Dodaj do ulubionych

Refleksja...

21.11.04, 06:06
Zupelnie nieswiadomie, przeprowadzilem sie do dzielnicy, w ktorej jest duza i
silna grupa polskiej i to tzw; starej (tuz powojennej) emigracji. Z radoscia
dowiedzialem sie, ze na drugiej ode mnie ulicy znajduje sie polski kosciol. W
poprzednia niedziele wraz z zona i corka udalem sie na wieczorna msze. Musze
tu zaznaczyc, ze jest to moja pierwsza wizyta od osmiu miesiecy w kosciele
jako takim (fakt; dlugo, bo staram sie byc przynajmiej cztery razy do roku) a
juz minelo grubo ponad siedem lat od wizyty w podobnej polskiej instytucji
(to od czasu, gdzie z ambony "kazano" mi glosowac na Walese). W porownaniu z
moimi doswiadczeniami z angielskim kosciolem katolickiem, uderzyla mnie
"szarosc" tlumu i jego... biedota. Przepraszam, ale tak to widzialem! Kawaly,
ze Polaka w Kanadzie poznac po skoropodobnej krotkej kortce, jeans'ach,
adidasach, bialych skarpetkach i z shopingbag w reku potwierdzily sie. Po
blizszym rozgladnieciu sie, zauwazylem, ze wiekszosc mlodych mezczyzn jest
obcieta "na zero", a w ogole to nie bylo ich (tej mlodziezy) za duzo.
Prawdziwa "polka" jadnak zaczela sie przy kazaniu; gdzie ubolewanie ze "w
Kanadzie karze sie wiecej za kradziez w sklepie niz za zabicie nienarodzonego
dziecka" bylo jednym z lagodniejszych. Wyszedlem z uczuciem takiego niesmaku,
ze nie sadzie ze kiedykolwiek mnie zobacza w tej swiatyni. Zastanawiam sie
jedynie, czy byl to przypadek, czy kolejny dowod, ze my, Polacy lubimy
sytuacje ekstremalne; czy w tym przypadku z deszczu komuny nie wpadlismy pod
rynne demagogi kosciola?
Obserwuj wątek
    • maryna04 Re: Refleksja... 21.11.04, 06:32
      Metody podobne stosuje juz kosciol amerykanski wtracajac sie do polityki, o
      czym wspominalam ubolewajac z powodu wyborow. W miesiacu maju biskup na
      bierzmowaniu mowil, ze "za jego czasow" nikt nie mowil o tym, ze religia jest
      sprawa prywatna i wszystko bylo w porzadku, (co oczywiscie jest absolutnym
      klamstwem), nastepnie inny biskup powiedzial, ze glosowanie na Kerry jest
      grzechem smiertelnym, co powtorzone zostalo we wszystkich mediach a na koniec
      na dwa dni przed wyborami odbyly sie w calej Ameryce msze patriotyczne. Jesli
      chodzi o ten marny wyglad Polakow to nie wiem skad w rejonie, skoro to jest
      stara Polonia przedwojenna. Ja chodze do kosciola ok. 1 do 2 razy do roku, na
      pewno ze swiecanka w Wielka Sobote i wtedy przynajmniej, Polacy (a zwlaszcza
      Polki) wygladaja swietnie - jestem dumna z ich elegancji, szyku w dobrym tego
      slowa znaczeniu, nawet panowie sa domyci i ostrzyzeni.
    • ertes Re: Refleksja... 21.11.04, 07:46
      Zgaduje w takim razie ze nie by to kosciol Kolbego. Co prawda moje wizyty w
      kosciele ograniczaly sie do komunii czy bierzmowan dzieci znajomych ale na pewno
      nie moge powiedzeic ze przychodzila tam biedota czy niezadbani ludzie a wrecz
      przeciwnie.
      Szacuje sie ze w Mississauga i okolicach (Oakville, Burlington) mieszka ponad 50
      tys. Polakow i nie zgodze sie ze mozna ich poznac po tym jak opisales. pamietam
      jak na poczatku 90-tych lat wszelkie blokowiska byly zamieszkane przez Rodakow
      (lacznie ze mna). Ale gdzies tak od 95 roku zaczelo sie to zmieniac. Teraz
      bardzo duzo ma swoje domy i calkiem sporo w najlepszych i najdrozszych
      dzielnicach. Wiele razy chodzilem na koncerty czy przedstawienia teatralne
      polskich artystow czy to w donwtown TO czy Miss. i zawsze bylo milo popatrzec ze
      ta emigracja calkiem niezle sobie radzi.
      Polskie biznesy urosly jak grzyby po deszczu, Polakow mozna spotkac w
      najlepszych firmach na doskonalych stanowiskach.
      Oczywiscie sa dzielnice gdzie to nie wyglada tak rozowo jak Roncesvalles czy
      Mimico.
      Nie wiem moze to sie zmienilo przez te prawie 4 lata jak stamtad wyjechalem ale
      imigracja z Polski raczej jest niewielka wiec moze rzeczywiscie trafiles do
      jakiegos mniej ciekawego miejsca jesli chodzi o Polonie.
    • tom_tam Re: Refleksja... 21.11.04, 10:22
      Marku,-
      jestem niepraktykujacy ale pochodze z rodziny gdzie dziadkowie z obydwu stron,
      ktorzy wywarli duzy wplyw na moje dziecinstwo, byli w szerokim znaczniu tego
      pojecia katolikami tzn. nie tylko uczestniczacymi w obrzedach koscielnych ale
      na codzien zyjacy po katolicku.
      Mam rowniez zone - praktykujaca katoliczke.
      Mieszkajac od lat poza Krajem naturalna koleja rzeczy zetknalem sie z
      dzialalnoscia tzw. Polskich Misji Katolickich i ksiezy ktorzy do tej pracy
      zostali z Polski oddelegowani.
      Przerazilo mnie "rozpolitykowanie" ich dzialalnosci co jak z tego widac nie
      dotyczy wylacznie Kanady czy USA ale rowniez Krajow tzw. Zachodniej Europy.
      Kilkanascie razy, szczegolnie w poczatkach lat 80-tych, zonie dla "towarzystwa"
      uczestniczylem w cotygodniowych Mszach sw.
      Za kazdym razem moje i rowniez zony wrazeniem byl conajmniej niesmak.
      Ona - uczestniczyla w tych Mszach z potrzeby serca i katolickiego obowiazku,
      ja -bylem tylko ich biernym uczestnikiem.
      Poniewaz sytuacja nie ulegala zmianie, Zona zaprzestala uczeszczac na Msze
      do "polskiego" Kosciola i bywa w najblizszym naszego zamieszkania katolickim
      Kosciele niemieckich "tubylcow" gdzie o polityce WOGOLE nie ma mowy a obrzadek
      ogranicza sie wylacznie do spraw zwiazanych z wiara i ew. powszechnymi akcjami
      samopomocy socjalnej dla wierzacych parafianow (odwiedziny i pomoc obloznie
      chorym w zalatwianiu spraw "na miescie, organizacja czasu wolnego dzieci
      parafian poprzez sportowe zajecia i zabawy, wyjazdy na imprezy kulturalne itp)
      - to ostatnie tez nie na Mszy tylko podczas wspolnego spotkania (kawa, ciasto)
      po Mszy sw. w przykoscielnym Domu Parafialnym a wlasciwie Plebanii.

      Cos jest z nami (Polakami) nie tak!-sad
      Albo prymitywna, glupia i nachalna propaganda "anty-wyznaniowa" jak w czasach
      PRL-u, albo "rozpolitykowany Kosciol" w czasach po-komunistycznych, szczegolnie
      ostro praktykowany w srodowiskach emigracyjnych.
      Moge to wszystko zrozumiec do momentu gdy jest to polaczone ze szczegolna
      polska tradycja katolicka: post i takowe potrawy w Wigilie (wcale nie
      przepisane koscielnym "nakazem") czy zwyczaj Wielkanocnego "swieconego"
      praktykowanego rowniez chyba wylacznie przez polski KK, czy "smigusa-dyngusa" -
      to sa szczegolne wyrozniki kulturalnej naszej, polskiej obyczajowosci ktora
      weszla do rodzinnej tradycji.
      Ale... POLITYKA i to agresywna oraz poslugujaca sie prymitywna, populistyczna
      demagogia z celowym i zamierzonym pomieszaniem wiary katolickiej
      z partykularnymi interesami Kosciola i jego hierachi prowadzona nawet
      wbrew obowiazujacemu prawu w krajach pobytu polskich emigrantow? - tfuj.

      Nie dziwie sie Tobie, zapewne wierzacemu i praktykujacemu, ze poczules niesmak.
      Jesli Ciebie to pocieszy - nie tylko Ty.

      Z uszanowaniem,-
      tom

    • the_nile Re: Refleksja... 21.11.04, 12:42
      no to, ze kosciol miesza sie do polityki

      to rozumie, nic nowego

      zawsze tak bylo, ale

      >uderzyla mnie "szarosc" tlumu i jego... biedota

      nie rozumie, czy to znaczy, ze ten "szarytlumbiedoty" nie powinien chodzic do
      kosciola?

      Ord, ja jeszcze nie slyszalam zeby byly jakies koscioly dla "szarego tlumu...i
      jego biedoty"!Ja widze ich wszedzie, nie tylko w polskim kosciele.Nie sadze
      tez, zeby to byl jakis problem. Kazdy ma prawo wstepu do kosciola. Nawet i ci z
      lysymi glowamismile

      Tolerancja na mily Bog!
      • mammaja Re: Refleksja... 21.11.04, 12:52
        A Pan Bog byl tam,w tym kosciele? Spotkales Go? Czy poszedles tylko zobaczyc
        zewnetrzne atrybuty innych wspolwyznawcow ? Moze niezbyt madrego ksiedza? To po
        co w ogole chodzic?
        • rudakitka1 Re: Refleksja... 23.11.04, 09:27
          mammaja napisała:

          > A Pan Bog byl tam,w tym kosciele? Spotkales Go? Czy poszedles tylko zobaczyc
          > zewnetrzne atrybuty innych wspolwyznawcow ? Moze niezbyt madrego ksiedza? To
          po
          >
          > co w ogole chodzic?
          dzięki Mammaju,Tobie bardziej wypada niż mnie zwrócić niektórym uwagę,że jako
          widz to może lepiej do kina,albo teatrusad.
          • ord Re: Refleksja... 23.11.04, 18:18
            Bedac w jakims miejscu pierwszy raz, niektorzy rozgladaja sie, obserwuja, mysla
            i miewaja pozniej rozne, osobiste refleksje... nie wiem, moze dotyczy to tylko
            tych co mysla...


            Mark
      • em_em Re: Refleksja... 21.11.04, 13:01
        odebrałam wypowiedź Marka jako refleksję nad stanem polonijnego środowiska i
        sposobem pełnienia służby przez ten konkretny kościół
        • the_nile Re: Refleksja... 21.11.04, 13:20
          ja tez, nie inaczej
        • jan.kran Re: Refleksja... 22.11.04, 23:16
          Ja probowalam chodzic na polskie msze w Oslo.
          Po pierwsze odstraszyl mnie ksiadz ktorego kazania byly zenujaco prostackie ,
          nahalne i pelne bledow jezykowych.

          Nie lubilam tez atmosfery po mszy.
          Poniewaz znam dobrze kilka osob , ktore maja znaczenie w srodowisku polonijnym
          w Oslo nie udawalo mi sie nigdy wykrecic od kawki w salce parafialnej.
          Rozmowy krecily sie wokol pracy , zalatwiania , pieniedzy i narzekania na Norge.

          Jakos mi ta atmosfera nie pasowala.
          Teraz spotykam sie z Bogiem w inny , bardziej intymny sposob.

          Natomiast przez mojego syna mam kontakty z niemieckim kosciolem ewangelickim w
          Oslo.
          Mimo roznicy wyznan duzo bardziej mi sie tam podoba. Kran.
          • ord Re: Refleksja... 23.11.04, 18:18
            Ja chodze do katolickiego angielskiego z bardzo podobnych powodow, poza tym
            jest tam o Bogu i to bez demagogii.
    • ord Re: Refleksja... 21.11.04, 21:31
      Byly to moje, bardzo subiektywne refleksje z pierwszej wizyty w jednym z
      kosciolow. Zawsze bylem adwokatem naszej emigracji podkreslajac przy kazdej
      okazji wspaniale osiagniecia rodakow w pracy i biznesie oraz doskonala opinie o
      naszej pracowitosci, sumiennosci i wiedzy. Jednak wszyscy zdajemy dobrze
      sprawe, ze ludzie - w tym Polacy na obczyznie - sa rozni. Dobrze, ze jest tu
      Ertes, znajacy realia, ktory zreszta juz przedstawil bardzo trafne uwagi. Nie,
      nie byl to Kolbe, ktory jest najwiekszym Polskim kosciolem. Idac do Kolbego,
      spotyka sie niezwykle dynamiczny tlum, gdzie od razu czuc, ze wieksza jego
      czesc odniosla jakistam sukces. W niektorych przypadkach widac nawet
      przeginanie z tymi kreacjami jak na wyprawe do kosciola, ale w zadnym przypadku
      nie mozna o tym tlumie powiedziec szary czy biedny. Moja pierwsza impresja tego
      co zobaczylem na wieczornej mszy to wlasnie to co napisalem... moze jak pojde w
      sloneczny ranek to zobacze cos innego? Nie byla to jednak w zadnym przypadku
      proba generalizowania, czy analizy polskiej emigracji w Kanadzie.

      To ze lysi w kosciele? Akurat to wlasnie to utkwilo mi w pamieci. Jakbym
      zobaczyl kilku garbatych to moze bym napisal o tym?

      Ze kosciol wtraca sie do polityki? Zawsze i chyba kazdy kosciol. Niemniej
      jednak czytajc niektore opinie o tej sprawie nawet na naszym forum, widzac
      zdjecia sutan i zloto ks Jankowskiego w GW, czy plotki o Maibachu ks Rydzyka,
      to sluchajac kazania skierowanego do prostych ludzi (to wyjasniam w poscie do
      Ertesa), mowionego prostym, ale jednak pelnym demagogi jezykiem, trudno, aby
      porownanie o deszczu i rynnie nie nasunelo sie na mysl samo - za moich czasow
      nazywalo sie to demagogia czerwonej burzuazji. Jak Tom tu slusznie zauwazyl,
      wplyw kosciola na ksztaltowanie swiadomosci politycznej emigracji byl zawsze
      bardzo agresywny i widze ze dalej jest. Macie jednak racje; po tak dlugiej
      nieobecnosci w kraju nie jest to moj problem, poniewaz bedac Polakiem, Polska
      juz nie jest "moim" krajem i moge wielu rzeczy nie rozumiec. Zreszta... dlatego
      pisalem o wlasnych refleksajch...

      PS. A Boga? Boga zostawmy w spokoju.
    • ord Ertes 21.11.04, 21:31
      Bylem w kosciele Sw Teresy na Thenth Street (ja mieszkam na Ninth Street).
      Bardzo duzo sie zmienilo przez ostatnie cztery lata i potraktoj ten wpis jako
      update, bo nie ma polemiki; ze wszystkim co napisales sie zgadzam. Otorz jak
      wiesz, New Toronto, bylo bardzo przemyslowa czescia TO. To wlasnie tutaj
      osiedlali sie emigranci z wiosek Polski i Ukrainy, znajdujac prace w pobliskich
      zakladach w wiekszosci jako robotnicy niewykwalifikowani. Jednak pod koniec lat
      osiemdziesiatych, zamkniecie fabryk Goodyear i Continental Can, pozbawilo pracy
      kilkanascie tysiecy mieszkancow tego regionu. Cala dzielnica zeszla momentalnie
      na psy a juz wybudowanie Co-up'ow (mieszkania dotowane przez rzad dla obywateli
      mniej uposarzonych) wcale nie dodalo wigoru lokalnej ekonomii a wrecz
      przeciwnie; w tych mieszkaniach, oprocz prawdziwie potrzebujacych zamieszkal
      tez tzw. "element". Lakeshore w tym rejonie nigdy nie byl miejscem do zalozenia
      butique Armaniego, ale jak w latach dziewiecdziesiatych, znalazles tylko sklepy
      z uzywana odzieza lub "wszystko za dolara" (slynne biale skarpety; 3 pary za 2
      dolary wink), tanie knajpy (nie chce posac speluny) a obecnosc w okolicy
      kilkunastu tanich i obskornych moteli, jedynie sprzyjala stworzeniu tutaj
      centrum prostytucji z cala kryminalna przystawka jaka do tego dochodzi.

