kamfora
20.09.09, 10:44
Wczoraj rozmawiałam przez telefon z koleżanką z pracy. Właściwie
"rozmawiałam" to trochę za dużo powiedziane: raczej słuchałam przez
prawie godzinę jej wypłakiwania. Co jakiś czas powtarzała mi: ty też masz syna...
Konkretnie chodzi o wnuka. Kończy za tydzień 4 lata. Od jego urodzenia babcia
dosłownie zwariowała na jego punkcie. Przez rok młodzi mieszkali z nią, potem
kupiła im mieszkanie w pobliżu. No i mniej więcej pół roku temu małżeństwo
syna się posypało. Synowa wyprowadziła się z dzieciakiem do swoich rodziców 50
km od Poznania,
babcia ze strony taty jest tam persona non grata, nie pozwalają też małemu
rozmawiać z nią przez telefon. Zresztą nawet tatuś ma utrudnione widzenia z
synem. Za czyjąś radą babcia zwróciła się do sądu o pozwolenie na widzenia z
wnukiem, potem wniosek wycofała jeszcze przed rozpatrzeniem. Schudła
niewiarygodnie,
w pracy jest nie do wytrzymania. Teraz jest od czwartku na urlopie
i wygląda, że nie bardzo wie co ze sobą zrobić.
Do tej pory udawało mi się nie dopuszczać
do siebie myśli, że takie coś może dotknąć również mnie.
Szczęśliwe matki córek...