Dodaj do ulubionych

Ulozyc sobie zycie...

03.01.08, 16:21
Ten popularny zwrot przez poprzednie pokolenia rozumiany byl
przedewszystkim jako "zalozenie rodziny" - (wyjscie za maz, czy
ozenek). Znalezienie pracy, jakiegos mieszkania, naogol polaczone
bylo z tym pierwszym. Tymczasem pewna mloda pani az prychnela na
mnie, kiedy powiedzialam niebacznie " myslalam, ze sobie ulozycie
zycie" - o jej paroletnim zwiazku. "Malzenstwo to nie jest zadne
ulozenie sobie zycia" - powiedziala. No to ja sie zastanawiam - co
jest ?
Kiedy mozna powiedziec, ze ktos "ulozyl sobie zycie" czy tez zycie
w obecnych czasach jest nieukladalne?
Obserwuj wątek
    • malgorzata39 Re: Ulozyc sobie zycie... 03.01.08, 16:24
      Otóż ja sobie ułożyłam życie w ten oto sposób: moje małżeństwo od roku
      kuleje...mamy dwoje dorosłych już dzieci 19 i 17 lat. Czy kryzys przychodzi w
      wieku 40 lat?? zdarza sie to tak nagminnie...W moim związku - mam nadzieję - nie
      ma zdrady.Za to są inne problemy.Mój mąż jest gościem w domu.Ciągle ma coś do
      załatwienia. Mówi,że wróci za 2 godz. wraca o 2-3 nad ranem itp. Uważam,ze nie
      ma już ratunku dla naszego związku. Za dużo kłamstw,oszukiwania, wybaczania i w
      kółko to samo..jeśli w tak wyjątkowych dniach jakimi są między innymi:
      urodziny,Nowy Rok czy sobotni wieczór wychodzi się do kumpli to znaczy,ze miłość
      wygasła ,a bez niej niestety małżeństwo nie ma racji bytu...Po ostatnim tego
      typu numerze postanowiłam wnieść wniosek o separację. Chciałabym odejść ale po
      tylu latach małżeństwa jest sporo różnego rodzaju formalnosci. Muszę uregulować
      kwestie finansowe,znaleźć sobie jakiś lokum by na dobre przerwać tą farsę. Nie
      jest mi lekko..nieprzespane noce,wycie w poduszkę,ścisk w żołądku,nasłuchiwanie
      kroków itp. Już postanowiłam,jeśli tego nie zrobię to zwariuję. Nie będę w
      stanie zaufać już żadnemu mężczyźnie.
      Zostawię mu mieszkanie,bo na pewno syn tutaj zostanie. Wątpię aby chciał tułać
      sie po wynajmach. To już dorosły chłopak widzi co się dzieje. Aja nie jestem w
      stanie więcej tego znosić. Musze się wyrwać wówczas może nie będę tak cierpieć.
      Ech...dużo by pisać.. Podsumowując: " Człowiek człowiekowi wilkiem"...
    • fedorczyk4 Re: Ulozyc sobie zycie... 03.01.08, 18:53
      Istotnie kiedys bylo takie znaczenie pojecia ulozyc sobie zycie. Ale
      przyznam Ci sie Mammajko ze to jakos tak smetnie brzmi. Moje pewnie
      mozna wlasnie za takie uznac, ja je lubie, ale rozumiem ze moze mimo
      wszystko na jego dzwiek ciut otrzasnac.
    • ewelina10 Re: Ulozyc sobie zycie... 03.01.08, 18:59
      Dzisiaj równie dobrze można powiedzieć o kimś po rozwodzie, że
      wreszcie "ułożył sobie życie" i nie koniecznie musi to oznaczać
      zaraz zastąpienie jednego partnera(kę) drugim(ą)
      • gaudia Re: Ulozyc sobie zycie... 03.01.08, 20:45
        codziennie układam sobie życie
        trochę ja, trochę samo się układa
        idę drogą
        każda myśl, każdy kontakt z innym człowiekiem zmienia mnie i moją drogę
        na drodze pojawiają się ludzie: mama, która nagle pofrunęła; mąż, który gdzieś
        skręcił; syn, z którym mam nadzieję iść tym samym szlakiem; przyjaciele (z
        których część poszła w bok, a z niektórymi znów idziemy kawałek razem); znajomi,
        zwierzęta, drzewa, itd....

        dla mnie to jest "układanie sobie życia": próby organizacji najbliższego świata
        • verbena1 Re: Ulozyc sobie zycie... 03.01.08, 21:37
          "Malzenstwo to nie ukladanie sobie zycia" ,hmm ta dziewczyna miala
          troche racji. Dzisiejsze malzenstwo traktowane jest jako okres
          przejsciowy, cos co moze byc w kazdej chwili zmienione.
          To nie jest juz opoka ,na ktorej mozna budowac stabilizacje,
          bezpieczenstwo i oparcie. Cos stalego i na zawsze.

          Ulozenie sobie zycia to wedlug mnie niezaleznosc finansowa, oparcie
          w bliskich i stale punkty na ktorych mozna bazowac. To pewnosc ,ze
          jutro nasze zycie nie wywroci sie do gory nogami bo partner okazal
          sie nieodpowiedzialny, lub nie zechcial wybrac sie np.w podroz swego
          zycia zostawiajac nas na lodzie. Pojecia takie jak wiernosc,
          wspolodczuwanie i troska o druga osobe ,staja sie przestarzale i nie
          modne.

          Mimo to ,kazdy chyba marzy o ulozeniu sobie zycia na stale, z
          bezpieczenstwem i stabilizacja. Pomimo mody na krotkotrwale zwiazki
          bez zobowiazan i przyrzeczen.
        • mammaja Re: Ulozyc sobie zycie... 03.01.08, 21:42
          Dziekuje za wasze odpowiedzi. Daja do myslenia. Jakies trwanie przy
          ukladach napewno skonczylo sie nieodwracalnie. Na miejscu
          Malgorzaty, tez wolalabym bym pewno byc sama. Mozna tez zastosowac
          zasade zycia rownoleglego, ale kobiety rzadko tego chca i potrafia.
          Wypowiedz Gaudi jest poetycka a rownoczesnie jest w pewnym sensie
          akceptacja samotnosci. Czyli ze "mala stabilizacja" nie jest juz
          zadna stabilizacja. Intryguje mnie tu nie tyle stanowisko kobiet
          doroslych, a podejscie tych mlodych, ktorzy wchodza w zycie z
          watpliwoscia w stalosc ukladow. Zreszta co sie dziwic.
          • mammaja Re: Ulozyc sobie zycie... 03.01.08, 21:45
            Z Verbena pisalysmy rownoczesnie i chyba podobnie myslimy smile
            • gaudia Re: Ulozyc sobie zycie... 03.01.08, 22:22
              Mammaja to jest piekny wątek

              bo dotyka najwazniejszego

              a jesteśmy w wieku, gdy się patrzy czasem wstecz

              ponieważ mnie siadło ostatnio wszystko - to z tego "wstecz" czerpię energie i
              nadzieje

              napisalaś w pierwszym poście, że "ułożenie życia" to był związek. Wiesz co - ja
              też bym chciała, jak Verbenka, mieć bezpieczeństwo. Bo to podstawa. Ale facet, z
              którym mam dziecko, facet o którym myslałam, ze to jest ten - poszedł w pioruny.
              A nie miałam innych podstaw. Jak rodzice itp.
              No i powiem Wam, ze życie bez podstaw jest do dupy.
              Wiem, są ludzie, którzy mimo przemocy, alkoholizmow i innych takich - coś
              pięknego zbudowali.
              Ja jestem do bani.

              Ceńcie dziewczyny i chłopaki: korzenie, a przy ich braku - Wasze umiejętności
              budowy nowego.

              bo ja nie umiem i z trudem godzę się z tymsmile

              ps. Moja poprzednia wypowiedź nie była poetycka - ja tak pojmuję życie.

              brum
              • mammaja Re: Ulozyc sobie zycie... 03.01.08, 23:36
                Ani mi sie waz pisac "ja jestem do bani". Nie wolno nawet przez
                chwile tak pomyslec. Wszystko co nas spotyka jest w wielu miejscach
                niezrozumiale, ale kiedy piszesz "jestem do bani" to z jednej strony
                zalujesz siebie z drugiej jakby to usprawiedliwiasz. A jestes
                swietna - wystarczy cie poczytac. A jest jak jest i twoje ukladanie
                sobie zycia dowodzi umiejetnosci patrzenia dookola i dostrzegania.
                Gaudio, to nie o tym mial byc ten watek, ale nie wytrzymalam smile
                Panbuk, jak ty pisujesz, ile wartosciowych kobiet mowi"jestem do
                bani", a dzwigaja wszystkie ciezary swiata. Tak latwo moze sie
                zdarzyc ze "ulozne zycie" przewraca sie do gory nogami. Wiec moze
                dobrze, ze te mlode dziewczyny wiedza wczesniej, ze musza byc
                przedewszystkim niezalezne?
    • kamfora Re: Ulozyc sobie zycie... 04.01.08, 07:37
      "Ułożyć sobie życie" funkcjonuje razem ze: "zmarnować sobie życie".
      W jednym i w drugim przypadku najważniejsze jest poczucie człowieka na temat
      swojego własnego życia, a nie życia kogoś innego.

      Kiedyś trafiłam na fajną opowieść z morałem. Na pewno znacie, ale chyba nie
      zaszkodzi przypomnieć smile. Weszłam do Googli i okazało się, że ta opowieść
      funkcjonuje w sieci w co najmniej kilku odmianach. Sens jednak pozostaje podobny
      - więc wklejam jedną z kopii (tę bez błędów ortograficznychwink.
      Przy okazji: wszystkiego dobrego już w Nowym Roku!smile)

      ******
      Pewnego dnia, pewien stary profesor został zaangażowany, aby przeprowadzić kurs
      dla grupy dwunastu szefów wielkich koncernów amerykańskich, na temat skutecznego
      planowania czasu.

      Kurs ten był jednym z pięciu modułów przewidzianych na dzień szkolenia. Stary
      profesor miał więc do dyspozycji tylko jedną godzinę, by wyłożyć swój przedmiot.
      Stojąc przed tą elitarną grupą (która była gotowa zanotować wszystko, czego
      ekspert będzie nauczał), stary profesor popatrzył powoli na każdego z osobna,
      następnie powiedział - Przeprowadzimy doświadczenie.

      Spod biurka, które go oddzielało od studentów, stary profesor wyjął wielki dzban
      (o pojemności 4 litrów), który postawił delikatnie przed sobą. Następnie wyjął
      około dwunastu kamieni, wielkości piłki do tenisa, i delikatnie włożył je
      kolejno do dzbana. Gdy dzban był wypełniony po brzegi i niemożliwym było
      dorzucenie jeszcze jednego kamienia, podniósł wzrok na swoich studentów i
      zapytał ich:
      - Czy dzban jest pełen?
      Wszyscy odpowiedzieli:
      - Tak
      Poczekał kilka sekund i dodał:
      - Na pewno?
      Następnie pochylił się znowu i wyjął spod biurka naczynie wypełnione żwirem.

      Delikatnie wysypał żwir na kamienie po czym potrząsnął lekko dzbanem. Żwir zajął
      miejsce między kamieniami... aż do dna dzbana.

      Stary profesor znów podniósł wzrok na audytorium i znów zapytał:
      - Czy dzban jest pełen?
      Tym razem świetni studenci zaczęli rozumieć.
      Jeden z nich odpowiedział:
      - Prawdopodobnie nie
      - Dobrze - odpowiedział stary profesor.

      Pochylił się jeszcze raz i wyjął spod biurka naczynie z piaskiem. Z uwagą wsypał
      piasek do dzbana. Piasek zajął wolną przestrzeń miedzy kamieniami i żwirem.
      Jeszcze raz zapytał:
      - Czy dzban jest pełen?
      Tym razem, bez zająknienia, świetni studenci odpowiedzieli chórem:
      - Nie!
      - Dobrze - odpowiedział stary profesor. I tak, jak się spodziewali, wziął
      butelkę wody, która stała na biurku i wypełnił dzban aż po brzegi.

      Stary profesor podniósł wzrok na grupę studentów i zapytał ich:
      - Jaką wielką prawdę ukazuje nam to doświadczenie?
      Niegłupi, najbardziej odważny z uczniów, biorąc pod uwagę przedmiot kursu,
      odpowiedział:
      - To pokazuje, że nawet jeśli nasz kalendarz jest całkiem zapełniony, jeśli
      naprawdę chcemy, możemy dorzucić więcej spotkań, więcej rzeczy do zrobienia.
      - Nie - odpowiedział stary profesor - To nie o to chodziło.
      - Wielka prawda, którą przedstawia to doświadczenie jest następująca: jeśli nie
      włożymy kamieni, jako pierwszych do dzbana, później nie będzie to możliwe.

      Zapanowało głębokie milczenie, każdy uświadomił sobie oczywistość tego
      stwierdzenia. Stary profesor zapytał ich:
      - Co stanowi kamienie w waszym życiu? Wasze zdrowie, wasza rodzina, przyjaciele?
      A może zrealizowanie marzeń i robienie tego, co jest Waszą pasją, uczyć się,
      odpoczywać, dać sobie czas...? Albo może jeszcze coś innego? Należy zapamiętać,
      że najważniejsze jest włożyć swoje KAMIENIE jako pierwsze do życia, w przeciwnym
      wypadku ryzykujemy przegrać... własne życie. Jeśli damy pierwszeństwo drobiazgom
      (żwir, piasek), wypełnimy życie drobiazgami i nie będziemy mieć wystarczająco
      dużo cennego czasu, by poświecić go na ważne elementy życia. Zatem nie
      zapomnijcie zadać sobie pytania: Co stanowi kamienie w moim życiu? Następnie,
      włóżcie je na początku do waszego dzbana (życia).

      Przyjacielskim gestem dłoni stary profesor pozdrowił audytorium i powoli opuścił
      salę."

      ********
      • luiza-w-ogrodzie Opowieść z morałem 29.01.08, 01:13
        Ulubiona wersja tej opowiesci podaje ze zamiast wody profesor wlal
        wino a w podsumowaniu lekcji powiedzial ze "niezaleznie jak
        wypelnione jest Twoje zycie, powinno sie w nim znalezc miejsce na
        kieliszek wina".

        Pozdrawiam znad zielonej herbaty z jasminem
        Luiza-w-Ogrodzie
        .¸¸><crying(((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
        Australia-uzyteczne linki
    • kanoka Re: Ulozyc sobie zycie... 04.01.08, 09:36
      Świetny wątek smile, ale mnie sie wydaje, że tu nie ma jednego problemu. Po
      pierwsze - podejście młodych kobiet(tak wywołano temat), do "układania" sobie
      życia, na wzór życia matek - małżeństwo, ślub, dzieci. Wbrew temu, co często
      głoszą, większość z nich tego chce - wystarczy poczytać fora - ślub i wesele,
      emama i podobne. To częściej panowie nie chcą się wiązać, brać odpowiedzialności
      (w tym i materialnej)za rodzinę, dziecko ...Czytamy na forach rozpaczliwe
      pytania"czemu on nie chce sie ożenić?", "czemu nie zgadza się na dziecko?".
      Czyli, że jednak młode współczesne kobiety chcą tej "małej stabilizacji", a
      młodzi mężczyźni nie? I czy to jest tylko powielanie obyczajowego wzorca, czy
      coś więcej?
      Inna sprawa, że ta stabilizacja często zawodzi(z różnych powodów), podobnie jak
      zawodziła w starszym pokoleniu. Ale człowiek nie chce być sam - zawsze szuka
      bliskości, bezpieczeństwa, oparcia. Przez całe życie. Kiedy brak miłości, nie
      należy zapominać o przyjaźni - tak wiele można jej znaleźć wokół siebie.
      Ważne jest też zrozumienie, że żyjemy dla siebie - kochając tych, z którymi
      żyjemy. Każda miłość wzbogaca, ale nie może więzić. Nikogo. I jest to bardzo
      trudne dla rodziców (szczególnie matek, przyzwyczajonych do życia "dla" dzieci)
      w stosunku do dorosłych pociech, które zakładają swoje własne rodziny - lub nie.
      Na tym etapie pustego gniazda, znowu układamy sobie życie, żeby nie było tylko
      czekaniem na śmierć.
    • ronja.r Re: Wlasnie ukladam sobie zycie... 04.01.08, 14:40
      Po kilku burzliwych latach gdzie szamotalam sie ze wszystkim mozliwym i sama
      soba tez ukladam sobie moje zycie. Urzadzam mieszkanie aby mi bylo wygodnie, w
      pracy kariery wiekszej juz nie zrobie wiec staram sie aby umilic sobie czas do
      emerytury raczej roznorodnoscia zajec, dodatkowym ksztalcenm itp. Probowalam
      znalesc kogos od serca przez rozne dejtingi internetowe ale nici z tego wiec
      pogodzilam sie ze bede sama i jest mi z tym dobrze... a nawet uspokoilo mnie to
      gdyz caly moj czas moge poswiecac dla siebie. Moge wreszcie zapisac sie na
      regularne kursy nie myslac ze musze zrobic obiad. Moge zaplanowac podroze nie
      biorac pod uwage innych kalendarzy tylko moj wlasny.
      Osiagam szczyt mojej wlasnej malej stabilizacji bo i ekonomicznie nie moge
      narzekac..
      I nie uwazam ze "zmarnowalam zycie" gdyz malzenstwo sie zakonczylo po ok. 20
      latach Mam fajne wyksztalcone dzieciaki, z bylym kotow nie dre a przeciwnie
      pomaga mi w pewnych sprawach. Przez te lata wypracowalismy grund ekonimiczny
      ktory mimo podzialu na pol daje mi bezpieczenstwo...No zdrwa jestem.
      Czego tu wiecej chciec?
      Faceta ...pewnie inni pomylsla...
      Bedzie to bedzie, nie to nie. Byle czego to ja nie chce wink
      • mammaja Re: Wlasnie ukladam sobie zycie... 04.01.08, 16:06
        Kamforo, dzieki za zyczenia i Tobie wszelkiej pomyslnosci na Nowy
        Rok! Opowiesc kiedys czytalam, ale chetnie skopiuje sobie i moze
        przyda sie jeszcze, nawt w zupelnie innych "dialogach".
        Kanoko, ja tez uwazam, ze zwlaszcza kobiety pragnelyby rodziny z
        poczuciem oparcia w partnerze. Ale rownoczesnie kiedy nie ma juz
        pewnych oczekiwan spoleczno - srodowiskowych dotyczacych partnerstwa
        "zalegalizowanego" - wiele zwiazkow rozmywa sie w trudach
        wspolzycia. Z drugiej strony - inne zwiazki tez padaja, ale
        przynajmniej, jak w wypadku Ronji.r, ma za soba macierzynstwo i jest
        na drodze do ulozenia sobie zycia na nowych zasadach, ktore sama
        sobie ustala.
        Z listu datowanego 1897. " Syn moj objal przed dwoma miesiacami
        gospodarstwo w ***, jaki to folwark dalem mu w dzierzawe, stawia sie
        tam obecnie dwor w miejsce spalonego przed dwoma laty - serduszko
        tez ma zajete, alesmy mu perswadowali, ze to jeszcze za wczesnie, ze
        trzeba miec wpierw pieds a terre etc." (pisow. org.)
        Ech, czyz nie byla o droga do "ulozenia sobie zycia" ?????
        • verbena1 Re: Wlasnie ukladam sobie zycie... 04.01.08, 22:38
          Gaudio, tak jak Ty czesto mysle - jestem do bani, klocki mojej
          ukladanki sypia sie i nie potrafie zrobic czegos sensownego.
          Niedawno zupelnie obca osoba po krotkiej rozmowie stwierdzila -
          jestes silna osobowoscia. Zdziwilam sie bardzo, a jednoczesnie
          sprawilo mi to przyjemnosc i bardzo podbudowalo.
          Mysle ,ze jesli chcemy cos w naszym zyciu zmienic,naprawic czy
          udoskonalic, mamy swiadomosc naszych niedoskonalosci jak i mocnych
          stron nie jestesmy do bani. Wprost przeciwnie.
          Starajmy sie lubic siebie bo musimy przeciez wytrzymac z soba cale
          zyciesmile)

          Piekna przypowiesc Kamfory dala mi duzo do myslenia na temat podstaw
          naszego zycia ale to temat na inny watek.
          Co stanowi kamienie w naszym zyciu.......?
          • kasiacho67 Re: Wlasnie ukladam sobie zycie... 26.01.08, 00:18
            Dziękuję, że poruszyłyście ten temat. Podobały mi się Wasze wypowiedzi. Sory,
            jeśli pisze mało konkretnie, jestem początkująca forumowiczką. Mam 40 lat, 7 lat
            po rozwodzie, cały czas w trakcie "układania" sobie życia...Fajnie przeczytać,
            że inni ludzie też próbują sobie poukładać , że nie tylko dla mnie jest to
            trudne... Pozdrawiam sedecznie.
            • mammaja Re: Wlasnie ukladam sobie zycie... 26.01.08, 01:12
              Pozdrawiamy cie, Kasiu i zachecamy do pisania! Problem w tym, ze ja
              moszcze sie w tym zyciu o wiele lat wiecej, mam rodzine, a jednak
              jeszcze chetnie bym w nim cos poukladala inaczej ( i wcale nie
              chodzi w moim wypadku o chlopa, bo tego nie zmienie). Czyzby chec
              ulozenia sobie zycia byla stanem permanentnym ?
              • fedorczyk4 Re: Wlasnie ukladam sobie zycie... 26.01.08, 10:56
                No i w tym chyba wlasnie tkwi sedno. To jest stan permanentny.Zycie
                nie staw, zycie to jest jezioro z odplywami i doplywamiwink
    • mma_ramotswe Re: Ulozyc sobie zycie... 26.01.08, 12:14
      Ludzie zawsze znajdą temat do gadania. I do krytykowania Przy czym
      krytyka nie wprost, lecz pod płaszczykiem zbolałej troski. No bo
      przecież ona bardzo chce, żebyś Ty miała "ułożone życie", a Ty taka
      biedna...).
      Często "życie ułożone" = takie jakie ma rozmówca.

      Ja natomiast mam inny problem. Zewnętrznie moje życie jest dość
      dobrze "ułożone", moze nawet jakoś "ustawione". Sama zaś, wewnątzr,
      czuję się zupełnie niepoukładana. Nic we mnie nie jest na swoim
      miejscu
      • mammaja Re: Ulozyc sobie zycie... 27.01.08, 00:35
        mma-r., przeciez chyba to jest rownie albo bardziej wazne niz to ze
        mamy (bo jednak mamy) gdzie mieszkac i co jesc. Pamietam jak moja
        mam zamienila swoje mieszkanie zeby byc blizej mnie i wywrocila
        swoje ulozone zycie - zwierzyla mi sie ktoregos dnia ze stracila w
        jakims sensie poczucie tozsamosci. A przeciez i tu miala swoje
        meble, swoje przyjaciolki itd. A jednak... Dziwilam sie temu jak
        mialam 35 lat - teraz juz rozumiem.
        • jutka1 Re: Ulozyc sobie zycie... 27.01.08, 11:22
          Sam zwrot "ulozyc sobie zycie" jest dla mnie sprzecznoscia. Bo: zycia sie nie da
          ulozyc, bo zycie jest permanentna przemiana, a slowo "ulozyc" kojarzy mi sie z
          jakims zastygnieciem w jakims stanie.
          Ale moze dzisiaj mam po prostu dzien marudny bo sypie snieg, nie chce juz zimy,
          i jutro poniedzialek. wink))
          • lablafox Re: Ulozyc sobie zycie... 27.01.08, 12:38
            Hmmmm, dałyście mi tym watkiem do myslenia .Temat niesłychanie
            ciekawy i zakładam ,ze każdy ma sój sposób na te układankę.
            Hmmm, ułożyć sobie zycie..
            Układamy , czyli porządkujemy , budujemy, sklejamy, tworzymy.Tak to
            rozumiem , wydaje mi się,że rozumiemwink.
            Jak już napisalam dla każdego oznacza to coś innego.Moze to byc
            mozolne budowanie od podstaw, lub najpierw zburzenie poprzedniej
            układanki i ukladanie od nowa, zaczynajace sie od rozpoznawania
            klocków i zbierania okruchów, a moze zostawienie tego wszystkiego,
            tego balastu ( czy to jednak możliwe?)i od nowa.
            Co daje takie układanie - pewna pewność ,świadomość tego co mamy ,
            świadmomśc bazy i terenu po którym się poruszamy w czasoprzestrzeni,
            dążenie do okerślonego celu.
            Moge się mylic , ale tak mi się wydaje ,ze mimo wszystko zaspokoic
            chcemy pierwotną potrzebębezpieczeństwa (czymkolwiek dla nas to
            poczucie jest)
            Mogłam w młodości ułożyć sobie życie inaczej, spokojniej,
            dostatniej,ale... Wybrałam kogos innego i co innego - z tego trzeba
            było ułożyć te życiowe puzlle (myslę o niespodziewanym acz
            gwałtownym, przyroście naturalnym w ilości 8)bo uczucie miedzy nami
            to co innego ,a życie co w okreslonej konfiguracji czasami przerasta
            i nasze wyobrażenie i rzeczywistośc.
            Jak niektorzy pamiętają ta układanka , po 27 latach rozwliła sie nam
            w sposób nagły, niespodziewany, a dosc podły i okrutny.
            Najgorzej było znaleźć się w nowej rzeczywistosci , pozbierać
            okruchy i pozbierać się ( trwało to przeszło 1,5 roku) znaleźć
            siebie i swoje miejsce i układac na nowo , dzien po dniu , miesiac
            po miesiącu, rok po roku.Najgorsze w tym wzystkim było poczucie
            zagubienie , utraty gruntu pod nogami.
            Układanie siobie życia nie wiążę i nie wiązałam nigdy z tzw. wyborem
            partnera wg stanu posiadania i zasobności portfela .Z perspektywy
            czasu , mrugajac filuternie okiem do siebie, myslę sobie ,a moze to
            był błąd?
            W sumie rozumuje podobnie jak Mammajka , czyżby to wiek i
            doświadczenie ?
            I doskonale rozumiem Jej Mamę.
            • jutka1 Re: Ulozyc sobie zycie... 27.01.08, 14:29
              Lx, w tym rozumieniu slowa "ukladac", czyt.: od ukladanki, to i owszem. smile))
              • lablafox Re: Ulozyc sobie zycie... 27.01.08, 19:23
                Jutko, nazewnictwo w danym języku odzwierciedla np. czynność,dlatego
                mamy "układanie sobie życia" , "rujnowanie sobie życia", więc
                cokolwiek robimy mając na myśli układanie sobie życia to jest
                związane z układaniem, a nie rozsypywaniem - niby proste choć tak
                bardzo prozaiczne ,że aż może i razić.
                Na te prozaiczną czynność zostaje nałożna nadbudowa
                ideologiczna,prawie jak u Marksa i leninawink) i wówczas jest to
                barziej "strawialne".
                Bo czymze jest układanie sobie zycia np zawodowego - nie budowaniem
                umiejetności , wiedzy , zalezności zawodowych , układów, układzików
                i niuansów ,a wszystko po to by odnieść sukces?
                Już nie będe się "wymądrzac" ,ale przełóz to o czym napisałam na
                Twoje mysli i może przyznasz mi racje nie tylko w "układankach" smile).
    • kamfora Re: Ulozyc sobie zycie... 28.01.08, 07:24
      a tak naprawdę, to im starsza jestem, tym większej pewności nabieram, że
      najbardziej "ułożone" jest życie wpisujące się w ten najprostszy model: urodzić
      się - kochać i być kochanym - wychować dzieci - umrzeć.

      Ponieważ pierwszy i ostatni element są zawsze wink pozostają jedynie te dwa,
      które decydują o poczuciu "ułożenia". Najczęściej okazuje się, że nie "jedynie"
      dwa ale "aż" dwa...

      Wczoraj rozmawiałam ze znajomym - z niepokojem opowiadał mi o swojej 23 letniej
      córce, która nie wykazuje na razie żadnych starań w celu "ułożenia sobie
      życia"... Sama łapię się na podobnych myślach o moim synu...

      --
      smile)
      Ba.
      • fedorczyk4 Re: Ulozyc sobie zycie... 28.01.08, 07:51
        Ojej Kamforo, az sie zjezylam. Nie zeby moj schemat byl jakos bardzo
        skomplikowany, ale tak drastyczne wykluczenie intelektualno-tworczo-
        egoistyczno-centrycznej sfery z zycia koliduje mi z samym faktem
        posiadania innych uczuc niz te ktore posiadaja matki kurki. Tak
        ulozonego zycia to ja zdecydowanie nie chce. I nie bede z lekiem
        obserwowac swoich dzieci bo wacale, ale to wcale nie uwazam za cel
        ich istnienia przedluzenie gatunku. Czy i jak uloza sobie zycie,
        same, w konfiguracjach zmiennych, czy w przykladnym stadle, jedyny
        element "ulozenia" sobie zycia ktory dla mnie u nich sie wydaje
        wazny to poczucie wlasnej sily i zadowolenie z siebie i zycia
        takiego jakie sobie umoszcza. Kochane sa i beda tak dlugo jak dlugo
        ja zyje, potem tak dlugo jak dlugo zaslugiwac beda na milosc
        otoczeni
        • kamfora Re: Ulozyc sobie zycie... 28.01.08, 08:00
          Nie jeż się, Fed smile
          Reszta jest również bardzo ważna - po to, żeby mogły zaistnieć te dwie
          najważniejsze sprawy. No i ja przecież nie pisałam o "przykładnym stadle" ani o
          "przedłużaniu gatunku" - jeżysz się przeciwko własnym skojarzeniom wink
          • fedorczyk4 Re: Ulozyc sobie zycie... 28.01.08, 08:32
            Skoro to sa moje skojarzenia, to w takim razie co niepokoi Twojego
            znajomego w odniesieniu do corki i Ciebie w stosunku do syna?
            • ewelina10 Re: Ulozyc sobie zycie... 28.01.08, 10:25
              he he he i po licznych "peregrynacjach" polonistycznych wychodzi
              na to, że chyba autorka niewiele się tak pomyliła do znajomej smile
            • kamfora Re: Ulozyc sobie zycie... 28.01.08, 19:11
              fedorczyk4 napisała:

              > Skoro to sa moje skojarzenia, to w takim razie co niepokoi Twojego
              > znajomego w odniesieniu do corki i Ciebie w stosunku do syna?

              No widzisz...napisałam, że uważam że warunkiem koniecznym aby życie było
              "ułożone" jest kochać/być kochanym i wychować dzieci". To można realizować
              poprzez "przykładne stadło" , ale można i inaczej.
              Że Tobie jednak skojarzyło się natychmiast z owym stadłem - to uznałam, że
              jeżysz się przeciwko swoim skojarzeniom smile

              Mój niepokój pozostaje w sferze odczuć jedynie i nie przekłada się na
              jakiekolwiek bezpośrednie pytania czy działania swatopodobne wink
              Tutaj nie będę jednak ukrywać, że chciałabym doczekać wnuków smile

              ---
              smile)
              Ba.
        • kamfora jeszcze jedno... 29.01.08, 00:05
          fedorczyk4 napisała:

          > Kochane sa i beda tak dlugo jak dlugo
          > ja zyje, potem tak dlugo jak dlugo zaslugiwac beda na milosc
          > otoczeni

          Muszę to napisać: nie wierzę, że na miłość można w jakikolwiek sposób
          zasłużyć/zasługiwać. Więcej nawet: uważam takie przekonanie, za największy błąd
          przekazywany z pokolenia na pokolenie.
          To przez to ranimy tych, którzy nas kochają i cierpimy od ran zadawanych przez
          tych, których my kochamy. "Zasłużyć" to można na zaufanie/uznanie/wdzięczność...
          Miłość albo jest bezwarunkowa - albo jej w ogóle nie ma.
          Do takiego wniosku doszłam podczas samotnych, bezsennych nocy...
          • dado11 miłość na zawsze... 29.01.08, 00:34
            Droga Kamforo,
            wybacz, że znowu nie zgodzę się z Tobą...
            choć nie do końca... na miłość nie można zasłużyć/zasługiwać - to
            prawda.
            ale trzeba na nią pracować, codziennie, po troszeczku, delikatnie,
            nienachalnie, dobrocią, uśmiechem, czasem wdzięcznością, odrobiną
            empatii...
            ostatnio rozmawiałam o tym z córką, po niemiłej scysji...
            troszkę się zagalopowałam, powiedziałam: przecież wiesz, że żadna
            miłość nie jest dana na zawsze... głupio mi potem było, ale taka
            jest prawda... zresztą dziecię przemyślało, przeprosiło, chyba
            zrozumiało... i jest ok.
            Pozdrawiam.
            • kamfora Re: miłość na zawsze... 29.01.08, 07:38
              dado11 napisała:

              > Droga Kamforo,
              > wybacz, że znowu nie zgodzę się z Tobą...
              > choć nie do końca... na miłość nie można zasłużyć/zasługiwać - to
              > prawda.
              > ale trzeba na nią pracować, codziennie, po troszeczku, delikatnie,
              > nienachalnie, dobrocią, uśmiechem, czasem wdzięcznością, odrobiną
              > empatii...

              smile)
              A ja się z Tobą zgadzam smile

              Z jednym zastrzeżeniem: nie pomoże podlewanie/nawożenie/osłanianie i tym podobne
              zabiegi pielęgnacyjne, gdy w doniczce jest piękny kwiat, ale pozbawiony korzeni...
      • lablafox Re: Ulozyc sobie zycie... 28.01.08, 21:50
        kamfora napisała:

        > a tak naprawdę, to im starsza jestem, tym większej pewności
        nabieram, że
        > najbardziej "ułożone" jest życie wpisujące się w ten najprostszy
        model: urodzić
        > się - kochać i być kochanym - wychować dzieci - umrzeć.
        >
        > Ponieważ pierwszy i ostatni element są zawsze wink pozostają
        jedynie te dwa,
        > które decydują o poczuciu "ułożenia". Najczęściej okazuje się, że
        nie "jedynie"
        > dwa ale "aż" dwa...

        ****** Zapewniam ,że i środkowe elementy są względnymi tez.
        Co do układania poprzez etap wychowac dzieci - małżeństwa bedzietne
        tez sobie życie układają , pozytywnie.Tak więc ,moim zdaniem ,żaden
        z tych elementów nie jest wykładnikiem ułożenia sobie życia.
        >
        > Wczoraj rozmawiałam ze znajomym - z niepokojem opowiadał mi o
        swojej 23 letniej
        > córce, która nie wykazuje na razie żadnych starań w celu "ułożenia
        sobie
        > życia"... Sama łapię się na podobnych myślach o moim synu...
        >
        > --
        > smile)
        > Ba.
        ******No i mamy problem ,czy ktos sobie układa życie na naszą
        modłę "ułożenia" czy na swoją i co jest w tym wszystkim dobre.
        Najlepiej pozwalac sobie na luksus akceptacji takiej układanki,moim
        zdaniem, jaką ktos sobie wybiera, bo to nie my przeżyjemy za nich
        życie,choć wiem z autopsji ,że to bardzo trudne jestwink.

        Kamforo, na tyle na ile znam Twojego syna,to wiem ,ze On ma
        doskonale ułożone życie ,widac "klocki " typu dzieci i rodzina
        jeszcze nie sa na tym etapie układanki.Doczekasz wnuków ,
        doczekasz , nie bój sie.
        • mammaja Re: Ulozyc sobie zycie... 28.01.08, 22:01
          A jednak doodkola nas pelno "singli". Wysluchalam ostatnio w
          samochodzie wielkiej dyskusji radiowej - niestety nie do konca, bo
          dojechalam do celu. Czy myslicie ze wszystkie te osoby uwazaja, ze
          maja nieulozone zycie? Napewno wiele uwaza ze lepsza samotnosc niz
          nieudany zwiazek. Przyklad: inna rozmowa - z faecetem ok. 35 lat .
          Otoz powiedzial, ze wprawdzie nie ozenil sie jeszcze, ale wiekszosc
          jego kolegow jest juz po rozwodzie. Czyli znowu wraca teza mlodej
          osoby, ze w dzisiejszych czasach malzenstwo nie jest gwarantem
          ulozenia sobie zycia. Moze byc natomiast proba smile
        • kamfora Re: Ulozyc sobie zycie... 29.01.08, 00:31
          lablafox napisała:

          > Co do układania poprzez etap wychowac dzieci - małżeństwa bedzietne
          > tez sobie życie układają , pozytywnie.Tak więc ,moim zdaniem ,żaden
          > z tych elementów nie jest wykładnikiem ułożenia sobie życia.

          Ależ Lx kochana - to, co napisałam jest MOJĄ definicją ułożonego życia smile
          Definicją z perspektywy życia "nieułożonego" zresztą wink

          Oczywiście, że każdy człowiek układać sobie powinien życie wedle swojego
          własnego pomysłu - nie szkodzi jednak, by ten "pomysł" był przynajmniej w
          najważniejszych punktach zgodny z jakimś wzorcem uniwersalnym, "sprawdzonym" smile
          Żeby nie musiał wyśpiewywać: "dorosłe dzieci mają żal za kiepski przepis na ten
          świat"...

          A poza tym to ja mam prawo, żeby chociaż kilka klocków mojej zaplanowanej
          układanki weszło na swoje miejsce - a wnuki są właśnie takimi klockami, o! wink

          Aha, i jeszcze coś. Już mi trochę przeszło - ale zeźliłam się z początku
          okrutnie. Nie wiem, kto był taki "dowcipny", ale mój adres domowy trafił do
          jakiegoś francuskiego biura matrymonialnego z Lyonu. Dostałam dzisiaj od nich
          szczegółowy formularz do wypełnienia i "przykładowe zdjęcia panów do wzięcia" .

          A wydawało mi się, że swój adres dałam tylko osobom godnym zaufania...
          • mammaja Re: Ulozyc sobie zycie... 29.01.08, 01:07
            Przykre, dobrze ze jestem poza grupa tych osob godnych zaufania smile
    • agatas15 Re: Ulozyc sobie zycie... 29.01.08, 13:48
      witaj1 czy sklejanie to układanie na nowo?moze inaczej, bardziej świadomie....
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka