Od kilku dni mam ochote porozmawiac na ten temat.Otoz kazdy nas w wieku 40+
czy 40++ zgromadzil pewna ilosc zyciowego doswiadczenia. Chcialoby sie choc
czesciowo przekazac je nastepnemu pokoleniu. Ale materia spraw jest trudna i
wymaga przemyslen wlasnych i odpowiedniego nastawienia "odbiorcy".
Czy uwazacie, ze nasze doswiadczenia sa jakos przekazywalne? Jak,bez
lopatologii i narzucania mozna "sluzyc doswiadczeniem"? Macie jakies
praktyki, pomysly, doswiadczenia w tym temacie?
Z gory zaznaczam,ze dowcipy mile widziane,ale w miare