Dodaj do ulubionych

Szaleństwa młodości

05.03.08, 09:30
Pamiętacie swoje wielkie muzyczne, aktorskie a może sportowe
fascynacje? Czy stać było was na szaleństwa wobec swoich idoli?
Zdejmowanie koszulki na koncercie, wystawanie pod oknami..?

Czy ktoś z was był kiedyś prawdziwym fanem z krwi i kości?
Obserwuj wątek
    • fedorczyk4 Re: Szaleństwa młodości 05.03.08, 10:14
      No pewnie, nielegalnie, bez wizy, i wiedzy rodzicow udalam sie, z
      Paryza gdzie bylam na wakacjach z mamusia i tatusiem, autostopem do
      Genewy na koncert Leonarda Cohena. Mialam lat 16 i przy pomocy ich
      niezwykle rozbawionego sytuacja znajomego, wmowilam w rodzicow ze
      udaje sie na ferme w Normandii.Bylam jestem i bede jedgo fanka z
      krwi i kosci. Jego i Ewy Demarczyk. Przedstawiona jej po recitalu,
      zamarlam z wrazenia tak, ze nie bylam w stanie slowa z siebie
      wydusic i jeno mi do warg splynela kropelka slona. Poryczalam
      sie!!!! Przyjaciel ktory mnie do niej doprowadzil powiedzial ze to
      jest byl i bedzie jedyny raz kiedy ktos mogl mnie zobaczyc i nie
      uslyszecwink
      To se uz ne wrati!
      • gaudia Re: Szaleństwa młodości 05.03.08, 11:50
        Cohen mial przyjechac do Polski w 1984, pierwszy raz.
        snulam sie, bo koncert zamkniety dla ViP-ow (wiadomo jaka wiekszosc tych vipow,
        kurcze blade)
        mąz zrobil wywiad z "najstarszym pracownikiem sali kongresowej" i ten cudowny
        pan zamknąl nas o 12-tej w dniu koncertu w swojej oszklonej dyzurce dzwieku w
        Kongresowej. PKiN juz pustoszal, pospiesznie ewakuowany. Razem z nami pod stolem
        pana Tadzia zalegali: wazna pani architekt (schowala sie w kiblu wczesniej),
        jeden wazny artysta, i jeszcze ze troje ...Koncert mial sie zaczac o 20tej.
        Zaczal sie o 21.30, bo ktos sprzedal w Polsce 3000 lewych biletow i ludnosc
        przjechala, szturmujac PKiN jak kiedys na Rolling Stonesach.
        Bylam jedyna osoba, ktora NAGRALA ten koncert na malenki magnetofon. Niestety
        kasete pozyczylam wlascicielowi magnetofonu i dupa.
        Jak zobaczylam Cohena to sie poplakalam, pamietam.

        I jak uslyszalam Chelsea Hotel - tez, i jak mowil o Polsce. I w ogole.
        • gaudia Re: Szaleństwa młodości 05.03.08, 12:10
          Mieszkalismy z moja mama, to byl wiec 1982/83
          Mąż byl wyjechany. Dziecie w kołysce.
          Ublagalam matke na kolanach bym mogla wyjsc na drugi wieczor z "Batsheva Dance
          Company" (chyba to oni byli), (na pierwszym spektaklu oszalalam). Matka dala sie
          przekonac o 18.45 (spektakl od 19tej). Wypadlam i zaczelam sie miotac po rogach
          skrzyzowania w naszej menelskiej dzielnicy szukajac taxi. Zatrzymala sie
          milicja, patrol pieszy.
          -A ty laleczko co tak tutaj na tym rogu?
          - musze do teatru!
          - taaak
          - no do Wielkiego, zaraz sie zaczyna. Balet, są wspaniali, widzialam, musze.
          - coooo? na Żydów? A po co kochanie na Żydów idziesz? Tam niebezpiecznie, pelno
          naszych tam obstawia.
          - Jezu panowie oni są genialni, zeby pan widzial wczoraj (tu spis wrazen)
          - no dobra...Taksówka! Stac! Zawiezie pan te panią do teatru. Nie protestowac!
          Na plac Dabrowskiego! Ruszaj, ruszaj.

          Jak dotarlam chcialam kupic bilet czy cos, ale panie z obslugi tylko sie
          czerwieniły wskazując wysokich panów ze słuchaweczkami w uszach. Rzuciłam sie do
          tych panów. Rozczulili sie i wpuscili mnie za darmo big_grin


          • gaudia Re: Szaleństwa młodości 05.03.08, 12:41
            aha, zapewne katuje Was tymi wspominkami po raz n-ty, ale nie moglam sie
            powstrzymac big_grin
            • mammaja Re: Szaleństwa młodości 05.03.08, 14:56
              Moje wspomnienie jest troche z innej manki, bedac moze 13 letnia
              uczennica szkoly muzycznej wpadlam w manie zbierania autografow i
              chodzenia na wszystkie mozliwe proby i wystepy artystow startujacych
              w Konkursie Szopenowskim. Wraz z kolezankami - malolatami
              zasadzalysmy sie przed hotelem gdzie mieszkali (wowczas grzecznie
              skoszarowani w jednym !) Dookonywalysmy cudow, zeby wejsc do
              filharmonii. Pewnego razu z hotelu wyszedl sredniego wzrosty
              ogorzaly poludniowiec w granatowej dyplomatce z bialym szalem. Cudny
              byl, choc nie mlody! osaczylam go natychmiast z moim specjalnie
              zalozonym do tego celu "pamietnikiem" blagajac o autograf w jezyku
              francuskim, co mialam opanowane i przecwiczone. Z ociaganim podpisal
              sie drobnymi literkami, trudno mi bylo odczytac w pierwszej chwili.
              Potem, kiedy zbieralam dalsze autografy zauwazylam, ze nikt sie
              juz "kolo niego" nie podpisal, tylko na nastepnych kartkach.
              Okazalo sie duzo pozniej, ze zdobylam autograf czlowieka o ktorym
              przeczytalam w wywiadzie "nigdy nie rozdaje autografow" - a byl to
              wielki Arturo Benedetti Michelangelo, wtedy chyba przewodniczacy
              jury! Mam ten pamiatnik do dzisiaj jako bardzo cenna pamiatke smile)))
        • jutka1 Re: Szaleństwa młodości 05.03.08, 19:07
          Bylam na tym koncercie! Tez sie poryczalam, ale pamietam, ze smialam
          sie tez, kiedy zobaczylam, jaki byl zalkoholizowany smile)))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka