Dodaj do ulubionych

Ślub z rozwodnikiem

09.09.05, 15:13
Za kilka miesięcy wychodzę za mąż za rozwodnika. Nigdy nie miałam nic
przeciwko ludziom po rozwodzie, wychodziłam z założenia, że każdy ma prawo do
szczęścia... Tylko, że teraz zaczyna mnie to wszystko boleć. Boli mnie to, że
nie będę miała ślubu kościelnego w pieknej białej sukni o jakiej zawsze
marzylam ;) jak pewnie większość z nas... Dla mnie ślub kościelny jest
pieknym symbolem miłości na całe życie, a ślub cywilny zwykłą trwajaca
kilkanaście minut formalnością w urzędzie. Boli mnie każde wspomnienie mojego
przyszłego męża dotyczące jego pierwszej żony. Boli mnie myśl o tym, że ja
nigdy nie będe tą pierwszą. Tak bym chciała, żeby dla niego bycie mężem, czy
ojcem bylo czymś tak samo nowym jak dla mnie, żebyśmy wszystkiego razem sie
uczyli, ale on to już kiedyś przeżył. A najgorsze dla mnie jest to, że on
prawnie jest ojcem dziecka swojej byłej żony. Bilogicznym ojcem jest inny
mężczyzna, ale w akcie urodzenia są podane dane mojego przyszłego męża, w
związku z tym jest on prawnym ojcem tego dziecka. Zresztą przez jakiś czas
myślał, że to jego dziecko (żona go zdradziła w trakcie trwania małżeństwa,
zaszła w ciąże z innym i dopiero dwa lata po urodzeniu dziecka powiedziała
prawde). Prawdopodobnie nie można tego już zmienić w akcie urodzenia. I boli
mnie to, że jakieś obce dziecko do końca życia będzie przez prawo uważane za
dziecko mojego męża. Może zaznaczę, że sama jestem teraz w ciąży i jak każda
mama chcę jak najlepiej dla mojego maleństwa. I przeraża mnie myśl, że kiedyś
nasz życiowy dorobek bedzie podzielony nie tylko pomiedzy nasze dzieci, ale
też to obce dziecko będzie miało prawo do części majątku. A jak wiadomo każdy
chce zabezpieczyć swoje dzieci, zapewnić im jak najlepszy byt. Tak mnie to
wszystko czasem boli, że nie portafię sobie z tym poradzić, popadam w
depresję, łapie doły, wyżywam sie na swoim przyszłym mężu, a on nie wie
dlaczego. Dla niego to wszystko jest takie proste, mowi, że po prostu muszę
się z tym pogodzić, a ja sie z tym nigdy nie pogodzę i wiem o tym, ja po
prostu staram sie o tym wszystkim nie mysleć, bo jak o tym myślę to zaraz
smutnieję, czasem płacze w samotności a czasem nawet przy nim i nie mówie
dlaczego, zrzucam to na humory w ciąży. A ja po prostu jestem zazdrosna o
jego przeszłość, o to że miał kiedyś żonę i dziecko (które nie jest jego, ale
utrzymuje kontakt z tym dzieckiem i to też boli bardzo) i niestety bardzo
często NIE POTRAFIE SOBIE Z TYM PORADZIĆ
Obserwuj wątek
    • kim5 Re: Ślub z rozwodnikiem 09.09.05, 15:40
      Jesteś wierząca?
    • kim5 Re: Ślub z rozwodnikiem 09.09.05, 15:57
      Za szybko mi się wysłało, przepraszam, to pytanie solo brzmi dość obcesowo.
      Powiem Ci z mojego doświadczenia (to ja jestem po rozwodzie, a mój ukochany i
      przyszły mąż jest kawalerem) - nie każda droga do szczęścia jest prosta i
      nieskomplikowana, co wcale nie znaczy, że nie można być szczęśliwym po
      przejściach. Jeśli jesteś katoliczką - faktycznie możesz mieć problem z
      zaakceptowaniu życia w grzechu. Jeśli jednak traktujesz ślub w kościele jako
      piękną uroczystość - postaraj się tak zorganizować dzień ślubu, aby był jak
      najbardziej uroczysty (moi znajomi chcieli np. wziąć ślub w ogrodzie). Ślub to
      tylko jeden dzień, a przecież chcecie być razem całe życie. Nie zamartwiaj się,
      że nie jesteś pierwszą żoną - masz szansę być ostatnią, a to chyba lepszy
      układ:-)
      Jeśli chodzi o dziecko - czy Twój mąż traktuje je jak własne? Jeśli tak, to to
      się liczy, a nie biologia. No i dobrze o nim świadczy.
      Jeśli nie umiesz się pogodzić z rzeczywistością - daj sobie czas i poczekaj ze
      ślubem. Tę decyzję trzeba podejmować wtedy, kiedy ma się 100% pweności, żę to
      ten.
      Życzę Ci dużo pogody ducha i szczęścia.
      Kim
      • martitka.martitka Re: Ślub z rozwodnikiem 09.09.05, 16:09
        Dzięki za miłe słowa. Jestem osoba wierzącą, a moja rodzina jeszcze brdziej (i
        to im pewnie bedzie trudniej to zaakceptować) Ja sobie dam z tym jakoś rade, w
        końcu to moj wybór. A mój przyszły mąż twierdzi, że nie traktuje tego dziecka
        jak własnego ale co do tego mam pewne watpliwości... no i dziecko ma teraz
        innego tatusia ale i tak mnie to boli i jestem zazdrosna o każde jego spotkanie
        z tym dzieckiem. To jest mój największy ból. Zobaczymy jak to będzie jak sie
        urodzi nasz wspólna dzidzia ;) Najgorsze jest, że ja i tak wiem, że depresje z
        tego powodu będą powracać i powracać i znowu bede dla niego niemila i
        uszczypliwa ;( bo bardziej jestem zazdrosna własnie o to dziecko niż o byłą
        żonę. Wstyd mi czasem z tego powodu.
        • kim5 Re: Ślub z rozwodnikiem 09.09.05, 16:16
          Moi rodzice też mieli bardzo duży problem z zaakceptowaniem mojego rozwodu -
          też są bardzo wierzący. Przełamali się, kiedy zobaczyli, jak bardzo jesteśmy z
          moim ukochanym za sobą i że jest nam po prostu dobrze razem. Ale na to potrzeba
          czasu.
          Pomyśl, czy będziesz umiała być z nim szczęśliwa. Z nim - takim jak jest, z
          takm bagażem doświadczeń. Jeśli nie - to wiesz, co robić. Jeśli masz ochotę -
          pisz na priva.
          • martitka.martitka Re: Ślub z rozwodnikiem 09.09.05, 16:27
            Jeszcze nie wiem, czy będę potrafiła być z nim szczęśliwa. Chciałabym bardzo,
            bo kocham go bardzo, on mnie zresztą też i jest gotowy wiele dla mnie zrobić.
            Wiem o tym... A najgorzej mi jest jak widzę jego smutne oczki, kiedy nie wie co
            się ze mną dzieje i czemu znów odwracam sie od niego i płaczę.. ;(
        • rosa_de_vratislavia Re: Ślub z rozwodnikiem 22.10.05, 10:41
          martitka.martitka napisała:

          > A mój przyszły mąż twierdzi, że nie traktuje tego dziecka
          > jak własnego ale co do tego mam pewne watpliwości... no i dziecko ma teraz
          > innego tatusia ale i tak mnie to boli i jestem zazdrosna o każde jego
          spotkanie >
          > z tym dzieckiem. To jest mój największy ból.

          To, że Twój ukochany utrzymuje kontakty ze SWOIM (tak swoim, bo to dziecko
          jest przekonane, ze on jest tatusiem) dzieckiem, to dobrze tylko świadczy o
          Twoim męzu.
          Musisz tę zazdrość przemóc.

          >Zobaczymy jak to będzie jak sie urodzi nasz wspólna dzidzia ;)

          COOOO????? Liczysz po cichu, ze jak się urodzi Wasza "dzidzia", to tamto
          dziecko pójdzie w odstawkę? Że kontakty sie rozluźnią? Przeciez tak nie można.
          Postaw sie w sytuacji tego dziecka.
          "Tatus ma nowe dziecko i mnie już tak nie kocha".
          Musisz pamiętać, że tamto dziecko ma TAKIE SAME PRAWO widywać się z tatą
          (biologiczny, czy nie -to nie ma znaczenia przeciez...). Nie mozesz tez męzowi
          robić wymówek, jesli pójdzie do starszego dziecka np. wsobote, kiedy
          palnowaliscie razem spacer, kiedy jestes niewyspana, bo Wasze małe ma kolki etc.

          Po prostu musisz się przemóc.
          Jest tu kilka forów na których pisza kobiety w podobnej sytuacji - moze tam
          uzysaksz rady, jak sobie dac rade ze swoimi problemami.
          Głowa do góry :) Muszisz sie pogodzic, że maz ma dwoje dzieci. I ze temu
          starszemu nalezy się i jego czas i jego pieniądze.
          Trzymaj się!

          • martitka.martitka do rosa_de_vratislavia 25.10.05, 07:31
            "To, że Twój ukochany utrzymuje kontakty ze SWOIM (tak swoim, bo to dziecko
            > jest przekonane, ze on jest tatusiem) dzieckiem, to dobrze tylko świadczy o
            > Twoim męzu."
            Ale tu sie mylisz, to dziecko absolutnie nie traktuje mojego meza jak ojca.
            Tato mowi do faceta z ktorym aktualnie jest matka tego dziecka, a z
            biologicznym ojcem rowniez ma kontakt.

            A ja mimo wszystko i mimo tych waszych tlumaczen i tak bede z tym wszystkim
            walczyc.

            ">Zobaczymy jak to będzie jak sie urodzi nasz wspólna dzidzia ;)
            >
            > COOOO????? Liczysz po cichu, ze jak się urodzi Wasza "dzidzia", to tamto
            > dziecko pójdzie w odstawkę? Że kontakty sie rozluźnią? Przeciez tak nie
            można."

            Oczywiscie ze na to licze i wiem rowniez to ze te kontakty sie rozluznia,
            zreszta juz sie rozluznily. Moj maz wie jaki jest moj stosunek do tek "kobiety"
            i jej dziecka.

    • moniakug Re: Ślub z rozwodnikiem 09.09.05, 16:13
      Witam!
      Jestem po slubie 21 miesiecy, wyszlam za rozwodnika. Nie mialam bialej sukni z
      welonem i nie moglam przysiegac w kosiele. Jednak dla mnie slub cywilny byl
      wielkim przezyciem.Wyszlam z zalozenia, ze tak musi byc. Jestem osoba wierzaca
      i praktykujaca. Zycie z rozwodnikiem nie jest latwe, musimy zaakceptowac, ze
      gdzies tam jest ta pierwsza. Ja tez czasem placze po katach a on nie wie
      czemu :)
      Mam nadzieje, ze kiedys naucze sie z tym zyc. Rozumie Cie i wiem, ze czsem jest
      Ci bardzo ciezko! Zycze Ci z calego serca duzo cierpliwosci i wyrozumialosci.
      Glowa do gory :)
      Pozdrawiam
    • xerocopia Re: Ślub z rozwodnikiem 09.09.05, 16:34
      Powiedz mu, zeby sprobowal uniewaznic malzenstwo, gdyz istnieja ku temu przeslanki!
      • martitka.martitka Re: Ślub z rozwodnikiem 09.09.05, 16:37
        Ja wiem o tym ;) On własnie już mial sprawe o unieważnienie małżeństwa, tylko
        na decyzje się czeka dość dlugo. Ale to i tak nie zmieni faktu, ze prawnie jest
        ojcem tego dziecka i to mnie boli, bo chyba nie da sie juz nic z tym zrobić.
        • annajustyna Re: Ślub z rozwodnikiem 28.11.05, 17:53
          Powiem tak: maz moze wystapic sadownie o obalenie tzw. domniemania ojcostwa
          (dziecko urodzilo sie w czasie trwania malzenstwa, czyli domniemanie bylo, ze
          maz jest ojcem). Problem polega na tym, czy on tego chce...
    • tekla_skarbek Re: Ślub z rozwodnikiem 09.09.05, 17:00
      Jak masz tyle wątpliwości i żalu w sobie, to dobrze się zastanów zanim powiesz
      "tak". Wg. mnie zbyt dużo Cię martwi, może to jednak nie jest mężczyzna Twojego
      życia?
    • daimona skoro nie możesz się z tym pogodzić 09.09.05, 17:17
      to nie wychodź za niego. Proste.

      Dziecko nie jest niczemu winne, a przez dwa lata mozna je pokochać, nawet jeśli
      nie jest "własne".

      Wyluzuj.
    • martitka.martitka Re: Ślub z rozwodnikiem 09.09.05, 19:34
      No i cały dzień biję się z myślami, bo zaczęłam mieć poważne wątpliwości czy
      wziąć ten ślub czy nie ;( Czy dam rade z tym wszystkim żyć i być szczęśliwa ;(
      A za kilka minut mój przyszły mąż przyjedzie po mnie i na pewno zauważy, że coś
      nie tak ze mną...
      • kropelka25 Re: Ślub z rozwodnikiem 09.09.05, 21:43

        martitka.martitka jak zaczęłam czytać Twój post to jakbym czytała o sobie.
        Jesteśmy małżeństwem b. krótko od maja 2005.Moje wątpliwości i rozterki zaczęły
        się jakiś czas przed ślubem i myślałam,że po slubie się zmieni,że będę miała
        dowód na to,że mnie nie zostawi,że nie wróci do nich (ex i dziecko).I wiesz co
        kochana?Ślub nic a nic nie zmienił,jedynie potwierdziałam,że głupie było to co
        myślałam o ewentualnym powrocie do poprzedniego życia.
        Zaczęło się mianowicie cos innego.Nie jestem w stanie zaakceptować ani
        obecności ex ani dziecka i co mam zrobić?Jestem kłębkiem nerwów,czasem mam
        wszystkiego dość.
        Co do ślubu,no cóż ma takie same odczucia jak i Ty.Dla mnie cywilny to
        papierek,nie czułam,że przysięgamy coś sobie przez Bogiem.
        Czy jakbym miała wybierac jeszcze raz wybrałabym faceta z garbem?nie wiem,
        jeszcze nie wiem.Za krótki mamy staż.
        Jak chce pisz na piv.Razem może być raźniej.
        Powiem szczerze,że nikt nie zrozumie problemu jaki my mamy jeśli nie siedzi w
        tym po uszy.
      • pysiaczek121 Re: Ślub z rozwodnikiem 12.09.05, 14:48
        Poczekaj aż się urodzi wasze wspólne dziecko!!! Ja też miałam podobną sytuację
        do Twojej, urodziłam dziecko i problem minął!!!
    • strak83 Re: Ślub z rozwodnikiem 10.09.05, 16:09
      Witaj. Miałam taką sama sytuacje. on był rozwodnikiem z dzieckiem a ja
      dziewczyna po rozwodzie bez dziecka. zawsze mi powtarzal ze kocha mnie, ze z
      jego zona skonczone ale maja razem dziecko, ktore zawsze bedzie miedzy
      nimi.Oczywiscie tez tak pomyslalam, ze bedzie to kontakt z dziecxkiem a nie z
      nia. A jezeli juz z nia to sporadycznie. oczywiscie nie bylo juz bialej sukni i
      tego wszystkiego czego kobiecie brakuje w trakcie takiej uroczystosci. Byl to
      skromny slub bez jakies wiekszej pompy. Jednak po 2 latach wzielismy rozwod.
      Nie moglam wytrzymac tego ze dziecko bylo na pierwszym miejscu.kiedy jechali
      razem na wakacje to jechal albo sam z dzieckiem albo z mamusia dziecka bo byla
      taka samotna. A ja siedzialam i ryczalam ze popelnilam kolejny blad. kiedy
      zaszlam w ciaze z naszym dzieckiem wpadl w szal, ze moglam uwazac. A
      najbardziej przejal sie tym ze jego dziecko z pierwszego malzenstwa nie
      zakceptuje naszego. Przezylam to strasznie ale cieszylam sie z tej istotki
      ktora nosze pod sercem. I zdecydowalam ze urodze to dziecko bez wzgledu na to
      czy mu sie to podoba czy nie. Jednak nie urodzilam mojego dziecka. Poronilam. W
      duzej mierze przez niego przez stres, przez nerwy. Dlugo nie moglam do siebie
      dojsc, a po nim to splynelo. kiedy przyszedl do szpitala powiedzial tylko ze
      teraz musimy uwazac. I wtedy powiedzialm ze chce rozwodu. Nie byl zaskoczony.
      Dzis jestem szczesliwa mama dwojki blizniat i szczesliwa zona wspanialego
      faceta. Akurat moj obecny maz byl kawalerem. Nie interesowala go moja
      przeszlosc liczyla sie przyszlosc. A na wakacje zawsze jezdzimy razem.
      • kropelka25 Re: Ślub z rozwodnikiem 10.09.05, 19:45
        Aż tak drastycznie co u strak83 to u mnie nie jest-i szczerze współczuje Ci
        tego co było,wiem jak to może boleć.
        U mnie pod względem dziecka jak na razie jest normalnie i mam nadzieję,że tak
        będzie.Mąż zawsze się mnie pyta czy młody może przyjechać, jeśli stwierdze,że
        chce odpocząć w weekend to go nie ma i już.
        Nie wiem jak będzie jak pojawi się na świecie nasze dziecko, na razie się
        staramy i mąż bardzo pragnie tego dziecka.
        Na codzień nie odczuwam tego,ze mam męża z przeszłością, ale czasem barrrdzo mi
        to dokucza.Czasem nawet mam ochotę zostawić to wszystko w cholere i odejść,ale
        nie mogę bo go kocham i to jedyne co mnie powstrzymuje.



        Jeżeli teraz wyczuwasz,że nigdy nie będziesz na pierwszym miejscu to w ogóle
        nia ładuj się w taki związek.Co ma za sens związek z kimś kto więcej uwagi
        poświęca komuś tam niż waszemu związkowi.Takie mam zdanie.

        Gorąco pozdrawiam.
    • delia123 Re: Ślub z rozwodnikiem 11.09.05, 01:58
      echhh kobietki kobietki...

      pozwolcie, ze napisze cos jak to sie mowi, patrzac z drugiej strony. obecnie mam
      19 lat, moi rodzice rozwiedli sie jak mialam lat 4. pamietam walke o alimenty
      itp. ogolnie bardzo glupie sa te sadowe przepychanki rodzicow. w kazdym badz
      razie obecnie jest tak, ze moja matka prawie ze nienawidzi mojego ojca, a ojcu
      to nie przeszkadza. traktuje ja obojetnie. no ale nie o tym mialo byc... :)

      od razu po rozwodzie moja matka odeszla do innego. slubu nie maja do tej pory.
      zamieszkalam wtedy z nimi i do tej pory mieszkam. na poczatku trudno mi bylo
      zaakceptowac nowego "wujka", od poczatku staral sie bym go polubila, co nie
      zawsze wychodzilo. ale w koncu zrozumialam, ze w sumie na swoj sposob fajnie
      jest miec dwoch tatusiow. w miedzy czasie urodzila sie ich corka - moja siostra
      ma obecnie 14 lat. moj ojczym traktuje mnie jak wlasna corke, wszytskim znajomym
      przedstawia mnie jako starsza corke, zawsze wstawal wczesniej zeby zawiezc mnie
      do szkoly i wiem, ze zawsze bede miala w nim oparcie.

      natomiast moj tatus zwiazal sie ponad 7 lat temu z mlodsza o parenascie lat od
      siebie kobieta. mieszkaja razem, slubu tez nie wzieli, maja 4letniego synka -
      mojego cudnego braciszka :) czasami zdarza sie, ze jestesmy brane z kobieta
      mojego ojca za siostry, a ja sama traktuje ja jak kolezanke i zarazem druga
      mamusie. podsumowujac mam duuuza rodzinke, ktora niezby sie lubi nawzajem, ale
      za to ja ja bardzo lubie :)

      konczac, chcialam tylko zaproponowac zebys "zaprosila" to dziecko do was do
      domu. sprobuj sie z nim zaprzyjaznic, a moze uda ci sie je pokochac. ja kocham
      zarowno moich prawdziwych rodzicow - rozwodnikow tak samo jak ich obecnych
      partnerow, okropnie nazwyanych: ojczymem i macocha. dziecko nie jest niczemu
      winne obojetnie kto je "zrobil". sprobuj to zrozumiec i zaakceptowac. jego ex
      akceptowac juz nie musisz :)

      pozdrawiam z calego serca :)
      • cc12 Re: Ślub z rozwodnikiem 12.09.05, 18:23
        Moja sytuacja jest bardzo podobna. Zwiazalam sie z rozwodnikiem, nie mamy
        jeszcze slubu, ale planujemy go wkrotce. Na szczescie on nie ma dzieci z
        poprzedniego zwiazku, ale i tak mysl o jego bylej, o ich slubie w kosciele
        bardzo mnie meczy. Jest mi strasznie przykro, ze ja nigdy tego nie przezyje.
        Wiem, ze to tylko jeden dzien, piekna uroczystosc, wesele - nic wiecej, staram
        sie samej sobie to wytlumaczyc, ale i tak jest mi zle kiedy mysle o tym, ze on
        ma to juz za soba, ze przezyl to z kims innym, ze zmarnowal "nasza szanse". To
        glupie, wiem, ale to silniejsze ode mnie. Tlumacze sobie, ze my tez mozemy miec
        piekny slub, ze wcale nie musimy go brac w urzedzie, ale np w ogrodzie czy
        zabytkowym dworku, staram sie tym jakos pocieszyc, a z drugiej strony zdaje
        sobie sprawe jakie to puste i glupie. Chyba wiekszosc kobiet wie i czuje tak
        jak ja, ze to wszystko jest niewazne, ze najwazniejsze jest zycie, ktore chcemy
        spedzic wlasnie z tym czlowiekiem, a jednak gdzies gleboko w nas zakorzenione
        jest pragnienie pieknego slubu, wyjatkowego dnia, w ktorym przez chwile
        poczujemy sie jak ksiezniczki, te jedyne, wybrane. I wtedy wlasnie wraca mysl,
        ze ktos juz nam ten dzien "ukradl", ze to nie my jestesmy ta pierwsza i
        jedyna... chyba stad bierze sie ta nienawisc do ex.
        • martitka.martitka Re: Ślub z rozwodnikiem 12.09.05, 18:41
          Wiesz cc12 dla mnie straszna jest swiadomosc, ze to co dla mnie bedzie
          nowoscia, czego bede sie musiala uczyc itd. on juz kiedys przezyl. Wlasnie to,
          ze po pierwsze mial juz kiedys zone, ze dla niego bycie mezem i tworzenie z
          inna kobieta rodziny to nic nowego. Dla mnie to wszystko bedzie nowe, nieznane,
          a on juz wie jak to jest... A ja tak bardzo bym chciala, zebysmy sie tego
          wszystkiego uczyli razem, zebysmy razem sie uczyli co to znaczy byc mezem i
          zona, co to znaczy tworzyc rodzine... Tak niestety nigdy nie bedzie i zal mi
          tego bardzo, a swiedomosc tego, ze kiedys w Kosciele przysiegal innej milosc
          jest jeszcze gorsza, bo dla niego nawet slub nie bedzie niczym nowym... Ach
          ciezkie to zycie czasem...
    • osesek76 Re: Ślub z rozwodnikiem 12.09.05, 20:11
      oj, dziewczyny, dziewczyny...
      ile nas takich jest - nikt nie zliczy...
      ja już zdążyłam wyjść za mąż za rozwodnika, nasza uroczystość była piękna, ale
      tylko w USC. Nie zmienia to faktu, że ból pozostanie na całe życie, że on już
      kiedyś innej przysięgał miłość wierność i uczciwość małżeńską... Mnie tego nie
      mógł - i to boli najbardziej. Niestety, czasem rodzina mąża (którą b.lubię)
      nazwie mnie jej imieniem, podejrzewam, że przypadkiem, a ja to noszę w sercu
      tygodniami, miesiącami. Przepraszają, ja wybaczam, ale dalej boli.
      Noszę pod serduszkiem nasze dziecko, myślę o chrzcie i już się boję co to
      będzie, jak z księdzem...
      Czujemy się z mężem najszczęśliwszymi osobami na świecie, a jednak ja mam w
      sercu taką rankę - która nie wiem, czy się kiedykolwiek zaleczy. Ex nie jest w
      naszej nowej rodzinie tabu, każdy przynosi wieści, co tam u niej, a to jego
      rodzice, a to rodzeństwo... a ja... same się domyślcie. Nie mieli dzieci, chyba
      to lepiej niż u Was, dziewczyny, ale dokładnie sobie wyobrażam, tę
      bezsilność... Wszystkie chcemy być tymi pierwszymi w ich życiu, a tam z tyłu -
      już ktoś był i to nam odebrał. Cóż... życie się toczy dalej, będę walczyć, by
      nie mylono mego imienia, bym dała sobie radę z moimi łezkami na samą myśl,
      byśmy byli szczęśliwi, i w końcu bym nie zwariowała od samego o tym myślenia...
      będę walczyć - bo GO kocham...

      pozdrawiam Was wszystkie!
      Główki Wasze śliczne do góry :)

      ps A może założymy swoje forum ?
      • martitka.martitka Re: Ślub z rozwodnikiem 13.09.05, 12:47
        Ja jestem jak najbardziej za zalozeniem tego naszego forum. Przynajmniej zawsze
        moglybysmy sie wygadac i nie tlumic w sobie emocji, bo zazwyczaj nic dobrego z
        tego nie wynika ;))
      • e_r_i_n Re: Ślub z rozwodnikiem 02.12.05, 18:16
        osesek76 napisała:

        > Noszę pod serduszkiem nasze dziecko, myślę o chrzcie i już się boję co to
        > będzie, jak z księdzem...

        Nie boj sie. Jesli nie macie slubu koscielnego, bo nie mozecie miec, wiekszosc
        ksiezy nie robi problemu.
    • lena36 Re: Ślub z rozwodnikiem 13.09.05, 07:41
      Dziewczyny a więc nie tylko ja tak mam! a już myślałam że to tylko ja "robie z
      igły widły" - jak by mógł powiedziec ktos kogo ta sprawa nie dotyczy.Tez jestem
      z rozwodnikiem (na szczęscie-bezdzietnym) i też myśl o jego ślubie w kosciele
      sprawia, ze czuję ból w sercu. Rozum podpowiada, zeby o tym nie myśleć, bo
      czego nie można zmienić to nie ma sensu tego rozdrapywać, no ale jest
      inaczej... w dodatku mój Rozwodnik ma uraz, twierdzi że po ślubie wszystko sie
      psuje (tak było właśnie w jego przypadku) i...w związku z tym nie chce ślubu ze
      mną...! mówi, że bardzo mnie kocha, że jest nam razem dobrze i że boi się ze
      ślub zmieni to na gorsze.Nie umiem go przekonac, że nie w każdym przypadku tak
      musi być, no i też nie chcę być nachalna. Czuję czasem złość i żal...skoro nie
      chce to nie...ale z drugiej strony dlaczego mam rezygnowac z czegos czego tak
      bardzo pragne dlatego, że jemu kiedyś nie wyszło i obawia się "zaryzykować"
      drugi raz?
      jest po rozwodzie niecałe 3 lata, ciągle licze na to ze z czasem przejdzie mu
      ta awersja i jednak będziemy mogli się pobrać. Ale on musi chciec, nie
      wyobrażam sobie że robi to tylko dla mnie bądź "dla świętego spokoju".
      Cóż...trudne zycie z rozwodnikiem...
      • martitka.martitka Re: Ślub z rozwodnikiem 13.09.05, 07:56
        Dla mnie nawet tekst przysiegi w USC nie jest uroczysty ani
        szczególny "świadoma praw i obowiązków..." I wielki wielki żal, że nie wypowiem
        slów "ślubuję Ci miłość wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie
        opuszczę aż do śmierci" bo on to juz innej ślubowal... Czasem mam wrażenie
        (wiem, że to głupie) że wszystko jest nie tak jak powinno być, że dostaje od
        życia... hmmm... nawet nie wiem jak to ująć... resztki (strasznie glupio to
        brzmi, ale tak czasem czuje). Żal przeze mnie dzis przemawia, ale czasem się
        pojawia i nie potrafię nic na to poradzić.
      • diabladko Re: Ślub z rozwodnikiem 13.09.05, 12:57
        Dziewczyny forum zony rozwodnikow zostalo utworzone:) wpiszcie w wyszukiwarke -
        zony rozwodnikow
    • kira_koslin Re: Ślub z rozwodnikiem 13.09.05, 07:59
      Ale Ty chcesz byc z tym facetem czy nie, bo o co chodzi - przyznam ze nie
      rozumiem. Planujecie slub a Ty nie wiesz??????
      Jestes zazdrosna o bylka zone?- przeciez to nonsens a o byle dziewczyny tez
      jestes zazdrosna???? Kazdy z nas ma jaksa przeszlosc, jezeli dla Ciebie
      wazniejsze jest to od normalnego zwiazku, trucie sie takimi glupotami, to
      rzeczywiscie daj sobie spokoj, bo tak czy inaczej bedziecie nieszczesliwi.
      I o co obwiniasz tamto dziecko, ono nie jest niczemu winne, zacznij zachowywac
      sie dojrzale i albo poradz sobie z tym albo daj sobie i jemu spokoj.
      Slub cywilny dla osob ktore sie kochaja moze byc rownie wspanialym przezyciem
      niewazne w jakiej sukni i przy jakiej ilosci gosci.
      Wiem co mowie, poniewaz moj partner jest rozwodnikiem, jestem w ciazy i
      planujemy slub - jestem z Nim bardzo szczesliwa i nie mysle o jego bylym zyciu -
      bo i po co??????????????
      • kropelka25 Re: Ślub z rozwodnikiem 13.09.05, 08:19
        kira_koslin ale po co tyle krzyku!
        Dziewczyna ma problem i jakoś staramy się jej pomóc chociażby przez
        pokazanie,że inne też mają podobną sytuację.
        Wielokrotnie starałam się b. przychylnie spojrzeć na ex i dziecko,ale niestety
        nie potrafię.Wiem doskonale,że dziecko nie jest niczemu winne.Ale jest,
        poprostu jest.Dla mojego męża moja ciąża nie będzie niczym nowym,pierwsza
        kąpiel nie będzie niczym nowym(jedyny pozytyw to taki,że będzie wiedział jak
        zajmowac się dzieckiem).

        Któraś z dziewczyn poruszyła wątek rozmów na temat ex.U mnie jest prawie tak
        samo,tzn od pewnego czasu rozmowy się ograniczyły jak dałam do zrozumienia,że
        nie jest mi miło słuchać wywodów do słychac u rodziny ex.Kolejna rzecz to
        odwiedziny ex z dzieciakiem i pełna humoru teściowa na ich/jej widok.
        Ech szkoda gadać,mamy jednym słowem niezłą lekcje życia.A to dopiero początek.
        Kochane jeśli w życiu waszego mężczyzny jest tylko ex to pół biedy....

        Obawiam się też sprawy związanej ze chrztem dziecka,co ksiądz na to,że wg prawa
        kościelnego mój mąż cudzołoży.
        • martitka.martitka Re: Ślub z rozwodnikiem 13.09.05, 08:24
          Dzieki kropelka25 ;)
          Bo az mi sie slabo zrobilo, zazdroszcze dziewczynom ktore nie sa zazdrosne o
          byle zony facetow i ich dzieci, ja niestety taka nie jestem, ale widze, ze Ty
          tez masz podobny problem. A jesli chodzi o dziecko, to tez sie boje chrztu,
          reakcji ksiedza itd. Nie chce byc przez nikogo uwazana za osobe gorszej
          kategorii a w oczach ksiedza chyba niestety tak bedzie. Przykre
          • kropelka25 Re: Ślub z rozwodnikiem 13.09.05, 08:57
            Ja tylko się pocieszam,ze pewnego dnia przyjdzie dzien kiedy będę potrafiła to
            wszystko olać (sory),może przyjdzie to z wiekiem.
            Może jak będę miała dziecko,będę miała inny "problem" i wtedy odseparuje się od
            tamtej części życia.

            trzymaj się.
            • kropelka25 Re: Ślub z rozwodnikiem 13.09.05, 09:00
              Zajżyj sobie na poniższe forum.
              Tam jest więcejdziewczyn co są w podobnej sytuacji do naszej,ale uważaj bo jest
              więcej takich co nie są o nic zazdrosne i potrafią ustawić zazdrosne do pionu :)


              forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=14479
        • kira_koslin Re: Ślub z rozwodnikiem 13.09.05, 10:57
          hej po pierwsze nie krzycze a po drugie to nie obchodze sie z autorka watku jak
          z dzieckiem bo Ona sama nie wie czego chce.
          Moim zdaniem powinna porownac sobie dwie strony jezeli dla niej wazniejsze jest
          slub w bialej sukni, bezpodstawna zazdrosc o jego eks i dziecko, o to ze nie
          bedzie dla niego piersza kapiel, pierwsza kupka pierwsze kroki, ona nie chce
          czuc sie gorzej ale partnera stawia w pozycji przegranej - nie rozumiem, to
          przeciez egoizm.
          Dla mnie wazniejsze od bialej sukni jest to zeby moje dziecko urodzilo sie
          zdrowe, czy my oboje bedziemy dobrymi rodzicami, partnerami dla siebie, skoro
          podejmujemy decyzje o wspolnym zyciu to czy temu podolamy.
          A wy co nie mialyscie nigdy poprzednich partnerow, ze jestescie zazsdrosneo
          byle eks swoejgo partnera??????????????
          • martitka.martitka Re: Ślub z rozwodnikiem 13.09.05, 11:02
            Nie, to wszystko nie jest wazniejsze, ale WAZNE. I nic nie poradze na to, ze
            czasem boli...
            • kira_koslin Re: Ślub z rozwodnikiem 13.09.05, 11:16
              martitka.martitka napisała:

              > Nie, to wszystko nie jest wazniejsze, ale WAZNE. I nic nie poradze na to, ze
              > czasem boli...

              Skoro to jest Wazne dla Ciebie i nie jestes w stanie tego opanowac, to lepiej
              sie zastanow, czy jest sens wiazac sie z Nim bo potemm moze to wszsytko urosnac
              do takich rozmiarow zenie poradzisz sobie ztym i Ty bedziesz niesczesliwa On i
              Wasze dziecko.
              Moze trzeba sobie powiedziec, nie umiem dac sobie z tym rady.
              Bo wiesz chyba tez ze Ona jest obecna w waszym zyciu dlatego ze Ty ja
              wprowadzasz do Waszego zycia, to Ty caly czas przywolujersz jej obraz - zdajesz
              sobie z tego sprawe???
              Moze powinnas porozmawiac z partnerem nt, podstawa w zwiazku to szczerosc, moze
              Ci to pomoze.
              Nie obwiniaj go nie awanturuj sie tylko porozmawiaj z Nim szczerze
        • karla78 Re: Ślub z rozwodnikiem 24.10.05, 13:15
          "Ech szkoda gadać,mamy jednym słowem niezłą lekcje życia.A to dopiero początek.
          > Kochane jeśli w życiu waszego mężczyzny jest tylko ex to pół biedy...."

          Taaak - zgadzam się z KROPELKĄ. Jeśli są ex to wogóle dla mnie nie byłoby
          problemu. Ale dziecko to już zupełnnie inna sprawa. Tu dopiero się jazdy
          zaczynają i wystarczy poczytać Macochy albo Samodzielne mamy i się odechciewa.
    • mik261 Re: Ślub z rozwodnikiem 13.09.05, 21:31
      Witaj. Doskonale cię rozumiem. U mnie sytuacja jest bardzo podobna. Mój mąż tez
      jest rozwodnikiem i ma syna z poprzedniego zwiazku. Też miałam takie
      zmartwienia jak ty, ciągle się zadręczałam, byłam wściekła na niego za każdym
      razem gdy spotykał sie z synem. U mnie sytuacja jest o tyle prostsza, że mój
      mąż i jego ex nie żyją w dobrych stosunkach. W chwili gdy braliśmy ślub też
      miałam takie wątpliwości jak ty ( jesteśmy 3 lata po ślubie) ale teraz bardzo
      dużo się zmieniło. Wprawdzie mój mąż utrzymuje kontakt z synem ale ja staram
      się o nim nie myśleć tym bardziej, że spotykają się poza domem. ponadto
      zmieniła się sytuacja miedzy nami gdy zaszłam w ciażę (jestem w 7 m-cu). Mój
      mąż stał się jeszcze bardziej opiekuńczy i nie może doczekać się narodzin
      naszego dziecka. W tej chwili nie czuję się gorsza dlatego, że byłam tą drugą.
      przede wszystkim mój mąż jest ze mną szczęśliwy, kocha mnie i nasze dziecko
      które wkrótce się pojawi. Poza tym mój mąż zawsze podkreślał,że nigdy nie
      kochał swej ex (ślub z powodu ciąży). Co do jego syna to przyznam, że czasami
      jest mi źle ale z drugiej strony myślę sobie że i ja wkrótce będę mamą i będę
      kochała swoje dziecko nad życie, tak wiec nie mogę oczekiwać od meża by wyrzekł
      się syna. Nie wiem czy swoją historią troszkę ci pomogłam, ale moim zdaniem nie
      powinnaś rezygnować z tej miłości. Skoro jesteście razem i kochacie się to
      bzdurą byłoby się wycofać ze względu na twą zazdrość o jego dziecko. Weź pod
      uwagę fakt, że będziecie mieli własne dziecko i wydaje mi się, że wtedy wasz
      związek będzie jeszcze lepszy. Przede wszystkim wydaje mi się, że twój przyszły
      mąż będzie szczęśliwy posiadając własne biologicznie dziecko. Przyznam, że
      podziwiam go za to, że tak kocha nieswoje dziecko. Postaraj się nie myśleć o
      tym dziecku tylko o waszym ślubie i o kruszynce której się spodziewasz. Musisz
      być spokojna dla tego maleństwa. Jeśli tak bardzo dręczy cię przeszłość
      przyszłego męża to powiedz mu o tym, może przestanie wspominać o byłej żonie a
      nawet powie ci dlaczego to z tobą chce spędzić resztę życia. Acha, jeszcze
      jedna ważna rzecz- weź pod uwage, że nie każdy rozwodnik tak łatwo chce brać
      ślub ponownie. Twój partner musi cię bardzo kochać skoro jest zdecydowany na
      ślub (a na pewno ma niemiłe wspomnienia zwiazane z tamtym małżeństwem). Pomyśl,
      że to ciebie kocha i wasze dzieciątko jest teraz najważniejsze. Zobaczysz, że
      wszystko się ułoży. Pozdrawiam
      • delia123 Re: Ślub z rozwodnikiem 14.09.05, 00:13
        a dlaczego nie zaprosisz jego syna do waszego domu?
        • mik261 Re: Ślub z rozwodnikiem 14.09.05, 10:43
          Nie opisałam całej swojej sytuacji i mam wrażenie, że pomyślałaś o mnie - ale
          wredna. otóż wyjaśnie, że ja starałam się za wszelką cenę zaprzyjaźnić z tym
          chłopcem. Na początku było wszystko ok. przychodził do nas do domu, jeżdziliśmy
          na wycieczki itd. Do czasu aż wkroczyła jego matka- wspomniałam, że mój mąż i
          jego ex nie żyją w dobrych stosunkach. Otóż zaczęła buntować syna przeciwko
          mnie. Doszło do tego, że chłopiec chciał za wszelką cenę nas skłócić. Nie będę
          pisała o szczegółach. W końcu się wkurzyłam i powiedziałam mojemu narzeczonemu
          (jeszcze to było przed ślubem), że jeśli jego syn zachowuje się w ten sposób i
          za wszelką cenę próbuje nas skłócić to albo on coś z tym zrobi albo ja
          rezygnuję. Wiesz jek ciężko przekonać ojca do tego, że jego syn potrafi być
          zły. Trudno mi było, aż do czasu jak mój narzeczony chyba zrozumiał, że mam
          rację. Piszę chyba, bo on nigdy tak na prawde nie przyznał mi racji ale po jego
          zachowaniu stwierdziłam, że przejżał działanie jego syna i jego ex. Tak wiec
          postawiłam warunek, że nie chcę się widywać wiecej z jego synem. Jesteśmy już
          małżeństwem, wkrótce pojawi się dzieciątko. Moj mąż spotyka się z synem ale
          stara się mi tym nie zaprzątać głowy. Troszczy się o mnie i kocha za to, że
          dałam mu szczęście w przeciwueństwie do jego ex. Pozdrawiam
          • martitka.martitka Re: Ślub z rozwodnikiem 14.09.05, 11:02
            Nie, absolutnie nie pomyslalam o Tobie, ze jestes wredna ;) Musialabym chyba to
            samo myslec o sobie, chociaz czasem mi sie to zdarza. Doskonale Cie rozumiem, w
            koncu jestem w podobnej sytuacji. A jesli chodzi o rozmowe z ukochanym, to
            wcale to nie jest takie proste, bo juz co nieco wie o moich obawach i zaczyna
            sie zadreczac... ze ja zasluguje na cos lepszego, na spelnienie marzen
            zwiazanych ze slubem itd. A to wcale nie tak, ja nie chce zeby on cierpial, ja
            po prostu chce zeby wiedzial dlaczego czasem robie sie smutna, zamyslona i
            zdarza sie ze nie moge lez powstrzymac. A do tego pewnie tez teraz dochodza
            humory w ciazy...
            • mik261 Re: Ślub z rozwodnikiem 14.09.05, 11:18
              Kochana moja odpowiedź była kierowana do delia... Pytała dlaczego nie chcę
              zaprosić syna mojego męża do domu. A jak już odpisałaś to powiem ci, że to
              dobry objaw skoro twój narzeczony uważa, że zasługujesz na coś lepszego. Tym
              bardziej pewnie doceni twoją miłość. Nie martw się niczym i myśl o ślubie.
              Pozdrawiam
          • delia123 Re: Ślub z rozwodnikiem 14.09.05, 12:15
            no to teraz juz wszytsko rouzmiem :) wcalnie nie uwazalam Ciebie za wredna.
            zapytalam tylko z czystej ciekawosci. ale teraz juz rozumiem jak sie sprawy
            maja. dziecku jak dziecku to mozna jeszcze wybaczyc ale ta ex to bym chyba
            rozszarpala gdybym przypadkiem spotkala.

            pozdrawiam goraco :)
            • mik261 Re: Ślub z rozwodnikiem 14.09.05, 13:00
              Cieszę się delia123, że mnie rozumiesz. A co do jego ex to gdybym powiedziała o
              niej, że jest podła- byłoby delikatnie. Pozdrawiam
      • martitka.martitka Re: Ślub z rozwodnikiem 14.09.05, 07:01
        Ojj podnioslas mnie na duchu i to bardzo ;) Dzieki
        Ja wlasnie to wszystko sobie poukladalam w glowce i rzeczywiscie najwazniejsze
        jest to, ze kocham mojego Misia ;) on kocha mnie a w maju bedziemy miec sliczne
        i kochane malenstwo ;) A to, ze nie bedzie slubu koscielnego, coz trudno... Nie
        wszystkie marzenia sie spelniaja. Pewnie zal z tego powodu bedzie czasem
        powracal, ale kiedys minie, zwlaszcza jak beda juz wazniejsze sprawy (czyli
        nasza dzidzia). Jakos sie to wszystko ulozy ;) Poradzimy sobie ze wszystkim
        razem...
        • mik261 Re: Ślub z rozwodnikiem 14.09.05, 10:26
          Napisałam ci to wszystko dlatego abyś wiedziała, że ty nie mozesz rezygnować ze
          swego szczęścia tym bardziej, że spodziewasz się dziecka. Dlaczego twoje
          maleństwo ma na tym ucierpieć i nie mieć prawdziwego domu. przede wszystkim weź
          pod uwagę fakt,że ty nie byłaś przyczyną rozpadu ich związku, to ta kobieta nie
          zachowała się ok(z tego co pamiętam to zdradziła męża). dlatego wierzę, że twój
          mąż doceni twoje poświęcecnie (wychodzisz za rozwodnika z dzieckiem) i doceni
          kiedyś to, że dałaś mu drugą szansę na normalne życie a jak pojawi się dzidzia
          to na pewno oszaleje z radości. Jak już pisałam wcześniej też miałam wiele
          wątpliwości, ciągłe kłótnie-też mnie to denerwowało, ale nie potrafiliśmy się
          rozstać bo za bardzo się kochaliśmy. Powiedziałam mężowi, że ja nie mogę ciągle
          żyć jego przeszłością (akceptuję jedynie fakt, że ma syna) i chcę stworzyć
          prawdziwą rodzinę. Myślę, że on sam w końcu zrozumiał, że ja nie mogę cierpieć
          ze względu na to, że on miał kiedyś żonę i ma syna. Powiedziałam, że ja nie
          byłam winna rozpadowi ich związku- jego żona była winna ( tak jak w waszej
          sytuacji), więcej poznałam męża 3 lata po jego rozwodzie, tak więc mam prawo do
          szczęśliwego związku. On natomiast musiał zrozumieć, że jeśli zdecydował się na
          drugi związek, to musi postarać się by był on normalny, a nie oparty na ciagłym
          współczuciu kierowanym w stosunku do jego dziecka. Powiedziałam mu kiedyś, że
          miał możliwość wyboru, mógł poświęcić się dla dobra dziecka a nie zrobił tego
          więc nie może oczekiwać bym godziła się na to aby moim kosztem rekompensować
          sytuację jego syna. tak więc absolutnie nie rezygnuj ze ślubu i walcz o wasze
          szczęście. Pogódz się z istnieniem dziecka swego przyszłego męża ale też
          rozmawiaj z nim o tym co cię dręczy. Nie możesz milczeć bo facet się zdenerwuje
          kiedyś jak nie będzie wiedział o co chodzi. Poproś go by postarał się teraz
          zająć przede wszystkim tobą. Spodziewasz się maleństwa i nie możesz się
          denerwować. Pozdrawiam
          • arwena_11 Re: Ślub z rozwodnikiem 14.09.05, 13:28
            Witam, ja na szczęście nie mam takich problemów, ale tylko dlatego że w
            odpowiednim czasie uciekłam ( on nie był rozwodnikiem, ale miał dziecko z inną)
            Mnie sytuacja przerosła. On był prawnikiem, a nie załatwił wszystkich
            formalności ( kasę dawał matce, bez zasądzonych alimentów, bo sprawy w sądzie
            nie było). Ja nawet już miałam z nim ustaloną sprawę intercyzy, przeniesienie
            własności jego firmy i założenie sprawy o ustalenie alimentów na dziecko (
            chodziło o to żeby dawać pieniądze na dziecko a nie na utrzymanie leniwej
            panienki, która nie splamiła się jednym dniem pracy). Może sie wyda wam to
            wredne, ale moim celem było zabezpieczenie siebie i naszych wewntualnych
            dzieci. I to było priorytetem. Tamta w ogóle mnie nie obchodziła. Dziecko było
            mi obojętne. Według planów wszystko byłoby zapisane na mnie i na dziecko. On
            nie miał by nic( poza małą pensją). On był prawnikiem, ja jestem po finansach i
            rachunkowości, więc myśle że nie byłoby problemu z wykazaniem b. niskich
            dochodów w sprawie o alimenty.
            Mimo że on zgadzał sie na wszystko, ja nie byłam do końca pewna. Za szybko się
            wszystko działo. W wieku 21 lat przerażała mnie wizja szybkiego małżeństwa i
            siedzenie w domu z dziećmi ( teraz jestem mężatką też z prawnikiem ( chyba
            jakieś przeznaczenie ) i od 5 lat siedzę w domu z dziećmi, ale to był mój
            wybór, no i dojrzałam do tego ). Z moim ex narzeczonym rozstałam sie po
            przemyśleniu wszystkiego na spokojnie. Po prostu wyjechałam na dwa tygodnie
            sama na wakacje i z daleka od niego i problemów przemyślałam za i przeciw. Po
            powrocie odeszłam od niego ( nie mógł sie z tym pogodzić i jeszcze pół roku
            później dostawałam od niego pełne miłości listy ).
            Ale tak właściwie to nie o tym miałam pisać. Chciałam ci tylko powiedzieć że
            twój przyszły mąż miał okazję żeby zaprzeczyć ojcostwu. Wcale nie musiał być
            wpisany w akcie urodzenia ( tzn można było dążyć do zmiany początkowego
            wpisu ). Te sprawy reguluje kodeks rodzinno-opiekuńczy:

            Art. 62. § 1. (50) Jeżeli dziecko urodziło się w czasie trwania małżeństwa albo
            przed upływem trzystu dni od jego ustania lub unieważnienia, domniemywa się, że
            pochodzi ono od męża matki. Domniemania tego nie stosuje się, jeżeli dziecko
            urodziło się po upływie trzystu dni od orzeczenia separacji.
            § 2. Jeżeli dziecko urodziło się przed upływem trzystu dni od ustania lub
            unieważnienia małżeństwa, lecz po zawarciu przez matkę drugiego małżeństwa,
            domniemywa się, że pochodzi ono od drugiego męża.
            § 3. Domniemania powyższe mogą być obalone tylko na skutek powództwa o
            zaprzeczenie ojcostwa.

            Art. 63. Mąż matki może wytoczyć powództwo o zaprzeczenie ojcostwa w ciągu
            sześciu miesięcy od dnia, w którym dowiedział się o urodzeniu dziecka przez
            żonę.

            Art. 80. § 1. Mężczyzna, który dziecko uznał, może w ciągu roku od daty uznania
            żądać jego unieważnienia z powodu wady swego oświadczenia woli.

            Tak więc jak facet nie chce być ojcem to ma takie mośliwości.

            Pozdrawiam i żeyczę dużo szczęścia. Mam nadzieję że wam sie dobrze ułoży.

            Marta
            Mama Danielka ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
      • tuhania do mik261 22.10.05, 09:45
        Bardzo bardzo dziękuję Ci za tego posta.

        Jestem w bardzo podobnej sytuacji i zamartwiam się tym że tak trudno mi zaakceptować to jak dużo czasu człowiek którego kocham spędza ze swoim synem z poprzedniego związku.

        Czy wtorkowe popołudnia i całe soboty to rzeczywiście dużo? Czy tylko tak mi się wydaje, bo jestem wtedy sama ze swoją córeczką z poprzedniego związku i bardzo za nim tęsknię, a czasami kiedy mała choruje po prostu potrzebuję jego pomocy, bycia obok.

        Niestety nie możemy się spotykać razem, we czwórkę, bo mały (7 lat) nie akceptuje mojej córeczki (4 lata) ani mam wrażenie mnie. Myślę że nas obie obarcza o to że tata z nim nie mieszka. Niestety jest też nastawiany przeciwko nam przez swoją mamę. Kiedy miał do nas przyjechać, a przyjeżdżał na początku dość często, słyszał od niej na przykład 'trudno, musisz jakoś przetrwać...' :(

        Ta sytuacja trwa już 2 lata :( Powiesz mi jak to wygląda u was? Jak często Twój narzeczony widuje się z dzieckiem?
        • tuhania do mik261 22.10.05, 09:49
          Bardzo chcemy zbudować dom, tworzyć razem coś ważnego i wielkiego. Tylko że zaczynam się gubić... Ciągle myślę, czy wogóle możliwe jest że będziemy szczęśliwi żyjąc tak jak teraz - z nim spędzającym połowę swojego wolnego ze swoim synem... z dala od nas...
          • tuhania do mik261 22.10.05, 09:54
            Wiem że mnie kocha, że bardzo kocha też swojego syna. Ostatnio mały zaczął prosić go o spędzenie całego weekendu razem. Boję się że takie weekendy też się zaczną, a na razie o ile nie uda się czegoś zmienić będą je spędzali poza domem...

