nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
Wreszcie zadzwonili i do mnie. Yes! Yes! Yes! Pojutrze idę do pracy. I to
takiej jaką chciałem czyli lepszą niż ta ostatnia. Ależ ten mój aniol się
napracował żeby tak dokładnie to wszystko zaplanować.
Nie będę wymieniać ale wierzcie, że z co najmniej kilku powodów było to dla
mnie bardzo potrzebne i stało się w najlepszym możliwym czasie. Wiele bardzo
ważnych spraw w tym czasie załatwiłem. Niektóre same się rozwiązały. Nie
licząc komfortu 8 miesięcy leniuchowania bez stałej pracy. Przy okazji ze
zdziwieniem odkryłem, że za połowę tego co dotychczas wydawaliśmy też da się
żyć i to wcale niezle.
To prawda, że nigdy nie wolno tracić nadziei i wiary w siebie. No i działać w
tym kierunku. Cały ten czas wierzyłem, że ta właśnie praca gdzieś tam na mnie
czeka i sprawdziło się. Pomimo, że nie miałem pochlebnych referencji i
pozwałem ostatniego pracodawcę do sądu, i pomimo że mój rocznik
nie „mieścił” się już w arkusze kalkulacyjne firm rekrutacyjnych.
Dlaczego to tutaj piszę? Ku pokrzepieniu serc tych mniej odważnych. Nie ma
sytuacji bez wyjścia. Zmiany sa dobre a czasem nawet konieczne. Nie lękajcie
się