      Zmieniac zaczelo sie to pod koniec ubieglej dekady. Z tych kilkunastu moteli,
      zostal jeden i to musial "sporzadniec". Na miejsu pozostalych-wyburzonych,
      wybudowano nowoczesne i bardzo luksusowe kondominia. Bliskosc do centrum (10-12
      minut tramwajem) i to nad jeziorem, zwrocila uwage biznesu - niech tylko tu
      wspomne osiedle w ktorym ja mieszkam, czy dealer Mercedesa na rogu z Pietnasta
      Ulica. Humber College rozbudowuje sie na potege, dodajac nowe kierunki. Na
      ulicy Birmigham (nastepna, rownolegla do Lakeshore) w rejonie miedzy Kipling a
      Islington, ma zostac wybudowany w 2005 Police College. Miasto powolal do zycia
      program, w korym daje biznesom (sklepy i restauracje i podkreslam; daje a nie
      pozycza) 10K na renowacje fasady budynku, pod warunkiem, ze wlasciciel doda od
      siebie nastepne 8K. Jest juz plan na renowacje samego Lakeshore; bedzie wiecej
      drzew, lawki, a slyszalem o zatwierdzeniu projektu budowy przystani promu
      gdzies w okolicy Seventh Street, ktory bedzie kursowal do Niagara On The Lake!
      Wiem ze Timothy's Coffee i Second Cup zapowiedzialo otwarcie tutaj nowych
      lokalizacji a zamkniecie Pchlego Targu jest uwazane za potwierdzeniem trendu.
      Nie musze Ci mowic, ze ceny nieruchomosci podskoczyly tak strasznie do gory -
      te stare domki, sprzedawane sa na pniu i natychmiast remontowane a construction
      jest niemal na kazdym kroku. Te Co-up'y okazuja sie calkiem luksusowym
      miejscem, jako ze wiekszosc mieszkan to dwupoziomowe ponad 100 metrow
      kwadratowych. Nic wiec dziwnego, ze jego mieszkancy ostro wzieli sie za
      ten "element" a powstanie tego Policyjnego Collegu ma rozwiazac sprawe
      bezpieczenstwa calkowicie... na marginesie... jakos nie mam problemow czy obaw
      z wychodzeniem w nocy na spacer z psem a spotkanie patrolu policji na koniach
      jest naprawde cool! Mowi sie, ze New Toronto i Lakshore Village West uwazane
      jest za najdynamiczniej rozwijajaca sie czesc TO - fajnie. Moze to czas dla
      Ciebie do powrotu? Kiedys, przy ladnej pogodzie wybiore sie na spacer z kamera,
      ale najpierw, Ty musisz przeslac pare zdjec z Californi wink)
      • ertes Re: Ertes 23.11.04, 01:03
        Ach, juz keidys pisales. Mnie po Twoim opisie jakos sie skojarzylo z Ronczawolka wink
        Wspominalem ze mieszkalem w Twojej okolicy przez pierwsza czesc 91 roku i
        wlasnie w niedaleko Birmingham tyle ze blizej Royal York na Symons St. I powiem
        Ci ze nawet wtedy w ta dzielnica mnie sie podobala tzn na zachod od Royal York
        choc rzeczywiscie bylo biednie. Pozniej mialem znajomych w rejonie Long Branch i
        tez czesto tam bywalem. Zmiany na lepsze byly widoczne wiec nie dziwi mnie co
        teraz piszesz ze robi sie tam naprawde ladnie gdyz potencjal jest i to spory.
        ten kosciol tez znam gdyz bylem tam kiedys na jakiejs imprezie smile Mam wiec
        dodatkowy sentyment do tych miejsc gdyz tam stawialem moje pierwsze kroki w
        Kanadzie.
        Wyobraz sobie ze w zima 91 roku chodzilismy od bloku do bloku szukajac
        mieszkania. Dwa dni nam na to zeszly a nic nie znalezlismy. Dopiero w chyba w
        polskiej gazecie bylo ogloszenie i tak sie udalo.
        Nie wspominajac juz ze w lecie jest tam chlodniej a w zimie ciut cieplej.
        Do Toronto wroce jak sie zmieni klimat wink choc czasami troche teskno i nadal
        jakos czuje ze tam jest moj Dom.
      • ertes Re: Ertes 23.11.04, 01:29
        A przy okazji z ciekawostek choc moze juz wspominalem to pewnie pamietasz
        film Police Academy ?
        A wiec budynki tej akademii z filmu i spora jego czesc byla filmowana przy
        Kipling i Lakeshore smile
        • ord Re: Ertes 23.11.04, 18:20
          Wiem - jest to budynek nalezacy do kompleksu Humber College. Nawet zartuje sie
          teraz, ze budowa szkoly policyjnej zostala zainspirowana tymi filmami smile
    • emerytus Re: Refleksja... 23.11.04, 23:55
      Jakos miekko sie n a sercu zrobilo po przeczytaniu tekstu Orda.
      W kosciele Sw Teresy dwie moje corki przystepowaly do I Komuni.
      Przez wiele lat wozilem je do polskiej sobotniej przykoscielnej szkoly.
      Znam w tamtej okolicy kazdy przyslowiowy kamien.W sumie to blisko dziesiec lat
      na Lakeshore w okolicach Mimico. Widze ze jes nas trzech majacych sentyment do
      tamtych stron .
      Dawno nie bylem w tamtych stronach. Ostatnio chyba z pol roku temu .Mysle ze
      widzialem jak wylewali fundamenty pod Orda rezydencje.
      Ord w przyszlym tygodniu dzwonie do ciebie. Chce zebys zobaczyl probki mojej
      pracy.
      Przy okazji wezme mlotek i wybije ci z glowy te nagatywne opinie o naszych
      rodakach.
      Pozdrawiam
      • ertes Re: Refleksja... 24.11.04, 03:55
        Hej emerytus a w jakiej okolicy teraz mieszkasz?
        • emerytus Re: Refleksja... 24.11.04, 05:40
          Oakville
      • ord Ertes, Emerytus i inni z okolicy - refleksji cd: 24.11.04, 20:51
        Psia cholera wink) tak wlasnie rodza sie falszywe opinie - ja tutaj wychodze na
        najgorszego rodakozerce a jest odwrotnie. Po prostu lubie jedne rzeczy a nie
        przepadam za innymi - zreszta jak kazdy. Otorz w ramach "odkrywania" wszystkich
        urokow tej dzielnicy (nie bede ukrywal, ze to tez troche pod wplywem strachu
        przed mlotkiem Emerytusa wink) wzialem "moje kolezankie malzonkie" pod mankiet i
        poszlismy (minuta pieszo) na "wieczor z polskim filmem" do najbardziej znanej,
        polskiej knajpki w okolicy pod tytulem "Albatros". Bardzo ladne, przytulne i
        mile wnetrze, zaprasza atmosfera na jakis "browar". Mimo iz to nie wystawa czy
        teatr, porozgladalem sie z ciekawoscia dookola. Refleksje; byla sliczna,
        dorodna mlodziez, eleganckie i widac ze zadowolone z zycia towarzycho w srednim
        wieku i generalnie bractwo tego wieczora bawilo sie przednie (a bylo pelno),
        zas piwko i "hot wings" smakowaly wysmienicie. Po jakims czasie, stolik
        okupowany przez kilku mezczyzn w srednim wieku, zaczal sie robic bardzo glosny
        a latajace w powietrzu "panie" przestaly po jakims czasie smieszyc... moze
        przypadek? Pojde to raz jeszcze sprawdzic: w czwartke na "karioke" - podobnie
        ladnie nasi spiewaja wink) Wracajac slysze glosno wolane moje imie z drugiej
        strony ulicy; przypadek - dawno nie widzialny, byly sasiad, mial wlasnie probe
        swojego zespolu w jednej z tutejszych sal przed zabawa andrzejkowa - jasne ze
        pojdziemy! Zapomnialbym dodac, ze codziennie rano ide do polskiego sklepu (po
        drugiej stronie ulicy) po swiezutkie polskie buleczki a w ostatnia sobote,
        bedac "slomianym wdowcem" zafundowalem sobie obiadzik na wynos z "Zakopane
        Deli" zamiast z McDonald's; schabowy z ziemniaczkami i kapusta - palce lizac i
        taniej. Reasumujac to czuje sie jak za strych, przedemigracyjnych czasow:
        polski kosciol, polskie knajpki (bo jest ich kilka w okolicy), polskie sklepy,
        polskie wyroby, wszedzie jezyk polski, znajomi.... dobrze ze juz troche
        zalapalem tego angielskiego, bo tu nie byloby okazji wink. Zadaje jednak sobie
        pytanie; dlaczego to wszystko jest takie dziwne dla mnie - czyz dwadziescia lat
        to okres, ktory zmusza uczenia sie na nowo czegos, co bylo kiedystam
        codziennoscia?

        Reasumujac; Emerytus... moze przy okazji jakies piwko w "Albatrosie"? Moze
        pospiewamy na karioke? A moze tyniu-tyniu na polskich andrzejkach? Czekam na
        telefon. Ertes; z Pearson to tylko 20 minut! Foxal; byc w Kanadzie a Lakeshore
        Village nie widziec? Czy ktos jeszcze ma ochote na forumowy browar czy inne
        wspolne pierogi wink ? Wiem ze kilka osob z okolic Toronto zaglada na forum i
        strone - dajcie znac prosze; "Albatrosa" mozna zarezerwowac (sprawdzilem wink)

        PS. Najdziwniejsze jednak dla mnie bylo ogladanie filmu w jezyku polskim... nie
        o film, ale o ten jezyk mi chodzi...
        • dutchman Re: Ertes, Emerytus i inni z okolicy - refleksji 24.11.04, 21:42
          Zazdroszcze tych polskich sklepow, kafejek itp. Pomimo pewnej odleglosci widze
          spore podobienstwa pomiedzy Twoim opisem Ord a tym co mozna zobaczyc tutaj
          bedac w kosciele. Moze za dlugo jestesmy poza krajem zeby nie zwracac na takie
          rzeczy uwagi? Mieszanie politki do mszy tez mialo tutaj regularnie miejsce -
          dziwie sie czasem jakich nam tu przysylaja ksiezy.....
          Dlatego tez przestalem tam bywac i jestem bardzo sporadycznie......
          pozdrowienia
          dutchman
          amsterdam
          • marialudwika Re: Ertes, Emerytus i inni z okolicy - refleksji 24.11.04, 21:49
            Podzielam Twoja opinie Dutchmanie caklowicie.
            ml
        • foxal Re: Ertes, Emerytus i inni z okolicy - refleksji 24.11.04, 21:44
          Dziekuje Marku za zaproszenie na piwko i moze glonke z kapusta, ktorej juz
          bardzo dawno nie jadlem, ale jak wiesz odemnie do Ciebe jest skromne 450 km.
          Przy dobrych checiach napewnomozna by sie zorganizowac. Z tego co przeczytalem
          to podobne wrazenia odnosi sie zawsze jak sie pojdzie pierwszy raz na taka
          impreze, a potem to juz jest inaczej. Widze, ze osiedliles sie tam gdzie kiedys
          pracowalem w rejonie Islington i Queensway, ale to byly lata chyba mojej
          mlodosci, jesli mnie pamiec nie zawodzi.

          Obecnie zrowie mi podupadlo i jestem na chorobowym - bez platnym - u swojego
          syna 40 km od Toronto. Gdyby nie to szlachene zdrowie, to na taka golonke z
          kapusta i piwem napewno mozna by sie skusic. Jednak teraz musze sie kurowac.
          Milo, ze panowie tak mile wspominaja Toronto jako swoje dawne katy domowe na
          tym kontynencie.

          Okazuje sie ze przy dobrychh checiach to tu wiecej jest nas wiecej, majacych
          swoje mile wspomnienia z Toronto. Tymczasem pozdrawiam.
          • ord Re: Ertes, Emerytus i inni z okolicy - refleksji 24.11.04, 22:48
            Strasznie sie ciesze, ze moje osobiste refleksje zaczynaja byc odbierane tak
            jak na czyjes pierwsze wrazenia przystalo, a nie atak na Boga, czy polonusow.
            Widze rowniez, ze podobne opinie w stosunku do atmosfery w okol kosciola na
            obczyznie, ma wielu polskich emigrantow i to niezaleznie od krajow
            zamieszkania. Tu nie chodzi o Boga, a o sposob w jaki przedstawiciele
            kosciola... z reszta zacytuje; ..."POLITYKA i to agresywna oraz poslugujaca sie
            prymitywna, populistyczna demagogia z celowym i zamierzonym pomieszaniem wiary
            katolickiej z partykularnymi interesami Kosciola i jego hierachi"... Moze w
            kraju wyglada to inaczej? Obiecuje, ze pojde raz jeszcze do Sw. Teresy, tym
            razem w sloneczny, niedzielny poranek aby zweryfikkowac moje pierwsze wrazenia,
            ale jak uslysze podobne w tresci i atmosferze kazanie, wroce do swojego
            angielskiego... widze ze nie bede ani pierwszym, ani jedynym, ktory wybierze
            religie nad politykowaniem.

            Foxal - mysle, ze masz racje; pewne rzeczy, ktore "za pierwszym razem" draznia,
            pozniej staja sie przyzwyczajeniem, ale czy pewne zle rzeczy musza byc
            tolerowane przez "przyzwyczajenie sie" do nich? ...chyba jednak za duzo
            wymagam wink) Wracajac na moment do Ciebie, to mam nadzieje, ze problemy ze
            zdrowiem nie sa niczym powaznym? Tak czy inaczej 40 km to male piwo, a ja mam
            tydzien wolnego w tygodniu zaczynajacym sie szostego grudnia. Jezeli masz tylko
            ochote na ta golonke (ja omal nie fiknalem kozla jedzac tatar pierwszy raz od
            prawie dwudziestu lat) to moge po Ciebie pojechac, pozniej odwiesc, a w
            miedzyczasie mozemy miec kupe radochy - co sadzisz?
        • ertes Re: Ertes, Emerytus i inni z okolicy - refleksji 25.11.04, 01:14
          Ord, to chyba nie do kanca jest tak ze tylko Ty widzisz w ten sposob rodakow.
          To co opisales nie jest znowu az tak nieprawdziwe smile
          Jednak jest tez sporo zupelnie innej Polonii i stad moj post.
          Z mojego, Kalifornijskiego, podworka tez to mam. Kilka lat temu, jeszcze podczas
          mojej rozeznawczej wizyty znajomi zabrali nas na Pasterke do kosciola w LA.
          Podejrzewam ze gdybym opisywal wrazenia po tamtym pobycie to bylyby podobne gdyz
          co nam sie rzucilo w oczy to paniusie w futrach itp gdy temperatura byla 18
          stopni. Ludzie wogole jakos tak dziwacznie ubrani do tego klimatu. Potem juz po
          przeprowadzce wybralem sie na tzw Dozynki i to juz bylo zalamanie gdy
          popatrzylem na Rodakow. Wycofalismy sie dosc szybko i wtedy uswiadomilem sobie
          ze ta Polonia torontonska nie jest taka zla...
          • ertes A wogole 25.11.04, 01:24
            to Happy Thanksgiving to me smile
            Jade na 4-ry dni w gory odprezyc sie na nartach.
            Oczywiscie z paczka Polakow smile
            • ada296 A wogole 25.11.04, 01:26
              baw się dobrze Ertes smile
    • emerytus Re: Refleksja... 25.11.04, 02:35
      Cytuje Orda "PS. Najdziwniejsze jednak dla mnie bylo ogladanie filmu w jezyku
      polskim... nie
      o film, ale o ten jezyk mi chodzi... "
      Panie Marek no usmialem sie setnie . Mam w domku cztery polskie programy tv,
      lapie sie na tym ze stanowia 90% mojej ogladalnosci.Wspaniale zwlaszcza
      teleturnieje -najslabsze ogniwo i awantura o kase..wlasnie odszedlem od tv.
      Wszystkich dostepnych polskich programow TV jest w sumie 6 w Ameryce.
      pozdrawiam
      • ord Re: Refleksja... 25.11.04, 04:59
        Juz kiedys to tlumaczylem i przyznaje, ze jestem pod tym wzgledem dziwolongiem;
        nie dosc ze nie bylem w kraju tyle lat, to jakos tak sie zlozylo, ze w ten
        wtorek byl to pierwszy polskojezyczny film (a i to tylko kilkunastominutowy
        fragment) od... no wlasnie... od wyjazdu z kraju. Nie ze jakies zawziecie z
        mojej strony, ale w Montrealu nie bylo nowej emigracji za duzo to i kontaktow
        niewiele. Pracowalem duzo plus nauka. Obracalem sie w sumie tylko wsrod
        francuzow i anglikow. Pozniej zas przeprowadzka do Toronto i podobnie... jakos
        tak dziwnie mi sie to wszystko ulozylo. Tym bardziej opisywane tu refleksje
        nalezy brac pod katem wrazen osobistych dziwnego przypadku pod tytulem Ord wink
        Jak widzisz wiec, mam wiele do nadrobienia.

        PS. Film byl o mlodym czlowieku o ksywie "Cichy" (chyba tak), ktory na
        zlecenie "Czarnego" mial przewisec material radioaktywny nielegalnie przez
        granice niemiecka. Duzo kleli, troche strzelali, ot co. Nawet nie wiem jak sie
        skonczyl (na poczatek tez sie spoznilem) ale takie wieczory sa co wtorek -
        pojdziemy z zona znowu - przyjedz.
        • foxal Re: Refleksja... 25.11.04, 20:43
          Marku,

          Jest mi nezmiernie milo, z zaproszenia na golonke wraz z transportem, ale
          niestety musze poprosic o tzw rain cheque, jako, ze moja kondycja niestety nie
          nadaje sie na takie eskapady. Mam nadzieje, ze stan mojego zdrowia sie zmieni,
          nie omieszkam wowczas odwrocic zaproszenie z moim przyjazdem do Toronto.

          Narazie musze sie oblizac smakiem domniemanej golonki z kapusta i zadowolic sie
          tym co moj syn serwuje.Powiem tylko, ze jest dosc dobrym kucharzem amatorem ale
          ma dobry smak i robi wszystko bez ksiazek kucharskich.

          Tymczasem pozdrawiam Cie serdecznie oraz F40+.
          • ord Re: Refleksja... 08.12.04, 21:49
            Szkoda, ale jak cos to dzwon. Na razie zapraszam na virtualny spacer po okolicy
            www.40plus.ca/NaszSwiatLakeshoreVillage.htm
            • mammaja Re: Refleksja... 08.12.04, 22:02
              Obejrzalam z wielkim zainteresowaniem i bardzo mi sie tam podoba! Dzieki,
              Marku! Zdjecia naprawde bardzo ciekawe,okolica doskonala do mieszkaniasmile
            • ada296 Re: Refleksja... 08.12.04, 22:03
              aż Ci zazdroszczę tak pięknego miejsca do mieszkania smile
              i cieszę się, że Cię widzę na forum smile
              • ord Re: Refleksja... 09.12.04, 02:51
                Czy piekne to nie wiem, ale ciekawe na pewno.

                Dziekuje smile
            • wywrot53 Re: Refleksja... 08.12.04, 22:13
              Ładny kawałek przeszedłes wink)
              jedno mnie nurtuje
              Czy w nowym miejscu masz taras taki jak w poprzednim domu???
              Czy taka asfaltowa pustynia jak przed domem??
              • ord Re: Refleksja... 09.12.04, 02:54
                Balkon 2x7 i bez strzyzenia trawy wink
                • oqo Re: Refleksja... 09.12.04, 09:31
                  drogi ordzie , z pewnością nie było to Twoim celem ale namotałeś mi w głowie
                  nieżle tymi dobrze opisanymi zdjęciami powodującymi dzikie myśli sugerujące
                  możliwość emigracji (pierwsza próba 15lat temu nie udana)....muszę jednak
                  jeszcze poczekać aż dzieciątka przestaną się szkolić , wtedy może poczuję się
                  dziki i swobodny.
                  • ada296 Re: Refleksja... 09.12.04, 19:55
                    Oqo
                    do Kanady chciałbyś się wyemigrować ? smile
                    pozdrawiam
                    • oqo Re: Refleksja... 09.12.04, 20:18
                      Ado , patrząc na telewizyjne i prasowe wiadomości pozostaje jedynie totalne
                      rżnięcie głupa , wylew lub rewolucja na którą szans już nie ma bo rządzą
                      (nasi ?).W kraju gdzie rządzi większość zadeklarowanych przestępców nie ma
                      miejsca dla mnie , biednego żuczka .No chyba że zostanę jednym z nich przez co
                      oni mniej się nachapią i sam zostanę pasożytem ale ta opcja mnie nie pociąga bo
                      spać lubię spokojnie.pozdrawiam ,oqo.
                      • ada296 Re: Refleksja... 09.12.04, 20:32
                        Oqo
                        a nie potrafisz być ponad te przekręty ?
                        bo ja się staram
                        z różnym skutkiem
                        czasem pilnuję się by parę dni nie oglądać żadnych wiadomości
                        a gdy już wsłuchuję się w telewizor to wkurzam się na siebie, że mnie to
                        wszystko tak denerwuje
                        ale ja umrę w tym kraju
                        perspektywa wielkich zmian w moim życiu mnie przeraża
                        • oqo Re: Refleksja... 09.12.04, 21:04
                          ja od najmłodszych lat mam przeświadczenie że nie umrę w Polsce , tylko nie
                          wiem czy ja będe poza Nią czy Jej już nie będzie .... dlatego dobrze się
                          ubezpieczam w (......) na wypadki wszelakie przy wyjazdach wakacyjnych .
                          • dado11 Re: Refleksja... 09.12.04, 21:52
                            Oqo, ja od mlodzienczosci bylam przekonana, ze sie nie zestarzeje,
                            i umre mlodo. A zyje i niestety czas siega po kolejne brykadysad
                            Kiedys tez myslelismy o emigracji (Nowa Zelandia, Portugalia), przeszlo...
                            Teraz pozostala emigracja w inny wymiar problemow - wies, spokoj, ciche zycie
                            bez polityki i blichtru. A niech tam!
                            Wszyscy dobiegniemy w to samo miejsce, jedni zdyszani, nawet nie zauwaza,
                            inni spokojni, moze jeszcze zdaza dac cos nastepcom...cieplo, serce, madrosc?
                            Pozdr. D
                            ps. mam nadzieje kiedys zobaczyc Kanade, Meksyk, Peru i wiele innych miejsc.
                            Bez emigracji. Wszystko da sie zorganizowac, byle z glowasmile
                            • dado11 Re: Refleksja...ps:) 09.12.04, 22:39
                              pssmile Fajnie tam u Ciebie, Marku. Jak w nowoczesnym westernie z Amiszami
                              w roli glownejsmile Pozdr. D.
    • ord Re: Refleksja... 10.12.04, 21:59
      Oqo: ..."namotałeś mi w głowie nieżle tymi dobrze opisanymi zdjęciami
      powodującymi dzikie myśli sugerujące możliwość emigracji"...

      Rzeczywiscie nie bylo to moim celem, podobnie jak daleko mi do porownania
      zabudowy wsi pod tytulem Toronto do jakiegokolwiek miasta w Europie. Bo
      naprawde; Kanada to jedna wielka wiocha, gdzie zabudowa widoczna na zdjeciach,
      wyrosla w szczerym, dziewiczym polu na poczatku ubieglego stulecia - jak wiec
      porownac to z tysiacletnia zabudowa Starego Kontynentu. Nawet fakt, ze byla ta
      ulica budowana przez emigrantow przybylych tu za chlebem (w tym Amisz, ktorych
      tez i calkiem sporo w Ontario), a nie bogatych mieszczan, usprawiedliwia taki a
      nie inny jej wyglad.

      Zatrzymam sie tu na moment przy budownictwie, jako ze Wasze uwagi niejako
      przypomnialy mi moje pierwsze wrazenia, a ktore byly spowodowanie raczej
      nieznajomoscia tutejszej specyfiki. Lakeshore Village; tak wlasnie wygladalo
      tysiace malych miasteczek sto lat temu w calym Nowym Swiecie w tym Australia
      (dzieki za uwage Dan - tu tez juz od dawna buduje sie z okablowaniem pod
      ziemia). Dzisiejsze Toronto, Montreal czy Vancouver, powstalo z naturalnego
      zatarcia sie granicy miedzy malymi miasteczkami, budowanymi w tym samym
      stylu; "glowna" ulica (czesto nawet nazywana Main Street) z przyslowiowym
      Saloon'em, sklepem zelaznym, cyrulikiem i biurem szeryfa, dookola ktorej, przy
      malych uliczkach budowalo sie domy mieszkalne. Z racji tego, ze czego jak
      czego ale terenu tu nie brakowalo, kilka kilometrow dalej, powstawala nowa,
      podobna w stylu osada, jako ze ten sklep zelazny zrobil sie juz "za daleko" i
      nalezalo otworzyc nowy, aby obslugiwal osadnikow na nowym miejscu. Dynamiczny
      naplyw emigrantow w ubieglym stuleciu spowodowal, ze osiedla mieszkalne
      powstawaly na polach miedzy takimi osadami i dzisiaj... samo Toronto ciagnie
      sie 65 km a jego granica np; z Mississagua (ponad milion mieszkancow) to srodek
      ruchliwej ulicy. Wlasnie to spowodowale, ze zabudowa tutejszych miast jest
      bardzo niska (oczywiscie oprocz centrum) bo dominuja domy jednorodzinne.
      Zmienia sie to i to szybko - rozleglosc spowodowana tymi domkami, rodzi
      problemy, ktore zmuszaja do zmiany nie tylko planow urbanistycznych, ale wrecz
      mentalnosci mieszkancow miast. Najlepiej jest to widoczne w samym Toronto,
      ktore jest ograniczone jeziorem i istniejacymi granicami miasta czy Montrealu,
      ktory jest na wyspie. Zmiany polegaja na forsowaniu budownictwa
      wielopoziomowego - np; w Toronto niedawno zostal zatwierdzony plan rozwoju
      miasta, ktory przewiduje budowe 4-5 kondygnacyjnych domow przy ulicach jak
      pokazany przezemnie Lakeshore, gdzie pierwszy poziom bedzie handlowy a
      pozostale mieszkalne. Po prostu nie ma juz miejsca na budowe tych domkow
      jednorodzinnych i to jest wlasnie ta zmiana w mentalnosci; american dream
      znaczylo miec dom - dzisiaj dodaje sie, ze mieszkanie tez wystarczy wink) Jako
      ciekawostke podam, ze np; Calgary - nie majac problemow z naturalnym
      ograniczeniem terenowym (wszedzie preria dookola) - majac "zaledwie" jeden
      milion mieszkancow, zajmuje wiecej terenu niz.... dziesieciomilionowy Nowy
      York! Wyobrazacie sobie codziennie dojezdac do pracy (biura sa przewaznie w
      centrum) po poltorej godziny w jedna strone w niesamowitych korkach ulicznych?
      To po cholere miec ten dom? Zeby tylko w nim spac?

      Przedstawiona przezenmie Lakeshore Village byla wlasnie taka osada, wchlonieta
      w aglomeracje Toronta, ktora przechodzi dynamiczne przemiany. Mam nadzieje, ze
      przy nastepnym spacerze za kilka lat pokaze Wam juz zupelnie inny obraz, gdzie
      skojarzenia z westenem, drewnianymi slupami telegraficznymi i Amiszami beda
      jedynie wspomnieniem histori tego kraju. Tak czy inaczej spod domu mam 15 (nie
      cale) minut tramwajem do centrum z calym jego bogactwem nowoczesnosci, kultury,
      czy rozrywki (toroncki Teatr District), a na razie ide na spacer nad jezioro wink

      -
    • ord Re: Refleksja... 10.12.04, 22:00
      Sprawa samej emigracji. Hmmm... bardzo indiwidualny problem. Ja jestem
      zadowolony ze swojej decyzji i nie zaluje. Moja malzonka jest innego zdania;
      jakby mogla, to cofnela by czas i wybilaby mi z glowy wyjazd. Syn, ktory uwazal
      Toronto za pempek swiata, po kilkumiesiecznym pobycie w Europie, wrocil,
      podziekowal mi za to ze wywiozlem go z Polski, ale spytal dlaczego do Kanady a
      nie gdzies do Zachodniej Europy - strasznie mu sie tam podobalo. Jak wiec
      widzisz, nawet w jednej rodzinie nie ma jednoznaczej opinii. Czy jednak Kanada
      jest perfekcyjnym krajem? Nie. Zawsze byl to kraj, do ktorego sie ludzie z
      calego swiata, aby poprawic sobie zycie. Jest wiec tutaj zbieranina ludzi nie
      zawsze wyksztalconych, czesto oderwanch od biedy pol ryzowych Azji, pastwisk
      Pakistanu, wiosek Polski i Ukrainy czy glodu Afryki. Przywiezli ze soba chec na
      lepsze zycie i z pewnoscia sa zadowoleni. Emigracja Polska, ta ostatnia po
      Stanie Wojennym, nie zawsze moze sie tu odnalesc, poniewaz wyksztalcona, ale
      ustawiona w kolejce z ta reszta swiata, czuje sie niedowartosciowana, zagubiona
      i sfrustrowana. Nie mowi sie tego oficjalnie, ale wrecz paranoiczne podejscie
      do wielokulturowosci powoduje, ze na pewne (i to te lepsze, zwlaszcza rzadowe)
      posady, bialy nie ma nawet co aplikowac - sa zarezerwowane dla tzw "Visible
      minority", czyli kolorowych. Toronto, w ubieglym roku, po raz pierwszy w
      historii, biali, stanowili mniejszosc - wiecej jest juz tych kolorowych.
      Problem widza sami rdzenni kanadyjczycy; pamietam zart rysunkowy z jednej
      francuskiej gazety w Montrealu, gdzie byl poruszany system nostryfikacji
      dyplomow lekarskich nowych emigrantow; bialy lekarz z Europy, musial
      praktycznie powtarzac tutejsze studia, gdzie faceta w turbanie i murzyna,
      spytano jedynie czy wie co to jest aspiryna i juz byl po egzaminie.

      Ta "paranoja demokratycznego spoleczenstwa", powoduje, ze coraz mniej ludzi ma
      odwage glosno sie odezwac, bedac niejako storreryzowana obawa zaszufladkowania
      jako skrajnie prawicowy element. Przyklad dnia wczorajszego (doslownie); rano
      Sad Najwyzszy uznal, ze niezgodnym z konstutucyjnym prawem rownosci jest
      nielegalnosc slubow partnerow tej samej plci. Mam juz w sumie dorosle dzieci,
      ktore wychowane w pewnej atmosferze, szanuja cudza odmiennosc, ale sa juz na
      tyle dojrzale, aby poddawac pewnym presjom. Wieczorem bylem na kolacji
      (oczywiscie w Albatrosie !!) z kolega, z ktorym pracowalem przez wiele lat.
      Wspanialy facet, mlody (36 lat) Libanczyk, katolik, ktorego czteroletni syn
      chodzi do tzw "zerowki". Byl tym orzeczeniem sadu wrecz zdruzgotany, poniewaz
      konsekwencje sa bardzo daleko idace. Juz nie chodzi o ceremonie slubne, czy
      prawo do adoptowania dzieci, ale podreczniki do szkol, w tym dla klas
      najmlodszych, na podstawie tego orzeczenia Sadu musza byc zmienione i beda
      przedstawiac tez mame i tate jako tata i tata i ma byc nacisk na wpajanie
      dzieciom ze to jest ok. "Dlaczego jeden procent spoleczenstwa (oficjalne
      oszczcowanie liczby homoseksualistow w Kanadzie) ma decydowac co moj syn ma sie
      uczyc o instytucji rodziny i jej naturalnych aspektach, podczas, gdzy ja sie z
      tym nie zgadzam. To jest stawianie muru miedzy mna a moim dzieckiem, tylko
      dlatego, ze ja mam inne zdanie" mowil. Hmmm... a Wy tam w kraju macie Pania
      Sroda, ktora ma przynajmniej odwage powiedziec cos glosno - nam zaczyna takich
      ludzi brakowac... szkoda tylko, ze nie ma odwagi stac przy tym i podala sie do
      dymisji.

      Zaznaczam tutaj, ze sa to moje, bardzo osobiste opinie i ktos z moich
      wspolrodakow-kanadyjczykow moze widziec to inaczej. Uwazam tez, ze te
      problemy "wielokulturowosci" Kanady sa tez widoczne jedynie w duzych
      aglomeracjach - prowincja ciagle jest bardzo konserwatywna i wrecz nieprzyjazna
      tym "nowinkom". Nie znam sytuacji w zachodniej czesci kraju, ale wiem jak to
      wyglada w Quebec i prowincjach Atlantyckich; tam ciagle jest "zdrowo i
      normalnie"... hmmm... czyzby zapowiedz kolejnej zmiany adresu? Po osmiu latach
      w Montrealu, mija osmy rok w Toronto... w koncu jak ktos raz z domu wyleci, to
      juz domu nigdzie nie znajdzie wink)

      Tak czy inaczej, nigdzie nie ma "kraju szczescia" a potencjalnym emigrantom,
      radze sie gleboko zastanowic.
      • ada296 Re: Refleksja... 10.12.04, 22:10
        pani Środa oddała się do dyspozycji premiera a nie podała się do dymisji
        to tak tylko celem wyjaśnienia smile
        pozdrawiam smile
        • ord Re: 10.12.04, 22:19
          smile)))) i z calosci mojej tomowej wypociny to uznalas za najbardziej godne
          uwagi? Dzieki smile)))
          • verbena1 Re:refleksje emigracyjne 11.12.04, 01:06
            Ogladajac Twoje zdjecia mialam wrazenie ,ze skads znam te domy,sklepy.
            Dan ma racje ,tak wyglada tez Australia a dokladnie prowincja Victoria, bo tam
            bylam. Przypomina mi to westerny ,te wysokie fronty domow z duzymi
            reklamami,parterowa lub jednopietrowa zabudowa, malenkie stacje benzynowe gdzie
            jest jednoczesnie poczta i urzad naczelnika osady.
            Tam jest zupelnie inaczej niz w Europie dlatego na poczatku szokuje a za jakis
            czas zaczyna sie podobac.
            Melbourne jest jednym z najwiekszych miast swiata a tylko w centrum sa drapacze
            chmur w ktorych sa urzedy, reszta miasta to domki jednorodzinne lub
            jednopietrowe domy. Duzo przestrzeni, swiatla i spokoju.
            To tyle o architekturze.
            Emigracja, coz moge napisac, probujemy zapuszczac korzenie, szukamy swojego
            miejsca ale ciagle mamy poczucie (przynajmniej ja) ,ze to ciagle tylko
            namiastka i nigdy nie poczujemy sie tak naprawde na swoim.
            Tylko mlodzi wrastaja szybko w nowe miejsce ,dla mojej wnuczki Australia to
            ojczyzna ,dla corki miejsce stalego juz chyba pobytu a ja ciagle w rozterce.
      • ewelina10 Re: Refleksja... 11.12.04, 11:59
        Marku.
        Z zainteresowaniem przeczytałam opis o integracji różnych kultur. Barwny i
        szczegółowy. Dzięki, że chciałeś się z nami podzielić.

        Życie "wymusiło" już u mnie dokonanie wielu zmian w swoich przemyśleniach i
        dostosowania się do nich. Nie spodziewałam się takiego "czynnego" przewidywania
        rzeczy przyszłych w obyczajowości i dokonywania już zmian w programach
        edukacyjnych. Długofalowe działanie. Przyszłe pokolenie może już nie mieć
        takich problemów jakie my musimy pokonywać z naszą świadomością.

        Pozdrawiam.
        • ord Re: Refleksja... 11.12.04, 16:00
          Dziekuje.

          Przyznam, ze troche zaskoczylas mnie swoja pozycja w sprawie, co nie znaczy ze
          calkowicie odmawiam Ci racji. Brzmi to jednak dziwnie w porownaniu z pewna
          sprawa w USA: otoz malzenstwo z konserwatywnego Mid-West podalo do sadu system
          edukacyjny, za zamieszczanie w podrecznikach szkolnych teorii Darwina. Nie znam
          szczegolow - ktos z US moze znac ta sprawe dokladniej, jako ze mi mignela ta
          wiadomosc gdziestam (wiem ze to sie dzieje teraz i jest stara historia), wiem
          jednak, ze sad (a moze system szkolny) zaproponowal kompromis; duzymi literami
          (nawet byla mowa o nalepce) podkreslic, ze jest to tylko teoria. Rodzice jednak
          zadaja calkowitego jej usuniecia z programu, motywujac to tym, ze jest to
          niezgodne z ich pogladami religijnymi i wiara ze Bog stowrzyl wszystko w siedem
          dni i nie chca, aby ich dzieci nawet wiedzialy o istnieniu innych puntkow
          widzenia. Podaje to tak dla rownowagi smile))

          Nie widze tu zbyt wielkiego zainteresowania moimi refleksjami, ale poniewaz
          ewidentnie jestem w nastroju robienia mojego "emigracyjnego rachunku sumienia"
          a wiec... cdn... tak mysle.... wink))
          • kanoka Re: Refleksja... 11.12.04, 16:43
            Marku, ja osobiście z dużym zainteresowaniem zainteresowaniem czytam i oglądam
            Twój kanadyjski "reportaż", ale ponieważ "za granicą bywam w Czeskich Tatrach"
            wink, nie wypowiadam się nt Lakeshore Village, bo nie mam skali porównawczej.
            Ciekawe są tu też spostrzeżenia Dan i Verbeny, z odniesieniem do Australii.
            Ja to wszystko czytam z duuużym zainteresowaniem i proszę - piszcie o swoich
            drugich Ojczyznach, bo to zupełnie co innego niż taki czy inny reportaż
            dziennikarski w gazecie.
            Pozdrawiam i proszę o jeszczesmile).
            Ps. Brak mi cyklu Dan o Australiisad(
            knk
            • maryna04 Re: Refleksja... 11.12.04, 17:50
              Ord, pisalam o tym na forum, ale nie pamietam w jakim watku. Sad Najwyzszy
              stwierdzil w 2002r, ze aby ukonczyc szkole srednia trzeba jednak przerobic o
              ewolucji. Nalepki postanowil nakleic lokalny Wydzial Oswiaty "Teoria nie fakt",
              zeby nie ranic uczuc tych co wierza w 6-dniowa teorie powstania swiata (tak
              siebie okreslili) i teraz Sad Najwyzszy rozpatrzy, czy moga byc te nalepki. To
              tylko na pozor smieszne. Bardzo istotne jak bardzo sily wsteczne w imie
              demokracji beda mogly manipulowac swiatem.
          • ewelina10 Re: Refleksja... 11.12.04, 19:16
            ord napisał:
            > Przyznam, ze troche zaskoczylas mnie swoja pozycja w sprawie (...)

            Dlaczego ?
            Próbuję tylko odnieść się do otaczającej rzeczywistości, a nie walczyć z nią.
            Wspomniałeś o zmianach w podręcznikach szkolnych. Nie usiłowałam ferować
            opinii - czy decyzja tamtejszych władz jest słuszna czy też nie. Wspominając o
            następnym pokoleniu zasygnalizowałam tylko przypuszczenie.
            Podoba mi się to co piszesz, bo jestem ciekawa, jak żyją ludzie poza
            moja "wsią". Ten temat zasługuje na to, aby był kontynuowany.

            Pozdrawiam.

            ---------
            Ew.
    • ord glupie baby? 12.12.04, 23:26
      W moich "czasach Montrealskich" duzo podrozowalem po calej prowincji Quebec, a
      pracujac i przebywajac glownie wsrod frankofonow, mialem okazje i przyjemnosc,
      poznac wiele elementow historii i kultury tych ludzi i regionu niejako " z
      pierwszej reki". W przeciwinienstwie do reszty Kanady tam dominuje jezyk
      francuski i jest to bardzo przestrzegane - zostala nawet powolana oficjalna
      policja jezykowa, ktora ma pilnowac aby nikomu nie chcialo wywiesic sie szyldu
      zachecajacego na "hot doga", tylko na "chien chaud". Rzeczywiscie - wyjezdzajac
      poza Montreal, angielski praktycznie nie istnieje a mijane miasteczka, wsie i
      osady sa juz zupelnie innym swiatem pod wzgledem juz nie tylko jezykowym, ale
      kulturowym i mentalnosciowym.

      Roznica jest rowniez w religii i podejsciu do niej. Tu musze wrocic troche w
      historie; od czasow pierwszych francuskich, a wiec katolickich osadnikow, KK
      niepodzielnie rzadzil ludem, regulujac najmniejsze elementy codziennego zycia.
      Jednakze nie tylko wiara byla fundamentem tej zaleznosci, ale rowniez zaleznosc
      ekonomiczna tworzyla ta relacje. Potega KK wzrosla w okresie, ktory dzisiaj w
      Quebec'u nazywany jest "La Grande Noirceur". Jest to okres zapoczatkowany
      krachem na gieldach w 1929 az do lat IIWS, gdzie bezrobocie wzroslo z 7 do 27%
      a bieda dotknela ta "La Bell Province". Wowczas to rzesze bezrobotnych i ich
      rodzin praktycznie byly na utrzymaniu koscielnych "gar-kuchni". To wowczas
      kosciol przejal i dzierzyl wladze absolutna nad nie tylko duszami; szkolnictwo,
      szpitale, pomoc socjalna a nawet zwiazki zawodowe byly w jego rekach.

      W latach szescdziesiatych Quebec byl swiadkiem ogromych przemian polityczno-
      socjalnych, ktore byly tak glebokie, ze nazywa sie to "La revolution
      tranquille". Wowczas to nastapilo calkowite oderwanie kosciola od polityki i
      ekonomii; upanstwowiono szkoly, szpitale, zwiazki zawodowe przestaly byc
      kontrolowane przez KK, powstala swiadomosc narodowa i zrodzily sie tendencje
      separatystyczne. Rownie ogromne i glebokie zmiany nastapily w zyciu socjalnym.
      Pomijam juz fakt, ze z przeklenstw przy uzyciu wulgaryzmow zwiazanych z seksem,
      przeszli na relignie, gdzie nazwanie kogos "ty ksiedzu" jest bardzo obrazliwe,
      to model rodziny z calkowita meska dominacja i jak najwieksza iloscia dzieci
      (ile Bog da) upadl i kobiety przejely decyzje juz nie tylko o ilosci potomstwa,
      ale tez zaczely decydowac o swoim zyciu. Dzisiaj w prowincji Quebec notuje sie
      najwieksza ilosc rozwodow, najbardzej "luzne" podejscie do seksu, zdrady,
      najwczesniej nastepuje inicjacja seksualna, jest najwieksza ilosc zwiazkow
      homoseksualnych... no jest raczej "wesolo" wink Nastapilo wiec przegiecie paly
      w "drugie mankie" ale uwazam, ze jest to wypadkowa konserwatyzmu ubieglej
      epoki.

      Co to ma wspolnego z tytulem wpisu? Otoz uwazam, ze o ile koscioly protestackie
      (jak na przyklad anglikanski) bedac wiecej (a raczej powinienem napisac;
      dluzej) oderwany od kontroli zycia politycznego i spolecznego, bardziej jest
      nastawiony na uslugi duszpasterkie, gdy KK ciagle jednak walczy o wladze. W
      Polsce czasow komuny, byl on ostoja opozycji i chwala mu za to. Jednak
      powstanie "Solidarnosci" w parafii Sw Brigidy (maja przenosnia) i obrazek Matki
      Boskiej w klapie Walesy przy podpisywaniu Porozumienia, jedynie wzmocnil jego
      pozycje i do dzisiaj walka trwa. Uwazam, ze daje sie zauwazyc na temacie o
      Prof. Sroda, ze nie wszyscy rozumieja, ze jest roznica miedzy religia a
      instytucjia kosciola - zbyt wielu rozmowcow interpretuje wypowiedzi Tom Tama
      jako antykoscielne, gdzie ja znajduje je jedynie jako antyklerykane, gdzie
      Polski kler jest tu agresywna i jednak destrukcyja sila, wlaczaca nie o "rzad
      dusz" ale o wplywy. Uwazam, ze jedynie calkowita rezygnacja KK od inwiligowania
      spraw polityczno-spolecznych jest gwarancja przemian demokratycznych kraju.
      Pojde dalej; uwazam, ze Watykan jest zbyt skostnialy w swoim podejsciu do
      przemian naszego wieku - obecnosc kobiet jako duszpasterzy, zalegalizowanie
      malzenstw ksiezy, uznania praw kobiet to "wyboru", uznanie ze "kochajaca/y
      inaczej" tez moze byc dobrym katolikiem, jest zawolaniem czasow i im predzej te
      fakty zostana uznane, tym lepiej bedzie i dla KK jak i jego wyznawcow. Mysle,
      ze nie nastepuje tu odejscie ludzi od kosciola, to KK odtraca rzesze wiernych
      gdzie konsekwencja moga byc jedynie puste swiatynie.... jak dzisiaj w Quebec.

      A komentarz Pani Minister? No coz, nie znam (ale ja w ogole malo wiem) religii,
      w ktorej nie dominuje mezczyzna, ale w kazdej religie z ktora sie zapoznalem,
      podkresla sie niezwykle wazna role kobiety w rodzinie i spoleczenstwie. Mysle
      jednak, ze jako osoba publiczna, powinna powstrzymac sie od oficjanych
      wypowiedzi, ktore moze pomoga wygrac bitwe, ale moga zaszkodzic w wygraniu
      wojny.

      PS. Zeby nie bylo watpliwosci; nie jestem przeciny "herbatkom" czy
      innym "dzisiajkom" ale lubie sie czegos dowiadywac. W kontekscie powyzszego
      zdania dziekuje Wedrowcowi i Tom Tam za ich wpisy na temacie o Pani Minister
      Sroda, dotyczace roli kobiety w judaizmie.
      • ada296 Re: glupie baby? 12.12.04, 23:44
        żeby nie było, że tylko się czepiam ...
        czytam
        bo ładnie napisane smile
        aż mi się chce do Kanady smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka