Dodaj do ulubionych

Samotoność w małżeństwie

27.07.08, 00:44
Witajcie. Odważyłam się napisać, bo kiedy czytam ilu ludzi potrafi rozmawiać
ze sobą godzinami, zapragnęłam też z kimś porozmawiać. Narzuciłam być może
temat stary jak świat, ale chyba wciąż aktualny. Jeżeli jesteś też tak
samotny/a w małżeństwie jak ja, to napisz. Będzie już nas dwóch, a może i
więcej. Zapraszam do rozmowy. Pozdrawiam i czekam.
Obserwuj wątek
    • fedorczyk4 Re: Samotoność w małżeństwie 27.07.08, 01:03
      Witaj Lidajak. Odpowiadam chociaz pewnie zupelnie nie tak jak
      spodziewalbys sie. Owszem, jak wiele osob z wieloletnim stazem
      malzenskim, byc moze moge uwazac sie za samotna w malzenstwie. Tylko
      ze mi to w najmniejszym nawet stopniu nie wadzi. Lubie samotnosc w
      przewazajacych jej wersjach. Przezylismy z mezem uniesienia,
      codziennosc, klopoty,konflikty. Teraz potrzebujemy dorosnac, kazde
      na swoj sposob, do starosci. Nie mozna powiedziec ze zyjemy razem,
      raczejstaramy sie nie przeszkadzac sobie w zyciu. Nie ciazy nam to
      chyba zbytnio. Podejmujemy rozne dzialania i decyzje osobno. I mysle
      ze mamy satysfakcje z tej " powroconej" niezaleznosci. Lacza nas,
      jak wiekszosc malzenstw z czasowym ogonem, rodzina, poczucie humoru,
      finanse, interesy i inne przyziemne sprawy. Nie bardzo rozumiem
      pojecie samotnosci w malzenstwie. Czlowiek albo potrafi zyc z samym
      soba, albo ciagle oczekuje czegos od otoczenia. a taka postawa ja
      sie nie zgadzam. Albo rozumie sie cudza wolnosc i godzi na nia i
      cieszy wlasna, albo wychodzi z niesatysfakcjonujacego i bolesnego
      ukladu.
      Moze moje podejscie do sprawy samotnosci w malzenstwie wydac sie
      ciut cyniczne, ale jestem stuprocentowa realistka. I albo sie z
      czyms godze, albo to odrzucam.
      • kasiamajasara Re: Samotoność w małżeństwie 02.03.09, 09:18
        witaj...












        wiesz ...wydaje mi się ,że to wszystko zależy od nastwienia i
        zrozumienia
        rutyna,przyzwyczajenie ...czasami obojętność...to chyba najgorsze co
        może nas spotkać
        od nas samych zależy tylko...czy przejdziemy z tym do porządku
        dziennego,czy też postaramy się o to aby te "trzy paskudy"szybko
        znalazły innego "właściciela" ...i to jak najdalej od nas...
        trzeba poprostu chcieć i starać się to zmienić....
        nie czekać ,aż druga strona ...coś z tym zrobi...nie zamykać się w
        skorupie...."bo niby dlaczego ...to ja mam być tą stroną ,która
        pierwsza podaje rękę"...z takim nastawieniem ...niczego nie
        osiągniemy...





    • mammaja Re: Samotoność w małżeństwie 27.07.08, 01:04
      Nie wiem na ile ty jestes samotna. W moim malzenstwie sa sprawy
      wspolne i sprawy oosobne. Tak jest u wielu znajomych malzenstw z
      dlugim stazem. Da sie z tym zyc, jezeli sie pouklada. Od zwierzen
      mam przyjaciolki i bardziej dzieci niz meza. A rownoczesnie czuje,
      ze on jest druga noga jakiegos bytu na ktorym stoimy smile
    • cest.la.vie Re: Samotoność w małżeństwie 27.07.08, 10:56
      zastanawiam się jak 2 poprzednie odpowiedzi korelują z godziną ich
      zamieszczenia... no chyba że po powrocie z szampańskiej balangi
      zaglądamy jeszcze do neta o 1-ej w nocy, przed zasłużonym lulu smile

      opory przed znajomościami "zewnętrznymi" (czyli poza ściśle
      zdefiniowanym gronem krewnych i znajomych królika)to w znacznej
      mierze kwestia ograniczonego zaufania, z tym ze jeśli żona mezowi
      taki brak zaufania aplikuje da się jeszcze jakoś wytłumaczyć, ale
      jeśli kobieta aplikuje sama sobie = "z daleka od facetów bo moze się
      zdarzyć" = to ... hmm, chyba ma jakies podstawy, a to zadawało by
      kłam teorii że w tej "samotności małżeńskiej" jest tak super smile

      skąd taka ilosc romansów netowych ? facet z internetu którego nigdy
      nie zobaczycie jest bezpieczniejszy niz ....... (to już sobie
      dopiszcie co kto woli) - z tym że jeśli na chłodno się przyjrzeć
      tym uniesieniom do błąkających się po sieci kodów zerojedynkowych
      (bo to co macie na ekranie to nic innego jak impulsy elektryczne)
      serwowanym przy okazji np. wszystkim znajomym na gg w postaci "i"
      to, jak dla mnie wyglada to trochę smiesznie. równie dobrze ktoś
      niedługo napisze oprogramowanie z którym mozna będzie pogadać czy
      poromansować w sieci - tez będzie bezpieczne. (narazie wiem tylko o
      dziewczynach które dają się podrywać innym dziewczynom pod męskimi
      nickami, nie, nie z powodu odmienności upodobań, tylko dla zartu.
      pewnie w drugą stronę tez to działa - choć mnie by osobiście nie
      bawiło

      przepraszam za męski punkt widzenia, w żeńskiej jak na razie
      dyskusji, ale jakos nie mogę się zgodzić z teorią wpakowałeś/aś się
      to siedź i nie podskakuj smile owszem, moja żona też jest zdania że
      niemozliwa jest przyjaźń damsko-męska bez podtekstu seksualnego, ale
      moze zwykłą znajomość da sie jakoś przepchnąć ?
      naprawdę nie widzę w tym nic zdrożnego żeby ze znajomą wyskoczyć np.
      na rower czy koncert, i co ciekawe - ta sama osoba gdy jedziemy w
      grupie żonie nijak nie przeszkadza, ale juz we dwójkę ... zgroza smile
      alarm !, jakby to facetowi w słusznym wieku po 100 km na rowerze
      chciało się o seksie myśleć tongue_out (a przecież jakby się chciało to
      mozna się umówić w domu zamiast na rower i żona nic nie bedzie
      wiedziała - więc dlaczego ten "oficjalny" wyjazd jest takim
      przestępstwem ?

      resume (u gaduły to cięzka chwila) : małżeństwo, szczególnie takie z
      długim stażem, (bo w pierwszych latach to troszkę inaczej wygkląda -
      chyba sami wiemy)nie powinno być wg. mnie klatką blokującą
      realizację zainteresowań czy zawieranie znajomości, zarówno widnych
      jak i dwupłciowych, bo tajne to juz inna rozmowa, przy czym im
      wieksza obawa że że po wyfrunięciu z klatki może się coś wydarzyć
      tym większe prawdopodobieństwo że w tej klatce nie do końca takie
      wygody, jakby się czyżykowi wydawało smile

      p.s.

      dodatkowo, jeśli chodzi o mnie przynajmniej, z tych znajomości,
      nawet internetowych (choc poniekąd należało by je włożyć w kategorię
      tajne) dowiedziałem się o kobietach dużo więcej niz dowiedział bym
      się w samym małzeństwie - więc myslę że i moja zona na tej wiedzy
      zyskuje (choć znajomości netowych niecierpi chyba najbardziej wink )
      • jutka1 C'est la vie 27.07.08, 11:46
        T'es qui, toi?
        • cest.la.vie Re: C'est la vie 27.07.08, 12:16
          je ne parle francais sad

          to tylko cytat, zresztą z angielskiej piosenki... ci za kanałem to
          zawsze lubią mącić smile
          • jutka1 Re: C'est la vie 27.07.08, 12:25
            Ehem. OK.
            • cest.la.vie Re: C'est la vie 27.07.08, 12:31
              dziękuję za wyrozumiałosć smile
              • mammaja Re: C'est la vie 27.07.08, 14:05
                Selawi! Nie bardzo rozumiem nawiazania do watku samotnosci w
                malzenstwie. Tu akurat nie bylo mowy o"ograniczaniu znajomosci" z
                inna plcia.Tak mi sie wdaje.A co korelacji godzin, to nie tylko
                myslimy z Fedorczyk podobnie,ale jeszcze o tej samej porze. W moim
                przypadku nie byl to powrot z balangi,raczej oczekiwanie na powrot.
                A i bez tego lubie noca posiedziecsmile
                • jakotakot Re: C'est la vie 27.07.08, 16:42
                  Samotnosc w malzenstwie jest norma, taka sama jak elementarna
                  samotnosc kazdego z nas, niezaleznie od tego ilu wspanialych
                  przyjaciol i krewnych sie wokol nas kreci. Oczekiwania, ze kochana
                  osoba zapelni te wor bez dna sa plonne. Prawdziwym problemem jest
                  dopiero otwarta (lub zakamuflowana) wrogosc i dolowanie wszelakie, a z
                  tym to juz trzeba cos zrobic radykalnie i nie ma innej rady.
      • lidajak Re: Samotoność w małżeństwie 28.07.08, 07:37
        Witam. Ponieważ jesteś jedynym mężczyzną w tej dyskusji (O ile dobrze
        zrozumiałam, bo cię przecież nie widzę) postanowiłam zapytać cię, jak to jest,
        że facet po 17 latach małżeństwa potrafi być zabawny w rozmowach ze swoją
        siostrą, znajomymi, koleżankami w pracy, gadać jak najęty, sam podejmować
        tematy, a z żoną siedzi jak mruk (w samochodzie, przy obiedzie, podczas
        spaceru,w rozmowie telefonicznej itp) żaden temat się nie klei, odpowiada
        półsłówkami. Czy to nie jest "wypalenie" małżeńskie. Istnieje coś takiego jak
        wypalenie zawodowe, może więc to coś takiego właśnie???
        Mówi się, żę po 40stce facet szuka odskoczni, przeżyć innych niż problemy
        rodzinne.Jak to jest? Może otrzymam jakieś sensowne wytłumaczenie? Pozdrawiam.
        • cest.la.vie Re: Samotoność w małżeństwie 28.07.08, 20:15
          i na dodatek przypadkowym - przefruwałem obok i zajrzałem i na
          dodatek okazało się że zupełnie inaczej pojmuję samotność w
          małżeństwie. ale myśle że sprawa sprowadza się do tego samego -
          jeśli założymy sobie a priori, że mamy się zamknąc we dwójkę w
          czterech ścianach i MUSI nam być z tym dobrze to efekt prędzej czy
          później będzie taki sam.

          jak się zamkniemy z psem, aliboteż kotem, chomikiem, papużką,
          aligatorem - nawet własnym dzieckiem - po kilku latach (czy aby
          latach ?) nie będzie inaczej ?

          byc może twój mąż uważa że z żoną już wszystkie tematy obgadał - tak
          napewno jest jakieś wypalenie. ale można by też to ująć inaczej -
          może facet do 40-ki nie szuka odskoczni ? jedzie na entuzjaźmie
          (młodzieńczym ? wink )myśli że jakoś da radę w tej klatce we dwójkę
          ale w końcu musi pęknąc - potrzebuje tlenu. siostra, koleżanki,
          koledzy napewno też - to jest jakaś nowość - niecodzienność, powiew
          czegos świerzego. a czy twoje kontakty z rodzicami sa w chwili
          obecnej takie same jak wtedy kiedy miałas kilkanaście lat i
          mieszkaliście razem ? owszem dziewczyny sa bardziej "przylepy
          mamuśne" ale spytaj swojego meża.

          nie wiem czy tez tak macie, ale często przed wspólnym wyjazdem już
          zanim się wystartuje się rodzi zniechęcenie - bo co możew się tam
          przytrafić nowego ?

          z kolei wyjechać samemu też ciężko, bo jednak ją zostawię, bo
          obowiązki, bo dzieciaki, bo dom.... i tak w kółko - nie zrobię tego
          co bym chciał, ale to co wymyślimy oboje robimy często na siłę.
          a nawet jak zrobimy to z kim dzielić się wrażeniami, snuć opowieści,
          do kogo pisać sesemesy z trasy, opowiadać jakie widoki, jaka pogoda,
          jak było skoro byliśmy razem i wszystko wiemy ?

          jedno, krótkie (u mnie to naprawdę krótkie - praca nie pozwala)
          rozstanie a ile może się urodzić nowych tematów...

          odpuściłem swoje zainteresowania na kilkanaście lat, i, jak
          powiedziałem - nadal mi się jest trudno wyrwać - ale za każdym razem
          jak wracam wiem że warto było - właśnie dlatego że wracam.

          samotność w małżeństwie jest wg mnie pochodną samotności w ogóle,
          syndromem klatki, którą nieraz sami sobie fundujemy.
          tajemnicza "odskocznia" może sie okazać normalnym życiem, od którego
          się niestety trochę odzwyczailiśmy na skutek małżeństwa, a do
          którego tęsknimy. może się uda w drugą stronę ? przyzwyczaić do
          normalnego życia, wypoczynku osobno a nie na siłę, i wtedy tęsknc do
          małżeństwa smile

          p.s.

          ku jasności - jak się nie nie wyrwę się bo poczuwam się do pomocy w
          domu, ale zostanę to jestem zdołowany i i tak niewiele pomagam...
          jak nie kijem to go pałą smile
    • luiza-w-ogrodzie Samotność w małżeństwie to zdrowa rzecz 28.07.08, 02:59
      W malzenstwie powinny byc sfery wspolne i sfery osobne. Kazdy z
      malzonkow ma swoje zajecia i hobby, w ktorych to drugie nie bierze
      udzialu. Oczekiwanie, ze druga osoba zapelni nam zycie jest
      niezdrowe i dla biorcy, i dla zwiazku jako takiego. Tak samo, jak
      niezdrowe jest wymaganie, zeby sie wszystkim i zawsze dzielic.
      Mnie tam samotnosci jest zawsze za malo :o( lapie ja jak sie da.

      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><crying(((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • jakotakot Re: Samotność w małżeństwie to zdrowa rzecz 28.07.08, 03:30
        Luizo darlin - jak jej za malo to znaczy, ze wszystko gra i buczy smile.
        Samotnosc smakuje jak szampan i kawior gdy wykradana jest niczym
        smakolyk z obficie zastawionego stolu. Zastawionego powszednim zarciem
        typu czlokowie rodziny domagajacy sie uwagi, wsparcia, czulosci - oh
        boy - jak samotnosc wtedy smakuje... Ale kiedy samotnosc staje sie
        daniem glownym, to jest zupelnie inna bajka smile Ja Ci to mowie -
        samotnik amator - jakotakot smile
        • luiza-w-ogrodzie Re: Samotność w małżeństwie to zdrowa rzecz 28.07.08, 03:35
          jakotakot napisała:

          > Luizo darlin - jak jej za malo to znaczy, ze wszystko gra i
          buczy smile.
          > Samotnosc smakuje jak szampan i kawior gdy wykradana jest niczym
          > smakolyk z obficie zastawionego stolu. Zastawionego powszednim
          zarciem typu czlokowie rodziny domagajacy sie uwagi, wsparcia,
          czulosci - oh boy - jak samotnosc wtedy smakuje... Ale kiedy
          samotnosc staje sie daniem glownym, to jest zupelnie inna bajka smile
          Ja Ci to mowie - samotnik amator - jakotakot smile

          Jakotakotko, owszem, w nadmiarze nawet samotnosc szkodzi, ale sa
          ludzie bardziej i mniej jej potrzebujacy. Ja z tych drugich. Na
          szzezscie w domu jest nas tylko troje, wiec wykrawam sobie dosc
          czesto samotne momenty np. na basenie, a czasem i caly dzien, gdy
          corka idzie do kolezanki a Buszmen do buszu. Blisss.... Ale chetnie
          bym sie zalapala na jakis rok samotnosci :o)

          Luiza-w-Ogrodzie
          .¸¸><crying(((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
          Australia-uzyteczne linki
          • jakotakot Re: Samotność w małżeństwie to zdrowa rzecz 28.07.08, 03:49
            a bo - moja droga - grass on the other side of the fence is ALWAYS
            greener - hehe... Ja naleze do gatunku spieprzjacego od grupy
            najbardziej ukochanych osob na chocby chwilke, zeby zaczerpnac
            powietrza niczym polawiacz perel. Ale dopiero prawdziwa samotnasc
            narzucona przez okolicznosci daje szanse prawdziwego wziecia sie za
            bary ze zjawiskiem. Po raz pierwszy w zyciu jestem prawdziwie
            samotna, i musze powiedziec, ze jest to wyzwanie... Ucze sie tej
            samotnosci jak elementarza, kroczek po kroczku, obwachujemy sie ja
            ze mnom smile Roznie bywa, bilans na plus chyba - za wczesnie na
            wnioski ostateczne smile
            • luiza-w-ogrodzie Re: Samotność w małżeństwie to zdrowa rzecz 28.07.08, 04:01
              jakotakot napisała:

              > Po raz pierwszy w zyciu jestem prawdziwie samotna, i musze
              powiedziec, ze jest to wyzwanie... Ucze sie tej samotnosci jak
              elementarza, kroczek po kroczku, obwachujemy sie ja ze mnom smile
              Roznie bywa, bilans na plus chyba - za wczesnie na wnioski
              ostateczne smile

              Eee, masz dziecko wiec nie jestes prawdziwie samotna. Tez przeszlam
              przez rozwod (mam dwojke dzieci). Pare lat tej "samotnosci" z
              dziecmi pozwolilo mi na nabycie absolutnej pewnosci, ze poradze
              sobie nawet pozostawiona golo na bezludnej wyspie :o) czego i Tobie
              zycze. Nabycia pewnosci, nie nagosci na bezludnej wyspie (unless
              that's what you want :o))

              Luiza-w-Ogrodzie
              .¸¸><crying(((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
              Australia-uzyteczne linki
              • jakotakot Re: Samotność w małżeństwie to zdrowa rzecz 28.07.08, 04:16
                Masz racje, ale nie do konca smile. Dziecko - zwlaszcza male - jest
                troche jakby przedluzeniem samej siebie... Nie narzekam tu wcale -
                kwoli uscislenia - stwierdzam tylko fakty. Pewnosc przetrwania juz
                natapila, teraz pracuje nad znalezieniem rownowagi bez tej trzeciej
                nogi rodzinnego trojnoga - nie jestem werbalna, ciezko mi ujac w
                slowa to co sie kolacze po glowie. Chce powiedziec, ze chyba jestem
                gotowa po raz pierwszy w zyciu na taka totalna samotnosc (bez
                zamykania sie na ludzi, ale tez bez przynaleznosci jakiejs
                usankcjonowanej i na amentnej). Moze jak przetrzezwieje jurto to
                troche mi sie rozjasni w temacie smile Pozdrawiam cieplo - i opowiedz
                jak wygladaja te Twoje weekendy medytacyjne ?
                • jakotakot Re: Samotność w małżeństwie to zdrowa rzecz 28.07.08, 04:18
                  wlasnie znalazlam relacje z medytacji smile
                  • verbena1 Re: Samotność w małżeństwie to zdrowa rzecz 28.07.08, 14:20
                    Bywa tak czasami ,ze wspolmalzonek staje sie po latach przedmiotem,
                    stala czescia wyposazenia mieszkania. Ja kanapa lub stol, jest
                    potrzebny ale nie trzeba poswiecac mu uwagi. Ma byc, spelniac swoja
                    funkcje i okazywac wdziecznosc.
                    Nie wiem nic o autorce postu, czy pracuje ,ma dzieci,
                    zainteresowania czy tez funkcjonuje jako "kobieta przy mezu".

                    Jesli jest tak jak mysle, radzilabym zmienic ten zastaly uklad,
                    zaczac zachowywac sie troche inaczej niz maz sie spodziewa. Zdobyc
                    wiecej niezaleznosci.
                    Podam przyklad ze swojego podworka.
                    Moim hobby jest malowanie a co za tym idzie wyjazdy z obrazami na
                    rozne kiermasze. Maz moj ciagle narzekal, ze MUSI ze mna jezdzic i
                    jaki to on jest dobry dla mnie. Bylam bezsilna i sfrustrowana bo
                    sama balam sie jezdzic autem i nic nie moglam zrobic. W zeszlym roku
                    wreszcie odwazylam sie i jezdze, teraz mowie mezowi, ze juz nie
                    musi. I co? Juz nie narzeka i sam chetnie sie angazuje bez zachetysmile
                    • cest.la.vie Re: Samotność w małżeństwie to zdrowa rzecz 28.07.08, 20:17
                      ot co smile)))))))))

                      i żeby nie było ... nie facet smile
                    • lidajak Re: Samotność w małżeństwie to zdrowa rzecz 28.07.08, 23:54
                      Drodzy verbeno i cest.la.vie. Dodaliście mi trochę otuchy i wiary, że to
                      wszystko co zbudowaliśmy przez 17 lat małżeństwa ma jeszcze jakiś sens. A może
                      to, że z kimś mogłam podzielić się moim problemem i zostałam wysłuchana
                      wzmocniło we mnie wiarę?!
                      Nie macie pojęcia jak to dobrze wiedzieć, że można do kogoś "otworzyć" usta i że
                      ktoś powie coś więcej niż tylko dwa słowa, po czym wyjdzie z pokoju. Chyba
                      brakowało mi też tego, żeby ktoś zwrócił na mnie uwagę. I za to Wam dziękuję.
                      Myślę, że to, iż teraz mam wakacje też sprawiło, że brakuje mi kontaktu z
                      ludźmi. Pewnie dlatego tak działa mi na nerwy milczenie męża i jego rozgadanie z
                      innymi!!!
                      Pozdrawiam.
                      Już nie tak bardzo samotna...
                      • mammaja Re: Samotność w małżeństwie to zdrowa rzecz 29.07.08, 12:00
                        Lidajak! moj maz jest (lub byl, przynajmniej) tzwn. dusza
                        towarzystwa. Sypiacy anegdotami, kierujacy rozmowa, itp, itd.
                        Tylko ze ja te wszystkie anegdotki znam na pamiec, i formy jego
                        blyskotliwosci denerwuja mnie do bolu. Wtedy przypominam sobie jak i
                        ja bylam kiedys zafascynowana ta osobowoscia, co doprawdzilo do
                        dlugoletniego zwiazku. Przypominam to sobie i odpuszczam
                        zniecierpliwienie smile Nawet jak slysze jak bezinteresownie roztacza
                        przed pania do sprzatania swoj ex - czar. Ten typ tak ma. Mnie juz
                        nie czaruje smile Ale rzetelnie dba o mnie i sprawy domowe - wiec chyba
                        cos za cos smile
                        • cest.la.vie Re: Samotność w małżeństwie to zdrowa rzecz 29.07.08, 18:51
                          znajomi mieli kiedyś taki własny kod - jeśli "ona" czuła sie
                          przez "niego" zaniedbywana w grupie stwierdzała głosno i
                          publicznie "miauuu" czy "kuukuryku" (czy coś w tym rodzaju -
                          skleroza), co dawało jemu mozliwość refleksji kto jest dla niego
                          najważniejszy - zaś poprawnośc ideologiczną rzeczonej refleksji
                          potwierdzał swoim "miauu"

                          ojjj, dawne kiedyś - ale wcale nie uwazam ze tylko małolatom wolno,
                          zresztą wszeljkie modyfikacje chyba dozwolone

                          • cest.la.vie Re: Samotność w małżeństwie to NIEzdrowa rzecz !!! 29.07.08, 18:52
                            mammaja - a moze jakbyś taktycznie "zapomniała" parę kawałków i
                            zaczęły by cie znowu śmieszyc to zobaczył by sens bajerowania ciebie
                            zamiast pani do sprzątania ? i może wtedy nawet nie
                            bezinteresownie wink
                        • lidajak Re: Samotność w małżeństwie to zdrowa rzecz 29.07.08, 19:28
                          Mammaja, piszesz"Ale rzetelnie dba o mnie i sprawy domowe - wiec chyba
                          cos za cos smile"
                          Mój też rzetelnie dba o sprawy domu.I to tyle. Nigdy natomiast nie był duszą
                          towarzystwa (przynajmniej przy mnie, kiedy byliśmy u znajomych). Dlatego
                          zaskakuje mnie jego gadulstwo z jego siostrą starą panną o naszych dzieciach na
                          przykład lub wczasach.
                          Dzisiaj natomiast stwierdziłam, że w pracy ma chyba koleżanki które lubią
                          pomieszać w małżeństwie, świetne manipulantki i kiedy z nimi tyle rozmawia i
                          żartuje, to w domu jest tak zmęczony, że nie ma już siły ani pomysłów na rozmowę
                          ze mną.
                          Czy to możliwe???
                          • mammaja Re: Samotność w małżeństwie to zdrowa rzecz 29.07.08, 22:11
                            Lidajak - to nie jest tak. To "zjawisko" znam z rozmow z rozmaitymi
                            paniami. Moja droga przyjaciolka, kiedy mnie zaprasza - mowi _ jak
                            ty przyjedziesz to przynajmniej posiedzimy i pogadamy w trojke. Jak
                            jestesmy sami to S.kladzie sie i oglada TV". A nie ma mowy o
                            jakimkolkwiek mieszaniu w malzenstwie z mojej strony. Poprostu w
                            pewnym momencie zony przestaja byc audytorium. Dlaczego tak jest, to
                            juz temat na niewielka powiesc smile
                            Selawi ( wybacz zpolszczenie) - przeciez ja nie daje do
                            zrozumienia, ze znam juz te anegdoty. A obecny uklad calkiem mi
                            odpowiada smile
    • dado11 Re: Samotność w małżeństwie 29.07.08, 22:54
      Już wcześniej chciałam dorzucić swoje trzy grosze, ale niestety mnie
      wciąż wywala z netu... pogadaliśmy z Arturem na zadany temat i
      wyszło nam, że my też mamy swoje małe samotności w naszym "srebrnym"
      związku. Ale nie są to przykre samotności, to bardziej takie sfery
      jednoosobowe, w które nie włazimy sobie wzajemnie, ani tam siebie
      nie zapraszamy. Nic wielkiego, takie malutkie offowe emocje, jakieś
      nierozgryzione zagwozdki, czasem cienie przeszłości... Może jesteśmy
      ciut nietypowi, bo od wielu lat pracujemy razem, na dodatek w
      czterech ścianach i żeby było śmieszniej, to ja jestem "szefem", ale
      wciąż się lubimy, gadamy ze sobą o wielu rzeczach, czasem też o
      nieprzyjemnych. Czasem wycofujemy się w ciszę przy ostrzejszych
      starciach, ale generalnie chyba jesteśmy sobie "drugą skórą"...
      I, prawdę mówiąc, nie wiem, czy nam się poszczęściło, czy tak
      dopasowało, czy był to serial małych i dużych kompromisów...
      anyway... jest dobrze.
      A tak patrząc na małżeństwa, które nic nie mają sobie do
      powiedzenia... myślę, że w takiej duchocie długo bym nie wytrzymała,
      chybabym zaczła budować swoje życie na nowo. Tak myślę.
      Pozdrawiam.
    • skrzydlate Re: Samotoność w małżeństwie 31.07.08, 17:00
      Jako osoba samotna znam te rzeczy z podglądania z boku, widze jak to wyglada i
      od razu wiem... wystarczy ze zobacze na chwile.. w końcu przerabiałam... o rany,
      ludzie, toż każdemu może się coś znudzić ... w jednym związku tyle lat, to
      trudne ale trzeba umieć mieć własne życie w taki sposób, żeby nie ranić partnera
      i tyle... większość problemów bierze się stąd, że ktoś tego nie rozumie

      ale te nudy i marudy to są rzeczy przejściowe, co jakiś czas to ulega zmianie i
      może się zdarzyć, że coś znowu zaiskrzy albo nie zaiskrzy, ale się zmieni na
      korzyść, życie tak ma i już... osobiście wolałam zawsze samotność w pojedynkę
      niż we dwoje.. ale może byłam młoda i głupia, albo zbyt silna i niezależna, albo
      oczekiwałam, że będzie cały czas jednakowo gorąco... nie wiem... chociaż, gdyby
      się tak zastanowić, może fajniej by było być samotnym we dwoje? Przynajmniej od
      czasu do czasu rytualnie można by poczuć jakąś więź? wink)))
      • bo1234 Re: Samotoność w małżeństwie 11.02.09, 10:27
        jesten mowy w temacie. Przeczytałem prawie wszystkie wypowiedzi i
        się przestraszyłem. Szukałem forum gdzie o takich problemach
        małżeńskich można pogadać i dowiedzieć od Was jak problemom
        zaradzić, jak je pokonać,jak ludzie wychodzą na z nich zwycięsko. Z
        treści wypowiedzi wynika że jedyne co można z tym zrobić to się
        przyzwyczaić i żyć, a raczej dożyć. Znależć swój azyl i się w nim
        zamknąć i czekać nie wiadomo na co. Wierzcie, wydaje mi się że
        rozumię tych, których życie pokaleczyło, rozwody rozstania ,
        pochodze z rozbitej rodziny i pomimo upływu czasu wiem że te sprawy
        niestety się nie kończą.Dzieci wypuszczone w dorosłe życie po
        takich doświadczeniach są biedne. Rozumię że mając ''przeszłość''
        można i ma się dość, sam często uważam że będąc pokaleczonym lepiej
        było zostać kawalerem. Nie chcę nikomu nic sugerować ale ja nie
        mogę poddać się bez walki. Niesamowicie brakuje mi miłości, bo
        przecięz to Ona łączyła nas w pary ( czy znowu jestem naiwny). Mamy
        w domu większość opisanych objawów, mało lub zdecydowanie mniej ze
        sobą rozmawiamy. Ja od kilunastu lat byłem ciągle '' w robocie'' i
        to napewno wywarło zły wpływ na nasze stosunki, a wspólne tematy
        zeszły na plan dalszy z braku czasu i siły. Męcze się strasznie,
        ciężko mi się pogodzić z sytuacją, z której sprawę zdałem sobie juz
        dawno ale myślałem że sam dam radę posprzatać i poukładać. Po
        czterdziestce kiedy człowiek już mniej się szarpie i znajduje
        wreszcie czas na rzeczy, które miały czekać na te lepsze czasy,
        znajduje coś innego. Zawahałem się przed użyciem słowa pustka -
        ciągle mam nadzieję. Sam już nie wiem czego chcę, napewno cofnąć
        czas albo żeby choć było trochę jak dawniej.przepraszam ieśli
        niecelnie w temat i zbyt naiwnie. Czesami muszę,mam cholerną
        potrzebę pogadać.
        • fedorczyk4 Re: Samotoność w małżeństwie 11.02.09, 11:28
          Bo, nic nie jest przesadzone, nieuniknione. Ciazy Ci sytuacja,
          cierpisz. Zastanow sie nad jedna podstawowa sprawa. Czy to z zona
          chcesz milosci i porozumnienia. Jesli tak to walcz. Poderwija ja od
          nowa, ale jako osobe dojrzala i na bazie wiedzy o niej. Jesli nie,
          to zdechl Azorek i nikt nic Ci nie poradzi, bo sie nie da. Albo sie
          przecina cumy i odplywa, albo trwa z odraza.
    • beatawr1 Re: Samotoność w małżeństwie 26.08.08, 17:20
      Ja się dołączam na 100 procent
    • mario74dz Re: Samotoność w małżeństwie 02.10.08, 21:08
      napisz do mnie, pogadamy.
      Mariusz 34 lat
      • gaudia Re: Samotoność w małżeństwie 02.10.08, 22:34
        och Mariuszu
        a ze mną też pogadasz?
        a ile masz wzrostu?
        • fedorczyk4 Re: Samotoność w małżeństwie 03.10.08, 11:19
          Gaudiencjo Ty potworze, jesteś niepoprawnasmile))
        • grzegorz961 Re: Samotoność w małżeństwie 06.12.08, 23:12
          znam Mariusza, ma 164 cm wzrostu. Ja mam 180 i tez samotny w malzenstwiesmile
    • magnolia-3 Re: Samotoność w małżeństwie 07.12.08, 15:54
      Hej! Masz racje...temat stary ale wciąz aktualny...
      Nie wiem gdzie i kiedy to się zaczyna,ale jak juz zdałam sobie
      sprawe że nie potrafimy rozmawiac ze sobą... jest juz chyba za późno
      by cos naprawić.Cały czas mam nadzieje ale teraz żyje tylko
      nadzieją.Tak myśle że nadejdzie dzień kiedy juz i jej nie będzie.To
      pewnie będzie koniec...Nie potrafię życ obok-nie chcę-
      Czujecie podobnie?
      • duszka2 Re: Samotoność w małżeństwie 07.12.08, 19:28
        No tak...temat który kazdy chyba posmakował ineczej. Ja przyznam, że
        nie zdawałam sobie sprawy na poczatku małżeństwa z konieczności
        istnienia pewnych stref osobistych w które siebie nie wprowadzamy.
        Bylismy jak papużkli nierozłączki w złotej klatce. Zwłaszcza ja nie
        miałam żadnych tajemnic, o wszystkim chciałam rozmawiac, wszystkim
        dzielic się...wrecz oczekiwano tego ode mnie. Ale niestety jak sie
        długo później okazało, były tajemnice przede mną i wcale nie
        drobnostki. Inna sprawą był takt, że poza moim mężem i jego kolegami
        nie miałam znajomego-faceta, którego on by nie znał. Odwrotna
        sytuacja była, bo mój mazonek miał koleżanki, których ja nie znałam,
        takie wręcz mamuśki-guruwinkCo dużo gadać...klatka pękła, wszystko
        sie rozsypało, ale jesteśmy razem: kazdy ze swoimi tajemnicami, ja
        mam kumpli - a jak...wink jest zdrowiej, ale brak zaufania takiego
        jak kiedyś.
        • magnolia-3 Re: Samotoność w małżeństwie 07.12.08, 21:33
          To masz z kim pogadać-to miłe.My mieliśmy wspólnych znajomych-teraz
          się wykruszają...Nasze życie towarzyskie prawie umarło-ja nie chce
          zostac sama ze śpiącym na kanapie mężem.To takie smutnesad
          • duszka2 Re: Samotoność w małżeństwie 08.12.08, 07:30
            MUUUSISZ starac się poznać nowych ludzi, koniecznie. Nasi wspólni
            znajomi tez sie wykruszyli zostali tylko najbardziej wytrwali.
            Większośc znajomości z czasem znika gdzies , z jakiegos powodu
            dlatego zawsze trzeba zabiegac o "świezą krew"wink
            • magnolia-3 Re: Samotoność w małżeństwie 08.12.08, 12:02
              Hej!Wiesz-starac się a robić coś to dwie rózne sprawy...Staram się
              ale to nie łatwe.Nie jestem może dość otwarta na nowych ludzi-
              wiesz,każdy żyje w swoim świecie a kiedy ten świat zaczyna się walić
              tracisz grunt pod nogami i zostajesz sama.Zresztą dawniej byłam
              roześmianą kobieta teraz ten uśmiech gdzieś się podział.sad-To moja
              ostatnia mina
              Pozdrawiam!
    • kluczyk22 Re: Samotoność w małżeństwie 08.12.08, 19:21
      Hejże hola, 40 lat to pora na kryzys średniego wieku! Który się
      chyba na różne sposoby może objawiać. (To znaczy niekoniecznie w
      postaci romansu albo czerwonego sportowe auta). Na przykład poprzez
      poczucie niespełnienia oczekiwań, przez ogólnie pojęte życie no albo
      przez tą drugą osobę w mieszkaniu, która przecież za moje życie
      odpowiada.

      To jedna myśl, która mi przychodzi do głowy. Druga to ta, że czasem
      nie zdajemy sobie jasno sprawy z tej więzi, która nas łączy w
      małżeństwie i bardziej widzimy to co drażni. To oczywiscie było tu
      powiedziane inaczej.
      • magnolia-3 Re: Samotoność w małżeństwie 09.12.08, 12:44
        Zdaje sobie sprawe z tego,że po iluś latach wspólnego życia ludzie
        się zmieniają ale przecież trzeba sie z tym liczyć że cały czas nie
        będzie rózowo.Przyjdzie czas kiedy trzeba być dla drugiej osoby
        wsparciem-i tego samego oczekujemy od partnera...Jeśli wszystko się
        wypaliło i czujemy że już nie możemy liczyć na nikogo wtedy jesteśmy
        w takiej strasznej pustce.I co dalej?
        • fedorczyk4 Re: Samotoność w małżeństwie 09.12.08, 12:58
          Dalej nalezaloby sie zastanowic kto nam te pustke posial w srodku.
          Czy to jest normalne zeby po wypaleniu sie jakiegos zwiazku,
          jakiegos uczucia, zostawala tylko pustka? Znaczy ze co, poza tym
          zwiazkiem nic w nas, dookola nas, nie ma? Wszystko sie rozlazi bez
          naszego udzialu, wspolpracy, a my potrafimy jedynie nie chciec, czy
          niezgadzac sie na spotykanie sie na kanapie z "obcym" czlowiekiem,
          ktory przez jakis tam czas byl naszym partnerem?
          Nie rozumiem coponiektorych, jak Babcie Swietej Pamieci kocham.
          Moje drugie malzenstwo jakos tam sobie leci od dwudziestu paru lat,
          do szalonej milosci i zwiazku dusz ciezko byloby je porownac. Dzieci
          podorastaly, albo wlasnie dorastanie koncza. Z sznownym slubnym
          niewiele ze soba rozmawiamy, nie wiele robimy i dzielimy. Ale nie
          nielubimy sie i jestesmy wobec siebie lojalni. To co mam teraz
          mierzyc pustke miedzy nami na lokcie czy kilometry? A od czego ja
          mam w zyciu przyjaciol, pasje, zainteresowania, dzialalnosci, prace
          zawodowa, jak nie od zapelniania pustki i unikania samotnosci?
          Kiedys Macma powtarzala mi do upojenia ze nudza sie tylko ludzie
          nudni. Mysle ze mozna to rowniez zastosowac do ludzi odczuwajacy
          samotnosc i pustke w malzenstwie. Odczuwaja je tylko ludzie
          niezdolni niczym zapelnic pustki i celebrujacy te samotnosci.
          • magnolia-3 Re: Samotoność w małżeństwie 09.12.08, 16:36
            Moze masz racje-tylko że kazdy człowiek jest inny.Może niektórym
            wystarcza to że jego partner jest lojalny i to ze jest na tej
            kanapie.
            Może jestem inna,nudna i przez to tak czuje a nie inaczej...Nie
            potrafię się pogodzić z tym że zyjemy obok siebie .Jest mi z tym źle
            i już.Mowie o tym -i nic.Ma mi wystarczać lojalność?
            • fedorczyk4 Re: Samotoność w małżeństwie 09.12.08, 16:51
              Moze samo mowienie nie wystarcza? Moze o to zeby bylo wiecej niz
              lojalnosc trzeba walczyc i starac sie inaczej niz tylko uskarzajac
              sie na to? Zgadzam sie z Toba ze kazdy jest inny. Mnie wystarcza to
              co mam i tak jak jest. Natomiast w dniu w ktorym przestanie mi to
              wystarczac rusze do walki. O siebie i o to czego chce.
              • ortopedawawa Re: Samotoność w małżeństwie 16.12.08, 11:57
                Ciekawa dyskusja - mam w takich sytuacjach naprawde dość duze
                doświadczenie - włąśnie rozwodzę sie po raz drugi - spojrzenie
                kobiet i mężczyzn na ten problem podyktowane jest niesprawiedliwie
                biegnącym czasem. Kobieta po wielu latach małżeństwa mając ok 40 lat
                dużej szansy na nowy związek i związany z tym brak samotności nie ma
                dużych szans - taka jest prawda. Facet tę szansę jeszcze ma i to
                całkiem niemałą. Dlatego w tej dyskusji tak wiele kobiet a niewielu
                mężczyzn. JEstem zwolennikiem szczęścia w życiu - nie, nie jestem
                hedonista - uważam tylko, że rano stając przed lustrem należy sobie
                powiedzieć czy czujemy sie szczęśliwi czy nie i jesli odpowiedź
                brzmi NIE to należy coś ze swoim życiem zrobic. Poczucie szczęścia
                jest różne i kazdy znajduje w nim zupełnie odmienne aspekty
                szczęścia, lae pamietajcie ŻYJE SIE TYLKO RAZ TU I TERAZ - I TO
                TYLKO RAZ DANY NAM CZAS.
                • fedorczyk4 Re: Samotoność w małżeństwie 17.12.08, 00:24
                  Ze zyje sie tylko raz to my, nieszczesne kobiety po czterdziestce,
                  tez wiemy, Ameryki nie odkryles naszym slepkom. A twierdzenie ze
                  kobieta po ... ma nikle szanse na ulozenie sobie zycia jest
                  kretynizmem. Wyobraz sobie pare rozodnikow po 40, ona zaniedbana,
                  zatuczona, z pensyjka kasjerki w supermarkecie. On w polowie
                  bezzebny, z brzuszkiem, ale za to bez miesni i z niewielka iloscia
                  owlosienia, na zasilku. Co pozwala Ci utrzymywac ze on latwiej
                  znajdzie sobie partnerke?
                  Osobiscie snam przypadki ulozenia sobie i nieulozenia sobie zycia
                  ktore rowno rozkladaja sie pol na pol. Mam przyjaciolke, z dobrze
                  dzwieknieta piecdziesiatka, ktora nie chce sie wiazac na stale
                  (propozycje byly, zeby mi tu nie wskoczyl argument ze nie niechce
                  tylko nie moze). Chlopy leca na nia jak szafy na trzech nogach. A
                  nie jest specjalnie majetna, ma dziecko i wyzsze, a nawet jeszcze
                  wyzsze wyksztalcenie, co jak wiadomo nie zwieksza szans kobiety w
                  oczach mezczyzn. I znam faceta, przystojnego, majetnego, przed
                  piedziesiatka, ktorego zycie usiane jest wylacznie porazkami w
                  temacie ulozenia sobie zycia.
                  Osobiscie rozwiodlam sie raz, za maz wyszlam dwa i jakos dziwnie nie
                  boje sie samotnosci w ewentualnym przypadku drugiego rozwodu pomimo
                  posiadania potomstwa nawet w drugiej generacji. Cos w rodzaju
                  kolejki istnieje od lat!
                  Wszystko zalezy od nas, niezaleznie od plci, wieku, koloru oczu i
                  rozmiaru butow.
                  • dobra-kobieta Re: Samotoność w małżeństwie 19.12.08, 15:28
                    ..."uważam tylko, że rano stając przed lustrem należy sobie
                    powiedzieć czy czujemy sie szczęśliwi czy nie i jesli odpowiedź
                    brzmi NIE to należy coś ze swoim życiem zrobic."
                    Tak, to byłoby rozwiązanie najprostsze. Tylko kobieta zazwyczaj jest
                    osobą odpowiedzialną i obowiązkową i niełatwo jej rzucic wszystko,
                    zostawic dom i zacząć zyc tak , zeby była szczęsliwa. Czasem
                    wymagałoby to zbyt duzych wyrzeczeń. Jesli jest wolna i bez
                    zobowiązań, to oczywiscie moze robic co chce, a nawet powinna!
                    • green-aria Re: Samotoność w małżeństwie 20.12.08, 10:14
                      Chciałabym mieć tyle siły aby zacząć wszystko od nowa.I tego sobie
                      życzę na Nowy Rok.Wolę chyba być sama niż samotna w małżeństwie.Nie
                      jestem już w stanie walczyć ,chcę mieć tylko święty spokój.
                      • witekjs Re: Samotoność w małżeństwie 21.12.08, 21:30

                        green-aria napisała:

                        /.../Wolę chyba być sama niż samotna w małżeństwie. /... /

                        Wydaje mi się, że masz rację...

                        Witek
                    • bo1234 Re: Samotoność w małżeństwie 11.02.09, 10:48
                      szanowna Pani my (mężczyżni) przy wszysykich naszych wadach nie
                      jesteśmy nieodpowiedzialni i nieobowiązkowi jak piszesz i nie
                      preskakujemy na inny kwiatek beztrosko (po 40) nie tylko dlatego że
                      przeszkadzają nam nadmiernie rozwinięte mięśnie piwne. Łysiny
                      przeciez poprawiają aerodynamikę a nie każdy to zaraz łajdak pijak
                      i ham. a może niech każdy mówi za siebie
                      • elahan3 Re: Samotoność w małżeństwie 16.02.09, 19:10
                        Mężczyzna po 40 - tce uważa, że wszystko musi być takie w
                        małżeństwie jak kiedyś, nie bierze pod uwagę zmieniającej sie
                        sytuacji życiowej np dodatkowa praca żony, studia. Mimo tylu
                        obowiązków mężczyzna nie poczuwa się do pomocy w rzadnym zakresie,
                        gdyż uważa, że to twoje ,,widzimisie", dzieci jak sobie wychowałaś
                        to masz, teraz to one powinny pomagać. Powiedz mi proszę pana, czy
                        to tak naprawdę trudno zaangażować się w imię wspólnego dobra a nie
                        uważać, że obowiązki domowe są dla faceta poniżające a ty kobieto
                        jak sobie chcesz dokładać obowiązkow to twoja rzecz ale nie mam
                        zamiaru angażować sie w nic, co nie należy do moich obowiązków.
                        Powidzcie mi panowie, gdzie w przysiędze małżeńskiej pisze, że żona
                        ma być niewolnicą was - mężczyzn, dzieci, kto powiedział, że ma mieć
                        poczucie winy, że dziecko chodzi z kluczem na szyi. Dlaczego
                        meżczyźni są zwolnieni z tego poczucia wspólnej odpowiedzialności
                        • mammaja Re: Samotoność w małżeństwie 18.02.09, 00:26
                          A kto mowi, ze sa zwolnieni? nie sa i trzeba im to uswiadamiac od samego
                          poczatku malzenstwa, bo potem, kiedy wejda w wygodne uklady, to rzeczywiscie
                          trudno ich zmieniac. A moze przed malzenstwem warto ustalic zasady wychowywania
                          dzieci? Co oczywiscie na Forum 40+ jest juz raczej nieaktualne smile
                          • monia.i Re: Samotoność w małżeństwie 18.02.09, 00:39
                            Post elahan3 brzmiał...rozgorycznie. Cóż - czasem dobrze jest jest
                            po prostu się wyżalić. Na pewno dobrze jest od początku wprowadzić
                            zdrowe, partnerskie zasady - tyle, że w początkowym "zaczadzeniu
                            uczuciowym" jakoś sie o tym nie myśli - a potem trudno jest zmienić
                            wygodne dla jednej strony zasady.
                            • monia.i Re: Samotoność w małżeństwie 18.02.09, 01:28
                              Właśnie zdałam sobie spawę z tego, że powinnam jeszcze raz,
                              uważniej, przeczytać ten wątek - a potem się zastanowić poważnie,
                              nad sobą, swoim życiem, małżeństwem i nad sobą.
                            • elahan3 Re: Samotoność w małżeństwie 28.02.09, 19:50
                              No masz rację - rozgoryczenie, zły dzień itd. czasami dobrze komuś się wyżalić,
                              a najlepiej prawie anonimowo. Dzisiaj już jest lepszy dzień i chociaż problemów
                              nie ubyło, patrzę na domowników trochę inaczej.Pozdro
    • 4wilk Re: Samotoność w małżeństwie 02.03.09, 02:43
      to straszne, co piszecie
      dojrzewanie do starości - starość to mit, jeśli nie powali choroba, do ostatnich
      dni można zapieprzać jak motorek
      sfery osobne - jak można nie interesować się tym, co lubi Wybranka/Wybraniec?
      Dwoje staje się jednym, znacie to?
      jak można "przyzwyczaić" się do kogoś, przecież każdej sekundy jesteśmy innym
      człowiekiem

      no dobra, można, zawsze te same gadające głowy w telewizji, myślenie nie dalej
      niż co zrobić jutro na obiad, czucie się najlepiej samej
      tylko po co za mnie wychodziła?

    • joujou Re: Samotoność w małżeństwie 10.03.09, 13:01
      Już kilkakrotnie zamierzałam odezwać się w tej sprawie,ale
      wraz ze zmianą nastroju ulatniała się też chęć dzielenia się
      własnymi doświadczeniami i zmiennymi emocjami.
      Mam za sobą ponad 20 lat wspólnego życia i mam nadzieję na
      wiele kolejnych ,chociaż nie raz chodzę jakby z granatem
      w kieszeni...Myślę,że nasze zapotrzebowanie na tzw. samotność
      w małżeństwie ma jakieś odniesienie do zapotrzebowania na
      samotność ogólnie pojętą.Akurat mnie nadmierne wychłodzenie,
      zniechęcenie,bylejakość bardzo męczą i irytują.
      Nigdy nie przypominaliśmy papużek nierozłączek,co to tylko
      z dziobka sobie spijają.Nigdy też nie było szczególnych
      zawirowań w naszym życiu,ot przeciętna rodzina.
      Nie ograniczaliśmy sobie tzw. wolności,ale też nie korzystaliśmy
      z niej nadmiernie.Jednak z upływem lat pojęcie samotności we
      dwoje jest mi dosyć bliskie.W moim wypadku,to chyba nie jest
      tak,że nie potrafię o siebie zadbać.Walczę z tym od kiedy
      syn nam zaczął dorastać i mamy coraz więcej wolnego czasu,zwłaszcza
      w okresie póżnojesiennym i zimowym.
      Najpierw była terapia wstrząsowa w postaci zrzucenia wielu
      zbędnych kg,nagłe wyrywanie się z domu:sauna,basen,aerobik,spotkania
      z których nawiązały się trwałe przyjażnie.Nie powiem,że
      nie poskutkowało-na jakiś czas.Potem z pewnych rzeczy zrezygnowałam
      na rzecz innych.Książki towarzyszyły mi zawsze,doszedł
      internet,działka,fotografia i zawsze bliskie przyjaciółki.
      Nie mam obaw by samotnie pójść na spacer,do kina,czy na
      koncert.Jak trafia się okazja wyjazdu,to korzystam:razem lub
      osobno.Coraz częściej odnoszę wrażenie,że to wszystko za
      przeproszeniem o kant dupy,jeśli nie możesz się tym wszystkim
      podzielić z tą najbliższą osobą,bo żeby się dzielić,to musisz
      zauważyć chociażby cień zainteresowania.Tak więc niezmordowanie
      wyciągam mojego pana i ganiam go po lesie lub po polach,żeby
      całkowicie nie zesztywniał na tej kanapie z pilotem w dłoni.
      Przyznaję się,że co jakiś czas robię małą domową rewolucję,gdy
      poobiednie drzemki przeradzają się w przesypianie całych
      wieczorów.On coraz rzadziej sięga po książki i tylko ta
      pieprzona polityka,gadające głowy i długie, długie nic.
      Poza tym jest wszystko w porządku,mżonek uważa,że nawet
      bardzo normalnie he,he i często się dziwi,o co tak naprawdę
      mi chodzi?
      Chciałabym jednak dodać,że nie oczekuję żadnych porad,bo z
      tym zawsze musimy sami się uporać.Zapewne też nigdy nie odbezpieczę
      owego 'granatu noszonego w kieszeni',bo jednak jeszcze nam
      zależy,a najbardziej to widać,gdy pojawia się zagrożenie
      np.zdrowia,a i godzenie bywa bardzo przyjemne smile
      Jednego z całą pewnością mżonek mnie nauczył i pewnie
      teraz tego żałuje:obrażania i milczenia.Mnie to bardzo męczy,ale
      po wielu latach potrafię przeistaczać się w głaz,co kiedyś
      było zupełnie niemożliwe.To pewnie nie jest dobre,ale ileż
      można być tą,co zawsze pierwsza wyciąga dłoń-wszystko się
      kiedyś przeje więc niech i on czasami okaże 'żal za
      grzechy' wink Poza wszystkim,co tu napisałam,przyznam,że
      to całkiem sympatyczny facet,lubiany przez dalsze i bliższe
      otoczenie,a charakterki to my oboje mamy,oj mamy...

      Amenek.
      • foxie777 Re: Samotoność w małżeństwie 10.03.09, 23:28
        Ja tez uwazam, ze kazdy musi sie uporac z takimi roznymi
        sytuacjami w malzenstwie.
        Jestem juz ponad 20 lat z drugim mezem.Czy zawsze
        sielanka?.Oczywiscie ze nie i jak mowisz czasami granat jest w
        kieszeni,ale
        uwazam ze sprawa istotna w malzenstwie musi byc samowystarczalnosc
        partnera.Jesli moj maz nie chce np dzisiaj isc na koncert to ja nie
        robie problemu tylko ide z kupmelka,to samo dotyczy jego np footbalu.
        Oczywiscie, ze nie znaczy to aby wszedzie chodzic oddzielnie, ale
        musi byc tzw "obszar".
        Musze tez dodac, ze czasem kobieta musi moim zdaniem
        miec tzw przyslowiowe "jaja".
        W sumie mam fajnego Meza, ale ja tez jestem fajna.
        pozdr
        • fedorczyk4 Re: Samotoność w małżeństwie 11.03.09, 11:02
          Jou, Foxie. Ładnie i mądrze napisałyście. Bynalmniej, ale mi się
          podobawink
    • joujou Re: Samotoność w małżeństwie 11.03.09, 14:03
      >Na ten temat pewnie wszyscy moglibyśmy długo pisać smile
      Ja jakoś tak ze strachem rozglądam się wokół i boję się,że
      coraz mniej nam czasu zostaje.Patrząc po znajomych,człowiek
      myśli:tego już nie ma,tamta gdzieś w chmurkach więc staram
      się uświadamiać memu chłopu,że szkoda tych dni straconych,
      przemilczanych.Ponieważ sama jestem narwańcem z dość ciętym
      językiem,ciągle pracuję nad tym,by się bardziej kontrolować
      i chwilę zastanowić,zanim chlapnę ozorem wink

      Co do wypowiedzi jednego z panów,chciałabym dodać,że
      fajny sms,wysłany ukradkiem żonie, też może sprawić dużo radości,albo
      kwiatek zerwany na łące podczas rowerowej wycieczki.
      To takie miłe akcenty,prze wielu panów uznawane za zbędne
      duperele-przez mojego niestety też sad

      Paniom natomiast polecam książkę Krystyny Kofty "Gdyby zamilkły
      kobiety"-można się pośmiać,a jednocześnie przekonasz się,że
      Twoje problemy,często nie odbiegają od problemów Twojej
      koleżanki z pracy,sąsiadki zza ściany...Panowie też
      mogli by przeczytać,by zrozumieć,co nam-kobietom w duszy gra smile
    • deszczyk0 Re: Samotoność w małżeństwie 29.03.09, 15:54
      Niestety, widzę że potrzebna jest Wam pilnie małżeńska superwizja, bo w tym
      związku jest zbyt duże wypalenie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka