luiza-w-ogrodzie
20.02.09, 01:33
Mam odraze do pracy w szczegolnosci i do ludzkosci ogolnie - to
pierwsze oczywiste po powrocie z wakacji, to drugie jako pozostalosc
po gosciu, jakiego Buszmen zwalil do domu niemal dwa tygodnie temu a
mnie dopiero w zeszly piatek udalo sie go pozbyc. Buszmen
zareklamowal swego znajomego sprzed lat jako krzepkiego
siedemdziesieciolatka-obiezyswiata podrozujacego po swiecie w czasie
gdy w USA jest zima. Dostalam niemal 80-cioletniego niemyjacego sie
dziadka z poczatkami choroby Alzheimera, ktory paszporty i pliki
tysiecy (!) dolarow amerykanskich rozsiewal gdzie sie dalo a potem
mowil ze kieszonkowcy go okradli i dzwonil na policje, do konsulatow
etc. I ktorego styl zycia polegal na tym, ze owszem, spedza
amerykanska zime poza Stanami, ale zyjac w cieplych krajach na koszt
roznych swoich znajomych, mieszkajac i stolujac sie u nich bez
jednego "dziekuje" podczas gdy swoj dom podnajmuje. Gdy nakrylam go
w nocy z latarka stojacego w drzwiach sypialni corki, szybko
rozwiazalam sprawy. Z biletem w jedna strone z Australii
przekazalismy go nastepnym znajomym, ktorzy zawiezli go na lotnisko
i dopilnowali zeby wsiadl do wlasciwego samolotu.
Czuje sie energetycznie zuzyta po takim "gosciu". Teraz odpoczywam
pracujac w domu zas Buszmen gdy juz sie zjawi po pracy, obchodzi
mnie na palcach :o) W weekend zadnych ludzi, realnych ani
wirtualnych, tylko ja i ogrod!
Luiza-w-Ogrodzie
Pour vivre hereux, vivons cache: By żyć szczęśliwie, żyjmy w ukryciu.