Dodaj do ulubionych

lodowaty prysznic....

28.10.03, 17:19
troche w kontekscie pikanterii,...ktora jak sie okazuje czycha tuz za rogiem
albo ...na zakrecie.
wczoraj poznym wiezorem wracalem samochoem do domu.
na pewnym odcinku dwupasmowa ulica. ktora jechalem dosc
raptownie pnie sie do gory. prawie wszyscy jadacy w ta strone,
u podnoza tego podjazdu wciskaja gaz do dechy. w polowie
podjazdu, na dosc sporym zakrecie znajduje sie pas do skrecania
w lewo. w tym miejscu przez wieksza czesc dnia z gory zjezdza
zawsze masa aut. pierwsze auto jadace pod gore z zamiarem skretu
w lewo (ok. 90-100km/h) bierze udzial w swego rodzaju loterii. widzac
z dystansu luke w strumieniu zjezdzajacych z gory samochodow,
stara sie tak dostosowac swoja szybkosc w podjezdzie zeby z idealna
szybkoscia wpasc w ta wlasnie szczeline i przedostac sie na druga strone
zamiast czekac w nieskonczonosc na nastepna okazje.
jezdzac tamtedy czesto, po pewnym czasie dochodzi sie prawie do
perfekcji w wylapywaniu tyh idealnych miejsc i momentow w ruchu
do skrecenia w lewo. w nocy tepo spada i manewr ten nie wydaje sie byc juz
tak eksytujacy. nie mniej nawyk pozostaje.
tak wiec jadac sobie wlasnie w tamtym miejscu (ulica w tym miejscu jest dosc
dobrze oswietlona), nie widzac zadnego samochodu nadjezdzajacego z gory
postanowilem nonszalancko wykonac skret prawie ze bez zwalniania. bedac
juz prawie w polowie drogi na druga strone, w ostatnim ulamku sekundy
zauwazylem faceta na rowerze pedzacego w dol tuz przed maska mojego auta....
rower (i jest to tutak norma) nie mial zadnego oswietlenia a facet byl ubrany na
szaro/czarno, bez kasku.
nie mam pojecia jak i kiedy odbilem kierownica w prwo, jadac w pewnym momencie
bokiem w przeciwnym kierunku ruchu.
to ze nie zabilem tego czlowieka jest zupelnym cudem.
jak "pikantnie" wygladaloby moje zycie dzisiaj......, hmmmm..wole nie myslec.
uwielbiam! nudna wczoraj rutyne mojego dnia, tygodnia......
Obserwuj wątek
    • aankaa matko buska 28.10.03, 17:23
      graeme napisał:

      > wczoraj poznym wiezorem wracalem samochoem do domu.
      > na pewnym odcinku dwupasmowa ulica. ktora jechalem dosc
      > raptownie pnie sie do gory. prawie wszyscy jadacy w ta strone,
      > u podnoza tego podjazdu wciskaja gaz do dechy. w polowie
      > podjazdu, na dosc sporym zakrecie znajduje sie pas do skrecania
      > w lewo. w tym miejscu przez wieksza czesc dnia z gory zjezdza
      > zawsze masa aut. pierwsze auto jadace pod gore z zamiarem skretu
      > w lewo (ok. 90-100km/h) bierze udzial w swego rodzaju loterii. widzac
      > z dystansu luke w strumieniu zjezdzajacych z gory samochodow,
      > stara sie tak dostosowac swoja szybkosc w podjezdzie zeby z idealna
      > szybkoscia wpasc w ta wlasnie szczeline i przedostac sie na druga strone
      > zamiast czekac w nieskonczonosc na nastepna okazje.

      to do Twojego domu tylko (taka) jedna droga prowadzi ???
      ja bym się przeprowadziła ;)
      • graeme Re: matko buska 28.10.03, 20:47
        jak to sie mowi: wszystkie drogi prowadza do...domu:))
        mam pare innych mozliwosci.
        z przeprowadzkami jest tak, ze juz mi sie strasznie znudzily.
        byl taki okres czasu kiedys, ze robilem to raz w roku, przez jakies dziesiec lat.
        teraz juz mi sie pobodoba yam gdzie mieszkam (jak na razie).
    • r.richelieu Re: lodowaty prysznic.... 28.10.03, 18:30

      przecież nie raz stawaliśmy wobec faktu prawie przejechanego przez samochód,
      prawie wypadniętego z okna, prawie utopionego, prawie pobitego przez nocnych
      żuli. I teraz
      co jeśli już się stało, rozpamiętywać, mało jeden wysok rowerzysty bez
      odblaskowych świateł traktować jakko wyrok na własny spokój ducha
      było
      odetchnąć
      jeszcze raz odetchnąć
      no, dobra, jeszcze trzeci raz odetchnąć
      i żyć dalej
      i cieszyć się gdy znowu będzie prawie traktując to jako prezent od losu, łut
      szczęścia
      • wo_bi Re: lodowaty prysznic.... 28.10.03, 18:44
        r.richelieu napisała:

        >
        > przecież nie raz stawaliśmy wobec faktu prawie przejechanego przez samochód,
        > prawie wypadniętego z okna, prawie utopionego, prawie pobitego przez nocnych
        > żuli. I teraz
        > co jeśli już się stało, rozpamiętywać, mało jeden wysok rowerzysty bez
        > odblaskowych świateł traktować jakko wyrok na własny spokój ducha
        > było
        > odetchnąć
        > jeszcze raz odetchnąć
        > no, dobra, jeszcze trzeci raz odetchnąć
        > i żyć dalej
        > i cieszyć się gdy znowu będzie prawie traktując to jako prezent od losu, łut
        > szczęścia

        Masz racje, jesli by sie rozpamietywac w takich sytuacjach, czlowiek
        najpewniej by sfiksowal. 3 glebokie wdechy i do przodu...
        • graeme Re: lodowaty prysznic.... 28.10.03, 20:49

          kazdy, jak widac, roznie reaguje na potencjalnie zmieniajace
          zycie sytuacje, ktorej udalo mu sie uniknac. ulemek sekundy
          lub milimetr dzielily mnie od czegos co zupelnie moglo zmieic
          wszystko co do tego momentu czesto wydawalo mi sie nuzaca
          rutyna dnia codziennego. jak pieknie wyglada ona teraz w perspektywie
          konsekwencji tego co moglo sie wczoraj stac. o taka tylko refleksje chodzi.
          to bylo zbyt blisko, zeby moc sobie ot tak przejsc nad tym do porzadku dziennego.
          nie mialem problemow ze spaniem. to dobrze. musialem sobie
          strzelic odpowiedniego drinka jak wrocilem do domu i troche sie
          uspokoic. cos mi stuka w przednim zawieszeniu auta, ale to chyba
          dlatego ze uderzylem bokiem przedniego kola w kraweznik. ot i tyle.


          • ulalka Re: lodowaty prysznic.... 29.10.03, 11:34
            wracalam samochodem do domu i jak zmienialam pas na prawy (zeby skrecic), to
            nie bylo nikogo za mna. nagle z bocznej uliczki wyskoczyla ciezarowka. w
            ostatniej chwili odbilam w lewo.. pod domem trzesly mi sie kolana i nie
            pamietam jak dojechalam. nic nie zbroilam to pewne. przypomnialo mi sie
            wlasnie... heh...
            wspolczuje Graeme takich "doznan"...
            • graeme Re: lodowaty prysznic.... 29.10.03, 21:08
              ulalka napisa3a:

              > wracalam samochodem do domu i jak zmienialam pas na prawy (zeby skrecic), to
              > nie bylo nikogo za mna. nagle z bocznej uliczki wyskoczyla ciezarowka. w
              > ostatniej chwili odbilam w lewo.. pod domem trzesly mi sie kolana i nie
              > pamietam jak dojechalam. nic nie zbroilam to pewne. przypomnialo mi sie
              > wlasnie... heh...
              > wspolczuje Graeme takich "doznan"...
              >

              dzieki za sympatie,
              nie mialem zamiaru rozczulac sie wtym miejscu nad soba.
              chodzilo mi raczej o dosc generalna refleksje nad tym jak nie wiele
              trzeba zeby zycie, ktore czesto wydaje sie byc monotonne przez
              rutyne dnia codziennego i pewne w nim niedostatki, moze zmienic
              sie w ulamku sekundy w makabre, w perspektywie ktorej nasza
              wczorajsza szara rzeczywistosc lsni jak iddyliczne marzenie.
              przezycie, o ktorym napisalem pomaga czasami dostrzec wartosc tego
              co sie obecnie posiada i wzmaga uczucie zadowolenia.
              ci, ktorzy sa znieczuleni na tego typu 'otrzezwiajacy prysznic' miszkaja
              chyba w 'kabulu' albo dzisiejszym bagdadzie.
              • ellenai Re: lodowaty prysznic.... 29.10.03, 21:30
                >
                > nie mialem zamiaru rozczulac sie wtym miejscu nad soba.
                > chodzilo mi raczej o dosc generalna refleksje nad tym jak nie wiele
                > trzeba zeby zycie, ktore czesto wydaje sie byc monotonne przez
                > rutyne dnia codziennego i pewne w nim niedostatki, moze zmienic
                > sie w ulamku sekundy w makabre, w perspektywie ktorej nasza
                > wczorajsza szara rzeczywistosc lsni jak iddyliczne marzenie.
                > przezycie, o ktorym napisalem pomaga czasami dostrzec wartosc tego
                > co sie obecnie posiada i wzmaga uczucie zadowolenia.
                > ci, ktorzy sa znieczuleni na tego typu 'otrzezwiajacy prysznic' miszkaja
                > chyba w 'kabulu' albo dzisiejszym bagdadzie.
                --------------------------------------------------------------------------------
                graeme napisales swietnie,chyle czola przed takimi glebokimi
                rozmyslaniami.Takie historie pomagaja docenic wartosc zycia.Paradoksem jest ze
                wlasnie strata ojca i ciotki w wypadku nauczyla mnie dbac o kazda chwile i
                czlowieka:)))))) bo przeciez trzeba ulamka sekundy zeby na zawsze zgaslo czyjes
                zycie.Bezsilnosc i pustka po tym zostaje na zawsze,trzeba tylko nauczyc sie z
                tym zyc.
                • graeme Re: lodowaty prysznic.... 30.10.03, 03:59
                  ellenai napisała:

                  > >
                  > > nie mialem zamiaru rozczulac sie wtym miejscu nad soba.
                  > > chodzilo mi raczej o dosc generalna refleksje nad tym jak nie wiele
                  > > trzeba zeby zycie, ktore czesto wydaje sie byc monotonne przez
                  > > rutyne dnia codziennego i pewne w nim niedostatki, moze zmienic
                  > > sie w ulamku sekundy w makabre, w perspektywie ktorej nasza
                  > > wczorajsza szara rzeczywistosc lsni jak iddyliczne marzenie.
                  > > przezycie, o ktorym napisalem pomaga czasami dostrzec wartosc tego
                  > > co sie obecnie posiada i wzmaga uczucie zadowolenia.
                  > > ci, ktorzy sa znieczuleni na tego typu 'otrzezwiajacy prysznic' miszkaja
                  > > chyba w 'kabulu' albo dzisiejszym bagdadzie.
                  > ------------------------------------------------------------------------------
                  -
                  > -
                  > graeme napisales swietnie,chyle czola przed takimi glebokimi
                  > rozmyslaniami.Takie historie pomagaja docenic wartosc zycia.Paradoksem jest
                  ze
                  >
                  > wlasnie strata ojca i ciotki w wypadku nauczyla mnie dbac o kazda chwile i
                  > czlowieka:)))))) bo przeciez trzeba ulamka sekundy zeby na zawsze zgaslo
                  czyjes
                  >
                  > zycie.Bezsilnosc i pustka po tym zostaje na zawsze,trzeba tylko nauczyc sie z
                  > tym zyc.

                  dzieki, ellenai.
                  mysle, tak wlsnie nalezy rozumiec takie wlasnie zdazenia. 'lodowaty prysznic'!
                  to juz kochanowski pisal we swoich fraszkach: sznowne zdrowie nikt sie nie
                  dowie jako smakujesz az sie zepsujesz.
                  to jest dokladnie ta sama mysl; z ta roznica tylko, ze zamiast czekac az sie
                  prawdziwa tragedia wydarzy, nalezy cieszyc sie z kazdego dnia i kazdej chwili
                  jaka sie dzisiaj/teraz ma...
                  to co opisalem we wstepie watka jest jak przyslowiowy zimny prysznic lub jak
                  mawiaja starozytni rosjanie 'wake-up call'.
                  i to by bylo na tyle.
            • wo_bi Re: lodowaty prysznic.... 29.10.03, 21:27
              ulalka napisała:

              > wracalam samochodem do domu i jak zmienialam pas na prawy (zeby skrecic), to
              > nie bylo nikogo za mna. nagle z bocznej uliczki wyskoczyla ciezarowka. w
              > ostatniej chwili odbilam w lewo.. pod domem trzesly mi sie kolana i nie
              > pamietam jak dojechalam. nic nie zbroilam to pewne.

              jechalem dwupasmowa droga.... tir prawym pasem ja lewym... wyprzedzam go... a
              on w tym czasie postanawia zmienic pas ruchu... i robi to...!!!!
              na szczesci nie bylo pasa rozdzielajacego kierunki jazdy... i nic z
              naprzeciwka nie jechalo...
          • wo_bi Re: lodowaty prysznic.... 29.10.03, 21:18
            graeme napisał:

            >
            > kazdy, jak widac, roznie reaguje na potencjalnie zmieniajace
            > zycie sytuacje, ktorej udalo mu sie uniknac. ulemek sekundy
            > lub milimetr dzielily mnie od czegos co zupelnie moglo zmieic
            > wszystko co do tego momentu czesto wydawalo mi sie nuzaca
            > rutyna dnia codziennego. jak pieknie wyglada ona teraz w perspektywie
            > konsekwencji tego co moglo sie wczoraj stac. o taka tylko refleksje chodzi.
            > to bylo zbyt blisko, zeby moc sobie ot tak przejsc nad tym do porzadku
            dzienneg
            > o.
            > nie mialem problemow ze spaniem. to dobrze. musialem sobie
            > strzelic odpowiedniego drinka jak wrocilem do domu i troche sie
            > uspokoic. cos mi stuka w przednim zawieszeniu auta, ale to chyba
            > dlatego ze uderzylem bokiem przedniego kola w kraweznik. ot i tyle.
            >
            >

            Po wpisaniu poprzedniego posta, jezdzilem jeszcze samochodem. Bylo ciemno i
            omalo nie skasowalem rowerzysty... Bez siwatel, na ciemno ubrany... I sobie
            przypomnialem Twoj watek. Tylko ja mialem szanse zatrzymac samochod wysiasc z
            niego i operdolic (bo tak to wygladalo) tego rozwezyste... :( Na szczescie nic
            sie nie stalo.

            Pozdrawiam :)
            • mariusz_d1 Re: lodowaty prysznic.... 31.10.03, 08:46
              wo_bi napisał:

              > Po wpisaniu poprzedniego posta, jezdzilem jeszcze samochodem. Bylo ciemno i
              > omalo nie skasowalem rowerzysty... Bez siwatel, na ciemno ubrany... I sobie
              > przypomnialem Twoj watek. Tylko ja mialem szanse zatrzymac samochod wysiasc z
              > niego i operdolic (bo tak to wygladalo) tego rozwezyste... :( Na szczescie
              nic
              > sie nie stalo.
              >
              > Pozdrawiam :)
              Szczęściarz jesteś.
              W miasteczku z którego dojeżdżam do pracy normą jest nieoświetlony rowerzysta.
              Czasami doznaje wrecz szoku gdy wieczorem na ulicy spotkam oświetlony rower.
              Nie nadążyłbym z zatrzymywaniem się i rozstawianiem po kątach rowerzystów. Dla
              urozmaicenia jeździ też duzo nieoświetlonych ciągników.
              Po kilku ostrych hamowaniach przed nieoświetlonym rowerem przyjąłem na bocznych
              drogach zasade nieograniczonej nieufności (szczególnie wieczorem). Jadę może
              trochę wolniej ale z dużym prawdopodbieństwem nie będę czynnikiem ostatecznie
              eliminującym nieoświetlonych baranów z ruchu (zgodnie z teorią ewolucji -
              nieprzystosowani giną - czyt nieoświetleni w warunkach ograniczonej widoczności)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka