jakotakot
18.06.08, 16:12
Jako ofiare potwornego i genetycznie uwarunkowanego ADD (bez H)
przesladuje mnie dzikie marzenie posiadania personalnego asystenta,
i nie ma to nic wspolnego z gwiazdorstwem jakims, tylko z czysta
checia przetrwania. Przypadlosc, ktora mnie neka, kwestionowana jest
powszechnie, a i ja sama sceptycznie sie do sprawy odnosilam, gdy
wszystkie po kolei uczycielki mojej latorosli odsylaly mnie do
specjalistow i kazaly truc potomka prochami, zeby uwazal na
lekcjach. Z checi empirycznego poznania sprawy dalam sie jakis czas
temu zdiagnozowac i okazalo sie, ze jezdem pousterczajldem owego
ADD. Konsekwentnie dalam sie w ramach bycia krolikiem doswiadczalnym
wsadzic na prochy... Bosz co sie dzialo.... w ciagu jednego dnia
bylam w stanie ogarnac przytomnym rozumkiem sprawy, ktorych
zalatwienie (a raczej odkladanie zalatwienia...) zabieralo mi
tygodnie. Ale po miesiacu tej blogostajnej egzystencji wszystko
zaczelo wracac do paskudnej normy, a lekarz poradzil zwiekszyc
dawke... Pieprznawszy prochami (ktore - umowmy sie - speedem sa )
borykam sie wiec z wymogami codziennego zycia w cywilizowanym kraju,
co jako zywo przypomina krecenie sie przyslowiowego g... w
przerebli... Cala moja energia pozerana jest przez tepe wpatrywanie
sie w kilogramy poczty, ktorej przeczytanie ze zrozumieniem rowna
sie wysilkom Herkulesa w stajni, i tym podobne - normalne dla wielu,
obezwladniajace dla mnie - duperele, glownie natury administracyjno
organizacyjnej.
I stad to marzenie. Zeby przytomna osoba przyszla rano,
przesortowala poczte, przypilnowala zaplacenia rachunkow, oproznila
moja torebke z dziesiatek kwitkow i wsadzila je w odpowiednie
miejsca, zeby te miejsca wymyslila zuesrst i przypilnowala, zeby
metryki i dyplomy nie ladowaly w przegrodkach na bankowe papiery, a
paszport nie siedzial cicho za kanapa, kiedy ja sie miotam cala
spocona z nerwow w przeddzien wyjazdu. Osoba ta wymarzona,
powiadamiala by mnie czyje i kiedy urodziny, kiedy i jakie swieta,
wizyty u lekarzy, weterynarzy, dzien zdjeciowy w szkole (wazne
bardzo, zeby dziecko - jako jedyne w klasie w tym dniu - nie
wygladalo jak mlodociany kloszard) i wiedzialaby jaki jest numer do
hydraulika. Bylaby tez w stanie do w/w hydraulika zadzwonic i bez
jakania sie wyjasnic mu na czym polega problem, po czym sprawnie
wyznaczyc czas i date pozadanego pojawienia sie w/w. Wiedziala by
tez bez wahania gdzie znajduje sie w danym momencie moja ksiazeczka
czekowa i klucze.... Miala by tez odmowione mi przez pana Boga
computer skills i tym sposobem moze moj lepsait bylby prowadzony w
sposob, ktory spowodowalby upragniona przydatnosc posiadania w/w. Z
reszta sobie radze.
No i teraz pytanie - czy ja kompletnie juz zdurnialam, czy jestem
na wlasciwym tropie ? Potrzebny mi jest ktos taki jak laska
kulawemu, tylko sie obawiam, jako osoba z gruntu prywatna, takiej
ingerencji osoby obcej w bebechy zycia. Czy ktos z Was ma
jakiekolwiek doswiadczenia ze zjawiskiem ? I czy moze nalezy mnie po
prostu virtualnie trzasnac w leb cobym sie ocyknela - chociaz
trzaskam sie sama bez litosci i czesto, i nie pomaga....