powiedzieć, że schizofrenik może "normalnie" żyć.

        Inaczej to trochę wygląda u osób samotnych,
        nie spełnionych w pracy ani w życiu osobistym,
        od dzieciństwa zamkniętych w sobie,
        unikających kontaktów i nie potrafiących ich nawiązać relacji prawie z nikim,
        osób prawie autystycznych.
        Nawet jakoś kiedyś szło, nauka, wyjazdy, nawet za granicę,
        jakaś praca tam fizyczna a potem tu w kraju jakaś praca,
        nawet zgodna z wykształceniem
        krótko i niewiele, bo przyszły głosy, sałata słowna,
        nowomowa, zupełna degradacja,zdziecinnienie,
        niedojrzałość, wycofanie ze sfery społecznej,
        prawie całkowite...dużo by wymieniać.
        Nie ma puntu zaczepienia, dobrze, że jest w rodzinie.
        Sam nie dałby rady. Niezdolny do samodzielnej egzystencji.
        Żyjący swoim urojonym światem wewnętrznym do którego nie masz wstępu
        a jeśli nawet, usiłujesz to zmienić,
        to napotykasz na całkowity sprzeciw.
        • mskaiq Re: Mskaiq'u 13.03.13, 09:54
          Nie robię kontry głosom, bo głosy czy myśli w każdym człowieku są zarówno
          dobre jak i złe, wrogie i przyjazne, rozumiejące i bezwzględne.
          Ta wroga część kazdego człowieka zanika pod wpływem miłości, dobroci i
          wiary a rośnie pod wpływem zła, wrogości, bezwzglednosci.

          Kiedy pojawiły się głosy, było wiele dróg. Miałem wybór pomiedzy zgłoszeniem
          sie do szpitala i leczeniem, wycofaniem się i samotnością, poddaniem się, walką, samobójstwem i próba zrozumienia tego wszystkiego.
          Przeszedłem przez te wszystkie drogi, łacznie ze zgłoszeniem się do lekarza i
          po rozmowie decyzją, że ta droga pójde tylko w ostateczności.

          U osób od dzieciństwa zamkniętych jest inaczej, ale bardzo wiele takich osób
          wyszło z tego, wywlaczyło w sobie ta otwartość na świat. To nie przychodzi
          łatwo, potrzebna jest własna praca, terapia, ważne aby to nie był terapeuta,
          który mało co rozumie o schizofrenii.
          Twój syn nie jest taki zamknięty, uczł sie, wyjazdy nawet za granicę, praca,
          nawet zgodna z wykształceniem.
          Przyszły głosy i tutaj pojawia się cały problem. Schizofrenik zwykle nie chce
          zaakceptować, że te głosy są jego.
          Dla jednych te głosy są Bogiem, bo zdaja sie wiedzieć wiecej, bo pojawiły się
          w nas i czesto twierdzą, że są spoza nas. To wywołuje lęk w schizofreniku,
          próbuje się postępować zgodnie z tym co mówią do niego.
          Czesto wie, że to co chcą od niego głosy jest przeciwko niemu, przeciwko
          ludziom, ale nie ma odwagi się im przeciwstawić.
          Inaczej wygląda jest kiedy koło schizofrenika jest ktoś komu ufa. Zdobyć
          zaufanie schizofrenika to bardzo trudne zadanie bo złe głosy dewalują
          każdego, kto próbuje pomóc. Nie jest to jednak beznadziejne. Można przekonać
          schizofrenika bezwarunkową miłością.
          Pozdrawiam serdecznie.




          • mifredo Re: Mskaiq'u 13.03.13, 10:56
            wyciągam ogólne wnioski z tego co napisałeś:
            -jeden sobie z głosami radzi drugi mniej,
            leki pomagają na nieznośność nieraz
            -jeden traci kontakt ze światem realnym, odcina się prawie całkowicie, inny nie
            - na temat miłości to nie wypowiem się:)
            bo właściwie trudne do zdefiniowania:)
            ........
            Dla to wszystko jest cenne, te wszystkie przemyślenia.
            Nigdy nie było dla mnie do pomyślenia by się tak z życia wycofać.
            Każdy człowiek, zdrowy, nie ma pojęcia, że są światy inne,
            poza tym realnym, dostrzegalnym,
            przeżywanym.
            Nikt zdrowy dobrowolnie by sobie takiego świata nie wybrał,
            nie zafundował
            choć różni są dziwacy, maja różne hobby i zajęcia,
            ale samoistnie wybierane a nie narzucane przez chorobę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka