martitka.martitka
09.09.05, 15:13
Za kilka miesięcy wychodzę za mąż za rozwodnika. Nigdy nie miałam nic
przeciwko ludziom po rozwodzie, wychodziłam z założenia, że każdy ma prawo do
szczęścia... Tylko, że teraz zaczyna mnie to wszystko boleć. Boli mnie to, że
nie będę miała ślubu kościelnego w pieknej białej sukni o jakiej zawsze
marzylam ;) jak pewnie większość z nas... Dla mnie ślub kościelny jest
pieknym symbolem miłości na całe życie, a ślub cywilny zwykłą trwajaca
kilkanaście minut formalnością w urzędzie. Boli mnie każde wspomnienie mojego
przyszłego męża dotyczące jego pierwszej żony. Boli mnie myśl o tym, że ja
nigdy nie będe tą pierwszą. Tak bym chciała, żeby dla niego bycie mężem, czy
ojcem bylo czymś tak samo nowym jak dla mnie, żebyśmy wszystkiego razem sie
uczyli, ale on to już kiedyś przeżył. A najgorsze dla mnie jest to, że on
prawnie jest ojcem dziecka swojej byłej żony. Bilogicznym ojcem jest inny
mężczyzna, ale w akcie urodzenia są podane dane mojego przyszłego męża, w
związku z tym jest on prawnym ojcem tego dziecka. Zresztą przez jakiś czas
myślał, że to jego dziecko (żona go zdradziła w trakcie trwania małżeństwa,
zaszła w ciąże z innym i dopiero dwa lata po urodzeniu dziecka powiedziała
prawde). Prawdopodobnie nie można tego już zmienić w akcie urodzenia. I boli
mnie to, że jakieś obce dziecko do końca życia będzie przez prawo uważane za
dziecko mojego męża. Może zaznaczę, że sama jestem teraz w ciąży i jak każda
mama chcę jak najlepiej dla mojego maleństwa. I przeraża mnie myśl, że kiedyś
nasz życiowy dorobek bedzie podzielony nie tylko pomiedzy nasze dzieci, ale
też to obce dziecko będzie miało prawo do części majątku. A jak wiadomo każdy
chce zabezpieczyć swoje dzieci, zapewnić im jak najlepszy byt. Tak mnie to
wszystko czasem boli, że nie portafię sobie z tym poradzić, popadam w
depresję, łapie doły, wyżywam sie na swoim przyszłym mężu, a on nie wie
dlaczego. Dla niego to wszystko jest takie proste, mowi, że po prostu muszę
się z tym pogodzić, a ja sie z tym nigdy nie pogodzę i wiem o tym, ja po
prostu staram sie o tym wszystkim nie mysleć, bo jak o tym myślę to zaraz
smutnieję, czasem płacze w samotności a czasem nawet przy nim i nie mówie
dlaczego, zrzucam to na humory w ciąży. A ja po prostu jestem zazdrosna o
jego przeszłość, o to że miał kiedyś żonę i dziecko (które nie jest jego, ale
utrzymuje kontakt z tym dzieckiem i to też boli bardzo) i niestety bardzo
często NIE POTRAFIE SOBIE Z TYM PORADZIĆ