Dodaj do ulubionych

Czy można kochać dwóch mężczyzn?

15.05.10, 14:04
Witam! Od 2 lat jestem mężatką. Mam cudownego męża, którego bardzo
kocham i wspaniałego synka. Moje życie było mało skomplikowane
dopóki w moim życiu nie pojawił się Artur. Spotykamy się od dwóch
miesięcy i zalezy mi na nim tak samo jak na moim mężu. On samotnie
wychowuje trzech synów. Jest dobrym ojcem i chce spędzic ze mną
resztę życia. Nie wiem juz co mam robić. Mam mętlik w głowie.
POmózcie bo sama sobie z tym nie poradzę. Czy może któraś z Was była
w takiej sytuacji?
Obserwuj wątek
    • rhinbac Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 15.05.10, 15:33
      Gdybyś była szczęśliwa, nie szukałabyś pocieszenia na boku. Masz w ogóle jakieś
      zasady? Granice moralności, uczciwości itp.?
      Nikt Ciebie nie uczył, że jak się z kimś jest to się z kim innym za plecami nie
      spotyka?
      Skoro kręcisz z tamtym na boku już 2 m-ce, to świadomie i z premedytacją sama
      sobie komplikujesz życie, nie wspomnę już o swoim meżu, bo prawda kiedyś i tak
      wyjdzie na jaw. Prawda o Tobie rzecz jasna.
      Nie przyszło Ci do głowy, w chwili gdy podejmowałaś decyzję o poszerzeniu
      znajomości z owym gachem, że ranisz męża? Że krzywdzisz Jego, siebie, właśnie
      niszczysz rodzinę itd.?
      O czym Ty myślałaś?
      A teraz płaczesz na forum i prosisz o pomoc. Tutaj nikt Ci nie pomoże, bo to
      Twój problem i Ty sama, tak czy siak, bez względu na to, co tu napiszemy - Ty
      sama podejmiesz decyzję, co dalej.

      Powiedz o romansie mężowi, odejdź i bądź sobie z tym kochankiem, nie rań niczemu
      nie winnych ludzi. Czym sobie Twój mąż zasłużył na coś takiego?

      Nie można kochać dwóch na raz. Jeśli tak myślisz, to Ci się to tylko wydaje.
      Wybierz któregoś z nich, a nie ciągnich dwóch spraw na raz, bo będzie tylko gorzej.
      • mala220 Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 15.05.10, 19:09
        czy ktos byl w takiej sytuacji? mysle ze ktos na pewno byl, ale kazda sytuacja
        jest inna.

        podzielam zdanie poprzedniczki. ranisz meza i synka, i sama komplikujesz sobie
        zycie. po co w ogole wdawalas sie w znajomosc z tym drugin?? wiedzialas ze masz
        meza, dziecko, a skoro chcialas sie z tamtym spotykac to chyba nie jestes
        szczesliwa. albo mialas za bardzo poukladane zycie, brak Ci bylo rozrywki.

        wiesz co ja mysle?? ze jak wybierzesz Artura, to bedziesz potem bardzo zalowac.
        sama piszesz- masz poukladane zycie, a to pewnie przelotna, dluzsza lub krotsza
        znajomosc.. bo po 2 miesiacach nie ma milosci, ale zakochanie i zauroczenie.. i
        mysle ze jestes na tym etapie.
        • ryszard_mis_ochodzki z tego co widziałem to nawet 3 jednoczesnie 23.05.10, 18:54
          przecietna kobieta potrafi kochac i zadowalac

          no moze cycki miala troche ponad przecietna

          panowie tez niczego sobie
      • iamhier Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 10:35
        do rhinback-a dlaczego zakladasz,ze nie ma w tym winy meża? Może ja
        zaniedbuje....

        No,coz..prawda jest taka,ze w zyciu trzeba miec duzo IQ tego
        emocjonalnego tez by sie nie rozwiesc.

        Ja zawsze bardziej cenie singli anizeli rozwodnikow...W
        szczegolnosci z dziecmi.Bo co to oznacza? Ano pokazuje ich wady i
        braki w ulozeniu sobie zycia i szczytowa NIEODPOWIEDZIALNOSC...
        Czy taka osoba np. bedzie wladna kierowac sprawami innych,zyciowymi
        sprawami?? WATPIE GŁĘBOKO....

        Tak samo zle oceniam podwojna oblude-czyli brak rozwodu,a..podwojne
        zycie....Co czeste w Polsce ,w szczegolnosci u polskich
        kobiet.Malzenstwo dla poprawienia statusu materialnego czy
        zawodowego i dzieci ,a uczucia to gdzie indziej....

        Chore.....
        • roman512 Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 18:12
          > do rhinback-a dlaczego zakladasz,ze nie ma w tym winy meża? Może ja
          > zaniedbuje....

          Ty chory lewaku! Bo malzenstwo to rzecz swieta! Jak ja zaniedbuje - to niech sie rozwiedzie i W****ALA!

          Ludzie! Co sie z wami dzieje?
        • nikodem_73 Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 24.05.10, 01:04
          > do rhinback-a dlaczego zakladasz,ze nie ma w tym winy meża? Może ja
          > zaniedbuje....

          Bruachachacha. Muszę to zapamiętać. Jakby mi przyszło kiedyś do łba zmontować
          rogi partnerce - będzie jak znalazł. "To Twoja wina - zaniedbujesz mnie". :D

          O ile mnie pamięć nie myli to podczas ceremonii wygłasza się taką śmieszną
          formułkę o "uczciwości" a i coś o "wierności" chyba jest. No chyba, że w tekście
          jest gwiazdka i dopisek poniżej "no chyba, że mnie zaniedbujesz to wtedy mogę
          być nieuczciwa/nieuczciwy i niewierny/niewierna (niepotrzebne skreślić)". W
          sumie nie wiem - nie jestem żonaty i tekst znam tylko ze słyszenia.
      • dajkes Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 14:38
        do lasu i zakopać
      • roman512 Mozna - o ile jest sie falszywa dziwka. 23.05.10, 18:10
        Tyle. Nie ma litosci dla falszywych bab!
      • tychdanych Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 23:25
        Niedobrze się robi od nagromadzenia tych wszystkich "ty","ci", "tobie" napisanych wielką literą.
        • tychdanych to było do rhinbaca 23.05.10, 23:26
    • deodyma Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 15.05.10, 20:10
      a ja Ci napisze tak...
      rozwalasz swoja rodzine, robisz krzywde temu, z ktorym romansujesz.
      on mysli, ze odejdziesz od meza i wiaze z Toba pewne plany na
      przyszlosc, tak?
      i co teraz zrobisz?
      znam przypadek pana, ktory mial zone, dzieci i zwiazal sie z mezatka.
      myslal, ze tamta pani odejdzie od meza i gdy okazalo sie inaczej,
      powiesil sie.
      czasami dochodzi do tragedii nawet z takich powodow.
      trzeba bylo nie zaczynac.
    • trouble24 Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 16.05.10, 10:49
      jak czytam te wszystkie krytykanki tutaj to sie naprawde zastanawiam
      czy kobiety musza byc takimi sukami. myslicie ze pozjadalyscie
      wszystkie rozumy ? wyzywanie sie na kims to nie jest doradzanie, jak
      ktos ma problem to jeszcze poprawic jakims pozadnym kopem co nie ?
      fajna filozofia zyciowa i zycze wam wszystkim ktore z taka latwoscia
      krytykuja zeby i was to spotkalo. A teraz sluchaj kobitko - NIE
      ZOSTAWIAJ MEZA ! To co teraz sie dzieje miedzy toba a tym arturem to
      banka mydlana ktora poprostu peknie. fajnie jest sie czasem
      spotykac, wiem wtedy wszystko wydaje sie takie latwe, ale to minie !
      Pomysl jak dlugo znasz meza, jego wady i zalety. skoro jestescie ze
      soba tyle czasu to cos znaczy. A artur ? samotnie wychowuje 3
      dzieci? to w co ty sie chcesz kobieto wpakowac ? chcesz byc
      pelnoetatowa opiekunka ? I do tego darmowa. A moze on wlasnie kogos
      takiego szuka, samotny, nic do stracenia. sluchaj moja rada jest
      taka - chcesz to pospotykaj sie jeszcze chwile a sama zobaczysz ze
      nie jest on idealny i ze z mezem bedziesz miala lepiej. bo pamietaj
      zycie jest dlugie i sztuka polega na tym ze je cale przezyc
      szczesliwie. aco najwazniejsze - masz synka, nie rozbijaj mu rodziny
      przez jakas glupote jaka jest zauroczenie. a mezowi z w zyciu sie
      nie przyznawaj, myslisz ze on by cos powiedzial ? a poza tym oni
      wcale nie chca wiedziec. trzymaj sie cieplo, i daj znac na forum jak
      to dalej sie rozwinelo. pozdrawiam
      • mars225 Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 16.05.10, 18:34
        a dlaczego mąż ma się nie dowiedzieć o tym że żona go zdradza, nie szanuje i ma
        gdzieś? niech wie z kim mieszka i niech ma szansę zdecydować czy być z kimś
        takim kto wskakuje pierwszemu lepszemu do łóżka będąc w związku.
        a po za tym wypadałoby badania na pewne choroby zrobić.
      • pi-ne Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 18.05.10, 22:16
        popieram
        • pi-ne ps. 'popieram' bylo do trouble24 18.05.10, 22:17
    • siula5 Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 16.05.10, 19:54
      ...nie sądze
    • to_ja76 Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 17.05.10, 12:07
      idź do tego drugiego z trójką dzieci, za kolejne 2 miesiące będziesz płakać z
      powodu dokonania niewłaściwego wyboru, w tej chwili z tamtym brak zobowiązań
      spowodował zawirowania w poukładanym życiu, rany co za głupota z twojej strony,
      za mało miałaś problemów najwidoczniej
    • marzeka1 Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 18.05.10, 22:19
      W porywie serca i sytuacji niczym z harlequina koniecznie zwiąż się
      z panem z 3 dzieci, tylko własnego synka zostaw mężowi. Na pewno z
      nowym panem stworzycie rodzinę i związek niczym z reklamy proszku do
      prania.
      A tak w ogóle to zrób baranka, może oprzytomniejesz. A przynajmniej,
      jak zechcesz z panem z 3 przychówku związać, to synka zostawisz
      mężowi, sama sobie głupiej do woli.
      • conspicuousfrom Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 12:42
        co to znaczy zrobic baranka? Naprawde nie wiem. Fiknac koziolka? Ale czy to cos zmieni? Mozesz mnie oswiecic?
        • rozkojarzonaaa Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 14:00
          No właśnie mnie też to określenie zaintrygowało, a google wypluwa info tylko o
          barankach z masła, masy solnej czy patyczków do uszu..
          • vouyou Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 14:24
            najprawdopodobniej chodzi o walnięcie głową w coś
          • panistrusia Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 14:31
            Aby zrobić baranka należy: stanąć w niedalekiej, ale jednak pewnej
            odległości od jakiejś ściany, muru itp. po czym nachylić się i biec, co
            sił w nogach.
            • rozkojarzonaaa Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 17:25
              OMG, czemu sama na to nie wpadłam? Dziękuję ;)
              • conspicuousfrom Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 24.05.10, 00:14
                Tez cos kojarzylem w oderzeniem w glowe bo w przedszkolu bawilismy sie z chlopakami w baranki, trykalismy sie wzajemnie (bez aluzji prosze, mielismy po 6 lat) glowami przed poduszki
    • aneta-skarpeta Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 19.05.10, 11:28
      2 m-ce to bardzo krótko, zeby ocenić czy artur to jest ten.
      Tymbardzije ze w zwiazku nie ma problemów ( jakis wiekszych)
      Radzę szybciutko to zakończyć, bo tylko więcej porblemów z tego
      będzie dla wszystkich- dla Twojej ordziny, dla Ciebie , dla artura

