tynia3
19.10.06, 12:11
Jako, ze jestem mamą dziecka, które w wieku 2,5 r. przeszło NA MOJĄ WYRAŹNĄ
PROŚBĘ (wcześniej 2 okulistów zwodziło nas mówiąc o korekcji okularami,
których syn nie chciał nisić i o czekaniu) zabieg uzunięcia zeza (zakończony
sukcesem - ani zeza, ani okularów dziś nie mamy!). Pytam się, dlaczego
zabiegi w Polsce traktuje się jako ostateczność?! Dlaczego w państwowych
ośrodkach mowią "można czekać aż dorośnie", a w prywatnym gabinecie zrobili
nam zabieg od ręki i z gwarancją, że nie musi on być powtarzany. Już któryś
raz odpieram ataki matek, które się upieraja, że na zabieg nie idą, bo im
mowiono, żeby czekać. Na co niby czekać? Nie rozumiem. Skoro można dziecku
pomoc, tylko należy oddać je w ręce specjalisty.
Czy się mylę?
pzdr