ulala72
18.09.04, 12:16
na tym forum...
Nie było mnie tu ok. 3 mies., w czasie których byłam na baaardzo długich
wakacjach z dziećmi i ani razu nie miałam migreny, choć powodów było tysiące.
Po powrocie do domu odstałam wiadomość o tragicznej śmierci Ojca i nie miałam
ani chwili, żeby sobie popłakać, tylko od razu musiałam załatwiać miliony
spraw.
I właśnie przedwczoraj miałam monstrualny atak migreny. Najgorszy.
Niemożliwy. Do tej pory dziwię się, że w ogóle przeżyłam. Nie da się,
oczywiście, opisać tego umierania, ale chciałam się tu wypłakać i wyżalić na
ten cholerny los.
Teraz jestem jedną nogą tam (w pozostałościach migrenowych), a druga tu
(wśród normalnie funkcjonujących) i nie mam siły się pozbierać. A wiem, że
czeka mnie powtórka. Wolę nie żyć, niż przejść jeszcze raz takie piekło.
Wiem, że powinnam odpoczywać, ale nie mogę, bo jestem śmiertelnie zmęczona.
Powinnam się zrelaksować, ale cierpię z powodu smierci Ojca. Powinnam w ogóle
coś robić, ale nie mogę nawet pomysleć o robieniu czegokolwiek. Jestem
załamana sobą samą.
Przepraszam za dramatyczna formę postu i dziękuję wszystkim, którzy go
zechcieli przeczytać.
Ula