      nie ma co sie pakowac w romanse mając rodzinę, bo możesz tego bardzo
      żałować
    • majaa Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 19.05.10, 12:25
      Nie rozumiem, skoro tak bardzo kochasz męża, to dlaczego wdałaś się
      w romans??? Z nudów, czy co? To, co czujesz do Artura to
      zauroczenie, a nie miłość. Wycofaj się z tego jak najprędzej, póki
      jeszcze jest co ratować. Artur jakoś to przeżyje, w końcu spotykacie
      się dopiero 2 miesiące, jest sporo wolnych kobiet, na pewno da sobie
      radę.
      • romi81 Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 19.05.10, 21:27
        Można. Jestem w podobnej sytuacji. Jestem w związku (konkubinat:) od 9 lat. Mam 3,5 letnią córkę. 2,5 roku temu wspólny znajomy mój i partnera wyznał mi miłosc. Powiedział, ze jest zakochany we mnie od kilku lat. Że juz dłużej nie może tak życ. Wtedy jeszcze i On był w związku. Ma syna o rok starszego od mojej córki. Przez pól roku zdobywał mnie na smsy. Walczyłam sama ze sobą. Jak to, On-kolega mojego faceta, jego kobieta-moja kolezanka. Razem na imprezy, na wczasy. Tłumaczył, ze im dłużej mi się przysłuchiwał, obserwował to dochodził do wniosku, ze z taką kobietą chce spędzic życie. Fakt, zawsze dobrze nam się rozmawiało, podobne gusta, podobne charaktery (niech mi ktos powie jeszcze raz, ze przeciwności sie przyciagają! bla bla)Przyznam, ze nigdy nie byłam dowartościowana przez własnego "męża", częsciej mnie irytowało jego zachowanie, nie czułam w nim wsparcia. Pewnie dlatego dałam się ponieśc emocjom. Doszło między nami do czegos więcej w końcu. Potem była mała wpadka na smsy, kontakty się trochę oziębiły, bardziej pomiędzy mną a jego kobietą. Tylko na spotkaniach wśród wspólnych znajomych, gdy nasze oczy się spotykały... Od pól roku On juz nie jest z nią. Od pól roku to się nasiliło. Wiem, ze mnie kocha. Czuję, ze moglibysmy stworzyc mocny związek. Od pól roku prowadzę równolegle 2 życia..Męcze się psychicznie, nie wiem co robić. Nie potrafie wziąc dziecko pod pachę i skończyc 10 lat wspólnego życia. Mój "mąz" jest dobrym człowiekiem. Ale nie ma tego czegoś. Nie ma namiętności, iskry. Mam stabilizacje, mamy wspólny kredyt na mieszkanie, żyjemy sobie na średnim poziomie. Ale nie jestem szczęśliwa. Nie mamy wspólnych tematów do rozmów, wspólnych zainteresowań. Seks przeciętny. Całkowite przeciwieństwo tego co mam z NIM. Sumienie gryzie okropnie, ale.. Możecie doradzac, też bym doradziła NIE ZOSTAWIAJ MĘŻA! Ale żadna z Was, która nie była w podobnej sytuacji nie zrozumie. Serce nie sługa. Przekonałam się. Wybaczcie mi ten referat:-) uff, trochę mi ulżyło:-)
        • pi-ne Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 19.05.10, 22:34
          No coz, ja tez przezylam fascynacje bedac w malzenstwie. Moze to
          byla milosc? Na poczatku znajomosci nawet mi sie nie snilo ze ktos
          mnie moze od meza oderwac, wrecz niefrasobliwie sobie chodzialm na
          rozmowy, spotkania, wyjazdy z tym nowym... Nigdy wczesniej nikt
          mojemu malzenstwu nie zagrozil.

