Dodaj do ulubionych

młode-jeszcze-nie-mężatki :)

25.10.04, 17:11
Hej! Mam 23 latka i z moim ch lopakiem jesteśmy razem ponad 3 lata. Niestety
nie mieszkamy razem, ale mam nadzieje, że to się szybko zmieni. Piszę do
dziewczyn, które pewnie tak jak ja nie maja mężów, ale buszuja po tym forum.
Napiszcie cos wiecej o swobie i swoich zwiazkach? Jak dochodzicie do tej
decyzji by sie pobrac? Ja ostatnio zaczynam sie powaznie nad tym zasatnawiac,
ale myślę, że dla mojego chłopaka to jeszcze za wcześnie. Jak wasza sytuacja
z pracą, ze szkołą? Ja myślę, że w tych czasach jest bardzo trudno rozpocząć
wspólne życie ze względu na pieniądze oczywiście i ze względu na naukę. Niby
stajemy się juz dorosli po 20 roku życia (oczywiście nie wszyscy)a tak
naprawde wszystko nas cofa. Co o tym myślicie?
Obserwuj wątek
    • karo_lina79 Re: młode-jeszcze-nie-mężatki :) 25.10.04, 20:24
      Shemreolin,
      ja właśnie jestem młodą nie-mężatka i baaardzo mi z tym dobrze.
      Co prawda mam silne ciągoty ślubne, ale uważam, że na razie jesteśmy za młodzi
      na ślub. Poza tym nie mamy warunków finansowo-materialnych do założenia
      własnego stadła.
      Chociaż w sobotę stuknęło nam pięć lat, to minie chyba kolenych pięć nim razem
      zamieszkamy.
      Uważam, że jestem w bardzo komfortowej sytuacji, bo mogę w pełni cieszyć się z
      życia: nie muszę zarabiać, bo utrzymują mnie rodzice, kończę drugi kierunek
      studiów, mam czas na moje pasje. Związek jest stabilny, widujemy się jak na
      moje potrzeby odpowiednio często, więc mamy okazję się poznać w różnych
      sytuacjach, a zarazem się nie tłamsimy. Co prawda czasem obawiam się, że po
      wspólnym zamieszkaniu okaże się, że nie jesteśmy w stanie na siebie patrzeć -
      ale może to tylko moję głupie obawy.
      Na razie nie zamierzam wyprowadzać się z domu, ani tym bardziej zaliczać ciąży.
      Jestem zdania, że najpierw trzeba poznać życie, a potem bawić się w pieluchy.
      Być może jestem świetnym przykładem tak potępianej postawy konsumpcyjnej, ale
      mnie jest z tym świetnie:) Nie wiem, czy w ogóle dojdziemy z moim chłopakiem do
      ślubu. Już wiele razy deklarowałam, że zaręczyny tak - ale ślub nie. Mój
      chłopak na razie ani myśli się zaręczać, ale faceci wolniej dojrzewają ;)
      Będzie co ma być, a szkoda młodość marnować na zmartwienia!
      • shemreolin Re: młode-jeszcze-nie-mężatki :) 26.10.04, 10:45
        Ja mieszkam niby sama, ale u taty (w suterenie w jego domku, ale mam osobne
        wejscie i za nic nie musze płacic). Jestem w bardzo komfortowej sytuacji. :)
        Mój chłopak mieszka z rodzicami w tym z mamą, która każe mu wracac do domu o 22
        (co i tak nie jest wcale przestrzegane... :>) Ja pracuje, on studiuje i raczej
        nie ma szans na wspólne mieskzanie na razie. Ale nie o to mi chodzi... Chodzi
        mi raczej o te młode pary, które chcą bardzo ułożyć sobie zycie, pragna dziecka
        itd. ale nie daje sie im mozliwości by tak właśnie uczynili. Nasz kraj niestety
        nie jest dobrym miejscem na wczesne założenie rodziny. Politycy wrzeszcza, że
        sie dzieci nie rodzą, a tak naprawde to nie jest kwestia tego ze nam kobietom
        sie nie chce dzieci tylko kariery, tylko raczej tego, że jakbysmy miały szansę
        miec dziecko i jednocześnie prace, której nikt nam nie odbierze w miedzyczasie
        to bysmy sie decydowały na pewno szybciej.

        Wydaje mi sie że większosć kobiet nie chce miec dzieci i meza tak szybko, nie
        dlatego, że ma taki foch, ale dlatego, że ma mózg i mysli o tym, że to po
        prostu nie ma sensu ze względu na sytuacje materialna przyszłej rodziny.

        Co wy na to?
        • chrisb004 I ja sie z Tobą zgadzam. 26.10.04, 11:03
          Ale po kolei.
          Na razie nie placisz, ale gdybyscie mieszkali we dwoje, to wypadaloby cos
          tatusiowi odpalic, bo w koncu kazdy z nas na zuzywa jakies media i ktos za to
          musi placic. A to dodatkowo motywuje do aktywnosci, uczy odpowiedzialnosci.
          Bo w zyciu swoje rachunki placi sie samemu.
          Macie sytuacje podobna do naszej, kiedy zostalismy malzenstwem a mielismy 21
          lat. Na trzecim roku zalozylem firme a moja zonka zaczela studia zaoczne.
          Dzisiaj oboje mamy i wyksztalcenie i prace, wiec moglismy sobie pozowolic na
          nasz domek i naszego malucha.

          Polityczne gadanie o budowaniu rodziny, posiadaniu dzieci i itp to brednie i
          frazesy. Zadna partia a juz zwlaszcza LPR nie ma pojecia o czym mowi.
          Im chodzi tylko o glosy i swoje fundusze a nie o szczescie tych rodzin.
          Kazdy z nas sam musi zadbac o swoja rodzine, o jej dobro i dlatego sam decyduje
          kiedy zaklada rodzine, ile ma dzieci - opierajac sie o to co moze im dac.
          Sorki ale na gadanie glupoli z TV nie da sie zbudowac rodziny.
          Moze to i straszne, ale samą milością a juz na pewno nie gadaniem polityków
          nie zapłaci się za mleko dla malucha.

          Milosc jest pieknym stanem, milosc jest niezbedna, ale oprocz niej musi powstac
          tez stabilny zwiazek i jakies oparcie finansowe. Coz, taki jest ten swiat.
          • xapur Mogę tylko przytaknąć. Howgh! 26.10.04, 11:06
            Pieniądze szczęścia nie dają, ale bez pieniędzy trudno je mieć.
          • shemreolin do chrisb004 26.10.04, 12:33
            Nie ma szans by zamieszkać razem u mnie ponieważ mam mały pokoj 16m2, bez
            kuchni i tylko z umywalką.... Pracuje i do domku sie dokładam troche i
            dodatkowo opłacam swoje studia. Staram sie jak moge, ale wiem, że na razie nie
            ma szans na to zeby razem zamieszkać, choć prawde mówiąc chciałabym bardzo
            sprónować jak to jest mieszkać razem. W końcu jestesmy ze sobą ponad 3 latka i
            ciagle zyjemy jak para nastolatków. :/
            • shemreolin zapomniałam dodać. że 26.10.04, 12:45
              mój tato mieszka ze swoją konkubina, która mnie nienawidzi i na każdym kroku
              musi mi robic jakies świństwa. Często np. podstawia mi pod drzwi rózne rzeczy a
              jako, że ja schodzę po schodach po ciemku to czasami niemalze sobie zęby
              wybijam. Ojciec wie o tym jaka ona jestwredna, ale sam juz isły nie ma i wcale
              mu się nie dziwie. Ja ja omijam szerokim łukiem. Grunt w tym, że ja musze
              dzwonic zeby się z własnym ojcem umówić czy moge wejsć na góre, a korzystaniu z
              kibla czy łazienki tak po prostu to mowy nie ma. :/ Na szczęście moja babcia
              mieszka dwa kroki ode mnie i to mnie ratuje, bo tam sie kąpię i jem obiady.

              Generalnie to nie ma szans żeby mój Jeszcze-Nie-Mąż zamieszkał ze mną, bo nie
              chce go narażać na takie idiotyzmy. Mój ojciec jest naprawde fajnym, facetem,
              ale przez babe i pewne niepowodzenia życiowe jest czasami zbyt bierny i po
              prostu bezsilny. Rozumiem go i staram sie mu nie utrudniać, szczególnie że
              obiecał, ze jak wygra proces o kase z firmy to kupi mi mieszkanie. Zależy mu
              bardzo na tym żebym zamieszkała nowrmalnie, ale tylko na tyle go stać, ze moge
              mieszkać w suterenie (która sama sobie slicznie urzadziłam tak poza tym :D).

              Jako młoda osoba, chciałabym wreszcie zobaczyć jak to jest mieszkac z kims,
              szczególnie że mieszkam w tej suterenie juz 4 lata i jest mi smutno i samotnie.
              mój Jeszcze-NieMąż mieszka z rodzicami i siostra i życie rodzinne mu nie
              ulatuje sprzed nosa. No a ja... heh... Ja chce miec w końcu normalna
              rodzinkę... choćby dwuosobową.
              • chrisb004 Re: zapomniałam dodać. że 26.10.04, 12:47
                I powiem Ci: mocno trzymam za Ciebie kciuki. twoj charakter dostaje niezlego
                kopa od zycia i "najblizszych" ale badz twarda nie uginaj sie. A na pewno Ci
                sie powiedzie. Wierze w Ciebie !
                Ale jak tylko uda Ci sie z tym mieszkankiem uciekaj do niego w te pedy.
            • chrisb004 Re: do chrisb004 26.10.04, 12:46
              No to fakt warunki raczej polowe. Ale w koncu mozna wynajac cos na poczatek.
              Najwazniejsze ze nienalezysz do osob "Mi sie należy". Z takim trudno ulozyc
              sobie zycie, a i ich partnerom w kryzysie nie jest latwo.
              Wiesz juz ile kosztuja studia, jaki jest koszt pracy itd. To jest duzo.
              Poprostu przyjdzie kiedys taki dzien, kiedy ta mysl dojrzeje w Was i wtedy to
              sie zacznie. Choc zycie jak para nastolatkow jest boskie. Wykorzystajcie je do
              cna. Pozniej zcasami te wspomnienia bedą osladzac wam codzienne trudy.
              • shemreolin Re: do chrisb004 26.10.04, 13:39
                no wiesz... z tym byciem nastolatkami to jest taki problem, że ja zarabiam i
                mniej wiecej wiem o co chodzi w zyciu, ale mój chłopak jeszcze nie pracuje i
                jest na garnuszku u rodziców. Z tego powodu często nie mamy gdzie wyjśc razem,
                bo przeciez ja nie bede płacić za wszystko. Jego rodzice niestety nie są zbyt
                pomocni, czasami potrafia nieźle mu nagadać zanim dostanie jakieś pieniądze
                (typu 10 zł na cole)i to powoduje że mój mężczyzna popada w frustracje. Obecnie
                pisze prace licencjacką, własciwie to juz skończył pisać i czeka na akceptacje.
                Po tym bedzie miał prace, ale te 3 lata to nieźle się namęczyliśmy. Czekam z
                utęsknieniem na ten czas kiedy przyniesie swoja pierwszą kase do domu. Myślę,
                że to bardzo ważna sprawa dla każdego meżczyzny...
                • chrisb004 Re: do chrisb004 26.10.04, 14:51
                  Tak to bardzo wazne.
                  A jeszcze najlepiej jak ma prace duzo lepiej platna. Ale i z tym roznie bywa.
                  Ja pamietam jak czekalem na stypendium. Zonka juz pracowala, ja tylko w wakacje,
                  ale przynajmniej zarobilem na pierwszy semestr w akademiku. :-)
                  Potem w sumie juz na 1 roku znalazlem prace i bylo lepiej.
                  ale tak naprawde to dopiero jak firma sie rozkrecila poszlo fajnie.
                  Z tymi rodzicami i u mnie bylo podobnie.
                  Ale co tam, to sa uroki poczatków bycia we dwoje. :-))

                  pozdrawiam
                  cieplo
                  Chris
                  • shemreolin Kobieta materialistka... 26.10.04, 15:23
                    ja mam nadzieje, że jak on zacznie zarabiać to bedzie odbijał sobie te lata
                    krzywdy finansowej i bedzie mnie rozpieszczał i kupował kwiaty i zapraszał do
                    teatru czy do kina ;) hehehe A tak serio to uważam, że pieniadze to bardzo
                    ważna rzecz. Nie żebym była jakąś straszną materialistką, ale zauważyłam, że
                    mimo wszystko brak pieniędzy bardzo niekorzystnie wpływa na zwiazek.


                    Dziwi mnie to, że mężczyźni czesto naskakują na kobiety za to, że one wola byc
                    z tymi przy kasie. Jak dla mnie to zupełnie normalna sprawa. Po prostu
                    mężczyzna, który ma pieniadze moze zadbać o swoja rodzinę, lepiej sie czuje,
                    jest pewny siebie i stać go na różne "gesty". Niestety meżczyzna bez pieniedzy.
                    na utrzymaniu swojej kobiety jest w bardzo cięzkiej sytuacji. Prędzej czy
                    później żona zacznie mu wypominać to i owo i sie nakręci machina wspólnych
                    żali. Moim zdaniem facet powinien mieć kasę dla jego własnego dobra. :) Pisząc
                    o Paniach nie mam na myśli oczywiscie tych wrednych paskud- naciagaczek, ale
                    normalne kobiety, które chcą założyć rodzine. :)
                    • chrisb004 Re: Kobieta materialistka... 26.10.04, 16:03
                      No no, tylko to rozpieszczanie musi byc w granicach rozsadku. (żart)
                      Dziwi Cie ze mezczyzni chca byc tymi przy kasie, a piszesz ze to lepiej dla
                      nich. Cos mi tu nie gra.
                      W sumie to i tak najwazniejsze jest zeby kasa nie byla nigdy karta przetargową.
                      Czytalem tu o roznych propozycjach kto rzadzi. Zajrzyj w archiwum jest tan na
                      ten temat troche. My mamy wspolna kase, tyle ze wieksze wydatki ustalamy razem.

                      Rozczaruje Cie co do wypominania. To moze sie zdarzyc i kobeicie i facetowi,
                      niestety czasem kaska uderza do glowy i staje sie problemem.
                      Moja zonka zawsze mowi ze przez kase stalem sie kobieciarzem, stałem się pewny
                      siebie, bardziej otwarty itp. (czytaj bardziej rozgladam sie za kobietami).
                      Ale nawet wtedy kiedy zarabialem 10x tyle co moja kobieta nie odwazylem sie jej
                      tego wypomniec. Tak samo jak ona mi ze kiedy ja nie mialem jeszcze stypendium
                      to zylism z jej pensji.

                      Kaska jest bardzo wazna. A juz na pewno potrzebna jest wtedy kiedy pojawia sie
                      dziecko. Niestety, maluch kosztuje i kase na to trzeba miec. Ale w zwiazku
                      stabilnym pelnym milosci zawsze latwiej jest ja zdobyc.

                      • shemreolin Re: Kobieta materialistka... 26.10.04, 16:17
                        >Dziwi Cie ze mezczyzni chca byc tymi przy kasie, a piszesz ze to lepiej dla
                        > nich. Cos mi tu nie gra.

                        Nie napisałam, że chcą tylko, że źle jak nie maja kasy. Uwazam, ze facet
                        powinien miec pieniądze i ze to jest dla niego dobre. O konsekwencjach nie
                        zarabiania pieniedzy przez faceta tez napisałam. Oczywiście nie jest tak
                        zawsze, ale jest duże prawdopodobieństwo że tak ise zdarzy...


                        > Moja zonka zawsze mowi ze przez kase stalem sie kobieciarzem, stałem się
                        pewny
                        > siebie, bardziej otwarty itp. (czytaj bardziej rozgladam sie za kobietami).

                        No to ja nie wiem czy to jest dobry pomysł żeby mój meżczyzna zaczął
                        zarabiać... ;)

                        Super wiadomosć! Mój miły napisał mi przed chwilka na gg, że zadzwonili do
                        niego z jakiejs ważnej firmy, gdzie kiedyś tam złożył cv i zaprosili go na
                        rozmowe i jakiś test. :D Normalnie chodzę po ścianach ze szczescia!! Trzymajcie
                        kciuki!


                        Do jutra! Lece do domku!
                        • chrisb004 Re: Kobieta materialistka... 26.10.04, 22:44
                          Co do kobieciarstwa, to tylko jej slowa, ja w to nie wierze. :-)))

                          A co do pracy trzymamy kciuki - jak sie wyjasni to opijamy na forum.

                          Czasem mysle ze nie pasuje do tego kraju, ja uwielbiam cieszyc sie z cudzego
                          szczescia.
        • xapur Też myślę, że wspólne mieszkanie wiele wyjaśni. 26.10.04, 11:04
          To jednak jest różnica. Pojawiają się nowe problemy i trzeba je rozwiązywać.
          Jak czytam posty to widzę, że czasem z błahych spraw wyrastają duże kłopoty. Ja
          bym to nazwał "docieraniem się".
          Poza tym całkowicie zgadzam się z opinią o finansowych kwestiach wstrzymujących
          decyzje o ślubie czy dziecku. Niestety wg mnie nie dotyczy to tylko Polski, ale
          wielu krajów rozwiniętych. Współczesny model gospodarki przeważnie nie sprzyja
          rodzeniu dzieci. Oczywiście jeśli ktoś poważnie myśli o zapewnieniu tym
          dzieciom godziwego życia. Są przecież i tacy, co wychodzą z założenia, że jak
          Bóg da to będzie. Potem marudzą, że nie starcza im na chleb, a za plecami
          płacze spora gromadka darów bożych.
        • inez_82 Re:shemreolin 08.12.04, 13:29
          Właśnie ja tak myślę.Nie mogę założyć rodziny tylko i wyłacznie przez te
          okropne warunki.!
      • chrisb004 Re: młode-jeszcze-nie-mężatki :) 26.10.04, 10:52
        Powiem Ci na sowim przykładzie.
        Ja skonczylem wtedy I rok dziennych, Ona - juz pracowała.
        Mieskzalismy u jej tesciow. To jest/była naprawde wielka milość.
        Ale w miedzyczasie zylismy na maxa, jezdzilismy podrozowalismy (tak jest do
        dzis), bawilismy sie, korzystalismy z zycia.
        Jedyny problem nie mieszkalismy sami - to naprawde bardzo ważne. wiele zmienia.
        Szkrab urodzil sie po 7 latach i naprawde niczego nie zalujemy.
        Cieszymy sie z naszej mlodosci, wspolnych wypraw, z naszego mlodego malzenstwa.
        Choc tak naprawde malzonkami stalismy sie po wyprowadzce od tesciow.
        wtedy tak naprawde sie dorasta. Docieraja do Ciebie te przyziemne sprawy.
        Nie spieszcie sie, jesli Wasz zwiazek to jest to, to wytrzyma ten okres i bez
        malzenstwa. Ale mimo wszytsko zanim zdecydujecie sie pobrac, zamieszkajcie
        razem, wiele sie o sobie nauczycie nowego. A po co ryzykowac kolejne
        nieszczesliwe malzenstwo.
        Pozdrawiam
        Chris

        • karo_lina79 Panowie mają rację! 26.10.04, 12:00
          I Chris, i Xapur - macie rację.
          Ja też bym sobie chętnie założyła rodzinę, ale mnie na to nie stać.
          Właśnie wczoraj miałam rozmowę z szefową. Co prawda wiem, że babsko jest durne
          i patrzy tylko na swój zarobek kosztem młodych naiwnych, ale ja też nie jestem
          bez winy. Inna kwestia, że nawet gdybym się zapracowywała po uszy, to nawet
          500zł brutto nie zarobię - przynajmniej tu gdzie jestem teraz.
          Mam ochotę pieprznąć te robotę i poszukać nowej...

          Czasem się zastanawiam, czy wszystko ze mną w porządku, bo niektóre osoby w
          moim wieku mają dobrą pracę i są w stanie na siebie zarobić, a ja na garnuszku
          u rodziców i wieczna studentka.
          Mój chłopak też niby dostał świetną pracę w swoim zawodzie, ale co z tego,
          skoro już wisi widmo zamknięcia firmy, a o zarobkach nie wspomnę, takie sa
          beznadziejne.
          Zastanawiam się, jak ludzie to robią: mogą wynieść się z domu, mogą na siebie
          zarobić, odłożyć coś.
          Gdybym jeszcze była idiotką po zawodówce - to rozumiem.
          A tymczasem wrzeszcy na mnie jakaś baba, która nie ma pojęcia o branży, w
          której ja mam wykształcenie - no ale to jej firma i mogę jej skoczyć.

          Zastanawiam się nad otwarciem jakiejś własnej firmy, ale co wpadnę na jakiś
          genialny pomysł, to po analizie ryzyka okazuje się, że mój pomysł jest
          nieżyciowy :/
          Poza tym - jak pisałam - jestem zadowolona z mojego życia. Rodzice mnie nie
          wyganiają, poza tym nie jestem rozpieszczona i staram się oraniczac wydatki,
          jakie na mnie ponoszą. Umiem się cieszyć tym, co mam. Na razie.
          W przyszłości, tej niedługiej, chcę zrobić wszystko, aby poprawić moją
          sytuację. Wtedy może pomyślę o założeniu rodziny i o dziecku. Ale dopiero, jak
          będzie mnie stać.
          A politycy i nawoływania do prokreacji to nie jest taki durny pomysł:) Ostatnio
          doszłam z moim chłopakiem do wniosku, że jak natrzaskamy 14-cioro dzieci, to
          będziemy żyli z opieki społecznej!
          • xapur Po prostu niektórym się udało. 26.10.04, 12:18
            Od półtora roku usiłuję znaleźć pracę choć w przybliżeniu zgodną z moimi
            zainteresowaniami. Owszem mam jedną, ale jak wyciągnę 7 stów miesięcznie to
            święto (tyle, że przyjemna i niezbyt czasochłonna). Moja luba męczy się na
            półtora etatu za dwa razy tyle. W dodatku jej szefowie to dramat.
            Piszesz:
            "A tymczasem wrzeszcy na mnie jakaś baba, która nie ma pojęcia o branży, w
            której ja mam wykształcenie - no ale to jej firma i mogę jej skoczyć."
            Skąd ja to znam? Jedyna różnica w tym, że budżetówka, a nie firma. Tam ciągle
            tkwi pełno buraków (dotyczy obu płci) nie mających pojęcia o niczym, ale
            mających odpowiednie znajomości. Niestety trzeba znosić głupie uwagi takich
            szefów jeśli chce się coś zarobić.
            Moje miejsce w szeregu tłumaczę sobie dość brutalnie. Skoro nikt mnie chce i
            boję się ruszyć samemu na podbój gospodarki tzn. że widocznie jestem za słaby,
            za mało umiem i za leniwy (przecież właśnie klepię coś na kompie zamiast wziąć
            się do roboty). Mój ojciec wyciąga dużo więcej ode mnie ale w domu jest gościem
            i nie ma siły na cokolwiek. Ja wolę ograniczać wydatki. Tylko czasem się
            zastanawiam ile można żyć zastanawiając się czy kupić sobie knyszę czy nie, bo
            5 zł to sporo.
            Mimo to czuję się szczęśliwy. Głodem nie przymieram, mam gdzie mieszkać i co
            najważniejsze - mam swoją ukochaną, z którą świetnie się rozumiem. Na razie
            dobre i to, a wierzę, że w końcu będzie lepiej z finansami.
          • anula36 Re: Panowie mają rację! 26.10.04, 12:24
            Wszystko jest tak naprawde kwestia priorytetow i wiary w bycie razem.
            My tez zarabiamy przecietnie, mamy malutkie mieszkanko, ale jakbysmy chcieli
            sobie mowic "nie stac nas na razie na bycie razem"to nie bylibysmy pewnie nigdy.
            Takei problemy zawodowe o jakich piszesz to ma prawie kazdy- my tez oboje w
            ciagu ostanich 2 lat zmienilismy prace,moja firma sie zamknela z dnia na dzieni
            nawet Uniwersytet nie okazal sei az tak laskawy dla swoich pracownikow zeby im
            zapewnic dozywotnia umowe o prace.
            Ale ja wiem,ze sobie poradze. Jak trzeba bedzie to schowam dyplom do szuflady i
            bede sie opiekowac jakims czlowiekiem z Alzhaimerem bo za to w miare placa.A we
            dwoje poradzimy sobei na pewno, skoro radzilismy sobie na wlasna reke przez 10
            lat nim sie poznalismy.
            Teraz juz nikt nie ma szans przepracowac calego zycia w jednym zakladzie pracy,
            trzeba bedzie skakac od fuchy do fuchy. Bedzie niepewnie.
            I trzeba sie jakos bedzie odnalezc w takiej a nei innej rzeczywistosci.
            Niekoniecznie z 14 "drobiazgu" jak sie kiedys mowilo:)Ale przynajmneij we
            dwoje:)
    • kolunia1 Re: młode-jeszcze-nie-mężatki :) 26.10.04, 14:42
      Witajcie:-)
      Różne tutaj są posty&ja napiszę także swój:)Mam 23 lata, studiuję dziennie w
      Wawie, pracuję dorywczo,tak samo mój mąż.Znaliśmy się 3 lata, zanim wzieliśmy
      ślub ponad dwa miesiące temu.Do decyzji dojrzeliśmy oboje, oboje tego bardzo
      pragnęliśmy&nie żałujemy ani jednego dnia RAZEM!Nie mamy bogatych rodziców,
      domu pod Warszawą z ogrodem,ani auta...wynajmujemy mieszkanie, jeżdzimy metrem,
      studiujemy,prackujemy,odwiedzamy kina,teatry,spacerujemy...przede
      wszystkim...możemy jadać razem śniadania, zasypiać w swoich ramionach i to jest
      dla nas najważniejsze...oboje myślimy że wszystko co materialne,nie konieczne
      jest na zawsze, dlatego staramy się mieć coś innego, choćby każdego dnia
      rozwijać miłość do siebie...
      • chrisb004 Re: młode-jeszcze-nie-mężatki :) 26.10.04, 14:54
        I takie posty powinny tu isc wielkimi literami.
        Ci ktorym sie udalo, bo rozumieja siebie, swoje potrzeby i to co moga drugiej
        osobie dac: SIEBIE !
        I mam nadzieje ze jesli to forum przetrwa, to za jakies dziesiec lat napiszesz
        to samo.
        tego Wam i takim zaczynajacym jak Wy - życze.

        Chris
      • xapur Wiwat! Aż się życie zrobiło jaśniejsze po takiej.. 26.10.04, 19:39
        dawce szczęścia. Oby tak dalej. Zresztą co ja mówię - OBY JESZCZE LEPIEJ!!!
        • jenny1 Re: Wiwat! Aż się życie zrobiło jaśniejsze po tak 26.10.04, 20:02
          Xapur przeczytałam Two wczesniejszy post:)i... nie zamartwiaj się tak:), na
          pewno znajdziesz wcześniej czy później dobrze płatną pracę:D piszę to
          dlatego ,ze mimo, iż oboje z męzem skończyliśmy ciężkie studia nie było dla nas
          pracy przez ponad rok:/ z racji tego ,że mąż jest tzw. złotą rączką co to i
          stworzy nowy program komputerowy i położy flizy jesli taka fucha się trafi to
          na ślub mieliśmy pieniądze, bo ja dorabiałam mało i z moich pieniążków ledwo na
          ubrania ślubne starczyło...ale tuż po ślubie mąż przeszedł wszystkie etapy i
          rozmowy kwalifikacyjne w jednej z zachodnich firm i zaproponowali mu etat z
          pensja o jakiej nam się nie śniło:D Dziś mamy własne "M", sporo podróżujemy ale
          nie szalejemy, bo zbyt dobrze pamiętamy jak było wcześniej cieżko, cieszymy się
          finansową swobodą lecz mamy świadomość,ze nikt niczego w czasach jakie mamy
          nam nie zagwarantuje, grunt to jednak wierzyć i nie poddawać sie tylko szukać
          cały czas innej i lepszej pracy:D może i w Twoim przypadku okaże się ,ze po
          chudszych latach nadciągną tłuste czego Tobie i Twej połówce serdecznie życzę:D
          • shemreolin Re: Wiwat! Aż się życie zrobiło jaśniejsze po tak 27.10.04, 08:59
            >tuż po ślubie mąż przeszedł wszystkie etapy i
            > rozmowy kwalifikacyjne w jednej z zachodnich firm i zaproponowali mu etat z
            > pensja o jakiej nam się nie śniło:D

            jenny1, mój Jeszcze-Nie-Mąż ma właśnie możliwość pracy w takiej właśnie firmie
            zagranicznej. Ponoć trzeba przejść jakieś testy i rozmowę w języku angielskim.
            No, ale jak się przez to przejdzie to ponoć na sam poczatek ma się jakieś 4000
            na rękę. @.@ SZOK!!! Strasznie bym chciała żeby mu ise udało... O rany! Dodam,
            że mój Jeszcze-Nie-Mąż właśnie kończy fizykę na UW. :)

            Nawiązując jeszcze do postu chrisb004 dotyczącego cieszenia sie ze szcześcia
            innych, chciałabym napisać, że zastanawia mnie to, że czasami w zwiazkach jest
            jakaś chora rywalizacja o to kto więcej zarabia. Ja nie mam absolutnie nic
            przeciwko temu by mój mężczyzna zarabiał wiecej ode mnie. Na samą myśl o tym,
            że mógłby osiagnać sukces i zarabiać tyle by nie martwił sie o nasza przyszłośc
            powoduje, ze wzbiera we mnie radość. :) I chciałabym oczywiscie, że gdyby było
            odwrotnie to zeby on też cieszył sie tak jak ja...
            • chrisb004 Re: Wiwat! Aż się życie zrobiło jaśniejsze po tak 27.10.04, 09:03
              Z ta rywalizacja to jest ludzkie.
              Od wiekow to facet utrzymywal rodzine, zywil ja , bronil i niestety w genach
              cos zostało z tych prehistorycznych czasow. Poza tym faceci tez maja ambicje i
              ona czasem jest chora. :-)

              A u kobiety to moze byc i ambicja i jakies feministyczne dazenia, i proba
              nadrobienia wlasnej wartosci.

              U nas w domciu na szczescie nie ma takich postaw. Cieszymy sie z tego co mamy i
              zawsze skladamy sobie zyczenia: byle nie bylo gorzej. lepiej tez nie musi byc,
              bo ta nadwyzka niech idzie do kogos kto ma duzo gorzej niz my !
            • jenny1 Re: Wiwat! Aż się życie zrobiło jaśniejsze po tak 27.10.04, 09:42
              Ja zarabiam grosze:)i nie gniewam się o to ,że mój mąż kilkakrotnie więcej:D
              ciesze się z jego sukcesów:D i zadnej konkurencji u nas nie ma:D dokładnie taką
              samą brał pensję na początek o jakiej piszesz:D gdy szefostwo odryło jego
              talent zaproponowali mu jeszcze więcej , by go konkurencja nie podkupiła:D
              minęło już sporo czasu odkąd tam pracuje i obecnie zarabia jeszcze więcej:D
              dodam ,ze ma laptop, telefony kom. i inne rzeczy gratis:D jedyny minus to
              to ,że pracuje niekiedy po 12 godzin:( całe szczęście,ze weekendy ma wolne:)
              trzymam bardzo mocno kciuki , by i Twój kochany przebrnął prze to "pole minowe"
              jakim są rozmowy kwalifikacyjne:D niech nie da się sprowokować, zachowa luz i
              poczucie humoru:D mój miał od początku prowadzone rozmowy po angielsku bez
              żadnych testów, bo jego szefowie nie znają polskiego:)musicie wierzyć,ze się
              Wam uda:D jak nie tu to gdzie indziej:D zawsze wspierałam męża, gdy kiedyś
              wracał przybity po odmownej rozmowie:( a było ich sporo:( ale nie podddawaliśmy
              się i w końcu się udało:)czego i Wam z całego serca życzę:) aha mój jest po
              informatyce:D
          • xapur Nie zamartwiam się tak bardzo. 27.10.04, 09:34
            Dzięki za odzew - miło, że ktoś czyta moje posty.
            Nie wydaje mi się bym się zamartwiał. Chociaż wczoraj moja luba z troską
            zapytała co się ze mną dzieje, że tak chudnę. Stres czy co? Sam nie wiem.
            Nieszczególna sytuacja rodzinno/mieszkaniowa i finansowa mogą być przyczyną,
            ale nie wiem czy tak jest w istocie.
            Nawiążę jeszcze do wątku rywalizacji zarobkowej w małżeństwie. Nie wiem skąd
            się to bierze, może z tradycyjnego wychowania, ale dla mnie to porażka, jeśli
            mężczyzna nie może zapewnić utrzymania swojej kobiecie. Nie mam nic przeciwko
            temu, że moja ukochana zarabia więcej, ale gdy patrzę jak jest zmęczona to
            czuję się winny. Zawsze powtarzałem, iż powinienem tyle zarabiać, by druga
            połówka mogła pracować dla przyjemności, a nie z musu. Ale cóż - nie zawsze
            wychodzi tak jak chcemy.
            Przytoczę jeszcze pewną myśl wychwyconą w jakimś artykule we "WPROST". Autor
            stwierdzał tam, że "problem z ludźmi w Europie Środkowo-Wschodniej polega na
            tym, iż w przypadku gdy zmniejszają się ich dochody oni ograniczają swoje
            wydatki i potrzeby (tak jak ja). Tymczasem powinni wziąć przykład z zachodu
            gdzie w takiej sytuacji ludzie kombinują jak by tu więcej pracować i powrócić
            do poprzednich zarobków". Nie wiem czy to prawda, aczkolwiek na takie dictum
            nasuwa mi się jedno powiedzenie: człowiek pracuje by żyć, a nie odwrotnie.
            Tylko czy to właśnie nie jest syndrom "leniwych wschodnich Europejczyków"?
    • reirei Re: młode-jeszcze-nie-mężatki :) 26.10.04, 21:12
      witam, to ja młoda-jeszcze-nie-mężatka :)
      mam 20 lat, mój luby tyle samo, oboje studiujemy dziennie i pracujemy dorywczo,
      każde z nas mieszka z rodzicami, a jesteśmy razem ponad 1,5 roku. Uff.. :)
      Planujemy zamieszkać razem, mój chłopak ma własnościowe mieszkanie, które
      zapsali mu rodzice; tylko na razie nie ma kasy na dokończenie remontu, który
      wykonujemy sami, no i na późniejsze utrzymanie się w ponad 100m kwadratowych
      mieszkanka. Na razie nie było ani słowa o ślubie, myślę, że jesteśmy za młodzi
      no i zwyczajnie nas nie stać. Na razie jest jak jest, czas pokaże jak się ułoży
      nasze życie. :)
      • chrisb004 Re: młode-jeszcze-nie-mężatki :) 26.10.04, 22:41
        Fajnie ze macie wlasne lokum, to duzo wnosi w doroslym zyciu.
        No i dobrze ze sami podchodzicie do tego dosc powaznie.
        Pewno ze mozna sie juz hajtnac jak w serialu (mjm) i mieszkac osobno
        ale czy o to chodzi ?
        Korzystajcie z zycia, bawcie sie, odnajdujcie rozne uciechy swiata,
        chocby po to zeby miec o czym rozmawiac do starosci, albo opowiadac dzieciom.
        Nasze Panstwo i obecne zycie nie sprzyja MłMałz. dostaja w kosc tak samo jak
        inni a kto wie czy nie bardziej.
        Zreszta i tak najwazniejsze jest w zyciu - KOCHAĆ !
        • karo_lina79 Re: młode-jeszcze-nie-mężatki :) 26.10.04, 23:40
          Chris,nawet mi nie mów, że nie lubisz Mjakmilosc!!!
          • chrisb004 Re: młode-jeszcze-nie-mężatki :) 27.10.04, 08:58
            Po pierwsze nie ogladam, ale za to wszystkie kobiety w rodzinie (oprocz tej
            najmlodszej), w pracy i wsrod znajomych to ogladaja, wiec dociera do mnie co
            jest grane.
            Lubisz/nie lubisz - to nie te kategorie.
            • shemreolin Re: młode-jeszcze-nie-mężatki :) 27.10.04, 09:04
              ja czasami oglądam u dziadków... ale ten serial jest naprawde boski w
              porównaniu do "Mody na sukces". :P Codziennie po pracy gdy jem obiadek u
              dziadków, jestem świadkiem tego boskiego amerykańskiego serialu i zazwyczaj
              psuje dziadkom radohce bo kompentuję ile wlezie... :)

              Dziewczyny! A właśnie! Widziałyście tego Rich'a (Ridża czy jakos tak)? Czy
              waszym zdaniem on jest przystojny? (widziałyście go wogóle?). Ten serial
              epatuje seksem jego owłosionej żylastej klaty, gdy co kilka odcinków obściskuje
              coraz to inna babe... :P

              Dodam, ze ja osobiscie w domku tv nie mam i dzięki bogu, ale co sie u dziadków
              naogladam to moje :)
              • chrisb004 Re: młode-jeszcze-nie-mężatki :) 27.10.04, 09:26
                Moda na sukces to serial mojej miłości.
                Tzn. czasu mojej miłości.
                Bo pamietam jak przyjezdzalem do mojej obecnie Zonki
                i wtedy rozpoczynala sie jego emisja.
                Razem z tesciem ogladalismy kawalki i komentowalismy
                ku oczywiscie dezaprobacie tesciowej. :-)

                Dzisiaj tescia juz nawet TU nie ma, a ten serial dalej meczy ludzi.
                To juz chyba milinowe odcinki. :-))
                • shemreolin Re: młode-jeszcze-nie-mężatki :) 27.10.04, 09:36
                  ostatnio o ile dobrze pamiętam to był odcinek 2700-coś tam. :) A tak serio to
                  czasami wystarczy że obejrze to raz na tydzien a i tak nadążam nad akcja bo tam
                  wydłuzają te odcinki do grnic możliwości kompletnie idiotycznymi tekstami i
                  tymi SPOJRZENIAMI! :D
                • xapur Odnośnie "The bald, the beautiful..." 27.10.04, 09:44
                  Mam na myśli "Modę na sukces".Tyuł oryginalny jak zwykle nie ma nic wspólnego z
                  polskim tłumaczeniem. Zawsze mnie to irytuje w filmach. Ale nie o tym chcę
                  pisać. Moja luba oglądała to niegdyś od czasu do czasu. Zapytałem ją dla żartu
                  czy to już czasem nie 2000 odcinek. Zdębiałem gdy mi powiedziała, że TEN JUŻ
                  BYŁ!!! Rany, jak można oglądać coś takiego. Mnie nuży nawet najbardziej
                  wciągający serial (np. "Przystanek Alaska") tylko dlatego, że jest serialem.
                  Nie znoszę czekać do następnego odcinka. Zawsze go przegapiam. Stąd wolę
                  normalne filmy.
                  Reszta rodziny namiętnie ogląda wszystkie te mydła i powidła w TV więc czasem
                  też mam okazję zobaczyć. Bawi mnie więc, jak widzę w kółko te ploty serialowych
                  bohaterów w pracy ("Na dobre i złe" - ten o szpitalu). Komentuję wtedy - "Czy
                  oni w ogóle pracują, czy tylko gadają w pracy?". Albo te klony doktora Judyma -
                  ciekawe gdzie się pochowali ci oddani lekarze przejmujący się pacjentem? Chyba
                  tylko na ekranie.
                  • karo_lina79 Re: Odnośnie "The bald, the beautiful..." 27.10.04, 10:20
                    To ten serial jeszcze leci?
                    Pamiętam jak moje koleżanki w podstawówce komentowały każdy odcinek. No ale one
                    były z popegeerowskich wioch i miały mentalność kurczaków...
                    A ja namietnie oglądam M jak milosc, chociaz czasem to mi rece opadaja na te
                    malo zyciowe zachowania bohaterow.
                    O, jak chocby wczoraj wypadek Filarskiego. Jasne, w życiu ludzie zaraz zostają
                    ukarani za swoje wredne zachowanie...
    • inez_82 Re: młode-jeszcze-nie-mężatki :) 08.12.04, 13:26
      Ja mam 22 lata i czuję się w pełni dojrzała do założenia rodziny.Mój chłopak
      jest moim rówieśnikiem i jesteśmy razem ponad dwa lata.Często mówimy o ślubie,
      zaręczynach, wspólnym mieszkaniu i dzieciach.Niestety warunki nam na to nie
      pozwalają.Obydwoje studiujemy zaocznie, ja nie pracuję a on nie zarabia
      dużo.Nie chcemy mieszkać z rodzicami więc pozostaje nam czekać aż sytuacja
      zmieni się na lepsze.Masz rację wszystko nas cofa.Obydwoje bardzo chcemy wziąć
      ślub ale nie mamy na to warunków.Ja osobiście boje się że będziemy tak długo
      czekać że zostanę matką w wieku 30 lat czego nie chce zawsze pragnęłam mieć
      pierwsze dziecko w wieku około24. Ale nie tracę nadzei może jeszcze się
      poprawi:)pozdrawiam
      • xapur Wiesz, matką zostać łatwo, gorzej później wychować 08.12.04, 14:14
        Niemniej życzę powodzenia, może wkrótce twa sytuacja się poprawi umożliwiająć
        realizację zamierzeń. Pozdrawiam.
    • yahannah kolejna młoda/jeszcze/nie 08.12.04, 14:25
      My z eMem (przyszłym) mamy lepszą sytuację: mamy mieszkanie, nie musimy
      wynajmować, dużo płacić..
      Gorzej z pracą - bo mąż ma zlecenia i to nie jest stały i pewny dochód, ja
      dostaję z mojej pracy jakieś śmieszne grosze..
      Ale myślimy, co możemy zrobić, żeby było lepiej.
      W marcu ślub...Skromny, bez 300 gości i mega-wesela (nie lubię takich imprez..).
      Na razie pomieszkujemy razem i sprawdzamy się w nowych rolach :)
      pozdrawiam i życzę powodzenia w rozwiązywaniu małych i dużych problemów
      Hanka
    • oxygen100 Re: młode-jeszcze-nie-mężatki :) 08.12.04, 15:05
      w tych czasach jest bardzo trudno rozpocząć wspólne życie ze względu na
      pieniądze

      Pozwol ze zacytuje "Piniondze to nie wszytsko ale wszystko bez piniendzy to
      chuj"
      I to jest chyba prawda
      • martyna1985 Re: młode-jeszcze-nie-mężatki :) 08.12.04, 21:19
        Hej! Ja mam 19 lat, z chlopakiem jestem od 4 lat, mieszkamy 2 m-ce razem i jest
        nam baaardzooo dobrze. Ślub owszem planujemy, ale dopiero za rok.
        Dziecko...hhmmm drazliwy dla mnie temat, a to dlatego ze mam okropnie silny
        instynkt, o czym pisalam jakis czas temu, no ale niestety, wszyscy prawie na
        mnie "najechali":( Trudno. Pomecze sie jeszcze ze 2 lata pozniej sie moze cos
        zadziala:)
    • winogroneczka pewnie mi pozazdroscicie... moze jestem glupia? 08.12.04, 21:57
      ja mam 20 lat, studiuje dziennie w wawie, z moim chlopakiem jestem 1,5 roku. On
      ma mieszkanie i chcialby ze mna zamieszkac w nim (teraz stoi puste) jego
      rodzice tez cieszyliby sie gdyby tak sie stalo. A ja... moze to glupie ale
      czuje sie za mloda i mysle ze brakowaloby mi moich rodzicow :) Poza tym nie
      chce byc na utrzymaniu jego rodzicow bo mi zwyczajnie glupio a na razie sama
      nie zarabiam. Co o tym sadzicie?
      • shemreolin Re: pewnie mi pozazdroscicie... moze jestem glupi 09.12.04, 08:53
        Ja nie uwazam, że to głupie. Skoro nie chcesz jeszcze wyleciec z gniazda to
        nikt cię nie moze zmusic. Do tego trzeba dorosnać i naprawdę tego chciec. A
        skoro nie masz pracy i studiujesz dziennie (a to własciwie wyklucza jakas stałą
        robote) to rzeczywiscie jest bez sensu. Lepiej poczekac troche, zatesknić za
        wspólnym mieszkaniem i po studiach znaleźć prace. Nic na siłę.

        A ja jesczze dokończe co w koncu z pracą mojego nie-męża. Niestety nie udało mu
        sie dostać pracy, ale dzisiaj za to broni licencjata z fizyki, wiec trzymajcie
        kciuki! Ja natomiast szukam nowej pracy, bo umowa w urzędzie kończy mi sie z
        końcem roku. Nie lubie tej pracy i chciałabym jak najszybciej się sta wynieść.
        miałam już trzy propozycje, ale na razie to nic pewnego. Zależy mi bardzo na
        jednej z nich i cały czas czekam na odpowiedź. A co z nie-mężem bedzie to
        zobaczymy. Jak tylko dostanie papier, ze ma wyższe wykształcenie to będzie
        intensywnie szukal pracy. I kto wie, może pomoze mu wujek, który coś tam ponoć
        dla niego znalazł. My tak bardzo chcemy juz mieszkac razem...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka