verbena1
25.03.06, 23:16
Opowiem wam o moim wczorajszym gosciu.
Maz moj,majacy niebywala latwosc nawiazywania kontaktow oznajmil,ze spotkal
ciekawego czlowieka i zaprosil na piatek do nas. Jest to uchodzca z
Armeni ,ktory mowi slabo w jezyku holenderskim ale zna polski i bede mogla z
nim porozmawiac.
Bylam ciekawa tej wizyty. Ormianin okazal sie byc bardzo milym czlowiekiem,
mowil znakomicie po polsku i przegadalismy caly wieczor.
Opowiadal o obozie uchodzcow, o latach niepewnego czekania na decyzje
przyznania obywatelstwa lub odeslania do domu, o samotnosci w tlumie ludzi z
calego swiata ,nie mogacych sie porozumiec o dniach, miesiacach spedzonych
bez jakiegokolwiek zajecia.
Uchodzcy maja pozwolenie na pobyt ale nie moga pracowac. Dostaja bardzo
skromne zasilki. Niektorzy probuja pracowac na czarno, czesc z nich kradnie,
inni zalamuja sie psychicznie.
Przepisy dotyczace przyznania obywatelstwa zmieniaja sie i bywa tak, ze
ludzie czekajacy w obozie 8 lat sa odsylani do kraju pochodzenia.
Moj gosc jest chory na nerki, musi byc dializowany. Powiedzial - tylko tutaj
mam szanse przezycia, byc moze za pare lat dostane nowa nerke.
Po tej wizycie zdalam sobie sprawe z tego jak niewiele wiem o uchodzcach,
ludziach mieszkajacych tuz obok. Nie chce sie tym interesowac bo to takie
przygnebiajace, bo nie wiem co moge dla nich zrobic a moze nie chce nic robic
aby nie komplikowac sobie zycia.
To tak jak z bezdomnymi lub biednymi. Lepiej o tym nie myslec.
Nie daje mi to jakos spokoju.