            Moja córeczka też widuje się ze swoim tatą 2x w tygodniu więc nasz dom nigdy nie jest... nie wiem... normalny? Ciągle ktoś z niego wychodzi. Mała do taty, on do syna... Czy tak można stworzyć dom?
            • mik261 Re: do mik261 25.10.05, 13:51
              Witaj, cieszę sie, że moim postem w jakiś sposób Ci pomogłam. Wiesz moja
              sytuacja troszeczkę różni się od twojej. Ja nie miałam własnego dziecka
              (dopiero teraz spodziewam się naszego wspólnego dzieciątka). Ale muszę
              przyznać, że nasza droga do szczęścia była bardzo trudna i długa. Jeszcze przed
              naszym ślubem (a to już ponad 3 lata) mój obecnie mąż spotykał się z synem
              przynajmniej co niedzielę, a poza tym ciągle wyjeżdżali- w góry zimą i nad
              morze latem. Czasami mnie skręcało ze złości, że muszę godzić się na to
              wszystko. Ale z czasem kiedy byliśmy sobie bardziej bliscy zaczęłam wysuwać
              swoje prośby (nie chcę użyć tego słowa "żądania"). Po prostu uznałam, że
              najwyższy czas aby mój wtedy partner poznał mnie z synem i abyśmy widywali się
              razem. Denerwowało mnie, że ja mam spędzać niedzielę sama bo on musi spotkać
              się z synem. Więc poznałam jego syna, polubił mnie a ja jego(dodam, że on miał
              wtedy 10 lat). Wszystko było super, aż ex mojego męża dowiedziała się o naszych
              spotkaniach i tak zbuntowała syna, że za wszelką cene chciał nas skłócić za
              jej pośrednictwem. I tak doszło do tego, że postawiłam warunek albo on coś
              zrobi albo rezygnuję. Tak więc teraz mój mąż spotyka się z synem ale z tego co
              wiem bardzo żadko - jego syn jest tak zbałamucony przez swą matkę, że nie
              bardzo chce się z ojcem widywać( chyba z zazdrości, że ma nową szczęśliwą
              rodzinę) Jak już wcześniej pisałam to jego syn nie przychodzi do nas. My mamy
              teraz własną rodzinę, która wkrótce się powiększy. Ja próbowałam uwzględnić
              jego syna w naszym życiu, skoro tego nie docenił- trudno.

              Jeśli chodzi o Twoją sytuację, to myślę, ze powinnaś porozmawiać poważnie z
              twoim partnerem o tym co cię denerwuje. Powiedz, że rozumiesz potrzeby jego
              syna, ale niech on zrozumie, że ty też potrzebujesz w domu mężczyzny. Jeśli
              jesteście ze sobą i kochacie się to nie możecie pozwolic by taki mały
              człowieczek zburzył wasze szczęście. Przecież twój partner widuje się z nim
              dość często i raz w weekend, więc nie mżesz godzić się na to aby cały swój
              wolny czas poświęcał tylko synowi. Wierz mi ja się przekonałam, że często za
              działaniem tych niewinnych dzieci chowa się ex. U mnie tak było. Powiedz mu, że
              jeśli chcecie stworzyć prawdziwą rodzinę to musicie ustalić pewne zasady
              postępowania w sprawie dzieci. Zapytaj się go jak on by się czuł gdybyś to ty
              cały weekend np. zmywała się z domu ( to oczywiiście raczej niemożliwe, ale
              załóżmy) bo musiała byś się zobaczyć z córcia- bo ona chce i sob. i niedz. A
              może niech twój partner (przepraszam ale nie pamiętam czy jesteście już
              małżeństwem) porozmawia z synem i może będzie brał go do was do domu. Jeśli nie
              bedzie chciał, to znak, że cię nie akceptuje. A na to też nie możesz się
              godzić. twój partner musi liczyć się z tym, że skoro zdecydował sie na kolejny
              związek to musicie robić tak by był on normalny. Musisz zadbać o waszą rodzinę.
              Ja uważam, że jeśli kobieta nie była wina rozpadu poprzedniego małżeństwa ma
              prawo do prawdziwej rodziny, bez obwiniania się i ciągłego współczucia
              kierowanego do dzieci z poprzednich związków. Walcz o swoją rodzinę. Być może
              zdecydujecie sie na wasze wspólne dzieciątko i wtedy problem się rozwiąże. Ono
              was połączy jeszcze bardziej. A na razie podejmijcie decyzję co do sposobu
              widywania sie twojego ex córką i obecnego partnera z synem. Pozdrawiam




    • laurita2 Re: Ślub z rozwodnikiem 15.09.05, 09:48
      Cześć martitka
      Nie będe Ci mówić co masz zrobić ale po przeczytaniu tego co napisałaś,
      zastanawiam się dlaczego tak biosz się jego przeszłości. W końcu twój przyszły
      mąż rozwiódł się to jest jego przeszłość. Skoro to Ci tak bardzo przeszkadza to
      zastanów się czy naprawdę go kochasz.
      Szczerze porozmawiaj ze swoim ukochanym, co Cię dręczy, zapytaj się czy jesteś
      dla niego ważna i czy naprawde zostawił przeszłość za sobą.
      Skoro się rozwiódł to musiał mieć jakieś powody. Teraz chce żebyś to ty została
      jego żoną, a ślub kościelny moim zdaniem w cale nie jest taki ważny i po tym
      ślubie i po tym będziesz jego żoną.
      On ma większe doświadczenie i będzie Wam łatwiej, nie będzie popełniał tych
      samych błędów co w poprzednim małżeństwie albo będzie ich unikał albo będzie
      wiedział jak im zaradzić. Nie przejmuj się tak tym wszystkim przemyśl sobie
      wszystko od początku, skoro wiedziałaś, że jest taka sytuacja postanowiłaś sie
      z nim związać, a teraz wyjść za mąż.
    • asdfg56 Re: Ślub z rozwodnikiem 11.10.05, 14:33
      Witaj Martitka.
      Ja rowniez żyję z rozwodnikiem,ktory jest ojcem 6 letniego syna i powiem
      Ci tak..
      Na samym poczatku naszego zwiazku, mialam straszne dylematy,czy warto
      wiazac sie z facetem z odzysku.. Postanowilam zaryzykowac i od tamtej chwili
      nie zaluje. Mimo zlych doswiadczen i urazow z poprzedniego zwiazku mojego
      partnera,udalo nam sie stworzyc, mocny,solidny, oparty na zaufaniu zwiazek.
      Wiadomo, nie wszystko od razu bylo takie piekne i kolorowe.. Nie obylo sie
      bez lez, klotni, obawaw, dylematow.. i tp. Wlasciwie to wszystkie moje
      watpliwosci zniknely gdy poznalam mlodego..
      Nie moge powiedziec,ze zaakceptowalam to dziecko od razu,ale po pewnym
      czasie nawet je pokochalam.Uwierzcie mi,ze to byla dla mnie wielka proba, walka
      z wlasnym ja i ogromny wysilek.Mlody mial do mnie straszny dystans i nie bylo
      sie wlasciwie czemu dziwic. Na zdobycie jego zaufania, musialam sobie niezle
      zapracowac.Czasami to mi nawet rece opadaly, plakalam i czulam,ze to bez sensu.
      Jedyna rzecza ktora podtrzymywala mnnie wtedy na duchu,byla mysl, ze to niczemu
      winne dziecko, ze jest ono strasznie zagubione w tej calej sytuacji i ,ze
      musimy pomuc mu sie w niej odnalezc. Juz po kilku miesiacach mlody zaczal sie
      do mnie przytulac, zapraszal mnie do wspolnej zabawy i tp. po kilku latach
      wiem,ze mnie kocha i ,ze ja go kocham..
      Musze powiedziec,ze fakt akceptacji mlodego umocnil moj zwiazek z
      partnerem. To bylo dla niego naprawde wazne.. Zreszta i ja zyskalam wiecej,niz
      myslalam.. :).
      W ostatnich slowach chcialabym Was prosic,abyscie daly szanse tym
      bezbronnym dzieciakom.. nawet jesli maja po 15 lat i nie jest latwo,bo wiecie
      co,mysle ze naprawde WARTO :).
      • ruth001 Re: Ślub z rozwodnikiem 11.10.05, 23:02
        Dziewczyny!

        Czytając Wasze posty, malo sie nie poplakalam. Niestety, jestem taka jak
        wiekszosc z Was i na forum Macochy nie mam czego szukac... Tam sa dziewczyny
        pogodzone z losem, wielbiace dzieci swoich facetow z innymi kobietami,
        starajace sie ulozyc poprawne stosunki z ex.
        Ja taka nie jestem. Wstyd sie przyznac, ale w tym watku chyba moge. Jestem
        egoistyczna swinia, ktora pragnie by ojciec jej dziecka byl tylko ojcem jej
        dziecka.
        Nie mamy jeszcze dzieci, choc on tego bardzo by chcial.
        Nie mamy slubu, przede wszystkim dlatego, ze postawilam warunek, ze musi
        najpierw sprobowac uniewaznic swoj slub koscielny.
        Ale co z tego. Zawsze bede rozpamietywac, ile czasu poswiecil tamtej kobiecie,
        co jej przysiegal. Niewazne, ze on mowi, ze to byla wpadka, inne czasy, byl
        mlody i glupi i nie mogl sie przeciwstawic rodzicom, ze jej nie kochal.
        Od poczatku mialam nadzieje, ze z czasem mi przejdzie. Ale mi nie przechodzi.
        Nie wiem juz jak sobie z tym poradzic, wlasciwie nikt mnie nie rozumie. Bo tez
        nikt nie jest w podobnej sytuacji... Dostaje kolejne zaproszenia na slub, moje
        kolezanki wychodza w kosciele za maz za swoich narzeczonych, dla nich RAZEM
        jest to swieze, pierwsze... Moj mialby powtorke z "rozrywki". On mowi, ze to
        zadna powtorka, bo nie da sie tych dwoch zwiazkow porownywac. Ja nie potrafie
        przestac myslec o jego przeszlosci. Nie potrafie tez odejsc, on nie dopuszcza
        mysli o rozstaniu. To jest facet, ktory naprawde bardzo mnie kocha, bardziej
        niz na to zasluguje i moze niz ja jego, a ja popadam w coraz wieksze
        zgorzknienie.
        Jego dziecko mnie lubi. Ja tez je lubie, jako osobe. Jako dziecko mojego
        faceta - nienawidze tego, ze istnieje. Siebie tez juz nienawidze. Nie ma dla
        mnie dobrego rozwiazania. Uplyw czasu nic nie zmienia. Czuje tylko, ze sie
        starzeje i moje zycie prowadzi donikad.
        Pozdrawiam Was i ciesze sie, ze znalazlam ten watek, choc na tym forum nie
        powinno mnie byc ;)
        • karla78 Re: Ślub z rozwodnikiem 12.10.05, 15:35
          RUTH ja bardzo dobrze wiem co czujesz. I już wiele przeszłam. Od 6 m-cy
          jesteśmy po ślubie. Poznałam mojego J. długo po rozwodzie.
          Jeśli chodzi o unieważnienie kościelnego to będzie ciężko- ja nawet nie
          próbowałam - zresztą nie miało to dla mnie takiego znaczenia.
          O tamtej kobiecie na początku myślałam, ale wiem, że nic dla niego nie znaczy i
          gdyby nie dziecko to nie chciałby jej znać.
          Czytuje macochy no i faktycznie z uzalaniem się tam - zwłaszcza co do uczuć
          negatywnych w stosunku do dziecka - nie ma szans.

          > Jego dziecko mnie lubi. Ja tez je lubie, jako osobe. Jako dziecko mojego
          > faceta - nienawidze tego, ze istnieje. Siebie tez juz nienawidze. Nie ma dla
          > mnie dobrego rozwiazania. Uplyw czasu nic nie zmienia. Czuje tylko, ze sie
          > starzeje i moje zycie prowadzi donikad.

          Mam identyczne odczucia. Chociaż jest różnie. Czasem jest okej, czasem mam mega
          doły. Ciężko znaleźć rozwiazanie - można się rozstać i nie cierpieć, albo
          zaakceptować sytuację jaka jest.
          Poszukaj o unieważnieniu kościelnego ślubu gdzieś na forum, ale z tego co się
          orientuje to trwa wieki.
          Najlepiej weźcie cywilny i planujcie rodzinkę. Nie zamartwiaj się i życzę Ci
          dużo powodzenia
          K.
        • e_r_i_n Re: Ślub z rozwodnikiem 02.12.05, 18:15
          ruth001 napisała:

          > na forum Macochy nie mam czego szukac... Tam sa dziewczyny
          > pogodzone z losem, wielbiace dzieci swoich facetow z innymi kobietami,
          > starajace sie ulozyc poprawne stosunki z ex.

          Bez przesady. Wielbiacych dzieci meza jest niewiele - wiecej raczej
          akceptujacych sytuacje. Uklady z eks - trudna sprawa, ja osobiscie nie staram
          sie ukladac poprawnych stosunkow, bo owych stosunkow W OGOLE miec nie chce.
          Zapraszam na macochy :)
    • lolitka251 Re: Ślub z rozwodnikiem 22.10.05, 12:39
      To po co sie z nim zenisz.Jezeli nie umiesz sobie z tym wszystkim dac rady to
      jak zamierzasz z nim zyc"poki smierc was nie rozlaczy"?Trzaba sie bylo nad tym
      wczesniej zastanowic,zanim sie emocjonalnie zaangarzowalas.On ma racjemusisz
      sie z tym pogodzic...
      • maxcop Re: Ślub z rozwodnikiem 29.10.05, 07:09
        Daj sobie z nim spokój i spróbuj sama ułożyć sobie życie.Napewno znajdziesz
        kogoś z kim mogłabyś stanać przy ołtarzu w białej sukni.
    • geszu Re: Ślub z rozwodnikiem 10.11.05, 13:29
      Witam.
      Trochę z opóźnieniem,ale chiałem się z Wami podzielić spojrzeniem drugiej strony...
      To ja jestem rozwodnikiem z dzieckiem. Teraz jestem w związku ze wspaniałą dziewczyną, która ma dokładnie takie same problemy Ty. Pamiętaj, że mówisz ciągle o jednej stronie. Jestem w trakcie stwierdzania nieważności mojego ślubu, al enie wiem, czy to wystarczy. Szczerze mówiąc to raczej wątpię. Chociaż bardzo się kochamy to problemów jest tak wiele, że sam się często zastanawiam, czy dam radę. Na samo słowo "przeszłość" reaguję jak na nagorszy alergen... Dla Niej przeprowadziłem się bardzo daleko i bardzo ograniczyłem kontakty z synem. Czasem czuję, że mnie to boli, boję się, że kiedyś będę miał Jej to za złe... ale... CIągle mam nadzieję, że to isę kiedyś zmieni i będę mógł pogodzić miłość do Niej z miłością do syna...
      To nie jest tak, że tylko Ty się źle czujesz z tym "garbem". Tak naprawdę, to bardziej dotyczy mnie niż Jej. Musiałem spojrzeć na siebie bez wyrzutów o "przeszłość", bo inaczej mógłbym zrobić coś głupiego... To nie jest łatwe. Myślę, że prawdą jest stwierdzenie "miłość wszystko przetrzyma". Jeśli ona jest, to mimo całego bólu obu stron można żyć. Kiedyś usłyszałem takie zdanie - przeszłości nie da się zmienić, ale można na nią inaczej patrzeć...
      I to jest chyba sedno... chociaż nawet mojej Misi jeszcze nie udało mi się do tego przekonać. A wiesz, że nie tylko Ona płacze po kątach? Mi też trudno się pogodzić z tym, że (i tu nieważne się staje jak bardzo niezawiniona przeze mnie jest "przeszlość") ktoś, kogo tak bardzo kocham cierpi przeze mnie?
      pozdrawiam
      • chiara76 Re: Ślub z rozwodnikiem 10.11.05, 13:33
        w tym wszystkim jedna jedyna osoba będzie mogła mieć kiedyś do Ciebie
        żal...Twój syn. Nie rozumiem, jak można ograniczać kontakty z własnym
        dzieckiem...no, nie rozumiem.
    • czarna_smuga Re: Ślub z rozwodnikiem 28.11.05, 14:54
      tak.
      Ja zaakceptowałam a nawet pokochałam dziecko mojego meżczyzny, ale wtedy nie
      wiedziałam, że istnieje jeszcze drugie. Był w małzenstwie z matka drugiego
      dziecka, to była wpadka.

      Teraz mi ciężko, rok już się z tym męcze. Jak już mam nadzieje ze wszystko
      pogodziłam w sobie, to na drugi dzień cały czas o tym mysle, płacze i nie daje
      mi to spokoju, tym bardziej, ze planuje z nim przyszłość. Kocham go, ale
      zaakceptowanie tej sytuacji jest trudne. Co ja powiem naszym dzieciom? Tatuś Was
      kocha, ale ma dwójke jeszze i kazde z inna panią, bo tatus był młody i chciał
      się wyszaleć.
      Nie chce zeby dzieci myslałay o nim zle, bo to naprawde dobry człowiek, nie mam
      pojecia kiedy powinnam im powiedzieć o tamtych . Na szczescie jeszcze dziecka
      nie mamy, ale juz o tym mysle.

      jego przeszłość niszczy moja spokojną przyszłość.


    • anya_26 Re: Ślub z rozwodnikiem 02.12.05, 02:32
      Witajcie!
      Ja też zakochałam się w mężczyźnie z przeszłością, z tym że mój Ukochany nie ma
      jeszcze rozwodu. Małżeństwo nie rozpadło się z mojego powodu. Gdy go poznałam
      był w depresji, zresztą ja też. Jego związek od początku nie miał sensu - wpadł
      z dziewczyną, z którą już miał zrywać i wziął ślub choć, jak twierdzi, wcale
      nie miał na to ochoty. Ale chciał zachować się odpowiedzialnie. Tylko po
      cholere był mu ten ślub kościelny skoro oboje się nie kochali i nie byli pewni
      swojej przyszłości razem. Niby presja rodziny. Dodam, że mój Ukochany miał w
      tym czasie 31 lat, własne mieszkanie, dobrze płatną pracę, więc presja rodziców
      to kiepska wymówka.
      Bardzo kocham mojego mężczyznę i wiem że jest moją drugą połową i życie bez
      niego nie ma sensu. Na razie i tak byłoby za wcześnie na ślub: jestem na 5 roku
      studiów, kucie do egzaminów na aplikację, która trwać będzie jeszcze 4,5 roku.
      Mieszkam z rodzicami, którym nie powiedziałam o przeszłości mojego mężczyzny.
      Bardzo go lubią, ale co będzie gdy dowiedzą się jaka jest sytuacja. Ja boję się
      im powiedzieć, gdyż są ludźmi wierzącymi, itd. itp. Chcę zaczekać aż będzie
      miał rozwód (sprawa w toku), poza tym liczę na stwierdzenie nieważności ślubu
      kościelnego. Też chciałabym przysięgać mu miłość przed Bogiem i w gronie
      rodzinnym. Na cywilny ślub moi rodzice nawet by nie przyszli (wiem, bo na
      cywilnym mojej siostry nie byli). Chciałabym po prostu mieć taką możliwość
      wzięcia ślubu w kościele, a jak na razie nie mam nic. Chciałabym być tą
      pierwszą, tą jedyną, tą z którą wszystko jest nowe.
      O jego ex nie jestem przesadnie zazdrosna (tylko tak zwyczajnie :) Wiem, że jej
      nigdy nie kochał, jego rodzina jej nie lubi, a mnie owszem. Natomiast jeśli
      chodzi o dziecko... to tylko mała dziewczynka, która ma 1,5 roku i nie jest
      niczemu winna, a jednak tak mnie czasem boli, że w ogóle istnieje. Ogromna
      część życia mojego Ukochanego należy tylko i wyłącznie do niego, ja nigdy nie
      będę miała w niej udziału. Nawet jak bardzo pokocham to dziecko, to zawsze
      będzie ono dla mnie obce (przynajmniej tak mi się wydaje). Mam wrażenie, że on
      już żadnego kolejnego dziecka nie pokocha tak jak to swoje pierwsze. A gdy
      będziemy mieli wspólne dzieci i będzie mi dawał jakieś "wskazówki" co do
      zajmowania się nimi to mnie chyba szlag trafi!!!
      Najgorsze jest to, że czuję się taka wyobcowana, że sprawa dziecka mnie w ogóle
      nie dotyczy, a on, nie chcąc mnie ranić, nie opowiada za wiele na temat Małej,
      więc ja czuję się jeszcze gorzej i tak w kółko. Z jednej strony chciałabym
      polubić (pokochać?) Mała, ale z drugiej strony tak mi żal, że w ogóle jest.
      Strasznie mi z tgo powodu głupio. Gdy mu mówię, że ma najpiękniejsze oczy a On
      mi na to, że nieprawda - jego Mała ma piękniejsze. Czego on ode mnie oczekuje,
      potwierdzenia??!! wtedy sobie myślę, że odwrotnie, na złość, że są brzydkie.
      Albo, gdy mi opowiada, że jest taka zdolna i inteligenta, albo, że taka fajna
      bo wysoka jak On. To ja wtedy myśle, że właśnie nie, że malutkie dzieci są
      fajniejsze i słodsze, ale mu przecież tego nie powiem! Zresztą, nie myślę o
      niej źle, ale z tej zazdrości czuję się bezradna i niepotrzebna i głupie myśli
      mi do głowy przychodzą. Zazwyczaj dzieci mnie bardzo lubią, ale przy niej czuję
      się jak sparaliżowana dlatego żadko ją bierze gdy jestem też i ja.
      Przepraszam, że piszę tak chaotycznie, ale ostatnio przeżywam poważny kryzys,
      ciągle płaczę, nie mogę spać po nocach (jak widać ;) i tylko myślę i myślę i
      boję się, że zwariuję.
      Bardzo kocham mojego J. i będę z nim mimo wszystko, ale po prostu się boję i
      martwię i często czuję się samotna i nie mam z kim pogadać bo nikt z moich
      znajomych nie wie o jego małżeństwie.
      • martitka.martitka Re: Ślub z rozwodnikiem 02.12.05, 07:28
        Ojjj Anya_26 ciezkie to zycie z rozwodnikiem. Minelo juz kilka miesiecy odkad
        napisalam ten post, troche sie zmienilo, bo jestem teraz silniejsza!!
        Pogodzilam sie juz z tym, ze nie bedzie slubu koscielnego, choc straszny zal
        czasem powraca. ALe bede miec normalne wesele, piekna suknie slubna, w koncu to
        slub jak kazdy inny... Wcale nie gorszy, po prostu inny. Odkad poczulam sie
        silniejsza, zaczelam walczyc o swoje, stawiac warunki, bo walcze o swoje zycie,
        o zycie dzieciatka ktore nosze w sobie... Przszly maz tez wiele zrozumial (choc
        kosztowalo mnie to BARDZO wiele lez i stresow, bylam swego czasu na skraju
        wyczerpania nerwowego), zrozumial kto i co jest dla niego najwazniejsze, co
        powinno byc priorytetem. A ja sie juz coraz mniej boje przyszlosci, bo wiem, ze
        ze wszystkim dam sobie rade, nawet jesli cos by nie wyszlo i musialabym zostac
        sama, to dla tego dziecka poradze sobie ze wszystkim... ;)) Ale sama nie
        zostane, bo moj ukochany bardzo mnie kocha i wiem o tym i gotowy jest zrobic
        dla mnie bardzo duzo!! Boli jeszcze jak zadzwoni jego byla, a ostatnio ciagle
        ma do niego jakas sprawe, wtedy mamy ciche dni, ale on stara sie chyba
        ograniczyc z nia kontakty, bo wie jak ja na to reaguje... A jesli chodzi o
        dziecko Twojego mezczyzny to wspolczuje, bo musisz wiedziec o tym, ze ono
        zawsze bedzie na pierwszym miejscu, zawsze bedzie najwazniejsze... Jak to
        dobrze ze moj Misio nie ma dziecka, a nasze malenstwo bedzie jego pierwszym i
        upragnionym dzieckiem ;)) I choc to okropne, to dla nas kobiet, ktore sie
        zwiazaly z rozwodnikami duzo lepiej jest jak oni byli mieszczesliwi ze swoimi
        zonami, bo prznajmniej nas beda bardziej doceniac... I musze Ci powiedziec
        jeszcze jedno, ja nigdy nie zwiazalabym sie z facetem, ktory ma dziecko, bo
        umarlabym z zazdrosci o to dziecko...
        • annajustyna Re: Ślub z rozwodnikiem 02.12.05, 09:16
          Ja dodam tylko od siebie, ze zwiazalabys sie z mezczyzna z dzieckiem i pewnie
          nawet pokochala to dziecko, gdyby w tle nie bylo matki tego dziecka... Bo tak
          naprawde najbardziej nas kobiety boli ta pierwsza zona... Serdecznie pzdr.,
          wszystkiego dobrego, duzo sil!!!
        • karla78 Re: Ślub z rozwodnikiem 02.12.05, 14:56
          Oj ciesz się, że nie ma dziecka. Nawet Ci zazdroszczę. Ja byłą wogóle się nie
          przejmuję. Wiem, że mój J. za żadne skarby by jej nie chciał ;) Natomiast
          dziecko jest na całe życie. Ech... Życzę Wam powodzenia i duzo uśmiechu.
        • mik261 Re: Ślub z rozwodnikiem 03.12.05, 18:38
          Dlaczego piszesz, że Twój Misio nie ma dziecka. Pisałaś przecież, że ma syna -
          fakt nie biologicznego, ale ma. Czyżby wyzbył się uczuć do tego chłopca i nie
          utrzymuje z nim kontaktów. Wydaje mi się, że skoro dał temu dziecku nazwisko,
          to chyba zaakceptował je jak własne i kocha je jak własne, tu więzy krwi są
          mniej ważne. Kocha się też adoptowane dzieci. A może się mylę, albo wasza
          sytuacja się zmieniła, tzn. stosunek Twojego partneta do tego chłopca. Pytam bo
          przecież jeszcze niedawno ta kwestia również i ciebie dręczyła. Pozdrawiam
          • martitka.martitka Re: Ślub z rozwodnikiem 05.12.05, 08:40
            Rzeczywiscie zmienil sie stosunek do tego dziecka! Moj ukochany zrozumial, ze
            tak na prawde jest nikim dla tego dziecka, to dziecko mowi do niego po imieniu,
            natomiast ma innego "tate", do innego mezczyzny mowi tato i kogos innego uwaza
            za ojca. Istnieje jeszcze ojciec biologiczny dziecka i z nim rowniez to dziecko
            ma normalny kontakt... A moj przyszly maz jak sie pojawial w zyciu tego dziecka
            to bylo OK, a jak sie nie pojawial to tez bylo OK... Wiec po co cos takiego
            ciagnac, po co dodatkowo mieszac dziecku w glowie... Po co ma miec trzech
            tatusiow, czyli jednego biologicznego, drugiego "prawdziwego", czyli tego,
            ktory go wychowuje i trzeciego, ktory wpada od czasu do czasu, ale tak na
            prawde jest nikim, bo ani "tata" ani ojcem biologicznym, po prostu bylym mezem
            matki... Ale to dziecko juz tego nie pamieta, ze jest moj ukochany byl kiedys
            mezem mamy...
      • karla78 Re: Ślub z rozwodnikiem 02.12.05, 15:08
        Anya to tak jakbyś pisała o mnie jeszcze jakiś czas temu. Poza tym, ze u mnie
        rodzina już wie, pobraliśmy się. Ale rozumiem Cię w 100%
        • anya_26 Re: Ślub z rozwodnikiem 02.12.05, 17:01
          Dzięki za zrozumienie. Dzięki temu forum i Wam już nie czuję się taka
          wyobcowana. Znalazłam to forum zaledwie 3 dni temu, gdy myślałam że już nie
          wytrzymam psychicznie. Gdy płaczę mój J. myśli, że mi chodzi o jego ex albo o
          moich rodziców. W ogóle nie bierze pod uwagę faktu że może mi przeszkadzać myśl
          o jego dziecku, że nie chodzi tylko o to czy Mała będzie mnie lubiła czy nie;
          tylko że istnieje. Raz gdy była u niego i się bawiła, ja wzięłam jego rękę a
          Mała mi ją zabrała. Ogólnie rzecz biorąc, takie zachowanie dzieci jest urocze,
          ale tej sytuacji tak mi się zrobiło przykro, żal serce ścisnął.
          a jeśli chodzi o moich rodziców to najgorsza jest mama. Rok temu moja siostra
          rodzona (dziś ma 22 lata) wyprowadziła się z domu, bo rodzice nie chcieli żeby
          brała ślub w 3 miesiące po poznaniu faceta. Poza tym, kandydat mamie nie
          pasował i że siostra studie przerwała. Wzięła więc ślub cywilny, na którym
          rodzice się nie pojawili ani babcia, ciotki, wujkowie, itd. Cała rodzina była
          taka zacięta. Dopiero gdy siostra zaszła w ciążę i wzięła kościelny to jej
          wybaczyli, tyle że mama nadal nie akceptuje jej męża i mówi że nigdy go nie
          zaakceptuje.
          Nie zamierzam całe życie postępować zgodnie z "planem" mojej mamusi dla mnie,
          ale jak widzę że mojej siostrze wypomina za każdym razem gdy do nas przychodzi
          że ma beznadziejnego męża i że wszystko zrobiła "nie pokolei", to nie chcę
          kiedyś słyzeć podobnych uwag bo ja mam taki charakter że nie będę tago znosić w
          milczeniu.
          Dziś jest akurat piękny dzień. Mój J. zbudził mnie dziś rano niespodziewaną
          wizytą i przyniósł bukiet róż tak bez okazji i za godzinkę po mnie przyjeżdża i
          w ogóle dziś jestem pełna nadziei i optymizmu.
          Życzę wszystkim milego wieczoru!
          • biedna Re: Ślub z rozwodnikiem 02.12.05, 19:58
            Witam Was!
            Moglabym przepisac wasze przezycia bo moje sa identyczne.Razem jestesmy 5
            lat,mamy wspolne dziecko.Na codzien jest ok,ale mnie rowniez czesto a nawet
            bardzo czesto nachodza takie same mysli jak was.
            Nie mamy jeszcze slubu,dlaczego? dlatego ze kiedys postanowilam sobie ze jesli
            slub to zarazem cywilny i koscielny.A teraz moglabym jedynie zawrzec
            cywilny.Caly czas ludze sie ze Moj Ukochany zlozy papiery o stwierdzenie
            niewaznosci tamtego ale jakos nie zabiera sie za to.
            Wiec i decyzja o cywilnym ciagle czeka bo ostatnio jestem sklonna wziasc tylko
            ten,bo wiem ze na koscielny w najlepsym wypadku trzeba czekac az 2 lata a mnie
            wystarczajaco boli fakt np. nieprzystepowania do spowiedzi czy komunii.
            Moi rodzice na poczatku - oj wole nie pisac,ale nie odwrocili sie ode mnie.
            Tez mam podobne mysli jesli chodzi o jego pierwsze dziecko z tym ze ja go nie
            znam,nie mialam tej okazji.Choc ostatnio ciagle mysle o tym cywilnym (zlamie to
            swoje postanowienie) to mysle tez o tamtym dziecku.Teraz mozna sie wycofac ze
            wszystkiego, choc same wiedziec to nie takie proste jesli ma sie wspolne
            dziecko i jest Milosc.
            Chcialabym wszystkie sprawy uregulowac,jeden etap zycia juz mi sie konczy
            9studia) i teraz chcialbym zajac sie rodzina,prawdziwa rodzina.
            POZDRAWIAM WAS
          • karla78 Re: Ślub z rozwodnikiem 05.12.05, 10:35
            Trzymaj się Anya :) Ja też sporo przeszłam. Myślałam, że psychicznie nie
            wytrzymam i wyladuję w wariatkowie. Przed ślubem też były niezłe jazdy. Nie
            wiem jak to przeżyłam.
            • anya_26 Re: Ślub z rozwodnikiem 05.12.05, 16:48
              Dzięki Karla!
              wiem że pewnie przesadzam z tym zamartwianiem się, ale widzę że nie jestem sama
              i że z czasem będzie lepiej.
              Tak naprawdę to bardzo nam się poszczęściło. Nie każdy ma szansę poznać taką
              jedyną, prawdziwą miłość i spotkać swoją drugą połowę. A kto wie, jeżeli
              związałybyśmy się z facetem bez zobowiązań, może za kilka lat same byłybyśmy po
              rozwodach, z dziećmi, itd.
              Napiszcie proszę jak przebiegają Wasze relacje z dziećmi waszych facetów. Czy
              dzieci są wrogo nastawione czy są w ogóle w stanie polubić (pokochać?) macochy?
              • biedna Re: Ślub z rozwodnikiem 05.12.05, 19:23
                z tymi "dziecmi" jest powazny roblem, w moim przypadku.
                Mieszkamy w roznych miastach (my i tamto dziecko),mimo tego bedac w zwiazku z
                facetem 5 lat nie mialam okazji poznac jego dziecka.Do tej pory czylam sie z
                tym wygodnie,bezpiecznie,ale teraz co raz czesciej nachodza mnie mysli ze chyba
                czas najwyzszy poznac go.Boje sie tego bardzo,nie wiem jak zareaguje choc ma
                juz 10 lat.Mysle ze ndszedl ten moment ze powinnam ponac jego "dzielo",i tak
                juz dlugo z tym zwlekalam.
                Ale wlansie dziewczyny piszcie jak to jest,jak wygladalo to pierwsze
                spotkani,jak nie popelnic gafy i jak polubic to dziecko???
              • e_r_i_n Re: Ślub z rozwodnikiem 06.12.05, 21:47
                anya_26 napisała:

                > Napiszcie proszę jak przebiegają Wasze relacje z dziećmi waszych facetów. Czy
                > dzieci są wrogo nastawione czy są w ogóle w stanie polubić (pokochać?)
                > macochy?

                Dzieci nie musza kochac macochy, macochy nie musza kochac dzieci :) To jakies
                takie mity nijak sie majace do rzeczywistosci, ze dziecko swojego faceta kocha
                sie jak swoje.
                Ja swojego "pasierba" (nie lubie tego slowa) nie kocham, ale lubie. Jest
                sympatycznym dzieckiem, swietnie sie dogaduje z naszym synem.
                W odwiedziny przychodzi przede wszystkim do ojca i brata, nie do mnie (wydaje
                mi sie, ze takie jest podejscie obu stron). I uklady miedzy nami sa poprawne -
                rozmawiamy ze soba, ale bez jakichs 'ekscesow' emocjonalnych.
                Mi zapewnie latwiej, bo mam swoje dziecko. A dziecko mojego meza to jego brat.
                Da sie to przezyc - naprawde nic strasznego :)
    • karinka222 Pomocy! 07.12.05, 00:44
      U mnie jest trochę ianzczej. Mam 20 lat i jestem w 6 miesiącu ciąży. Studiuję i
      mieszkam z rodzicami. Ojcem dzidziusia, którego noszę pod sercem jest starszy
      ode mnie o 10 lat rozwodnik. W momencie, gdy go poznałam był żonaty. Twierdził,
      że zakochał sie we mnie bardzo dawno temu. Mówił, że działam na niego jak
      narkotyk. Od razu przyznał się, że ma żonę i 2 synów. Żona przebywa cały czas
      za granicą i od wielu lat im się nie układa. To on zajmuje się dziećmi(9 i 12
      lat obecnie). Na poczatku mu sie opieralam. Jednak z kazdym spotkaniem ulegalam
      coraz bardziej i po prostu zakochalam sie. Jednak czulam sie z tym zle. Nie
      chcialam rozbijac rodziny. Rodzice i znajomi nie wiedzieli, ze sie spotykamy. A
      robilismy to w ukryciu. Kiedys powiedzial mi, ze dzieci wiedza o mnie. I, ze
      przyjely to w miare spokojnie. J sie bardzo zle z tym czulam. Przez caly czas
      jak sie z nim spotykalam nasza milosc byla czysto platoniczna. Coraz czesciej
      przebakiwal o rozwodzie. Twierdzil, ze chcial byc ze mna. Mimo, ze go kochalam
      to juz nie moglam z nim byc. Nie chcialam zabierac dzieciom prawdziwego domu,
      rozbijac rodziny. Poza tym nie mialabym odwagi przyznac sie rodzicom. Chyba by
      sie mnie wyrzekli. Ostatniego dnia kiedy bylam zdecydowana zakonczyc nasza
      znajomosc dalam sie poniesc emocjom i przespalam sie z nim. Byl moim pierwszym
      mezczyzna. Dodam, ze troche wtedy wypilismy. On myslal, ze po tym juz bede z
      nim. Zlozyl pozew o rozwód. Jednak ja nie chcialam go widziec. Jednoczesnie go
      kochalam. Balam sie reakcji rodziny. Sa bardzo konserwatywni. Po jakims
      miesiacu okazalo sie, ze jestem w ciazy. Przezylam szok. Bylamw strasznym
      dolku. Jego unikalam jak ognia. Ciaze tez ukrywalam. Juz bylo widac, gdy matka
      zauwazyla mój stan. Byla zszokowana i sie rozplakala. A ja...pod wplyewm
      strachu powiedzialam, ze zostalam zgwalcona i wstydzilam sie o tym powiedziec.
      Wiem, ze ktos uzna to za paranoje, ale ja mam chore uklady w rodzinie. Matka mi
      wspólczula. A ja czulam sie jak oszustka. Niedawno on tez dowiedzial sie, ze
      jestem w ciazy. Zobaczyl mnie. Byl w szoku. Spytal jak moglam mu to zrobic, tym
      bardziej, ze sie rozwiodl dla mnie i mieszka juz sam z dziecmi. Ja
      powiedzialam, ze nie chce od niego niczego i, zeby nikomu nie mowil o dziecku.
      Obiecal, ze na razie nie powie. Lecz za kazdym razem kiedy sie spotkamy,
      oczywiscie przypadkowo, to prosi mnie oreke. Ja nie chcepatrzec w oczy jego
      dzieciom, bylej zonie, a tym bardziej rodzicom. Czuje sie strasznie. Jak
      podwojna oszustka. Kocham go, ale wiem, ze aby byc z nim musialabym zrezygnowac
      z mojej rodziny. Z drubiej strony dzidzius musi miec tate...Boże co robić?!!
      • karinka222 Re: Pomocy! 07.12.05, 00:49
        Zapomnialam jeszcze napisac, ze dzis kiedy go przypadkiem spotkalam to
        pogladzil mnie po brzuszku i powiedzial, ze kocha mnie i
        dzidziusia...Rozplakalam sie kiedy dal mi...malenkie buciki. Jednak dalej jest
        jak jest. W domu wszyscy podziwiaja mnie, ze zdecydowalam sie urodzic dziecko z
        gwaltu...a ja czuje sie strasznie...czasem mysle, zeby rzucic to wszystko i
        zaszyc sie w jakims domu samotnej matki...Piszac to ciagle widze jego czule
        oczy patrzace dzis na mnie...Ale ja glupia jestem...
        • karla78 Re: Pomocy! 07.12.05, 09:11
          Uff Karinko no to trochę namieszałaś.Ale nie martw się jakoś się ułoży. Trudno
          bedzie Ci wyplątać się z tych wszystkich kłamstw. A pewnie się kiedyś wyda - w
          końcu dziecko ma ojca. Jeśli się kochacie to nie widzę powodu dlaczego nie
          mielibyście być razem. To wszystko bardzo skomplikowane, ale trzymaj się
          dzielnie i pomyśl zwłaszcza o swoim dziecku. Pozdrawiam
          • karinka222 Re: Pomocy! 07.12.05, 22:09
            Karla i Szyszka dziekuje wam za dobre rady. Myslalam, ze jak napisze tutaj to
            ktos mnie potepi. Tak pieknie to wszystko to napisalyscie...Dalo mi to do
            myslenia. Czy ja rzeczywiscie musze myslec tylko o tym, jak zareaguja rodzice?
            Ja tez chce byc szczesliwa. Z nim i naszym dzieckiem. Powoli opuszcza mnie tez
            strach dotyczacy tego, co powiedza jego dzieci. Chce sie z nim zobaczyc.
            Stesknilam sie. Jeszcze raz go wyslucham i wyjasnie swoje obawy. Chyba dzieki
            wam zaczynam czuc, ze chce walczyc o swoje szczescie. Dam wam znac jak to sie
            potoczylo. Napisze. Obiecuje I pozdrawiam was dziewczyny!!!
        • szyszka81 Re: Pomocy! 07.12.05, 14:57
          skoro Go kochasz, to nie wiem czemu skazujesz i siebie i Jego na cierpienie. To
          Twoje życie a nie Twoich rodziców. Skoro chcecie być razem, to czemu odbierać
          dziecku normalny dom. Myśle że rodzice zrozumieją, jak zobaczą Wasze szczeście
          z tego, ze jesteście razem
      • g0sik Re: Pomocy! 07.12.05, 23:46
        Taaaaaaaak on ma 30 lat i ma synów w wieku 9 i 12 lat....Wcześnie został
        ojcem.......

        Nie urzekła mnie Twoja historia......ale na pewno będziecie dużą i kochającą się
        rodziną:P

        I nie pij więcej - trójka dzieci Ci chyba wystarczy?!
    • szyszka81 przesadzasz 07.12.05, 14:51
      to Ciebie wybrał, Ty jesteś dla niego ostoją, ukochaną osobą, dla Ciebie
      zmienił swoje życie, z Tobą chce je spędzić, z Tobą bedzie miał swoje dziecko.
      Wiadomo że są jakieś tam watpliwości i żale, ale rozdrapując to wszystko tylko
      niszczysz swoje szczęście i wpędzasz Go w poczucie winy, bo będzie miał
      wrażenie, że nie daje Ci wszystkiego co byś chciała.
      Rozchmurz się i nie szukaj dziury w całym.
      W końcu niedługo bedziecie szczęśliwym małżeństwem z dzidziusiem.
      I jak chcesz to idź w białej sukni, nie widze problemu. Biała suknia jest
      suknią ślubną, a nie suknia do ślubu kościelnego.
      Pozdrawiam
      • anya_26 Trzymaj sie Karinka! 08.12.05, 02:26
        Karinka!
        Pamiętaj że miłość, ta prawdziwa, jedyna wszystko przetrzyma. On Cię kocha i ty
        jego też, na pewno warto dla tej miłości zaryzykowac. Rodzice też cię kochają i
        nawet jeśli nie zaakceptują waszego związku od razu, to z czasem zrozumieją i
        wybaczą. Na razie nie myśl o nich, nie myśl o twoim mężczyźnie, pomyśl o sobie -
        czego Ty chcesz dla siebie i dziecka. Raczej nie będziesz całe życie mieszkać
        z rodzicami, masz swoje życie i musisz sama o nie zadbać. Rodzice chcą dla
        ciebie jak najlepiej, ale przecież oni tak naprawdę nie wiedzą co jest dla
        ciebie dobre. Tylko Ty możesz odpowiedzieć na to pytanie. Jego eks się nie
        przejmuj, zostawiła męża, tzn, że go nie chce. Dzieciom nie jst łatwo bez
        jednego z rodziców, ale lepiej jest jeśli nie dorastają w atmosferze
        nienawiści, awantur i ciągłego stresu. Ponadto, ich matka zostawila też własne
        dzieci, nie tylko męża
        Ja sama nie powiedziałam rodzicom o tym, że moj facet ma dziecko i niestety
        nadal:(( żonę. Czasami chcę żeby to jakoś "samo" wyszło, bo po prostu boję się
        im to powiedzieć. Ale jak on dostanie rozwód to chyba im powiem, zwłaszcza
        jeśli będę chciała zostać jego żoną. W każdy razie wiem że to trudniejsze niż
        się niektórym wydaje. Boję się i wymyślam kolejne powody do strachu, nawet
        absurdalne.
        Rodzice wychowują dziecko po to, by było samodzielne i by radziło sobie w życiu
        samo. Jesteś jeszcze barzdo młoda, ale nie jesteś ubezwłasnowolniona i
        potrafisz podejmować samodzielne decyzje, nawet jeśli to jest dla rodziców
        trudne do zaakceptowania. Rozumiem że masz poczucie winy, ale nie karaj siebie
        ani twojego mężczyzny, ani tym bardziej dziecka za jeden nieprzemyślany krok.
        Już i tak nie jest ci łatwo, nie przekreślaj swojej szansy na prawdziwą miłość
        i szczęśliwe życie.
        • karinka222 Witam wszystkich mi życzliwych!!! 23.12.05, 02:11
          Tak jak obiecałam pare tygodni temu odezwałam się. Trochę późno, ale tak
          wyszło. Duuużo się w moim życiu wydarzyło. Po moim ostatnim poście na tym forum
          całkowicie się przemogłam i zaczęłam działać. Zadzwoniłam do ojca mojego
          dzidziusia. Spotkaliśmy się. Zapewniał, że mnie kocha i chce być ze mną, że nie
          wyobraża sobie innego życia. Opowiedziałam mu o swoich obawach. On na to, że
          jest ze mną i damy radę. Zaraz po tej rozmowie podjęłam decyzję:chcę być z nim,
          moim ukochanym, jedynym. Poszedł razem ze mną do moich rodziców. Co się potem
          działo...Szok, płacz, pretensje, krzyki, że jestem niewdzięczna, puszczalska,
          rozbijam cudze rodziny, nie tak mnie wychowali. Potem słowa ojca, że nie chce
          znać mnie i tego bękarta. Nie mam prawa wstępu do domu. Kazali mi się pakować.
          Ja z płaczem wrzucałam rzeczy do walizki. On pomagał mi się pakować. Gdy już
          byłam przy drzwiach ojciec na odchodnym krzyknął, że pewnie i tak wróce skamląc
          o wybaczenie. Ale oni mnie już nie przyjmą. Na to mój ukochany, że póki on żyje
          nic takiego się nie stanie, bo ona na to nie pozwoli. Potem wyszliśmy. Ja cała
          zalana łzami poczułam silny ból brzucha. Wezwaną karetką pojechaliśmy do
          szpitala. Na szczęście nic mi się nie stało i dzidziusiowi też nie. Spędziłam w
          szpitalu parę dni. I wiecie co, chociaż straciłam rodziców{nie chcieli mnie
          odwiedzić), to zyskałam u swego boku cudownego człowieka. Patrzyłam jak
          opiekuje się mną, jak mówi do mojego brzucha. A właściwie do naszej córeczki.
          Bałam się jak to będzie z jego synami. Kiedy wróciłam ze szpitala to oni
          rozpakowali moje rzeczy i jeden z nich kupił dla mnie nawet ciasteczka. Byłam w
          szoku z jaka łatwościa mnie zaakceptowali. Ukochany powiedział mi, że dużo z
          nimi rozmawiał. Zaklepaliśmy termin ślubu w urzędzie. To już za mniesiąc. Jaka
          ja jestem szczęsliwa!!!Nie umiem tego opisać. Jego synowie pomagają mi we
          wszystkim. Teraz szykujemy się do naszych pierwszych, wspólnych świąt. Spędzimy
          je u nas w domu. Będą jego rodzice. Oni też bez problemu mnie zaakceptowali. I
          pomyśleć, że gdyby nie wsze posty nie przełamałabym się, a moja dzidzia nie
          miałaby taty. Dziękuję wam za to i pozdrawiamy was z moim przyszłym mężem,
          który teraz siedzi obok mnie i narzeka, że powinnam już iśc spać. Pozdrawiam .
          I mowię wam dziewczyny warto ryzykować. Dla wspaniałego uczucia jakim jest
          miłośc.
          • katia221 Re: Witam wszystkich mi życzliwych!!! 23.12.05, 08:15
            witam, przeczytałam twój wątek i chciałabym jedynie napisać abyś trzymała się
            dzielnie - jeżeli twoja rodzina nie chce twojego szczęścia to krzyż im na
            drodze - widocznie nie dorośli do tego aby być rodzicami. Życzę ci dużo
            szczęścia na nowej drodze życia i w twojej nowej rodzinie - i niech dzidzia
            zdrowo się chowa - a ty pamiętaj aby być dla swojego dziecka osobą, na którą
            zawsze będzie mogło liczyć - nigdy nie popełnij błędów swoich rodziców!
            • edysl1 Re: Witam wszystkich mi życzliwych!!! 23.12.05, 09:25
              Bardzo ciesze sie,ze wszystko pomyslnie sie ulozylo.Z przyjemnoscia czytalam,
              jak zakonczyla sie ta historia. Z rodzicami tez sie ulozy, zobaczysz.
              Zareagowali tak ostro pod wplywem emocji. Potrzebuja czasu, aby ochlonac, aby
              poukladac to wszystko i zrozumiec, dlaczego ich oklamalas i dlaczego w koncu
              sie przyznalas. Jestes ich dzieckiem, a chyba tylko milosc rodzicielska
              wszystko przetrzyma. Bedzie dobrze. Nadchodza Swieta Bozego Narodzenia, szkoda
              ze tyle przykrosci spotkalo Cie w tym cudownym okresie, ale jest to tez dobry
              moment,aby okazac rodzicom, ze mimo tego nadal ich kochasz.Moze jutro
              zadzwonisz z zyczeniami ? Jesli to wszystko zbyt swieze, to moze wyslij kartke?
              Do niczego nie namawiam, ale uwazam,ze w przyszlosci to zaowocuje.Rodzicow ma
              sie jednych i to im wiele zawdzieczamy, nawet jesli czasem sprawia duzo
              bolu,tak jak w przypadku Twojego taty. Pozdrawiam i zycze,abys byla szczesliwa
              tak jak teraz.
              • nicol144 Re: Witam wszystkich mi życzliwych!!! 23.12.05, 11:09
                Hej, hej. dzisiaj odnalazlem ten watek i tez sie prawie poplakala. Rowniez
                jestem w takiej sytuacji. Facet po rozwodzie, bez dziecka, zero kontakow z ex.
                Kochamy sie bardzo. A tamten slub to takie studenckie malzenstwo. w sumie nie
                moge byc bardziej zazdrosna o tamten zwiazek niz o po prostu ex ze studiow. a
                jednak boli mnie bardzo brak mozliwosci zawarcia slubu koscielnego. Czasami
                zagluszam to w sobie i wszystko jest ok, ale potem to wraza. Ide do kosciola,
                widze jak wszyscy dookola moga pojsc do spowiedzi jak im zle na duszy, a ja
                wiem ze nigdy nie bede miala tej mozliwosci. Nie chodzi mi w ogole o sam dzien
                slubu, suknie itp. Ale chodzi o samo przysiege przed Bogiem. Moj facet chce
                wziac ze mna slub, ale na sama mysl o slubie cywilnym robi mi sie niedobrze, bo
                one sa takie neiladne. Wiem ze zdecyduje sie na slub kiedy bedziemy mieli
                dziecko, ale niemniej bedzie to dla mnie nieprzyjemna ceromonia. Hmmmm.tak mi
                po prostu smutno. Juz chyba wszystko napisalyscie co mozna czuc na ten temat.
                kazda z nas chcialaby byc ta pierwsza i wyjatkowo. zeby dla naszych mezczyzn
                tez doswiadczenia bylo rownie nowe jak dla nas. I to boli. Bardzo. I pewnie
                zawsze bedzie niestety bolalo:-(
                • karla78 Re: Witam wszystkich mi życzliwych!!! 28.12.05, 14:08
                  Nicol jesteś i tak w dobrej sytuacji. Twój meżczyzna nie ma dziecka, więc nie
                  powinnaś się martwić. A faktycznie jest trochę żalu i bólu, że nie można wziąść
                  ślubu kościelnego. Ale ślub cywilny wcale nie musi być "nieładny". To zależy od
                  Was jak go zorganizujecie i od Waszego, a chyba głównie Twojego nastawienia.
                  Ja miałam cywilny ślub i był piękny - miałam suknię ecru, długą (ale biała mi
                  się zwyczajnie nie podobała), przyjęcie. Może byc tak jak sobie
                  wymarzysz.Rozumiem Cię bo na początku też myślałam podobnie, ale postaraj się
                  myśleć pozytywnie. Głowa do góry :)
                  • nicol144 Re: Witam wszystkich mi życzliwych!!! 29.12.05, 14:13
                    Dzieki Karla za dobre slowo:-) Tez pewnie bede miala jazdy przed slubem ale
                    jakos to bedzie:-)))) Chyba musze to miec po prostu w nosie:-)
          • karla78 Re: Witam wszystkich mi życzliwych!!! 28.12.05, 14:01
            Karinko widzę postępy. Tak trzymać! Cieszę się, że się wyjaśniło wszystko. Nie
            martw się rodzicami - musi pewnie minąć trochę czasu i będzie dobrze. Życze Ci
            mnóstwo szczęścia! Pozdrawiam
    • malgra Re: Ślub z rozwodnikiem 23.12.05, 19:20
      będzie Ci ciężko, do zazdrości o bylą żonę i dziecko dojdzie zawiść,każde jego
      spotkanie z bylą żoną będzie poprzedzone waszą sprzeczką, każdy jej telefon
      powodem do awantury. Jeśli nie przelamiesz się i nie zaakceptujesz jego
      przeszlości to lepiej zrezygnuj bądź wstrzymaj się ze ślubem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka