Dodaj do ulubionych

jak w zegarku

27.09.07, 21:31
Czytam artykul o mlodej kobiecie na wysokim stanowisku robiacej
tzw.kariere.
Pisze - kalendarz mam rozpisany co do godziny.Wiem co bede robila za
miesiac,z kim sie spotkam,dokad wyjade.Nie moge sobie pozwolic na
haos.
Zal mi troche tej kobiety,zyje jak w kieracie,kontakty z dziecmi ma
wyliczone co do minuty o mezu juz nie wspominajac.
Zastanawiam sie czy potrafilabym tak zyc,czy kariera bylaby dla mnie
tak wazna aby dac sie zamknac w ramach czasu.Nie moc pozwolic sobie
na spontanicznosc,na bujanie w oblokach,na zmiany planow.
Chyba jestem na to zbyt leniwa.
Macie tez czasem takie wrazenie ,ze zyjecie ograniczeni czasem i
planami i nie mozecie sie z tego wyzwolic?
Obserwuj wątek
    • inka-1 Re: jak w zegarku 28.09.07, 17:50
      dzien za krotki,to normalne,albo takie uczucie niemozliwosci
      okielznania wszystkiego,wiecznie wydaje mi sie ze czegos nie zdolam
      zrobic na czas.A z pracy w USA i Belgi zrezygnowalam dla rodziny,dla
      dzieci..tak tez zrezygnowalam z dyzurow niedzielnych,choc pare
      groszy by sie przydalo,,,ale kiedys trzeba miec czas dla
      dzieci...zwlaszcza gdy teraz nie maja ojca.Zreszta dla mnie zawsze
      rodzina byla najwazniejsza...spelniam sie zawodowo,ale na mniejszym
      polu...
    • dado11 Re: jak w zegarku 28.09.07, 18:53
      Nie czytałam artykułu, ale wydaje mi się, że taki tryb życia może
      sobie ustanowić tylko osoba chcąca takiego trybu. Oczywiście
      robienie kariery pociąga za sobą wiele wyrzeczeń, czasem doba wydaje
      się zbyt krótka, ale czasem poprawa wewnętrznej organizacji czy
      banalne "nie" w określonych przypadkach, diametralnie zmienia
      sytuację. I na dodatek, to "nie", jak nauczyło mnie doświadczenie,
      często wręcz uczy szacunku naszych partnerów businessowych...
      Przez wiele lat pracowałam pod presją czasu, ludzkiej
      niefrasobliwości i niekompetencji, i w pewnym momencie uznałam, że
      moje zaangażowanie w jakość i terminowość ma swoje granice.
      Zwolniłam, zaczęłam stawiać rozsądne warunki, no i jakoś poszłosmile Ja
      nie gonię, klient wie na czym stoi, rozsądniej planuje, jest ok.
      Wzajemnie się szanujemy i mam nadzieję, że tak pozostanie.
      Jedna refleksja, ja do tego doszłam po wielu latach pracy, a młoda,
      ambitna kobieta na stanowisku jeszcze tego nie wie...
      • mammaja Re: jak w zegarku 28.09.07, 20:21
        Zaznalam tego przez trzy lata, ale dzieci juz byly duze, a ja
        mialam poczucie, ze to stan przejsciowy. Na dluzsza mete zycia - nie
        do wytrzymania. Zawsze zasuwalam, ale jakos bylam przynajmniej z
        poczuciem ze np. dwa tygodnie dzikiego pospiechu, potem tydzien
        laby. Nadrabialo sie nockami. Nie chcialabym takiego "calego zycia"
        za nic w swiecie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka