"Finis Germaniae"

03.06.04, 12:07
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,2107625.html
    • scand Re: "Finis Germaniae" 03.06.04, 17:13
      Jeszcze Niemcy nie zginęły ... smile)
      • ignorant11 Re: "Finis Germaniae" 03.06.04, 18:42
        scand napisał:

        > Jeszcze Niemcy nie zginęły ... smile)
        +++??????????????????????????????????

        Sława!

        Oni upadają coraz bardziej, nawet nasi robotnicy sezonowi nie chcą jeździć juz
        do Niemiec, a przeciez robotnicy sezonowi sa najbardziej urynkowiona częścią
        siły roboczej...

        W naszym intetresie jest aby upadli jeszcze bardziej.

        W razie jednak gdyby doszło do wybuchu lub dojścia do wąłdzy elementów
        leperowsko-hotlerowskich, to wtedy powinna nastapic interwencja NATO i dalsza
        okupacja ale wcześniej podział Niemiec na Landy jak odrębne i suwerenne
        państwa...

        Zatem niechaj się wali dalej!

        Pozdrawiam i zapraszam na:
        Forum Słowiańskie
        Nad Łaby brzeg wracamy znów po wiekach!
        Ignorant
        +++
        • scand Re: "Finis Germaniae" 04.06.04, 09:57
          Nie podzielam tego nastroju zadowolenia z "destrukcji" u sąsiadów..smile
          • eliot Re: "Finis Germaniae" 04.06.04, 11:54
            scand napisał:

            > Nie podzielam tego nastroju zadowolenia z "destrukcji" u sąsiadów..smile


            To nie radość, to schadenfreude...
            wink
            • scand Re: "Finis Germaniae" 04.06.04, 13:21
              No tak, w sumie uczucie dość pozytywne - jesli ktoś ma źle to moja sytuacja
              automatycznie staje się lepsza smile) pod warunkiem ... że to nie jest zaraźliwe.

              ***
              Mówi sie żeby nie porównywać ,ale czy bez porównania można w ogóle wiedzieć co
              jest czym..
              • eliot Re: "Finis Germaniae" 04.06.04, 15:39
                scand napisał:

                > No tak, w sumie uczucie dość pozytywne - jesli ktoś ma źle to moja sytuacja
                > automatycznie staje się lepsza smile) pod warunkiem ... że to nie jest zaraźliwe.
                >
                >
                Grozi nam ta franca ???
                wink
                • ignorant11 Re: "Finis Germaniae" 04.06.04, 22:12
                  eliot napisał:

                  > scand napisał:
                  >
                  > > No tak, w sumie uczucie dość pozytywne - jesli ktoś ma źle to moja sytuacj
                  > a
                  > > automatycznie staje się lepsza smile) pod warunkiem ... że to nie jest zaraźl
                  > iwe.
                  > >
                  > >
                  > Grozi nam ta franca ???
                  > wink


                  Sława!

                  Nie wiem, czy to źle czy dobrze?

                  Bo przeciez gdy sa bogaci to więcej kupia równiez od nas, ale gdy sa biedniejsi
                  to wiecej kupią tanich towarów właśnie od nas...


                  Pozdrawiam i zapraszam na:
                  Forum Słowiańskie
                  Nad Łaby brzeg wracamy znów po wiekach!
                  Ignorant
                  +++
                  • clickkey Re: "Finis Germaniae" 05.06.04, 11:18
                    Jeśli będą biedniejsi, to od wszystkich mniej kupią, od nas też.

                    Zatrudnienie Polaków w Niemczech też się zmniejszy.

                    Ogólnie byłoby dla nas znacznie gorzej. Niemcy to największy nasz klient -
                    najwięcej od nas kupują.




    • ignorant11 Re: "Finis Germaniae" Pełny text wklejony 03.06.04, 21:32
      Sława!
      Niemcy pogrążają się w depresji, stracili wiarę w swą siłę






      Kanclerz Schroeder
      MICHAEL SOHN AP



      Premier Bawarii i szef CSU Stoiber
      DIETHER ENDLICHER AP



      Szef dyplomacji Fischer
      VIRGINIA MAYO AP


      SERWISY


      ¤ Ostatnio w Niemczech







      Anna Rubinowicz-Gründler, Berlin 02-06-2004, ostatnia aktualizacja 02-06-2004
      14:55

      Niemcy pogrążają się w marazmie - i to nie tylko gospodarczym, ale również
      mentalnym. Przestali ufać partiom, politykom, Kościołom, biznesowi, a nawet
      związkom zawodowym. Były prezydent Johannes Rau w niecodzienny sposób ostrzegł
      swych rodaków przed zbiorową depresją, która grozi kryzysem demokracji

      Cios za ciosem spada na głowy Niemców, i to z różnych stron. W drugiej połowie
      maja Międzynarodowy Komitet Olimpijski wykluczył Lipsk z konkurencji o
      organizowanie olimpiady w 2012 r. Mieszkańcy miasta zgromadzeni na rynku nie
      kryli rozczarowania, a nawet łez. "Czy naprawdę niczego już nie potrafimy? -
      pytał zrozpaczony komentator berlińskiego "Der Tagesspiegel". - Nie umiemy
      zreformować systemu podatkowego, uruchomić opłat autostradowych dla ciężarówek,
      wygrać piosenkarskiego Grand Prix, a teraz w dodatku olimpiada omija Niemcy.
      (...) To kompromitacja dla miasta i dla całego kraju".

      Źle, źle, źle

      Lista tego, co podkopuje samopoczucie i samoocenę naszych zachodnich sąsiadów,
      jest długa: stagnacja gospodarcza od trzech lat i niepewne widoki na
      przyszłość, rosnąca dziura w budżecie i chroniczne naruszanie paktu
      stabilizacyjnego euro, o który Niemcy tak walczyli w latach 90.,
      ponadczteromilionowe bezrobocie, które nie reaguje na żadne środki zaradcze
      podejmowane przez polityków, słabe wyniki w międzynarodowym teście szkolnym
      PISA, dziury w asfalcie, drożejące przedszkola itd. Pociechy nie daje już nawet
      niemiecki sport narodowy - piłka nożna. "Hańba w Bukareszcie! Wstyd!
      Kompromitacja!" - pisały przed miesiącem gazety, kiedy niemiecka ekipa narodowa
      przegrała 1:5 z lekceważoną Rumunią.

      Coraz większym, poważnym zmartwieniem okazuje się b. NRD - i dla jej
      mieszkańców, i dla polityków. Zjednoczenie nie nakręciło koniunktury -
      przeciwnie, Wschód nadal więcej konsumuje, niż produkuje, transfery finansowe
      obciążają zachód, eksperci ostrzegają przed trwałym uzależnieniem Niemiec
      wschodnich od kroplówki z Zachodu. Niektórzy twierdzą, że Wschód ciągnie Zachód
      w przepaść.

      Bez pracy jest tu co piąty Niemiec, coraz więcej szuka jej na Zachodzie, bo
      tutaj jakoś nic nie chce kwitnąć. Wprawdzie ze szczodrą pomocą państwa i UE
      udało się ulokować w Dreźnie kolejną fabrykę komputerową, ale tam, gdzie jest
      puste pole, nic nowego nie wyrasta.

      Nastroje są jednak jeszcze gorsze niż rzeczywistość. 80 proc. Niemców ocenia
      sytuację pesymistycznie, tylko 14 proc. patrzy w przyszłość z optymizmem. 84
      proc. krytykuje pracę rządu, a 60 proc. uważa, że żadna partia nie jest w
      stanie rozwiązać problemów kraju. Z ankiet wynika, że pilnej naprawy wymagają
      ich zdaniem partie i parlament, szkoły i urzędy pracy, kasy chorych i szpitale.
      Największym zaufaniem Niemców cieszą się te instytucje, które są z dala od
      państwa i polityki: klub automobilowy ADAC, Greenpeace i organizacje
      charytatywne. No i rodzina i przyjaciele.

      Gadają wiele, robią mało

      Od lat w Niemczech dyskutuje się o potrzebie reform w państwie, ale konkretne
      posunięcia są niewielkie i nieskuteczne. Rośnie natomiast społeczne poczucie,
      że kraj stoi przed gigantycznym zadaniem, którego faktycznie nie sposób
      spełnić - ale jeśli się go nie spełni, to kraj stoczy się w przepaść, a ludzie
      popadną w nędzę. Niemcy, którzy i tak drżą o swe miejsca pracy i przyszłość
      swych firm, popadają w jeszcze większy stres i niepewność. Nabierają
      przekonania, że jedną nogą już tkwią w katastrofie.

      - Niepewność stała się powszechnym uczuciem drążącym całe społeczeństwo. To
      groźne dla naszych sił życiowych - skonstatował niedawno prezydent Rau w
      dramatycznym przemówieniu do narodu. - Strach przed przyszłością to
      najpewniejsza droga, aby nie wygrać przyszłości. Strach paraliżuje zdolność do
      działania i mąci spojrzenie na to, co w państwie i społeczeństwie trzeba
      gruntownie zmienić, a co koniecznie zachować.

      Skąd tak złe nastroje? Są oczywiście obiektywne przyczyny poczucia kryzysu,
      takie jak złe wskaźniki gospodarcze. Dzieją się rzeczy do niedawna
      niewyobrażalne - po Monachium chodzi elegancko ubrany czterdziestolatek z dużą
      tablicą na kiju "Szukam pracy" i numerem telefonu komórkowego. To inżynier z
      wieloletnim doświadczeniem, do niedawna szef działu sprzedaży dużej firmy
      działającej także za granicą. Firma przeżywa jednak giełdowe trudności i
      zwolniła inżyniera. Kiedy odpowiadanie na ogłoszenia w prasie nie dało efektu,
      a urząd pracy otwarcie przyznał, że dla takich jak on ofert nie ma, inżynier
      ruszył w miasto. Zagląda do eleganckich hoteli, gdzie zatrzymują się biznesmeni
      w podróżach służbowych, przechadza się po deptaku, wchodzi do biurowców. Na
      próżno.

      Żyje się gorzej

      Wielu ludziom od paru lat żyje się rzeczywiście gorzej: stracili pracę, ich
      firmy zbankrutowały, dostają mniejsze świadczenia socjalne, więcej muszą
      dopłacać do leczenia, zarabiają mniej lub muszą dłużej pracować za te same
      pieniądze. Przeraża ich perspektywa załamania się publicznego systemu
      emerytalnego, więc więcej oszczędzają na starość i mniej wydają na życie.
      Słowo "reformy" kojarzy im się wyłącznie z cięciami socjalnymi i dążeniem
      pracodawców do obniżek płac oraz nieudolnymi politykami.

      Wyjątkowo głębokie jest w Niemczech rozczarowanie do polityków. Dwie trzecie im
      nie ufa, 60 proc. uważa, że żadna partia nie rozwiąże problemów kraju. Być może
      rozczarowanie to jest tym głębsze, im większe było poprzednio zaufanie. Niemcy
      tradycyjnie pokładali duże nadzieje w swych rządach i instytucjach państwowych -
      od Bismarcka po Adenauera godzili się na wysokie podatki w zamian za pełną
      asekurację socjalną. Ostatnim kanclerzem, którego obietnicom wierzono
      (słynne "kwitnące krajobrazy", w które miała się zamienić b. NRD w ciągu paru
      lat od zjednoczenia), był Helmut Kohl. Rozczarowanie z powodu niespełnionych
      obietnic było potężne - i tym większe nadzieje na świeże spojrzenie i zapał
      ekipy Schrödera. Po sześciu latach na pytanie o politykę Niemcy reagują
      wzruszeniem ramion albo atakiem wściekłości jak ów bezrobotny, który parę dni
      temu spoliczkował kanclerza.

      Znużenie polityką powiększa polityczna blokada państwa - rząd nie ma jasnej
      linii politycznej i działa skokami od kryzysu do kryzysu i od jednych wyborów
      lokalnych do drugich, opozycja gra na zwłokę i pręży muskuły, blokując rządowe
      ustawy w drugiej izbie parlamentu.

      No i ciągle wałkuje się te same tematy, tylko w coraz bardziej ponurym
      nastroju. "FAZ" zadała sobie trud zestawienia tytułów telewizyjnych dyskusji z
      politykami z ostatnich trzech lat. Bije z nich defetyzm, nieudacznictwo i
      rzekoma zapaść państwa. "Czy nadchodzi wielki kryzys?" w marcu 2001, "Jak
      bardzo chore są Niemcy?" w lipcu tego roku, "Pustki w kasie - na co możemy
      sobie jeszcze pozwolić?" jesienią 2002, "Mroczne widoki - nie ma pieniędzy dla
      starych i chorych" latem ub.r., "Bez pracy, niepotrzebni, bez nadziei" w lutym
      tego roku. I tak w sumie 175 razy. Jak nie popaść od tego w depresję?

      Bo marki już nie ma

      Ale czemu na każde wyzwanie Niemcy reagują obawą i defensywą? Dlaczego
      zatracili pewność siebie, nie widzą już tego, co osiągnęli, lecz tylko boją się
      przyszłości?

      Według jednej z ankiet swoje mocne strony Niemcy widzą w dobrej
      infrastrukturze, pracowitości, trosce o środowisko naturalne i w wysokiej
      jakości produktów z nalepką "Made in Germany". Potwierdza to tezę, iż Niemcy
      wciąż bardzo silnie identyfikują się ze swymi sukcesami gospodarczymi. Tak jest
      od półwiecza, kiedy miejsce zdruzgotanego poczucia narodowego, a raczej
      szowinizmu, z
      • ignorant11 Re: "Finis Germaniae" Pełny text wklejony(dok) 03.06.04, 21:33
        Bo marki już nie ma

        Ale czemu na każde wyzwanie Niemcy reagują obawą i defensywą? Dlaczego
        zatracili pewność siebie, nie widzą już tego, co osiągnęli, lecz tylko boją się
        przyszłości?

        Według jednej z ankiet swoje mocne strony Niemcy widzą w dobrej
        infrastrukturze, pracowitości, trosce o środowisko naturalne i w wysokiej
        jakości produktów z nalepką "Made in Germany". Potwierdza to tezę, iż Niemcy
        wciąż bardzo silnie identyfikują się ze swymi sukcesami gospodarczymi. Tak jest
        od półwiecza, kiedy miejsce zdruzgotanego poczucia narodowego, a raczej
        szowinizmu, zajął patriotyzm ekonomiczny - duma z odbudowy, Mercedesa i marki.
        Teraz markę zastąpiło euro, a niemiecka gospodarka kuleje. Największe
        niemieckie koncerny DaimlerChrysler, Telekom i Siemens projektują wprawdzie
        supernowoczesny system pobierania opłat autostradowych, ale nie są w stanie
        uruchomić go na czas i dostarczyć niewybrakowanych aparatów. Niemieckie
        przedsiębiorstwa już nie połykają zagranicznych konkurentów, lecz są przez nich
        połykane, a menedżerowie mimo dziurawych bilansów i bessy na giełdzie pobierają
        milionowe pensje. Niemieckie towary, wciąż jeszcze cieszące się opinią
        solidnych, odstają coraz bardziej od technologicznej czołówki.

        I tak Niemcom zabrakło fundamentu, na którym mogliby oprzeć swe samopoczucie.
        Nie ma tożsamości narodowej, nie ma dumy z własnej kultury czy kuchni, stylu
        życia, z przyrody albo z solidarności społecznej. Elity intelektualne nie
        proponują społeczeństwu niczego, a propozycji polityków nie da się traktować
        poważnie. Markus Söder, sekretarz generalny bawarskiej CSU, zaapelował np.
        niedawno, aby ożywić zdyskredytowane rzekomo przez pokolenie '68 "niemieckie
        cnoty" takie jak pracowitość, punktualność i dyscyplina i częściej śpiewać hymn
        narodowy (i hymn Bawarii). Co gorsza nikt nie ma w tej chwili recepty na
        przywrócenie Niemcom wiary w siebie.

        Niemcom grozi więc ucieczka w prywatność. Prezydent Rau mówi, że gdzieniegdzie
        brakuje kandydatów do władz lokalnych, ludzie nie wierzą w to, że coś można
        zmienić, i rezygnują z publicznej aktywności. - To wyraz głębokiego kryzysu
        zaufania. Niemcom grozi wewnętrzna emigracja z demokracji. Nie możemy
        przyglądać się temu bezczynnie - mówi odchodzący prezydent.


        Pozdrawiam i zapraszam na:
        Forum Słowiańskie
        Nad Łaby brzeg wracamy znów po wiekach!
        Ignorant
        +++
Pełna wersja