          Potem jednak nowy zwiazek sprawil ze w domu stalam sie nieobecna,
          mialam mniej ochoty na intymnosc, i tak sie potoczylo... az do
          rozpadu malzenstwa... Teraz z perspektywy czasu mam troche zal do
          faceta ktory mnei 'uwiodl.' Pisze to w cudzyslowiu, bo jednak czuje
          sie odpowiedzialna za swoje wybory.

          Ten nowy kochal, rozumial, snul plany na przyszlosc, i przez 1.5
          roku bylo dobrze a potem coraz gorzej. Teraz sadze ze trzeba gdzies
          dwoch lat zeby naprawde wiedziec na czym sie stoi. Wczesniej to
          jeszcze luski na oczach i banki mydlane.

          Teraz mija 7 lat od tamtego romansu. Choc tyle wtedy czulam,
          wszystko rozwialo sie jak dym, nawet kontakt 'z tamtym' mam
          praktycznie zerowy. Tymczasem partner z malzenstwa nadal jest dla
          mnie najwazniejsza osoba w zyciu. Nadal go kocham choc nie jestesmy
          juz razem. Od tamtego mojego odejscia oboje mielismy rozne zwiazki,
          z ktorych zaden na dluzsza mete nie dorownal temu co mielismy razem.

          Tylko ze tego sie nie da wiedziec dopoki czlowiek nie odejdzie i nie
          straci.
          • zielony_kasiczek do pi-ne 24.05.10, 00:25
            pi-ne, a mogę cię o coś zapytać?
            czy z twoim bylym mezem nie jestescie razem, bo on nie chce czy dla was obojga to sie skonczylo z twoim odejsciem?

            ja szarpie sie w takiej sytuacji od bardzo dawna (az starch napisac jak dawna)...
            i sama zadaję sobie pytanie z tematu (chociaz sama w zyciu nie zadalabym go na tym forum pełnym niewistnych ludzi dla których świat jest totalnie czarnobiały, mimo że życie - choć bardzo bym teraz chciała, żeby było inaczej - jest duuuużo bardziej złożone. ale rozumiem że niektórym łatwiej nawyzywać od kurew niż spóbować się głebiej zastanowić. zresztą to święta racja, że nikt kto czegoś takiego nie przeżył, nie zrozumie. nie zrozumie jak to jest chcieć uszczęśliwić dwie osoby, co w tej sytuacji jest skazane na porażkę już na wstępie, tęsknić za dwoma osobami i być ranionym przez dwie osoby, które też czują się zranione, z czego powodu ma się notoryczne poczucie winy. nawet moja najlepsza przyjaciółka, mimo że wiem że dobrze mi życzy, nie jest w stanie zrozumieć. i wcale nie życzę jej, żeby było jej dane zrozumieć, jej ani nikomu. no, może tylko najgłośniejszym krzykaczom na tym forum :-)
            w każdym razie ja po jakimś czasie odeszłam wręcz od obydwu żeby to wszystko przemyśleć (chociaz z tym "drugim" to nigdy nie byl zwiazek, raczej proby wyrwania sie ze "szpon" tego uczucia, ktore tak pogmatwalo mi zycie), obaj wiedza o tej sytuacji. i na razie nic z tego nie wynikło. mimo to nawet zycie nie chce tego jakos "samo rozwiazac" pewnie tak byloby latwiej, czy lepiej w ostatecznym rozrachunku - inna sprawa. w moim przypadku jest tak ze facet z ktorym bylam, jest dla mnie najblizsza osoba na świecie, ja dla niego również, pomimo całej tej sytuacji. I strasznie się boję, że popełniam błąd i za jakiś czas tak jak ty poczuję, że z nikim nie jestem w stanie zbudować takiej relacji. tylko, ludzie, czy strategia pod tytułem "lepszy wróbel w garści niż gołab na dachu" naprawdę jest dużo uczciwsza niż zdrada?? Bycie z kims bo to stabilniejsze i bezpieczniejsze? bo dziecko? a jesli tak naprawde w glebi duszy bede potem zalowac tego wyboru i podswiadomie obarczac wina mojego meza? podsiwadomie go karac? czy naprawde bedzie szczesliwszy? czy bedzie szczesliwsze dziecko? tych, ktorzy zaraz krzykna ze trzeba bylo nic nie zaczynac - odsylam do poczatku mojego postu - i tak nic nie zrozumiecie dopoki nie trafi was grom z jasnego nieba. zreszta dla mnie, jak dla pi-ne, przez 10 lat naszego zwiazku nie istnial nikt inny i w zyciu bym nie uwierzyla ze cos takiego moze mi sie przytrafic.
            co do odpowiedzi na tytulowe pytanie... czasem wydaje mi sie ze tak, bo to co czuję do nich obydwu, jest równie głebokie. ze tak samo mocno chcialabym zeby byli szczesliwi (nie umiejac tego rozwiazac probowalam juz nawet ich obu wrecz popchnac w inne, zdrowsze zwiazki, poki co bezskutecznie, znajac zycie pewnie odnajda je jak ja sie na cos zdecyduje) ze roznice w uczuciach wynikaja z tego ze kazda relacje jest najzwyczajniej w swiecie inna. zreszta, jak mozna tyle czasu nie umiec podjac decyzji? a czasem wydaje mi sie ze to po prostu sposob usprawiedliwienia mojej nieumiejetnosci wgladu w moje uczucia i potrzeby. ze juz może sama nie widzę granicy między przyjaźnią i kochaniem. i w zasadzie juz naprawde sama nie wiem...

            jesli chodzi o rade dla autorki tematu... recepty na ocenę uczuć niestety nie posiadam. z mojego doswiadczenia - jak doprowadzisz do takiego zblizenia z tym drugim facetem, kochankiem, ze stanie sie dla Ciebie rownie wazny co maz (seks nie ma tu nic do rzeczy), to zrobi sie naprawde skomplikowane. im wczesniej podejmiesz jakas konkretna decyzje, tym lepiej. chyba ze JUŻ jest za pozno. ja chyba za dlugo z nia czekalam i nie umiem sie z tego wyplatac. wydaje mi sie, ze kiedys kazda decyzja bylaby bardziej odwracalna. a z czasem watpliwosci sie tylko mnoza.

            Co do dziecka... jesli przyczyna twojego zakochania jest faktycznie to, ze miedzy toba a twoim mezem cos nie do konca gra, to moim zdaniem niekoniecznie najlepszym rozwiązaniem jest pozostanie w małżeństwie. Bo dziecko musi mieć przede wszystkim szczęśliwych rodziców. znam trochę ludzi, których rodzice zostali ze sobą z ich powodu, i oni zawsze twierdzili, że naprawdę byłoby dużo lepiej, gdyby się jednak rozstali. i niekoniecznie były to rodziny, w których kłótnie były na porządku dziennym. w moim zwiazku chyba też w pewnym sensie coś nie grało, chociaż bardzo długo tego nie widziałam, bo była to chyba właśnie wątpliwość, przyjaźń czy kochanie, a to niestety cos co przychodzi z czasem i to raczej dłuższym niż 2 lata. bo jeśli ta przyjaźń istnieje w związku to naprawdę możemy sami nie wiedzieć kiedy zacznie czegoś brakować, bo obiektywnie nic złego się nie dzieje, bo się dogadujemy, dbamy o siebie. no ale to tylko moje doświadczenia. wazne jest w tym moemencie chyab tez to, czego tak naprawde ozekujemy od ziwazku i od zycia... niestety, z taką decyzją jest się zawsze samemu. nikt nie weźmie odpowiedzialności za Twoje (czy moje) życie. I w dodatku życie ma się tylko jedno...
            • pi-ne Re: do pi-ne 24.05.10, 23:08
              > pi-ne, a mogę cię o coś zapytać?
              > czy z twoim bylym mezem nie jestescie razem, bo on nie chce
              > czy dla was obojga to sie skonczylo z twoim odejsciem?

              Trudno powiedziec kiedy co sie skonczylo...Odeszlam bo czegos mi w
              dotychczasowym (malzenskim) zwiazku zabraklo, teraz widze ze OBOJE
              przekladalismy bezpieczenstwo nad konieczne zmiany.

              Odeszlam bo na horyzoncie pojawil sie inny czlowiek ktory to
              oferowal, a wraz z nim perspektywa na fascynacje, rozwoj, a nawet na
              doroslejsze uklady niz te ktore mialam z moim ukochanym mezem.

              W koncu sie wyporowadzilam. Maz bolal nad tym przez dlugi czas,
              wlasciwie byl nieszczesliwy latami i probowal sobie jakos ulozyc
              zycie od nowa. Jak o malo co nie ulozyc to doznalam takiego
              otrzezwienia jakiego nikomu nie zycze - pare miesiecy panicznego
              strachu co ja nawyrabialam. I ze nigdy nie bedzie mi pbojetne jesli
              bede swiadkiem jak darzy czuloscia inna kobiete i jest z nia
              szczesliwy tak jak my bylismy szczesliwi razem.

              Moge albo sie zupelnie oddalic i 'zapomniec', albo czekac a potem
              patrzec jak On znowu zacznie budowac zycie z kims innym (co jest dla
              mnie nie do zneisienia, choc przeciez On musial byc swiadkiem jak ja
              robilam dokladnie to samo), albo - starac sie wrocic.

              A powrot po tylu latach wcale nie jest latwym zadaneim nawet jesli
              sie ludzie bardzo kochaja i zaluja ze im za pierwszym razem nie
              wyszlo.



              • zielony_kasiczek Re: do pi-ne 26.05.10, 22:28
                Dzięki za odpowiedź...
                To w zasadzie u mnie jest bardzo podobnie...

                Tylko czasem wydaje mi się, że najgorsze w tym wszystkim jest to, że mnie ten
                paniczny strach paraliżuje jeszcze zanim tak naprawdę zrobiłam cokolwiek (nie
                jestem z tamtym, jak pisałam).
                Ze to chyba gorsze niż zrobić coś szybko a potem żałować. Bo w takim
                długotrwałym wahaniu to w ogóle można stracić pewność własnych uczuć. a ja
                naiwnie jakoś nie jestem w stanie przyznać jednoznacznej wyższości rozumu nad
                sercem... zresztą już sama czasem nie wiem rozumu nad czym...? może to po prostu
                pragnienie czegoś nowego? tylko coraz częściej wydaje mi się, że nie uda mi się
                tego przeczekać, mimo, że na pewno byłoby bezpieczniej i z różnych względów dla
                wielu dziedzin mojego życia - lepiej.

                Różnica przede wszystkim taka, że ja to wszystko przeżywam czasie przyszłym, ty
                - w przeszłym.
                Np. nie daje mi spokoju myśl, jak on będzie się czuł, kiedy będzie patrzył jak
                układam sobie życie z kim innym. jakie to będzie okropne jak nie będę mogła być
                przy nim w gorszych chwilach, wspierać go. a i myśl o tym, że kogoś mógłby
                obdarzać czułością kogoś innego, że mógłby traktować mnie zupełnie obojętnie,
                mnie dręczy. I chyba to trochę egoistyczne...
                I też mam wrażenie że brakuje nam odwagi na zmiany.
                Ale szczerze mówiąc mam ciągle (naiwne) poczucie, że gdybym tylko poczuła, że to
                było to, chciałabym walczyć o odbudowanie tego. ale może to kwestia tego, że
                mniej czasu minęło w moim przypadku i żadne z nas w żaden inny związek jeszcze
                nie weszło, nie wiem.
                • pi-ne Re: do pi-ne 26.05.10, 23:44
                  Jesli ktos mowi o wyzszosci rozumu nad sercem to chyba go nigdy
                  jeszcze zycie (i uczucie) nie zlapalo za przyslowiowe 'cochones'.

                  W zasadzie kasiczku to sadze ze moje dazenie do czegos nowego to byl
                  wlasciwy trop. Oboje bylismy 'zasiedziali' ze soba i czegos na
                  brakowalo. Blad polegal na tym ze zamiast ryzykowac zmiany *z* moim
                  mezem znalazlam niejako gotowca poza zwiazkiem. Tak bylo latwiej i
                  poczatkowo bezpieczniej dla zwiazku. Kazdy wybor, tak sobie mysle, w
                  momencie jego podejmowania wydaje sie byc tym najlepszym. Albo tylko
                  tymczasowym rozwiazaniem. Dopiero czas pokazuje jego konsekwencje.

                  Nawet nie moge powiedziec ze zaluje rozejscia sie, bo wtedy - pare
                  lat temu - nie znalismy zadnej innej mozliwosci zmiany. Gdybym nie
                  odeszla to moze zanudzilibysmy sie na smierc, moze nie moglibysmy na
                  siebie juz patrzec, kto wie. A tak rozeszlismy sie, sprobowalismy
                  zycia poza zwiazkiem, i jestesmy o te doswiadczenia madrzejsi. Zeby
                  od razu bylo jasnie - uwazam ze to NIC nie ulatwia, teraz jest ogrom
                  rzeczy 'do odkrecenia' i nawet nie wiem czy damy rade temu podolac.
                  Czy ja bede chciala i czy on bedzie chcial. Ale nie wiem czy dla nas
                  byla inna droga. Przykro mi ze sie tak potoczylo, mam ogromne
                  poczucie straty, a nasza wzajemna naiwnosc i niewinnosc sa nie do
                  odzyskania. Ale nie wiem jak moglo byc inaczej biorac pod uwage
                  ze... inaczej nie umielismy. Paradoksalnie, stalo sie tak bo oboje
                  unikalismy mowienia o problemach i oboje nie chcelismy sie ranic ani
                  naciskac.

                  Przeczekanie moim zdaniem nic nie daje. Jezeli cos moze pomoc to
                  swaidomosc ze jesli nie popatrzycie na to czego Wasz zwiazek
                  potrzebuje, to potoczy sie on az do rozkladu. Jezeli to Was
                  wystarczajaco nie zmobilizuje teraz lub wkrotce to... No coz... Moze
                  sie stac tak jak u mnie.

                  Jesli sie rozejdziecie to raczej nie bedzie tak ze Twoj ex- bedzie
                  Cie traktowal obojetnie. Nie wiem czy tak sie da. Moze byc pelen
                  zalu i chcec sie oddalic zupelnie, moze chcec zapomniec zeby sobie
                  jakos ulozyc zycie bez Ciebie, moze tez sie szarpac miesiacami.
                  Wszystkie powyzsze stany sa mi znane.

                  Tak jak i zludzenie ze jestem gotowa na to by moj ex- zapoznal mnie
                  ze swoja nowa kobieta. Im bardziej sie okazywala w porzadku, tym
                  bardziej zwalalo mnie z nog. Mrzonki o zintegrowaniu sie szybko sie
                  rozwialy, bo to po prostu bylo dla mnie emocjonalnie niemozliwe.

                  Nawet nie potrafie opisac jakie to uczucie gdy czlowiek ktorego
                  kochasz od lat zaczyna ze znana Tobie czuloscia i opiekunczoscia
                  wyrazac sie o kim innym.

                  Ze pod inna kobiete ustawia swoj czas, z nia wiaze nadzieje, to ona
                  spedza czas z Nim i Jego przyjaciolmi, ona sie zastanawia czy chce
                  miec z nim dziecko...

                  Swiat sie wtedy przewraca do gory nogami.
                  • pi-ne a co do egoizmu 26.05.10, 23:47
                    to mysle ze wlasnie nam go wobec siebie zabraklo. tego pozytecznego
                    egoizmu ktory kaze sie domagac zmian na ktorym nam zalezy.
    • iamhier Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 10:28
      Separacja albo rozwód,chociaż wcześniej możnaby skorzystać z terapii
      małżeńskiej,choć nie wiem czy chciałabyś aż tak bardzo zawracać
      sobie głowę mężem i dziećmi.....

      Tobie brak kwalifikacji do związków .....No i będą problemy.....
    • kruk51 Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 10:34
      Kochać można ! I owszem ! Ale nic mądrego z tego nie wyjdzie ! Czy
      wcześniej czy później wszyscy będziecie cierpieli i wszyscy będziecie czuli, że
      jesteście skrzywdzeni. W życiu nie można mieć wszystkiego !
      Zawsze z czegoś rezygnujemy na rzecz, która mam się widzi wartościow
      sza. Wybory pod wpływem uczuć i emocji rzadko bywają roztropne ! No i
      zastanów się. Stare przysłowie mówi; lepszy wróbel w garści niż gołąb
      na dachu !
    • gtygty Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 10:34
      Totalny bezsens jak dla mnie i bełkot. Od dwóch lat jesteś mężatką a
      już zdążyłaś wdać się w romans? Nie kupuję tego - tym bardziej
      pisania,że masz cudownego męża. Jak ktoś wcześniej napisał - jeśli
      jest dobrze w związku to się nie szuka niczego na boku, a juz na
      pewno nie czegoś,co jest dłuższym romansem "z perspektywami"...
      Pytanie tylko - jakie to perspektywy? Facet szuka sobie niańki dla
      swoich dzieci, jak pasuje Ci taki układ to leć. Za 10 lat obudzisz
      się jako sterana życiem kobieta, której dorastające dzieci
      konkubenta/drugiego męża powiedzą,że nic ci do ich spraw, bo nie
      jesteś ich matką, a Twojego syna (o ile będzie przy tobie) będą
      traktowac jak kukułczego podrzutka.
      Głowa i rozsądek - podstawa udanego życia. Emocje i działanie pod
      wpływem impulsu są dobre dla 15-latek.
      • iamhier Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 10:37
        Ja zawsze twierdzilam,ze szanuje bardziej prostytutki anizeli takie
        mezatki.....
    • borys996 Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 10:34
      Jasne, że można. Męża i syna można kochać równocześnie. Jeżeli jednak masz męża
      i go zdradzasz z innym, to na pewno go nie kochasz. Jesteś z nim tylko z
      przyzwyczajenia lub(i) wygody. Wmawiasz sobie, że go kochasz żeby zagłuszyć
      sumienie.
      • iamhier Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 10:38
        Dokladnie tak....
    • misself Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 10:46
      Nie można. Można czuć fascynację i mylić ją z miłością.
      Nie mieści mi się w głowie, że chcesz zostawić męża, z którym łączy Cię co
      najmniej dwuletni związek (bo chyba nie wyszłaś za niego zaraz jak się
      poznaliście) dla faceta, którego znasz od 2 miesięcy. POMYŚL.
      • iamhier Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 11:12
        dwuletnie malzenstwo cha cha cha!zabawne...
        najlepszy przyklad umiejetnosci spolecznych dajemy wlasnym zyciem,a
        raczej ich braku.....
        w zderzeniu z niskim IQ ogolnym mozemy miec z tego niezly
        pasztet..toksyczny pasztet niebywale dla reszty....

        tylko dlaczego jeszcze znajauja sie tacy ,ktorzy niepowaznych
        traktuja powaznie i z przywilejami,ktorych reszta nie ma?
        no coz patrzec nie dla kazdego znaczy widziec....
    • vouyou wzruszające;) 23.05.10, 11:22
      Nie bardzo wierzę w tę historyjkę. Skąd Wy, tzn Ty i Artur, bierzecie czas na
      te amory? Podsumujmy: praca, dom, małe dzieci. Ktoś inny to wszystko za Was
      robi? Może kilka spotkań w ciągu dwóch miesięcy udałoby się wykroić, a tu widzę
      intensywny romans, i jaki serio, serio:)))) Nie. Nie chce mi się już na to
      odpisywać. Mogę się zajmować w miarę poważnym tematem, a nie snem wariata.
    • krzywelustro Dojrzałość to sztuka dokonywania wyborów. 23.05.10, 12:48
      A mądre wybieranie, to sztuka rezygnacji. Nie da się równocześnie
      wykąpać i nie zamoczyć. Jeśli nie dokonasz wyboru, życie zrobi to za
      Ciebie, ale na Twój rachunek. Pomyśl o sobie za kilka lat i
      zrezygnuj z tego, czego w przyszłości będziesz mniej żałowała. Nie
      zapominaj, że odpowiedzialność to konieczność ponoszenia
      konsekwencji nie tylko za to, co się zrobiło, ale także za to, czego
      się nie zrobiło lub zrobiło zbyt późno. Świadomość dokonania
      właściwego wyboru zmniejszy gorycz ceny, którą za to zapłacisz. Nie
      bój się być kowalem własnego losu. Głowa do góry!
    • akle2 Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 14:23
      Można. Ale lepiej nie ryzykować. Skończy się to kacem moralnym, rozpadem dotychczasowego świata i z pewnością kogoś skrzywdzi.
      Tu nie będzie wygranych.


      -------------
      Zwycięzca bierze wszystko.
    • janatur Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 14:31
      Trzeba koniecznie,aby twa przyjaciółka,koleżanka zdobyła
      przychylność twego męża i utworzyć kwartet seksualno przyjacielski
      pozbawiony zazdrości na zasadzie wzajemnej miłości, i bez żadnych
      nie odmówień.
      • krzywelustro Sformułowanie "bez nie odmówień" zasługuje na... 23.05.10, 15:17
        Sformułowanie "bez nie odmówień" zasługuje na literackiego Nobla,
        zwłaszcza w tym konkretnym kontekście. Szczerze i bez ironii.
        • vouyou Re: Sformułowanie "bez nie odmówień" zasługuje na 23.05.10, 22:12
          Kontekst jest zrozumiały i dowcipny. Ale logicznie "bez nie odmówień" = z
          odmówieniami. Podwójne przeczenie. Twój cytat nie jest jednak dokładny, bo było
          "bez żadnych nie odmówień". Potrójne przeczenie. Czyli jednak bez odmówień, co
          jest zgodne z kontekstem;)
      • iamhier Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 16:27
        do janatur-tez mialam jej tak doradzic.Prawda jest smutna,dopoki sie
        nie przeleca to im nie przejdzie....Czasami dla utrzymania
        malzenstwa to bardzo dobra rada....mimo swej przewrotnosci....
    • kiterunner Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 16:13
      Tak jak można kochać dwójkę swoich dzieci jednocześnie, pewnie i można
      w Twoim przypadku dwóch mężczyzn. W opisywanej sytuacji raczej na happy
      end się nie zanosi, więc radziłbym Ci skończyć z Arturem i siedzieć
      cicho mając nadzieję, że się nie wyda. Jak mówi stare dobre powiedzenie
      "Czego oczy nie widziały, tego sercu nie żal".
      • iamhier Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 16:26
        To tylko nic nie znaczący frazes.
    • leew1 Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 17:33
      oczywiście można kochać równocześnie więcej niż jedną osobę! jeżeli
      jest to miłość bezinteresowna, tylko czy Twój przyjaciel Cię kocha, czy
      raczej potrzebuje opiekunki dla swoich synów?
    • yulija Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 18:16
      Hm... a ja myślę, że gdyby wszystko w małżeństwie było ok, to nie szukałabyś
      niczego innego... Codzienne życie, troski (dziecko, rodzina, braki finansowe,
      oziębienie uczuć) potrafią nam na tyle obrzydzić poranne wstawanie, ze na siłę
      szukamy jakiegoś bodźca, który nas pobudzi... a może to właśnie PRAWDZIWA MIŁOŚĆ
      zapukała do CIEBIE?

      Decyzję musisz podjąć sama ....
    • ebsd Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 18:30
      rżnij sie ile wlezie co cie obchodzi zdanie innych jakichś zakompleksionych mezatek czy zdradzonych nieudaczników
      • agrafka111 Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 21:05
        naukowcy obliczyli, że średnio w życiu zakochujemy się o ile dobrze pamiętam 11-12(!) razy. Prawdziwa miłość to umiejętność trwania przy człowieku którego się wybrało na życiowego partnera nawet jeśli akurat jest gorzej. Zeby umieć kochać, trzeba umieć postępować przyzwoicie, wybierać myśląc o dobru drugiej osoby, rezygnować z czegoś w imię wspólnego dobra... nie wszyscy umieją być przyzwoitymi ludźmi, nie każdy umie kochać, nie każdemu zdarzy się w życiu miłość... przykre.
    • brakteat można kochać nawet 3 naraz: 23.05.10, 18:54
      1 w paszczu
      2 w żopu
      3 w ruku :)
      • justytka piekne :)) n/t 23.05.10, 20:26
        brakteat napisał:

        > 1 w paszczu
        > 2 w żopu
        > 3 w ruku :)

        :))
        • senseiek 5-ciu.. 23.05.10, 22:57
          > brakteat napisał:
          >
          > > 1 w paszczu
          > > 2 w żopu
          > > 3 w ruku :)
          >
          > :))

          5-ciu, bo ma jeszcze 2 rece wolne.. :P
    • baalsaack Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 21:36
      Fizycznie jest to możliwe.
      • vouyou Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 22:14
        nawet jednocześnie, jeśli ktoś tak lubi
    • coppermind Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 22:06
      skąd się biorą koorwy, które niszczą swoje dzieci nie
      widząc zupełnie nic oprócz własnej doopy ?

      dlaczego kolejna młoda koorewka nie pomyślała ani przez chwilę,
      że rani własne dziecko nie mówiąc już o mężu ?

      doopocentryczne samice nazywają rządzę miłością i próbują jakoś
      sobie wytłumaczyć własne koorewstwo :(
      • agrafka111 Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 23.05.10, 22:24
        pewnie, z tego samego miejsca skąd biorą się faceci olewający swoje rodziny i zdradzający swoje żony czy kobiety... czysty egoizm.
        • pacio Re: Czy można kochać dwóch mężczyzn? 24.05.10, 09:35
          Zanim zaczniesz kochać kogokolwiek, zadaj sobie pytanie czy kochasz siebie.
          Jeśli nie, nadal będziesz tkwiła jako abstrakcja w dwóch związkach rozerwana
          pomiędzy rodziną i facetem który ma 3 synów, jeżeli ten się zakończy, będzie
          kolejny. Nie znajdziesz odpowiedzi na forum, nikt za Ciebie nie weźmie
          odpowiedzialności.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka