Niestety nie mam takiego zacięcia pisarsko-opowiadającego jak Jou, nad czym ubolewam... Jou -jeszcze raz wyrazy podziwu! więc relacja będzie raczej fotograficzna

Polecieliśmy -nieco uciekając przed rodzinną imprezą na 25 tzw pożycia

- na kilka dni do Francji. Początkowo miałam w planie zamki nad Loarą, ale stwierdziłam, że może się to nie wydać mężowi zbyt atrakcyjne tak zamek za zamkiem

więc w rezultacie polecieliśmy do Paryża, tam wynajęliśmy samochód i następnego dnia wstaliśmy o kosmicznie wczesnej godzinie, żeby zdążyć na ostatni wielki przypływ w Mont Saint Michel. Udało się nam, ale pogoda nie chciała współpracować więc zdjęcia są szaro-bure ;-( Tym niemniej ludzi nie było w nadmiarze a sam klasztor wyglądał jak na obrazkach
zmieniono tam dojazd i nie ma już grobli z mnóstwem parkujących pojazdów, trzeba samochód zostawić na parkingu, a stamtąd pieszo lub jednym z dwóch środków lokomocji
klasztor (i całość) ma swój urok, najbardziej fotogeniczny jest krużganek Merveille
poza tym jest dużo różnych instalacji, ale w językach nam znanych żadnych informacji...
srebrzyste kule
uwięziony złoty ptak???
Ponieważ zwiedzanie i gapienie się na wodę wraz z przejazdem z Paryża zajęło nam prawie cały dzień mieliśmy już siły tylko na jakieś małe miasteczko więc wybraliśmy urokliwe Dinan
znaleźliśmy polecaną przez Feline uliczkę
z miłym pubem

i ślicznymi witrynami
i tak dzień nam zleciał